Z notatnika dziejopisa

Z okazji Nowego Roku otrzymałem między innymi takie życzenia - "Niech Nowy Rok przyniesie Ci zdrowie, radość, miłość, pomyślność i spełnienie wszystkich marzeń. A gdy marzenia już się spełnią, niech dorzuci nowe, bo to one nadają życiu sens". I były to życzenia od człowieka znającego się na futsalu, jak mało kto w Polsce. Dziękuję. Moje marzenie spełniło się, gdyż uczestniczyłem w koncercie noworocznym wiedeńskich filharmoników. To była uczta. Należę do grona ludzi, którzy nie składają zbyt wielu obietnic, nie rozliczają się obowiązkowo z poprzedniego roku oraz nie przyrzekają sobie szczególnej poprawy na rok kolejny. Najzwyczajniej nie chcę uzależniać się od zobowiązań. W felietonie żyję okresami sezonu futsalowego, który nie jest równoległy z rokiem kalendarzowym, więc i czas cezury jest inny. Poza tym futsal jest dyscypliną zbiorową i nawet najlepsze starania jednostki nie będące koherentne z całością nie spełnią się. Mając to na względzie postanowiłem początkiem roku napisać co nieco o działaczach. Jako zjawisku, bez zbytnich nazwisk, nieco mentorsko, wtrącając czasem merytoryczne pytanie.

Anno Domini 2017 jest, przynajmniej dla mnie, rokiem ćwierćwiecza polskiego futsalu. Srebrne Gody zobowiązują. Mija szesnaście lat od udziału w finałach wielkiej imprezy futsalowej. Gdzieś tam pod maską spokoju, środowisko czeka na powtórkę. Na różne sposoby objawiają się kolejne pokłady populizmu oraz presji, jakie na reprezentację in gremio oraz indywidualnie na działaczy, na zawodników, na trenerów są nakładane. Od presji udziałowców nie są też wolne władze ekstraklasowej Spółki. Od presji środowiska nie jest, a jakże, wolny PZPN z komisją futsalową włącznie. Pytania na przemian z oczekiwaniami informacji mnożą się. Zobligowany przez wielu, zadam pezetpeenowcom - w osobach prezesów Nowaka, Bednarka oraz przewodniczącego Kaźmierczaka - jedno pytanie. Mamy początek stycznia. Dlaczego jeszcze nic nie wiemy o kalendarzu reprezentacji na rok 2017? Czy jest to tajemnica, czy brak dogrania (oprócz turnieju kwietniowego ME) terminarza, co nie powinno zdarzyć się w poważnym związku?
Futsal nie jest dyscypliną popularną, gdy oceniamy w kontekście profesjonalnego uprawiania. Jednak, kiedy weźmiemy pod uwagę masowość grania w "małą piłkę" na hali, to jest o wiele korzystniej. Niewątpliwie wiąże się to z panującą obecnie modą na masowe uprawianie sportu. Dzięki tej modzie jesteśmy sprawniejsi, rosną nam endorfiny szczęścia. Przy okazji handlowcom rosną sprzedaże. Niemniej, mimo iż o wiele więcej ruszamy się, nie stajemy się z dnia na dzień zawodowcami. Nadal jesteśmy tylko amatorami, gdyż różnica pomiędzy profesjonalistą a amatorem nie zaciera się przy okazji zakupienia super sportowych butów, czy sportowego trybu życia. Amatorska przygoda ze sportem, to nie to samo, co harówka wyczynowego sportowca. Tak samo nie można stać się z dnia na dzień działaczem sportowym nie przechodząc wielu etapów wtajemniczenia tego specyficznego rodzaju pracy. Wielu sponsorów, czy działaczy futsalu - mówiąc slangowo - przewiozło się już na swoich sportowych zamiłowaniach. Szlag mnie trafia, kiedy widzę biznesmenów "przytulających się" do futsalu, ale jeszcze większy mnie trafia, gdy widzę działaczy obiecujących zawodnikom oraz kibicom przysłowiowe "złote góry", z których braku nie potrafią się później wytłumaczyć. Wielu w takich przypadkach lubi się poskarżyć na nieokreślone czynniki obiektywne, względnie osobowe, rzucające na klub uroki. Pisząc to mam w głowie informację o jednym ważnym działaczu związkowym tłumaczącym, iż niedawne mecze futsalowe z Belgią, to tylko sparingi i nie ma co się rozbijać za transmisjami. Daj mu Boże mądrości.  

Oprócz działaczy jest w futsalu nacja, bez której dyscypliny najzwyczajniej nie byłoby. To zawodnicy. Wielu z nich wydaje się, że grając w futsal na szczeblu centralnym rozgrywek krajowych są już prawdziwymi wyczynowcami. Nic bardzie błędnego. Tak myśląc robią sobie krzywdę. Kolejny błąd, to żądanie sporych jak na futsal apanaży. Co prawda, struktura sportowa pozwala żądać sowitej zapłaty za wykonywaną pracę, ale rozum nakazuje też mieć na względzie zdrowy rozsądek. Nie będę czarował i pisał - oto z trawy do futsalu przeniósł się fantastyczny piłkarz, któremu ciepła hala bardziej spodobała się niż mokra trawa. Wszyscy wiemy, jaki to byłby surrealizm. Z zawodnikami jest prawie tak jak z działaczami. Do futsalu w dużej mierze wędrują ci, którzy nie spełnili się w piłce trawiastej. Mnie to nie przeszkadza, byle tylko jedni i drudzy zachowywali się odpowiedzialnie.
A wracając do relacji na linii zawodnik - działacz, zawsze będę twierdził, iż działacz powinien dbać o zawodników, bo to dzięki nim ma pracę, gratyfikacje. Wspólnie - zawodnik, działacz, trener - winni na pierwszym miejscu stawiać  futsal jako dyscyplinę, a dopiero na drugim promocję swojej osoby. Niestety, nierzadko bywa odwrotnie i nawet mocno niekonwencjonalnie. Jako przykład podam pewien przekaz, który otrzymałem działacza futsalu oceniającego kolegę, starającego się o futsalowe stanowisko w centrali (otrzymał je). Sens wypowiedzi owego kolegi był następujący - "Wiesz, futsal jest mi potrzebny do aklimatyzacji w PZPN. Do zdobycia tam kontaktów. Do wyjechania z reprezentacją za granicę".

Przypomniałem sobie te słowa wracając z Wiednia i czytając w pociągu Goethego. Niemiecki poeta mawiał - "Ludzkość kroczy stale naprzód, jednak człowiek pozostaje ten sam". Co prawda, to prawda.   
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Minęły święta. Sportowcy, działacze, sędziowie, trenerzy rozjechali się z klubów, związków do domów. Odpoczywali przy świątecznych stołach z najbliższymi. Snuli plany na zbliżający się Nowy 2017 Rok. Dobrze jest po świątecznym odpoczynku przystąpić do nowych wyzwań ze zresetowanymi głowami. Z nowym futsalowym spojrzeniem. Dobrze, że w futsalu tak układa się terminarze, iż jest czas świąteczny dla siebie i rodzin. Kibiców także to zadowala. Tradycja to rzecz ważna, szczególnie dla Polaka, i niech tak pozostanie na kolejne święta. Święta Bożonarodzeniowe są blisko Nowego Roku. Są czasem podsumowania mijającego roku. Nie silę się na żadne podsumowania, ale patrząc poprzez pryzmat kadry, tej najważniejszej reprezentacji seniorskiej, powiem krótko - znowu nie udało się. Podobnie powiem o futsalowej klubowej Lidze Mistrzów. Jednak tym razem reprezentacja była blisko sukcesu, jak nigdy w minionej dekadzie. Wywalczone zostały baraże o finał mistrzostw świata. I to jest ten optymistyczny akcent, z którym idźmy wspólnie z futsalem w Nowy Rok.
Jeżdżąc po Polsce futsalowej zewsząd słyszę - internet obroni futsal, internet do przyszłość futsalowa. Rozumiem to zachłyśnięcie internetowe, bo nie dotyczy ono tylko futsalu. Jest to potężne medium i każdy chcący liczyć się w społeczności współczesnej powinien internet szanować. Ale niestety, a może "stety", nie jest on remedium na wszystko. Nie jest także prostym panaceum na sukces. Największe światowe media pisane, czyli gazetowe, zdają sobie sprawę, że postępuje powolne ich marginalizowanie. Podobnie jest z telewizjami znanymi dotychczas z przekazu satelitarnego, naziemnego, czy kablowego. Ale żadna z wielkich korporacji medialnych nie rezygnuje z gazety, czy telewizji. Natomiast coraz bardziej podpiera się internetem. I tak będzie przynajmniej jeszcze do 2020 roku. Dlatego i futsalowi potrzebne jest nadal zróżnicowanie medialne. Tymczasem na chwilę obecną dzieje się to wedle przysłowiowej bajkowej zasady - każdy sobie rzepkę skrobie. Brylują portale klubowe oraz portal spółkowy ekstraklasy. Pewnie na palcach jednej ręki zliczyłbym tak zwane  portale niezależne, jak chociażby futsal-polska, nie powiązane z jakąś opcją. Starające się być jak najbardziej obiektywne merytorycznie i programowo. Jak przysłowiowa jedna jaskółka wiosny nie czyni tak i te kilka portali siłą opiniotwórczą jeszcze nie są.

