Marcin Synoradzki

Marcin Synoradzki

"I don't play against a particular team. I play against the idea of losing" - Eric "The King" Cantona

FUT5AL HEA7EN

Dzisiejszy felieton ma motto - "Gdyby głupi wiedział że jest głupi to byłby mądry". Stary cytat, przypomniany niedawno przez Pawła Zarzecznego w cotygodniowym felietonie.

Ostatnio wielu Polaków dowiedziało się o futsalu. Niestety nie wskutek wybitnej gry polskiej kadry, tylko dlatego, że - jak donoszą media - powiększyło się grono Polaków chcących dorobić na Zielonej Wyspie. Czekając na rozwój wydarzeń, a może nawet jakieś oświadczenia, możemy tylko żałować, że bilety w Krośnie niekoniecznie rozchodziły się jak ciepłe bułeczki.

Nie będę tutaj opisywać kolejności zdarzeń, macie w domach internet i łatwo znajdziecie mnóstwo informacji dotyczących tzw. afery biletowej. Więcej na moim profilu na facebooku, gdzie prezentuję mój prywatny punkt widzenia. Dzisiejszy felieton też nie będzie zbyt długi bo ostatnio brakuje mi czasu na dosłownie wszystko. Musicie mi wybaczyć ale wkrótce napiszę szerzej na kilka interesujących tematów, bo mam fajne pomysły.

A teraz o futsalu kobiecym. Radosław Jurga zrobił podsumowanie Ekstraligi kobiet. Na pilkarki.com też jest fajny artykuł w formule alfabetu. Jakiś czas temu skasowano reprezentację Polski, która funkcjonowała przez krótki czas. A z tego co mi wiadomo, to futsal kobiecy na poziomie reprezentacyjnym zaczął się dopiero rozwijać. Zanim się rozwinęło, to my się zwinęliśmy. Na dodatek istnieje poważny konflikt pomiędzy działaczami z trawy i futsalu. Ci pierwsi, kompletnie bez sukcesów, podobno zazdrośni byli o wyniki futsalowej kadry, która pokonała Ukrainki i Czeszki. Wielka szkoda, bo dziewczyny zasługują na swoją kadrę która notowałaby stałe postępy. To, że środowisko działaczy jest skłócone, to także daje duży minusowy efekt, ale jak to w Polsce bywa - gdzie dwie głowy to trzy opinie. Tutaj na dodatek mamy rywalizację trawy i futsalu, której na szczęście nie ma w męskiej piłce halowej. Zacytuję tylko jeden komentarz spod artykułu, który szyderczo parodiuje wypowiedzi działaczy z dużej piłki pod adresem futsalu: "Nie macie nic do gadania my tu rządzimy. Bawimy się w reprezentacje za pieniądze PZPN (ale też Ministerstwa Sportu) a „Wy” nam nie przeszkadzajcie bo możecie nam skoczyć a te futsalistki nie będą nam psuć opinii. Wyniki są nie ważne a liczą się turystyczne wojaże reprezentacji po całym świecie". Trudno jest z tym się nie zgodzić, jak się zagłębi w piłkarskie środowisko kobiet. Chore ambicje niektórych działaczy przesłaniają najważniejszy cel - wyjście z dużej dziury na zewnątrz i osiągnięcie sukcesów, które spowodują, iż poważne media zainteresują się kobiecą odmianą kopania piłki.

A w Cleareksie dym. Jak donosi Futsal-Plotek na fb "Nieciekawie dzieje się w drużynie Clearexu Chorzów. Ostatnie zmiany mocno wpłynęły na morale zawodników, którzy nie do końca są zadowoleni z powrotu Adama Lichoty na ławkę trenerską. Trener od samego początku swojej przygody w ekstraklasie nie miał pełnego zaufania zawodników, a cała ta sytuacja w ogóle tego nie poprawiła. Tym bardziej, kiedy niedługo później zawieszony został kapitan zespołu, Mirosław Miozga, za którym chorzowscy gracze stoją murem". Czyli w Chorzowie nadal zamieszanie, punktów brak. Zrobiłem sobie ostatnio tabelę za ostatnie 10 kolejek. Clearex ostatni - 7 pkt, Pogoń ciut lepiej bo 9 pkt. A licząc 6 kolejek drugiej rundy, to obie drużyny ugrały jedynie po 3 punkty!!! Zatrważająca liczba porażek do niedawna mocnych zespołów. Chorzowianie długo byli w ścisłej czołówce tabeli w trakcie pierwszej rundy, a Pogoń to przecież vice mistrz Polski. A teraz oba zespoły pikują w stronę dna.



GAF Jasna - Gatta Active. Jak nie idzie w kadrze, to idzie w lidze, prawda panowie Krawczyk i Marciniak? W reprezentacji "Krawiec" uparcie był stawiany na pivocie, a znacznie lepiej radzi sobie na skrzydle. No i pokazał że tam umie grać swoje, zwłaszcza po pięknej indywidualnej akcji, kiedy skręcił kilku przeciwników przy golu Adamskiego na 2:1. Trzeba przyznać, iż w pierwszej połowie mecz był wyrównany, a nawet z przewagą akcji podbramkowych gospodarzy, którzy niemiłosiernie pudłowali. W drugiej części Ficek zmarnował doskonałą okazję do remisu, nie trafiając w piłkę, mając pustą bramkę. Na to czekała Gatta, która rozpędziła się w swoim stylu. Zakosy Marciniaka, zwody Krawczyka i posypały się kolejne gole. Potem jeszcze strzelali do pustaka i w taki sposób rozstrzelali gliwiczan 7:2. Piłkarze GAF-u oddali w tym meczu mnóstwo strzałów, naprawdę ogromnie dużo. Ale co z tego jak były to uderzenia typu "szczał chłop przy płocie". Gliwiczanie głównie dzięki słabości i grze w kratkę innych drużyn nadal zajmują 4. miejsce w tabeli, a Gatta potwierdza aspiracje do tytułu Mistrza Polski. Szkoda, że nie zagrają z Wisłą w ostatnich kolejkach, bo byłby to wielki mecz.

Red Dragons - Gwiazda. Tu było prawie po meczu w 9. minucie gry. Rudzianie zaczęli ostro, od samego początku ostrzeliwali bramkę Foltyna. No i po tych paru minutach prowadzili już 3:0. Na specjalne wyróżnienie zasługuje gol Ariela Piaseckiego, który po rozegraniu rzutu wolnego popisał się wspaniałym wolejem w samo okienko. Jak za tydzień to powtórzy, to będzie następny kandydat do wysyłki obuwia ;)
Gospodarze zaczęli odrabiać straty, równie wspaniałym uderzeniem pochwalił się kadrowicz Dominik Solecki, który także zdjął pajęczynę z narożnika bramki. W drugiej połowie gospodarze trafili na kontakt, ale potem bili głową w mur. Michał Roj miał setkę i pustą bramkę, ale nie trafił czysto w piłkę i zamiast mieć punkt, to dostali pusty kapelusz. "Czerwone Smoki" nie są jeszcze bezpieczne, mają ciężki kalendarz gier. Złapali lekką zadyszkę, z kolei Gwiazda ma teraz niesamowicie ważny mecz z Cleareksem.

Pogoń - AZS UG. Tu przewidywałem zwycięstwo gdańszczan. Dlaczego? Bo zespół gospodarzy jest kompletnie rozbity mentalnie. Działacze mieli 3 tygodnie na wstrząśnięcie drużyną, pierdolnięcie pięścią w stół, ale tego nie zrobili. Łukasz Żebrowski załamywał ręce na konferencji, nie dziwię się zupełnie. To co gospodarze nie trafiali... Czasem aż niemożliwe, jak tak można zagrać na tym poziomie. A przecież Pogoń rozpoczęła dobrze, a nawet bardzo dobrze. Koszmider umiał łapać, Kubik strzelił 278. taką samą bramkę w życiu, wszystko fajnie do 10. minuty meczu. Potem Wojtek Pawicki po raz pierwszy pokazał klasę, trafiając do siatki z dystansu, a niedługo potem Przemek Kostuch popisał się super uderzeniem z woleja. Pogoń jeszcze jakoś wyrównała, po rykoszetowym golu Jurczaka. Potem bili już rekordy indolencji strzeleckiej. Sytuacja kiedy Szamotij i Kubik nie potrafili rozegrać piłki, mając tylko Gondę przed sobą, to już była czysta rozpacz.
A druga połowa była już wprost tragiczna. Gdyby piłkarze Pogoni zamienili się na miejsca z przypadkowymi ludźmi z trybun, to wynik byłby ten sam. Pawicki ukłuł po raz drugi, Koszmider wpuszczał co tylko leciało w jego stronę. Potem wiecznie młody Marek Cirkowski przedziurawił bramkarza. Podsumowaniem występu gospodarzy była ostatnia bramka, kiedy Koszmider zamiast łapać piłkę staranował Żebrowskiego, a Pawicki z uśmiechem na twarzy pospacerował z piłką do bramki. W końcówce Kubik zmniejszył rozmiary porażki, ale nie wstydu. Jak szczecinianie tak zagrają kolejny mecz, to proponowałbym zakleić nazwiska na plecach, bo wstyd się pokazać ludziom.
A Gdańsk zaczął grać w lidze dopiero jak mu przyłożono nóż do gardła. Jadą do Gatty i jak tam ugrają chociaż jeden punkt, to jestem skłonny uwierzyć, że zdołają się utrzymać. Kluczem do tego jest forma Wojtka Pawickiego, który wyróżnia się mocno na plus w tym zespole. Jak pojadą mocnym składem, to mają szansę coś ugrać.

Rekord - Red Devils. Punktów nie ugraliśmy, ale cieszy fakt, iż grając w zaledwie 6-osobowym składzie dotrzymaliśmy kroku rywalom przez cały mecz. Doskonałe przygotowanie motoryczne robi swoje. Gdyby jeszcze "Wiatrak" na sekundy przed końcem ciut lepiej dołożył nogę... Ale nie ma co gdybać, Rekord miał przewagę i grał konsekwentnie to samo w końcówce wycofując bramkarza. No i zmęczyli nas na 30 sekund przed końcem. Rykoszet od Sobańskiego zmylił Bondarenko i piłka wpadła tuż przy słupku. A nas dopadła plaga kontuzji, za kartki nie grał Wadik, a Kazek z gorączką. Co zrobić, przydałby się większy portfel i 20-osobowa kadra, wtedy nie miałbym bólu głowy po takich spotkaniach.

KGHM Euromaster - AZS Uniwersytet Śląski. Mecz bez historii, goście jak dobrze wejdą w mecz, to ugrają punkty, jak ich szybko złapiesz, to od razu odechciewa im się grać. Widocznie oszczędzają siły na kolejne spotkania. Gospodarze szybko objęli dwubramkowe prowadzenie i bezpiecznie kontrolowali przebieg meczu. Trener Korczyński wycofał bramkarza i przez 8 minut próbowali zmęczyć rywali, ale nic im to nie dało. Po prostu mecz bez historii...

Clearex - Wisła Krakbet. Gospodarze idą na dno jak Titanic, jeszcze mają zapas punktowy, ale jak przegrają najbliższy mecz w Rudzie Śląskiej, to powoli będzie się można denerwować. Jak powiedział nowy kapitan Mariusz Seget "piękne porażki nic nam nie dają". Regres straszny, zamieszanie w klubie, który teoretycznie jest bardzo stabilny i ma status legendarnego w polskim futsalu. W pierwszej połowie obie drużyny obijały słupki, chorzowianie również poprzeczkę. Wreszcie Oleksandr Bondar z rzutu wolnego pokonał Pawła Pstrusińskiego, który źle interweniował i wpuścił strzał między nogami. Mecz nie był super ciekawym widowiskiem, a obaj bramkarze byli najlepszymi zawodnikami w swoich drużynach. Były w tym meczu dwa minusy: kontuzja Pawła Budniaka, który jak doniósł na facebook "będę żył" i zachowanie chorzowskiej publiczności. Do tej pory to "Krakusów" krytykowano za chamskie zaśpiewki, tym razem to gospodarze mieli powód do wstydu. Jak najmniej takich zachowań rodem ze stadionów dużej piłki...

Najbliższa kolejka będzie bardzo ciekawa. Już w piątek zapraszam przed monitory na Red Devils - Pogoń ’04 (godz. 19.00 kanał KP Sport). Ciekawe, kto zagra w bramce szczecinian. Dominik Kubrak trzykrotnie (!!!) grając w Chojnicach odniósł poważne kontuzje eliminujące go z gry na dłuższy czas. Nasza sala jest ewidentnie pechowa dla niego. Jest oprócz tego kilka innych arcyciekawych pojedynków, gdzie każdy wynik jest możliwy. Liga jest mega, mega ciekawa - jak nigdy do tej pory. Dwa zespoły walczą o mistrza, ale aż osiem nie jest jeszcze bezpiecznych. Zawsze do utrzymania starczało 20 punktów, czasem nawet mniej a w tym sezonie bezpieczną granicą będzie 25 oczek. Jest o co grać, jest o co walczyć, zatem do boju panowie!!!


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Po raz pierwszy od wielu imprez nasz klub nie otrzymał zaproszenia na turniej. Ale to nie było przeszkodą dla mnie, zawitałem do Krosna jako dziennikarz portalu futsal-polska.pl, czym wzbudziłem niemałą sensację u pewnego działacza.

Do Krosna wyruszyłem w towarzystwie Krzyśka Juśko (UKS Morze Stegna) i jego żony Dagmary, z którymi się przyjaźnię od wielu lat. Podróż się nie dłużyła, nagadaliśmy się sporo o futsalu, a to był dopiero wstęp. Miło spędziłem czas na turnieju, spotykając się z wieloma osobami z polskiego światka futsalu. Począwszy od Janusza Szymury, szefa Rekordu i spółki Futsal Ekstraklasa, byłego przewodniczącego komisji futsalu Andrzeja Hendrzaka, aż po wielu trenerów i zawodników z naszego środowiska. Ze względu na szereg obowiązków musiałem wrócić w piątek do Chojnic, trzecie spotkanie, a dokładniej drugą połowę oglądałem na necie w trakcie koncertu "Kult Unplugged" w gdańskiej filharmonii. Zboczenie zawodowe ;) Na szczęście Kazik (ten lepiej śpiewający) nie miał nic przeciwko.

Zacznę może od tego, jak wyglądała organizacja turnieju od wewnątrz. Było trochę plusów, jak piękna oprawa przy wejściu na parkiet, znakomite ciastka w pressroomie (zjadłem chyba sto, ale wszystko wypociłem dzień później na siłowni), albo kolega śpiewak z hymnem. Ale też było sporo minusów. Niestety ta mityczna doskonała organizacja z bliska już nie wyglądała aż tak fantastycznie.

Mieszkałem w hotelu 200 metrów od hali, ale po Krośnie poruszałem się taksówkami. Jak się orientujecie, to właśnie taryfiarze wiedzą wszędzie najlepiej, co się w danym mieście dzieje. A ja jadąc czterokrotnie taksówką i gaworząc sobie z kierowcą dowiedziałem się, iż żaden z nich o turnieju nie ma zielonego pojęcia!!!

Frekwencja na hali także była niezadowalająca. A to nie była hala na 10 tysięcy miejsc, a jedynie na 1690 krzesełek. Jak było trochę ponad 1000 osób na meczach Polski, to jest max. Trybuny za bramkami były puste, a na głównej sporo wolnych miejsc. Jedynie na ostatnim meczu hala się bardziej zapełniła.

Moim - i nie tylko moim - zdaniem idealnym miejscem był Szczecin. Jestem absolutnie pewien, iż na dużo większej hali byłby tam komplet widzów. Nie wiem, kiedy była składana aplikacja na Krosno, ale fenomen bijącej rekordy publiczności hali w Szczecinie nie trwa od dzisiaj. Już w pierwszej rundzie rozgrywek tysiące ludzi oglądało spotkania Pogoni w Futsal Ekstraklasie. Same Krosno jest małym miastem bez tradycji futsalowych i trudno było oczekiwać, aby mieszkańcy wypełnili halę po brzegi. Moim zdaniem takie wydarzenia należy organizować w dużych miastach, gdzie ludzie wiedzą co to jest futsal i są już tradycje kibicowania tej dyscyplinie sportu.

Następna sprawa, którą można było zaplanować inaczej, to umiejscowienie trybuny VIP. Z tych miejsc widoczność była bardzo słaba i wielu zaproszonych gości przenosiło się na zwykłe trybuny. Był także niemiły incydent, jeden z dziennikarzy został wyproszony przez ochroniarza z trybuny dla gości, chociaż było tam wiele wolnych miejsc. Chwilę wcześniej ja z nim siedziałem, być może to moja osoba była motywem takich działań. Na dodatek dziennikarze nie mieli wydzielonej strefy i musieli oglądać spotkania zza szyby salki konferencyjnej, tzw. "akwarium".

Kolejna sprawa to transmisja telewizyjna. Nie było meczów na kanałach telewizyjnych, jedynie firma Livepark przeprowadzała bezpośrednie relacje na kanale Łączy Nas Piłka. Znani w światku futsalu z doskonałych relacji członkowie ekipy KP Sport na własny koszt wybrali się do Krosna, otrzymawszy wcześniej akredytacje TV. Tam dostali zapewnienie od organizatora, iż mogą filmować mecze i zamieszczać skróty w internecie. Jak się okazało później, ta zgoda na "kamerowanie" turnieju która nie miała żadnych podstaw prawnych. Prawa medialne do pokazywania meczów z Krosna miała zupełnie inna firma i nic dziwnego, iż zaprotestowała przeciwko "dzikiemu" filmowaniu imprezy. Także inne telewizje, m.in. TVP, nie mogły nagrywać materiałów. Bardzo dziwna sytuacja, tym bardziej, iż telewizje pozostałych krajów z turnieju pokazywały spotkania.

Teraz o kadrze. Trzeba przyznać, iż przez ostatnie dwa lata mieli wszystko. Tutaj należą się słowa pochwały dla działaczy komisji futsalu, którzy zapewnili pełen komfort przygotowań, zorganizowali wiele sparingów z różnymi zespołami, od słabych po bardzo mocne. Trener miał pełne możliwości sprawdzenia piłkarzy i wyselekcjonowania najlepszych. No i tutaj dochodzimy do największego problemu kadry - czyli selekcji.

Gdyby Andrea Bucciol pokazał że ma jaja, to przed turniejem powołałby autorską kadrę, złożoną z najlepszych obecnie futsalowców. Mógł zagrać "va banque". Tydzień przed turniejem nikt go by z posady trenera nie wyrzucił, a gdyby wywalczył bezpośredni awans lub dostał się do baraży, to by się obronił i pozostał na stanowisku. A gdyby przegrał, to z honorem podałby się do dymisji. Lubię Andreę, to naprawdę fajny chłop, ale opinię w środowisku futsalowym ma taką, że jest podatny na różne sugestie.

Jeśli chodzi o samych zawodników, którzy reprezentowali Polskę - na nich nie napiszę pół złego słowa, bo grając w takim zestawieniu kadrowym dawali z siebie wszystko. Walki i ambicji na pewno nie zabrakło, zabrakło jednak umiejętności, zimnej krwi i chłodnej głowy pod bramką rywali. Ale to przecież nie ich wina, starali się jak mogli i z mojej strony wielkie brawa za to zaangażowanie i wiarę do końca w zwycięstwo. Na pewno kilku zawodników zawiodło oczekiwania. Myślę, że przede wszystkim zawiedli samych siebie ale to pozostawiam do oceny im samym. Ja kibicowałem Polakom z całego serca i dziękuję za cały turniej.

Pierwszy mecz z Białorusią. Bojaźliwa gra, wyprowadzanie kontr zaledwie dwójką zawodników. Nie znam do końca założeń taktycznych, ale tu trzeba było ruszyć z impetem i wbić rywali w parkiet, dając znać o tym, jaka jest siła polskiej drużyny. A wyglądało to nieciekawie, zaledwie kilka strzałów na bramkę gości. Dużo asekuracji, gry do tyłu. Zmarnowana szansa na wejście z dużym "BUM!!!" w turniej.

Rozmawiałem po meczu z trenerem Finlandii Mico Marticem, z którym znam się od kilkunastu lat (kiedyś byłem współpracownikiem FP, dostarczałem wyniki z naszej ligi i wymieniałem się kasetami video z meczami ligi hiszpańskiej i polskiej). Nie wymyślał "kwadratowych jaj"; dostosował taktykę do umiejętności swoich zawodników. Grali prosty futsal, ale to wystarczyło na naszą drużynę. A Polska waliła głową w mur, nie mogąc znaleźć sposobu na sforsowanie zasieków. "Fortuna" sprzyjała Finom przy dwóch bramkach i to starczyło na nasz zespół. Ogromna niespodzianka, a co za tym idzie gigantyczne zadanie do wykonania w meczu z Italią.

A tak przy okazji tematu moich kontaktów z Mico, jednym z założycieli www.futsalplanet.com - jak ktoś się chce pośmiać, to tutaj ma wgląd w mój dawny profil współpracownika z FP. Nie muszę chyba dodawać, iż wiele się od tego czasu zmieniło, zwłaszcza nawyki żywieniowe ;)

Przed trzecim spotkaniem Białoruś pokonała Finów 2:0, co przedłużyło nadzieje Polaków. Dobrze weszliśmy w mecz, Kubik po odebraniu piłki popędził do przodu i pokonał Stefano Mammarellę. Nastąpiła wówczas bardzo ciekawa sytuacja - na ławce kapitan Artur Popławski mocno gestykulując pokazywał wszystkim, iż należy przede wszystkim chłodno myśleć, skoncentrować się i nie cieszyć się zbytnio objęciem prowadzenia. Krótko mówiąc po piłkarsku - "nie podpalać się". Nikt na to jednak nie zwrócił uwagi i po zaledwie 8 sekundach Włosi doprowadzili do wyrównania. Potem jeszcze "klopsy" Stefano dały nam nadzieję, ale w drugiej połowie Italia mocno przyśpieszyła i rozwiała wszelkie marzenia o awansie choćby do baraży. Jak ci Włosi pięknie celowali, można się zachwycać długo. Ale to klasa światowa, daleko nam do nich niestety...

Pozwolę sobie ocenić niektóre decyzje kadrowe, gdzie moim zdaniem szeroki sztab szkoleniowy popełnił ogromne błędy:

  • brak Rafała Franza - najskuteczniejszego zawodnika ligi i będącego w formie pivota, który regularnie występuje w Futsal Ekstraklasie, rywalizując z najlepszymi obrońcami w lidze.
  • brak Macieja Foltyna - zdecydowanie najlepszego bramkarza obecnego sezonu, mającego równą i stabilną formę.
  • brak Tomasza Kriezela - który obecnie jest w bardzo wysokiej formie i kreuje grę Red Devils w lidze - a wygraliśmy ostatnie cztery mecze z rzędu - pod pretekstem braku doświadczenia. A jednocześnie powołanie Mikołaja Zastawnika który do tej pory rozegrał zaledwie 15 meczów ligowych. Gdzie tu logika???
  • brak Pawła Budniaka, który w meczu z Finlandią pokazał przez 90 sekund więcej, niż inni przez cały mecz (3 bardzo groźne strzały). Paweł był podstawowym zawodnikiem przez 2 lata, a teraz turniej głównie przesiedział na ławce. Takich zawodników wystawia się "w ciemno"!!!
  • z powodu braku drugiego pivota (powołany jako trzeci pivot Tubacki wystąpił dopiero w ostatnim meczu) granie Danielem Krawczykiem "out of position". Czyli wystawianie "Krawca" nie na skrzydle, gdzie bryluje w klubie, a na "ścianie", gdzie nie mógł wykorzystać swoich umiejętności gry 1 na 1.

Czyli aż 5 pozycji na 9 grających (bramkarz i dwie czwórki) mogło być znacznie lepiej obsadzonych. A przecież mogłoby być jeszcze gorzej, bo Michał Kubik został w ostatniej chwili powołany z listy rezerwowej. To także daje dużo do zastanowienia - jeśli zawodnik na tydzień przed turniejem nie jest potrzebny, a potem nagle wskakuje do składu meczowego i jest w trakcie turnieju najlepszym polskim zawodnikiem. O co tu chodziło???

Nasuwa się szereg pytań. Dlaczego najlepsi zawodnicy nie są powoływani? Dlaczego wszystko stanęło na głowie, podstawowi piłkarze którzy decydowali przez te 33 sparringi o jakości kadry poszli w odstawkę tuż przed turniejem? Dlaczego nie trenowano w meczach towarzyskich gry z wycofanym bramkarzem, a potem nie potrafiliśmy rozegrać ataku w takiej formacji?

Sami widzicie jaki był efekt końcowy, jaki ogrom błędów tutaj popełniono. A kto był głównym architektem tej porażki? Podsumuję to jednym zdaniem - TOTALNA KOMPROMITACJA TEJ AUTORSKIEJ KONCEPCJI KADRY. I proszę czytać ze zrozumieniem - "koncepcji", a nie samej kadry.

Szkoda tego wszystkiego. Po prostu szkoda, bo zmarnowaliśmy doskonałą szansę, gdzie mając turniej u siebie, na dodatek z bardzo przeciętnymi rywalami (oczywiście oprócz Italii), zajęliśmy niechlubne ostatnie miejsce...


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...