SZÓSTE PRZEWINIENIE
- Napisał Szymon Śleziona
- Zobacz komentarze
W niedzielę najpierw zajrzałem najpierw na halę Politechniki Gdańskiej, gdzie obejrzałem zacięty pojedynek gospodarzy z Constract Lubawa (zobacz skrót). Mecz zakończył się podziałem punktów po remisie 3:3, co wydaje się sprawiedliwym wynikiem. Spodziewałem się jednak ciut wyższego poziomu sportowego, widziałem wcześniej obie drużyny i obie zagrały poniżej swoich możliwości. Dominowała walka, a sędziowie dopuścili do czasami zbyt ostrej gry. Generalnie drużyna Michała Janiaka była zdecydowanym faworytem i pod względem umiejętności indywidualnych miała na pewno lepszy zespół, ale piłkarze Dawida Grubalskiego przeciwstawili się agresywną grą i wolą walki. Być może to zaskoczyło gospodarzy, bo zwłaszcza na drugą połowę wyszli mocno zaspani i dostali dwie bramki, po których musieli gonić wynik. A jeszcze Dawid Dąbrowski z Costractu z dwóch metrów nie trafił w piłkę, co by mogło dobić piłkarzy PG. W końcówce grający prezes Piotrek Wardowski miał dwie szanse, ale w obu minimalnie przestrzelił po długim słupku. A przypadałby się piękna podcinka zamiast strzału na siłę. Wygodnie się komentuje z boku, no nie? ;) A tak kolejna strata punktów u siebie oddala gdańszczan od FC Toruń. A jeszcze do walki o barażowe miejsce włącza się KS Gniezno i o ewentualny awans będzie naprawdę ciężko. Na koniec minus dla gospodarzy za jakość skrótu video - drżący obraz, opóźnienie kamery idącej za akcji... Kręcenie meczów "z ręki" to było dobre w latach 90-tych, teraz czas na profesjonalizm. Natychmiast się poprawić :)
A teraz o kadrze, bo prosto z Gdańska pojechałem do Kwidzyna na drugie spotkanie Turnieju Czterech Narodów, czyli mecz Polski z Grecją. Dobrze, że w reprezentacji obecnie grają najlepsi futsalowcy, bo w przeszłości bywało, iż powoływani zawodnicy wykręcali się z obowiązku pod pretekstem pracy zawodowej lub po prostu działacze klubowi nie puszczali piłkarzy na zgrupowanie, obawiając się ewentualnych kontuzji. Teraz jest pod tym względem "normalnie" i trenerska para Andrzejów: Bucciol i Bianga ma pełen komfort selekcji.
Zaskakujące jest dla mnie powoływanie Krystiana Antczaka, choć też rozumiem iż chcemy zachęcić go do gry na hali. Jest to naprawdę ciekawy zawodnik. Po raz pierwszy zauważyłem go ponad roku temu, kiedy drużyna Red Devils U-20 rywalizowała w eliminacjach MMP z CityZen Poznań, w którym grał Krystian. Zainteresował mnie ten zawodnik i skontaktowałem się z jego trenerem, Bartoszem Bochińskim, byłym asystentem Klaudiusza Hirscha w Akademii FC Pniewy. Bartek odesłał mnie do managera zawodnika, Rafała Budzisza. Ten menago poinformował mnie, iż Krystian z futsalem nie wiąże żadnej przyszłości i jakiekolwiek propozycje z klubów piłki halowych ich nie interesują. Antczak miał propozycje testów w klubach zagranicznych (trawiastych) i tam miał szukać swojej szansy. Jeśli tak nadal jest, to jaki sens ma powoływanie zawodnika do reprezentacji, jak za chwilę jego nowy klub zakaże mu występów w kadrze? Jedynym rozsądnym tłumaczeniem jest to, że ma to być forma zachęty dla tego zawodnika.
