Z notatnika dziejopisa

Oj, dzieje się. Oj, dzieje. Znajomy, czytający regularnie moje felietony, zwrócił uwagę, iż jest w nich za mało krytyki, a czytelnicy bardzo taką formę narracji lubią. Wysłuchałem, przemyślałem i odpowiedziałem - o ile coś czytelnicy rzeczywiście bardzo lubią, to raczej chodzi o tak zwane krytykanctwo. Krytyka w swojej materii winna być sensowna merytorycznie, a krytykanctwo niekoniecznie. Zresztą notorycznie krytykując utonąłbym w powodzi wszelakiego krytycyzmu futsalowego, które z wielu stron wylewa się z Internetu. Niemal od każdego na wszystko i na każdego. Już mi czytanie tego spowszedniało. Ochrzanić kogoś, obśmiać, bywa że i donieść jest najprościej i ta forma dla wielu pasjonatów klawiatury, czy pióra jest najłatwiej przyswajalna. Wracając po latach do futsalu nie przytuliłem się do żadnej z istniejących futsalowych grup wpływu - co próbują mi sugerować niektórzy - ale działam na własny, niezależny rachunek. I mam się z tym dobrze. I niech tak zostanie.

Ilekroć udaję się do centralnego EMPIKU w stolicy, to jadąc ruchomymi schodami widzę słowa jednego z braci Marx - słynnych aktorów. Myśl Julio Marxa brzmi - "kiedy ktoś włącza telewizor, ja wychodzę do innego pokoju i czytam dobrą książkę".  Internet, prasa, radio, telewizja, telefon - to dominujące obecnie formy masowego przekazu, które z różnym skutkiem zawładnęły naszą codziennością. Patrząc głębiej widzimy, że internet wysforował się na czoło. Jego kreatywność jest przeogromna. Natomiast prasa staje się passe. Telewizja jeszcze jakoś trzyma się, ale - co z przykrością stwierdzam - przekazuje coraz częściej tak zwane postprawdy. Nie dziwi mnie więc postawienie wielu moich znajomych na przekaz radiowy. Przynajmniej nie oglądają twarzy gości studyjnych i pozwalają pohulać wyobraźni. Niemniej cieszę się, że spółka ekstraklasowa po zakończeniu przygody z TVP Sport zdecydowała się pozostać przy telewizji i zaangażowała się we współpracę z nadawcą telewizyjnym o nazwie SportKlub. Wszystkie liczące się rozgrywki sportowe, nie tylko w Polsce, pojawiają się w telewizji. To o przekaz telewizyjny pytają w pierwszej kolejności ewentualni przyszli sponsorzy wszelkich dziedzin.
Współczesny sport to połączenie rozrywki, rywalizacji oraz biznesu. Z tych trzech przymiotów futsal na razie najlepiej znajduje się w kategorii rywalizacja. No, może daje jeszcze nieco rozrywki. Ale nie jest biznesowy. I co gorsze, perspektywy ma w tej dziedzinie niezbyt ciekawe. Dziwi mnie bardzo inercja - chyba, że o czymś nie wiem - pośród klubów w okresie współpracy z TVP Sport w temacie pozyskiwania sponsorów. Śmiem twierdzić, że kluby nie wykorzystały wystarczająco marketingowo, ani pojedynczo, ani in gremio czteromiesięcznego gratisowego flirtu z telewizją publiczną. Kolejnej takiej szansy już nie będzie. Za kolejne promocje trzeba będzie płacić. Oby nie za słono. Obserwując działania klubów polskiego futsalu różnych szczebli rozgrywek zauważam, że ciągle liczą one na jakiegoś "białego konia", który przywiezie darczyńcę z baśniowej Alladynowej krainy. O ile w ekstraklasie takim powinna być spółka FE, to w innych ligowych rozdaniach należałoby liczyć raczej tylko na siebie. A I liga, najprościej ujmując rzecz, jest za liczna, by tak ad hoc znalazł się darczyńca systemowy dla 23-24 zespołów. Co prawda, dzisiejszy sport niemal samoistnie garnie do siebie różne podmioty. Ale - jak okazuje się - nie do futsalu. Telewizja, a publiczna szczególnie, pokazała zapóźnienie organizacyjne futsalu w starciu z mediami. Jakby takie dziwne niezrozumienie, że to otoczka, organizacja imprezy, czy wiarygodność personalna bardziej niż te "grające" 40 minut decydują o przyciągnięciu sponsorów.

