Z notatnika dziejopisa

Polski wieszcz okresu rozbiorowego po I Rzeczypospolitej, do którego przyznają się obecnie i Litwini, i Białorusini, marzył w swym najbardziej znanym dziele o tym, by jego księgi trafiały pod strzechy. W przenośni miały być one odnośnikiem nośności poematu, nie tylko w kręgach zainteresowanych, ale wszem i wobec. Nawet pośród nie zajmujących się na co dzień jego treściami. Postanowiłem posłużyć się słowami wieszcza w odniesieniu do zainteresowania medialnego futsalem w Polsce współczesnej. Nie da się bowiem ukryć, iż pozycja futsalu w tak zwanych mass mediach - obojętnie, czy pisanych, gazetowych, mówionych, elektronicznych, wizualnych, etc. - nie jest na jakimś oszałamiającym poziomie. I nie chodzi nawet o jakość merytoryczną, lecz regularny brak futsalu w gronie tzw. „pierwszego rzutu medialnego”. I to jest ta największa – moim zdaniem – słabość polskiego futsalu ery współczesnej. Rzecz – znając realia – na chwilę obecną systemowo nierozwiązywalna.

Niemniej, futsal pnie się w górę, a środowisko ani myśli odpuszczać i w wielu przypadkach bez centralnej koordynacji, poprzez rozmaite oddolne działania, próbuje trafiać pod owe przysłowiowe „strzechy”. Tym samym pokazuje, że daje sobie radę. Chwilo trwaj – chciałoby się rzec - prosząc jedynie decydentów o nieprzeszkadzanie niestosownymi zarządzeniami, względnie zaleceniami.

Najnowszym przykładem jest Konferencja Metodyczno – Szkoleniowa dla nauczycieli wychowania fizycznego wszystkich typów szkół województwa śląskiego pod hasłem „Wychowanie dzieci i młodzieży przez sport – Nowe możliwości – Futsal. Współorganizatorem przedsięwzięcia był futsalowy Piast Gliwice. Głównym pomysłodawcą profesor Marek Sitarz. Przedstawiono program – godny polecenia całej futsalowej Polsce - którego misją jest szkolenie dzieci i młodzieży w zakresie futsalu, dyscypliny jak najbardziej akuratnej do szkół. Jako felietoniście, który preferuje pozytywizm, a nie romantyczne machanie szabelką, miło mi jest, że postawiono na pracę od podstaw. Liczę, że objawią się podobne pomysły w innych regionach. Z tego co wiem, próby wciągnięcia dzieci i młodzieży do futsalu poprzez ligi szkolne czynione są choćby na Mazowszu.

Ale powróćmy jeszcze na moment do futsalowego przekazu. Wydaje się, że nawet będąc w ograniczonym zasięgu, spełnia on stosowną rolę na polu poznawczym. Z przeprowadzonych rozmów - sondaży wyziera optymizm. Coraz więcej osób poznaje dyscyplinę poprzez atrakcyjne internetowe strony klubowe, niezależne futsalowe portale, portal FE, okazyjne wydawnictwa papierowe, prowadzone konkursy, turnieje, czy nawet strony internetowe regionalnych związków piłkarskich. Do futsalu przybliżają się ludzie, którzy do tej pory uznawali to słowo za jakiś zagraniczny wyznacznik anatomiczny. Tak oto na różne sposoby powoli materializują się współczesne „futsalowe strzechy”. Jeżeli ktoś nie interesujący się dyscypliną potrafi wymówić i określić znaczenie słowa „futsal”, jest już wielkim osiągnięciem. Możliwe, że to właśnie poprzez różnorodne futsalowe przekazy przypadkowe osoby zainteresowały się „małą piłeczką”.

Sam pamiętam, jak kilka lat wstecz wysoki działacz związku piłkarskiego z budynku przy Bitwy Warszawskiej w stolicy nagminnie zamiast futsal powtarzał „fuksal”. Nie chcę wymieniać kolejnych przykładów, by niektórych wysokich rangą działaczy związku nie kompromitować (działają do teraz), jak w trakcie rozmów o dyscyplinie pytali – jakiej wysokości bandy są potrzebne do gry.

W północnej grupie I ligi futsalu doszło do dwóch nieoczekiwanych rozstrzygnięć. Dwójka liderów, zdawałoby się nie do ruszenia, doznała porażek. O ile Lubawa w Kartuzach nie musiała mieć łatwo, to porażka Leszna na własnych śmieciach z białostockim Heliosem, który obecny sezon ma wybitnie pod kreską, jest sporą niespodzianka. Tym samym „krew liderów poczuli” futsaliści Lęborka z grupy pościgowej. Może jeszcze być ciekawie. W grupie południowej duet polkowicko-gliwicki też jeszcze nie może być spokojny, gdyż Gwiazda z Rudy Śląskiej tradycyjnie czai się na zapleczu awansowym. W każdym razie rywalizacja zapowiada się pasjonująco. Patrząc w przyszłość, dwa kluby gliwickie w futsalowej ekstraklasie – powiem, dzieje się! Mogą być ciekawe pojedynki derbowe. I to nie tylko na parkiecie(!).

Jak ważna jest pozycja bramkarza w futsalu, można było przekonać się podczas szlagieru ekstraklasowego w miniony poniedziałek na parkiecie w Bielsku Białej. Rywal Rekordu, FC Toruń, musiał wystąpić bez swojej bramkarskiej podpory, Nicolae Neagu. Świątyni Rekordu strzegł kapitalnie tego dnia usposobiony Bartek Nawrat. Torunianie próbowali dwóch bramkarzy, ale oni tylko byli. Natomiast Bartek bronił. Wynik 5-0 dla niewtajemniczonych może wskazywać na grę do jednej bramki. Akurat tak nie było. Podopieczni Łukasza Żebrowskiego wcale nie byli gorsi aż na tyle goli różnicy. Niestety, mieli mniej szczęścia i brakowało im pomiędzy słupkami „mołdawskiej podpory”. Jak widać, warto w futsalu inwestować w równy duet bramkarski. Rekord to ma i wygrywa.

Gdy już jestem przy meczu Rekordu z Toruniem, wspomnę jeszcze o jednej sprawie, która nasunęła mi się na myśl w trakcie transmisji. Normą we współczesnym przekazie sportowym jest prowadzenie relacji z meczu przez komentatora oraz eksperta danej dyscypliny. Nawet transmisję z popularnego ping ponga, którą oglądałem przed futsalowym meczem, realizowały przy mikrofonach dwie osoby.

Kiedy relacje live z meczów ekstraklasy futsalowej były udziałem TVP Sport, zawsze obok komentatora był futsalowy ekspert. Akurat komentator transmisji realizowanych dla SportKlubu zna się na futsalu dość dobrze i przekazuje wiedzę oraz komentuje obraz rzeczowo i przystępnie. Też super emocjonalnie. Niemniej, nie muszą być mu znane wszelkie futsalowe tajniki. Kiedy porówna się, chociażby, przekaz komentatorski z meczu Polska - Rosja, który robiły dwie osoby, widać zdecydowaną różnicę. Nie jest mi wiadome, kto decyduje o „dołożeniu” do relacji eksperta, ale proszę o wzięcie mojego – i nie tylko – apelu pod rozwagę. Mam nadzieję, że nie chodzi o koszty.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Tygodnik „Piłka Nożna” wraz z telewizją Polsat zorganizowały wielką fetę, ogłaszając najlepszych w różnych kategoriach w polskiej piłce nożnej w roku 2018. Największym zaskoczeniem był dla wielu (ale nie dla mnie) wynik wyboru najlepszego piłkarza „kopanej” w kraju nad Bugiem, Wisła oraz Odrą. Wszem i wobec spodziewano się, iż wygra słynny „Lewy” Lewandowski. Tymczasem psikusa sprawił nienajlepszemu w roku 2018 gwiazdorowi z Monachium, Łukasz Fabiański. Wyciszony i elegancki golkiper, występujący na co dzień na Wyspach Brytyjskich, pokonał piłkarza-celebrytę. I tak powinno być. W piłkę gra się na zielonej murawie, nie w internecie (!). Gdyby pan Robert w roku minionym poświęcił mniej czasu na osobisty serial transferowy, a może też na lansowanie się medialne, zapewne nie miałby problemu ze zwycięstwem w plebiscycie. A tak – po nie najlepszym sportowo roku – i drugie miejsce jest zaszczytem.

Ale nie o piłce trawiastej chciałbym pisać w kontekście owych wyborów tygodnika „Piłka Nożna”. Od lat zastanawia mnie, dlaczego pośród różnych kategorii nie ma futsalu. Są obcokrajowcy, kobiety, młodzieżowcy, osobowości i wiele innych opcji. A futsalu brak. Według mnie świadczy to o znikomej wartości marketingu oraz PR osób za to odpowiedzialnych w środowisku futsalowym wszelkiej maści oraz opcji. Wstyd mości panowie. I to wstyd w momencie, kiedy polska reprezentacja futsalowa toczy całkiem przyzwoite mecze z Rosjanami. Nikła porażka oraz remis dają jak najlepsze świadectwo drodze budowy nowej kadry, obranej przez selekcjonera Błażeja Korczyńskiego. Co prawda nie postawiłbym jeszcze dzisiaj na bezproblemowy awans do finałów Mistrzostw Świata na Litwie, albo nawet na łatwe kwalifikacje do grona barażowiczów w walce o finały litewskie, lecz światełko nie tyle co zapaliło się, ale jasno świeci gdzieś tam w futsalowym reprezentacyjnym, seniorskim tunelu.

