FUT5AL HEA7EN tym razem w czwartek

Na wstępie zacznę od przeprosin za opóźnienie publikacji felietonu, teraz to moja wina. Tym razem nieco mniej o meczach, a więcej innych tematów. Zacznę może o ostatnich wydarzeniach w moim klubie. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, bo to wewnętrzne sprawy klubu, ale zespół pogrążył się w stagnacji, która się pogłębiała z każdym meczem i trzeba było zrobić radykalną zmianę, aby wstrząsnąć drużyną. Łatwiej zmienić trenera niż 12 zawodników, to stara piłkarska prawda.

Od poniedziałku cały czas spędzałem w klubie, odbyłem wiele spotkań i konsultacji. Nasi zawodnicy z meczu na mecz wyglądali coraz gorzej pod względem fizycznym i mentalnym. Zarządziłem serię badań (zakwaszenie pomeczowe, morfologia, profil żelazowy, kinaza kreatyninowa) aby poznać wszelkie szczegóły dotyczące ich organizmów. W poniedziałkowy wieczór spotkaliśmy się na zebraniu zarządu klubu i po prawie dwóch godzinach dyskusji w gronie ośmiu osób dokładnie przeanalizowaliśmy ostatnie zdarzenia, formę zespołu, sposób zarządzania drużyną, współpracę trenera ze sztabem szkoleniowym oraz samymi zawodnikami.

Wspólnie doszliśmy do wniosku, iż pewna formuła się wyczerpała i potrzeba zmiany, aby zespół osiągał lepsze rezultaty. Pożegnaliśmy Olega Zozulę, który osiągnął z zespołem najlepszy wynik w historii (vice mistrzostwo Polski w sezonie 2012/13) i ma olbrzymie zasługi dla "Czerwonych Diabłów", ale wszystko ma swój początek i swój koniec. Dobro klubu a nie jednostki jest najważniejsze, tak więc nadszedł czas aby zrobić kolejny krok do przodu.

We wtorek wraz z prezesem Jakubem Kiedrowskim udaliśmy się najpierw do ratusza miejskiego, gdzie poinformowaliśmy o naszej decyzji i powodach jej podjęcia, co spotkało się ze zrozumieniem i pełną akceptacją suwerennej decyzji zarządu. Miasto Chojnice jest głównym sponsorem klubu, tak więc zrozumiałe jest, iż w pierwszej kolejności naszą decyzję przekazaliśmy przedstawicielom rady miejskiej. Kolejna wizyta to spotkanie z Jarkiem Wróblewskim, który badał zawodników i analizował uzyskane wyniki. Szybko doszliśmy do porozumienia w temacie pracy dla Red Devils. Jarek od tego tygodnia będzie obecny na treningach i meczach naszego zespołu i objął funkcję trenera przygotowania motorycznego. Jest to kolejny element w stronę profesjonalizacji naszych poczynań, bo przyznam szczerze iż ten element u nas był trochę zaniedbany. Następnie wraz z Kubą spotkaliśmy się z trenerem Olegiem Zozulą i przekazaliśmy mu decyzję zarządu. Oleg przyjął do wiadomości, oczywiście nie był zadowolony, bo kto by był w takiej chwili, ale rozstaliśmy się w zgodzie i bez jakiejkolwiek złości.

Później odbyłem rozmowę telefoniczną z Tomaszem Aftańskim, któremu dzień wcześniej sygnalizowałem, iż być może będzie potrzebny w roli "strażaka". Tomek po konsultacji z żoną, która spodziewa się wkrótce dziecka (gratulacje!!!) wyraził chęć pomocy i zgodził się na objęcie funkcji trenera do końca pierwszej rundy rozgrywek. Na więcej niestety nie pozwalają mu obowiązki pracownicze, a szkoda. "Aftan" już po raz czwarty (właściwie piąty - nie zapominajmy o Holiday'u), a drugi w roli "ratownika" przybywa do naszego miasta. Tylko Gothard Kokott & Tadeusz Wolny w Cleareksie oraz australijskie bumerangi wracały częściej na swoje miejsce niż "Aftaneiro" do Chojnic. Liczę, że wyciągnie zespół z kryzysu i zrobi parę punktów. Zna się na robocie i ma moje pełne zaufanie, a swoją drogą to fajnie będzie go zobaczyć przy parkiecie.

W środę wreszcie miałem czas zająć się swoją firmą (prowadzę wraz z ojcem transport międzynarodowy, specjalizacja cysterny), bo dwa dni tylko sprawy klubowe zaprzątały mi głowę, a na chleb ze smalcem też muszę zarabiać. Potem trening bokserski z Kubą Mączkowskim, bo od lutego mamy indywidualne zajęcia z trenerem KS Boxing Team Chojnice Marcinem Gruchałą. Wrogów nie brakuje, to trzeba umieć się bronić ;) a boks to też świetny sposób na wyładowanie złości i złych emocji na worku. Ja to się dopiero uczę techniki i elementarza pięściarskiego, ale Kuba to prawdziwy "dzik". Nasz trener mówi, że już go można wystawiać na amatorskie gale. To przeciwnikom na parkiecie radzę uważać, bo w przypadku jakieś scysji stawiam sto milionów dolarów na "Mączka". A dodam jeszcze, iż żaden trening piłkarski nie może się równać bokserskiemu. Z koszulki to można wycisnąć wiadro wody, pot cieknie ciurkiem. Po pierwszych treningach szliśmy na posiłek do restauracji "Bazylia", która mieści się przy hali i powiem szczerze, że jedliśmy mając brodę opartą o stolik, i wsuwaliśmy jedzenie do ust, bo nikt nie miał siły podnieść rąk do góry. Niesamowicie wyczerpujące zajęcia, ale tak samo dające ogromnie dużo satysfakcji. Zresztą sami spróbujcie np. na rozgrzewkę poskakać 12 minut bez przerwy na skakance. Żałuję, iż dużo wcześniej nie zająłem się tym sportem, bo jest naprawdę fascynujący. Boksem zawodowym interesowałem się zawsze, byłem wielkim fanem Mike Tysona, Lennoxa Lewisa, Andrzeja Gołoty, Prince'a Naseema Hameda, Chrisa Eubanka ale nigdy nie przypuszczałem, iż w wieku oldboja zajmę się trenowaniem w rękawicach.

Tyle o nowej pasji, później trasa do Gdańska, bo tutaj byłem umówiony na spotkanie z Tomkiem Aftańskim, aby dograć resztę szczegółów, udało nam się dogadać dosłownie w minutę... Czwartek to wreszcie czas na napisanie tego felietonu. Uff, no teraz wiecie jak wygląda mój "filofax".

Co do meczu z AZS-em Uniwersytet Gdański, to może lepiej spuścić zasłonę miłosierdzia... Był to drugi z rzędu fatalny występ naszej drużyny. Brakowało ostatnio chemii na linii zawodnicy-trener i to było wyraźnie widać na parkiecie. Po spotkaniu ani na parkiecie, ani w szatni nie było cienia radości. Chłopacy umyli się i rozeszli do domu. Gdańszczanie przyjechali na ten mecz jak na stracenie, ale w trakcie spotkania widząc naszą nieporadność i wolne tempo gry próbowali zmienić swoje fatum. Świetne spotkanie rozegrali obaj bramkarze, Michał Kartuszyński i Władysław Bondarenko, którzy wielokrotnie popisywali się udanymi interwencjami.

"Akademicy" naprawdę mogli nas ugryźć i wywieźć punkty, zabrakło im nieco precyzji. Zwłaszcza Poźniakowi, który jest zasadniczo lewonożny. Tydzień temu pisałem, że zawsze szuka uderzenia z lewej strony, to musiał mi pokazać, że umie także z prawej - i to mu się udało w ładnym stylu, kiedy doprowadził do wyrównania akrobatycznym strzałem. Z "lewusami" jest jednak tak, że dwa razy z rzędu cud się nie zdarza, Poźniak miał na prawej nodze piłkę meczową na sekundę przed końcem i wzorowo ją zmarnował. Na szczęście dla nas.

Na fotce widać, jak trójkę piłkarzy z Gdańska nagle rozbolały "dzbanki" po zmarnowanej szansie. Gdańsk boryka się z własnymi problemami, zespół trenuje rzadko, a jeszcze rzadziej w komplecie. Trudno osiągać wyniki, jak sami piłkarze nie podchodzą poważnie do swoich obowiązków. Naprawdę szkoda mi Wojtka Pawickiego, który bardzo się zaangażował w tworzenie futsalu w Trójmieście, a musi się szarpać z brakiem profesjonalizmu u kolegów z parkietu. Wojtek wyrasta ponad przeciętność i chętnie bym go widział w moim zespole, ale jest związany emocjonalnie z drużyną UG i nie ma szans aby go wyrwać stamtąd. Trener Szymon Hartman ma naprawdę poważny problem, bo rywale uciekają i Gdańsk na dobre zakotwiczył na ostatnim miejscu w tabeli.


 A teraz pokrótce o pozostałych meczach. Ekipa KGHM Euromaster wygrywając 3:0 z Gwiazdą poczuła się już bardzo pewnie, a trzy gole przewagi w futsalu wcale nie są aż tak dużą zaliczką. Brawo dla Gwiazdy za ambitną pogoń, ale specjalista od trafień w ostatniej chwili - Pietruszko - załatwił 3 punkty dla miedziowych, do dodatek naprawdę pięknym strzałem.

Co do Cleareksu, to muszę się przyznać, iż myliłem się oceniając ich przed sezonem. Są największą niespodzianką sezonu "in plus", całkiem zasłużenie zresztą. Teraz po bardzo emocjonującym spotkaniu pokonali mistrzów z Bielska Białej i prują do przodu, nie oglądając się na nikogo. No i w tym meczu popisali się większym cwaniactwem, bezlitośnie wykorzystując błędy obrony Rekordu. Jak tak można wpuścić wolnego???

O meczu Gatta - AZS UŚ za dużo nie można napisać, bo był jednostronnym widowiskiem. W Katowicach nadal strzela Piskorz, czuję w powietrzu zapach szybkiego transferu. "Korek" z kolei zaciął się, brakuje mu trzech bramek a spluwa bez naboi. Ciekawe czy "Filip" czujnie obserwuje pogoń za jego rekordem? Gatta teraz przyjeżdża do nas, czeka nas bardzo ciężkie spotkanie. Ale mamy w klubie nową miotłę, to uporządkuje bałagan i wygramy z "rajciarzami".

Wisła Krakbet - GAF Jasna, co to był za mecz. Gliwiczanie wyraźnie lepsi w tym pojedynku, szkoda że tylko w drugiej połowie. Ale za to w pierwszej to był prawdziwy rollercoaster. Śledząc wynik na stronie FE i widząc co kilkadziesiąt sekund kolejne gole pomyślałem, że GAF przy paru bramkach straty wycofał bramkarza i dlatego tak dostaje w kufer. Nic podobnego, "Biała Gwiazda" waliła z pełnych akcji jak w bęben, opanowali się dopiero w drugiej połowie, kiedy już w przerwach gry popijali sobie szampana.

I na koniec Pniewy, gdzie gościła Pogoń. Myślałem, że "Portowcy" odbudowali się zwycięstwem nad nami i pójdą na ostro ze "Smokami", a tu zonk. Młoda ekipa trenera Frajtaga nie przestaje zaskakiwać i pogoniła "Pogoniarzy". Choć Tubacki przy wycofanym musi trafić na 2:2!!! No ale nie trafił, ale za to Mirka Grycmachera szlag trafił, jak mecz się zakończył. Największa niespodzianka? W tej rundzie na pewno, ale w drugiej taki wynik już nie będzie nikogo zaskakiwać. Regularne trenowanie futsalu, nawet przez młodych piłkarzy jakich mają Red Dragons daje efekt punktowy. To już nie czasy, że się zwołało z trawy piłkarzy i "grajta co umieta". Solidna, ciężka praca popłaca.

A na koniec parę ciekawostek:

  1. Szymon Czeczko wyszukał w necie niesamowicie efektowną prezentację podczas meczu hokeja klubu Halifax Mooseheads. Kto to widział będzie pod wrażeniem. Wyobraziłem sobie takie coś kiedyś na hali...
  2. Bardzo ciekawy wywiad z prezesem Legii Bogusławem Leśniodorskim. Pieniądze - kosmos w porównaniu do futsalu, ale sposób myślenia i wszelkie działania można przenieść w skali mikro do piłki halowej.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

SZÓSTE PRZEWINIENIE

Porażka Rekordu Bielsko-Biała oraz wygrana Czerwonych Smoków z Pogonią ’04 Szczecin to największe sensacje minionej, 8 kolejki Futsal Ekstraklasy. Po wysokiej wygranej na własnym parkiecie z GAF Jasna Gliwice, futsaliści Białej Gwiazdy samodzielnie okupują pozycje lidera.
Czytaj dalej...

SZÓSTE PRZEWINIENIE

7 kolejka Futsal Ekstraklasy została zdominowana przez zespoły, które w swoich spotkaniach uważane były za faworytów. Na czele stawki Wisła Krakbet Kraków i Rekord Bielsko-Biała liczą na wzajemne potknięcia, a Akademicy z Gdańska coraz bardziej odpływają od bezpiecznej dziewiątej pozycji.
Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiaj jubileusz, to mój 20. felieton dla www.futsal-polska.pl. Jak już kiedyś pisałem - słabo u nas z tekstami o futsalu, to jestem pewien, że nie możecie się doczekać kolejnej środy i kolejnej porcji swojej ulubionej lektury przy porannej kawie.

STOP, hola hola!!! Kuba prawie zawsze nawala (niestety praca na chleb ma pierwszeństwo, trzeba to zrozumieć), to musicie mnie czytać przy wieczornym chrapaniu żony/dziewczyny/kochanki lub to samo w wersji męskiej. Podobno w piłce gejów nie ma, ale tych do dawania d... jest wielu. Na przykład ostatnio cała moja drużyna. No ale o tym później, generalnie ten felieton będzie takim "pierdu pierdu", bo nic specjalnego się nie wydarzyło w minionym tygodniu.

Pewnie odezwą się głosy, jaki ten Synoradzki jest zadufany w sobie, tralala. "Znowu ten chujek nam bruździ, znowu się wpierdala, ma swoją drużynę to niech się kurwa nią zajmuje". W Polsce zawsze i wszędzie znajdą się malkontenci, którzy z zawodu się obrażają i są przewrażliwieni na swoim punkcie. Każdy zna chociaż jedną taką osobę, a tym bardziej w naszym futsalowym, często skłóconym środowisku. Odezwij się i skrytykuj, to bądź pewny, że dostaniesz po uszach, bo przecież robisz krzywdę ukochanemu klubowi.

Znam swoją wartość, znam polszczyznę (wiadomo, mama polonistka), znam się też na futsalu bo siedzę w tym od 12 lat (w rozgrywkach ogólnopolskich, bo w amatorskich to już 20, jak ten czas szybko zleciał...) Pisanie przychodzi mi łatwo, ale każdy felieton i tak zajmuje mi dobre 5-6 godzin, aby go przygotować. Przeglądam sporo materiałów, analizuję, no i przelanie tego wszystkiego w słowa to trochę czasu zleci przy kompie. Ale polubiłem to - tak samo jak wy. Krytyki się nie boję, zawsze wysłuchuję z cierpliwością bo nie pozjadałem wszystkich rozumów i ktoś może coś ciekawego podpowiedzieć. I cieszę się, jak moje felietony wywołują dyskusję w naszym środowisku.

W latach 90-tych wydawałem miesięcznik o Manchesterze United, który rozsyłałem po całym kraju. Ogłaszałem się w telegazecie i gazetach sportowych, stamtąd ludzie mieli do mnie namiary. Tłumaczyłem materiały z angielskich czasopism jak "Shoot", "Match", "90 Minutes", pisałem relacje ze spotkań, bo byłem szczęśliwym posiadaczem dekodera Sky Sports. Do tej pory gdzieś na strychu mam ponad 500 kaset video ze spotkaniami Man Utd i reprezentacji Anglii, począwszy od mundialu w 1990 roku. Później ligę zaczął pokazywać Canal+, a w Polsce pojawiły się materiały o lidze angielskiej, to już miałem godnych zastępców. Potem zdarzyło mi się pracować w kilku redakcjach tygodników w Chojnicach, gdzie hobbystycznie pisałem o sporcie w regionie. Teraz, po kilkunastu latach przerwy wróciłem do "dziennikarstwa", umiem ciekawie pisać to zamiast marudzić - patrzeć w dół na literki i czytać, chłonąć, myśleć :)

Znowu sobie zrobiłem weekend z futsalem, w sumie obejrzałem trzy mecze na żywo w Gdańsku i Szczecinie. Dobrze, że moja narzeczona jest wyrozumiała i pozwala mi na zwiedzanie hal. Zresztą sama lubi oglądać halówkę (i grać także, całkiem nieźle wymiata) to często ze mną wpada na mecze.