Nie ukrywam, że mam w gronie zawodników futsalu swoich faworytów. Ale szacunkiem darzę także tych, którzy nie widnieją w kadrze narodowej. I tutaj na pierwsze miejsce wybija się dla mnie Przemek Dewucki. Nie powiem, że to zmarnowana kariera futsalowa, bo znakomicie w barwach gliwickiego Piasta daje sobie radę na parkiecie, ciągnąc zespół ku najwyższym ligowym celom. Niemniej napiszę, że mógłby dzisiaj być o wiele dalej, gdyby nie kontuzje i pewnie inne przypadłości różne, o których wie sam najlepiej. W każdym razie, Przemku, trzymam kciuki za Ciebie oraz drużynę. Takim samym niespełnionym w gronie trenerów może czuć się Klaudiusz Hirsch. Czasu nie wróci się, ale nie jestem jedynym, który twierdzi, że gdyby pozwolono Klaudiuszowi dłużej popracować z reprezentacją, już wcześniej bylibyśmy na wyższym miejscu rankingowym. Tymczasem po nieudanych eliminacjach ME w Serbii w 2013 roku, po niecałym pół roku pracy, musiał zwolnić posadę. Na szczęście w jego umiejętności z pożytkiem dla klubu, a także polskiego futsalu zainwestował FC Toruń.
Estymacja - jak wbijał nam profesor na wykładzie, a później egzekwował na egzaminie, jest to dział badawczy, mówiąc ogólnie, pozwalający na podstawie badanego wycinka szacować pewne wartości ogólne. Dla każdego prezesa organizacyjnego jest to niemal katechizm działania. Sądzę, że nie obca jest estymacja w nawiązaniu do statystyki oraz demografii i kierownictwu futsalowemu PZPN. Pozwoliłem więc sobie dostosowując naukę do polskiego futsalu zaprezentować jego siłę w rozbiciu na regiony na podstawie kwalifikacji do 1/16 Halowego Pucharu Polski. Jako założenie terytorialne przyjąłem Wojewódzkie ZPN oraz tak zwane Makroregiony w działaniu na poziomie III ligi trawiastej. Dlatego III ligi, gdyż – jak zauważyłem – jest to z różnych względów najwyższy poziom rozgrywek trawiastych odpowiadający ekstraklasie futsalowej. I co wyszło? Najliczniej reprezentowany w gronie 32 drużyn HPP jest region śląski - 8 zespołów. Następnie wielkopolski - 4, pomorski i małopolski - po 3. Po dwa teamy posiadły Mazowiecki, Łódzki, Warmińsko-Mazurski oraz Kujawsko-Pomorski ZPN-y. Po jednym zespole mają związki - Podkarpacki, Zachodniopomorski, Lubuski, Lubelski, Opolski, Dolnośląski. Tylko dwa związki - Podlaski oraz Świętokrzyski - nie mają drużyny na tym szczeblu pucharowych gier. Jeżeli rozpatrywać pod kątem makroregionalnym, to bryluje umownie nazwana grupa III (Śląskie, Opolskie, Lubuskie, Dolnośląskie) - 11 zespołów, wyprzedzając o jeden zespół makroregion II (Pomorskie, Zachodnio-Pomorskie, Kujawsko-Pomorskie, Wielkopolskie). Mazowieckie, Łódzkie, Warmińsko-Mazurskie, Podlaskie jako makroregion I zaliczają 6 drużyn, a stan posiadania makroregionu IV (Podkarpackie, Małopolskie, Lubelskie, Świętokrzyskie) - to 5 zespołów. Czy taka statystyka potwierdza naturalne rozmieszczenie sił polskiego futsalu? Myślę, że tak. Tym bardziej, że lidera podpiera niezwykle silna pozycja południowo-zachodniej części Polski w wykazach młodzieżowej rywalizacji. I choć mówią "statystyka kłamie", to na pewno nie w felietonie.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Na Turniej Czterech Państw jechałem podładować futsalowe akumulatory. Piszę podładować, gdyż całkowite ich doładowanie zostawiam, tak jak pewnie cała futsalowa Polska, na Elbląg w kwietniu. Czułem, że zjedzie do Tychów wiele osób znaczących dla polskiego futsalu. I nie pomyliłem się. VIP-ROOM był pełny. Ale dla mnie ważniejsza była postać słynnego Chorwata, Mico Marticia prowadzącego obecnie narodowy team fiński. Dzisiaj z perspektywy kilku dni można tylko żałować, że nikt nie wpadł na pomysł, by zorganizować jakiś nawet nieoficjalny panel z udziałem JEGO oraz naszych działaczy futsalowych. Mieć pod ręką twórcę i właściciela profesjonalnego portalu FUTSALPLANET i nie skorzystać z tego jest rzeczą co najmniej niezrozumiałą. Właśnie Chorwat oraz trener Słoweńców Andrej Dobowicnik, to obecne w Tychach europejskie nazwiska futsalowe.

Życzę, aby kiedyś jakiś Polak też mógł być za takiego uznawany. Jednak patrząc na rotacje działaczy w polskim futsalu nie jestem w stanie w to uwierzyć. Na pozycję w UEFA pracuje się latami i nie są ważne typowania tego czy owego działacza przez PZPN. Futsalowe środowisko europejskie jest poniekąd hermetyczne i nikogo nie obchodzą za wiele krajowe nominacje. Tam trzeba zaaklimatyzować się poprzez osobowość. A piszę o tym w kontekście działań PZPN zmierzających do wyznaczenia do UEFA futsalowego obserwatora oraz delegata meczowego. Nie wnikam, kto to będzie, ale proszę - władzo związkowa - nie popełnij błędów i nie wyznacz osób nieznanych lub nijakich w wyrazie europejskiego futsalu. Kiedy tak patrzyłem w Tychach jak pan Sowiński konwersuje o futsalu z Martićem pomyślałem - daj Boże, by kiedyś nowe młode pokolenie naszych działaczy futsalowych poruszało się tak swobodnie po europejskich salonach futsalu, jak pan Roman.
Z natury nie jestem aż takim perfekcjonistą, aby bezczelnie pouczać innych. Niemniej są rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę. Oczywiście istnieją sytuacje czarne albo białe, złe albo dobre. Ocena takich wydarzeń zależy przede wszystkim od uznanych punktów widzenia względnie moralnych aspektów akceptowanych przez opiniującego. Osobiście nie lubię poruszać się w sferze osądów wyznaczających zasadę "wszystko albo nic". Dlatego nieraz jak nie mogę z całą odpowiedzialnością potwierdzić czegoś, że jest dobre, czy złe, wolę sprawę przemilczeć, co nie znaczy jednak, że toleruję wieloznaczność. O organizacji tyskiego turnieju w aspekcie kwietniowych eliminacji futsalowych ME w Elblągu napiszę jedynie - oczekuję solidniejszego merytorycznie zaangażowania organizatorów związkowych za dwa miesiące. A przedmiotowo zwrócę uwagę tylko na jeden fakt, na który dwukrotnie podczas niedzielnego meczu Polska - Słowenia wskazywał mi jeden z działaczy klubowych polskiego futsalu. Nawet dosłownie zacytuję jego słowa - "Niech pan popatrzy, panie Andrzeju - mówił - od nas związek wymaga, aby byli oznakowani noszowi na meczu. A tutaj, aby znieść na noszach Mikołajewicza po kontuzji musiał podbiegać jeden członek polskiej ekipy, bo oznaczonych noszowych nie było. I jeszcze oznakowanie punktu medycznego - niebieski krzyż. Co to za kolory. Jakieś pokojowe z ONZ. Niech pan to napisze, na pewno napisze" - dodawał. Co obiecałem wykonuję bez komentarza.

Na pewno są to niedociągnięcia łatwe do wyeliminowania przed Elblągiem. Tam delegat UEFA tego nie przepuści. A wiem coś w tym temacie, bo raz byłem dyrektorem turnieju UEFA, a raz przewodniczącym komitetu organizacyjnego turnieju rozgrywanego pod egidą UEFA. Delegaci są zawsze bardzo rygorystyczni w sprawach organizacyjnych i trzymają się zapisów centrali z Nyonu.
Miałem przyjemność oglądać tyski turniej w towarzystwie mecenasa jednego z klubów wschodniej Europy. Dobrego klubu - zaznaczam. Przebywa on w Wiśle z rodziną na nartach, więc gdy mu powiedziałem o turnieju, wsiadł do samochodu i w niedzielne popołudnie zameldował się w tyskiej hali. Chciał zobaczyć w akcji jednego z bośniackich futsalistów, o którym mówi się w jego klubie. Wieczorem podczas kolacji w Domu Bawarskim nad jeziorem Paprocany opowiadał, że już dawno nie oglądał tak radosnego futsalu, jak pierwsza połowa meczu Polska - Słowenia. W 20 minut gry 10 goli - to rarytas dla licznej widowni, lecz dla trenerów pewnie nie - mówił. Wiele mówił też o Finach. "Co to znaczy mieć za trenera tak wytrawnego fachowca jak Martić" - wskazywał. "W niecałe trzy lata ze słabego zespołu europejskiego zrobił on pewnego średniaka, który potrafi mieszać szyki najlepszym. Finowie grają z naciskiem na defensywę. Coś tam dodają w taktyce rozegrania i są przygotowani świetnie fizycznie. Po prostu Martić nie filozofował i mając takich, a nie innych zawodników, dostosował do nich taktykę" - podsumowywał.

Odjeżdżając zdradził mi, że najchętniej to zaproponowałby swojemu klubowi Mikołaja Zastawnika, którego gra wywarła tego wieczoru na nim olbrzymie wrażenie. Jak widać nasza młodzież może być niedługo w cenie w Europie i oby wreszcie jakieś zagraniczne transfery wypaliły, bo to - przynajmniej dla mnie - świadczyłoby, że w rodzimym futsalu coś drgnęło sportowo na lepsze. Takie transfery są bowiem niepodważalnym wyznacznikiem jakości ligi, czy reprezentacji.

Polacy w Tychach wygrali, zremisowali oraz przegrali. Wielu odczuje pewnie pewien niedosyt, szczególnie po nieudanej potyczce z Finami. Pozostało dwa miesiące do eliminacji, a to wystarczający czas dla wyeliminowania niedociągnięć. Bardziej martwi mnie, że raczej nie jest planowany żaden poważniejszy mecz w elbląskiej hali dla jej zapoznania. A przede wszystkim do zapoznania kibiców z polskim teamem oraz reprezentacyjnym futsalem. Kibice muszą wspomagać kadrę, a w Tychach było z tym różnie. Mimo starań wodzireja, nie było euforii. Nawet w vipowskim sektorze. A przecież prezes Boniek na Narodowym w Warszawie tak pięknie cieszy się. Nic, tylko brać przykład, panowie. Finalizując niejako turniej indywidualnie wyróżnię - Zastawnika z Polski, Fina - jednego z braci Kytola, Totośkovića ze Słowenii oraz Bośniaka Bevandę. W regionie, z którym byłem przez lat wiele związany mówi się - "pierwsze śliwki robaczywki". Oby kolejne zbiory były już okazałe.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Woody Allen - jeden z najznamienitszych reżyserów filmowych współczesności powiedział - "Prognozy są bardzo trudne jeżeli chodzi o przyszłość". Jestem zdania, że słowa te dotyczą każdej dziedziny życia. Dlatego bardzo śmieszy mnie - odbiegając nawet na chwilę od sportu - wszelka kakofonia prognozowa. W piłce nożnej podoba  mi się wyważone podejście prezesa Bońka do osiągnięć oraz planów i ewentualnych sukcesów. Jeżeli dobrze wczytuję się w myśli prezesa, to nic nie dzieje się tak ad hoc, na pstryknięcie palcami. A o sukcesie sportowym mówimy dopiero, gdy już go osiągniemy. Pamiętam, kiedy w sierpniu Anno Domini 2016, tydzień przed wyjazdem do włoskiego Jesolo na eliminacje do mundialu w beachsoccerze Bahama 2017, rozmawiałem z trenerem naszej reprezentacyjnej plażówki Marcinem Stanisławskim, to w sposób bardzo wyważony odpowiedział na pytanie o szanse awansowe polskiego plażowego teamu. Jego zdaniem zespół jest dobrze przygotowany, ale są czynniki - mówił - które mogą zaważyć całkiem nieoczekiwanie na wyniku. Jak widać - był realistą i wcale nie hurraoptymistą. Niemniej, zapowiadał nieustępliwą walkę w każdym meczu o zwycięstwo, a oceniając zawodników liczył na dobry wynik. Dzisiaj wiemy, powiodło się i biało-czerwoni w kwietniu pojadą światowy czempionat na Bahamy.
Odnosząc się nadal do zdania Woody Allena powiem - prognozować, to prawie jak grać w ruletkę. A nawet gorzej. Tam zdarza się jakiś układ, bywa nierzetelny czasami. W prognozowaniu i to jest trudno przewidzieć, czy wkomponować w daną sytuacje. Trenerowi Stanisławskiemu ułożyło się wszystko znakomicie. Zebrał zgrany zespół, miał w nim niekwestionowanego lidera, drużyna zespoliła się dla osiągnięciu celu, zawodnicy zawierzyli szkoleniowcowi, dopisało niewątpliwie szczęście, w odpowiednim czasie umiejętności sportowe zgrały się z aktualną formą. Wszystko razem niby nic szczególnego, ale bywa nie raz, nie dwa, trudne do zebrania w jednym czasie oraz miejscu. Życzę zbiegu tych wszystkich okoliczności reprezentacji futsalu podczas kwietniowego elbląskiego turnieju eliminacyjnego mistrzostw Europy i jednocześnie wnoszę o nieco ponad dwa miesiące przedturniejowego spokoju dla naszej kadry. Po Wielkanocy oceniajmy.

Połówka stycznia była obfita w futsalowe narady. Najpierw władze spółki FE z prezesem Karczyńskim oraz przedstawiciele klubów ekstraklasowych spotkali się z kierownictwem PZPN (prezesi Nowak, Bednarek, przewodniczący Kaźmierczak), by następnie we własnym gronie podsumować mijające pół roku oraz radzić nad przyszłością. W spotkaniu uczestniczył też prezes Ekstraklasy SA, Dariusz Marzec. W kolejnym dniu na pierwszym posiedzeniu z udziałem prezesów Nowaka oraz Bednarka obradowała nowa Komisja Futsalu i Piłki Plażowej PZPN. Liczę, że zarówno SFE oraz PZPN poinformują, przynajmniej tezowo, o ich przebiegu. Z felietonowego obowiązku odnotuję jedynie, że wreszcie emocje ustąpiły miejsca rozumowi. I oby tak było zawsze.

