Marcin Synoradzki

Marcin Synoradzki

"I don't play against a particular team. I play against the idea of losing" - Eric "The King" Cantona

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiaj rozpocznę może od świeżej sprawy, czyli ćwierćfinałowych rewanżów Halowego Pucharu Polski. Po pierwszych meczach trudno było się spodziewać wielkich niespodzianek, kto miał awansować ten awansował.

Rewanże rozpoczęliśmy meczem w Szczecinie. Kubik pauzował za kartki, Tubacki - kontuzja, to już na starcie mieliśmy lekką przewagę, gdyż szczecińskie strzelby nie zostały nabite. Nasz trener także nie miał wielkiego pola do wyboru, kontuzjowani Charczenko i Sundiejew nie pojechali na mecz, a dzięki temu okazję do pełnego debiutu miał wreszcie Patryk Kubiszewski, który zaprezentował się całkiem przyzwoicie. To młody chłopak z armatą w lewej nodze, który rozpoczął treningi w trakcie sezonu. Dobra, wracamy do meczu. Pogoń od początku wykazywała się inicjatywą w grze ofensywnej, my wiadomo, że nastawiliśmy się na solidną obronę mając zaliczkę trzech goli. Zamurowaliśmy dostęp do naszej bramki, a gospodarze bili głową w żelazny mur. W drugiej połowie wycofali bramkarza, ale nie potrafili stworzyć dobrej sytuacji, z kolei my kilkukrotnie przejęliśmy piłkę, ale nasi piłkarze mylili się o centymetry. W końcówce Andrij Łuciw wykorzystał moment zawahania i sprytnym lobem trafił do pustaka i ustalił wynik meczu. "Portowcy" niezbyt się tym zmartwili. Widać, że im zupełnie inne myśli i cele chodzą po głowie. My zrobiliśmy swoje, teraz będziemy się starać o organizację turnieju Final Four w Chojnicach. Jedno jest pewne - trybuny wypełniłby się do ostatniego miejsca, atmosfera byłaby znakomita, prawdziwe futsalowe święto!!!

W innych spotkaniach Gatta Active na dużym luzie pokonała AZS UŚ z Katowic 7:3. Warto pochwalić Mariusza Milewskiego, który zdobył hat-tricka. To jeden z najlepszych strzelców z dystansu, ułożona lewa noga i piłeczka leci jak po sznurku.

Wisła długo się męczyła z Euromasterem, który niespodziewanie do przerwy prowadził w Krakowie 2:1. Potem gospodarze się obudzili i wyszli na prowadzenie, ale gdyby Łukasz Pieczyński przytrzymał nerwy na wodzy i nie wdał się w końcówce w przepychanki z Ricardinho, otrzymując drugą żółtą kartkę, to jeszcze goście by mieli jakieś szanse na remis dający awans. Niestety, "Karaś" zszedł na niecałe 4 minuty przed końcem, to pomimo zdobycia jednego gola głogowianom dwie minuty gry "uciekły".

Pisząc ten felieton oglądałem jeszcze mecz Rekordu z Gwiazdą. Skończyło się na 8:6. Zrobili sobie chłopaki w środę strzelaninę z ligi środowiskowej. W finałach mamy czołową trójkę z tabeli plus chimeryczny zespół "Czerwonych Diabłów". Z całą trójką w lidze graliśmy bardzo wyrównane mecze, tak więc turniej Final Four zapowiada się bardzo, ale to bardzo atrakcyjnie.

Liga nabiera tempa, nerwowo jest jeszcze w sześciu miastach, bo bariera 26 punktów powinna zapewnić już utrzymanie. Kolejna kolejka FE i kolejne niespodzianki. Albo to już nie są niespodzianki, tylko konsekwencja gry z nożem na gardle.

Liga rozpoczęła się nietypowo, gdyż już w czwartek. Kiedy Gatta objęła prowadzenie w Katowicach 2:0 w 26. minucie meczu wydawało się, iż Krawczyk i spółka nie wypuszczą tego zwycięstwa z zębów. Ale po raz kolejny katowiczanie pokazali olbrzymią wolę walki. W ciągu dwóch minut doprowadzili do remisu. W końcówce Marcin Stanisławski postawił wszystko na jedną kartę wycofując bramkarza, ale skończyło się to tym, iż Korczyński już po raz kolejny dał trzy punkty "Akademikom". Ponownie Rafał Krzyśka dokonywał cudów w bramce, dwa PRzK wybronione i sto innych sytuacji. Ta "Wielka Ucieczka część II" naprawdę się może udać.

