Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Niepodległościowy Weekend, z wyjątkiem udziału w oficjalnym otwarciu Świątyni Bożej Opatrzności na warszawskim Wilanowie, spędziłem na sportowo, a nawet można rzec w większości futsalowo. Od dawna sportowe imprezy z okazji ważnych dat historycznych cenię wyżej niż popularne obecnie maszerowanie. Dlatego jeszcze za mojej kadencji szefowania futsalem postanowiliśmy z panem Szymonem Czeczko wkomponować w dzień 11 listopada organizację turniejów eliminacyjnych mistrzostw Polski U-20. Jeden z takich turniejów odbył się minionego weekendu w Warszawie w uniwersyteckiej hali przy ulicy Banacha. Bezkonkurencyjna okazała się młodzież Hurtapu Łęczyca. Hurtapowcy to uznana firma. Od czasu wycofania się z seniorskiego futsalu pan Wiktor Napióra zajął się futsalem młodzieżowym i czyni to z powodzeniem oraz krajowymi sukcesami. Gratulacje panie prezesie. Oprócz nich awansowali do finałów młodzi futsaliści AZS UMCS Lublin. I to właśnie podopieczni trenera Artura Gadzickiego zrobili na mnie największe  futsalowe wrażenie. Kolejną imprezą, która w niepodległościowy czas odbywała się na Mazowszu, a dokładnie w Teresinie, był turniej barażowy o awans do ekstraligi kobiet. Jadąc do Teresina nie spodziewałem się, że ujrzę tam całą plejadę byłych i obecnych działaczy ze środowiska polskiego futsalu. I to ludzi znaczących. Był wiceprzewodniczący KFi PP PZPN, Grzegorz Morkis, był trener reprezentacji Polski kobiet w futsalu, Wojciech Weiss, był jeden z najznamienitszych ekspertów futsalu w Polsce, Tomek Aftański, wreszcie napotkałem sekretarza byłego Wydziału Futsalu PZPN, Leszka Łuckiewicza. Wszyscy oni działają teraz przy futsalu kobiecym. Nic tylko pozazdrościć rozwoju dyscypliny. Kiedyś, pamiętam, gdy zaczynaliśmy za namową  Magdy Stefankiewicz, ledwie dobijaliśmy dziesiątki zespołów. Trzymam kciuki i proszę PZPN o organizację w Polsce jakiegoś międzynarodowego turnieju futsalu kobiecego.
Pięknym zwieńczeniem futsalowego weekendu był, przynajmniej dla mnie, telewizyjny mecz ekstraklasy futsalu pomiędzy AZS Uniwersytet Śląski a Gattą Zduńska Wola. Nie wiem, kto w Spółce FE, a kto w TVP odpowiada za dobór meczów telewizyjnych, ale muszę napisać, że mają przysłowiowego nosa do wyboru emocjonujących relacji. Może tylko poza pierwszym meczem w Toruniu pozostałe "spotkania telewizyjne" były futsalowymi smaczkami. Katowicki pojedynek przebił jednak wszystko. Zaczęło się już w ósmej sekundzie golem Tomka Dury dla AZS, a później napięcie oraz emocje tylko rosły. Działo się jak w scenariuszu mistrza filmowego horroru, Hitchcocka. Padł remis 4:4, a wyrównującego gola mistrzowie z Gatty zdobyli cztery sekundy przed syreną kończącą zawody. To dało się oglądać. Nawet doświadczeni telewizyjni komentatorzy, panowie Jasina oraz Kuchciak - niegdyś znakomici piłkarze, futsaliści, niemal piali z zachwytu nad dramaturgią meczu. Mnie w scenerii tego spotkania zachwyciło jeszcze jedno, piękna katowicka, a dokładnie Szopienicka hala. Pamiętam rozgrywane w niej mecze drużyny Jango Katowice. Pamiętam organizowany w niej przeze mnie mecz Polska - Włochy (wynik 2:3). Zawsze byłem i jestem fanem tej hali dla futsalu. Obecnie w ekstraklasie jest ona wraz ze szczecińską Azoty Arena najbardziej telewizyjną ze wszystkich, którymi dysponują zespoły FE. Mam nadzieję, że PZPN wraz z Komisją Futsalu zorganizują tam jakieś międzypaństwowe zawody, tym bardziej, że na przełomie stycznia oraz lutego na Śląsku ma odbyć się turniej z udziałem Polski, Włoch, Chorwacji i Finlandii. Polecam Szopienice.

Mimo że portal w nazwie ma zapisane futsal, obowiązkiem "dziejopisa" jest wspomnieć o piłce trawiastej, reprezentacyjnej. W meczu eliminacji MŚ Rosja 2018 pokonaliśmy na niewdzięcznym bukaresztańskim terenie Rumunów 3:0. Podnieśliśmy sobie tym samym wysoko autostradową bramkę na rosyjską imprezę. To był w naszym wykonaniu lepszy mecz niż ten słynny z Niemcami wygrany przez Polaków dwa lata temu. Wtedy mieliśmy dużo szczęścia, teraz dużo umiejętności. Mecz z Rumunami też kojarzy się z Weekendem Niepodległości, gdyż grano 11 listopada. Ale nie rozumiem beznamiętnego wiązania tej wygranej z tym ważnym świątecznym dniem, objawiającego się eufemistycznymi przekazami części komentatorów telewizyjnych. Ciągłe epatowanie "jedenastkami" - typu 11 minuta golowa, zawodnik numer 11 strzelił, czy bramka padła z 11 metrów, było nadinterpretacyjnym kojarzeniem wydarzeń. Powtarzane zbyt często stawało się niesmaczne. Pamiętam jak 1 maja 1977 roku wygraliśmy ważny mecz z Danią i ówczesne władze PRL, gratulowały piłkarzom godnego uczczenia "święta pracy". Ale to działo się w czasie słusznie minionym i niech nie powtarza się. A wracając do meczu. Brawo trener Nawałka, Brawo Lewandowski i cała reszta piłkarzy. My futsaliści trzymamy kciuki za wami. Tym bardziej, że jednym z kadrowiczów selekcjonera Nawałki jest Krzysztof Mączyński, który od niedawna jest  "twarzą" futsalu polskiego. Mączyński około dekady temu grając w drużynie Kupczyka Kraków wywalczył futsalowe mistrzostwo Polski U-20. Fajnie, że nie zapomina o swojej futsalowej przygodzie.  Zapewne coś z niej przydało mu się na dużym boisku, w reprezentacyjnej karierze.
Zarząd PZPN postanowił - Adam Kaźmierczak, prezes Łódzkiego ZPN będzie nowym przewodniczącym Komisji  Futsalu i Piłki Plażowej związku. Jak wieść gminna niesie, jeszcze do poranka dnia zarządowego faworyt był inny, Bogdan Duraj. Nowy przewodniczący jest spoza środowiska futsalowego, ale jest członkiem zarządu PZPN i to jego ogromny plus. Miejmy nadzieję, że szybko rozejrzy się w środowisku, które jest jednak bardzo hermetyczne i znajdzie nić porozumienia. Być może, jako człowiek spoza futsalowego układu, wyjdzie z inicjatywami, które futsalowej braci nie przychodziły do głowy. Trzymajmy kciuki. Na pewno wyzwań jest sporo. Dla mnie najważniejsze, aby zachowana była, względnie wypracowana została długofalowa wizja polskiego futsalu. Bez tego, po omacku co cztery lata będziemy kopać się w przysłowiowe czoło. Znam ludzi futsalu, Europy oraz świata, z których wielu jest moimi przyjaciółmi, trzymających stery futsalu w swoich narodowych  federacjach przez wiele lat, czy kadencji. A u nas zmiany - co trzy, co cztery lata, a kiedyś nawet częściej. Bez ciągłości programowej, jeżeli już nie ma personalnej, na pewno nie ruszymy z miejsca w dobrym kierunku. Na początek prośba - Panie Przewodniczący, niech pan nie zapomina o tak zwanym futsalowym terenie, bo polski futsal to nie tylko reprezentacje, Futsal Ekstraklasa, ligowe zmagania, mistrzostwa młodzieżowe. W kontaktach z terenem bywało w poprzednich kadencjach różnie. Czas teren docenić. Nie słownie, czy przy okazjonalnych spotkaniach, ale w czynach.  

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Do Szczecina na mecz Pogoni 04 z Cleareksem jechałem zobaczyć ligowy futsal w osławionej z rekordów, w kategorii liczby kibiców futsalowych, hali sportowej, noszącej biznesową nazwę Azoty Arena. W poprzednim sezonie spotkanie Pogoń 04 Szczecin - Rekord Bielsko Biała oglądało w niej 5000 widzów. Niektórzy mówią, że policzyli i było więcej. Mecz towarzyski futsalu Polska - Rosja zgromadził na widowni także pięć tysięcy fanów halowej piłki. Tym samym pobito rekord rzeszowski sprzed lat, gdzie jeden z turniejów, bodajże z udziałem Serbów, Łotyszy i oczywiście Polaków zgromadził na hali Podpromie 4800 sympatyków futsalu. Piękne to dane i tylko szkoda, że nie na co dzień można opisywać takie ilości widzów na meczach futsalowych w Polsce. Był też taki mecz w Zgierzu z Rosją, o który bardzo zabiegał ówczesny prezes ŁZPN, Edward Potok, na który przyszła ledwie setka kibiców. A łódzkie było wówczas prężnym ośrodkiem futsalowym, bo był w ekstraklasie i Grembach Zgierz, i Hurtap Łęczyca. Wspominam o tym, by zaapelować do organizatorów przyszłorocznych eliminacji ME w futsalu, które odbędą się prawdopodobnie w Elblągu, aby nie lekceważyli problemu widowni, która także jest solą widowiska sportowego. Przygotowując się do szczecińskiego wyjazdu wysłuchałem opowiadań o atrakcjach, jakie każdorazowo organizatorzy fundują kibicom podczas meczów. Wynikało z tego, że Pogoń 04 firmuje mecz jako imprezę rodzinną, przygotowując dla dzieci wiele niespodzianek. Jest prowadzony zorganizowany doping, jak na meczach piłki siatkowej. Są wszelakie promocje i różne marketingowe działania. Sponsorzy z ochotą wspomagają futsalowe imprezy. Zadowolone jest miasto. Będzie atrakcyjnie, głośno, kolorowo. Czyli show. I tak było. Była niezwykła otoczka, której telewizja zaabsorbowana stroną sportową nie pokazuje w swoich transmisjach. A szkoda. Nie jest moim zadaniem opisywanie organizacji widowiska. Jednak, gdyby ktoś chciałby powzorować się, podaję nazwisko Mirka Grycmachera, który jak "mróweczka" uwijał się po hali, aby wszystko zagrało. No cóż, drogi Mirku - oprawa zagrała, ale piłkarze, niestety, nie. Wygrał Clearex. Taki już bywa sport. Nieprzewidywalny i może dlatego taki piękny. Jak kobiety, niemalże.
Gdy piszę te słowa, w środowe południe, w Warszawie obraduje nowy zarząd PZPN. Pośród wielu decyzji, jakie to szanowne gremium podejmie, jest powołanie na nową kadencję przewodniczącego Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Nie mam swojego faworyta, ale - moim zdaniem - powinien zostać przewodniczącym jeden z członków zarządu, który do pracy dobierze sobie ludzi merytorycznie do futsalu oraz piłki plażowej przygotowanych. Sam wiem, jak trudno jest zarządzać, nie będąc stałym członkiem kierowniczego gremium PZPN. Jak trudno trafić ze swoimi racjami. Jak trzeba poszukiwać mentorów w gronie członków zarządu, wiceprezesów. A zarządzanie, kierowanie będąc w tym gronie, to już całkiem inna bajka decyzyjna. I na pewno korzystniejsza dla futsalu. Mam nadzieję, że takie ewentualne rozstrzygnięcia nikogo nie urażą i osoby, którym zależy na futsalu przyjmą to z pokorą, i zadeklarują współpracę. Będąc przy niewymienianych z nazwiskach członkach zarządu, którzy sprawdziliby się w tej Komisji jedynie podpowiem, że odpowiedzialni za powołania powinni zorientować się, gdzie, w jakich regionalnych związkach futsal i piłka plażowa mają silne ośrodki oraz osiągają dobre wyniki sportowe. A nie jest to na pewno zbyt duży wybór. Dla mnie byłoby to głosowanie pomiędzy członkami zarządu z Katowic oraz Łodzi.

Prowadzę nieoficjalną listę zawodników, którzy urzekli mnie swoją grą w telewizyjnych meczach futsalowych. Wstyd pisać, ale jest ciągle niemal biała. Zastanawiałem się nawet, czy to czasem kamera nie okłamuje i nie mam kogo zapisać. A może zbyt wysoko podniosłem poprzeczkę poziomu sportowego. Niemniej, oczekiwania muszą być wysokie, o ile mamy grać w ważnych europejskich - na razie -  imprezach. Po pięciu kolejkach miałem na niej tylko dwa nazwiska. I byli to raczej weterani (Broń Boże - nie piszę tego w negatywnym wymiarze tylko z podziwem) futsalowych parkietów - panowie Groszak oraz Frajtag. Na szczęście mecz Pogoni 04 z Cleareksem Chorzów pozwolił mi dopisać do listy jeszcze jedno nazwisko. Wreszcie młodego futsalowca, ledwie dwudziestoletniego. Brzmi ono - Mikołaj Zastawnik. Wow, chciałoby powiedzieć się, obserwując go w akcji w szczecińskiej Arena Azoty. Z zainteresowaniem poobserwuję jego karierę. Chłopak ma papiery na granie w futsal i całkiem bogatą jak na dwudziestolatka kolekcję trofeów - mistrzostwo Polski U-16, U-18, mistrzostwo Polski oraz Puchar Polski seniorów, miano futsalowego odkrycia sezonu 2014/2015, udział w turnieju eliminacyjnym EURO 2016. A zaczynał w Wiśle Krakbet Kraków, której już nie ma - a szkoda - na futsalowej mapie polskich klubów. Być może jest to ten zawodnik, który poprowadzi za kilka lat nasz polski futsal do "dziesiątki" europejskiej. Gdy już jestem przy futsalowej młodzieży, to zapytam - czy nasze reprezentacje młodzieżowe nie grają zbyt mało meczów międzypaństwowych w roku. Pamiętam, jak poprzedni trener Gerard Juszczak dążył do zmaksymalizowania ilości takich pojedynków. I co by nie mówić, przygotował sporą plejadę młodzieży, którzy z powodzeniem debiutowali, czy debiutują w pierwszej reprezentacji.
Polski ligowy futsal  jest w TVP (też w telegazecie), jest na portalu 90minut.pl, jest w Super Eksprssie, jest w branżowym tygodniku Piłka Nożna (za co dziękuje gorąco redaktorowi Godlewskiemu), jest w katowickim SPORCIE, jest oczywiście na portalu futsal-polska.pl oraz stronie związkowej PZPN. Pewnie mógłbym wymienić jeszcze sporo portali, czy mediów regionalnych, w których zajmuje bardziej lub mniej poczesne miejsce. Jest na stronach internetowych klubów, futsalowych środowisk. I tak mógłbym wymieniać bez końca. Nie bez kozery kilka lat temu "Wyborcza" napisała, że amatorsko w futsal gra w Polsce około 2 miliony ludzi. I jest to potęga, tylko ją należy skanalizować odpowiednio. Podejrzewam, że taką popularnością inne dyscypliny sportowe, zespołowe nie pochwalą się. Dlatego dziwi mnie trochę, że największy polski dziennik sportowy, czyli "Przegląd Sportowy" nie zamieszcza na swoich łamach regularnych informacji o futsalu. A przecież dział piłkarski jest tam rozbudowany do niebotycznych, niemal, rozmiarów. Nie chcę nawet myśleć, że dziennikarze piłkarscy "PS" lekceważą futsal. Rozumiem, że piłka trawiasta jest pochłaniaczem czasu i jest atrakcyjniejsza, ale panowie - na Boga - zróbcie też coś dla idei. Idei piłkarskiej, oczywiście. Przecież futsal jest w strukturach PZPN. Kiedy jeszcze w "PS" pracował nieodżałowany redaktor Krzysztof Bazylow regularnie co wtorek były wyniki, tabelka, krótki opis. Czy tak trudno o kontynuację? W razie czego środowisko futsalowe - mam nadzieję - pomoże panom redaktorom. 

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...