Zresztą znając ze związkowej działalności przewodniczącego Kaźmierczaka od roku co najmniej 2008 wiem, że jest purystą regulaminowo-prawnym i nie ma u niego możliwości zrobienia ruchu niepożądanego. Tym bardziej powstawania różnych nieformalnych "towarzystw wzajemnej futsalowej adoracji". Dlatego sądzę, że od sezonu 2017/2018 będzie coraz mniej nieporozumień regulaminowych, o których na łamach futsal-polska pisze często Jakub Mikulski. I dobrze, że pisze. Ze swojej strony dodam jeszcze tylko zapytanie - na jakich zasadach regulaminowych w barażach o ekstraklasę wezmą udział ewentualni obcokrajowcy spoza UE, ponieważ PZPN zatwierdził w tej kwestii dwa różne zapisy regulaminowe, dla I ligi oraz ekstraklasy. Z całym szacunkiem, drogi związku - jednak interpretacja pewnych zapisów powinna być jednakowa, a nie według mniemania - kto wcześniej rano gdzieś tam w Polsce, czy w jakimś biurze wstanie, ten ma rację.
My tak gadu gadu o przepisach, a trwają rozgrywki. Ligowo grała tylko ekstraklasa. Nic powalającego nie wydarzyło się. No może oprócz nadszarpnięcia nerwów  kibiców Euromastera oraz Piasta, którym TVP Sport, zafundował nocną transmisję według zasady telewizyjnego poślizgu zamiast zapowiadanej live. Przebiły ich live relacje mistrzostw świata w piłce ręcznej. Drużyny lig niższych oraz regionalni triumfatorzy Halowego Pucharu Polski potykali się w 1/32 tych rozgrywek. W Pucharze na chwilę, kiedy piszę te słowa, wiem o 10 zespołach I ligi, które odpadły z pucharowej rywalizacji. Pierwszoligowcy przegrywali przeważnie z amatorskimi drużynami. Jakby chcieli potwierdzić moją tezę z poprzedniego felietonu o miałkości zaplecza futsalowego.

Gdy już jestem przy pierwszoligowcach odniosę się do trochę dziwnej - moim zdaniem - sytuacji w grupie północnej. Tam z początkiem roku miał odbyć się mecz Mieszko Gniezno - Słoneczny Stok Białystok. Nie odbył się. Został przełożony na - uwaga - 15 kwietnia (termin podaję według futsalowych portali). Dla  jasności - rozgrywki I ligi kończą się 22 kwietnia. Nie wiem kto zadysponował nowy termin. Ale obojętnie kto nim był, jest rzeczą karygodną wskazywać dla być może decydującego o miejscach w tabeli meczu aż tak odległy czas w stosunku do  planowanego terminarzem. Brak wyobraźni, dobra, albo zła wola, a może wszystko razem wzięte. Tak nie powinno być. Jest to już bodajże trzeci mecz białostocczan, który nie odbywa się w regulaminowym terminie. Dziwna przypadłość.
 
Przepraszam, że tak mało napisałem dzisiaj o futsalowej stronie sportowej, lecz organizacyjne sprawy są równie ważne. Liczę na odrobienie zaległości za tydzień, po tyskim turnieju z udziałem reprezentacji Polski, Słowenii, Bośni i Hercegowiny oraz Finlandii. Tym bardziej, że mam nadzieję, iż organizatorzy zadbają o jakiś przekaz medialny, ogólnopolski telewizyjno-internetowy. Wcale nie przesadzę, jak napiszę, że liczę na sportowy oraz ORGANIZACYJNY sukces. Turniej tyski odbieram bowiem też w kategoriach sprawdzianu organizacyjnego PZPN przed uefowską imprezą w Elblągu. 

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jadąc na mecz do Gdańska w miniony poniedziałek otrzymałem informację, która jako mieszkańca aglomeracji warszawskiej mnie zadowoliła. Otóż, AZS Uniwersytet Warszawski został mistrzem Polski w futsalu w kategorii dziewcząt do lat 18. Brawo. Gratulacje. Cieszę się, że w przeciągu dwóch lat kolejna żeńska drużyna futsalowa z Warszawy szczyci się tytułem mistrzowskim. Rok wcześniej były to dziewczęta z Pragi Warszawa. Już nie mogę doczekać się mistrzostw za rok. Może kolejny warszawski, czy też mazowiecki team wygra - marzyłem sobie w Polskim Busie gdzieś za Ostródą pośród iście angielskiej mgły. Ale - okazuje się - nie wszystko jest takie proste. Za rok może dziewczęcych mistrzostw w pewnych kategoriach nie być albo będą w zmienionej formule. Takie głosy padają w środowisku.