Pogoń w kolejnym meczu "kolejnej szansy" kolejny raz nie wykorzystała okazji, aby odbić się od dna. Znali już wynik katowiczan, grali na hali przy ul. Twardowskiego, gdzie trenują, ale i to było za mało. W ciągu pierwszych siedmiu minut dostali dwa ciosy w ryło i już się nie podnieśli. Dragonsi wygrali, znowu bramkarz Pogoni podarował gola rywalom. Nie będę się powtarzać, co tydzień pisząc to samo. Jeśli "Portowcy" nie wygrają teraz na Clearexie, to spadną z tej ligi. A co do Pniew - kto przed sezonem by się założył, że w 19. kolejce zapewnią sobie utrzymanie, ba - powalczą w czołowej czwórce??? Przypuszczam, że nikt.

Gwiazda dobrze weszła w mecz z Euromasterem, pomimo straty pierwszego gola wyszli na prowadzenie 3:1 i już było miło na Halembie. Potem nastąpiła wymiana ciosów, którą zakończyły gole oldtimera Darka Pieczyńskiego i Mateusza Niedźwiedzia w ostatnich dwóch minutach spotkania. To pozwoliło odetchnąć nieco głogowianom, a Gwiazda nadal okupuje miejsce barażowe, choć swoją postawą zasługiwali na co najmniej jeden punkt.

My w Gdańsku... Spuśćmy może zasłonę miłosierdzia. Pierwsza porażka z "Akademikami", może chociaż im się przyda w walce o utrzymanie. Uniwerek nie zagrał wielkiego meczu, rzekłbym nawet iż taktycznie to była surowizna, ale w tym dniu starczyło na "Czerwonych Diabłów", którym utemperowali rogi. Po porażkach często trenerzy, działacze, piłkarze narzekają na mityczną "nieskuteczność". My zagraliśmy tak, iż tą nieskuteczność należy pomnożyć x 10, aby mieć obraz przebiegu spotkania. Sobański strzelił piękną bramkę po indywidualnej akcji, ale potem mając pustą bramkę kilkukrotnie nie wiedział jak do niej trafić. Podobnie inni zawodnicy, którzy mieli rozstrzał "od chorągiewki do chorągiewki". Gdyby Gonda zszedł z bramki i poszedł na kawę do automatu - wynik byłby taki sam. Wycofaliśmy bramkarza, stworzyliśmy mnóstwo sytuacji, ale co z tego. Potrzebujemy punktów, a teraz jedziemy na Gattę i na pewno nie będzie tak łatwo stworzyć okazje bramkowe jak w Gdańsku. Do tego nasza forma wyjazdowa jest tragiczna, zaledwie jedno zwycięstwo w dziewięciu rozegranych meczach. Indolencja strzelecka przekroczyła wszelkie normy. Głównie radykalna eliminacja nieskuteczności to okoliczność, którą ukraiński trener Andrij skutecznie może poprawić wyniki zespołu.

Rekord zgubił punkty i trenera w meczu z Clearexem. Chorzowianie wreszcie coś ugrali, bo do tego meczu nagłówki gazet były wypełnione doniesieniami o kolejnym losowaniu trenera. U gospodarzy Adama Krygera zastąpi Andrzej Szłapa, w Chorzowie z kolei Tomasz Ulfik ponownie zasiadł na ławce trenerskiej, tym razem wspierany przez prezesa Zdzisława Wolnego, który wziął sprawy w swoje ręce. Trzeba ratować swoje dziecko, już 20-letnie. Gdy Franz zdobył gola na 2:1 w 37. minucie spotkania, wydawać się mogło, iż fatum kolejny raz dosięgnie Clearex. Po kilku meczach przerwy powrócił Mirosław Miozga i to właśnie po jego strzale Rabczak uratował bezcenny punkt na zaledwie dwie sekundy przed końcem czasu. Rekord gubi się kolejny raz, chyba już się pogodzili, iż ten sezon można spisać na straty. Przy takiej dalszej grze to nawet medalu może nie być, chyba dlatego nastąpiła zmiana trenera.

GAF Jasna - Wisła Krakbet. Zadanie wykonanie, kolejny krok w stronę mistrzostwa. Gliwiczanie wymieniali się ciosami, nie zagrali złego spotkania, ale byli o wiele mniej skuteczni niż rywale i dlatego przegrali ten mecz. Sam Mizgajski trzykrotnie obijał słupek, a to przecież nie jest gol. Mistrza poznaje się po tym, że gra przeciętnie i potrafi wygrywać takie spotkania, Ukraińcy załatwili trzy punkty po pięknych strzałach pod poprzeczkę bramki GAF-u. Wisła pewnie zmierza do celu, choć prawdopodobnie utracili Morawskiego na pewien czas, a to ważne ogniwo w krakowskiej układance...