Pan Kaźmierczak od dwóch miesięcy przewodniczy w PZPN polskiemu futsalowi. Pierwszy, po powołaniu, wywiad z nim o futsalu, ukazał się na stronie jego macierzystego Łódzkiego ZPN, którego jest prezesem. Może nie dopatrzyłem i były jeszcze inne futsalowe wywiady przewodniczącego, ale nie sadzę, aby przedstawił swój program na najbliższe cztery lata na typowym dla futsalu portalu internetowym. I nie winię za to przewodniczącego, tylko redaktorów. Widocznie bliżej im do prostego klikania niż fachowych pytań oraz odpowiedzi. A ja naprawdę chciałbym dowiedzieć się, jaki polski futsal ma program, bo personalia komisji tak na poważnie nic mi nie mówią. W piłce trawiastej trenerzy reprezentacji wypowiadają się czy trzeba, czy nie. A futsalowi tylko od czasu do czasu coś mrukną. I to też nie jest wina trenerów. Nie jest ich obowiązkiem zabiegać o wypowiedź, ale obowiązkiem redaktorów wszelkich portali futsalu jest pytać, by ludowi futsalowemu to przekazywać. Niedawno futsalem - i to w miarę cyklicznie - zajął się oficjalny portal PZPN w wydaniu "Łączy nas piłka". Brawo i dziękuję. Niemniej, to tylko kropla w morzu potrzeb kibiców. Były rozmowy z szefem spółki ekstraklasowej, trenerem reprezentacji, zawodnikiem klubu ekstraklasy. Proszę o jeszcze i wyrażam nadzieję, że nie będzie to związkowy panegiryk.  Liczę, że zdopinguje inne futsalowe media do rozszerzenia swojej oferty.
Quo vadis, Domine - czyli dokąd idziesz, panie - to proste łacińskie, starorzymskie pytanie. Transponowane na współczesność łączy się z odpowiedzią - do kina. Kiedy dopytujemy co grają, pada odpowiedź - "Quo Vadis". I tak można bawić się w nieskończoność pytając - dokąd idziesz i co grają. I zawsze będzie padać odpowiedź "quo vadis". W końcu takimi pytaniami oraz odpowiedziami zapętlimy się myślowo i zagubimy. Tak jest też z naszym futsalem. Jak przysłowiowy karp wigilijny rusza pyskiem, prosząc przed egzekucją o łyk powietrza. Nasz futsal na początku roku 2017 zdaje się też ruszać pyskiem błagalnie prosząc o łyk tlenu. A tym tlenem niewątpliwie będą eliminacje ME rozgrywane w kwietniu Anno Domini 2017 w Polsce. Wyjdziemy z grupy do dalszych gier - tlen futsalowi zostanie odkręcony. Nie uda się - będzie trzeba łapać powietrze. Tym tlenem dla Spółki FE może być znalezienie sponsora rozgrywek. Tym tlenem może być dla futsalu zakotwiczenie przy sobie poważnej telewizji. Ot, taka "triada tlenowa", która jak poniesie klęskę, to nawet najbardziej zagorzały sympatyk "małej piłki" powinien zrozumieć, że nie poszliśmy z futsalem w przód, tylko nadal w kółko pytamy - quo vadis, futsalu. Tym sposobem wyraziłem swoje oczekiwania dla polskiego futsalu na rok 2017. Może jeszcze dodam obowiązek awansu mistrza Polski do kolejnej rundy futsalowej LM. A wszystkim z okazji nadchodzącego Nowego Roku 2017 życzę lepszego życia i świata, w którym jest jak najmniej hipokryzji.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jak co roku przed Wigilią zastanawiam się, czy ubyło wrogów. Nawet nie myślę, czy przybyło przyjaciół, bo nie to jest najważniejsze. Bycie felietonistą nie polega bowiem na spolegliwości wobec zdarzeń, czy osób. Zbigniew Herbert mówił - "Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną śmiecie". Ja powiem inaczej - zawsze będę zmierzał pod wiatr i nie dam się nieść bezwolnie. Każdy, nie tylko felietonista, ma swoich fanów, takich "małych Ludków". Są fani obłędu i są fani rozsądku. Kiedyś Paweł Zarzeczny (dziennikarz i felietonista znakomity) powiedział mi, aby sprawdzać poznanych szybkim pytaniem - ile jest 2+2x2. I od wyniku uzależniać stopień zażyłości. Tak robię i wielu eliminuje się. Na odpowiedź daję trzy sekundy i zaręczam Wam, że przesiew jest olbrzymi. Niedawno tym sposobem wyeliminowało się trzech członków zarządu PZPN, w tym nawet wiceprezes. A myślałem, że prezes Boniek, do którego mam spory szacunek za sportowe osiągnięcia, dobiera bardziej kumatych. Przynajmniej w liczeniu.

Lat temu kilka uczestniczyłem w takiej happeningowej Wigilii z Jackiem Kurskim i kilkoma innymi politykami Solidarnej Polski. Gdzieś tak pomiędzy barszczykiem a pasztecikiem rozmawialiśmy o barwach tęczy na warszawskim Placu Zbawiciela. Różne były poglądy, niemniej wigilijny czas je tonował. Wreszcie jako Polacy doszliśmy do wniosku, że biało-czerwone są niepodważalne. Nie da się bowiem ukryć, że to właśnie barwy biało-czerwone są większościowym systemem wartości Polaków. I takie biało-czerwone życzenia będą ode mnie dla wszystkich czytających moje felietony. Nieważne, czy z ochotą, czy ze złością. Jak w każdą Wigilię optuję  za wolnością nie myloną z dowolnością i przekazuję świąteczną życzliwość oraz wyrozumiałość. 
Tańcowały dwa Michały - taki jest początek znanego wiersza Juliana Tuwima. Cytując poetę na myśli mam Michałów - Widucha oraz Kubika, którzy grali ważne role w telewizyjnym meczu ekstraklasy futsalu pomiędzy Pogonią 04 Szczecin a Piastem Gliwice. Miałem w związku z tym meczem niemały zgryz, gdyż na innej stacji leciała transmisja siatkarskiego hitu ZAKSA - Resovia (2:3), której jako fan resoviaków nie mogłem sobie też całkowicie odpuścić. Przy okazji pozdrawiam panią Anię z Rekordu, która - o ile wiem - kibicuje mocno ZAKSie. Pani Aniu, są jeszcze rewanże.

Ale wracając do Michałów. Widuch w bramce Piasta tylko potwierdził rewelacyjną formę i zasadność powołania do kadry przez duet trenerski Bianga - Korczyński. Potwierdził też moją tezę, iż bramkarz w dobrej dyspozycji wyrabia ponad sześćdziesiąt procent normy teamu futsalowego. To Widuch wygrał Piastowi ten mecz. Kubik, początkowo mało widoczny, w drugiej połowie starał się pociągnąć szczeciński zespół ku victorii, ale trafił mu się jeden błąd, który bezlitośnie wykorzystali rywale. Bardzo mi było szkoda w tym momencie tego jednego z najinteligentniejszych polskich zawodników futsalu. Ale - sympatyczny Michale - nie przejmuj się. "Kto nic nie umie, temu i pomylić się nie można" - jak mawiał jeden z poetów starożytnych Aten. Podobne błędy - co sam widziałem - i to w meczach międzynarodowych trafiały się i trenerowi kadry Korczyńskiemu, i szkoleniowcowi lidera ekstraklasy, Andrzejowi Szłapie. Dali sobie z tym radę i kontynuowali swoje wspaniałe kariery piłkarskie. Dasz radę i Ty. Wierzę w Ciebie. Michałów - Widucha oraz Kubika, dopisuję do swojej galerii wyróżnień. Na zakończenie pierwszej rundy figurują w niej - Groszak, Frajtag, Zastawnik, Foltyn, Mikołajewicz, Widuch, Kubik.

Całą rundę nie pisałem za wiele o Rekordzie Bielsko Biała. Zostawiłem sobie ten klub na świąteczny deser całkiem świadomie. I wiedziałem co robię. Teraz w jednym felietonowym materiale mogę napisać o niekwestionowanym liderze ekstraklasy oraz aktualnym mistrzu Polski do lat 20 z mistrzostw minionego weekendu w Oleśnicy. Brawo, Bravissimo, Gratulacje, Complimenti. Szczególnie kieruję te słowa do pana Janusza Szymury - niemal instytucji polskiego futsalu. Myślę, że przyjdzie czas, by coś więcej napisać o samym prezesie i jego zasługach dla futsalu. Dzisiaj skoncentruję się na klubie. Odbieram Rekord jako doskonale zorganizowaną firmę. Pisząc klub, nie przesadzam - chociaż nazwy "klub" można byłoby uznać za nadużycie do wielu stowarzyszeń w polskim futsalu, które po bliższym zapoznaniu okazują się co najwyżej solidnymi drużynami.
Pamiętam, jak budziłem się rankiem w hotelu Rekordu, jadłem śniadanie, a obok na hali ćwiczyły jakieś małe brzdące. Później przychodziły starsze dzieci, młodzież. I tak przez cały dzień. Chapeau bas - panie Januszu. Chciałoby się mieć w polskim futsalu, przynajmniej ekstraklasie, więcej Rekordów. Takich klubów, które potrafią wystawić zespoły do młodzieżowych mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach, a nie tylko - jak nakazuje obowiązek - w jednej. Pozostaję optymistą i wierzę, że w kolejnych latach przybędzie naśladowców rekordowego "cudu futsalowego". I tego polskim klubom futsalu na Wigilię życzę.

Wracając jeszcze na moment do Rekordu. Zawsze twierdzę, że w grach zespołowych potrzebne są gwiazdy, ale wygrywa zespół. Szkoleniowcom Rekordu, Szłapie oraz Nawratowi udało się skompletować ciekawy wzajemnie uzupełniający się team. Jest w tym gronie dwóch Czechów, jest dwóch Ukraińców, wreszcie są Polacy - i młodzi, i doświadczeni, w tym trzech aktualnych kadrowiczów. Zapewne jest atmosfera zwycięzców, bo bez tego nie ma sukcesów. Gdyby nie podział punktów po dwóch rundach, już dzisiaj odważyłbym się gratulować Rekordzistom mistrzostwa. Przy obowiązującym regulaminie ligowym jeszcze wstrzymam się.

Natomiast nie wstrzymam się z osobistymi gratulacjami dla nowo-upieczonych wicemistrzów Polski U-20 z AZS UMCS Lublin. Już po turnieju półfinałowym pisałem w jednym z wcześniejszych felietonów, że byłem pod wrażeniem ich gry. Jeszcze raz gratuluję. Cieszę się tym bardziej, że jest to zespół występujący pod nazwą mojej lubelskiej Alma Mater.
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Wreszcie PZPN zakończył sagę personalną futsalowej Polski i powołał skład Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Jak ktoś oczekiwał, że z dużej chmury spadnie spory deszcz, niewątpliwie zawiódł się. Zmiany nastąpiły w konwencji wiosennego, oczyszczającego deszczyku, bez typowej majowej burzy z piorunami. Zastosowano wyborczy kompromis, polegający na zadowoleniu szefów wojewódzkich struktur związkowych oraz spełnieniu wyborczych obietnic. Nadzorujący układankę wiceprezes organizacyjny Nowak nie okazał się Aleksandrem Macedońskim i nie wybrał opcji przecięcia "działaczowskiego węzła gordyjskiego". Zobacz także: Poznaliśmy skład "nowej" Komisji FutsaluWybrano powiększenie liczbowe komisji oraz dla spokoju wewnętrznego dodano funkcję drugiego wiceprzewodniczącego. Mimo tych roszad w nowym rozdaniu zabrakło wyrazistych postaci, takich stygmatyzujących, jakimi w przeszłości byli w komisji, choćby panowie Wolny, Sowiński, czy Greń. Jest raczej miałko i posłusznie. Włodarze PZPN, beniaminkowi futsalowemu, za jakiego uchodzi w środowisku przewodniczący Kaźmierczak, dodali na zastępców weteranów komisyjnych w osobach panów Duraja oraz Morkisa. Do pisania protokołu wyznaczono sprawdzonego pana Gryckiewicza z regionu kujawsko-pomorskiego. Do kompletu dopisano pana Kulczyckiego, całkiem słusznie, gdyż jest delegatem środowiska futsalowego na Walne Zebrania PZPN, panią Straszewską, znaną z działalności futsalu młodzieżowego, szefową łódzkich struktur futsalu, pana Gnybka, przedstawiciela futsalu wielkopolskiego, drugiej po Śląsku siły liczebnej damskiego i męskiego futsalu, panów Krawczyka i Rekścia - odpowiednio z Podkarpacia oraz Podlasia, a niejako przy okazji przedstawicieli klubów I ligi. Wreszcie niejako na deser dołożono silną grupę ekstraklasowej Spółki w osobach prezesa Rady Nadzorczej, pana Dąbrowskiego oraz szefa Komisji Ligi, pana Czeczko. I to tyle, co na dzisiaj o komisji da się napisać. Co najwyżej można jeszcze wyrazić nadzieję, iż każda z tych osób wstępując do komisji przychodzi z dobrymi intencjami i będzie działać bez intencji złych. Jest takie biblijne często cytowane - "A fructibus eorum cognoscetis Eos". I niech to przetłumaczone na język polski - "Po ich owocach ich poznacie" - zawsze pozostanie w pamięci członków komisji i oznacza, że oceniona zostanie ich praca nie po chwilowych sukcesach, po doraźnym porywach, ale po budowli futsalowej, którą wzniosą w trakcie swojej kadencji.
Tyle o futsalu w wersji oficjalnej. Teraz przechodząc do wersji felietonowej spróbuję wyjaśnić czym jest produkt. Może czasami przewinie się nawet w tle nazwa futsalowy produkt, ale nie przesadzajmy z tym zjawiskiem w powiązaniu z polskim futsalem. Otóż, najkrócej i najjaśniej pisząc, produktem w koncepcji  marketingowej - gdyż głównie w tym aspekcie powinien interesować środowisko futsalowe - jest zespół cech i właściwości, które mogą służyć do zaspokojenia konkretnych potrzeb przez potencjalnego nabywcę, użytkownika, właściciela produktu lub osobę doświadczającą możliwości korzystania z produktu. I już na początku wyjaśnię, że nie potrafię całkiem merytorycznie odpowiedzieć, czy stan obecny futsalu w Polsce odpowiada oczekiwaniom, pragnieniom zarówno tych, co dają towar o nazwie futsal, albo tych, co ten towar chcą kupić za przyzwoite pieniądze. Według subiektywnego odczucia - nie odpowiada. Idąc dalej tropem definicji marketingowej, produktem krótko określa się każdy obiekt rynkowej wymiany oraz wszystko co może być oferowane na rynku. Futsal na rynku jest oferowany przez PZPN, Spółkę Futsal Ekstraklasa, kluby, różne stowarzyszenia, uczelnie - ale poważnych kontrahentów nie przybywa. Jedynym, co bezsprzecznie rośnie, jest liczba kliknięć w Internecie. Niestety, nie przekłada się to na wymierne (czytaj kasowe) korzyści. Dla największego gracza, czyli dla PZPN, najważniejszy pozostaje futbol trawiasty. I to nie dziwi, więc należy szukać niekonwencjonalnych rozwiązań.

Pamiętam dobrze jak związek kilka lat temu nie wykorzystał - i to całkiem świadomie - szansy na niemal skokowe wypromowanie produktu futsalowego. I to wypromowanie go w Polsce na imprezie o światowym zasięgu. Był to czas, kiedy Wrocław otrzymał organizację The World Games 2017 - Igrzyska Sportów Nieolimpijskich. Jest tradycją tej imprezy, że organizator może dopisać do programu kilka wskazanych przez siebie dyscyplin. Kierując w opisywanym momencie polskim futsalem wspólnie z panem Szymonem Czeczko, który wtedy szefował Spółce Futsal Ekstraklasa, podjąłem działania, aby przekonać kierownictwo PZPN o celowości aplikowania w tej sprawie. Za przyjęciem futsalu do programu World Games 2017 było we wstępnych rozmowach nawet miasto Wrocław, ale sprawa utknęła w PZPN. Swoje dołożyły UEFA, czy też FIFA, które nie podjęły tematu dofinansowania. Związek zajęty wówczas bardziej przedwyborczymi grami zamknął sprawę krótkim "nie ma kasy". Gwoli prawdy historycznej dopowiem, że do pomysłu nie byli przekonani, między innymi, nadzorujący wówczas futsal wiceprezesi PZPN - panowie Bugdoł i Bednarek oraz pan Padewski - obecny wiceprezes PZPN (w tamtych latach szef Dolnośląskiego ZPN). A jak związek pozostawał bierny to i Ministerstwo Sportu, z którym rozmawialiśmy, nie naciskało. I tak przepadła wielka szansa na wypromowanie produktu futsalowego, jakiej długo, a może wcale Polska nie będzie miała. Za to wypromuje się fistball, wrotki, przeciąganie liny, czy bule. Tak na marginesie te ostatnie są jednym z moich ulubionych sportów, a poznałem je we Francji dzięki naszemu znakomitemu niegdyś piłkarzowi Henrykowi Kasperczakowi. Pozdrawiam go w dalekiej Afryce.
Felietony zawierają puentę. Nie trzeba o niej w zasadzie pisać, gdyż przeważnie wynika z tekstu. Tym razem jednak zaakcentuję. Drodzy sympatycy futsalu, do których i ja się zaliczam, nie będzie przez najbliższe pół wieku futsalu na Igrzyskach Olimpijskich. Nawet Brazylia nie zaproponowała go do dyscyplin pokazowych w Rio de Janeiro 2016. Jak nie zrobiła tego Brazylia, to kto ma to zrobić? A jak czegoś nie ma na IO, to jest niszowe. Wiedzcie też, że za czasów prezydenta UEFA Platiniego zlikwidowano futsalowy turniej ME do lat 21. Widać futsal nudzi włodarzy wielkiej piłki. Dowiodę nawet tej tezy drzemką Platiniego podczas finałowego meczu ME w futsalu w Debreczynie. Widziałem, bo siedziałem niedaleko. I jeszcze drobna wrzutka do polskiego ogródka. Argentyna - organizator w Buenos Aires w roku 2018 Igrzysk Olimpijskich Młodzieży (startują reprezentacje do lat 18), wpisała jednak futsal do programu imprezy. Brawo, Bravissimo Argentyno. Ucz się Polsko. Ucz się "pezetpeenie". Patronat nad imprezą objął sam Lionel Messi. A tak przy okazji, idę o spory zakład, że mało kto słyszał o umieszczeniu "małej piłki" w programie IOM Buenos Aires 2018. Sprawdziłem telefonicznie i na 12 osób z grona decydentów polskiej piłki - i futsalowej też - temat znało ledwie dwie. Na szczęście o argentyńskich igrzyskach wiele wie pan Jakub Mikulski i informuje kogo może. Nie jestem aż takim wizjonerem, geniuszem, czy szaleńcem, aby przewidywać bezbłędnie przyszłość. Niemniej kto wie, czy z czasem jedynym wyjściem dla futsalu na pokazanie się jako dobrego marketingowo produktu nie będzie niezależna futsalowa organizacja narodowa oraz ponadnarodowa. I tylko w takiej konfiguracji przestanie być on postrzegany jako ubogi, bardzo ubogi krewny futbolu.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Kiedy pan Greń przychodził po raz pierwszy do futsalu, był rok 2004. Już wtedy wraz ze swoim otoczeniem myślał o porządkowaniu zasad środowiska na wzór piłki trawiastej. Jednak za sprawy licencyjne na serio zabrano się w Wydziale Futsalu dopiero w roku 2009, kiedy pan przewodniczący Kazimierz nie kierował już polskim futsalem. Jedną z pierwszych licencyjnych "ofiar" było Jango Katowice. Nieco później, już w czasach, kiedy pan Greń po raz drugi, tym razem w duecie z panem Durajem zarządzali polskim futsalem, wykruszył się "marchewkowy" Toruń. Ale licencje były coraz bardziej skuteczne dla tworzenia pozytywnego wizerunku klubowego. Co prawda nie sprostali licencjom w minionych latach i inni, ale kluby, które pozostały w rozgrywkach, wzięły się w garść i nie ma już beztroskiego "jakoś to będzie". Nie ma myślenia typu - może załatwi się sprawę w PZPN. Futsal dzięki systemowi licencyjnemu wzbogacił się o przeszkolonych specjalistycznie trenerów. Kluby są rejestrowane jako - co najmniej - stowarzyszenia, jest zabezpieczenie medyczne, z licencją spiker oraz osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo. Uregulowane są zasady finansowe. Można byłoby wymienić jeszcze inne pozytywy, o które w tamtej pogreniowej kadencji zadbano. Ważne było, że w latach 2008-2011 komisja licencyjna znajdowała się  w gestii Wydziału Futsalu PZPN i działali w jej strukturach ludzie rozumiejący futsal. Od 2012 roku zarząd PZPN przekazał licencje futsalowe ogólnej komisji związkowej, do której - według mojej wiedzy - nie powoływano ludzi powiązanych z futsalem. I to był błąd, który ciągnie się nadal. I jest obecny również w nowym związkowym rozdaniu. Niewątpliwie nadal najtrudniej jest z infrastrukturą. Niestety, na nią wpływ komisje licencyjne mają najmniejszy. Ważąc decyzje dopuścić do gry z ograniczeniami, czy nie dopuścić - niemal zawsze wybierana jest ta pierwsza opcja. I słusznie. Korzystając jednak z faktu, że podjąłem temat licencyjny apeluję do klubów - wierćcie przysłowiową dziurę w brzuchu włodarzom waszych miast, gestorom używanych obiektów, aby ciągle doskonalili infrastrukturę sportową, z której korzystacie. Aby obiekty sportowe były unowocześniane i wypierały z futsalowego krajobrazu "mini-hale". Wykorzystujcie do tego, drodzy prezesi, zapisy podręczników licencyjnych. A nuż powiedzie się z czasem.
Zawiodłem się na działaczach PZPN odpowiedzialnych za futsal oraz związkowe sprawy organizacyjne w kontekście poniedziałkowo-wtorkowych meczów Polska - Belgia w Zielonej Górze. Pamiętam, jak podczas tegorocznego Superpucharu w Chojnicach ówczesny przewodniczący komisji futsalu, Bogdan Duraj opowiadał mi, że jest wspólnie z wiceprezesem PZPN, Eugeniuszem Nowakiem na dobrej drodze w rozmowach zmierzających do realizacji przez telewizje transmisji meczów reprezentacji Polski w futsalu. Także towarzyskich. Tymczasem kicha. Być może wpływ na to miały niedawne wybory w PZPN i zbyt krótki okres organizacyjny na przygotowanie się. Być może wpływ miała zmiana na stanowisku przewodniczącego futsalu. Nieważne, falstart medialny został przez kibiców z całej Polski zapisany. Transmisji telewizyjnej nie było. Nie było też przekazu internetowego. Pozostało śledzić opisy na "lajfach". Ale to był tylko - jak mawiają Niemcy - ersatz. Rozumując po polsku, taki sztuczny miód, zamiast naturalnego. Panowie prezesi z PZPN, panie przewodniczący komisji futsalu - apeluję o mobilizację, aby podczas polskich eliminacji ME w kwietniu wszystko telewizyjnie, internetowo zagrało. Tego oczekuje, a nawet żąda Polska Futsalowa. I pomyśleć, że jeszcze niedawno niektórzy członkowie komisji futsalu namawiali kluby ekstraklasy do przejścia pod rozgrywkową kuratelę PZPN. Na szczęście odbierane to było przez środowisko jako przysłowiowe głosy wołającego na puszczy. Jest takie popularne powiedzenie - "lepszy wróbel w garści niż gołąbków sto... na dachu". I tego z telewizjami, transmisjami trzymajcie się drodzy prezesi ekstraklasy - klubowi oraz spółkowi.
Cztery gole oraz golowe asysty - to dorobek Marcina Mikołajewicza, kapitana naszej futsalowej reprezentacji, w wygranym przez FC Toruń wyjazdowym meczu z AZS Katowice. Marcina poznałem gdzieś około 2009-2010 roku. O ile pamięć mnie nie myli, był już piłkarzem Pogoni 04 Szczecin i dobijał się o stałe miejsce w seniorskiej reprezentacji Polski. Widziałem w nim człowieka, który stawia sobie jasne cele i będzie zawsze dążył do ich realizacji. W sensie sportowym była to jak najlepsza gra i bycie kadrowiczem. Marcin jest znakomitym przykładem, jak pracą można osiągnąć sportowe najwyższe cele. Kiedy był powoływany do reprezentacji po raz pierwszy - o ile pamiętam z klubu pierwszoligowego - wielu "znawców" mówiło "po co takiego niewyrobionego chłopaka powoływać", "on nic nie wniesie". Mija siedem, a może osiem lat i Marcin dalej jest powoływany. I do tej kadry jednak coś wnosi. I niech wnosi jak najdłużej - życzę mu. Niech wreszcie wyzwoli na meczach reprezentacji swoje umiejętności klubowe w całości, bo rezerwy są. Marcin miał szczęście do trenerów klubowych. A na pewno w jego karierze pomogło dogadanie się z ówczesnym prezesem Pogoni 04, Maciejem Karczyńskim i transfer do portowego klubu. W Pogoni 04 popracował z Gerardem Juszczakiem, a obecnie w Toruniu trenuje pod okiem Klaudiusza Hirscha. Obydwaj szkoleniowcy to uznane trenerskie postacie polskiego futsalu. Byli trenerzy reprezentacji narodowych. W grze Marcina zawsze lubiłem popatrzeć, jak jest trudnym przeciwnikiem do przewrócenia, przepchania. Lubię tę jego grę tyłem do bramki. Wreszcie, lubię te mocne zaskakujące uderzenia. Oby strzelał wiele goli i jak najdłużej - tego też życzę. I dopisuję, jako piątego, do mojej prywatnej listy wyróżnianych futsalistów polskich trwającego sezonu. Myślałem, że po meczach Polska - Belgia bardziej wzbogacę swój notes. Niestety, nie miałem możliwości zobaczenia na żywo meczów (o czym pisałem wyżej), więc nie będę się wymądrzał w ocenach. Jedynie wyrażę zadowolenie, iż mój faworyt, Cleverson Pelc, powracając do kadry po latach, wpisał się na listę strzelców. Oby tak dalej, Clevi. A nasi trenerzy oraz zawodnicy remisując 3:3 oraz deklasując przeciwnika 6:1 wykonali lepszą robotę na parkiecie, niż działacze w zakresie transmisji. I tak należy trzymać.
 
 Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS