Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

I co tu mogę więcej napisać po wstępniaku z ostatniego felietonu? Nie pojechałem do Katowic, mecz śledziłem na lajfach jednocześnie, oglądając w Orange Sport Gattę z Rekordem. Tak się wkurwiłem, że wyłączyłem telewizor w przerwie, potem telefon i już nawet nie pamiętam co wówczas robiłem. W każdym bądź razie nie myślałem o futsalu.

Nic więcej nie napiszę, ale w czwartek spotkamy się z drużyną i poinformujemy o pewnych krokach, jakie podjęliśmy, aby wstrząsnąć zespołem. Tak dalej być nie może. Warunki w klubie komfortowe, a zespół nie gra, tylko stoi na parkiecie i to od kilku meczów.

Najpierw o kadrze, mecz Polska - Rosja w Szczecinie. Imponująca frekwencja, świetna robota działaczy Pogoni ’04 i Zachodniopomorskiego ZPN. Ponad 5 tysięcy ludzi - to robi wrażenie. Pod tym względem Szczecin jest absolutnie najlepszy, po nim długo długo nic. Mecz - pierwsza połowa całkiem niezła, stworzyliśmy kilka akcji z których mogły paść bramki. Ciut więcej koncentracji, precyzji i byśmy się cieszyli z prowadzenia. Ale Rosjanie spokojnie przetrzymali te ataki, a po prosto rozegranym aucie zdobywają prowadzenie. Wydaje mi się, iż Nawrat mógł to obronić, nie był zasłonięty i widział dokładnie jak uderza Kutuzow. Druga połowa to znowu Nawrat się nie popisał, zbyt dalekie wejście i został przelobowany przez Cziszkałę. Prosty błąd. Potem poszło już z górki, Rosjanie z dużą łatwością wchodzili w naszą defensywę. Dworzecki biegał daleko od bramki jak Żyd po pustym sklepie, ruskie cwaniaki umiejętnie wyciągali go spomiędzy słupków i walili do pustej. W tym meczu bramkarze po prostu nie pomogli.

Na koniec "wisienka na torcie" całego meczu, czyli ostatnia bramka. A raczej komediobramka po zderzeniu się naszych zawodników, którzy nawzajem przeszkadzali sobie w wybiciu piłki. Cóż, pierwsza połowa na 5 (skala 1-10), ale druga to już na 1. Zabrakło woli walki, zaangażowania, zbyt dużo prostych błędów. Zapomnieć jak najszybciej.

Ale nie ma co krytykować za dużo, bo graliśmy z absolutną światową czołówką. Franz Smuda kiedyś zagrał otwarty mecz z Hiszpanią, skończyło się 0:6. A 0:6 na trawie to jak 0:12 w futsalu.

Drugi mecz miał podobny przebieg, tylko Rosjanie szybciej zaczęli strzelanie. A walili jak w Donbasie, piękne gole. Zwłaszcza rozegranie rzutu wolnego do szatni, majstersztyk. No i potem Eder Lima w indywidualnej akcji na 4:0. "Ruleta", "dziura" i gol w okienko. Co tu więcej wymagać od futsalu? Klaskać, klaskać, klaskać.

Komentator Kuba Lempski z KP Sport wspomniał kilkukrotnie, iż należała nam się bramka honorowa. Trudno wymagać, aby rywale się położyli, trzeba samemu coś wymyślić. Parę razy się udało przedrzeć pod pole karne rywali, ale my do pustej nawet nie trafiamy, jak Solecki. Albo nie potrafimy wykorzystać sytuacji 2 na 1 z bramkarzem jak Wojciechowski. Nogi jakieś związane, trema przed renomowanym rywalem, presja działaczy? Nie wiem, pewnie wszystko po trochu. Rosjanie grali "cool", zimna krew, nikt nie panikował, co mieli to wykorzystali. Luz, swoboda, pewność siebie. Krótko mówiąc absolutnie poza zasięgiem.

Zawodnicy tacy spięci, trenerzy mają duży problem. A może być tak rozluźnić atmosferę? Przypomniał mi się stary dowcip opowiadany przez Andrzeja Biangę za czasów naszej współpracy w Chojniczance:

Program wystawy rolniczej:
15.00 wprowadzenie zaproszonych gości
15.15 wprowadzenie trzody chlewnej i bydła rogatego
15.30 wspólny posiłek.


Na twitterze toczyła się dyskusja, jaki był sens gry z tak silnym zespołem. Ja uważam, iż warto było sprawdzić się z absolutną czołówką światową. Nieczęsto nadarza się okazja, aby zespół z topu chciał rozegrać dwumecz z Polską, tak więc jak nadarzyła się taka możliwość, to grzech byłoby nie zagrać takich spotkań. Niezależnie od wyniku. Ze średniakami możemy grać co tydzień. Teraz trzeba zapomnieć o tym dwumeczu, spuścić ciśnienie i spokojnie się przygotować do turnieju eliminacyjnego w Krośnie. Mecze mają być transmitowane w telewizji - to super wiadomość. Pełna hala, Mazurek Dąbrowskiego niech natchnie naszych zawodników.

Zabłądziłem ostatnio na mecz siatkówki Lotos Trefl Gdańsk - Skra Bełchatów w Ergo Arenie na pograniczu Sopotu i Gdańska. Ponad 10 tysięcy ludzi, wszystko doskonale zorganizowane. Marzą mi się takie spotkania w Futsal Ekstraklasie, Pogoń robi już pierwsze kroki. Duży nacisk na marketing, kreowanie gwiazd i można zapełnić nawet największe hale. Ale to ogrom roboty, tym bardziej szacun dla szczecinian. Tak wygląda przyszłość futsalu.

A tak przy okazji muszę się pochwalić nową pasją – crossfit (video 1 oraz video 2). Chodzę z kolegą na indywidualne treningi do chojnickiego klubu Falanga Macieja Doktorowicza. Crossfit obejmuje ogromną ilość ćwiczeń i dyscyplin - klasyczne treningi siłowe (m.in. ćwiczenia takie jak przysiady, martwy ciąg, podrzut, rwanie, podciąganie na drążku, wspinanie się po linie), treningi biegowe (wybieganie, rytmy, tempówki, interwały, podbiegi), elementy plyometryki (np. skoki, wieloskoki), pływanie, jazdę na rowerze, wiosłowanie.

Zajebisty wysiłek - krew, pot i łzy ale satysfakcja z przełamywania własnych barier - olbrzymia. Po pierwszych treningach człowiek umiera, zresztą to jest normalka po workoutach na czas. Ale do wszystkiego można się przyzwyczaić. Do treningów bokserskich dodałem crossfit i teraz już codziennie trenuję, tak - na starość zwariowałem. Do tego dieta, odżywki, zmiana nawyków żywieniowych. Ale postanowiłem sobie, że najbliższy rok poświęcę całkowicie na budowę nowego człowieka. Czy wytrwam? Jestem tego absolutnie pewien. Jestem ambitny, mam bardzo dobrych trenerów, mam wielkie chęci. Do tej pory tylko grałem w piłkę kilka razy w tygodniu, od czasu do czasu ćwiczyłem, bo mam kompletną siłownię w domu, ale u siebie nie ma takiej motywacji, poza tym ciągle coś odrywa od ćwiczeń, a to telefon, a to maile, wiecie jak to jest. Filmy też lepiej ogląda się w kinie, kiedy nic nie przeszkadza, prawda?

Teraz o lidze.

Clearex zmienia trenera... Który raz to już słyszymy? Fakt, iż jeden punkt w sześciu meczach i coraz słabsze wyniki nie bronią Adama Lichoty, ale czy pomysł na grający duet Miozga - Ulfik jest tą właściwą deską ratunku? A co z Tadkiem Wolnym, a co z Gothardem Kokottem? Ten duet kiedyś wymieniał się 654 razy. Ale to melodia przeszłości. Dwójka doświadczonych piłkarzy wie najlepiej, co tam w zespole piszczy. Z drugiej strony to są kumple, a jak widać po przykładzie Żebrowskiego w Pogoni, to nie zawsze udany eksperyment. Ale o tym więcej napiszę w innym miejscu. Głogowianie grają w kratkę - tu wygrać, tam przegrać, czasem zremisować, ale punkty robią. KGHM Euromaster w pierwszej minucie dwa razy ukłuł po golach Urbaniaka i potem spokojnie wiózł wynik do końca. Profesor Dariusz P. kreuje grę swojego zespołu jak inny "dziadek" - Andrea Pirlo w Juventusie. Przyjadę za 10 lat na halę do Głogowa, a tam Dareczek najpierw opierdoli siwą brodę maszynką, a potem rywali lewitką.

AZS UŚ - Red Devils. Same przekleństwa cisną się na usta. Paweł Barański w miniwywiadzie kulturalnie skomentował moją wypowiedź z poprzedniego felietonu. Zawsze mówiłem, że najlepszą odpowiedzią na krytykę jest postawa na parkiecie. W przedostatniej kolejce Katowice zagrały w Gdańsku na pierwszoligowym poziomie, teraz AZS UŚ zagrał z nami na dużo wyższym i zasłużenie wygrał. A to my zagraliśmy w drugiej połowie na drugoligowym poziomie. Do tego Rafał Krzyśka super mecz, rzadko się zdarza, aby bramkarz miał gola i asystę, na dodatek w kluczowych momentach gry. To był ten "piąty element", który przeważył szalę spotkania. My z kolei tragicznie, podsumowaniem tego występu była piąta bramka, kiedy sami podaliśmy Gładczakowi piłkę, aby trafił do bramki. Rozkojarzenie, zlekceważenie przeciwnika, brak zaangażowania - karygodne. Wyciągniemy konsekwencje, bo tak dalej być nie może i nie będzie. A tak przy okazji, Paweł - trafiamy do pustaka ;)

Pogoń u siebie przegrywa z Gwiazdą - początek przespali, ale jeszcze przed przerwą w półtorej minuty wyrównali. Kiedy wydawało się, że w drugiej połowie zmiażdżą gości, to rudzianie niespodziewanie zdobyli trzy bramki i trzy punkty. Ale te gole poprzedził festiwal pudłowania w wykonaniu Gwiazdy, bo powinny być co najmniej trzy trafienia więcej. Szczecin dwa mecze i 15 goli w bagażniku, ewidentnie mają z tym problem. Już 55 straconych bramek - tu są niechlubnym liderem całej ligi. Łukasz Żebrowski w każdym innym klubie byłby świetnym trenerem, co do tego nie mam żadnych wątpliwości. Ale tam miejscowi grają już razem ponad sto lat, tańczyli na stołach i pod stołami a "Żebro" to dla nich jest kumpel, a nie autorytet. Tak wnioskuję z daleka, ale nie wydaje mi się, żebym się dużo mylił.

GAF Jasna - Red Dragons. Tutaj "Smoki" poległy, gospodarze od początku mieli sporą przewagę. Opierdol od zarządu podziałał jak zimny prysznic i gliwiczanie wygrywają drugi mecz z rzędu. Pniewy po serii dobrych wyników wreszcie zgubiły punkty. Teraz mamy GAF u siebie w pucharze, czas odbić się od dna, tak jak oni na nas dwa tygodnie temu.

AZS UG - Wisła Krakbet. Gdańsk załamany, liczyli na nas w meczu z Katowicami - no bo na kogo innego mają liczyć? Ślązoki będą sobie nawzajem pomagać, a my wbijamy gwóźdź do trumny Akademikom znad morza. Początek wyrównany, ale jeszcze przed przerwą Wisła objęła prowadzenie dwoma bramkami i nie wypuściła tego z wawelskiego pyska. Choć to prowadzenie mogą zawdzięczać Kamilowi Dworzeckiemu, który wybronił dwie niemal beznadziejne sytuacje. Potem już niewiele się działo, Wisła bardziej broniła wyniku niż atakowała, a UG marnował dogodne sytuacje.

Gatta Active - Rekord. Przed meczem dużo podtekstów związanych z anulowaniem żółtej kartki Krawczyka, ale potem to spotkanie pokazało, czym się różnią mężczyźni od chłopców. Bielskobiałopolaniści (czy jak to się tam pisze ;) ) łapali kartki jak głodny murzyn worki z ryżem w Afryce. Pierwsza połowa bez goli, ale potem rozpętało się piekło. Czerwo dla Kamyko - "Krawiec" na dwa tempa na 1:0. Potem wolny, Brzenk łapał muchy koło ucha i 2:0 dla gospodarzy. Następnie "Szłapka" bawi się w zapaśnika, czerwo dla Legendy. I od razu następne dla Adama Krygera, który powędrował na trybuny. Inaczej mówiąc zrobił krok do tyłu.

Zegar tyka "tik tak, tik tak", Rekord na kolanach krwawi jak zarzynana świnia. W hangarze atmosfera jak w rzymskim "Koloseum", w amfiteatrze Flawiuszów publika pokazuje kciuki w dół. "Faceci w rajtuzach" mają rywali na talerzu, wystarczy poderżnąć gardło brzytwą do końca i otwieramy szampany... Nagle cisza, a na salę wjeżdża projektor i puszczają film "Jak przejebać wygrany mecz w 5 minut". Co tu napisać? Popławski Król, Kryger Król, Szymura Król. A dla gospodarzy gimbusowe "dupa w rajtach, kisiel w majtach".

No i tyle o naszej kopaninie. Ale i tak dużo lepsza niż ta trawiasta - śmiechu warta.

Kącik bibliotekarski - tym razem o wyspiarskim futbolu, czyli "Futbol obnażony. Szpieg w szatni Premier League". Jak pewnie wiecie, jestem od prawie 30 lat ogromnym fanem reprezentacji Anglii i Manchesteru United. Zaczęło się to w 1986 roku podczas FIFA World Cup ’86 w Meksyku. Zakochałem się w dumnej ekipie "Trzech Lwów", potem doszły "Czerwone Diabły" z Manchesteru. Zawodnikiem, który mnie zafascynował, był Bryan "Captain Marvel" Robson. Absolutny geniusz środka pola, niestety szereg kontuzji nie pozwolił mu na rozwinięcie skrzydeł na arenach świata. Ale jak był zdrowy, to rządził niepodzielnie w pomocy. To dzięki niemu zacząłem się interesować klubem, w którym wówczas grał. A potem poszło z górki. Premier League, prenumerata "Shoot", "Match", "90 Minutes", "Red Issue", książki, biografie (mam tego całe tony), dekoder Sky Sports, 500 kaset video, mecze na żywo na wielu stadionach Wielkiej Brytanii, 150 oryginalnych koszulek reprezentacji wyspiarskich i drużyn klubowych (samych Man Utd mam ponad 40, praktycznie wszystkie wyprodukowane od 1991 roku). Do tego nienawiść do Liverpool, Leeds & Man City i absolutna adoracja oraz miłość do Erica Cantony a co za tym idzie do cyfry "7" ;)

Rozpędziłem się z tym opisem, ale tyle o mnie. A teraz do rzeczy. Zacytuję fragment recenzji: "Ryk tłumu w tunelu na Anfield (FU!!! Mój dopisek), niepowtarzalne uczucie, gdy uderzona przez ciebie piłka wpada do bramki Manchesteru United, John Terry uderzający cię łokciem w twarz, przegrana licytacja z graczami Barcelony o dziewczynę na jedną noc... Wejdź w sam środek świata wielkiej piłki - wzajemnie nienawidzących się partnerów z drużyny, bezwzględnych menedżerów, chciwych agentów, agresywnych fanów i kobiet, dla których wakacje w Dubaju są ważniejsze od twojej wierności. Cristiano Ronaldo, Wayne Rooney, Gareth Bale, Robin van Persie, Thierry Henry, Xabi Alonso, Didier Drogba - z nimi wszystkimi wybiegał na boisko. Nie wiemy, kim jest.  Ale wiemy, że napisał książkę, po której nic nie będzie już takie samo".

Dla fana Premier League lektura obowiązkowa. Tu zresztą macie bardzo fajną recenzję, to nie będę się powtarzał.

W dzisiejszym felietonie sporo pisałem o sobie, ale nie żeby się pochwalić, tylko zachęcić was do wstania z fotela i aktywności fizycznej, w jakimkolwiek wieku jesteście. A jak już chcecie w nim siedzieć, to czytać, czytać, czytać a telewizor włączać tylko na Premier League. A najlepiej robić jedno i drugie. Ja w życiu przeczytałem kilka tysięcy książek, obejrzałem tyle samo meczów. Czytanie kreuje wyobraźnię, a liga angielska dostarcza niesamowitych emocji. Czego od życia chcieć więcej? A dodajmy do tego futsal i wtedy żyć, nie umierać :)


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)