FUT5AL HEA7EN

Felieton niestety znowu z opóźnieniem, ale po prostu nie miałem ani jednej wolnej chwili, aby wcześniej napisać. We wtorek cały dzień w Warszawie, środa bieganie po konsulatach Rosji i Białorusi w Gdańsku (wizy dla moich kierowców), dopiero w czwartek miałem czas aby usiąść i podzielić się moimi wrażeniami z dwóch wydarzeń ze stolicy, w tym z jednego naprawdę epokowego.

Do Warszawy wyruszyłem z samego rana, ale dzięki autostradzie w ciągu 3h dotarłem do tego miasta. Dobrze, że nie trafiłem na patrole, bo mój przyjazd mógłby się mocno opóźnić, no i nadszarpnąć budżet. Ale się udało i dzięki temu stać było mnie na piłkarski obiad czyli "dwa bułki i jeden kiełbas".

Na zebranie w Sheratonie stawiło się 32 prezesów z 90 klubów futsalowych istniejących w Polsce. Na cały inwentarz składają się kluby FE, I i II ligi oraz kluby prowadzące drużyny młodzieżowe i kobiece. W związku z niską frekwencją zebranie odbyło się w drugim terminie. Miał się stawić przewodniczący Komisji Futsalu Kazimierz Greń i wygłosić referat podsumowujący pracę KF, jednak z "przyczyn osobistych" - jak to przedstawił vice przewodniczący Bogdan Duraj - nie stawił się. Wzbudziło to niemałą konsternację, bo wielu było ciekawych raportu - przede wszystkim z nieudanych eliminacji do ME w Krośnie i spraw związanych z posadą trenera. Nie pierwszy raz w tym dniu Greń uniknął pytań.

Głównym punktem był wybór delegatów futsalu na walny zjazd sprawozdawczy PZPN. Zgłoszono trzech kandydatów: Grzegorza Morkisa (GKS Futsal Tychy), Arkadiusza Grzywaczewskiego (Gwiazda Ruda Śląska) i Bogdana Duraja (delegata z... Gatty Active Zduńska Wola). Patrząc na spory kontyngent działaczy ze Śląska i Podkarpacia można było się spodziewać, iż zostaną przeforsowane kandydatury członków komisji futsalu. Ale tu nastąpiła pierwsza niespodzianka, delegatami zostali Morkis i Grzywaczewski, a Duraj otrzymał tylko 12 głosów na 32 możliwe.

Następnie głosowano wybór zastępców delegatów. Zostały zgłoszone kandydatury Anny Straszewskiej (Hurtap Łęczyca), ponownie Bogdana Duraja oraz... mojej osoby. Generalnie zdaję sobie sprawę, iż głos delegatów ze środowiska futsalu na zjeździe całego PZPN jest głosem wołającego na puszczy, ale zgodziłem się na moją kandydaturę z czystej ciekawości, jak środowisko zareaguje na moją osobę. Do tej pory nie działałem szeroko w polskim futsalu, skupiając się na pracy we własnym klubie. Okazało się, iż chyba "fejm" felietonisty dał efekt w postaci przyznanych głosów. W pierwszym głosowaniu pani Anna dostała 22 głosy, a ja wraz z panem Bogdanem po 15. Nastąpiła dogrywka, w której mieliśmy ponownie remis (po 14 głosów). Wówczas zaproponowałem sekretarzowi oraz mojemu koledze z Chojnic rzut monetą w celu rozstrzygnięcia, ale niestety to nie było zgodne z regulaminem. Nastąpiła druga dogrywka i tutaj wszystko rozstrzygnęło się na moją korzyść, stosunkiem głosów 16:12. Ucieszył mnie fakt, że środowisko mnie poparło - widać moje postulaty zmian wspominane w felietonach zyskują akceptację i budzą zainteresowanie. To mały sukces, ale jeśli ma być początkiem zmian na lepsze w polskim futsalu, to wypada się z tego cieszyć.

Kto czyta moje felietony, to wie, iż mam kilka ciekawych pomysłów na rozwój piłki halowej, począwszy od kadr wojewódzkich po reprezentację. Zobaczymy, czy w najbliższej przyszłości nastąpią jakieś zmiany i czy moje propozycje zyskają posłuch i poklask.

Drugi punkt wizytacji stolicy to hotel Ibis, mieszczący się naprzeciwko siedziby PZPN. Tam odbyła się konferencja, a raczej hucpa Kazimierza Grenia... Kto nie widział tego "cyrku", to może obejrzeć na Youtube. Małe pomieszczenie, a ludzi ponad setka. Z racji tego, iż z kolegami z klubów FE czekaliśmy dosyć długo na obiad, to wpadliśmy na konferencję w chwili rozpoczęcia. Tłum był tak duży, że musieliśmy zostać na korytarzu i przez otwarte drzwi przysłuchiwać się tekstom, które czytał Greń z ekranu. Raz sprzęt się zaciął, tak samo pan Kazimierz. Widocznie nie mógł wyjść poza ramy ustalonego tekstu improwizując wypowiedzi, a szkoda. Zauważyć można było kwiat dziennikarstwa sportowego, tuż obok mnie stał Dariusz Tuzimek - ostatnio redaktor w Onet Sport - i Adam Godlewski z tygodnika "Piłka Nożna", ale wewnątrz sali była cała czołówka znana z twórczości twitterowej. Zresztą właśnie tam można było śledzić na żywo komentarze w tonacji mocno szyderczej.

A główny bohater zgodnie z przewidywaniami przedstawił teorię spiskową mocno rywalizującą z historycznym spiskiem na życie prezydenta Johna F. Kennedy’ego, plus efektowną prezentację garderoby. Zresztą ten pokaz konfekcji był motywem przewodnim relacji różnych mediów. Fakt: Greń pokazał portki i uciekł, Radio Zet: Działacz pokazał spodnie, igol.pl: Przegląd szafy, pytania o kolory i czytanie z PowerPointa, a Polsat Sport: Grenia teoria chaosu.

Przez całą konferencję prowadzący spychał pytania dziennikarzy na później. Gdy konfa się zakończyła, Greń bez słowa ewakuował się z sali. Niestety, ważne pytania zawisły w powietrzu. Także te związane z futsalem m.in. przyszłością trenera Andrei Bucciola.

Stojąca obok mnie reporterka telewizyjna w relacji na żywo z wrażenia wspomniała o Kazimierzu... Deynie. Gdy zwróciłem jej delikatnie uwagę, iż chyba nastąpiła mała pomyłka, to operator kamery odpowiedział "wybacz, to jej pierwszy raz". Dziewczę spłonęło rumieńcem, no cóż - ja w takim debiucie pewnie też bym pomylił :) Więcej nie ma co pisać, chyba każdy widział ten "One Man Show". Ktoś się poważnie ośmieszył i nie byłem to ja.

A teraz o lidze. W pierwszej rundzie na łamach naszego portalu pojawiały się felietony, które opisywały przebieg meczów. Tego teraz zabrakło, to ja postanowiłem regularnie oceniać wszystkie spotkania bieżącej kolejki. Liga w tym sezonie lubi nas wszystkich zaskakiwać. Faworyci zgodnie wygrywają, ale to co się dzieje na dole, tego nie jest w stanie przewidzieć nikt. Pozostały cztery kolejki spotkań, a tak naprawdę aż OSIEM zespołów może spaść z ligi.

Zaczęliśmy w Chojnicach meczem RD - Pogoń. Mecz toczył się raczej w świątecznej atmosferze, zwłaszcza do przerwy, kiedy wykopaliśmy obie bramki i skończyło się 0:0. W drugiej połowie w ciągu minuty padły trzy gole. Najpierw Iwanow trafił w okienko Kubraka, ale szybko Szamotij doprowadził do wyrównania. Potem po ładnej akcji najpierw Łuciw trafił w poprzeczkę, a skutecznie dobił Charczenko. Pogoń rzuciła się do ataku, a my nastawiliśmy się na grę z kontry. Najpierw Sobański w sytuacji sam na sam strzelił w Kubraka, potem uderzenie Tomka Kriezel z linii bramkowej wybił Żebrowski. Pogoń wycofała bramkarza i na kilkadziesiąt sekund przed końcem Szamotij zdobył gola dającego jeden punkt. My ponownie w ostatniej minucie tracimy punkty, wydaje się iż dwa razy lepiej mógł interweniować nasz bramkarz. Ale nie ma co gdybać, wynik można uznać za sprawiedliwy.

A w Pniewach ostra strzelanina. Ostatnia taka w Wielkopolsce miała miejsce, kiedy mafiozi walczyli o wpływy w burdelach, trup padał gęsto. Tutaj było podobnie. Gospodarze szybko objęli prowadzenie, ale Rekordziści po uderzeniu z rzutu wolnego Ukraińca Kameko doprowadzili do remisu. A potem ruszyła pniewska nawałnica. Mistrz Polski raz po raz nadziewał się na szybkie kontry młodego zespołu Czerwonych Smoków. W 25. minucie było już 5:1 dla gospodarzy, którzy jednak postanowili też dać coś od siebie i sprezentowali rywalom dwa gole samobójcze, przeplecione trafieniem Pawła Machury. 5:4 na 3 minuty przed końcem zapowiadało bardzo nerwową końcówkę. Rekord grał z wycofanym, co skrzętnie wykorzystał Adrian Skrzypek. Rekord odpowiedział jeszcze drugim golem Machury, ale gospodarzy wytrzymali napór i po raz kolejny w meczu u siebie pokonali faworyta. Spojrzałem w tabelę meczów u siebie - Red Dragons na drugim miejscu, tuż za Wisłą Krakbet. To nie przypadek, iż w Twierdzy Pniewy tak dużo zespołów gubi punkty. A Rekord definitywnie pozbawił się szans na inny medal niż brązowy.

Wisła Krakbet - KGHM Euromaster. Mecz bez historii, mocno osłabiony brakiem pauzujących zawodników zespół z Głogowa nie sprostał liderowi tabeli. Zawodnicy Wisły nie musieli się nawet zbytnio wysilać, cały mecz mieli pod kontrolą i spokojnie skasowali trzy punkty.

Gatta Active - AZS UG. Gdańszczanie mając brzytwę już blisko szyi pojechali do wicelidera z myślą o wywiezieniu punktów. Ale z taką grą w defensywie to jedyne, co mogli przywieźć ze Zduńskiej Woli, to ciasto na wynos z pobliskiej cukierni. W meczu była wymiana ciosów, ale gospodarze niemal cały czas zachowywali bezpieczny dystans dwóch bramek różnicy. Skutecznością popisał się blisko 40-letni Tomasz Broner, zaliczając hat-tricka, co również udało się Danielowi Krawczykowi. "Krawiec" dzięki skuteczności w ostatnich kolejkach wyszedł na prowadzenie w klasyfikacji najlepszych strzelców i ma już 20 trafień.

AZS UŚ - GAF Jasna. Mecz z dużymi podtekstami, katowiczanie zdecydowali się wbrew zakazowi z umowy transferowej wystawić Tomasza Szczurka wypożyczonego właśnie z Gliwic. Oficjalnie z powodu sporej ilości pauzujących za kartki zawodników. Do przerwy prowadzili faworyci, czyli goście po golu Mizgajskiego. Tuż po wznowieniu drugiej połowy po raz pierwszy zabłysnął Błażej Korczyński, absolutnie fantastycznym technicznym uderzeniem lobując z bliska Michała Widucha. Gliwiczanie szybko zaatakowali i po golach Dewuckiego i Pautiaka wyszli na prowadzenie 3:1. Jak wyszli, tak stanęli. Ostatnie 10 minut należało do gospodarzy, którzy jak rok temu w końcówce ligi walczą o życie i wypruwają flaki na parkiecie. Najpierw Piskorz, a potem dwukrotnie Korczyński trafiali do siatki z sąsiedniego miasta. Bezcenne punkty zostały w Katowicach, a Gliwice oddaliły się od wymarzonego brązowego medalu. Po spotkaniu działacze GAF zastanawiali się nad złożeniem protestu, ale z powodów formalnych (mało precyzyjny zapis w umowie) postanowili odstąpić od wyciągnięcia konsekwencji za występ Szczurka. Krótko mówiąc, wszystko zostało w rodzinie.

Telewizyjny mecz nie zachwycił poziomem. Gwiazda tradycyjnie w drugiej rundzie rozgrywek ograła Clearex, choć tym razem musiała się nieźle wysilić. W poprzednich sezonach to raczej chorzowianie swobodnie rozdawali swoim pobratymców punkty, kiedy były im bardzo potrzebne. Tym razem sami musieli walczyć o życie, bo ich forma jest najgorsza z najgorszych. Długie pasmo porażek, trzeba zacząć martwić się o byt. Tym spotkaniem po raz drugi z Cleareksem pożegnał się trener Adam Lichota. Podobno sam prezes Zdzisław Wolny zdecydował się zostać "ratownikiem" w ostatnich meczach, z pomocą brata Tadeusza. Zobaczymy, na ile duet braci Wolnych zmobilizuje zespół do lepszej gry. Gwiazda z kolei złapała wiatr w żagle i punktuje. Mają teraz u siebie Euromastera i myślę, że gdybym obstawiał zakłady, to warto by było dać w tym meczu "jedynkę".

Następna kolejka zapowiada się niezwykle emocjonująco. Derby Pomorza w Gdańsku, a Pogoń gości Red Dragonsów. Te dwa niezwykle kluczowe dla układu tabeli spotkania na pewno wzbudzą wiele emocji zarówno na trybunach jak i na parkiecie. Będzie ciekawie, oby do ostatniej kolejki :)

Kącik bibliotekarski - po krótkiej przerwie chciałbym zaproponować przede wszystkim osobom ćwiczącym i lubiącym wysiłek sportowy książkę T.J. Murphy’ego pod tytułem: "Sprawność - Siła - Witalność. Jak CrossFit zmienił moje życie".

Jak moi wierni czytelnicy wiedzą, od kilku miesięcy regularnie ćwiczę tę stosunkowo nową dziedzinę sportu. Nazywam to "dziedziną", gdyż odbywają się Mistrzostwa Świata oraz szereg innych imprez, na których sportowcy rywalizują w tej dyscyplinie. Poniżej zacytuję kilka opinii, z którymi całkowicie się zgadzam.

Książka jest wnikliwą analizą zjawiska CrossFitu, jako dziedziny sportu, a zarazem pewnego fenomenu socjologicznego. Pasjonująca lektura napisana przez kogoś kto zafascynował się CrossFitem, jedną z najmłodszych i najbardziej tajemniczych dyscyplin sportowych w historii.

CrossFit to więcej niż fitness. To sport, który naprawdę pomaga zrzucić wagę, poprawić swoją kondycję i zwiększyć masę mięśniową. Autor opisuje jak z kulejącego byłego biegacza zmienił się w pełnosprawnego człowieka, mogącego nie tylko normalnie chodzić, ale również wykonywać strasznie trudne i męczące treningi crossfitowe. Nie ukrywa, że bywało ciężko. Książka rozwiewa wiele mitów odnośnie tego sportu - nie jest on tylko dla osób szukających wyzwań, ale dla każdego człowieka, który chce stać się "wszechstronnie sprawnym".

"Moje ego zostało zniszczone - wspomniał. - Był to jednak trening, którego szukałem przez całe życie." Murphy przedstawi Wam historię powstania CrossFitu, poznacie podstawowe zasady i cele treningów. Odkryjecie, na czym polega CrossFit, a dzięki załączonym zdjęciom wraz z opisem nie tylko zobaczycie jak wyglądają poszczególne ćwiczenia, ale i będziecie wiedzieli jak je poprawnie wykonać. Dowiecie się, dlaczego poszczególnym zestawom ćwiczeń ich pomysłodawca zaczął nadawać imiona, a także, dlaczego treningi sprawdzające kondycję otrzymują imiona żeńskie. Przeczytacie ile czasu Amerykanin służący w marines potrzebował na wykonanie treningu "Elizabeth", który innym zajmował maksymalnie 10 minut. Odkryjecie, które ćwiczenie jest najbardziej wymagającym, z jakim sportowiec CrossFit spotka się podczas pierwszego roku treningów. Z lektury dowiecie się także, kiedy zawodnicy biorący udział w turnieju CrossFit Games dowiadują się, jakie konkurencje przyjdzie im wykonywać.

W ulotce o CrossFicie, którą czytał Murphy, w akapicie zatytułowanym "Czy ja się do tego nadaję?" odpowiedź brzmiała "Oczywiście". Patrząc już na samą okładkę książki, gdzie sportowcy trzymają sztangę nad głową jestem przekonana, że w życiu bym tego nie wykonała.

Najważniejsze jest to, że każdy, od największego atlety, po nowicjusza z nadwagą jest traktowany w ten sam, profesjonalny sposób. Nie ważne ile wyciskasz, ważne żebyś dawał z siebie wszystko. Kolejną sprawą która mnie urzekła jest atmosfera panująca w tej zamkniętej społeczności.

Książka niezwykle motywuje do działania, do zadbania o siebie. Podczas czytania ciągle miałem wrażenie, że powinienem ruszyć się z kanapy i zacząć ćwiczyć. I właśnie ta motywacja jest największą siłą tej lektury. Dlatego jest to pozycja dla każdego, nie tylko dla osób zainteresowanych CrossFitem.

Ja osobiście gorąco zachęcam do lektury, potem do znalezienia lokalnego klubu crossfitowego i rozpoczęcia treningów. Na początku jest bardzo ciężko, po pierwszych treningach całe dnie regenerowałem organizm, nie mając czasem siły sięgnąć po butelkę z wodą. Ale przetrwałem i wkręciłem się na maxa. Tę recenzję także piszę w czwartek po porannym treningu, który nieźle mnie zmęczył, ale też sprawił ogromną satysfakcję po pokonaniu kolejnych barier. Koniec ziewania, ruszyć tłuste tyłki do boxu crossfitowego i... youtube.com/watch?v=LHdrZpto4-c :)


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

FUT5AL HEA7EN

Dzisiejszy felieton ma motto - "Gdyby głupi wiedział że jest głupi to byłby mądry". Stary cytat, przypomniany niedawno przez Pawła Zarzecznego w cotygodniowym felietonie.

Ostatnio wielu Polaków dowiedziało się o futsalu. Niestety nie wskutek wybitnej gry polskiej kadry, tylko dlatego, że - jak donoszą media - powiększyło się grono Polaków chcących dorobić na Zielonej Wyspie. Czekając na rozwój wydarzeń, a może nawet jakieś oświadczenia, możemy tylko żałować, że bilety w Krośnie niekoniecznie rozchodziły się jak ciepłe bułeczki.

Nie będę tutaj opisywać kolejności zdarzeń, macie w domach internet i łatwo znajdziecie mnóstwo informacji dotyczących tzw. afery biletowej. Więcej na moim profilu na facebooku, gdzie prezentuję mój prywatny punkt widzenia. Dzisiejszy felieton też nie będzie zbyt długi bo ostatnio brakuje mi czasu na dosłownie wszystko. Musicie mi wybaczyć ale wkrótce napiszę szerzej na kilka interesujących tematów, bo mam fajne pomysły.