Z młodzieżowymi mistrzostwami futsalu od zawsze były różne problemy. Kiedyś grało się według kategorii U-21, U-19, a dziewczęta tylko amatorsko, spontanicznie i dopiero w kadencji 2008-2012 przyjęliśmy je pod związkowe skrzydła. Później za tej samej kadencji ówczesnego Wydziału Futsalu poszerzono optykę mistrzostw i nazewnictwo kategoriach na U-20, U-18 i tak w dół co dwa lata do U-14. Powstała kadra chłopców U-19. Taki system młodzieżowych mistrzostw, którego kreacji znaczącymi osobami byli panowie Szymura oraz Czeczko, trwa od moich czasów kierowanie polskim futsalem do dzisiaj. Jednak jak wywiedziałem się - od osób bliskich futsalowi młodzieżowemu - pewne korekty są planowane. Kwestia tylko zakresu i terminu. Jako współautor poprzednich zmian pozwolę więc sobie zasugerować felietonowo pewne rozwiązania. PRIMO - rozpatrzyć należy zasadność utrzymywania reprezentacji do lat 19. Wygospodarowane środki można przekazać dla reprezentacji seniorskiej kobiet. U-19 i tak gra sporadycznie, a UEFA nie ma nawet w najodleglejszym zamyśle powołania takich rozgrywek. SECUNDO - należy powrócić do nazewnictwa nieparzystego i stworzyć obowiązek dla klubów ekstraklasy oraz I ligi futsalu uczestnictwa w rozgrywkach MMP U-19. Nie wypowiadam się o U-21, bo jak w tym wieku są zawodnicy stricte futsalowi to i tak powinni występować w ligowych zespołach. Wszelkie kategorie poniżej U-19 pozostawiam do rozgrywek eliminacyjnych na szczeblu związków wojewódzkich, później makroregionów i tylko finał (cztero-drużynowy) byłby ogólnopolski. TERTIO - Nie należy ograniczać występowania w rozgrywkach młodzieżowych zawodnikom oraz zawodniczkom z klubów piłki trawiastej.
Odkąd pamiętam, zawsze istniał problem "wypożyczania" zawodników, czy zawodniczek na futsalowe młodzieżowe mistrzostwa od klubów piłki trawiastej. Nie rozumiałem przed dziesięciu laty i nie rozumiem nadal awersji trenerów piłki trawiastej do dania możliwości podopiecznym spróbowania sił w mistrzowskich meczach na hali. Nie poruszałbym tematu, gdyż każdy ze szkoleniowców może mieć w tej sprawie takie swoje dictum, ale nie mogę pozostać bierny, kiedy opcja trenerska z trawy próbuje wpływać na usankcjonowanie tego stosownymi związkowymi zakazami. Czy ci panowie nadal nie pojmują, że futsal jest doskonałą grą uzupełniającą. Jeżeli nie chcą wypożyczać zawodników, czy zawodniczek, niech sami wystawiają swoje zespoły do mistrzowskich zmagań w futsalu. Czyżby bratanie się z futsalem przerastało ego ludzi z przedrostkami PRO i innymi literowymi przed trenerską nazwą? Tak na marginesie gubię się w tej nomenklaturze i w tym, kogo oraz kto w Polsce może trenować. Finalizując akapit trenerski napiszę jeszcze tylko w apelu do władz PZPN. Szanowni panowie - łatwo jest wylać dziecko futsalowe z kąpielą, wprowadzając zmiany. Liczę jednak, że rozsądek oraz perspektywiczne patrzenie na polski futsal przeważy. Przy okazji dodam, że w sztabie analitycznym trenera Nawałki jest dwóch szkoleniowców nad wyraz blisko związanych kiedyś z futsalem. Nawet prowadzący kadry narodowe futsalu. To panowie Góralczyk oraz Juszczak. I panu Nawałce to nie przeszkadza. Niech więc inni trenerzy podrapią się co nieco po głowie i dadzą futsalowi spokój. Jak nie chcą pomagać, to niech nie przeszkadzają.

Poważną wtopę - według opisu niektórych mediów - zaliczył ktoś na mistrzostwach U-18 dziewcząt, zgłaszając do gry dziewczynę w finałach, która już wcześniej grała w innej drużynie. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a uprawnienie przez stosowny organ nadzorujący te rozgrywki mieści się w granicach prostego błędu ludzkiego, a nie "lekkiego" podejścia do sprawy. Zresztą jak mówili starożytni - "errare humanum est" - błądzić jest rzeczą ludzką. Ważniejsze natomiast jest - moim zdaniem - by w tym błędzie o nieomylności nie trwać, bo to jest już rzecz diabelska. Niemniej, na kanwie tego zdarzenia poproszę do PZPN jako organ prowadzącego rozgrywki I ligi futsalowej o zaapelowanie do klubów o dołożenie większej staranności w sferę organizacyjną meczów pierwszoligowych rozgrywek. Jest spora różnica poziomu sportowego pomiędzy I ligą a ekstraklasą - co przyznają zgodnie beniaminkowie. O ile strona sportowa nie zależy od organu prowadzącego rozgrywki, to strona organizacyjna tak. Dlatego należy czynić starania, aby te różnice niwelować. Tego wymaga ogólnie pojęty wizerunek futsalowy.
O meczu ekstraklasowym w Gdańsku mogę powiedzieć - jak się chce, to zrobi się. I nie chodzi mi o wynik, ani o grę. To zainteresowani zobaczyli na ekranie TVP Sport. Piszę o stronie organizacyjnej. Ta hala aż prosi się o międzynarodowe mecze futsalowe. Ktoś mówił, że w Gdańsku mecze ogląda 40-80 kibiców. Było o wiele, wiele więcej. Były reklamy ledowe. Był czysty parkiet bez dodatkowych linii (dlatego obyło się bez legendarnej futsalowej maty). Były oznaczone pomieszczenia dla drużyn, osób funkcyjnych. Były przestronne miejsca dla mediów z łączami elektronicznymi. Były właściwie zorganizowane służby wymagane regulaminami do zabezpieczenia. Był z dobrym tembrem głosu i znający futsal spiker. I co najważniejsze - prezes miał czas dla siebie, gdyż do każdego działu organizacyjnego miał kompetentną osobę do kierowania. I nie było zdziwienia, że przedstawiciel Spółki FE coś od organizatora wymaga w kwestii realizacyjnej na linii klub - telewizja - przepisy. W Gdańsku doskonale zdają sobie sprawę, że organizacja oraz wizerunek to ważące elementy budowania produktu. Nie mniej ważne, niż sportowy wynik. Nietrudno w tym kontekście zauważyć, iż trwający gratisowy flirt z TVP Sport powoduje poprawienie świadomości organizacyjnej klubów. Lekcję tworzenia produktu kluby - jedne sprawniej, inne mozolniej - jednak odrabiają. Funkcjonuje w przestrzeni takie powiedzenie, którego prekursorem jest niemiecki filozof Nietzsche - "Co nas nie zabije, to nas wzmocni". I myśląc w tym kontekście o uporze, wytrzymałości, rozwoju - tak należy działać.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Felieton jest doskonałym miejscem dla pokazywania ludzi. Ich możliwości, porażek, zwycięstw, marzeń. Czyli wszystkiego tego, czym pasjonuje nas sport. Pomyślałem więc, że należy z tego skorzystać i - po zmianie ekipy zarządzającej w związku polskim futsalem oraz wcześniejszej zmianie we władzach ekstraklasowej Spółki, a także wymianach w komisjach futsalu związków wojewódzkich - napisać w wersji przymiotnikowej o ludziach polskiego futsalu. I tak powstała w ujęciu felietonowym autorska lista pod nazwą - "KTO KRĘCI FUTSALOWE KOŁO”.
Futsalowy rok 2016 nie był nudny. Końcem roku personalia rozpaliły do czerwoności środowisko. Wojenki regionalnych baronów, dążących do ulokowania "swoich ludzi" w fotelach futsalowo-plażowej komisji, trwały przez wiele dni oraz nocy. Dlatego, między innymi, już na początku segregowania kandydatów do listy 10 osób ważących dla polskiego futsalu znalazłem się w sporej kropce. Czy brać pod uwagę osiągnięcia minione, co wyjdzie jak najzwyklejsze podsumowanie, a tego chciałbym uniknąć. Czy też ocenić stan aktualny, a to wyjdzie ze szkodą na nowo-powołane władze komisji, bo zbyt krótko panują i nie dały się jeszcze ocenić w sposób wystarczający. Ale po co są tak zwane "złote środki". Nie będzie więc kryterium osiągnięć, tylko felietonowy ogląd "twarzy futsalu".

Na pierwszy miejscu bezapelacyjnie umieszczę duet wiceprezesów PZPN. Eugeniusz Nowak oraz Jan Bednarek nie dość, że rozdali karty powołań do nowej komisji, namaścili przewodniczącego, wybrali miejsce eliminacji ME, to jeszcze dzierżą w swoich rękach (Nowak) kasę, jaką dotuje związek futsal oraz nadzorują merytorycznie z ramienia kierownictwa PZPN działania futsalu (Bednarek). Mówiąc wprost - niewiele bez ich zgody w polskim futsalu może zaistnieć.

Miejsce drugie przypiszę duetowi trenerskiemu Andrzej Bianga - Błażej Korczyński. To w ich głowach, posiadanej wiedzy, wizji reprezentacji, taktyce meczowej, powołaniach personalnych leży na chwilę obecną przyszłość polskiego futsalu. Uda się w kwietniu na eliminacjach ME - będą wielcy. Oni i polski futsal. Nie powiedzie się. Lepiej nie mówić.

Trzecią lokatę dedykuję Maciejowi Karczyńskiemu - prezesowi zarządu Spółki Futsal Ekstraklasa. Jak "Ostatni Mohikanin" podjął się arcytrudnego zadania ożywienia medialnego oraz sponsorskiego Spółki. Jak powiedzie się, skorzysta na tym nie tylko Spółka, ale cały polski futsal. Przegra - ręce będą zacierać w związku przeciwnicy samodzielności ekstraklasy futsalowej. Trwa więc wielka gra. Niemal o honor.

Czwarty będzie u mnie przewodniczącego Komisji Futsalu, Adam Kaźmierczak. Wiem, że powinien być pierwszy i tego życzę mu na przyszły rok. Ale obecnie zaledwie studniowe urzędowanie nie pozwala tam go umieścić. Dla przewodniczącego rok 2017 będzie wielką szansą. Wykorzysta ją, skorzysta futsal oraz ON. Nie powiedzie się - odejdzie w tło razem z futsalem. Na razie należy dać przewodniczącemu jeszcze trochę oddechu. Ale kierować już musi.

Piątą pozycję zarezerwowałem dla Janusza Szymury - prezesa klubu Rekord Bielsko Biała. Dla polskiego futsalu jest on takim elementarnym, moralnym przewodnikiem. Przykładem organizacyjnym. Jest szanowany za działalność przez wrogów oraz przyjaciół. Jest orędownikiem niezależności futsalowej i współpracy z PZPN na zasadzie partnerstwa, a nie podległości.  

Na szóstej plasuję Szymona Czeczko - przewodniczącego Komisji Ligi Futsal Ekstraklasy. Jest jednym z dwóch ludzi polskiego futsalu, a jedynym na tej liście, sprawnie poruszających się gąszczu futsalowych i nie tylko przepisów. Pan Szymon posiada też niewątpliwie przydatny dla działacza dar rozmawiania z ludźmi. Potrafi zaadaptować się w trudnych sytuacjach z pożytkiem dla futsalu.  

Siódmy jest Zdzisław Wolny - prezes Cleareksu Chorzów. Człowiek - instytucja, niemal legenda polskiego futsalu. Mimo, iż na co dzień już nie jest tak aktywny jak kiedyś, jego zdanie w ważnych, przełomowych kwestiach dla futsalu jest brane pod uwagę. Jest to takie, niezwykle skuteczne, podpowiadanie z tylnego fotela.

Anna Straszewska będzie ósma. Ale tylko dlatego, że jest szefową łódzkich struktur futsalu, czyli związku, z którego wywodzi się przewodniczący Kaźmierczak. Pani Anna jest w futsalu dłużej niż pan przewodniczący, więc nasuwa się nieodparcie myśl, iż pan Adam, przynajmniej na początku kadencji, będzie wiele korzystał z jej ocen, czy też podpowiedzi. Za rok może pani Anny nie być już w tej klasyfikacji.
Dziewiątą pozycję rezerwuję dla szefa polskich sędziów futsalowych. Na chwilę obecną jest nim Przemysław Sarosiek. Ta organizacja jest bardzo dynamiczna w zmianach. Pan Przemysław wiele zrobił dla poprawienia image arbitrów, ale błędy zdarzają się jeszcze. Pracę należy kontynuować i dążyć, aby sędziowie na parkiecie byli jak najmniej widoczni.

Dziesiątkę zamyka Grzegorz Morkis - wiceprzewodniczący Komisji Futsalu. Taki człowiek cienia. Znany z działalności w młodzieżowych środowiskach futsalowych. Trzyma mocno te imprezy, tak potrzebne naszemu futsalowi. Jestem ciekaw jak odnajdzie się w nowej komisyjnej sytuacji

Nie darowałbym sobie jako felietonista, gdybym nie popełnił jeszcze małego resume dotyczącego osób, faktów, zdarzeń najbardziej rozczarowanych minionym rokiem oraz rokujących nadzieję na przyszłość. Na liście rozczarowanych minionym rokiem, bez urazy, można umieścić - Bogdana Duraja, Romana Sowińskiego, sympatyków Red Devils Chojnice. Niewątpliwie, całe trio liczyło w roku 2016 na więcej lub choćby utrzymanie status quo. Francuzi w takich przypadkach mawiają - C`est la vie (takie jest życie). Natomiast w wykazie rokujących na przyszłość chętnie zobaczyłbym prezesa Jarosława Jenczmionkę z Piasta Gliwice, Wojciecha Weissa - trenera reprezentacji kobiet oraz media - Łączy nas Piłka i Futsal-Polska.pl. Wyznaczają kierunki - biznes, kobieca "mała piłka", media - bez których koło futsalowe nie przyspieszy.
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS