Marcin Synoradzki

Marcin Synoradzki

"I don't play against a particular team. I play against the idea of losing" - Eric "The King" Cantona

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiejszy felieton będzie przebiegał pod tytułem "kontrowersje". Dużo tego ostatnio u nas, zarówno w Futsal Ekstraklasie jak i w Pierwszej Lidze...

W sobotę obejrzałem, co prawda nie na żywo, ale w internecie świetny mecz FC Toruń z Politechniką Gdańsk (zobacz skrót). Aż 13 goli, emocje do samego końca, naprawdę wysoki poziom sportowy - to było właśnie to, czego można się spodziewać się po futsalu. Kibice wyszli z hali usatysfakcjonowani, ci sprzed monitorów także.

W poprzednim tygodniu miałem okazję wpaść na trening Politechniki i wziąć udział w gierce. W sumie to nie była tylko gierka, tylko ciężki dwugodzinny trening poprowadzony przez trenera Michała Janiaka, który nie oszczędzał swoich piłkarzy. Widziałem zaangażowanie, sportową złość i wiedziałem, że nawet jeśli ten zespół przegra w Toruniu, to po ciężkiej walce. I tak właśnie było. Niemal przez całe spotkanie to gdańszczanie prowadzili i nadawali rytm meczu, ale w samej końcówce spotkania torunianie swoją konsekwencją w grze, a przede wszystkim doświadczeniem i chłodną głową zdobyli trzy punkty. Niemniej wcześniej dwie bramki samobójcze PG pomogły drużynie Klaudiusza Hirscha utrzymać kontakt z rywalami. To był dużo słabszy występ "pierników". Wydaje mi się, iż wcześniej zespoły, które miały grać z nimi, wychodziły na parkiet mocno przestraszone i ze spętanymi nogami licząc tylko na jak najniższą porażkę. A chłopaki z Gdańska pokazali, iż można nawiązać równorzędną grę z faworytami.

Drużyna PG to młodzieńcza radość z gry, szaleńcza gra do przodu, zapał i zaangażowanie - czasami zbyt mocne, przez co popełnili kilka niepotrzebnych fauli. Banda (w dobrym tego słowa znaczeniu) pasjonatów futsalu kontra odbudowujący się profesjonalizm w Toruniu. Zderzenie dwóch filozofii, starcie Dawida z Goliatem. Ale jak to w życiu przeważnie bywa, górę wzięła rutyna, niemniej gdańszczanie naprawdę pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

Jedną z kontrowersji tego spotkania był zakaz filmowania meczu przez kierownika zespołu z Gdańska. Czemu to ma służyć? Doprawdy nie wiem. Takie drobne złośliwości są naprawdę niepotrzebne i nie pomagają kreować przyjaznej atmosfery wokół piłki halowej. Tutaj minus dla działaczy z Torunia. Z ostatnich doniesień wynika jednak, iż postanowili się zrehabilitować i przesłać materiał działaczom z Gdańska. Niech będzie za to plus :)

Następna kontrowersja zaistniała w meczu Gwiazda Ruda Śląska - Red Dragons Pniewy. W sumie to nawet dwie. Pierwsza nastąpiła w chwili, kiedy goście chcieli wycofać bramkarza. Grający trener Łukasz Frajtag ubrał ciemnozieloną koszulkę typu T-shirt z numerem 10 zrobionym z plastra. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni, który tak zrobił. A trener gospodarzy Tomasz Klimas gorąco zaprotestował u arbitrów, którzy nie dopuścili Łukasza do gry. Było to wyraźnie słychać podczas transmisji, długa oracja trenera Klimasa przekonała arbitrów, aby nie dopuścili Frajtaga do gry. To pierwszy błąd arbitrów w tym spotkaniu.

Posprawdzałem tu i tam, przeczytałem dokładnie regulaminy - ta koszulka nie do końca  była prawidłowa, bo zabrakło tzw. "obrandowania", czyli logotypów ligi, sponsora ligi oraz nazwiska. Zgadzam się, iż taka koszulka jest nieprofesjonalna, ale nie można kwestionować koloru koszulki!!! Zresztą od tego jest Komisja Ligi, która potem ma prawo ukarać zespół za nieodpowiedni strój. Witalij Koleśnik zostawił koszulkę meczową w hotelu w Gliwicach i w pierwszej połowie z GAF Jasna zagrał w koszulce treningowej i zostaliśmy za to ukarani. Tutaj także powinien być wprowadzony porządek, ale to nie trener Klimas jest od decydowania czy Łukasz Frajtag może zagrać czy też nie.

Wynikła z tego gorąca dyskusja na twitterze, chyba najdłuższa w historii futsalu. Trener Tomasz Klimas uparcie twierdził, iż kolor koszulki zawodnika lotnego musi być zgodny z kolorem koszulki bramkarza. Ten przepis zmienił się już kilka lat temu i warto wchodząc do ligi zaznajomić się z takimi faktami. Gwoli ścisłości, poprzedni zapis nakazujący grę w takim samym kolorze został usunięty, tak więc można grać w dowolnym.

Parę lat temu sytuacja była jasna i klarowna, zawodnik miał obowiązek ubrać koszulkę identyczną w jakiej występuje bramkarz. My mieliśmy komplety czarne i białe dla naszych GK, to takie same zamówiłem dla Mariusza Kaźmierczaka, który wcielał się w rolę lotnego. I nie było jakichkolwiek problemów. A teraz jest samowolka, za chwilę ktoś wyskoczy na parkiet w futrze kierownika albo kufajce kierowcy.

Z kolei w meczu AZS Uniwersytet Gdański - Pogoń ’04 Szczecin zdarzył się jeszcze lepszy numer. Gospodarze wycofali bramkarza, w którego rolę wcielił się Tomasz Poźniak grający normalnie z nr 12. Ten zawodnik ubrał żółtą koszulkę bramkarską bez nazwiska z numerem 9, z którym w tym meczu występował Paweł Friszkemut. Tu kolor się zgadzał, ale numer wylosowany z teletomboli. A sędziowie zero reakcji.

Proste pytanie do arbitrów - w której sytuacji należało zareagować, a w której nie? Pretensje także powinny być skierowane do kierowników drużyn. Ta liga ma być profesjonalna, a ciągle zdarzają się takie amatorskie sytuacje. Numery z plastra, kłótnie o kolor, dowolne numery, brakuje jeszcze tylko "świata kolorowych getr" rodem z B-klasy. Krótko mówiąc "dziadostwo".

A jest jeszcze druga kontrowersja ze spotkania w Rudzie Śląskiej. Grający jako lotny Łukasz Frajtag zbiegał do boksu, jednocześnie Gwiazda ruszyła z kontrą, a Maciej Foltyn wbiegł zbyt szybko na parkiet. Parę sekund później, po skutecznej interwencji arbiter ukarał go drugą żółtą kartkę za nieprawidłową zmianę i nakazał grę w osłabieniu. Skonsultowałem tę sytuację z arbitrem sędziującym w FE. Foltyn wbiegł na parkiet jako "szósty zawodnik" nie uczestniczący w grze. Został słusznie ukarany żółtą kartką, ale drużyna NIE MOŻE być karana grą w osłabieniu!!!  A to już nie błąd, a wielbłąd (copyright Janek Tomaszewski) dwójki sędziowskiej. Ta sytuacja miała poważny wpływ na przebieg meczu i na pewno skrzywdziła pniewską drużynę.

Ciekawie także oglądało się pomeczowe wypowiedzi. Każdy z trenerów, Klimas i Frajtag uważali że ich drużyna była zdecydowanie lepsza w tym pojedynku. Który jest małym kłamczuszkiem? ;) (zobacz wywiady).

Skrytykowałem wcześniej akademickich działaczy za marazm w pozyskiwaniu sponsorów - odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. O to właśnie chodzi, obudzić się z zimowego snu i budować silne ośrodki futsalu. Brawo i duży plus. Ale za to nie dają punktów, a AZS UG przegrał kolejny mecz. Rok temu pozbawili szczecinian szansy na złoto, a teraz pudłowali na potęgę. Czy to brak regularnych treningów, czy też po prostu umiejętności? Gonda bronił dobrze, to zastąpił Burglina, za Kriezela doszli doświadczeni Widzicki i Broner. Teoretycznie więc powinno być dobrze. W tym meczu ruszyli od samego początku z wielkim impetem, stworzyli mnóstwo sytuacji, ale Pogoń spokojnie przetrzymała ten napór i skarciła gospodarzy. Tym razem szczęśliwie odbili się od dna, ale gra "Portowców" pozostawia wiele do życzenia. Coś jest nie halo z tą drużyną pomimo zwycięstwa. Obyśmy to wykorzystali w najbliższą niedzielę w Szczecinie.

No właśnie, moje Red Devils... Nie wiem o co chodzi w tym sezonie. Zawodnicy mają wszystko, stworzyliśmy naprawdę komfortowe warunki do trenowania. Gramy szósty mecz ligowy i po raz trzeci rozdajemy punkty. Mamy kilku zawodników, którzy by znaleźli miejsce w każdej drużynie, a jednak zawodzimy na całego. Przecież mamy tyle samo punktów co Red Dragons Pniewy, które grają juniorami i Gwiazda Ruda Śląska, gdzie piłkarze grają za niewielkie wynagrodzenie!!! Czyli bez pieniędzy także można zrobić drużynę, która będzie na takim samym poziomie sportowym. W meczu z Rekordem przy remisie 1:1 idziemy dwa razy 3 na 1 i nie potrafimy zakończyć tego bramką. Tu jest jak w boksie, jak nie umiesz celnie trafić to za chwilę sam dostaniesz w mordę. Mija parę chwil, no i oczywiście pod własną bramką musimy podać do przeciwnika i dać możliwość wyjścia na prowadzenie. Trener mówi, że Popławski szuka szansy na uderzenia z  prawej nogi z dystansu i żeby blokować mu takie próby strzałów, to oczywiście "Popi" strzela nam gola w taki sposób. Potem znowu jakieś odstawianie nogi, tu nie pobiegnę, tam nie zablokuję... Tak to można na podwórku grać, ale tu jak zrobisz błąd to Mistrz Polski bezlitośnie to wykorzysta. Zresztą nie tylko zespół mistrzowski, niemal każdy ciebie skarci jak tylko dasz mu na to szansę. Nie chcę umniejszać sukcesu gości, ale nie tyle Rekord wygrał ten mecz, co my go przegraliśmy na własne życzenie.

Jestem bardzo niezadowolony z postawy drużyny, ale poczekamy na koniec rundy. Ale jak tak dalej będzie to będą zmiany w zespole, jak to Dudała w kultowym filmie zapowiada. Zawsze powtarzam jedno - każdy zawodnik jest tyle wart, ile ktoś jest skłonny mu zapłacić. I jak przeszłość pokazuje, to niełatwo jest znaleźć klub, który zapewni takie warunki jakie my oferujemy.

O innych meczach napiszę pobieżnie: Gatta przegrała u siebie z GAF Jasna. Kolejny przykład, że ta liga jest bardzo wyrównana i o wyniku decyduje przede wszystkim "dyspozycja dnia". Jest niemal niemożliwe wytypowanie sześciu prawidłowych wyników z każdej kolejki. W Katowicach remis, akademicy ukradli punkty głogowianom. Asystą przy końcowym golu Słoniny popisał się kolejny człowiek z numerem zrobionym z plastra lekarskiego. Stara moda wróciła na dobre, czekam jeszcze na plastrony z wielką dziurą na plecach. W poniedziałek Wisła przejechała krakowskim walcem po Cleareksie. Przewaga była bezdyskusyjna, a demolka konkretna. Beton kontra okna z plastiku, tu zwycięzca mógł być tylko jeden. Czołówka ligi się powoli krystalizuje, trzy teoretycznie najsilniejsze zespoły już są na swoich miejscach. I nie zdziwiłbym się w ogóle, gdyby ta liga właśnie w takiej kolejności by się zakończyła.

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

W niedzielę najpierw zajrzałem najpierw na halę Politechniki Gdańskiej, gdzie obejrzałem zacięty pojedynek gospodarzy z Constract Lubawa (zobacz skrót). Mecz zakończył się podziałem punktów po remisie 3:3, co wydaje się sprawiedliwym wynikiem. Spodziewałem się jednak ciut wyższego poziomu sportowego, widziałem wcześniej obie drużyny i obie zagrały poniżej swoich możliwości. Dominowała walka, a sędziowie dopuścili do czasami zbyt ostrej gry. Generalnie drużyna Michała Janiaka była zdecydowanym faworytem i pod względem umiejętności indywidualnych miała na pewno lepszy zespół, ale piłkarze Dawida Grubalskiego przeciwstawili się agresywną grą i wolą walki. Być może to zaskoczyło gospodarzy, bo zwłaszcza na drugą połowę wyszli mocno zaspani i dostali dwie bramki, po których musieli gonić wynik. A jeszcze Dawid Dąbrowski z Costractu z dwóch metrów nie trafił w piłkę, co by mogło dobić piłkarzy PG. W końcówce grający prezes Piotrek Wardowski miał dwie szanse, ale w obu minimalnie przestrzelił po długim słupku. A przypadałby się piękna podcinka zamiast strzału na siłę. Wygodnie się komentuje z boku, no nie? ;) A tak kolejna strata punktów u siebie oddala gdańszczan od FC Toruń. A jeszcze do walki o barażowe miejsce włącza się KS Gniezno i o ewentualny awans będzie naprawdę ciężko. Na koniec minus dla gospodarzy za jakość skrótu video - drżący obraz, opóźnienie kamery idącej za akcji... Kręcenie meczów "z ręki" to było dobre w latach 90-tych, teraz czas na profesjonalizm. Natychmiast się poprawić :)

A teraz o kadrze, bo prosto z Gdańska pojechałem do Kwidzyna na drugie spotkanie Turnieju Czterech Narodów, czyli mecz Polski z Grecją. Dobrze, że w reprezentacji obecnie grają najlepsi futsalowcy, bo w przeszłości bywało, iż powoływani zawodnicy wykręcali się z obowiązku pod pretekstem pracy zawodowej lub po prostu działacze klubowi nie puszczali piłkarzy na zgrupowanie, obawiając się ewentualnych kontuzji. Teraz jest pod tym względem "normalnie" i trenerska para Andrzejów: Bucciol i Bianga ma pełen komfort selekcji.

Zaskakujące jest dla mnie powoływanie Krystiana Antczaka, choć też rozumiem iż chcemy zachęcić go do gry na hali. Jest to naprawdę ciekawy zawodnik. Po raz pierwszy zauważyłem go ponad roku temu, kiedy drużyna Red Devils U-20 rywalizowała w eliminacjach MMP z CityZen Poznań, w którym grał Krystian. Zainteresował mnie ten zawodnik i skontaktowałem się z jego trenerem, Bartoszem Bochińskim, byłym asystentem Klaudiusza Hirscha w Akademii FC Pniewy. Bartek odesłał mnie do managera zawodnika, Rafała Budzisza. Ten menago poinformował mnie, iż Krystian z futsalem nie wiąże żadnej przyszłości i jakiekolwiek propozycje z klubów piłki halowych ich nie interesują. Antczak miał propozycje testów w klubach zagranicznych (trawiastych) i tam miał szukać swojej szansy. Jeśli tak nadal jest, to jaki sens ma powoływanie zawodnika do reprezentacji, jak za chwilę jego nowy klub zakaże mu występów w kadrze? Jedynym rozsądnym tłumaczeniem jest to, że ma to być forma zachęty dla tego zawodnika.

Kto mnie zna albo czyta to doskonale wie, że dla mnie futsal jest sportem nr 1. Dlatego też z niechęcią patrzę na zawodników trawiastych, bo mało kto z nich się sprawdza w piłce halowej, która jest artyzmem w porównaniu z topornością piłki jedenastoosobowej. Oczywiście mówię tu o edycji krajowej, bo wiadomo że Manchestery, Madryty i Barcelony to inna półka. A dlaczego inna półka? Bo Falcao, Ronaldo i Messi zaczynali od futsalu, bo nie mieli zakazu halówki od swoich piłkarskich trenerów, jak to zwykle w Polsce bywa. Oby Antczak się rozczarował trawą, a postawił na futsal, bo tutaj może być prawdziwą gwiazdą, a tam będzie tylko jednym z wielu tysięcy wyrobników.

Tutaj niestety kluby futsalowe przegrywają z trawiastymi, bo tam są dużo większe pieniądze. Zwłaszcza dla managera, który steruje karierą nastolatka. Antczak mógłby w futsalu zrobić duża karierę. Ale to jest jego wybór. Patrząc jednak na naszą dyscyplinę powoływanie takich zawodników na dłuższą metę mija się z celem, bo i tak go stracimy, a blokuje miejsce zawodnikowi, którzy gra i wiąże przyszłość z futsalem.

Mecz z Grecją wygrany 6:1 (zobacz skrót) oglądałem w towarzystwie trenerów: odpowiednio pierwszą połowę z Dawidem Grubalskim z Contractu, a drugą część z Marcinem Stanisławskim z Gatty Active Zduńska Wola i Michałem Szymańskim, prezesem beachsoccerowego KP Łódź. Oczywiście cieszyliśmy się z efektownych zwycięstw, ale graliśmy mecze z zespołami, z którymi prowadziliśmy grę. A z Włochami i Białorusią w eliminacjach ME tak już nie będzie. Przydaliby się po prostu silniejsi sparingpartnerzy, bo Grecja to teraz cień zespołu, który wygrał z Polską półtora roku temu. No i ci greccy bramkarze, każdy z wyraźną nadwagą. W latach 90-tych w kadrze Włoch bronił bramkarz mający ponad 100 kg - Andrea powinien go znać. Dowiedziałem się, iż podobno w miejsce Grecji i Walii miały grać reprezentacje Gwatemali i Egiptu, ale podkupili ich Kuwejtczycy, którzy zorganizowali Futsal Continental Cup. No co zrobić, przynajmniej nasi sobie postrzelali jak do kaczek ;)

Z kolei mecz ze Słowenią pokazał, iż ta kadra notuje progres. Podobał mi się ten występ, któremu przyglądałem się wraz z chłopakami z Red Devils oraz trenerami Olegiem Zozulya i Krzyśkiem Juśko z UKS Morze Stegna. Rok temu w Bydgoszczy padł raczej przypadkowy remis 2:2, ale potem w Świeciu Słoweńcy dali nam lekcję 1:5 (zobacz skrót). Tym razem nasi rywale nie mieli tak łatwo, Polacy zagrali naprawdę dobre spotkanie, tocząc wyrównany pojedynek z wyżej notowanym rywalem (zobacz skrót).

Słoweńcy to klasowy zespół z brylującymi na parkiecie Igorem Osredkarem (nr 7) i Alenem Feticiem (nr 10). Grali fajny, dynamiczny futsal opierający się  na szybkim rozegraniu ze skrzydeł i świetnej grze kombinacyjnej, dużo było też zagrań z pierwszej piłki. Polacy z kolei grali na dwójkę pivotów, Mikołajewicza i Kiełpińskiego, choć dwie bramki padły po dynamicznych wejściach skrzydłowego Michała Kubika. Szkoda dwóch szans Mikołajewicza, na początku spotkania i w drugiej połowie, bo można było się pokusić o zwycięski remis. Ale nie ma co narzekać, po tym spotkaniu jestem pełen optymizmu, to naprawdę idzie w dobrą stronę.

Tak jak pisałem wielokrotnie, bez sukcesów reprezentacji, bez awansu do Mistrzostw Europy, bez pokazywania tych meczów w Eurosporcie futsalu nikt nie zauważy. Jesteśmy sportową niszą i tylko kadra może nas z tej dziury wyciągnąć. ALL HANDS ON THE DECK, czyli "wszystkie ręce (nogi) na pokład" i zapierdalamy!!!

A na koniec przebitki z Futsal Continental Cup (zobacz terminarz) który odbył się w minionym tygodniu w Kuwejcie. W pierwszym półfinale spotkali się odwieczni rywale, czyli Brazylia i Argentyna. Tym razem górą byli Argentyńczycy, którzy zwyciężyli 4:1. (skrót meczu) Ozdobą spotkania była druga bramka dla Argentyny zdobyta piękną lobującą podcinką. W drugim półfinale Czesi pokonali faworyzowanych Włochów po rzutach karnych 3:2, w normalnym czasie gry było 1:1, to spora niespodzianka (zobacz skrót).

Finał pomimo wysokiego wyniku 6:2 dla Argentyny wcale nie był takim jednostronnym widowiskiem. Jan Janovsky z kolegami postawili wysoko poprzeczkę rywalom, jednak nie dali rady Latynosom, którzy święcili ostateczny triumf. (zobacz skrót)

A teraz dwie sytuacje z tego turnieju, najpierw gol Yukiego Muroty z Japonii w meczu z Gwatemalą (zobacz). Palce lizać. Falcao Style!!! Druga to wspaniała obrona czeskiego bramkarza Libora Gerčáka  (zobacz). Szkoda, że Polska nie bierze udziału w tego typu turniejach... No ale po awansie do Mistrzostw Europy i zdobyciu medalu to pierwsze maile będą przychodzić do Warszawy :)

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...