Mecze z Rosją w Opolu oraz Nysie, podczas których zarówno trener Korczyński jak i szkoleniowiec Sbornej Siergiej Skorowicz (pozdrawiam obydwu) próbowali nowych zawodników, nowych rozwiązań, szczególnie nam pokazały, iż niedługo możemy być gotowi do utarcia nosa teamom z pierwszej dziesiątki rankingowej futsalu europejskiego, a może także światowego. I za tym trzymam kciuki. Nie jestem aż takim optymistą, że będziemy seryjnie wygrywali z mocarzami z dziesiątki, niemniej zadowolą mnie nawet pojedyncze triumfy. Pokaże to bowiem, iż obrana droga jest właściwa i przynosi efekty. Tego oczekuję, podobnie jak regularnych wygranych z naszymi sąsiadami rankingowymi oraz zwycięstw z klasyfikowanymi niżej.

Względy zawodowe nie pozwoliły mi przybyć do Opola i Nysy. W tym czasie wojażowałem po Kaukazie, lecz po powrocie oglądnąłem mecze z nagrań. Pełne hale, futsalowa otoczka, piękna oprawa meczowa, transmisje live z fachowym komentarzem pokazują, że jak się przyłoży, to można futsal organizować nawet tam, gdzie aktualnie nie jest on sportem numer jeden. Jeszcze gdyby organizatorzy postarali się o profesjonalną wykładzinę futsalową, a nie kłuli mnie w oczy mnogością linii na parkietach hal, byłbym całkowicie kontent.

W Opolu kończył reprezentacyjną karierę kapitan Marcin Mikołajewicz, a rozpoczynał grę z opaską kapitańską Michał Kubik. Obydwaj to znaczące postacie polskiego futsalu drugiej dekady XXI wieku. Tak się złożyło, że obydwaj rozpoczynali reprezentacyjną przygodę, gdy miałem przyjemność zawiadywać polskim futsalem. I co ciekawe, na obydwóch stawiał i w klubie i w kadrze najlepszy – moim zdaniem – szkoleniowiec reprezentacji młodzieżowych minionych lat w futsalu, Gerard Juszczak.

O ile Michał od początku – według opinii znawców – był stworzony dla futsalu, to Marcin długo musiał udowadniać swoją przydatność. I właśnie ten charakter, ta nieustępliwość w dążeniu do celu podoba mi się u niego najbardziej. Zresztą nowy kapitan też jest niezwykle charakterny i wojowniczy. Czasami może aż za bardzo. Akurat ja cenię wojowników. Może dlatego, że w czasach, kiedy parałem się reprezentacyjnym futsalem, występowali w kadrze między innymi tacy wojownicy jak Korczyński, Kuchciak, Jasiński, Dąbrowski, Filipczak, Krawczyk, Szłapa, Hirsch. Nie pozwalali oni sobie byle komu w kij dmuchać. I oby kapitan Kubik pod nadzorem selekcjonera Korczyńskiego zaszczepił po dekadzie „miękkości” dawną charakterność, by nie napisać „pazerność”, nowej kadrze.

Marcin Mikołajewicz zatrzymał swój reprezentacyjny licznik na liczbie 105. Różne źródła podają, iż Krzysztof Kuchciak rozegrał w reprezentacji futsalowej 106, względnie 107 meczów. W PZPN istnieje elitarny klub reprezentanta, który zrzesza kadrowiczów mających godną ilość (powiedzmy 80) występów w reprezentacji seniorskiej Polski. Nie postawię nawet złamanego szeląga, by napisać, iż przyjęci do niego zostali oficjalnie zawodnicy futsalowi. Najzwyczajniej nie wiem.

Byłbym zaskoczony (i to pozytywnie), gdyby tak stało się. Pamiętam jak przed laty walczyłem w związku, a pomagał w tym mocno pan prezes Zdzisław Wolny, by wpisać Krzysztofa Kuchciaka do tego grona. Wynik nie był pozytywny. Może czas to zmienić. I tego oczekuję – o ile jeszcze to nie stało się – od pana prezesa Bednarka oraz pana przewodniczącego Kaźmierczaka.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Tomasz Akwinata mawiał, iż należy ciągle się dyscyplinować, by nie ulegać zgubnemu nawykowi mniemania, że należy coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Dlatego pisząc felietony staram się podchodzić czasami do nich bardziej - jak to się teraz mówi - „lajtowo”. Co nie znaczy, że poruszana tematyka nie jest rzeczywista, rodem z hal, gabinetów, szatni, treningów. Od czytelników jedynie zależy, które ze zdań potraktują poważniej a które z cynicznym chichotem lub jako futsalową formę żartu.

Załóżmy, iż w tworzonym pierwszym akapicie felietonu zechcę odpowiedzieć na pytanie – po co zajmujemy się, uprawiamy futsal. Powiedzmy, że pierwsza odpowiedź brzmi – dla samorealizacji, popularności. Druga zapewne nie będzie brzmiała "dla pieniędzy", gdyż są one w futsalu w porównaniu z piłką trawiastą żenująco niskie. Ale być może prawdziwa jest odpowiedź trzecia – dla Orzełka na koszulce i Mazurka Dąbrowskiego w uszach. I wreszcie jakby w rezerwie znajdzie się wersja czwarta – nie spełniło się środowisko w bardziej oczywistych, powiedzmy olimpijskich, sportach więc „przytuliło” halową piłkę. Można jeszcze postawić tezę, iż robione jest to wszystko dla poprawienia kondycji fizycznej oraz psychicznej, lepszego wyglądu, czy też samopoczucia. Niestety, piąta teza – patrząc na panujący rozgardiasz – nie trzyma się kupy, więc do odrzucenia. Pozostaje czytelnikom dać możliwość wyboru, co w tym futsalu jest im najbliższe. W organizowanym na chybcika telefonicznym quizie sporo osób postawiło na wersję czwartą, rezerwową.

Początek roku – jak zawsze – jest dla rozgrywek ligowych w futsalu w Polsce bardzo rozchwiany terminowo. Nakładają się kalendarze, gdzieś tak do połowy lutego, rozgrywek ligowych, meczów reprezentacji, rozgrywek akademickich, rywalizacji pucharowych. Ekstraklasa rozegrała dwa mecze ligowe i przerwa na puchar. Następnie na kadrę. I znowu jeden mecz i kolejna tura pucharowa. W międzyczasie półfinały oraz finały AMP-ów. Stąd „kulawe” kolejki. Szczególnie od czasu, gdy PZPN zmienił (i słusznie) zapis regulaminowy, powodujący, że jedno powołanie do kadry (dawniej było dwóch zawodników) stwarza możliwość przełożenia meczu. Nie jestem trenerem – na szczęście – więc nie dotyczą mnie problemy z utrzymaniem formy drużyn przy tak nieregularnym graniu. Ogólnie mi się to nie podoba. Dlatego zapytam kompetentnych osób, czy nie można byłoby na przyszłość jakoś sensowniej układać tej „zabawy”? Proszę mi wierzyć - nie daje to pozytywnego odbioru dla ewentualnych sponsorów. A wnerwia kibiców.

Halowy Puchar Polski w futsalu doszedł już do 1/8 finału. Sensacji nie było. Dziesięć zespołów ekstraklasy (bez Chojnic oraz Gdańska) zameldowało się na kolejnym etapie rozgrywek. Ponadto pięciu pierwszoligowców oraz jeden drugoligowiec z Wielkopolski - Grupa CRB Mrówka Mosina. Puchar jest dobrą okazją do poznania pięknej Polski, naszej Ojczyzny. Przejazdy, choćby, z Dolnego Śląska na Kielecczyznę, czy ze Śląska w Lubuskie są niewątpliwie krajoznawcze, ale - co dla felietonisty ważniejsze - pozwalają gdzieś tam hen w terenie zaprezentować futsal z najwyższej krajowej półki. I o to też przecież w pucharowej rywalizacji chodzi. Osobiście czekam na kolejne niespodzianki „mrówkowców”, a także życzę teamom z zaplecza ekstraklasy kolejnych awansów. Mam nadzieje, że - niezależnie od wyników losowania - Lubawa oraz Leszno postarają się o to.