Następna kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Najciekawszym meczem jest spotkanie w Chorzowie pomiędzy Clearexem a Pogonią i moim zdaniem takie spotkanie powinno być w telewizji, a nie mecz "o nic" w Głogowie. Kto dobiera takie mecze? Nie wiem czy w ogóle włączę telewizor, bo flaki z olejem to serwuję na kolację moim wrogom.

A dzisiaj chciałbym się zająć krótką analizą tzw. "grających trenerów". W przeszłości Klaudiusz Hirsch prowadził przez długie lata w taki sposób zespół Akademii, ale sukcesy (trzy mistrzostwa Polski z rzędu) osiągnął, kiedy praktycznie przestał grać, a zajął się wyłącznie trenerką.

Następny przykład - Rafał Krzyśka - był grającym trenerem w Gwieździe Ruda Śląska (tam także kierowcą, masażystą i kierownikiem) oraz w GKS Futsal Tychy. Dwukrotnie spadł z ligi, ale było to też związane z brakiem wysokiej klasy zawodników i brakami organizacyjnymi w tych klubach.

U nas wcześniej, w sezonie 2009/10 Artur Chrzonowski (w I lidze) także grał i prowadził zespół, ale poziom niżej, to nie ukrywajmy - jest dużo łatwiej, zwłaszcza jak się ma ekipę samograj (156 goli strzelonych przez drużynę, bez porażki w całym sezonie).

W bieżącym sezonie mamy aż pięciu grających trenerów, więc jest to dosyć mocny trend: Marcin Stanisławski w Gatcie Active Zduńska Wola, Błażej Korczyński w AZS UŚ Katowice, Łukasz Frajtag w Red Dragons Pniewy, Łukasz Żebrowski w Pogoni ’04 Szczecin i Andrij Łuciw w Red Devils Chojnice.

Połowiczne role spełniają Andrzej Szłapa w Rekordzie Bielsko Biała i Tomasz Ulfik w Clearexie, bo są zgłoszeni do rozgrywek i wcześniej występowali w roli grających asystentów, ale w momencie objęcia fotela pierwszego trenera prawdopodobnie zrezygnują z gry na parkiecie.

Jak doskonale widać, oferta prowadzenia drużyny w pierwszej kolejności jest kierowana do zawodnika, który grał bądź nadal gra w zespole. Z jednej strony to pozytywny trend, bo drużynę przejmuje osoba, która już zna zawodników, ma doświadczenie i wie co w trawie piszczy. Ale z drugiej strony brakuje efektu tzw. "nowej miotły", która często powoduje (choć zdarza się, iż krótkotrwały) efekt poprawy wyników sportowych.

Mamy do oceny pięciu grających trenerów, a niżej mój prywatny ranking (na obecną chwilę):
1 Błażej Korczyński - rozpoczął karierę trenerską jeszcze jako zawodnik PA Nova Gliwice, gdzie prowadząc zespół wraz Romanem Sowińskim zdobył mistrzostwo Polski. "Korek" prowadził treningi, ale w meczu, kiedy grał, to Sowiński kierował drużyną. Potem nastąpiła trzyletnia, mocno średnia przygoda z Wisłą. Mając super ekipę i wszystko, czego tylko zapragnął, zdobył tylko jednego "majstra". I to po wygraniu dwukrotnie po rzutach karnych z moim Red Devils, gdzie byliśmy osłabieni brakiem Wadima Iwanowa i Jacka Burglina, co nie przeszkodziło nam toczyć wyrównanych bojów w finałach play off. Ostatni sezon w Krakowie to już "zjazd", także w roli zawodnika, kiedy zdarzało mu się zawalić mecze. Trzecie miejsce to tragedia, nic dziwnego, iż Piotr Wawro zdecydował się na zmianę trenera i koncepcji, bo przecież Krzysztof Kusia porzucił granie na rzecz trenerki.

Teraz Błażej zajął się od początku drugiej rundy prowadzeniem drużyny AZS Uniwersytet Śląski. Pomaga mu Rafał Janke, który był także w sztabie Korczyńskiego w Wiśle Krakbet. Wypożyczył dwóch zawodników z GAF Jasna i kompletnie odmienił zespół, który był na miejscu spadkowym z 8 punktami na koncie. A teraz mają 22 sztuki, z ośmiu meczów wygrali aż pięć i uciekli ze strefy barażowo-spadkowej. Liga jeszcze się nie skończyła i trudno uznać w tym momencie, czy Błażej utrzyma zespół, ale myślę że kompletnie odmieniając oblicze katowiczan już go można ocenić jako trenera na duży plus. Jako zawodnik także jest niezastąpiony, strzelił wiele ważnych bramek dających punkty, tak więc tutaj ocena podwójnie pozytywna.

2 Łukasz Frajtag - tego się chyba nikt nie spodziewał, iż z bandy młodych chłopaków zrobi zespół, który praktycznie utrzymał się w lidze. Tam jest "chemia" w drużynie, chcą umierać na parkiecie jeden za drugiego. I na pewno jest to wpływ Łukasza na zespół. Zrobić coś niemal z niczego, być skazanym na pożarcie, a być jedynym w całej lidze zespołem, który we własnej hali odprawił bez punktów wszystkich medalistów zeszłego sezonu - to naprawdę wielki wyczyn. Gra w niczym nie przeszkadza, chyba mają już wszystko wcześniej ustalone i w trakcie meczu nie trzeba robić wielkich korekt. A jako zawodnik także strzela bramki, asystuje, tak więc jest silnym punktem zespołu.

3 Marcin Stanisławski. Wcześniej oficjalnym trenerem był Wojciech Sopur, który nadal jest wpisywany w protokole jako "pierwszy", ale treningi prowadzi "Mały". W meczach na ławce pomaga mu Sopur, ale nie jest zbyt aktywny, zespołem kieruje Stanisławski. No i jako zawodnik Marcin daje bardzo wiele na parkiecie, trudno sobie wyobrazić, aby jego zabrakło w składzie meczowym. Jak widać po wynikach, pomimo skromnej kadry Gatta nadal liczy się w walce o Mistrza Polski, a już na pewno gra o medal, więc eksperyment można uznać za udany. Choć tak samo jak w przypadku opisywanego poniżej Korczyńskiego podsumować będzie można po zakończeniu ligi.

4 Andrij Łuciw - niewygodnie mi w tym momencie oceniać własnego trenera, ale pokrótce spróbuję. Zaczął źle, od remisu i dwóch porażek, gdzie tak naprawdę na własne życzenie straciliśmy punkty w Głogowie i Chojnicach. Następnie wygrał z Wisłą i Gwiazdą, ale w kolejnych spotkaniach z Rekordem i Pogonią zespół zgubił punkty w ostatnich kilkudziesięciu sekundach meczu. No i ta ostatnia porażka z Gdańskiem... Jak widzimy jest duża sinusoida wyników "Andrzeja". Zaczął słabo, potem jak zaczął występować na parkiecie, to wyniki poprawiły się, gdyż w międzyczasie zanotował serię trzech zwycięstw z rzędu w rozgrywkach Halowego Pucharu Polski. Ma zadanie utrzymać się w lidze (choć przy serii zwycięstw można jeszcze zagrać w "czwórce" - pojeb.... jest ta liga w tym sezonie) i powalczyć o Puchar Polski. Na razie wszystko jest w "toku". Teoretycznie wystarczy wygrać jeden mecz w lidze i można się skoncentrować na HPP. Jako zawodnik wprowadził dużo spokoju w "tyłach", bazuje na doświadczeniu, ale też potrafi strzelać ważne bramki. No i do tego ma asystenta i trenera bramkarzy Marka Szanka, który dowodzi zespołem podczas kiedy Andrij jest na parkiecie.

5 Łukasz Żebrowski - niestety, w obecnej chwili nie można okresu jego trenerki uznać na pozytywny. Zespół Pogoni wygląda na zupełnie rozbity, zwłaszcza pod względem psychicznym. Zawodnicy łatwo tracą kontrolę nad sobą i przebiegiem spotkania. Nieprzypadkowo mają największą liczbę straconych bramek - wygrali tylko raz na ostatnie osiem meczów ligowych, do tego jeszcze dwie porażki w HPP z Red Devils. Łukasz w pierwszej rundzie nie grał, dopiero jak sytuacja stała się dramatyczna, to włączył się do gry. Tutaj można uznać, iż jest wzmocnieniem zespołu, gdyż wprowadził trochę porządku w pełną bałaganu grę "Portowców". Czy to się uda? Przekonamy się niedługo.