A teraz o futsalu kobiecym. Radosław Jurga zrobił podsumowanie Ekstraligi kobiet. Na pilkarki.com też jest fajny artykuł w formule alfabetu. Jakiś czas temu skasowano reprezentację Polski, która funkcjonowała przez krótki czas. A z tego co mi wiadomo, to futsal kobiecy na poziomie reprezentacyjnym zaczął się dopiero rozwijać. Zanim się rozwinęło, to my się zwinęliśmy. Na dodatek istnieje poważny konflikt pomiędzy działaczami z trawy i futsalu. Ci pierwsi, kompletnie bez sukcesów, podobno zazdrośni byli o wyniki futsalowej kadry, która pokonała Ukrainki i Czeszki. Wielka szkoda, bo dziewczyny zasługują na swoją kadrę która notowałaby stałe postępy. To, że środowisko działaczy jest skłócone, to także daje duży minusowy efekt, ale jak to w Polsce bywa - gdzie dwie głowy to trzy opinie. Tutaj na dodatek mamy rywalizację trawy i futsalu, której na szczęście nie ma w męskiej piłce halowej. Zacytuję tylko jeden komentarz spod artykułu, który szyderczo parodiuje wypowiedzi działaczy z dużej piłki pod adresem futsalu: "Nie macie nic do gadania my tu rządzimy. Bawimy się w reprezentacje za pieniądze PZPN (ale też Ministerstwa Sportu) a „Wy” nam nie przeszkadzajcie bo możecie nam skoczyć a te futsalistki nie będą nam psuć opinii. Wyniki są nie ważne a liczą się turystyczne wojaże reprezentacji po całym świecie". Trudno jest z tym się nie zgodzić, jak się zagłębi w piłkarskie środowisko kobiet. Chore ambicje niektórych działaczy przesłaniają najważniejszy cel - wyjście z dużej dziury na zewnątrz i osiągnięcie sukcesów, które spowodują, iż poważne media zainteresują się kobiecą odmianą kopania piłki.

A w Cleareksie dym. Jak donosi Futsal-Plotek na fb "Nieciekawie dzieje się w drużynie Clearexu Chorzów. Ostatnie zmiany mocno wpłynęły na morale zawodników, którzy nie do końca są zadowoleni z powrotu Adama Lichoty na ławkę trenerską. Trener od samego początku swojej przygody w ekstraklasie nie miał pełnego zaufania zawodników, a cała ta sytuacja w ogóle tego nie poprawiła. Tym bardziej, kiedy niedługo później zawieszony został kapitan zespołu, Mirosław Miozga, za którym chorzowscy gracze stoją murem". Czyli w Chorzowie nadal zamieszanie, punktów brak. Zrobiłem sobie ostatnio tabelę za ostatnie 10 kolejek. Clearex ostatni - 7 pkt, Pogoń ciut lepiej bo 9 pkt. A licząc 6 kolejek drugiej rundy, to obie drużyny ugrały jedynie po 3 punkty!!! Zatrważająca liczba porażek do niedawna mocnych zespołów. Chorzowianie długo byli w ścisłej czołówce tabeli w trakcie pierwszej rundy, a Pogoń to przecież vice mistrz Polski. A teraz oba zespoły pikują w stronę dna.



GAF Jasna - Gatta Active. Jak nie idzie w kadrze, to idzie w lidze, prawda panowie Krawczyk i Marciniak? W reprezentacji "Krawiec" uparcie był stawiany na pivocie, a znacznie lepiej radzi sobie na skrzydle. No i pokazał że tam umie grać swoje, zwłaszcza po pięknej indywidualnej akcji, kiedy skręcił kilku przeciwników przy golu Adamskiego na 2:1. Trzeba przyznać, iż w pierwszej połowie mecz był wyrównany, a nawet z przewagą akcji podbramkowych gospodarzy, którzy niemiłosiernie pudłowali. W drugiej części Ficek zmarnował doskonałą okazję do remisu, nie trafiając w piłkę, mając pustą bramkę. Na to czekała Gatta, która rozpędziła się w swoim stylu. Zakosy Marciniaka, zwody Krawczyka i posypały się kolejne gole. Potem jeszcze strzelali do pustaka i w taki sposób rozstrzelali gliwiczan 7:2. Piłkarze GAF-u oddali w tym meczu mnóstwo strzałów, naprawdę ogromnie dużo. Ale co z tego jak były to uderzenia typu "szczał chłop przy płocie". Gliwiczanie głównie dzięki słabości i grze w kratkę innych drużyn nadal zajmują 4. miejsce w tabeli, a Gatta potwierdza aspiracje do tytułu Mistrza Polski. Szkoda, że nie zagrają z Wisłą w ostatnich kolejkach, bo byłby to wielki mecz.

Red Dragons - Gwiazda. Tu było prawie po meczu w 9. minucie gry. Rudzianie zaczęli ostro, od samego początku ostrzeliwali bramkę Foltyna. No i po tych paru minutach prowadzili już 3:0. Na specjalne wyróżnienie zasługuje gol Ariela Piaseckiego, który po rozegraniu rzutu wolnego popisał się wspaniałym wolejem w samo okienko. Jak za tydzień to powtórzy, to będzie następny kandydat do wysyłki obuwia ;)
Gospodarze zaczęli odrabiać straty, równie wspaniałym uderzeniem pochwalił się kadrowicz Dominik Solecki, który także zdjął pajęczynę z narożnika bramki. W drugiej połowie gospodarze trafili na kontakt, ale potem bili głową w mur. Michał Roj miał setkę i pustą bramkę, ale nie trafił czysto w piłkę i zamiast mieć punkt, to dostali pusty kapelusz. "Czerwone Smoki" nie są jeszcze bezpieczne, mają ciężki kalendarz gier. Złapali lekką zadyszkę, z kolei Gwiazda ma teraz niesamowicie ważny mecz z Cleareksem.

Pogoń - AZS UG. Tu przewidywałem zwycięstwo gdańszczan. Dlaczego? Bo zespół gospodarzy jest kompletnie rozbity mentalnie. Działacze mieli 3 tygodnie na wstrząśnięcie drużyną, pierdolnięcie pięścią w stół, ale tego nie zrobili. Łukasz Żebrowski załamywał ręce na konferencji, nie dziwię się zupełnie. To co gospodarze nie trafiali... Czasem aż niemożliwe, jak tak można zagrać na tym poziomie. A przecież Pogoń rozpoczęła dobrze, a nawet bardzo dobrze. Koszmider umiał łapać, Kubik strzelił 278. taką samą bramkę w życiu, wszystko fajnie do 10. minuty meczu. Potem Wojtek Pawicki po raz pierwszy pokazał klasę, trafiając do siatki z dystansu, a niedługo potem Przemek Kostuch popisał się super uderzeniem z woleja. Pogoń jeszcze jakoś wyrównała, po rykoszetowym golu Jurczaka. Potem bili już rekordy indolencji strzeleckiej. Sytuacja kiedy Szamotij i Kubik nie potrafili rozegrać piłki, mając tylko Gondę przed sobą, to już była czysta rozpacz.
A druga połowa była już wprost tragiczna. Gdyby piłkarze Pogoni zamienili się na miejsca z przypadkowymi ludźmi z trybun, to wynik byłby ten sam. Pawicki ukłuł po raz drugi, Koszmider wpuszczał co tylko leciało w jego stronę. Potem wiecznie młody Marek Cirkowski przedziurawił bramkarza. Podsumowaniem występu gospodarzy była ostatnia bramka, kiedy Koszmider zamiast łapać piłkę staranował Żebrowskiego, a Pawicki z uśmiechem na twarzy pospacerował z piłką do bramki. W końcówce Kubik zmniejszył rozmiary porażki, ale nie wstydu. Jak szczecinianie tak zagrają kolejny mecz, to proponowałbym zakleić nazwiska na plecach, bo wstyd się pokazać ludziom.
A Gdańsk zaczął grać w lidze dopiero jak mu przyłożono nóż do gardła. Jadą do Gatty i jak tam ugrają chociaż jeden punkt, to jestem skłonny uwierzyć, że zdołają się utrzymać. Kluczem do tego jest forma Wojtka Pawickiego, który wyróżnia się mocno na plus w tym zespole. Jak pojadą mocnym składem, to mają szansę coś ugrać.

Rekord - Red Devils. Punktów nie ugraliśmy, ale cieszy fakt, iż grając w zaledwie 6-osobowym składzie dotrzymaliśmy kroku rywalom przez cały mecz. Doskonałe przygotowanie motoryczne robi swoje. Gdyby jeszcze "Wiatrak" na sekundy przed końcem ciut lepiej dołożył nogę... Ale nie ma co gdybać, Rekord miał przewagę i grał konsekwentnie to samo w końcówce wycofując bramkarza. No i zmęczyli nas na 30 sekund przed końcem. Rykoszet od Sobańskiego zmylił Bondarenko i piłka wpadła tuż przy słupku. A nas dopadła plaga kontuzji, za kartki nie grał Wadik, a Kazek z gorączką. Co zrobić, przydałby się większy portfel i 20-osobowa kadra, wtedy nie miałbym bólu głowy po takich spotkaniach.

KGHM Euromaster - AZS Uniwersytet Śląski. Mecz bez historii, goście jak dobrze wejdą w mecz, to ugrają punkty, jak ich szybko złapiesz, to od razu odechciewa im się grać. Widocznie oszczędzają siły na kolejne spotkania. Gospodarze szybko objęli dwubramkowe prowadzenie i bezpiecznie kontrolowali przebieg meczu. Trener Korczyński wycofał bramkarza i przez 8 minut próbowali zmęczyć rywali, ale nic im to nie dało. Po prostu mecz bez historii...

Clearex - Wisła Krakbet. Gospodarze idą na dno jak Titanic, jeszcze mają zapas punktowy, ale jak przegrają najbliższy mecz w Rudzie Śląskiej, to powoli będzie się można denerwować. Jak powiedział nowy kapitan Mariusz Seget "piękne porażki nic nam nie dają". Regres straszny, zamieszanie w klubie, który teoretycznie jest bardzo stabilny i ma status legendarnego w polskim futsalu. W pierwszej połowie obie drużyny obijały słupki, chorzowianie również poprzeczkę. Wreszcie Oleksandr Bondar z rzutu wolnego pokonał Pawła Pstrusińskiego, który źle interweniował i wpuścił strzał między nogami. Mecz nie był super ciekawym widowiskiem, a obaj bramkarze byli najlepszymi zawodnikami w swoich drużynach. Były w tym meczu dwa minusy: kontuzja Pawła Budniaka, który jak doniósł na facebook "będę żył" i zachowanie chorzowskiej publiczności. Do tej pory to "Krakusów" krytykowano za chamskie zaśpiewki, tym razem to gospodarze mieli powód do wstydu. Jak najmniej takich zachowań rodem ze stadionów dużej piłki...

Najbliższa kolejka będzie bardzo ciekawa. Już w piątek zapraszam przed monitory na Red Devils - Pogoń ’04 (godz. 19.00 kanał KP Sport). Ciekawe, kto zagra w bramce szczecinian. Dominik Kubrak trzykrotnie (!!!) grając w Chojnicach odniósł poważne kontuzje eliminujące go z gry na dłuższy czas. Nasza sala jest ewidentnie pechowa dla niego. Jest oprócz tego kilka innych arcyciekawych pojedynków, gdzie każdy wynik jest możliwy. Liga jest mega, mega ciekawa - jak nigdy do tej pory. Dwa zespoły walczą o mistrza, ale aż osiem nie jest jeszcze bezpiecznych. Zawsze do utrzymania starczało 20 punktów, czasem nawet mniej a w tym sezonie bezpieczną granicą będzie 25 oczek. Jest o co grać, jest o co walczyć, zatem do boju panowie!!!


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Po raz pierwszy od wielu imprez nasz klub nie otrzymał zaproszenia na turniej. Ale to nie było przeszkodą dla mnie, zawitałem do Krosna jako dziennikarz portalu futsal-polska.pl, czym wzbudziłem niemałą sensację u pewnego działacza.

Do Krosna wyruszyłem w towarzystwie Krzyśka Juśko (UKS Morze Stegna) i jego żony Dagmary, z którymi się przyjaźnię od wielu lat. Podróż się nie dłużyła, nagadaliśmy się sporo o futsalu, a to był dopiero wstęp. Miło spędziłem czas na turnieju, spotykając się z wieloma osobami z polskiego światka futsalu. Począwszy od Janusza Szymury, szefa Rekordu i spółki Futsal Ekstraklasa, byłego przewodniczącego komisji futsalu Andrzeja Hendrzaka, aż po wielu trenerów i zawodników z naszego środowiska. Ze względu na szereg obowiązków musiałem wrócić w piątek do Chojnic, trzecie spotkanie, a dokładniej drugą połowę oglądałem na necie w trakcie koncertu "Kult Unplugged" w gdańskiej filharmonii. Zboczenie zawodowe ;) Na szczęście Kazik (ten lepiej śpiewający) nie miał nic przeciwko.

Zacznę może od tego, jak wyglądała organizacja turnieju od wewnątrz. Było trochę plusów, jak piękna oprawa przy wejściu na parkiet, znakomite ciastka w pressroomie (zjadłem chyba sto, ale wszystko wypociłem dzień później na siłowni), albo kolega śpiewak z hymnem. Ale też było sporo minusów. Niestety ta mityczna doskonała organizacja z bliska już nie wyglądała aż tak fantastycznie.

Mieszkałem w hotelu 200 metrów od hali, ale po Krośnie poruszałem się taksówkami. Jak się orientujecie, to właśnie taryfiarze wiedzą wszędzie najlepiej, co się w danym mieście dzieje. A ja jadąc czterokrotnie taksówką i gaworząc sobie z kierowcą dowiedziałem się, iż żaden z nich o turnieju nie ma zielonego pojęcia!!!

Frekwencja na hali także była niezadowalająca. A to nie była hala na 10 tysięcy miejsc, a jedynie na 1690 krzesełek. Jak było trochę ponad 1000 osób na meczach Polski, to jest max. Trybuny za bramkami były puste, a na głównej sporo wolnych miejsc. Jedynie na ostatnim meczu hala się bardziej zapełniła.

Moim - i nie tylko moim - zdaniem idealnym miejscem był Szczecin. Jestem absolutnie pewien, iż na dużo większej hali byłby tam komplet widzów. Nie wiem, kiedy była składana aplikacja na Krosno, ale fenomen bijącej rekordy publiczności hali w Szczecinie nie trwa od dzisiaj. Już w pierwszej rundzie rozgrywek tysiące ludzi oglądało spotkania Pogoni w Futsal Ekstraklasie. Same Krosno jest małym miastem bez tradycji futsalowych i trudno było oczekiwać, aby mieszkańcy wypełnili halę po brzegi. Moim zdaniem takie wydarzenia należy organizować w dużych miastach, gdzie ludzie wiedzą co to jest futsal i są już tradycje kibicowania tej dyscyplinie sportu.

Następna sprawa, którą można było zaplanować inaczej, to umiejscowienie trybuny VIP. Z tych miejsc widoczność była bardzo słaba i wielu zaproszonych gości przenosiło się na zwykłe trybuny. Był także niemiły incydent, jeden z dziennikarzy został wyproszony przez ochroniarza z trybuny dla gości, chociaż było tam wiele wolnych miejsc. Chwilę wcześniej ja z nim siedziałem, być może to moja osoba była motywem takich działań. Na dodatek dziennikarze nie mieli wydzielonej strefy i musieli oglądać spotkania zza szyby salki konferencyjnej, tzw. "akwarium".

Kolejna sprawa to transmisja telewizyjna. Nie było meczów na kanałach telewizyjnych, jedynie firma Livepark przeprowadzała bezpośrednie relacje na kanale Łączy Nas Piłka. Znani w światku futsalu z doskonałych relacji członkowie ekipy KP Sport na własny koszt wybrali się do Krosna, otrzymawszy wcześniej akredytacje TV. Tam dostali zapewnienie od organizatora, iż mogą filmować mecze i zamieszczać skróty w internecie. Jak się okazało później, ta zgoda na "kamerowanie" turnieju która nie miała żadnych podstaw prawnych. Prawa medialne do pokazywania meczów z Krosna miała zupełnie inna firma i nic dziwnego, iż zaprotestowała przeciwko "dzikiemu" filmowaniu imprezy. Także inne telewizje, m.in. TVP, nie mogły nagrywać materiałów. Bardzo dziwna sytuacja, tym bardziej, iż telewizje pozostałych krajów z turnieju pokazywały spotkania.

Teraz o kadrze. Trzeba przyznać, iż przez ostatnie dwa lata mieli wszystko. Tutaj należą się słowa pochwały dla działaczy komisji futsalu, którzy zapewnili pełen komfort przygotowań, zorganizowali wiele sparingów z różnymi zespołami, od słabych po bardzo mocne. Trener miał pełne możliwości sprawdzenia piłkarzy i wyselekcjonowania najlepszych. No i tutaj dochodzimy do największego problemu kadry - czyli selekcji.

Gdyby Andrea Bucciol pokazał że ma jaja, to przed turniejem powołałby autorską kadrę, złożoną z najlepszych obecnie futsalowców. Mógł zagrać "va banque". Tydzień przed turniejem nikt go by z posady trenera nie wyrzucił, a gdyby wywalczył bezpośredni awans lub dostał się do baraży, to by się obronił i pozostał na stanowisku. A gdyby przegrał, to z honorem podałby się do dymisji. Lubię Andreę, to naprawdę fajny chłop, ale opinię w środowisku futsalowym ma taką, że jest podatny na różne sugestie.

Jeśli chodzi o samych zawodników, którzy reprezentowali Polskę - na nich nie napiszę pół złego słowa, bo grając w takim zestawieniu kadrowym dawali z siebie wszystko. Walki i ambicji na pewno nie zabrakło, zabrakło jednak umiejętności, zimnej krwi i chłodnej głowy pod bramką rywali. Ale to przecież nie ich wina, starali się jak mogli i z mojej strony wielkie brawa za to zaangażowanie i wiarę do końca w zwycięstwo. Na pewno kilku zawodników zawiodło oczekiwania. Myślę, że przede wszystkim zawiedli samych siebie ale to pozostawiam do oceny im samym. Ja kibicowałem Polakom z całego serca i dziękuję za cały turniej.

Pierwszy mecz z Białorusią. Bojaźliwa gra, wyprowadzanie kontr zaledwie dwójką zawodników. Nie znam do końca założeń taktycznych, ale tu trzeba było ruszyć z impetem i wbić rywali w parkiet, dając znać o tym, jaka jest siła polskiej drużyny. A wyglądało to nieciekawie, zaledwie kilka strzałów na bramkę gości. Dużo asekuracji, gry do tyłu. Zmarnowana szansa na wejście z dużym "BUM!!!" w turniej.

Rozmawiałem po meczu z trenerem Finlandii Mico Marticem, z którym znam się od kilkunastu lat (kiedyś byłem współpracownikiem FP, dostarczałem wyniki z naszej ligi i wymieniałem się kasetami video z meczami ligi hiszpańskiej i polskiej). Nie wymyślał "kwadratowych jaj"; dostosował taktykę do umiejętności swoich zawodników. Grali prosty futsal, ale to wystarczyło na naszą drużynę. A Polska waliła głową w mur, nie mogąc znaleźć sposobu na sforsowanie zasieków. "Fortuna" sprzyjała Finom przy dwóch bramkach i to starczyło na nasz zespół. Ogromna niespodzianka, a co za tym idzie gigantyczne zadanie do wykonania w meczu z Italią.

A tak przy okazji tematu moich kontaktów z Mico, jednym z założycieli www.futsalplanet.com - jak ktoś się chce pośmiać, to tutaj ma wgląd w mój dawny profil współpracownika z FP. Nie muszę chyba dodawać, iż wiele się od tego czasu zmieniło, zwłaszcza nawyki żywieniowe ;)

Przed trzecim spotkaniem Białoruś pokonała Finów 2:0, co przedłużyło nadzieje Polaków. Dobrze weszliśmy w mecz, Kubik po odebraniu piłki popędził do przodu i pokonał Stefano Mammarellę. Nastąpiła wówczas bardzo ciekawa sytuacja - na ławce kapitan Artur Popławski mocno gestykulując pokazywał wszystkim, iż należy przede wszystkim chłodno myśleć, skoncentrować się i nie cieszyć się zbytnio objęciem prowadzenia. Krótko mówiąc po piłkarsku - "nie podpalać się". Nikt na to jednak nie zwrócił uwagi i po zaledwie 8 sekundach Włosi doprowadzili do wyrównania. Potem jeszcze "klopsy" Stefano dały nam nadzieję, ale w drugiej połowie Italia mocno przyśpieszyła i rozwiała wszelkie marzenia o awansie choćby do baraży. Jak ci Włosi pięknie celowali, można się zachwycać długo. Ale to klasa światowa, daleko nam do nich niestety...

Pozwolę sobie ocenić niektóre decyzje kadrowe, gdzie moim zdaniem szeroki sztab szkoleniowy popełnił ogromne błędy:

  • brak Rafała Franza - najskuteczniejszego zawodnika ligi i będącego w formie pivota, który regularnie występuje w Futsal Ekstraklasie, rywalizując z najlepszymi obrońcami w lidze.
  • brak Macieja Foltyna - zdecydowanie najlepszego bramkarza obecnego sezonu, mającego równą i stabilną formę.
  • brak Tomasza Kriezela - który obecnie jest w bardzo wysokiej formie i kreuje grę Red Devils w lidze - a wygraliśmy ostatnie cztery mecze z rzędu - pod pretekstem braku doświadczenia. A jednocześnie powołanie Mikołaja Zastawnika który do tej pory rozegrał zaledwie 15 meczów ligowych. Gdzie tu logika???
  • brak Pawła Budniaka, który w meczu z Finlandią pokazał przez 90 sekund więcej, niż inni przez cały mecz (3 bardzo groźne strzały). Paweł był podstawowym zawodnikiem przez 2 lata, a teraz turniej głównie przesiedział na ławce. Takich zawodników wystawia się "w ciemno"!!!
  • z powodu braku drugiego pivota (powołany jako trzeci pivot Tubacki wystąpił dopiero w ostatnim meczu) granie Danielem Krawczykiem "out of position". Czyli wystawianie "Krawca" nie na skrzydle, gdzie bryluje w klubie, a na "ścianie", gdzie nie mógł wykorzystać swoich umiejętności gry 1 na 1.

Czyli aż 5 pozycji na 9 grających (bramkarz i dwie czwórki) mogło być znacznie lepiej obsadzonych. A przecież mogłoby być jeszcze gorzej, bo Michał Kubik został w ostatniej chwili powołany z listy rezerwowej. To także daje dużo do zastanowienia - jeśli zawodnik na tydzień przed turniejem nie jest potrzebny, a potem nagle wskakuje do składu meczowego i jest w trakcie turnieju najlepszym polskim zawodnikiem. O co tu chodziło???

Nasuwa się szereg pytań. Dlaczego najlepsi zawodnicy nie są powoływani? Dlaczego wszystko stanęło na głowie, podstawowi piłkarze którzy decydowali przez te 33 sparringi o jakości kadry poszli w odstawkę tuż przed turniejem? Dlaczego nie trenowano w meczach towarzyskich gry z wycofanym bramkarzem, a potem nie potrafiliśmy rozegrać ataku w takiej formacji?

Sami widzicie jaki był efekt końcowy, jaki ogrom błędów tutaj popełniono. A kto był głównym architektem tej porażki? Podsumuję to jednym zdaniem - TOTALNA KOMPROMITACJA TEJ AUTORSKIEJ KONCEPCJI KADRY. I proszę czytać ze zrozumieniem - "koncepcji", a nie samej kadry.

Szkoda tego wszystkiego. Po prostu szkoda, bo zmarnowaliśmy doskonałą szansę, gdzie mając turniej u siebie, na dodatek z bardzo przeciętnymi rywalami (oczywiście oprócz Italii), zajęliśmy niechlubne ostatnie miejsce...


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Turniej w Krośnie już za chwilę, a nadal nic nie wiadomo, czy będzie w telewizji lub w internecie. Cała futsalowa Polska czeka na to.

Dzisiejszy felieton nie będzie zbyt długi, ale za tydzień to już w ogóle go nie będzie - piszę o tym z wyprzedzeniem. Kadra będzie w trakcie turnieju, liga na przystanku, to nie będę znowu pisać o sobie, bo umrzecie z zazdrości, jak mi się dobrze żyje na tym świecie ;)

Powołania... Na pewno niektóre kontrowersyjne. Przewodniczący Kazimierz Greń na konsultacji mówił, iż w zespole są "czarne owce" i należy je wyeliminować. W środowisku głośno jest, iż są to piłkarze którzy nie opublikowali tzw. "oświadczeń". Ile jest w tym prawdy - nie wiem. Ale jestem skłonny uwierzyć w taką teorię spiskową.

Nie będę tutaj opisywać szerzej kto nie został powołany i dlaczego, bo to by zajęło cały felieton, ale wymienię tylko jedno nazwisko - Tomasz Kriezel. Tomek od kilku meczów jest w życiowej formie, co wszyscy widzieli w meczu Red Devils - Wisła pokazywanym przez Orange Sport. W kolejnym spotkaniu z Pogonią w HPP ponownie znacząco wyróżniał się, kreując grę naszego zespołu. To nie jest przypadkowy "wybryk". To regularna wysoka forma prezentowana przez najlepszego zawodnika młodego pokolenia. Przypomnę tylko, iż Tomek był kapitanem zespołów U-19 i U-21. Oficjalnym powodem niepowołania było jego "zbyt małe doświadczenie".

Okey, rozumiem - trener ma prawo powołać zawodników, którzy wezmą ciężar gry na swoje  barki. Ale wówczas nie rozumiem powołania Mikołaja Zastawnika (nie mam nic przeciwko temu zawodnikowi, to świetny materiał na przyszłość), który w ekstraklasie zagrał dotąd 15 spotkań. Kriezel gra już SZÓSTY SEZON. Debiutował w wieku 16 lat i szturmem dostał się do każdej możliwej kadry futsalu w Polsce. Jedno powołanie przeczy drugiemu.

A w Chorzowie kręcą trenerskim fotelem obrotowym w lewo i w prawo (a tu moja dedykacja muzyczna). Był Lichota, nie było Lichoty i jest Lichota. W marcu jak w garncu. Był Mirosław Miozga trenerem, teraz podobno zawieszony. Tomasz Ulfik był trenerem bramkarzy, potem pierwszym trenerem, a teraz jest asystentem. Czyli wrzucamy do jednego kapelusza nazwiska, do drugiego funkcje klubowe i co tydzień losujemy pary od nowa. Chorzowska teletombola. Jeśli da to pozytywny efekt - to brawo dla działaczy Clearexu za danie kolejnej szansy poprzedniemu trenerowi, ale jednocześnie będzie to przyznanie się do błędu ze zwolnieniem. Poczekamy, zobaczymy...

A teraz o ćwierćfinałowych meczach Halowego Pucharu Polski. Można powiedzieć, iż wszystko poszło zgodnie z planem, wyżej sklasyfikowane zespoły uzyskały korzystniejsze rezultaty i są faworytami w rewanżach. Nie ma tu żadnego zaskoczenia, czołówka ligi bryluje także w rozgrywkach pucharowych. Nie ukrywam iż organizacyjnie jesteśmy już naprawdę wysoko, teraz chłopacy wreszcie podciągnęli wyniki sportowe do tego poziomu.

Gwiazda - Rekord (zobacz skrót). Goście kontrolowali przebieg spotkania, bardzo szybko, bo już w 1. minucie objęli prowadzenie po golu "goleadora" Rafała Franza, któremu piłkę do pustaka wystawił Jan Janovsky. W 5. minucie Dmytro Kameko popisał się fantastycznym uderzeniem z dystansu pod poprzeczkę. Na tę samą bramkę bardzo podobnym strzałem trafł Vadym Ivanov. Ta bramka kusi, aby mocno przymierzyć z daleka ;) Jeszcze przed przerwą Wojciech Działach po szybkiej kontrze dał na kontakt, ale od razu Artur Popławski odebrał piłkę i sklepał z Janovskym na 3:1. W drugiej połowie nie działo się zbyt wiele, w końcówce gole zdobywali Szymon Łuszczek i Radek Polasek cwaną podcinką.

Red Devils - Pogoń ’04 (zobacz skrót). My zagraliśmy kolejne bardzo dobre spotkanie. Zespół jest na fali i przed spotkaniem byłem pewien, że wygramy mecz z Pogonią. Atmosfera jest doskonała, wszyscy ciężko pracują na wynik sportowy. W pierwszej połowie jeszcze nie błyszczeliśmy aż tak bardzo, ale druga to był prawdziwy huragan w naszym wykonaniu. Ale po kolei...

Mecz rozpoczął się dosyć spokojnie, a ożywił się dopiero w ostatnich 5 minutach pierwszej połowy. Po wymianie piłek Charczenko - Łuciw nasz grający trener po futsalowemu z czuba otworzył wynik spotkania. Niedługo cieszyliśmy się z prowadzenia, Michał Kubik w swoim stylu złamał do środka i potężną bombą wyrównał na 1:1. Jeszcze Tubacki uchylił głowę - dobrze zrobił, bo by mu ją urwało. Jacek Burglin był zasłonięty i nic nie mógł zrobić. Tuż przed przerwą w polu karnym zawodnik gości nabił piłkę na rękę naszego obrońcy, a sędziowie odgwizdali słusznie rzut karny. Marek Bugański nie pomylił się i to rywale schodzili na przerwę z prowadzeniem.

W przerwie meczu obaj bramkarze, Jacek Burglin i Dominik Kubrak już się nie pojawili na parkiecie z powodu kontuzji. Te zmiany okazały się bardzo korzystne dla nas, bo Bondarenko bronił znakomicie, a Koszmider już nie tak dobrze. Nasz trener zdecydował się na grę z wycofanym bramkarzem, ale wyrównującego gola zdobyliśmy po odzyskaniu piłki przez Tomka Kriezela i szybkiej akcji Charczenko - Iwanow. Pogoń słabo się broniła w grze w przewadze, tak więc trener nakazał dalszą grę piątką w polu. No i kolejna akcja, Iwanow wyłożył piłkę do pustaka Łuciwowi. Goście popełniali sporo błędów, po kolejnym Kriezel przejął piłkę i poszedł sam na sam z bramkarzem i spokojnie podwyższył na 4:2. Po chwili znakomite wyjście z pressingu, podanie Koleśnika do Iwanowa, a Wadik z zimną krwią strzelił obok golkipera. To było pięć minut, które wstrząsnęły Pogonią. Na parkiecie pojawił się trener Łukasz Żebrowski, który uspokoił grę. Jeszcze Tubacki sprytnie się obrócił i zdobył trzecią bramkę, ale w końcówce po zagraniu ręką sędzia tym razem dla nas podyktował karnego. Wadik podszedł, mocnym strzałem skompletował hat-tricka. Trzy bramki różnicy to solidna zaliczka, pojedziemy do Szczecina w roli faworyta i postaramy się nie zmarnować tej zaliczki.

Solidne treningi na hali i w terenie oraz siłowni, odżywki od Marcina Żyndy i wiernego kibica Michała Lenca, ta cała ciężka praca daje efekty. A to początek drogi dla naszego klubu. Potrzebujemy jeszcze sukcesu, aby pozyskać nowych sponsorów i zbudować zespół, który będzie walczyć w przyszłym sezonie o Mistrzostwo Polski. Zapamiętajcie moje słowa.

AZS UŚ - Gatta Active. Tutaj mieliśmy prawdziwą wymianę ciosów. Po awansie Korczyńskiego na trenera i wypożyczeniu Krzyśki ten zespół nabrał charakteru i jest ciężkim rywalem do ogrania. Tym razem w bramce jednak wystąpił Mateusz Bednarczyk i myślę, że nie zawiódł. Niestety nie widziałem skrótu, śledziłem przebieg meczu na lajfach i opieram się na opisie spotkania otrzymanego od Krzyśka Nosa. W polu po przerwie pojawił się Łukasz Kuś, który otworzył wynik meczu, ale pod koniec pierwszej połowy do remisu doprowadził Daniel Krawczyk. Katowiczanie jeszcze raz zerwali się do ataku i ponownie Kuś dał im prowadzenie. W tej części meczu obaj bramkarze byli bohaterami swoich zespołów. Druga odsłona to ataki gości, Krawczyk dwukrotnie celnie przymierzył i było już 3:2 dla Gatty. Gospodarze nieco przysnęli przy trzecim golu, kiedy zduńskowolanie umiejętnie rozegrali rzut rożny. Akademicy wycofali bramkarza, ale gola wyrównującego zdobyli z PRzK na półtorej minuty przed syreną. Będący ostatnio w wysokiej formie Robert Gładczak strzelił na 3:3 i takim wynikiem zakończyło się to spotkanie.

KGHM Euromaster Chrobry - Wisła Krakbet. Tu także nie widziałem skrótu, nie było też transmisji na lajfach. Poczułem się jak na początku lat "zerowych", kiedy wyniki futsalu można znaleźć było wyłącznie na telegazecie późnym niedzielnym wieczorem. Opisu meczu nie ma ani na stronie Wisły, ani Euromastera. U gości dwa zdania, podani strzelcy i tyle. U gospodarzy info, że mecz się dopiero odbędzie. Pełna konspiracja, III wojna światowa nadciąga. Dobrze, że w ogóle kibiców na halę wpuścili.

No to ja też krótko, w drugiej połowie na jeden zero Łukasz Pieczyński, wyrównał Paweł Budniak. Potem Mateusz Niedźwiedź na dwa jeden, a z PRzK w ostatniej minucie trafił na remis Piotr Morawski. Piłkarze biegali, bramkarze bronili. Robili zmiany, trenerzy coś tam krzyczeli. Sędziowie pogwizdali, kibice poklaskali. Jedno z tysięcy spotkań, po chuj ktoś coś ma wiedzieć co tam było? Mordy w kubeł i cicho siedzieć. No i tyle o tym wydarzeniu.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Liczba tygodnia, a może i sezonu - 310. Od razu wiadomo o co chodzi. Błażej Korczyński absolutnym rekordzistą Futsal Ekstraklasy pod względem ilości strzelonych bramek. W wywiadach udzielanych przed pobiciem rekordu kurtuazyjnie mówił, że ktoś go kiedyś prześcignie. Osobiście w to wątpię, bo to już nie czasy, kiedy piłkarze strzelali po 30-40 bramek w sezonie. W futsal można grać dłużej niż na trawie, ale to i tak trzeba by zagrać 15 sezonów z regularnym trafianiem po 20 goli. Nierealne, futsal się zmienił i gra w defensywie jest już znacznie inna. To nie są czasy radosnej gry do przodu, wyników typu 10:9. Co oczywiście w żaden sposób nie umniejsza olbrzymiego sukcesu "Korka". Będzie go nam wszystkim brakować, kiedy już zakończy swoją barwną karierę. Kilka wiader medali, gdyby otworzył kwiaciarnię, to nie potrzebowałby wazonów, tyle złomu ma na półkach. Legenda, wszyscy na kolana i bić pokłony!!!

Przy okazji mamy kolejny jubileusz, to już 30-sty felieton. Jak napiszę 310 to będę dopiero zadowolony. Jak to szybko zleciało... Na koniec może wydam książkę, będziecie mieć sezon w pigułce. Szyderczo-radosny opis naszej futsalowej rzeczywistości. No dobra, może na półce obok Ernesta Hemingwaya nie będzie stać, bo w większości to nudy, ale czasem uda mi się coś ciekawego napisać. Jak dzisiaj na przykład. Jak co tydzień na przykład :)

Co kolejkę przeglądam skróty meczów, to spoko. Chłopaki giercują, akcje, obrony, temu zejdzie, tamtemu wejdzie. Ale te konferencje pomeczowe... Strasznie nudne. Kiedyś już narzekałem, ale mogę robić to w kółko. Banały, pierdołki, zwalanie winy na sędziego, krzywy parkiet, niepełnosprawne sprzątaczki. Rzadko się zdarza, że ktoś porażki bierze na klatę, no chyba, że czapa konkretna, to w eter idzie "nie dojechaliśmy na mecz". Ostatnio rzuciła mi się taka myśl Krzysztofa Stanowskiego, szefa weszlo.com, dotycząca właśnie wymówek trenersko-piłkarskich po poniesionych porażkach:

Czasami słyszę, że gdyby bramkarz przeciwny nie bronił tak dobrze i gdyby nasi zawodnicy strzelali tak skutecznie jak rywale, to wynik byłby odwrotny. Przypominam, że piłka nożna (futsal - dopisek M7) polega na tym, by ściągnąć do swojej drużyny bramkarza, który broni lepiej niż bramkarz przeciwny, oraz napastników, którzy strzelają lepiej niż napastnicy przeciwni. Wtedy powstaje lepszy zespół. Ot, cała filozofia.

Krótko, treściwie i na temat. A nie, że "przegraliśmy, bo zabrakło nam szczęścia". Szczęście to jest jak nie wdepniesz w gówno na trawniku, a nie że piłkarz trafił między słupki. No ale to jest legendarna już wymówka. Proszę zatrudnić wróżbitę Macieja, on wie, gdzie to szczęście znaleźć. Tylko terminy ma zajęte do następnej zimy, poza tym zna już spadkowiczów, to po co marnować czas i pieniądze?

Takiej ciekawej ligi nie było od lat. Siedzę w futsalu - nie licząc amatorskich czasów - już dwunasty sezon (3 Holiday, 9 Red Devils), a w ekstraklasie to już mój ósmy i nie pamiętam takiej sytuacji, żeby była aż tak bardzo wyrównana walka. Ostatni zespół może wygrać z pierwszym, a to co się dzieje w środku tabeli, to już kompletny galimatias. Nas skazywano na walkę o utrzymanie, minęły dwie kolejki, a jesteśmy o punkt od czołowej czwórki. Za chwilę znowu może być odwrotnie. Nikt nie chce spaść, wszyscy będą się bili do samego końca. Byłem przeciwny wprowadzeniu barażu, ale teraz widzę, iż dzięki temu niemal wszystkie spotkania do końca sezonu będą miały stawkę, więc nie będzie odpuszczania.

Przeanalizowałem ostatnie 10 sezonów. Po prawej macie ilość punktów zapewniającą utrzymanie w lidze, czyli zajęcie 10. miejsca w tabeli. Nie liczyłem miejsc barażowych, bo w przeciągu tych sezonów zmieniało się to wielokrotnie, od dwóch po jeden lub w ogóle.

Jak widzimy, zdobycie 20 punktów gwarantowało praktycznie utrzymanie się w lidze. Pozostało sześć kolejek i jedno zwycięstwo Katowic czy Rudy Śląskiej na pewno nie da jeszcze utrzymania. Tak więc będą emocje do ostatniej kolejki. Jeśli tytuł mistrzowski może być wcześniej rozstrzygnięty, to na dole wątpię, aby tak się stało. Gdańsk też ma nadzieje, które zostały podtrzymane przez zwycięstwo nad mistrzem Polski. To dlaczego mają tego nie powtórzyć w następnej kolejce? Wszystko jest możliwe, naprawdę wszystko. Byłem na naprawdę fajnym filmie "Disco Polo" w kinie w Trójmieście, a więc tutaj dedykuję chłopakom piosenkę Skanera. Nadzieja umiera ostatnia :) Na co dzień gustuję w trochę innej muzyce, ale to już klasyka gatunku, to dlaczego nie?

Przegląd ligowy zaczynam więc od piątkowego meczu w Gdańsku. Kto się tego spodziewał? Nikt. No może oprócz prezesa Walczaka, który cały w nerwach wbiegał do strefy technicznej. Nie dziwię się, sam pewnie bym tak samo robił, gdybyśmy grali o przeżycie. Sędziowie w protokole meczowym opisali go jako kibica, który podawał się za prezesa. No cóż, nie każdy jest taki rozpoznawalny jak ja ;) Piotrek, pisz felietony albo publikuj fotki spod prysznica UG, to będziesz sto drugim celebrytą futsalowym. Ja skromne sto pierwsze miejsce, bo Numer Raz to wiadomo że od dawna zarezerwowany. A potem długo długo nic i dopiero po stówce my biedne żuczki wraz z całym peletonem prezesów.

Wracamy do meczu, 95% światka futsalu skreśliło Akademików po porażce z Gwiazdą, a tu patrz - żyją i zapierdalają jak dzikie reksy. Niezniszczalna trójca Widzicki - Broner - Cirkowski najpierw pokonała Rekord, a potem w weekend w Przodkowie rozbiła wszystkich w pył na Mistrzostwach Pomorza Oldboys. Razem mają jakieś 150 lat, ale na parkiecie grają, jakby dopiero zaczynali kariery. Jak Uniwerek ma wszystkich zawodników do dyspozycji, to są groźni dla każdego. Rekord - jak już doszlusowali do czołówki po zwycięstwie nad Gattą, to teraz sami sobie strzelają w kolano. Zaczęło się planowo, Popławski łatwo zgubił Poźniaka i zaserwował asa w swoim stylu. Potem już nic nie było planowo. Broner przy pasywnej grze obrońców podał do Widzickiego i mieliśmy remis. W drugiej połowie zamiana ról - tym razem to Poźniak wykiwał Popławskiego i po ładnej indywidualnej akcji dał prowadzenie UG. Za chwilę prosty błąd Szymury bezlitośnie wykorzystał Pawicki. Rekord się pogubił, proste błędy, przegrane pojedynki 1 na 1. Tak nie gra Mistrz. Tak gra zespół środowiskowy. I jeszcze Karton się zrehabilitował za słaby mecz sprzed tygodnia, wbijając gwóźdź do trumny gości. Gol Kameko już nie zmienił wyniku spotkania. Gdańszczan teraz czeka absolutnie kluczowy mecz z Pogonią w Szczecinie. Jeśli tego nie wygrają, to potem trudno się będzie nawet łudzić, iż wygrają większość z pozostałych spotkań, a rywale poprzegrywają wszystko. A gościom znowu duet Wisła - Gatta odjeżdża w dal. Czy to brak Adama Krygera na ławce spowodował takie "miękkie" podejście? Ale był na trybunach, zespołem kierował Andrzej Szłapa, to chyba nie...

Uniwerek Śląski zatańczył sobie z Clearexem. Tydzień temu chorzowianie dopiero co wyszli z kryzysu, żeby znowu upaść na kolana. Naprawdę zaskakująca jest ta cała negatywna metamorfoza. Taki zasłużony klub, niby wszystko dobrze poukładane, a wyników kompletnie brak. Dobrze, że mają solidny zapas z pierwszej rundy, bo inaczej biliby się o utrzymanie. Zresztą jeszcze nic nie wiadomo, jak tam ktoś nie pierdolnie pięścią, to różnie może być. 22 punkty to wcale nie jest aż tak dużo.

Akademicy jak rok temu uciekają spod topora, dobre transfery na pewno pomagają w robieniu punktów. Krzyśka w naprawdę wysokiej formie, Korczyński jak nie przekombinuje z taktyką, to dobrze ustawia zespół, który systematycznie punktuje. Teraz sam też pomoże drużynie, bo z lekką głową dużo lepiej się gra. Otworzył wynik i pozbył się balastu, który wyraźnie mu ciążył od kilku spotkań. Clearex do 15-stej minuty całkiem nieźle grał, mieli PRzK i kilka innych sytuacji. Ale po ładnym golu Gładczaka z wolnego odpuścili sobie. Jeszcze mieli drugi PRzK, ale Krzyśka obronił i wprowadził piłkę do szybkiej kontry - 3:0 i mecz się skończył. Jak już Mirosław Miozga robi proste błędy, to czego oczekiwać po dużo mniej doświadczonych kolegach? Świetny mecz Roberta Gładczaka, który zaliczył hat-tricka.

Wisełka tylko w pierwszej połowie męczyła się z przyjezdnymi smokami. W Red Dragons po raz pierwszy wystąpił Łukasz Błaszczyk, który zastąpił będącego w rewelacyjnej formie Macieja Foltyna. Do Lucka nie można mieć pretensji, dwoił się i troił, ale po prostu nie dał rady krakowskiej nawałnicy.

Na konferencji trener Krzysztof Kusia jak zwykle powiedział jedno zdanie składające się z trzech wyrazów, a Paweł Budniak narzekał na presję, jaka wiąże się z grą w Wiśle. Cóż, kończy mu się kontrakt to jaki problem przejść do zespołu który nie gra o nic? Paweł to fajny chłopak, ale grając na Wisłę to każdy się spina podwójnie i po prostu trzeba się do tego przyzwyczaić.

A co do skrótu - naprawdę super pomysł z zamieszczeniem ponad 15-minutowej relacji video. Trzeba było już wrzucić cały mecz z rozgrzewką i zmywaniem parkietu po zakończeniu. Ja chcę obejrzeć akcje, bramki w 5-minutowej pigułce, a nie chóralne śpiewy oraz reklamę sklepiku z szalikami, który ma w ofercie kilkadziesiąt wzorów. Pomyślałem - długi skrót, to może będą powtórki bramek? Zapomnijmy, lepiej pokazywać przez minutę przybijanie piątek zawodników. I jeszcze jedna uwaga, nie można rozjaśnić tego obrazu? Bo relacja wygląda jak z solarium. Pniewy przegrały mecz po bardzo prostych błędach w obronie, stratach na własnej połowie. Wisła to nie ogórki, dostają prezenty to je biorą. Fajnie zagrał Mikołaj Zastawnik, dwie asysty, pierwsza z dużą fantazją i wizją gry.

Gatta Active - Pogoń 04. Szczecinianie wreszcie wpuścili rozsądną ilość bramek, bo wcześniej to do ich siatki trafiał nawet niewidomy żebrak spod kościoła. Rozmawiałem po meczu z Darkiem Słowińskim, który uczciwie przyznał się, że puścił babola, ale odnowiła mu się kontuzja i musiał zejść z parkietu. Na szczęście dla nich gospodarze mają niezawodny duet Krawczyk - Marciniak, który ustrzelił rywali na cztery. Taka dwójka to marzenie każdego prezesa. Ale Pogoń grała dobry mecz i grając z wycofanym mieli dwie naprawdę dobre sytuacje do wyrównania. Chyba wychodzą powoli z kryzysu. Teraz mamy ich w pucharze i jak znam życie, to będą chcieli na nas zrobić sobie nawrotkę na właściwe tory. Kiedyś muszą odpalić, bo w lidze pali się im pod nogami, a jakości w tym zespole jest naprawdę dużo.

Red Devils - Gwiazda. Wymęczone trzy punkty, ale właśnie to się liczy, a nie styl. Trzecie zwycięstwo z rzędu, zespół wskoczył na właściwe tory. Mamy praktycznie 6 pkt przewagi nad UŚ i Gwiazdą (bo bezpośrednie mecze lepsze), zyskaliśmy komfort psychiczny przed następnymi spotkaniami. Od meczu z Gdańskiem i pierwszej zmiany trenera bardzo poprawiliśmy grę w defensywie. Wiecie ile straciliśmy bramek w ostatnich 9 ligowych meczach? Zaledwie 14. To bardzo dobry wynik, najlepszy spośród wszystkich drużyn. Tylko w Katowicach strzelili nam więcej niż 2 bramki, na dodatek kiedy graliśmy z wycofanym. Oby tak dalej, a jeszcze się okaże, iż będzie to całkiem przyzwoity sezon. Jest to efekt zatrudnienia trenera od przygotowania motorycznego i solidnych treningów. Jak masz siłę biegać, to masz też siłę do powrotów i dobrej gry w defensywie.

Wracając do meczu, to mieliśmy w nim cały czas kontrolę. I powinniśmy "zabić" to dużo wcześniej. Patryk Laskowski otworzył wynik, ale potem jak minął bramkarza i mógł zrobić wszystko, to nabił piłkę na leżącego w bramce zawodnika gości. Był gol czy nie był? Nie było, bo sędzia nie odgwizdał. Trzeba walić pod ladę a nie sprawdzać czy się wturla czy nie. Ale to młody chłopak, ciągle się uczy. Robi postępy i to jest najważniejsze. Potem Sobańskiemu zabrakło nogi, kiedy dostał idealne podanie do pustaka od Wadika. Zrobiła się niepotrzebna nerwówka, na 3 sekundy przed końcem Burglin musiał ratować punkty ofiarną interwencją. Najpierw puścił szmatę, ale potem się zrehabilitował, dając nam cenne zwycięstwo. No to jedziemy dalej z tym koksem, kolejna przeszkoda Szczecin, po drodze po Wielki Wazon.

A na koniec telewizyjny mecz, czyli GAF kontra drużyna o "jak najdłuższej nazwie". Mecz zaczął się z kilkuminutowym opóźnieniem, jakieś problemy z zegarem czy coś. A teraz UWAGA!!! Teoria spiskowa prosto od ekspertów Macierewicza: zrobili to specjalnie, żeby jak najdłużej wyświetlać reklamy bez zasłaniających bandy LED piłkarzy. Cwaniaki z Gliwic ;)

Gdyby głogowianie chociaż coś strzelili z pięciu przedłużonych rzutów karnych, to byśmy mieli naprawdę emocjonującą końcówkę, ale woleli zbijać tynki ze ścian. Uderzali już chyba wszyscy z KGHM-u, do kolejnych ustawili się już kierowca busa, maser i pani, która robi bułki na drogę. Gospodarze mogli ich jeszcze sfaulować z pięćset razy, ale wtedy Euromaster by im zburzył halę. W międzyczasie dostali krótkiego na zachętę, żeby wreszcie coś strzelili, ale potem wrócili do niszczenia wnętrz.

Coś mi się wydaje, że po cichu zaplanowano akcję "bijemy rekord Guinessa w ilości rzutów karnych", a piłkarze GAF aktywnie włączyli się w promocję tego wydarzenia. W międzyczasie Marcin "kurwa ja pierdolę kurwa chuj" Waniczek dostał czerwoną kartkę. Zdziwiłbym się, gdyby ją dostał za przekleństwa, bo by musiał dostać od razu sto. Sędziowie też chcieli być głównymi aktorami widowiska, nie wyjmowali gwizdków z ust, a jak już to robili, to po to, aby dyskutować z kibicami. Kamery zachęcały do dziwnych zachowań, cyrk Monty Pythona to jest nic w porównaniu z widowiskiem, jakie nam zaserwowano w poniedziałkowy wieczór.

Anyway, jak mawiają gentlemani, to był dosyć ciekawy do oglądania mecz, najpierw jedni grali a drudzy stali, a potem odwrotnie. Mizgajski - tylko kopyto, nic więcej w tym meczu. Od kapitana się wymaga czegoś więcej, niż uderzeń siła razy gwałt. Należy pochwalić Kiełpińskiego za powrót po kontuzji, Betao był tam, gdzie być powinien. Obudził się też Diemiszew, który miał być ukraińskim seryjnym mordercą z kałasznikowem w ręce, a do tej pory strzelał z pistoletu na wodę. GAF zgłasza aspiracje medalowe, czwórka się powoli krystalizuje i odjeżdża w tabeli.

A ja wysłałem obiecanego lakierka Danielowi Lebiedzińskiemu, a nawet dwa. Ostatnia deska ratunku dla Euromastera. Wersja uniwersalna typu "ślub/mecz/pogrzeb", a i na imieninach cioci zrobi wrażenie. Model z wysokiej półki, zrobiony ze skóry węża strażackiego. Już widzę, jak będą go sobie przekazywać z rąk do rąk (a raczej z nogi na nogę) przed karniakami, jak insygnia papieskie. Tylko proszę nie wąchać :) Choć jest takie powiedzenie, że jeden lubi jak mu cyganie grają, a drugi jak mu buty śmierdzą...



Kontrowersją kolejki na pewno jest nieuznanie bramki Patryka Laskowskiego w meczu Red Devils - Gwiazda. Ale dopóki nie będzie w futsalu "goal line technology" (a nie będzie, bo nikogo na to nie stać), to takie pomyłki będą się zdarzały. W innym miejscu piszę, iż zawodnik sam jest sobie winny, bo mógł zdobyć tą bramkę na sto różnych sposobów, ale wybrał najtrudniejszy do ocenienia przez arbitrów. Drugą kontrowersją na pewno jest postawa arbitrów w meczu GAF - KGHM, gdzie tylko w drugiej połowie odgwizdali aż 11 przewinień zespołu gospodarzy. Czy wszystkie były słuszne? Trudno ocenić oglądając spotkanie w telewizji. Oceniając wzburzenie trenerów i działaczy z Gliwic (trzy odesłania na trybuny) trudno nie zgodzić się z tym, iż niektóre faule były mocno naciągane. Ale czy to sędziowie się mylili, czy głogowianie tak dobrze udawali to sam nie wiem, trzeba to na żywo oglądać.

Kącik bibliotekarski - "Arsenal - jak powstawał nowoczesny superklub". Kolejna pozycja o Premier League. A wiecie, że szefowie ligi właśnie podpisali nowy kontrakt na prawa telewizyjne ze Sky Sports i BT Sport? Na drobne PIĘĆ MILIARDÓW funtów za trzy lata transmisji. Kluby będą tapetować banknotami szatnie. Dlatego warto zapoznać się z tą książką, gdzie przedstawiono krok po kroku, jak budowano wielki klub. Fakt, że Arsenal nie zdobywa hurtem trofeów, ale zawsze jest w czołówce Premiership i regularnie grywa w Champions League.

A tu fragment recenzji doskonale obrazujący o czym jest ta książka - czyli o Arsenalu, a raczej o dziejach klubu pod wodzą Arsèna Wengera. Historia o pozytywach pracy francuskiego szkoleniowca, która trąci obiektywizmem, bo pokazuje także to, co w jego pracy najlepsze nie było. Charakterystyczne dla Wengera "è" w nazwie klubu w połączeniu z jego wizerunkiem na okładce nie pozostawia tajemnicą, że kolejne strony opisują pracę Francuza w angielskim klubie. Książka opisuje proces tworzenia superklubu, który ma nowoczesny stadion i obrót, wynoszący ponad 200 mln funtów. Jest to droga, którą Arsenal przeszedł wraz z Wengerem zaczynając od 21 mln funtów w 1996 roku. Książka ta nie ucieka jednak od negatywów i wpadek Wengera. Warto przypomnieć sobie jak wiele pracy włożył szkoleniowiec w to, by trzykrotnie sięgać po zwycięstwo w Premier League, a w sezonie 2003/04 uzyskać obok Preston North End tytuł "The Invincibles", czyli zdobyć tytuł mistrza Anglii, nie doznając w sezonie żadnej porażki.

Autorzy Alex Fynn, znany konsultant branży futbolowej, określony przez "The Sunday Times" jako "duchowny ojciec chrzestny Premier League" i Kevin Whitcher, redaktor "The Gooner", wpływowego fanzinu poświęconego Arsenalowi, wkraczają zdecydowanie dalej, aniżeli sama piłka w dosłownym jej słowa znaczeniu. "To, czego o Arsenalu nie wiedzą Alex Fynn i Kevin Whitcher, pewnie nie jest warte poznania (...). Z pewnością jednak ten tytuł opisuje wiele spraw nie poruszanych gdzie indziej" - pisze "Arsenal World". Książka posiada szeroko opisany aspekt biznesowego prowadzenia klubu, tym samym można ja polecić wszystkim tym, którzy już są w zarządach klubów piłkarskich, bądź dopiero planują w nich być. Arsenal jest przedstawiony jako firma, przedsiębiorstwo, które musi mieć osiągnięcia sportowe, ale też zachować płynność finansową, zwłaszcza podczas ogromnej inwestycji, jaką niewątpliwie była budowa nowego obiektu i przeprowadzka na Emirates Stadium. Książka" jest publikacją wspaniałej historii człowieka, który uruchomił ogromną maszynę do zarabiania pieniędzy, nie skupiając się jednak na samych finansach, a przede wszystkim na ludziach.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Subskrybuj to źródło RSS