Przeczytałem wywiad z hiszpańskim graczem zespołu Jelcza-Laskowice. W pamięci najbardziej utkwił mi passus, w którym mówi on, iż w Hiszpanii uprawianie jednoczesne piłki trawiastej oraz futsalu nie jest normalne. Dla mnie nie było to już normalne dekadę temu, kiedy w PZPN podjąłem, w porozumieniu z klubami futsalu, działania zmierzające do rozdzielenia uprawiania tych dwóch dyscyplin w naszym kraju. Cieszę się, że mimo różnych perturbacji, niechęci do zmian, sygnowanych przez grupy pseudo-działaczy, ogólnie proces został utrzymany. Procentuje to obecnie dobrymi wynikami reprezentacji, profesjonalizacją ekstraklasy futsalowej (nota bene też wtedy założona została spółka futsalowa). Nie powiem, żeby była to wówczas decyzja przez wszystkich akceptowalna, ale – jak czas pokazał – konieczna. Jak ktoś pragnie podejmować tylko decyzje popularne, to nie nadaje się na działacza w sporcie. Wydaje mi się, że nadszedł czas, by podobne zmiany wcielać w życie w futsalu kobiecym. I to jak najszybciej, by na lata nie pozostać w blokach startowych.

Nie staram się być malkontentem, ale są sprawy tak oczywiste, że grzechem byłoby nie odnieść się do nich. W miniony weekend w Bielsku Białej odbywał się finałowy turniej Młodzieżowych Mistrzostw Polski U-14. Mistrzem zostali chłopcy z Rekordu. Ale nie o tym chcę napisać. Turniej był rozgrywany na profesjonalnej wykładzinie futsalowej. Daje to całkiem inny odbiór futsalu, niż na halach poszatkowanych liniami koszykówki, siatkówki i Bóg wie jeszcze czego. Brawo, tak powinno być podczas każdego finału MMP. Związek piłkarski przecież do biednych nie należy. Aby nie było za pięknie, mecz ekstraklasy futsalu Rekordu z Orłem pod egidą ekstraklasowej spółki był rozgrywany w tej samej hali bez owej „słynnej” już futsalowej maty. Mimo, iż mata pewnie leżała w bielskich magazynach. Dawało to odbiór wizualny nieporównywalnie gorszy. I jak to tłumaczyć?

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno spotkałem znajomego menadżera filozofii stosowanej, z którym nie widzieliśmy się kilkanaście lat. Pamiętając moje relacje ze sportem zapytał, co tam nowego. Opowiedziałem mu wybiórczo o futsalu młodzieżowym. Wysłuchał i powiedział – dowodzone jest, że tworzenie jakiejś kampanii promocyjnej przypomina pisanie horoskopów. Natomiast niewątpliwie jednym z kluczy do sukcesu jest potęga autorytetu zaprzęgnięta w pomysł. A kiedy do tego doda się – kontynuował znajomy – kilka ogólników oraz udaną imprezę, można uniwersalnie uznać, iż projekt znalazł zwolenników.

Coś w tym jest, pomyślałem, i przypomniał mi się pewien amerykański psycholog, który systematyzując zachowania stwierdził, że poprzez umiejętnie przeprowadzoną uniwersalną analizę osobowości każdy z odbiorców uzna to za precyzyjną charakterystykę własnej osoby. Czy można analizę przenieść z osoby na problem? - zapytałem. Czemu nie. Podobnie ma rzecz się z waszym futsalem, stwierdził, finalizując dyskurs, znajomy – każdy wybierze coś ciekawego dla siebie i każdy uzna wydarzenie, do którego się przyłożył za swój sukces.

Rozmowa ta przypomniała mi się w minioną sobotę, kiedy w warszawskim Wilanowie oglądałem futsalowy super turniej dla dwunastolatków. Turniej w ciekawej obsadzie z narybkiem sześciu klubów Futsal Ekstraklasy oraz sześciu klubów I ligi futsalowej. I co ciekawe, wygrała szkółka pierwszoligowca z Lubawy, pokonując w finale do zera profesjonalny Rekord z Bielska Białej.

Dwunastolatki, dziesięciolatki – to kategorie wiekowe, które należy szczególnie celebrować, gdy myślimy o silnym futsalu w przyszłości. Dobrze, że pojawił się projekt pod nazwą Futsal Młoda Ekstraklasa z jej dyrektorem sportowym Jakubem Drwalem, który myśl materializuje. Oby więcej takich „drwali” w naszym futsalu. Oprawy imprezy nie powstydziłyby się międzynarodowe turnieje. A na pewno była lepsza od turniejów młodzieżowych mistrzostw Polski pod związkową kuratelą. Jedynym dla mnie minusem – niezależnym jednak od organizatorów – był brak dwunastolatków z połowy ekstraklasowych teamów. Choćby takich klubów jak Clearex, Pogoń 04, Gatta.

W ogóle ta sobota – przynajmniej w moim odczuciu – obfitowała w futsalowe newsy. Trener Acany Orła poinformował mnie na trybunach wilanowskiej hali o transferze do jego klubu zawodnika z najwyższej światowej półki, brazylijskiego Włocha Adriano Foglii. Co prawda ma on za sobą lata świetności, gdy był wybierany najlepszym futsalistą globu, ale już sam fakt transferu do polskiej przeciętnej ekstraklasy futsalu światowej gwiazdy podnosi jakby z urzędu jej atrakcyjność. Podbija wartość działań marketingowych oraz poziomu sportowego sympatycznego klubu z Jelcza-Laskowic. Czasami taki transfer potrafi bardziej zainteresować potencjalnych sponsorów, niż aktywne działania różnych gremiów zarządzających w polskim futsalu. Oby jednak nie zostało to zmarnowane marketingowo, podobnie jak uczestnictwo Polski w finałach ME Słowenia – 2018.

Polski futsal tworzy układanka wzajemnych zależności - związku, spółki, klubów, sponsorów, mediów, działaczy, pro-futsalowych projektów, amatorskiego grania. Problemem obecnie nierozwiązywalnym jest zgodna koegzystencja wszystkich klocków owego futsalowego domina. Czytając różne, nie zawsze pozytywne, wpisy po debiucie Foglii w ekstraklasie, czy udanym turnieju dwunastolatków, zastanawiam się, dlaczego jawi się tyle żółci w dyskredytowania osiągnięć innych. Z własnej ułomności? Braku poczucia wartości? Czy najzwyczajniej z głupoty? Przecież jedyną odpowiedzią na to, że ktoś robi coś lepiej, jest zaprząc się do cięższej pracy i pokazać konkurentowi, iż jest się lepszym. Tak jak to robią pan Drwal, czy pan Bednarz.

Niedługo reprezentacja zagra z silną Rosją. Mecze zaplanowano w Opolu oraz Nysie. Jako znający od tak zwanej podszewki realia PZPN w przyznawaniu meczów reprezentacji, nie dyskutuję nad lokalizacją, wiedząc, iż nie zawsze decydują o tym aspekty sportowo-futsalowe. Niemniej, mam nadzieję, iż będą to lepsze imprezy, niż ubiegłoroczny futsalowy opolski Final Four Pucharu Polski. O stronie sportowej nie wypowiem się, gdyż akurat tutaj wszystko w nogach, głowach selekcjonera Błażeja oraz jego wybrańców – orłów.

Natomiast pozwolę sobie – będąc przy lokalizacjach rozgrywania meczów – odnieść się do przyszłości. Jak wieść gminna - i nie tylko - niesie, wiosną do Polski ma zawitać futsalowa Brazylia. Nie chciałbym tułać się po Koszalinach i podobnych na północy Polski halach, lecz oglądnąć futsalowych Canarinhos w kolebce polskiego futsalu, czyli na Śląsku. Chociażby Gliwice posiadają piękną, nową, pojemną halę. A drugi mecz, może w Polsce centralnej, z dogodnym dojazdem dla kibiców z różnych stron Polski. Na przykład w Łodzi – mateczniku przewodniczącego Komisji Futsalu.

Zapewne ważnym elementem w takim meczu będzie liczba kibiców. Podczas trzykrotnych wizyt polskiego futsalu w kraju kawy było odpowiednio około 8 tysięcy (2001), 10 tysięcy (2012), 5 tysięcy (2018) kibiców na każdym meczu na trybunach. Warto więc postarać się i nie być gorszym, pokusić o pobicie rekordów z czasów przewodniczenia futsalowi przez pana Grenia, kiedy w Rzeszowie oraz bodajże w Szczecinie gromadzono na trybunach po 5 tysięcy, a może nawet ciut więcej, widzów. No i jest okazja pokazać, że polski „futsal gromadny”, to nie tylko internetowe lajki, ale rzeczywista rzeczywistość – jak mawia klasyk.  

Pisząc w dwóch felietonach o mijającym roku 2018 w polskim futsalu niechcący zmarginalizowałem sprawę trenerską. Postaram się więc o kilka zdań o nich, na kanwie Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Drużyn uczestniczących w tych rozgrywkach przybywa, ale czy szkolących młodych adeptów futsalu trenerów z futsalowymi uprawnieniami też? Wątpię. Zarówno od szkoleniowców młodzieżowych, jak i od trenerów II ligi futsalu, związek nie wymaga posiadania futsalowych uprawnień. Być może trzeba to zrobić. Na pewno byłby to kolejny pozytywny krok dla rozwoju dyscypliny. O ile na Śląsku trenerska świadomość futsalowa jest rozwinięta, to w innych regionach Polski, a nawet w ich większości, potrzebę takiego doszkalania zbywa się machnięciem ręki.

W 2018 roku trzy związki wojewódzkie z różnych stron Polski ogłosiły organizację futsalowych kursów trenerskich PZPN Futsal C. I wszystkie „padły” z braku chętnych (aktualnie trwa nabór w Mazowieckim ZPN). Czyli futsalowe doszkalanie się nie jest popularne. A może zbyt wiele kosztuje? Jest to zagadnienie warte rozważenia przez futsalową centralę. Prawda stara jak świat mówi – warto coś włożyć, by więcej osiągnąć. W tym przypadku ROZWÓJ.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Czy kiedyś – szanowni czytelnicy – zastanawialiście się, jak niemal automatycznie mówimy, iż niebo jest niebieskie, trawa zielona, a śnieg biały? Ale już nie zastanawiamy się, czy na pewno tak jest. A przecież barwy każdy postrzega inaczej, bowiem kolor należy do zjawisk abstrakcyjnych. W kolorach najczęściej mylimy niebieski z zielonym. Rzekomo lepiej na kolorach znają się kobiety, co nie znaczy, że mężczyźni są daltonistami. I co - owi daltoniści mają być przez to wykluczeni z życia? Nie. Tak samo jak będący dalej od jądra futsalu nie mogą być pozbawiani możliwości jego oceny – co nieraz sugerują różni decydenci.

Świat – choćby fotografii – zna bowiem wielu znakomitych fotografów, którzy okazali się daltonistami. Podobnie mnie udało spotkać się wielu ludzi, którzy mając rzadki kontakt z futsalem wypowiadają się o nim niezwykle merytoryczne. W tygodniu po poprzednim felietonie odbyłem dyskusję z kilkoma osobami od lat zasiedziałymi przy polskim futsalu na temat jego stanu. Każdy z nas postrzegał rzucony na tapetę problem inaczej. Rozumiem to i szanuję, nie próbując narzucać wiodącej optyki futsalowej. Dlatego warto zastanowić się nie raz i nie dwa, jak widzą futsal inni i czy oraz dlaczego ich sposób widzenia różni się od tego, co widzimy my, albo nim kierujący.

Tym wstępem pragnę wskazać, że nie wszystko roku 2018 w naszym futsalu było różowe i bywają przypadki, których nie udało się zapamiętać. Wymienię w felietonie tylko kilka przykładów, które mnie oraz moim interlokutorom - zawodnikom, trenerom, działaczom - przeleciały gdzieś mimo uszu jedynie.

Gremialnie nie udało się nam zapamiętać Final Four Pucharu Polski w futsalu. Nie takiej imprezy oczekiwała futsalowa Polska. Dlaczego ta sama komisja związkowa potrafi zorganizować kapitalną imprezę, z mediami najwyższej krajowej półki w beach soccerze, a nie udaje się jej od lat dokonać tego samego z futsalem? Czyżby grupa „plażowa” w komisji była bardziej operatywna? Czy może beach soccer lepiej sprzedaje się wizerunkowo (lato, plaża, słońce kontra zima, hala, zamknięta przestrzeń)? A może fani „plażówki” potrafią dojść do sponsorów, czego brakuje opcji  „halowej”? To tylko pytania. Odpowiedzi nie szukam. Niech weźmie je na siebie związek.

Nie udało się zapamiętać w Anno Domini 2018 godziwych występów polskiej reprezentacyjnej młodzieżówki. Nie znaczy, że było źle. Było tak sobie, w porównaniu z poprzednimi laty. Jeżeli to miała być cisza przed burzą, czyli przyczajenie się przed tegorocznymi eliminacjami Mistrzostw Europy, to manewr powiódł się. Nie mam nic przeciwko takiej taktyce. Czy się sprawdzi – zobaczymy niedługo. Życzę powodzenia. I jeszcze jednej reprezentacji nie udało nam się sensownie zapamiętać. Chodzi o team kobiecy. Dominuje wrażenie, iż kadra futsalowa kobieca jest niedoceniana w piłkarskim związku. I dopóki rozgrywki ligowe futsalu kobiecego będą tylko zimowym przerywnikiem dla zawodniczek klubów kobiecej piłki trawiastej, trudno o zmianę zdania. Nie chciałbym być w skórze trenera kadry, któremu przed ważnymi turniejami zawodniczki odmawiają gry w reprezentacji, gdyż są powiązane z piłką trawiastą, będącą akurat w pełni sezonu ligowego. A tylko dla mniej zorientowanych wspomnę, że tak bywało w roku 2018. Tymczasem najlepsi w Europie takiego problemu nie mają. A nawet te reprezentacje, które były za nami, już zrozumiały, że należy futsal kobiecy usamodzielniać.

Nie zapamiętałem wraz z rozmówcami zespołu ekstraklasy męskiej z podkrakowskich Słomnik. Po ich wycofaniu się z rozgrywek bez odpowiedzi pozostało pytanie, jak różne efemerydy uzyskują zaufanie zawodników, czy organów prowadzących rozgrywki. Z innego powodu trudno zapamiętać Pogoń 04 Szczecin. W klubie te same osoby zarządzające co przed laty, w czasach ciągłej progresji (tylko bez wytransferowanego do Spółki FE prezesa Macieja), a wyniki gorsze. Jeżeli odejście jednej osoby może aż tak zmienić wartość drużyny, to strach pomyśleć o innych klubach futsalu. No bo co by się stało, gdyby z Clearexu odszedł pan Wolny, z Piasta pan Jenczmionka, z Torunia pan Stasiuk, czy z Rekordu pan Szymura? Wygląda na to, że polski futsal klubowy rozpadłby się. Brrr, aż wzdrygam się na myśl o tym. A pamiętam, jak przed dekadą na jednym ze spotkań w PZPN ostrzegaliśmy zarządców polskiego futsalu klubowego o zagrożeniach jakie płyną z monotematycznego sponsoringu.

O ile nie zapamiętaliśmy nadmiaru transmisji z meczów międzypaństwowych polskich reprezentacji futsalowych, to jednak należy pochwalić inicjatywę transmitowania live finałowych turniejów młodzieżowych mistrzostw Polski. Podobnie pozytywnie należy odebrać przyjęcie wniosków tak zwanego terenu i otwarte losowania kolejnych szczebli rozgrywek pucharowych transmitowanych w internecie. Brawo. O taką przejrzystość przecież chodzi. Niestety, dla przeciwwagi napisać można o braku możliwości zapoznania się z raportem selekcjonera Korczyńskiego, spłodzonym po finałach ME w Słowenii. Jawny był raport selekcjonera Nawałki po mundialu rosyjskim, więc nie powinno być przeciwwskazań dla futsalu. Warto więc poprosić in gremio o podanie, gdzie można zapoznać się. Nie podejrzewam, by był utajniony. Przecież prezes Boniek, czy sekretarz generalny nieraz mówią, iż związek działa przy otwartej kurtynie.

O ile 2018 rok nie przyniósł godnego zapamiętania (wyjątek mecze na dużych halach w Bielsku Białej, Szczecinie oraz Toruniu) przełomu w podejściu klubowym do organizacji meczów, to wysypało różnymi banerami, ledami i marketingowo-promocyjnymi działaniami z multum większych i drobniejszych sponsorów w tle. Aż zapamiętać wszystko trudno. Ale – drogie kluby – nie zawsze opakowanie jest najważniejsze. Podejrzewam, iż sędziowie woleliby, aby im nikt nie przechodził przed stolikiem technicznym, czy nie musieliby przeskakiwać na nogami rozłożonymi tuż przy linii fotoreporterów. Zawodnikom pewnie pasowałoby nie przedzierać się do szatni pośród tłumów kibiców. Może dobrze byłoby, gdyby paru porządkowych znalazło się na każdym meczu. Warto też przeliczyć widzów na hali, by nie podpaść pod „masówkę”, nie mając na nią zezwolenia, etc. Dlatego nie zapamiętuję organizacji większości meczów ligowych AD 2018 ogólnie jako coś spełnionego. Podejrzewam, że jestem w mniejszości. Niemniej powiem - „futsalu nie idź tą drogą”.

Zastanawiam się nieraz, czy osoby deklarujące swoją miłość do futsalu, naprawdę są nimi w praktyce? Rok 2018 był drugim rokiem panowania w futsalu obecnej Komisji. Nie zaglądając jej w przysłowiowe papiery, jednak napisać można, iż objawiły się ciekawe inicjatywy w zakresie porządkowania szeroko rozumianych zasad postępowania, spraw regulaminowych, organizacyjnych, systemowych. I to nie tylko na zasadzie kliknij, wklej, czy przeglądnij, lecz w sensie poczynań wpisujących futsal w profesjonalizujący się system związkowy. Takie nowe otwarcie po poprzedniej kadencji „burz i naporów”. I to akurat jest godne zapamiętania.


Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W noworoczny poranek telewizje organizujące sylwestrowe szaleństwa w różnych miastach Polski ogłosiły, że to ich impreza wywołała największe uznanie. Być może każda ze stacji ma rację. I w każdej coś ciekawego widz, czy uczestnik imprezy, znalazł dla siebie. Rozpocząłem felieton od telewizyjnych inspiracji, gdyż w podobnym tonie zadowolenia z siebie o minionym 2018 roku wypowiadają się różne podmioty polskiego futsalu.

Jako felietonista w żadnym wypadku nie będę brał się za numeryczne ocenianie tego stanu. Wychodzę bowiem z założenia, iż – jak mówi polskie przysłowie – „Każda pliszka (to taki ptaszek) swój ogonek chwali”. Niemniej, nie mogę pozostawić bez echa tego co zapamiętałem z naszego futsalu w roku 2018. A także tego czego nie zapamiętałem. 

Nim jednak przystąpię do futsalowego meritum, wspomnę o twitterowym wpisie prezesa Bońka, pomieszczonym w kontekście „cudów”, jakie dzieją się z klubem Wisła Kraków. Dla mniej obeznanych przypomnę, że kiedyś Wisła miała też sekcję futsalową - w której prym zawodniczy oraz szkoleniowy wiódł obecny selekcjoner naszej futsalowej reprezentacji - i która z dnia na dzień wycofała się z rozgrywek, pozostawiając polski futsal z „czarną dziurą” (by nie określić bardziej śmierdząco) w ówczesnej futsalowej Lidze Mistrzów. Dla prawdy zaznaczę, że futsalowa Wisła grała na wysokim poziomie sportowym, zdobywając tytuły mistrzowskie. A i wprowadziła na hale futsalowe „atrakcyjniejsze”, co nie znaczy spokojniejsze, grona kibiców. Kudy do nich w sensie pozytywnym, czy negatywnym dzisiejszym widowniom futsalu.  

Wracając do wpisu prezesa Bońka, zacytuję go w aspekcie działaczowskim – „Od sześciu lat mówię, że największym problemem polskiej piłki klubowej są zasoby ludzkie. Dzisiaj mogliście to sami zobaczyć”. Cytat odnosi się do konferencji prasowej nowych władz (polskich) krakowskiej Wisły. Nie przyznać racji prezesowi, to jakby okazać się abnegatem wiedzy piłkarskiej. O ile wpis prezesa dotyczy tylko piłki klubowej, to umiejscawiając go dla futsalu sięgnąłbym jeszcze po pokłady działaczy związkowych. W futsalu też zasoby ludzkie są problemem dla jego rozwoju. A szczególnie inkorporowanie ludzi z piłki trawiastej kosztem stricte działaczy futsalowych. Jest to pięta achillesowa systemu nominacji na wielu szczeblach.

Polski futsalowy rok 2018 na pierwszym miejscu wbił mi w pamięć całkiem przyzwoite wyniki reprezentacji seniorskiej, z pozytywnym występem w finałach mistrzostw Europy na czele. Oby trend wznoszący utrzymał się i w roku 2019. Oczywiście zapamiętałem piękną drogę Rekordu Bielsko Biała do najlepszej klubowej szesnastki Europy. A zaczynali od początkowych rund eliminacyjnych. Nie będę przesadzał i w kolejnym roku pożyczę tylko utrzymania status quo na mapie Europy. Zamykając dział zespołowy, wspomnę o rzadkim w polskim futsalu rozmachu beniaminka ekstraklasy, jaki jest udziałem Orła Jelcz-Laskowice. Życzę jak najlepiej, ale nie zaszkodzi przypomnieć o opisywanej powyżej Wiśle. Ona też znaczyła swoją futsalową drogę rozmachem sportowym oraz marketingowym. Spinając klamrą nasze futsalowe teamy napiszę, iż klasyfikuję pierwszą reprezentację na drugim miejscu w swoim rankingu polskich piłkarskich osiągnięć AD 2018. Wyżej stawiam wicemistrzostwo świata piłkarskich szóstek trenera Hirscha, a niżej reprezentację trawiastą z Lewandowskim na czele.

Kolejną dziedziną, o której nie da się zapomnieć, są inicjatywy okołofutsalowe, działania marketingowe, promocyjne, rozwojowe. Od razu na myśl nasuwa mi się jako przykładowy projekt Merkury Railway Futsal Team PL. Chociaż od początku czułem, że nie wzbudzi on oczekiwanego optymizmu w gronie zawodowych działaczy futsalu, czy zinstytucjonalizowanych jego formuł, kibicuję mu. Proszę kontynuować. Może tylko skierować się bardziej ku podstawom. I nie należy przejmować się brakiem wsparcia zobowiązanych do tego gremiów. Im większa centralizacja, tym mniejsza jest bowiem ochota do nakładania sobie dodatkowych obowiązków.

Kolejni sponsorzy doszlusowali do futsalowej ekstraklasy. Warto o tym pamiętać. Być może po nitce do kłębka i urodzi się coś większego. Chociaż patrząc z perspektywy lat widać, że wielki biznes do futsalu  nie będzie się garnął i nie ma co sobie nim zawracać głowy. Proponuję przeorganizować strategię na kolejne lata. Tym bardziej, że nie został wykorzystany przez związek w odpowiednim stopniu (medialnym, marketingowym) fakt udziału w finałach ME. A różne inicjatywy pozazwiązkowe nie mają możliwości zastępstwa. Tak stanowi statut.

Do tej pory było o czynach. Teraz też o wynikach, ale w kontekście indywidualnym. Po pierwsze – Michał Kubik, futsalista nietuzinkowy, ceniony za styl gry, charakterność, wiedzę pozasportową. Okazało się, że Rosjanie powinni się go niezwykle obawiać. To on strzelił Sbornej oraz ich zespołowi klubowemu wszystkie gole, jakie potrafiły wbić im teamy, w których występował. Na dodatek stanowi czołówkę strzelców futsalowej Ligi Mistrzów. Tak trzymać – Michale. Kolejnym do zapamiętania jest Marcin Mikołajewicz. Niedawno świętował 200 goli strzelonych w ekstraklasie oraz 100 występów w reprezentacji. Piękne liczby. Strzelaj Marcinie nadal. Najlepiej najwięcej w reprezentacji. W liczbie goli oraz występów Marcina jestem w stanie uwierzyć, gdyż zaczynał karierę futsalową w czasach, kiedy statystyki były już prowadzone fachowo. Wcześniej różnie bywało. Dobrze byłoby, gdyby kiedyś PZPN  zweryfikował i oficjalnie podał ile występów oraz ile goli ma każdy z reprezentantów Polski w futsalu od początku grania reprezentacji, czyli od 25-27 lat.

Z nazwisk, które zapamiętałem w roku 2018, wymienię jeszcze Mikołaja Zastawnika, Michała Kałużę oraz Tomasza Kriezela. Na nich stawiam jako przyszłe gwiazdy reprezentacji. Oni powinni ją pociągnąć do pierwszej dziesiątki rankingowej. Chciałbym, aby spróbowali sił w dobrym zagranicznym klubie futsalowym. To pomogłoby naszemu futsalowi. Powie ktoś, że zapominam o strzelcach. Rzadko zdarza się, by w meczu zaliczyć pięć trafień. Gdy kiedy ktoś strzeli pod rząd po pięć w pięciu meczach napiszę, podsumowując. Gole są ważne, lecz ważniejsze jest kreowanie gry.  

Jakby trochę mało zapamiętałem z futsalowego minionego roku. Najgorsze, że nie zapamiętałem żadnego sędziego. A przecież nie było spektakularnych wpadek. Widocznie nie wyrośli jeszcze następcy panów Frąka, Stawickiego, rzucający się w oczy. Być dobrym w kraju nie znaczy być zauważalnym za granicą. To moja opinia. Może osobowość ich szefa Przemysława Sarosieka powoduje, iż pozostają w cieniu. Organizacja sędziowska futsalu wykonała w roku 2018 kolejny spory krok organizacyjny oraz szkoleniowy, więc nie bez powodu działania jej szefa zapamiętałem. Szkoda, że nie mogę tego powiedzieć o trenerskiej części futsalowej. Przynajmniej jest o co apelować do poprawy.

Patrząc na to co napisałem, myślę – niedużo zapamiętałem. Być może jestem zbyt wybredny. Być może coś mi umknęło. Zobaczymy w kolejnym felietonie o czym nie udało mi się zapamiętać.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

L’histoire est un mensonge que nul ne conteste – powiedział kiedyś wielki Napoleon Bonaparte. W tłumaczeniu rzeczywistym powinno to brzmieć – „Historia jest wersją przeszłych wypadków, na które ludzie zdecydowali zgodzić się”. Nie będzie żadnym nadużyciem, gdy w tłumaczeniu felietonowym napiszę, iż historia to uzgodniony zestaw kłamstw. A jako historyk z wykształcenia wiem, że nie czynię żadnego nadużycia taką interpretacją. Nie czynię, gdyż – co zauważyłem nawet pośród historycznej profesury – wielu opowiadaczy dziejów, w zależności od prezentowanej opcji, jest skłonnych przychylać się do wersji jak najbliższych oficjalnemu zapotrzebowaniu. Zresztą podobnie jest z tak zwanym światkiem medialnym (czytaj dziennikarskim). A fakt, że działacze sportowi zawsze byli przodownikami wszelakiego oportunizmu - i przeważnie stawali tam, gdzie wieją dobre wiatry – jest znany od dziesięcioleci.

Ten przydługi wstęp, pewnie niektórym jawiący się jako nie mający nic wspólnego ze sportem, czy futsalem (ale mylą się) dedykuję w przedświąteczny tydzień do przemyśleń przy Wigilijnym stole. Proszę, by nie uciekać w Boże Narodzenie AD 2018, w tym okresie najbardziej lubianym przez Polaków, od tego, co naprawdę liczy się  w życiu. Nie uciekać od prawdy, wartości. A szczególnie sposobu ich postrzegania. Warto w tym czasie świątecznym zastanowić się, czy jest się człowiekiem podległym – jakby chcieli różni selekcjonerzy, prezesi, przewodniczący. Czy też posiada się odwagę posługiwania rozumem.

Polski futsal emanuje pokładami frustracji. Często jest ona przelewana na innych frustratów. Przelewana bez empatii. Tworzy to tylko nowe pokłady sporów. Zapewniam, znając środowisko, że i tak mówi ono cicho.  Ale mówi mądrze. I tylko nie zgadza się, aby ktoś nim kierował w sposób autorytarny. Związek piłkarski, wbrew temu co mówią nim kierujący, wcale nie jest korporacją, tylko najzwyklejszym stowarzyszeniem sportowym. W związku z tym nie ma potrzeby – jak w korporacjach rzeczywistych - siedzieć "od - do" i mieć nad sobą kogoś, kto mówi, co mamy robić. Ale z drugiej strony nie znaczy to, że współczesny działacz futsalowy ma nie znać się na robieniu biznesu, nie potrafić czytać faktur, czy nie móc opracować jakiegoś projektu. A z tego wynika, że nie powinien dać się ignorować. I dopiero, kiedy cały polski futsal personalnie to pojmie, można będzie powiedzieć, trawestując Immanuela Kanta, iż znajduje się w „epoce oświeconej”, a nie tylko działa w epoce Oświecenia.

Tradycyjnie przed Bożym Narodzeniem rozegrany został finał Młodzieżowych Mistrzostw Polski do lat 20. Jest to najstarsza ogólnopolska impreza młodzieżowa pod patronatem związkowym. Kiedyś implikowały te rozgrywki europejskie turnieje o randze Mistrzostw Europy kategorii U-21. Obecnie, gdy UEFA zmieniła kategorię mistrzowską na U-19 i nawet PZPN poszedł w nakazach licencyjnych dla futsalu (całkiem słusznie) w tym kierunku, mistrzostwa te – przynajmniej mnie – wydają się przeżytkiem. Chętniej oglądnąłbym ogólnopolską rywalizację w kategorii U-12. Tym bardziej, że PZPN sygnował coroczny halowy turniej dla dzieci o puchar prezesa nie jako futsalowy z nazwy, lecz zwykły halowy (coś słabe to lobby futsalowe w związku). A wiem, że początkiem roku w Warszawie odbędzie się kolejna edycja futsalowych zmagań pod szyldem „Młodej Ekstraklasy”. Właśnie w tak „młodych” kategoriach wiekowych.

W Nowy Rok 2019 reprezentacja dowodzona przez selekcjonera Korczyńskiego wejdzie w rok eliminacji mistrzostw świata - finałów Litwa 2020. O ile - jako felietonista – w roku 2018 na wyniki kadry (notabene niezłe) patrzyłem przez palce, to teraz stanę się surowszym recenzentem. Oczekuję minimum meczów barażowych o dwa miejsca finałowe, przypadające z puli europejskiej zespołom z drugich lokat grupowych zmagań eliminacyjnych. I nie są to oczekiwania na wyrost. Wynikają one z wypowiedzi selekcjonera oraz pana przewodniczącego. Chociaż – co prawda – przebija w nich nieco asekuracyjne głoszenie, że głównym celem są kolejne eliminacje oraz finały mistrzostw Europy. Oczywiście, każdy awans przyjmę ja, jak i polski futsal, z radością.

Okres świąteczny nie jest wymarzonym czasem do pisania „twardych” felietonów. Raczej są one okolicznościowo-wspomnieniowe. Czas ten obfituje w różne spotkania opłatkowo-noworoczne, połączone z życzeniami, a przy okazji wybaczaniem sobie. Podczas związkowego spotkania prezes Boniek uhonorował swojego poprzednika, wielkiego piłkarza Grzegorza Lato. Prezes pokazał: kiedy była walka o prezesurę, to walczyliśmy. Jednak nikt nie może zapomnieć, że Grzegorz był wielkim piłkarzem. Nie do wymazania z historii polskiej piłki. Jako felietonista nawet dodam, iż nie widać w określonej perspektywie polskiego piłkarza, który mógłby zostać królem strzelców mistrzostw świata. Taka prawda – panie Grzegorzu. Trochę to smutne lecz prawdziwe i świadczy marnie o naszych zawodnikach.

Wiem, że polski futsal przymierza się na rok przyszły do jubileuszy. Warto wziąć przykład z prezesa Zbigniewa i przypomnieć sobie o byłych futsalistach, działaczach, szkoleniowcach. Prawda bowiem jest taka, że obecny status polskiego futsalu nie wziął się z niczego. Nie jest wymysłem jednej kadencji. Pracowało na to wielu ludzi w minionym ćwierćwieczu. I tym felietonem pragnę im podziękować. 

Andrzej Hendrzak

P.S. Spotkałem się z zarzutem kolegi Józefa, że nie piszę o sędziach. Naprawię to więc przy okazji Świąt. Życzę polskim sędziom futsalu, by w roku 2019 wyeliminowali te błędy, które jeszcze czasami im zdarzają się. Ale na pewno jest lepiej niż drzewiej bywało.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W dobrych nastrojach polska seniorska reprezentacja futsalu kończy rok 2018. Dwie wygrane z Belgią pozwalają fetować Sylwestra nawet w Zakopanem przy rytmach piosenki znanego Sławomira. Nie wiem, komu oprócz selekcjonera Korczyńskiego oraz zawodników, gratulować. Wybiorę na chybił trafił wiceprezesa PZPN, pana Bednarka oraz wiceprzewodniczącego Komisji Futsalu, pana Duraja. Dlaczego ich? – pytasz kolego Józefie. Ano dlatego, że to ich najczęściej z działaczy futsalowych widziałem przy reprezentacji w minionym roku. Nawet przebili przewodniczącego Adama. Nie wspominając o innych członkach Komisji.

I niech tak dalej będzie w kolejnym roku. Roku jakże trudnym zapewne dla polskiego futsalu reprezentacyjnego, gdyż roku eliminacji Mistrzostw Świata. Roku oczekiwań ze strony sympatyków polskiej małej piłeczki, też wobec reprezentacji młodzieżowej. I nie zgadzam się ze słowami padającymi gdzieniegdzie z ust ważnych osób, iż raczej należy przyłożyć się do eliminacji seniorskich mistrzostw Starego Kontynentu, bo łatwiej powalczyć o finały. Nie wolno kapitulować przed czasem. Walczyć należy zawsze. I oby poszczęściło się.

Gdy już jestem przy nadchodzących eliminacjach futsalowych Mistrzostw Świata, przypomnę wszem i wobec, że finały tej imprezy odbędą się na Litwie. Na maleńkiej, sąsiedzkiej Litwie. I wcale nie futsalowej potędze, ale – jakby na ten sposób odczytywać przyznanie im przez FIFA organizacji mistrzowskiego turnieju - znających się na piłkarskiej, futsalowej dyplomacji. I dającej pewne priorytety tej dyscyplinie sportowej.

Wiele łączy mnie z litewskimi działaczami. Nawet piszę ten felieton ubrany w koszulkę reprezentacyjną litewskiego futsalu. Do dzisiaj utrzymujemy kontakty i bardzo cieszę się, że dostąpili tego zaszczytu. Podobnie pewnie myśli Leszek Łuckiewicz z Białegostoku – prezes futsalowego Heliosa, który w sprawach litewskiego czy białoruskiego futsalu mógłby być w Polsce prawdziwym cicerone. Jedno jest pewne, przy okazji tej litewskiej nominacji: że obojętnie na wynik polskiego teamu futsalowego można będzie najwyższej próby światowej futsal obejrzeć tuż za miedzą.

A w Polsce – przenosząc na nasz grunt tytuł powieści napisanej przez Remarque – „bez zmian”. Pisząc ściślej „Na Zachodzie bez zmian”. Pamiętam nie tak dawne czasy, gdy za prezesostwa pana Listkiewicza oraz pana Lato sondowano w UEFA szanse na organizację finałów futsalowych ME w Polsce. Świadek, pan Roman z Gliwic, a także były przewodniczący Komisji pan Kazimierz. Teraz już pewnie nawet sondowania nie ma, gdyż lobbing futsalowy w kierownictwie PZPN wyraźnie słabszy w porównaniu z dawnymi laty. Nie widać tam charyzmatycznych futsalowych postaci. No cóż – wszystko płynie, jak mawiał pewien człowiek w starożytności. Tym razem kosztem mnogości imprez trawiastych w Polsce „popłynął” futsal. Na szczęście jeszcze nie rozpływa się. I dzięki wielu społecznikom, klubowi Rekord Bielsko Biała oraz – co by nie mówić – reprezentacji seniorskiej, jest o nim całkiem sporo słychać.

Komisja centralna futsalowa ogłosiła nabór terenowy do rozgrywek Pucharu Polski w futsalu kobiecym. Znakomity pomysł, wychodzący z dołów kobiecego futsalu. Pomysł, o którym pan Tomek Aftański mówił wielokrotnie. Pomysł na masowość futsalu kobiecego. Nie da się bowiem ukryć, że futsal kobiecy nadal jest tylko w powijakach. Osobiście nie jestem pewny, że Puchar go ożywi, gdyż jak zauważyłem kobieca odmiana małej piłki jest tylko „przerywnikiem” zmagań piłkarek trawiastych na okres zwany umownie zimowym. A futsal kobiecy potrzebuje, by uzyskać znaczącego „kopa organizacyjnego”, co najmniej osoby pokroju Aleksandra Macedońskiego, którego sposób na rozwiązanie słynnego „węzła gordyjskiego” mógłby przełamać niemoc kobiecego futsalu w Polsce.

Niestety, takiego Aleksandra dla futsalu kobiecego w Polsce nie widać, nawet w dalekiej perspektywie. I nie winię akurat w tym przypadki futsalowej komisji związkowej. Sięgam dalej, ku kierownictwu związkowemu. Co prawda, na niedawnym zjeździe PZPN prezes Boniek wiele mówił o potrzebie dowartościowania piłki kobiecej, ale nie jestem wcale pewny, czy miał również na myśli kobiecy futsal.

Czytelnicy w swojej korespondencji zarzucali, że zapomniałem, pisząc poprzedni felieton, o występie bielskiego Rekordu w Elite round futsalowej Ligi Mistrzów. Nie zapomniałem. Napiszę trawestując słynnego Cezara – Rekord pojechał, pograł, powrócił. I od siebie dodam – nabrał doświadczenia, wstydu nie przyniósł. Oby w kolejnych edycjach utrzymał stan posiadania. A to będzie jeszcze trudniejsze. Niestety. Na razie niech rekordziści skupią się na lidze, gdyż może już nie być tak łatwo, jak w poprzednim sezonie. Ze zwyżki poziomu rywalizacji sportowej w polskiej ekstraklasie należy się cieszyć.

Szkoda tylko, że nie we wszystkich halach są pełne trybuny. To taka plama na „futsalowym honorze” choćby Chorzowa (gdzie te lata sprzed dekady...), Katowic, Gdańska. Z drugiej strony oko cieszy się, gdy widać trybuny w Pniewach, Laskowicach, Chojnicach, czy Zduńskiej Woli. Albo na meczach reprezentacji.

Pierwszy akapit był o reprezentacji, więc i podsumowujący także o niej. Kolejny raz jako kibice reprezentacji zostaliśmy wystawieni do przysłowiowego wiatru przez organizatorów, czyli pewnie piłkarski związek, który nie postarał się o transmisję telewizyjną. Tymczasem w telewizji można było oglądnąć jakieś „smutasy” z meczów trawiastego Pucharu Polski. I to nieraz przy pustych trybunach.

Panie profesorze Sitarz (przepraszam, że używam pańskiego nazwiska do podkreślenia wagi problemu) na nic zdadzą się zabiegi pana i wielu panu podobnych miłośników futsalu w Polsce, kiedy właściwe organy oraz osoby związku piłkarskiego nie potrafią zorganizować przyzwoitej live transmisji z meczów - było nie było - pierwszej reprezentacji Polski w futsalu. I to kolejny raz. Dochodzi do tego, że łatwiej jest zobaczyć potyczki reprezentacji poza granicami kraju niż na własnym terenie. Sam nie wiem, co myśleć o tej niemocy. Zaapeluję więc – panie prezesie Boniek, niech pan pomoże.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jak szybko minął miesiąc spostrzegłem się dopiero, gdy kolega Józef zadzwonił z pretensjami o braku felietonów. Nie każdy – drogi Józefie – jest emerytem z górniczym urobkiem i może sobie latać po Karaibach, czy gdziekolwiek indziej. Są ludzie, którzy nawet nie będąc na emeryturze muszą dorabiać. Ale rzeczywiście zaniedbałem co nieco futsal. I pewnie niektórzy byli zadowoleni z tego, a inni - tak jak kolega - zawiedzeni.

Jednak jestem i piszę. Przeanalizowałem miniony miesiąc i muszę stwierdzić, że nic aż tak nadzwyczajnego w tym czasie w naszym futsalu nie zaszło. Podopieczni selekcjonera Korczyńskiego przegrali dwa mecze z Serbami – co było do przewidzenia. W Gliwicach oraz Katowicach odbyła się konferencja futsalowa - i też nie osiągnięto wspólnego konsensusu różnych opcji polskiego futsalu – co też było do przewidzenia. Jako felietonista kadrę pana Korczyńskiego Anno Domini 2018 przyjmuję – pisząc po wojskowemu – jako rozpoznanie bojem przed kolejnym ważniejszym sezonem i z dystansem patrzę na obecne jej wyniki. Natomiast z konferencyjnym projektem profesora Sitarza wiążę większe nadzieje. Nawet większe niż z projektem ekstraklasowej spółki. A powodem jest jego szersze otwarcie na całość polskiego futsalu, a nie tylko na określony jego wycinek.

W galerii polskiego futsalu było, jest i zapewne będzie wiele postaci godnych zauważenia. Jedni byli, są, czy będą Don Kichotami. Inni tylko Sancho Pansą. Różnie można mówić, myśleć o tych bohaterach z hiszpańską proweniencją znakomitej książki pana Cervantesa. Niemniej, budzili oni szczególną sympatię czytelników. Nie napiszę, że w polskim futsalu nie znajdą się osoby, które sympatii nie budzą, bo byłaby to najzwyklejsza nieprawda. Tak jak są takie, które sympatią cieszą się. Lecz ogólnie najgorzej jest z zaufaniem. Zaufaniem na linii jednostek, jak w kontekście relacji podmiotów poziomych oraz pionowych. I właśnie w działaniach - niezależnych od związku piłkarskiego, klubów, czy organów ligowych - różnych grup futsalowych, stowarzyszeń, zrzeszeń i podobnych widzę największą szanse na rozwój polskiego futsalu. Nie będę podpierał się górnolotnie słowami o jedności, gdyż nie o to mi chodzi. Wolę bowiem tak zwaną „szorstką przyjaźń” niż wymuszanie dla idei pozorowanej lojalności.

Jeden z polskich dziennikarzy sportowych napisał, że nie zna bardziej niesłownej grupy zawodowej niż piłkarze (dodałbym jeszcze politycy). Z drugiej strony oddał cześć kibicom, stwierdzając, iż mało jest związków tak wiernych, miłości na dobre i na złe, tak trwałych, jak te na linii kibic-klub. Pewnie nic dodać, nic ująć. Ale nie piłkarzami chciałbym zająć się teraz. Też nie kibicami. Mając miesięczny czas przemyślałem sobie polski futsal w kontekście współpracy, czy ważkości zadań albo inaczej – włożonego wysiłku w polski futsal przez Komisję Futsalową, spółkę ekstraklasową, związki wojewódzkie, kluby futsalowe. I wyszło mi, że najtrudniej jest w klubach. Tej podstawie futsalowej. Dlatego chylę czoła przed działaczami klubowymi. To oni „dają utrzymanie” związkowej „wierchuszce futsalowej” w postaci Komisji. To oni dają utrzymanie władzom spółki FE. To oni pozwalają zaistnieć Komisjom, czy Wydziałom Futsalu w piłkarskich związkach wojewódzkich. To oni wreszcie pozwalają od jesieni do wiosny poemocjonować się kibicom i co nieco dorobić sędziom. Panowie, działacze klubowi, a przy okazji też piłkarze w klubach futsalowych – tak to prawda, bez Was nie byłyby potrzebne stanowiska dla działaczy w związkach i podobnych organizacjach tworzących rozgrywki ligowe. Chapeau bas.

Pisząc powyższe słowa proszę nie wyobrażać sobie, że zapominam o wymogach płacowych piłkarzy, czy nieudolnych prezesach. Broń Boże, nie zapominam. Ale nie chciałbym mnożyć negatywów. Najzwyczajniej, nie mam bowiem recepty na rozwiązanie natychmiastowe problemów polskiego futsalu. Patrząc od strony działacza wojewódzkiego zauważam, że będąc w jednym związku piłkarskim powinienem współpracować z „Komisją Centralną”. Ale z drugiej strony, spoglądając jako terenowy związkowiec widzę, że mogę działać równie dobrze bez jej wsparcia. Tym bardziej, że przepływ informacji od centrali do dołów związkowych jest raczej mało informacyjny, czy niezbyt częsty. A marzy mi się każdorazowy komunikat do związku wojewódzkiego, co mądrego postanowiono na posiedzeniu komisji w centrali związkowej. I chyba nie jest to zbyt wielkie marzenie.

Kiedy patrzę jak prezes Boniek zaprasza prezesów Wojewódzkich ZPN na mecze międzypaństwowe reprezentacji seniorskiej, trawiastej czuję się trochę głupio nie otrzymując jako szef struktur futsalu w wojewódzkim związku podobnego zaproszenia - i to wcale nie na koszt pobytowy PZPN – na mecze futsalowe naszej reprezentacji. Przynajmniej te w Polsce rozgrywane. Czy tak trudno wygospodarować miejsce na trybunie. Nie wierzę. O ile pamiętam ostatni raz, gdy zaproszenie z PZPN poszło do wszystkich przewodniczących wojewódzkich struktur futsalowych, był mecz w Szczecinie z Kazachstanem (chyba, że były inne, tylko do mnie nie doszły). I było to za kadencji poprzedniej Komisji. A decyzję podjął prezes Jan Bednarek, za podpowiedzią pana Duraja. Może czas przypomnieć sobie o takim jakby futsalowym savoir vivre i powtórzyć to. Być może dla szanownej komisji związkowej jest to drobnostka, ale właśnie nieraz takie drobnostki budują atmosferę i współpracę. Komu jak komu, lecz to właśnie futsalowej komisji związkowej w PZPN powinno zależeć najbardziej na wprowadzeniu w miarę rozsądnej współpracy futsalowej różnych gremiów oraz organizacji (tych sformalizowanych i jeszcze niezrzeszonych) parających się „małą piłką” w Polsce. Proszę mi wierzyć – a przerobiłem to na własnej skórze – działaczem się bywa, a futsal zostaje. I nie bywanie na zjazdach PZPN decyduje o jego kondycji.

Jest rzekomo taki przepis na udane małżeństwo. I to długoletnie. „Należy wziąć szczyptę kompromisu, dodać do tego nutkę inicjatywy, dwie krople goryczy, łyżeczkę zazdrości, gotować na wolnym ogniu do wyparowania”. Osobiście jestem za. Dla dobra futsalu.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Igrzyska Olimpijskie są marzeniem każdego sportowca. Start w nich jest niewątpliwą nobilitacją. Nie sądzę, aby futsal kiedykolwiek zagościł na tej imprezie. Tym większą mam pewność, kiedy widzę, że nawet Brazylijczycy, którzy w dyscyplinie są zakochani, nie zaproponowali futsalu jako chociażby dyscypliny pokazowej na organizowanych przez nich igrzyskach w Rio de Janeiro w roku 2016. Ale są nacje – i to w naszym bliskim sąsiedztwie, które mogą poszczycić się udziałem w zawodach noszących w nazwie miano Igrzysk Olimpijskich. Co prawda, pełna nazwa imprezy brzmi - Letnie Igrzyska Olimpijskie Młodzieży, lecz wpis olimpijski do sportowego Curriculum Vitae pozostaje na lata.

Takie Igrzyska zakończyły niedawno się w argentyńskim Buenos Aires. W programie był też młodzieżowy futsal dla uczestników urodzonych w latach 2000-2003. Nie wiem, czy w polskim związku piłkarskim znano zasady kwalifikacji do tych igrzysk i czy się do nich przymierzano. Znając jednak zainteresowanie kopaną piłką halową mogę domniemywać, że nie było wielkiego parcia na udział w imprezie. A szkoda, gdyż skorzystali z możliwości udziału Słowacy, z którymi rokrocznie potykamy się w Turnieju Wyszehradzkim.

Tradycyjnie też na starcie pojawili się młodzi Rosjanie, kierowani przez głównego trenera seniorskiej Sbornej, Siergieja Skorowicza. To tylko świadczy, jak wielką wagę przywiązuje się w Rosji do szkolenia. I nie dziwmy się później, iż ciągle znajdują się w strefie medalowej wielkich imprez seniorów w futsalu. Gwoli felietonowego podsumowania wstępu olimpijskiego, nadmienię jeszcze, że mistrzami zostali Brazylijczycy, pokonując w finale właśnie młodych Rosjan. Jeszcze dodam, iż ozdobą finałowego meczu był samobójczy (!) gol futsalisty rosyjskiego już na początku spotkania (można to trafienie zobaczyć w internecie).

Wspomniany wyżej Siergiej Skorowicz to niezwykle charyzmatyczna postać rosyjskiego futsalu. Kiedy o północy patrzyłem na finałowy mecz w Buenos Aires, uprzytomniłem sobie, jak ważny musi być ten turniej dla rosyjskiej małej piłki, gdy delegują na zawody najważniejszego coacha futsalowego w kraju. Skorowicz żyje futsalem. Można z nim o futsalu dyskutować długimi godzinami, czego osobiście doświadczyłem.

Innym wschodnim omnibusem futsalowym był Gienadij Lisenczuk z Ukrainy – długoletni selekcjoner tamtejszej reprezentacji, a ponadto niemal alfa i omega ukraińskiej piłeczki halowej. Zarówno Skorowicz jak i Lisenczuk to ikony futsalowe w ich krajach. Gdy tak przy wymienianiu tych nazwisk pomyślę, kto w Polsce mógłby uchodzić za taką ikonę futsalową, znaną poza granicami kraju i na różnych futsalowych forach, jakoś klawiatura mi się zacina. Nie znaczy to, że ludzie polskiego futsalu są nieznani. Niemniej, kudy im do autorytetu międzynarodowego wyżej wymienionych.

Jak już jestem dłużej przy Skorowiczu, to zaprezentuję moje marzenie, które tuła mi się po umyśle od lat. Jest to marzenie, którego nie mogłem zrealizować w polskim futsalu. Nie realizowano go też przede mną, a i po mnie też jakoś nikt nie pali się, by taki pomysł zmaterializować. Twierdzę mianowicie, że selekcjoner seniorskiej reprezentacji futsalowej powinien być na zadowalającym go etacie w PZPN. I nie tułać się po pierwszoligowych klubach jako trener. A nawet – biorąc za wzór rosyjskich olimpijczyków - powinien mieć też etatową pieczę nad reprezentacją młodzieżową.

O takie postawienie sprawy apeluję do prezesa Bednarka, przewodniczącego Kaźmierczaka oraz dyrektora sportowego Majewskiego. Nie piszę tego – aby było jasne – przede wszystkim z sympatii do obecnego selekcjonera, którego szanuję za futsalową wiedzę, lecz czynię to z troski o polski futsal.

Kolejka polskiej ekstraklasy futsalowej z minionego weekendu sypnęła niespodziankami a może nawet sensacjami. Nie sądzę, aby znalazł się ktoś, kto trafnie wytypowałby wyniki. Osobiście – mówiąc szczerze – trafiłbym tylko wygraną będącego – jak na razie – w zwycięskim transie Cleareksu w Szczecinie. No, może jeszcze pokusiłbym się o postawienie na wygraną pniewian z wyraźnie będącą bez formy drużyną Piasta Gliwice. Miło, iż już na początku rozgrywek nie jest nudno. Rekord przegrywa teraz, a nie jak w minionym sezonie, dopiero gdzieś wiosną.

Dół tabeli jest udziałem Piasta oraz Gatty ze Zduńskiej Woli. Obydwa teamy akademickie grają w taką kratkę, że dla stawiających w zakładach są najbardziej nieprzewidywalnymi zespołami tej ligi. Pojedynek beniaminków rozstrzyga na swoją korzyść ten skazywany na degradację, pokonując tego, który - wzmocniony zagranicznymi internacjonałami - ma walczyć o medale. Wreszcie odnajduje się MOKS, którego kilku zawodników - po euforii jaka niewątpliwie była ich udziałem w ekipie wicemistrzów świata szóstek piłkarskich - wraca do futsalowej rzeczywistości. Jednak zmartwił mnie Rekord. Mimo, iż miał przeciwnika z wysokiej krajowej półki, to nie odnalazł się dużej toruńskiej hali. A Elite Round coraz bliżej. Zarzuci ktoś, że w wywodzie ekstraklasowym nie wspomniałem o zawodnikach. Przyjdzie kiedyś i na to czas, ale trzeba zapracować systematycznością i poziomem w pewnym przedziale czasowym. Nie będę chwalił, czy ganił za jedną kolejkę. Zresztą tym zajmują się branżowe portale i dajmy spokój felietoniście.

Kolega Józef jadąc ze Śląska do Gdańska wstąpił do mnie w Warszawie i przekazał mi ważną wieść o organizowaniu jakiegoś tam lecia polskiego futsalu. I jak to on potrafi, od razu sarkastycznie ocenił – nie ma wyników, to będą odznaczenia. Drogi Józefie – jakieś tam wyniki są. I kadra w na finałach w Słowenii, i Rekord w gronie najlepszych w Europie. W futsalu za często nie nagradzają. Związek nie jest aż taki hojny dla dyscypliny, więc każda okazja jest dobra. Oby tylko nie okazało się, iż pierś wypną do orderów głównie ci najbliżsi władzy. A o takich – jak choćby mój kolega – zapomni się. Ale o tym przyjdzie też jeszcze czas napisać. Im będzie bliżej imprezy i jaśniej w sferze nagrodzeń.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS