Z notatnika dziejopisa
- Dział: Felietony
Niepodległościowy Weekend, z wyjątkiem udziału w oficjalnym otwarciu Świątyni Bożej Opatrzności na warszawskim Wilanowie, spędziłem na sportowo, a nawet można rzec w większości futsalowo. Od dawna sportowe imprezy z okazji ważnych dat historycznych cenię wyżej niż popularne obecnie maszerowanie. Dlatego jeszcze za mojej kadencji szefowania futsalem postanowiliśmy z panem Szymonem Czeczko wkomponować w dzień 11 listopada organizację turniejów eliminacyjnych mistrzostw Polski U-20. Jeden z takich turniejów odbył się minionego weekendu w Warszawie w uniwersyteckiej hali przy ulicy Banacha. Bezkonkurencyjna okazała się młodzież Hurtapu Łęczyca. Hurtapowcy to uznana firma. Od czasu wycofania się z seniorskiego futsalu pan Wiktor Napióra zajął się futsalem młodzieżowym i czyni to z powodzeniem oraz krajowymi sukcesami. Gratulacje panie prezesie. Oprócz nich awansowali do finałów młodzi futsaliści AZS UMCS Lublin. I to właśnie podopieczni trenera Artura Gadzickiego zrobili na mnie największe futsalowe wrażenie. Kolejną imprezą, która w niepodległościowy czas odbywała się na Mazowszu, a dokładnie w Teresinie, był turniej barażowy o awans do ekstraligi kobiet. Jadąc do Teresina nie spodziewałem się, że ujrzę tam całą plejadę byłych i obecnych działaczy ze środowiska polskiego futsalu. I to ludzi znaczących. Był wiceprzewodniczący KFi PP PZPN, Grzegorz Morkis, był trener reprezentacji Polski kobiet w futsalu, Wojciech Weiss, był jeden z najznamienitszych ekspertów futsalu w Polsce, Tomek Aftański, wreszcie napotkałem sekretarza byłego Wydziału Futsalu PZPN, Leszka Łuckiewicza. Wszyscy oni działają teraz przy futsalu kobiecym. Nic tylko pozazdrościć rozwoju dyscypliny. Kiedyś, pamiętam, gdy zaczynaliśmy za namową Magdy Stefankiewicz, ledwie dobijaliśmy dziesiątki zespołów. Trzymam kciuki i proszę PZPN o organizację w Polsce jakiegoś międzynarodowego turnieju futsalu kobiecego.
Pięknym zwieńczeniem futsalowego weekendu był, przynajmniej dla mnie, telewizyjny mecz ekstraklasy futsalu pomiędzy AZS Uniwersytet Śląski a Gattą Zduńska Wola. Nie wiem, kto w Spółce FE, a kto w TVP odpowiada za dobór meczów telewizyjnych, ale muszę napisać, że mają przysłowiowego nosa do wyboru emocjonujących relacji. Może tylko poza pierwszym meczem w Toruniu pozostałe "spotkania telewizyjne" były futsalowymi smaczkami. Katowicki pojedynek przebił jednak wszystko. Zaczęło się już w ósmej sekundzie golem Tomka Dury dla AZS, a później napięcie oraz emocje tylko rosły. Działo się jak w scenariuszu mistrza filmowego horroru, Hitchcocka. Padł remis 4:4, a wyrównującego gola mistrzowie z Gatty zdobyli cztery sekundy przed syreną kończącą zawody. To dało się oglądać. Nawet doświadczeni telewizyjni komentatorzy, panowie Jasina oraz Kuchciak - niegdyś znakomici piłkarze, futsaliści, niemal piali z zachwytu nad dramaturgią meczu. Mnie w scenerii tego spotkania zachwyciło jeszcze jedno, piękna katowicka, a dokładnie Szopienicka hala. Pamiętam rozgrywane w niej mecze drużyny Jango Katowice. Pamiętam organizowany w niej przeze mnie mecz Polska - Włochy (wynik 2:3). Zawsze byłem i jestem fanem tej hali dla futsalu. Obecnie w ekstraklasie jest ona wraz ze szczecińską Azoty Arena najbardziej telewizyjną ze wszystkich, którymi dysponują zespoły FE. Mam nadzieję, że PZPN wraz z Komisją Futsalu zorganizują tam jakieś międzypaństwowe zawody, tym bardziej, że na przełomie stycznia oraz lutego na Śląsku ma odbyć się turniej z udziałem Polski, Włoch, Chorwacji i Finlandii. Polecam Szopienice.
Mimo że portal w nazwie ma zapisane futsal, obowiązkiem "dziejopisa" jest wspomnieć o piłce trawiastej, reprezentacyjnej. W meczu eliminacji MŚ Rosja 2018 pokonaliśmy na niewdzięcznym bukaresztańskim terenie Rumunów 3:0. Podnieśliśmy sobie tym samym wysoko autostradową bramkę na rosyjską imprezę. To był w naszym wykonaniu lepszy mecz niż ten słynny z Niemcami wygrany przez Polaków dwa lata temu. Wtedy mieliśmy dużo szczęścia, teraz dużo umiejętności. Mecz z Rumunami też kojarzy się z Weekendem Niepodległości, gdyż grano 11 listopada. Ale nie rozumiem beznamiętnego wiązania tej wygranej z tym ważnym świątecznym dniem, objawiającego się eufemistycznymi przekazami części komentatorów telewizyjnych. Ciągłe epatowanie "jedenastkami" - typu 11 minuta golowa, zawodnik numer 11 strzelił, czy bramka padła z 11 metrów, było nadinterpretacyjnym kojarzeniem wydarzeń. Powtarzane zbyt często stawało się niesmaczne. Pamiętam jak 1 maja 1977 roku wygraliśmy ważny mecz z Danią i ówczesne władze PRL, gratulowały piłkarzom godnego uczczenia "święta pracy". Ale to działo się w czasie słusznie minionym i niech nie powtarza się. A wracając do meczu. Brawo trener Nawałka, Brawo Lewandowski i cała reszta piłkarzy. My futsaliści trzymamy kciuki za wami. Tym bardziej, że jednym z kadrowiczów selekcjonera Nawałki jest Krzysztof Mączyński, który od niedawna jest "twarzą" futsalu polskiego. Mączyński około dekady temu grając w drużynie Kupczyka Kraków wywalczył futsalowe mistrzostwo Polski U-20. Fajnie, że nie zapomina o swojej futsalowej przygodzie. Zapewne coś z niej przydało mu się na dużym boisku, w reprezentacyjnej karierze.
Zarząd PZPN postanowił - Adam Kaźmierczak, prezes Łódzkiego ZPN będzie nowym przewodniczącym Komisji Futsalu i Piłki Plażowej związku. Jak wieść gminna niesie, jeszcze do poranka dnia zarządowego faworyt był inny, Bogdan Duraj. Nowy przewodniczący jest spoza środowiska futsalowego, ale jest członkiem zarządu PZPN i to jego ogromny plus. Miejmy nadzieję, że szybko rozejrzy się w środowisku, które jest jednak bardzo hermetyczne i znajdzie nić porozumienia. Być może, jako człowiek spoza futsalowego układu, wyjdzie z inicjatywami, które futsalowej braci nie przychodziły do głowy. Trzymajmy kciuki. Na pewno wyzwań jest sporo. Dla mnie najważniejsze, aby zachowana była, względnie wypracowana została długofalowa wizja polskiego futsalu. Bez tego, po omacku co cztery lata będziemy kopać się w przysłowiowe czoło. Znam ludzi futsalu, Europy oraz świata, z których wielu jest moimi przyjaciółmi, trzymających stery futsalu w swoich narodowych federacjach przez wiele lat, czy kadencji. A u nas zmiany - co trzy, co cztery lata, a kiedyś nawet częściej. Bez ciągłości programowej, jeżeli już nie ma personalnej, na pewno nie ruszymy z miejsca w dobrym kierunku. Na początek prośba - Panie Przewodniczący, niech pan nie zapomina o tak zwanym futsalowym terenie, bo polski futsal to nie tylko reprezentacje, Futsal Ekstraklasa, ligowe zmagania, mistrzostwa młodzieżowe. W kontaktach z terenem bywało w poprzednich kadencjach różnie. Czas teren docenić. Nie słownie, czy przy okazjonalnych spotkaniach, ale w czynach.
Andrzej Hendrzak
Andrzej Hendrzak