Najpierw udałem się na obiekt AZS-u, gdzie zobaczyłem mecz Akademików z Gattą Active (zobacz skrót). Tutaj niespodzianki nie było i nie mogło być. Gdańszczanie rozpoczęli fatalnie, zaspani jacyś tacy, no to Krawczyk ich obudził lufą z lewitki. Publiczność nie zdążyła pierdnąć w fotelik, a już było "Dzień dobry, Krawiec się nazywam". Nie mogli sobie z nim poradzić i wydaje mi się, że gdyby Gatta chciała wygrać wyżej, to by wygrała bez problemu. Cofnęli się i spokojnie utrzymywali przy piłce, a piłkarze UG nie mieli pomysłu co z tym zrobić.

Generalnie słabo to wygląda, Depta, który strzelał sporo goli w zeszłym sezonie zupełnie bez formy, Poźniak tylko na lewo schodzi, "Fefsiemu" czyli Friszkemutowi to piasku wyraźnie brakuje. Może na boso by mu lepiej szło? ;) W defensywie dużo dziur, a w ataku sporo chaosu i niedokładności. Hmm, to prawie tak samo, jak u nas w ostatnim meczu z Pogonią...

W każdym bądź razie tylko Wojtek Pawicki trzyma swój wysoki poziom, trochę doświadczenia wprowadziła dwójka Widzicki i Broner, ale na tym Gdańsk kończy się na dzień dzisiejszy. Na dodatek ta trójka zawaliła solidarnie po jednym golu, tak więc ciężko wygrywać, jak teoretycznie najlepsi zawodzą. A było tak pięknie w ostatnim sezonie... Liczę jednak, że się odbudują w drugiej rundzie, bo zawsze bliżej nam do Gdańska, niż do Katowic czy Rudy Śląskiej. Ozdobą spotkania był gol Marciniaka, znakomita kontrola piłki przy przyjęciu plus piękny lobik - naprawdę super. Im mniejszy piłkarz, tym lepiej sobie radzi na parkiecie, czas więc ogłosić nabór w Red Devils dla karłów i gnomów - rozejrzę się po Transylwanii, Śródziemiu i Bajdocji.

A co do sędziowania, to znowu przydarzył się arbitrom duży błąd wynikający z nieznajomości przepisów. Bramkarz UG wybijając piłkę trafił w swojego zawodnika, piłka się odbiła i ponownie trafiła do golkipera. Sędzia odgwizdał "podanie do bramkarza", a przecież takie zagranie musi być celowe, a nie przypadkowe!!! I Gatta miała pod bramką gdańszczan groźny rzut wolny. W końcówce na parkiet weszło "nazwisko" czyli Adrian Budka, ale jedynym zagraniem jakim się popisał, to była ręka, po której podyktowano rzut karny. No i powinna być za to czerwona kartka, kolejny elementarny błąd arbitrów. Ile jeszcze zobaczymy takich pomyłek sędziowskich?

A co do Budki - ściąganie "nazwisk" z trawy nie będzie promocją futsalu dopóki taki zawodnik po prostu nie będzie umiał grać na parkiecie. Nie wiem do końca, jak jest z Adrianem, to go nie będę oceniał, ale parę lat temu grałem w lidze halowej w Kaliszu i razem ze mną w drużynie grał niejaki Kaczmarek, ówcześnie piłkarz Korony Kielce. I ja, kompletny amator, byłem o wiele lepszym zawodnikiem na hali, niż ten kolega, którego tydzień wcześniej oglądałem w Canal+. Niektórzy chyba za bardzo są zafascynowani dużą piłką, a to zupełnie odmienna dyscyplina. Ściąganie piłkarza tylko dlatego, bo o nim pisała "Piłka Nożna" i "Przegląd Sportowy" i pokazano go w "kodowanym", to nie jest najlepszy pomysł na promocję futsalu.

Drugi mecz to Politechnika Gdańska - Helios Białystok (relacja z "więzienia"). Tutaj spotkałem dwójkę znajomych, drugiego trenera reprezentacji Andrzeja Biangę i szefa sędziów Przemysława Sarosieka. Z Andrzejem znamy się kupę lat, na początku XXI wieku byłem dyrektorem sportowym i kierownikiem drużyny w Chojniczance, którą prowadził właśnie Andrzej, a wiceprezesem był Bogdan Duraj. Potem przerzuciliśmy się całą trójką na halę i działaliśmy razem w Holiday’u Chojnice. Świetny kompan, naprawdę dobry warsztat trenerski i taki sam motywator. Na trawie miał trochę pecha, bo trafiał do klubów w momencie ich regresów, bo wg mnie bez problemów poradziłby sobie jako szkoleniowiec w klubach z wyższych lig na trawie. Ale teraz jest w futsalu i chętnie zobaczyłbym go w roli szkoleniowca klubu.

A z panem Przemkiem Sarosiekiem pogadaliśmy sobie na temat ostatniej fali błędów sędziowskich, która zalała polski futsal. Jedno jest pewne - będzie zrobiony porządek. Już wkrótce. Pan Sarosiek jest konkretną osobą i moim zdaniem odpowiednią na to miejsce, czas najwyższy uprzątnąć tę stajnię Augiasza. Bo od paru lat poziom sędziowania szedł w górę, a ten sezon obfituje w errory, co kolejkę pewne sytuacje mają wpływ na wyniki spotkań.

A co do samego meczu, bramkarz Heliosu w rękawicach... Dawno tego na hali nie widziałem. Ale po jego ruchach od razu widać, że to gościu z trawy. Podobnie jak inni zawodnicy z Białegostoku. Nic dziwnego, że Politechnika z dużą swobodą ograła rywali, bo górowali nad nimi futsalowym obyciem i przede wszystkim taktyką. Jeszcze w pierwszej połowie mecz był w miarę wyrównany, ale w drugiej części piłkarze PG przeważali już bezdyskusyjnie. Po ładnych, kombinacyjnych akcjach zdobyli kolejne bramki i z łatwością wygrali to spotkanie.

Zrobienie klubu futsalu nie polega na wzięciu 12 ludzi z dużego boiska i rzuceniu im piłki. Filozofia budowania zespołu polega przede wszystkim na zatrudnieniu trenera, który ma pojęcie o tym sporcie i szukaniu zawodników, którzy chcą grać tylko w futsal. Zawsze tutaj podaję przykłady Red Dragons i Politechniki, którzy od paru lat tej samej grupie młodych piłkarzy wpajają nawyki halowe przez trenerów pasjonatów Frajtaga i Janiaka. Zarzucacie mi, iż piszę pozytywnie o drużynie PG. Cóż, od samego początku ich istnienia (GKS Kominiarz Żukowo, potem Vamos) grałem przeciwko nim przez kilka sezonów w rozgrywkach II ligi Pomorskiego ZPN, prowadząc drużynę Red Devils II złożoną z juniorów i oldbojów naszego klubu. Na początku laliśmy ich w każdym meczu, ale sezon po sezonie robili duże postępy. Głównie dzięki trenerowi Michałowi Janiakowi, z którym w 2010 roku kończyliśmy kurs instruktora futsalu w Toruniu. Stopniowo grali coraz lepiej i lepiej, aż skończyło się raz na wyniku bodajże 3:11 w Gdańsku. Potem awansowali do I ligi i tutaj też nie są chłopcami do bicia, tylko od dwóch sezonów rywalizują o czołowe miejsca. Dla mnie jest przykład modelowego rozwoju drużyny, gdzie pomimo braku finansów tworzy się coś ciekawego i przede wszystkim z myślą przewodnią. Dlatego będę ich chwalił - dopóki nie będą grać źle. A co do Heliosu, żeby nie było że tylko źle o nich piszę, to daję plusa za fajny ruch marketingowy - czyli sesję fotograficzną w klubie Kontakt. Świetny pomysł, na pewno zachęci parę osób aby przyjść na halę (bo lepiej tam niż do Kontaktu). Tylko to picie szampana... Zostawcie to na tą chwilę, kiedy będziecie już grali po halowemu i walczyli o awans. Rusza tam akademia futsalu, jak wszystko pójdzie tak, jak planują, to będzie fajnie. Szczerze tego życzę.

No i na koniec weekendu pojechałem z moją drużyną do Szczecina (zobacz skrót). Pogoń w dołku, trzy mecze u siebie w ryj, pozostało nam dobić na polowaniu osłabione zwierzę. A co wyszło? "Chujoza" - to słowo najlepiej określi to, co graliśmy. Mirek Grycmacher dostał prezent na swoje urodziny, to się cieszył. Nie dziwię się, po takiej serii u siebie też bym skakał z radości.

Ogólnie to był najsłabszy mecz całej drużyny w całej rundzie, jak nie w ostatnich latach. No prawdziwy dramat, oczy bolały od samego patrzenia na takie nieudacznictwo. Dwa lata temu przegraliśmy na Cleareksie 0:10, ale wtedy lepiej graliśmy. Bo chorzowianie w pierwszej połowie oddali 6 strzałów z których wpadło 5, a potem trafiali do pustej bramki. Ale tam chociaż była chęć gry, wola walki, tylko mecz naprawdę się nie ułożył. Raz na 10 lat taki się trafi.

A w Szczecinie w pierwszej połowie oddaliśmy zaledwie dwa kulawe strzały, no jak tak można grać? No jak? Juniorzy by więcej zrobili. Pobiliśmy rekord świata w podaniach do boku i do tyłu, nikt nie miał jaj, aby spróbować wygrać pojedynek 1 na 1 i zrobić przewagę. Jak się nie chce grać, to przyjdą inni, którym będzie się chciało. Jest sporo zawodników, którzy wsiądą w samolot i w kilka godzin będą w Chojnicach. Pozostały 4 mecze do końca i dla niektórych jest to ostatnia szansa, aby udowodnić swoją przydatność. W Chojniczance (I liga na trawie) gra tylko jeden chojniczanin, to u nas też może być podobnie. Tam to daje efekty, przychodzą profesjonaliści i wykonują swoją robotę, bo wiedzą, że jeśli zawiodą, to muszą sobie szukać innego miasta do zarabiania. A u nas gwarancja pracy na lata. I może to jest ten właściwy kierunek rozwoju klubu, bo niektórzy chyba nie doceniają tego, co mają na miejscu.

O pozostałych meczach nie będę się rozpisywać, bo robi to co tydzień Szymon Śleziona w "Szóstym Przewinieniu". Krótko mówiąc, wygrali ci co mieli wygrać, ale nie zabrakło jednak kontrowersji. Zadzwonił do mnie prezes Gwiazdy Arek Grzywaczewski, który bardzo zbulwersowany opowiadał o przebiegu spotkania Clearex - Gwiazda. Tydzień temu sędziowie pomogli jego drużynie, teraz było odwrotnie. Zresztą pomeczowe wypowiedzi trenera Tomasza Klimasa (zobacz video) są jednoznacznie negatywne w temacie pracy arbitrów. Ja się nie będę wypowiadał, bo jak się nie oglądało całego spotkania, to ciężko jest ocenić przebieg po samym skrócie.

Druga sytuacja, która wzbudziła moje zainteresowanie, nastąpiła w meczu transmitowanym przez Orange Sport, czyli KGHM Euromaster versus Wisła Krakbet. Tyle ostatnio pisałem o koszulkach "lotnych" zawodników i amatorszczyźnie w tym temacie, no i co? No i pstro. Patrzę w telewizor i znowu widzę numer zrobiony z plastra. Jeszcze wyraźnie, na dokładnym zbliżeniu przez operatora kamery. Komentator także raczył zauważyć i skomentować fakt, iż Łukasz Pieczyński wystąpił z ohydnym, nierówno zrobionym numerem z plastra, jeszcze z kawałkami nitek sterczącymi na prawo i lewo. Jak Komisja Ligi nie zrobi z tym porządku, to dalej słoma z butów będzie wystawać całej lidze. Jak mamy być poważnie traktowani przez sponsorów, jak dochodzi to takich wizerunkowych "faux pas"? Klubów nie stać na wydanie 300 zł na zakup trzech koszulek dla trzech różnych zawodników wcielających się w "lotnego"? 300 zł kary, jak klub raz zapłaci, to potem już nie będzie takich sytuacji.

Jeszcze o pierwszej lidze, o aferze bębnowej i meczu Unikat Osiek - FC Toruń (zobacz skrót). Gospodarze wymyślili sobie absurdalny zakaz wnoszenia bębnów dla kibiców przyjezdnych, które na hali dodają kolorytu i kreują pozytywną atmosferę. Powstał spór, który zakończył się pozytywnie, głównie dzięki interwencji członka Komisji Futsalu pana Jarosława Gryckiewicza. Oby jak najmniej takich samobójów medialnych, bo ledwo co klub powstał, a już druga afera w mediach. Bębny ostatecznie zagrzmiały na hali, a atmosfera była gorąca na derbach województwa kujawsko-pomorskiego. Na dodatek w zespole gospodarzy wystąpiło aż czterech byłych zawodników Marwitu/FC no i trener Białek był także związany z tym zespołem. Do przerwy pachniało niespodzianką, zwłaszcza że piłkarze Unikatu mieli dwie znakomite sytuacje do objęcia prowadzenia. W drugiej połowie faworyci zagrali już na swoim poziomie i było po meczu. Zresztą FC Toruń piłkarsko i organizacyjnie przerasta tę ligę o lata świetlne. Idą na komplecie zwycięstw, my jak graliśmy w I lidze w sezonie 2009/10, to wygraliśmy ją nie ponosząc żadnej porażki (16 zwycięstw, 4 remisy). Myślę, że pobiją nasz rekord. Wydaje się, iż jedynie KS Gniezno i Politechnika Gdańsk mogą spróbować nawiązać z nimi rywalizację, ale to w pojedynczym spotkaniu, tak więc z dużą ciekawością będę oglądać ich kolejne spotkania. Prezes Marek Wiśniewski odbudowuje futsal w Toruniu, już rok temu byli faworytami rozgrywek, ale cuda nie zdarzają się dwa razy z rzędu i tym razem na 100% awansują do FE. Ja ich oczekuję z niecierpliwością, zawsze nam się dobrze z nimi grało, no i mamy trzy kroki do nich, to można godzinkę przed meczem ruszyć na pierniki :)

A na koniec parę linków dal golkiperów:

  1. trening bramkarski hiszpańskiego El Pozo Murcia, który znalazł Paweł Pstrusiński z Cleareksu Chorzów (zobacz video). Tak to robią profesjonaliści.
  2. Profesjonalne wiązanie "tejpów" przez Rafę, bramkarza El Pozo Murcia (zobacz video). Doświadczeni bramkarze w naszej lidze to już wiedzą, ale wszystkim adeptom futsalu na pewno się to przyda.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiejszy felieton będzie przebiegał pod tytułem "kontrowersje". Dużo tego ostatnio u nas, zarówno w Futsal Ekstraklasie jak i w Pierwszej Lidze...

W sobotę obejrzałem, co prawda nie na żywo, ale w internecie świetny mecz FC Toruń z Politechniką Gdańsk (zobacz skrót). Aż 13 goli, emocje do samego końca, naprawdę wysoki poziom sportowy - to było właśnie to, czego można się spodziewać się po futsalu. Kibice wyszli z hali usatysfakcjonowani, ci sprzed monitorów także.

W poprzednim tygodniu miałem okazję wpaść na trening Politechniki i wziąć udział w gierce. W sumie to nie była tylko gierka, tylko ciężki dwugodzinny trening poprowadzony przez trenera Michała Janiaka, który nie oszczędzał swoich piłkarzy. Widziałem zaangażowanie, sportową złość i wiedziałem, że nawet jeśli ten zespół przegra w Toruniu, to po ciężkiej walce. I tak właśnie było. Niemal przez całe spotkanie to gdańszczanie prowadzili i nadawali rytm meczu, ale w samej końcówce spotkania torunianie swoją konsekwencją w grze, a przede wszystkim doświadczeniem i chłodną głową zdobyli trzy punkty. Niemniej wcześniej dwie bramki samobójcze PG pomogły drużynie Klaudiusza Hirscha utrzymać kontakt z rywalami. To był dużo słabszy występ "pierników". Wydaje mi się, iż wcześniej zespoły, które miały grać z nimi, wychodziły na parkiet mocno przestraszone i ze spętanymi nogami licząc tylko na jak najniższą porażkę. A chłopaki z Gdańska pokazali, iż można nawiązać równorzędną grę z faworytami.

Drużyna PG to młodzieńcza radość z gry, szaleńcza gra do przodu, zapał i zaangażowanie - czasami zbyt mocne, przez co popełnili kilka niepotrzebnych fauli. Banda (w dobrym tego słowa znaczeniu) pasjonatów futsalu kontra odbudowujący się profesjonalizm w Toruniu. Zderzenie dwóch filozofii, starcie Dawida z Goliatem. Ale jak to w życiu przeważnie bywa, górę wzięła rutyna, niemniej gdańszczanie naprawdę pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

Jedną z kontrowersji tego spotkania był zakaz filmowania meczu przez kierownika zespołu z Gdańska. Czemu to ma służyć? Doprawdy nie wiem. Takie drobne złośliwości są naprawdę niepotrzebne i nie pomagają kreować przyjaznej atmosfery wokół piłki halowej. Tutaj minus dla działaczy z Torunia. Z ostatnich doniesień wynika jednak, iż postanowili się zrehabilitować i przesłać materiał działaczom z Gdańska. Niech będzie za to plus :)

Następna kontrowersja zaistniała w meczu Gwiazda Ruda Śląska - Red Dragons Pniewy. W sumie to nawet dwie. Pierwsza nastąpiła w chwili, kiedy goście chcieli wycofać bramkarza. Grający trener Łukasz Frajtag ubrał ciemnozieloną koszulkę typu T-shirt z numerem 10 zrobionym z plastra. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni, który tak zrobił. A trener gospodarzy Tomasz Klimas gorąco zaprotestował u arbitrów, którzy nie dopuścili Łukasza do gry. Było to wyraźnie słychać podczas transmisji, długa oracja trenera Klimasa przekonała arbitrów, aby nie dopuścili Frajtaga do gry. To pierwszy błąd arbitrów w tym spotkaniu.

Posprawdzałem tu i tam, przeczytałem dokładnie regulaminy - ta koszulka nie do końca  była prawidłowa, bo zabrakło tzw. "obrandowania", czyli logotypów ligi, sponsora ligi oraz nazwiska. Zgadzam się, iż taka koszulka jest nieprofesjonalna, ale nie można kwestionować koloru koszulki!!! Zresztą od tego jest Komisja Ligi, która potem ma prawo ukarać zespół za nieodpowiedni strój. Witalij Koleśnik zostawił koszulkę meczową w hotelu w Gliwicach i w pierwszej połowie z GAF Jasna zagrał w koszulce treningowej i zostaliśmy za to ukarani. Tutaj także powinien być wprowadzony porządek, ale to nie trener Klimas jest od decydowania czy Łukasz Frajtag może zagrać czy też nie.

Wynikła z tego gorąca dyskusja na twitterze, chyba najdłuższa w historii futsalu. Trener Tomasz Klimas uparcie twierdził, iż kolor koszulki zawodnika lotnego musi być zgodny z kolorem koszulki bramkarza. Ten przepis zmienił się już kilka lat temu i warto wchodząc do ligi zaznajomić się z takimi faktami. Gwoli ścisłości, poprzedni zapis nakazujący grę w takim samym kolorze został usunięty, tak więc można grać w dowolnym.

Parę lat temu sytuacja była jasna i klarowna, zawodnik miał obowiązek ubrać koszulkę identyczną w jakiej występuje bramkarz. My mieliśmy komplety czarne i białe dla naszych GK, to takie same zamówiłem dla Mariusza Kaźmierczaka, który wcielał się w rolę lotnego. I nie było jakichkolwiek problemów. A teraz jest samowolka, za chwilę ktoś wyskoczy na parkiet w futrze kierownika albo kufajce kierowcy.

Z kolei w meczu AZS Uniwersytet Gdański - Pogoń ’04 Szczecin zdarzył się jeszcze lepszy numer. Gospodarze wycofali bramkarza, w którego rolę wcielił się Tomasz Poźniak grający normalnie z nr 12. Ten zawodnik ubrał żółtą koszulkę bramkarską bez nazwiska z numerem 9, z którym w tym meczu występował Paweł Friszkemut. Tu kolor się zgadzał, ale numer wylosowany z teletomboli. A sędziowie zero reakcji.

Proste pytanie do arbitrów - w której sytuacji należało zareagować, a w której nie? Pretensje także powinny być skierowane do kierowników drużyn. Ta liga ma być profesjonalna, a ciągle zdarzają się takie amatorskie sytuacje. Numery z plastra, kłótnie o kolor, dowolne numery, brakuje jeszcze tylko "świata kolorowych getr" rodem z B-klasy. Krótko mówiąc "dziadostwo".

A jest jeszcze druga kontrowersja ze spotkania w Rudzie Śląskiej. Grający jako lotny Łukasz Frajtag zbiegał do boksu, jednocześnie Gwiazda ruszyła z kontrą, a Maciej Foltyn wbiegł zbyt szybko na parkiet. Parę sekund później, po skutecznej interwencji arbiter ukarał go drugą żółtą kartkę za nieprawidłową zmianę i nakazał grę w osłabieniu. Skonsultowałem tę sytuację z arbitrem sędziującym w FE. Foltyn wbiegł na parkiet jako "szósty zawodnik" nie uczestniczący w grze. Został słusznie ukarany żółtą kartką, ale drużyna NIE MOŻE być karana grą w osłabieniu!!!  A to już nie błąd, a wielbłąd (copyright Janek Tomaszewski) dwójki sędziowskiej. Ta sytuacja miała poważny wpływ na przebieg meczu i na pewno skrzywdziła pniewską drużynę.

Ciekawie także oglądało się pomeczowe wypowiedzi. Każdy z trenerów, Klimas i Frajtag uważali że ich drużyna była zdecydowanie lepsza w tym pojedynku. Który jest małym kłamczuszkiem? ;) (zobacz wywiady).

Skrytykowałem wcześniej akademickich działaczy za marazm w pozyskiwaniu sponsorów - odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. O to właśnie chodzi, obudzić się z zimowego snu i budować silne ośrodki futsalu. Brawo i duży plus. Ale za to nie dają punktów, a AZS UG przegrał kolejny mecz. Rok temu pozbawili szczecinian szansy na złoto, a teraz pudłowali na potęgę. Czy to brak regularnych treningów, czy też po prostu umiejętności? Gonda bronił dobrze, to zastąpił Burglina, za Kriezela doszli doświadczeni Widzicki i Broner. Teoretycznie więc powinno być dobrze. W tym meczu ruszyli od samego początku z wielkim impetem, stworzyli mnóstwo sytuacji, ale Pogoń spokojnie przetrzymała ten napór i skarciła gospodarzy. Tym razem szczęśliwie odbili się od dna, ale gra "Portowców" pozostawia wiele do życzenia. Coś jest nie halo z tą drużyną pomimo zwycięstwa. Obyśmy to wykorzystali w najbliższą niedzielę w Szczecinie.

No właśnie, moje Red Devils... Nie wiem o co chodzi w tym sezonie. Zawodnicy mają wszystko, stworzyliśmy naprawdę komfortowe warunki do trenowania. Gramy szósty mecz ligowy i po raz trzeci rozdajemy punkty. Mamy kilku zawodników, którzy by znaleźli miejsce w każdej drużynie, a jednak zawodzimy na całego. Przecież mamy tyle samo punktów co Red Dragons Pniewy, które grają juniorami i Gwiazda Ruda Śląska, gdzie piłkarze grają za niewielkie wynagrodzenie!!! Czyli bez pieniędzy także można zrobić drużynę, która będzie na takim samym poziomie sportowym. W meczu z Rekordem przy remisie 1:1 idziemy dwa razy 3 na 1 i nie potrafimy zakończyć tego bramką. Tu jest jak w boksie, jak nie umiesz celnie trafić to za chwilę sam dostaniesz w mordę. Mija parę chwil, no i oczywiście pod własną bramką musimy podać do przeciwnika i dać możliwość wyjścia na prowadzenie. Trener mówi, że Popławski szuka szansy na uderzenia z  prawej nogi z dystansu i żeby blokować mu takie próby strzałów, to oczywiście "Popi" strzela nam gola w taki sposób. Potem znowu jakieś odstawianie nogi, tu nie pobiegnę, tam nie zablokuję... Tak to można na podwórku grać, ale tu jak zrobisz błąd to Mistrz Polski bezlitośnie to wykorzysta. Zresztą nie tylko zespół mistrzowski, niemal każdy ciebie skarci jak tylko dasz mu na to szansę. Nie chcę umniejszać sukcesu gości, ale nie tyle Rekord wygrał ten mecz, co my go przegraliśmy na własne życzenie.

Jestem bardzo niezadowolony z postawy drużyny, ale poczekamy na koniec rundy. Ale jak tak dalej będzie to będą zmiany w zespole, jak to Dudała w kultowym filmie zapowiada. Zawsze powtarzam jedno - każdy zawodnik jest tyle wart, ile ktoś jest skłonny mu zapłacić. I jak przeszłość pokazuje, to niełatwo jest znaleźć klub, który zapewni takie warunki jakie my oferujemy.

O innych meczach napiszę pobieżnie: Gatta przegrała u siebie z GAF Jasna. Kolejny przykład, że ta liga jest bardzo wyrównana i o wyniku decyduje przede wszystkim "dyspozycja dnia". Jest niemal niemożliwe wytypowanie sześciu prawidłowych wyników z każdej kolejki. W Katowicach remis, akademicy ukradli punkty głogowianom. Asystą przy końcowym golu Słoniny popisał się kolejny człowiek z numerem zrobionym z plastra lekarskiego. Stara moda wróciła na dobre, czekam jeszcze na plastrony z wielką dziurą na plecach. W poniedziałek Wisła przejechała krakowskim walcem po Cleareksie. Przewaga była bezdyskusyjna, a demolka konkretna. Beton kontra okna z plastiku, tu zwycięzca mógł być tylko jeden. Czołówka ligi się powoli krystalizuje, trzy teoretycznie najsilniejsze zespoły już są na swoich miejscach. I nie zdziwiłbym się w ogóle, gdyby ta liga właśnie w takiej kolejności by się zakończyła.

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Subskrybuj to źródło RSS