Ale opcja grającego trenera wskazuje na jedno - wszystko jest zależne od kasy. Jeśli Katowice, Zduńska Wola, Pniewy, Szczecin, Chojnice miały tyle pieniędzy, aby zatrudnić fachowego trenera lub pozyskać zawodnika wysokiej klasy (a każdego z w.w. w roli zawodnika można oceniać jako silny punkt zespołu), to każda z tych osób by mogła się skoncentrować wyłącznie na jednym zadaniu.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

FUT5AL HEA7EN

Felieton niestety znowu z opóźnieniem, ale po prostu nie miałem ani jednej wolnej chwili, aby wcześniej napisać. We wtorek cały dzień w Warszawie, środa bieganie po konsulatach Rosji i Białorusi w Gdańsku (wizy dla moich kierowców), dopiero w czwartek miałem czas aby usiąść i podzielić się moimi wrażeniami z dwóch wydarzeń ze stolicy, w tym z jednego naprawdę epokowego.

Do Warszawy wyruszyłem z samego rana, ale dzięki autostradzie w ciągu 3h dotarłem do tego miasta. Dobrze, że nie trafiłem na patrole, bo mój przyjazd mógłby się mocno opóźnić, no i nadszarpnąć budżet. Ale się udało i dzięki temu stać było mnie na piłkarski obiad czyli "dwa bułki i jeden kiełbas".

Na zebranie w Sheratonie stawiło się 32 prezesów z 90 klubów futsalowych istniejących w Polsce. Na cały inwentarz składają się kluby FE, I i II ligi oraz kluby prowadzące drużyny młodzieżowe i kobiece. W związku z niską frekwencją zebranie odbyło się w drugim terminie. Miał się stawić przewodniczący Komisji Futsalu Kazimierz Greń i wygłosić referat podsumowujący pracę KF, jednak z "przyczyn osobistych" - jak to przedstawił vice przewodniczący Bogdan Duraj - nie stawił się. Wzbudziło to niemałą konsternację, bo wielu było ciekawych raportu - przede wszystkim z nieudanych eliminacji do ME w Krośnie i spraw związanych z posadą trenera. Nie pierwszy raz w tym dniu Greń uniknął pytań.

Głównym punktem był wybór delegatów futsalu na walny zjazd sprawozdawczy PZPN. Zgłoszono trzech kandydatów: Grzegorza Morkisa (GKS Futsal Tychy), Arkadiusza Grzywaczewskiego (Gwiazda Ruda Śląska) i Bogdana Duraja (delegata z... Gatty Active Zduńska Wola). Patrząc na spory kontyngent działaczy ze Śląska i Podkarpacia można było się spodziewać, iż zostaną przeforsowane kandydatury członków komisji futsalu. Ale tu nastąpiła pierwsza niespodzianka, delegatami zostali Morkis i Grzywaczewski, a Duraj otrzymał tylko 12 głosów na 32 możliwe.

Następnie głosowano wybór zastępców delegatów. Zostały zgłoszone kandydatury Anny Straszewskiej (Hurtap Łęczyca), ponownie Bogdana Duraja oraz... mojej osoby. Generalnie zdaję sobie sprawę, iż głos delegatów ze środowiska futsalu na zjeździe całego PZPN jest głosem wołającego na puszczy, ale zgodziłem się na moją kandydaturę z czystej ciekawości, jak środowisko zareaguje na moją osobę. Do tej pory nie działałem szeroko w polskim futsalu, skupiając się na pracy we własnym klubie. Okazało się, iż chyba "fejm" felietonisty dał efekt w postaci przyznanych głosów. W pierwszym głosowaniu pani Anna dostała 22 głosy, a ja wraz z panem Bogdanem po 15. Nastąpiła dogrywka, w której mieliśmy ponownie remis (po 14 głosów). Wówczas zaproponowałem sekretarzowi oraz mojemu koledze z Chojnic rzut monetą w celu rozstrzygnięcia, ale niestety to nie było zgodne z regulaminem. Nastąpiła druga dogrywka i tutaj wszystko rozstrzygnęło się na moją korzyść, stosunkiem głosów 16:12. Ucieszył mnie fakt, że środowisko mnie poparło - widać moje postulaty zmian wspominane w felietonach zyskują akceptację i budzą zainteresowanie. To mały sukces, ale jeśli ma być początkiem zmian na lepsze w polskim futsalu, to wypada się z tego cieszyć.

Kto czyta moje felietony, to wie, iż mam kilka ciekawych pomysłów na rozwój piłki halowej, począwszy od kadr wojewódzkich po reprezentację. Zobaczymy, czy w najbliższej przyszłości nastąpią jakieś zmiany i czy moje propozycje zyskają posłuch i poklask.

Drugi punkt wizytacji stolicy to hotel Ibis, mieszczący się naprzeciwko siedziby PZPN. Tam odbyła się konferencja, a raczej hucpa Kazimierza Grenia... Kto nie widział tego "cyrku", to może obejrzeć na Youtube. Małe pomieszczenie, a ludzi ponad setka. Z racji tego, iż z kolegami z klubów FE czekaliśmy dosyć długo na obiad, to wpadliśmy na konferencję w chwili rozpoczęcia. Tłum był tak duży, że musieliśmy zostać na korytarzu i przez otwarte drzwi przysłuchiwać się tekstom, które czytał Greń z ekranu. Raz sprzęt się zaciął, tak samo pan Kazimierz. Widocznie nie mógł wyjść poza ramy ustalonego tekstu improwizując wypowiedzi, a szkoda. Zauważyć można było kwiat dziennikarstwa sportowego, tuż obok mnie stał Dariusz Tuzimek - ostatnio redaktor w Onet Sport - i Adam Godlewski z tygodnika "Piłka Nożna", ale wewnątrz sali była cała czołówka znana z twórczości twitterowej. Zresztą właśnie tam można było śledzić na żywo komentarze w tonacji mocno szyderczej.

A główny bohater zgodnie z przewidywaniami przedstawił teorię spiskową mocno rywalizującą z historycznym spiskiem na życie prezydenta Johna F. Kennedy’ego, plus efektowną prezentację garderoby. Zresztą ten pokaz konfekcji był motywem przewodnim relacji różnych mediów. Fakt: Greń pokazał portki i uciekł, Radio Zet: Działacz pokazał spodnie, igol.pl: Przegląd szafy, pytania o kolory i czytanie z PowerPointa, a Polsat Sport: Grenia teoria chaosu.

Przez całą konferencję prowadzący spychał pytania dziennikarzy na później. Gdy konfa się zakończyła, Greń bez słowa ewakuował się z sali. Niestety, ważne pytania zawisły w powietrzu. Także te związane z futsalem m.in. przyszłością trenera Andrei Bucciola.

Stojąca obok mnie reporterka telewizyjna w relacji na żywo z wrażenia wspomniała o Kazimierzu... Deynie. Gdy zwróciłem jej delikatnie uwagę, iż chyba nastąpiła mała pomyłka, to operator kamery odpowiedział "wybacz, to jej pierwszy raz". Dziewczę spłonęło rumieńcem, no cóż - ja w takim debiucie pewnie też bym pomylił :) Więcej nie ma co pisać, chyba każdy widział ten "One Man Show". Ktoś się poważnie ośmieszył i nie byłem to ja.

A teraz o lidze. W pierwszej rundzie na łamach naszego portalu pojawiały się felietony, które opisywały przebieg meczów. Tego teraz zabrakło, to ja postanowiłem regularnie oceniać wszystkie spotkania bieżącej kolejki. Liga w tym sezonie lubi nas wszystkich zaskakiwać. Faworyci zgodnie wygrywają, ale to co się dzieje na dole, tego nie jest w stanie przewidzieć nikt. Pozostały cztery kolejki spotkań, a tak naprawdę aż OSIEM zespołów może spaść z ligi.

Zaczęliśmy w Chojnicach meczem RD - Pogoń. Mecz toczył się raczej w świątecznej atmosferze, zwłaszcza do przerwy, kiedy wykopaliśmy obie bramki i skończyło się 0:0. W drugiej połowie w ciągu minuty padły trzy gole. Najpierw Iwanow trafił w okienko Kubraka, ale szybko Szamotij doprowadził do wyrównania. Potem po ładnej akcji najpierw Łuciw trafił w poprzeczkę, a skutecznie dobił Charczenko. Pogoń rzuciła się do ataku, a my nastawiliśmy się na grę z kontry. Najpierw Sobański w sytuacji sam na sam strzelił w Kubraka, potem uderzenie Tomka Kriezel z linii bramkowej wybił Żebrowski. Pogoń wycofała bramkarza i na kilkadziesiąt sekund przed końcem Szamotij zdobył gola dającego jeden punkt. My ponownie w ostatniej minucie tracimy punkty, wydaje się iż dwa razy lepiej mógł interweniować nasz bramkarz. Ale nie ma co gdybać, wynik można uznać za sprawiedliwy.

A w Pniewach ostra strzelanina. Ostatnia taka w Wielkopolsce miała miejsce, kiedy mafiozi walczyli o wpływy w burdelach, trup padał gęsto. Tutaj było podobnie. Gospodarze szybko objęli prowadzenie, ale Rekordziści po uderzeniu z rzutu wolnego Ukraińca Kameko doprowadzili do remisu. A potem ruszyła pniewska nawałnica. Mistrz Polski raz po raz nadziewał się na szybkie kontry młodego zespołu Czerwonych Smoków. W 25. minucie było już 5:1 dla gospodarzy, którzy jednak postanowili też dać coś od siebie i sprezentowali rywalom dwa gole samobójcze, przeplecione trafieniem Pawła Machury. 5:4 na 3 minuty przed końcem zapowiadało bardzo nerwową końcówkę. Rekord grał z wycofanym, co skrzętnie wykorzystał Adrian Skrzypek. Rekord odpowiedział jeszcze drugim golem Machury, ale gospodarzy wytrzymali napór i po raz kolejny w meczu u siebie pokonali faworyta. Spojrzałem w tabelę meczów u siebie - Red Dragons na drugim miejscu, tuż za Wisłą Krakbet. To nie przypadek, iż w Twierdzy Pniewy tak dużo zespołów gubi punkty. A Rekord definitywnie pozbawił się szans na inny medal niż brązowy.

Wisła Krakbet - KGHM Euromaster. Mecz bez historii, mocno osłabiony brakiem pauzujących zawodników zespół z Głogowa nie sprostał liderowi tabeli. Zawodnicy Wisły nie musieli się nawet zbytnio wysilać, cały mecz mieli pod kontrolą i spokojnie skasowali trzy punkty.

Gatta Active - AZS UG. Gdańszczanie mając brzytwę już blisko szyi pojechali do wicelidera z myślą o wywiezieniu punktów. Ale z taką grą w defensywie to jedyne, co mogli przywieźć ze Zduńskiej Woli, to ciasto na wynos z pobliskiej cukierni. W meczu była wymiana ciosów, ale gospodarze niemal cały czas zachowywali bezpieczny dystans dwóch bramek różnicy. Skutecznością popisał się blisko 40-letni Tomasz Broner, zaliczając hat-tricka, co również udało się Danielowi Krawczykowi. "Krawiec" dzięki skuteczności w ostatnich kolejkach wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców i ma już 20 trafień.

AZS UŚ - GAF Jasna. Mecz z dużymi podtekstami, katowiczanie zdecydowali się wbrew zakazowi z umowy transferowej wystawić Tomasza Szczurka wypożyczonego właśnie z Gliwic. Oficjalnie z powodu sporej ilości pauzujących za kartki zawodników. Do przerwy prowadzili faworyci, czyli goście po golu Mizgajskiego. Tuż po wznowieniu drugiej połowy po raz pierwszy zabłysnął Błażej Korczyński, absolutnie fantastycznym technicznym uderzeniem lobując z bliska Michała Widucha. Gliwiczanie szybko zaatakowali i po golach Dewuckiego i Pautiaka wyszli na prowadzenie 3:1. Jak wyszli, tak stanęli. Ostatnie 10 minut należało do gospodarzy, którzy jak rok temu w końcówce ligi walczą o życie i wypruwają flaki na parkiecie. Najpierw Piskorz, a potem dwukrotnie Korczyński trafiali do siatki z sąsiedniego miasta. Bezcenne punkty zostały w Katowicach, a Gliwice oddaliły się od wymarzonego brązowego medalu. Po spotkaniu działacze GAF zastanawiali się nad złożeniem protestu, ale z powodów formalnych (mało precyzyjny zapis w umowie) postanowili odstąpić od wyciągnięcia konsekwencji za występ Szczurka. Krótko mówiąc, wszystko zostało w rodzinie.

Telewizyjny mecz nie zachwycił poziomem. Gwiazda tradycyjnie w drugiej rundzie rozgrywek ograła Clearex, choć tym razem musiała się nieźle wysilić. W poprzednich sezonach to raczej chorzowianie swobodnie rozdawali swoim pobratymców punkty, kiedy były im bardzo potrzebne. Tym razem sami musieli walczyć o życie, bo ich forma jest najgorsza z najgorszych. Długie pasmo porażek, trzeba zacząć martwić się o byt. Tym spotkaniem po raz drugi z Cleareksem pożegnał się trener Adam Lichota. Podobno sam prezes Zdzisław Wolny zdecydował się zostać "ratownikiem" w ostatnich meczach, z pomocą brata Tadeusza. Zobaczymy, na ile duet braci Wolnych zmobilizuje zespół do lepszej gry. Gwiazda z kolei złapała wiatr w żagle i punktuje. Mają teraz u siebie Euromastera i myślę, że gdybym obstawiał zakłady, to warto by było dać w tym meczu "jedynkę".

Następna kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Derby Pomorza w Gdańsku, a Pogoń gości Red Dragonsów. Te dwa niezwykle kluczowe dla układu tabeli spotkania na pewno wzbudzą wiele emocji zarówno na trybunach jak i na parkiecie. Będzie ciekawie, oby do ostatniej kolejki :)

Kącik bibliotekarski - po krótkiej przerwie chciałbym zaproponować przede wszystkim osobom ćwiczącym i lubiącym wysiłek sportowy książkę T.J. Murphy’ego pod tytułem: "Sprawność - Siła - Witalność. Jak CrossFit zmienił moje życie".

Jak moi wierni czytelnicy wiedzą, od kilku miesięcy regularnie ćwiczę tę stosunkowo nową dziedzinę sportu. Nazywam to "dziedziną", gdyż odbywają się Mistrzostwa Świata oraz szereg innych imprez, na których sportowcy rywalizują w tej dyscyplinie. Poniżej zacytuję kilka opinii, z którymi całkowicie się zgadzam.

Książka jest wnikliwą analizą zjawiska CrossFitu, jako dziedziny sportu, a zarazem pewnego fenomenu socjologicznego. Pasjonująca lektura napisana przez kogoś kto zafascynował się CrossFitem, jedną z najmłodszych i najbardziej tajemniczych dyscyplin sportowych w historii.

CrossFit to więcej niż fitness. To sport, który naprawdę pomaga zrzucić wagę, poprawić swoją kondycję i zwiększyć masę mięśniową. Autor opisuje jak z kulejącego byłego biegacza zmienił się w pełnosprawnego człowieka, mogącego nie tylko normalnie chodzić, ale również wykonywać strasznie trudne i męczące treningi crossfitowe. Nie ukrywa, że bywało ciężko. Książka rozwiewa wiele mitów odnośnie tego sportu - nie jest on tylko dla osób szukających wyzwań, ale dla każdego człowieka, który chce stać się "wszechstronnie sprawnym".

"Moje ego zostało zniszczone - wspomniał. - Był to jednak trening, którego szukałem przez całe życie." Murphy przedstawi Wam historię powstania CrossFitu, poznacie podstawowe zasady i cele treningów. Odkryjecie, na czym polega CrossFit, a dzięki załączonym zdjęciom wraz z opisem nie tylko zobaczycie jak wyglądają poszczególne ćwiczenia, ale i będziecie wiedzieli jak je poprawnie wykonać. Dowiecie się, dlaczego poszczególnym zestawom ćwiczeń ich pomysłodawca zaczął nadawać imiona, a także, dlaczego treningi sprawdzające kondycję otrzymują imiona żeńskie. Przeczytacie ile czasu Amerykanin służący w marines potrzebował na wykonanie treningu "Elizabeth", który innym zajmował maksymalnie 10 minut. Odkryjecie, które ćwiczenie jest najbardziej wymagającym, z jakim sportowiec CrossFit spotka się podczas pierwszego roku treningów. Z lektury dowiecie się także, kiedy zawodnicy biorący udział w turnieju CrossFit Games dowiadują się, jakie konkurencje przyjdzie im wykonywać.

W ulotce o CrossFicie, którą czytał Murphy, w akapicie zatytułowanym "Czy ja się do tego nadaję?" odpowiedź brzmiała "Oczywiście". Patrząc już na samą okładkę książki, gdzie sportowcy trzymają sztangę nad głową jestem przekonana, że w życiu bym tego nie wykonała.

Najważniejsze jest to, że każdy, od największego atlety, po nowicjusza z nadwagą jest traktowany w ten sam, profesjonalny sposób. Nie ważne ile wyciskasz, ważne żebyś dawał z siebie wszystko. Kolejną sprawą która mnie urzekła jest atmosfera panująca w tej zamkniętej społeczności.

Książka niezwykle motywuje do działania, do zadbania o siebie. Podczas czytania ciągle miałem wrażenie, że powinienem ruszyć się z kanapy i zacząć ćwiczyć. I właśnie ta motywacja jest największą siłą tej lektury. Dlatego jest to pozycja dla każdego, nie tylko dla osób zainteresowanych CrossFitem.

Ja osobiście gorąco zachęcam do lektury, potem do znalezienia lokalnego klubu crossfitowego i rozpoczęcia treningów. Na początku jest bardzo ciężko, po pierwszych treningach całe dnie regenerowałem organizm, nie mając czasem siły sięgnąć po butelkę z wodą. Ale przetrwałem i wkręciłem się na maxa. Tę recenzję także piszę w czwartek po porannym treningu, który nieźle mnie zmęczył, ale też sprawił ogromną satysfakcję po pokonaniu kolejnych barier. Koniec ziewania, ruszyć tłuste tyłki do boxu crossfitowego i... youtube.com/watch?v=LHdrZpto4-c :)


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...