Kto mnie zna albo czyta to doskonale wie, że dla mnie futsal jest sportem nr 1. Dlatego też z niechęcią patrzę na zawodników trawiastych, bo mało kto z nich się sprawdza w piłce halowej, która jest artyzmem w porównaniu z topornością piłki jedenastoosobowej. Oczywiście mówię tu o edycji krajowej, bo wiadomo że Manchestery, Madryty i Barcelony to inna półka. A dlaczego inna półka? Bo Falcao, Ronaldo i Messi zaczynali od futsalu, bo nie mieli zakazu halówki od swoich piłkarskich trenerów, jak to zwykle w Polsce bywa. Oby Antczak się rozczarował trawą, a postawił na futsal, bo tutaj może być prawdziwą gwiazdą, a tam będzie tylko jednym z wielu tysięcy wyrobników.
Tutaj niestety kluby futsalowe przegrywają z trawiastymi, bo tam są dużo większe pieniądze. Zwłaszcza dla managera, który steruje karierą nastolatka. Antczak mógłby w futsalu zrobić duża karierę. Ale to jest jego wybór. Patrząc jednak na naszą dyscyplinę powoływanie takich zawodników na dłuższą metę mija się z celem, bo i tak go stracimy, a blokuje miejsce zawodnikowi, którzy gra i wiąże przyszłość z futsalem.
Mecz z Grecją wygrany 6:1 (zobacz skrót) oglądałem w towarzystwie trenerów: odpowiednio pierwszą połowę z Dawidem Grubalskim z Contractu, a drugą część z Marcinem Stanisławskim z Gatty Active Zduńska Wola i Michałem Szymańskim, prezesem beachsoccerowego KP Łódź. Oczywiście cieszyliśmy się z efektownych zwycięstw, ale graliśmy mecze z zespołami, z którymi prowadziliśmy grę. A z Włochami i Białorusią w eliminacjach ME tak już nie będzie. Przydaliby się po prostu silniejsi sparingpartnerzy, bo Grecja to teraz cień zespołu, który wygrał z Polską półtora roku temu. No i ci greccy bramkarze, każdy z wyraźną nadwagą. W latach 90-tych w kadrze Włoch bronił bramkarz mający ponad 100 kg - Andrea powinien go znać. Dowiedziałem się, iż podobno w miejsce Grecji i Walii miały grać reprezentacje Gwatemali i Egiptu, ale podkupili ich Kuwejtczycy, którzy zorganizowali Futsal Continental Cup. No co zrobić, przynajmniej nasi sobie postrzelali jak do kaczek ;)
Z kolei mecz ze Słowenią pokazał, iż ta kadra notuje progres. Podobał mi się ten występ, któremu przyglądałem się wraz z chłopakami z Red Devils oraz trenerami Olegiem Zozulya i Krzyśkiem Juśko z UKS Morze Stegna. Rok temu w Bydgoszczy padł raczej przypadkowy remis 2:2, ale potem w Świeciu Słoweńcy dali nam lekcję 1:5 (zobacz skrót). Tym razem nasi rywale nie mieli tak łatwo, Polacy zagrali naprawdę dobre spotkanie, tocząc wyrównany pojedynek z wyżej notowanym rywalem (zobacz skrót).
Słoweńcy to klasowy zespół z brylującymi na parkiecie Igorem Osredkarem (nr 7) i Alenem Feticiem (nr 10). Grali fajny, dynamiczny futsal opierający się na szybkim rozegraniu ze skrzydeł i świetnej grze kombinacyjnej, dużo było też zagrań z pierwszej piłki. Polacy z kolei grali na dwójkę pivotów, Mikołajewicza i Kiełpińskiego, choć dwie bramki padły po dynamicznych wejściach skrzydłowego Michała Kubika. Szkoda dwóch szans Mikołajewicza, na początku spotkania i w drugiej połowie, bo można było się pokusić o zwycięski remis. Ale nie ma co narzekać, po tym spotkaniu jestem pełen optymizmu, to naprawdę idzie w dobrą stronę.
Tak jak pisałem wielokrotnie, bez sukcesów reprezentacji, bez awansu do Mistrzostw Europy, bez pokazywania tych meczów w Eurosporcie futsalu nikt nie zauważy. Jesteśmy sportową niszą i tylko kadra może nas z tej dziury wyciągnąć. ALL HANDS ON THE DECK, czyli "wszystkie ręce (nogi) na pokład" i zapierdalamy!!!
A na koniec przebitki z Futsal Continental Cup (zobacz terminarz) który odbył się w minionym tygodniu w Kuwejcie. W pierwszym półfinale spotkali się odwieczni rywale, czyli Brazylia i Argentyna. Tym razem górą byli Argentyńczycy, którzy zwyciężyli 4:1. (skrót meczu) Ozdobą spotkania była druga bramka dla Argentyny zdobyta piękną lobującą podcinką. W drugim półfinale Czesi pokonali faworyzowanych Włochów po rzutach karnych 3:2, w normalnym czasie gry było 1:1, to spora niespodzianka (zobacz skrót).
Finał pomimo wysokiego wyniku 6:2 dla Argentyny wcale nie był takim jednostronnym widowiskiem. Jan Janovsky z kolegami postawili wysoko poprzeczkę rywalom, jednak nie dali rady Latynosom, którzy święcili ostateczny triumf. (zobacz skrót)
A teraz dwie sytuacje z tego turnieju, najpierw gol Yukiego Muroty z Japonii w meczu z Gwatemalą (zobacz). Palce lizać. Falcao Style!!! Druga to wspaniała obrona czeskiego bramkarza Libora Gerčáka (zobacz). Szkoda, że Polska nie bierze udziału w tego typu turniejach... No ale po awansie do Mistrzostw Europy i zdobyciu medalu to pierwsze maile będą przychodzić do Warszawy :)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
Dzisiaj napiszę o sponsoringu w klubach Futsal Ekstraklasy, jak to wygląda z zewnątrz bo kluby raczej nie ujawniają swoich budżetów. Generalnie mamy cztery kategorie finansowania klubów:
A - tutaj, zwłaszcza w przypadku dwóch czołowych zespołów ligi, czyli Rekordu i Wisły starcza na "wszystko". Bogate budżety, profesjonalne podejście, wszystko doskonale zorganizowane.
Wisła Krakbet Kraków - na koszulkach mamy wyłącznie reklamę sponsora tytularnego - Krakbet. Jedynym partnerem jest firma YesSport, która dostarcza sprzęt sportowy. No ale kieszeń prezesa Wawro jest naprawdę głęboka, tak więc tutaj nikt nie musi się martwić czy uda się zamknąć budżet. Stać ich na wszystko, praktycznie wszyscy zawodnicy utrzymują się z gry w futsal.
Rekord Bielsko Biała - na koszulkach figuruje tylko reklama właściciela klubu i sponsora głównego, czyli firmy Rekord Janusza Szymury. Klub posiada sponsora technicznego - Pumę oraz kilku partnerów, którzy pomagają w finansowaniu klubu. Jako nieliczni mają własną halę plus boiska trawiaste oraz ze sztuczną nawierzchnią. Modelowy przykład rozwoju klubu, choć część zawodników pracuje zawodowo poza futsalem.
Gatta Active to także duma prężnego sponsora, który energicznie rozbudowuje sieć sprzedaży. Piłkarze mają godne uposażenia, klub także stać na pozostałe koszty utrzymania klubu. Na koszulkach od tego sezonu można zauważyć logotypy kilku partnerów klubu, którzy pomagają finansowo, tak więc dobra sytuacja materialna zmienia się jeszcze bardziej na plus.
Z kolei Clearex lata świetności i wielkich budżetów ma za sobą, ale jest stabilny finansowo. I trwa - co jest obecnie najważniejsze w polskim futsalu. Prezes Zdzisław Wolny pomimo odsunięcia się na boczny tor już parę lat temu nadal finansuje zespół, który jest wizytówką jego firmy. Na koszulkach figuruje wyłącznie nazwa Clearex, podobnie jest na stronie internetowej. Kiedyś było tutaj bardziej "bogato", ostatnie lata to cięcie kosztów i np. podróże w dzień meczu bez noclegów w hotelach.
B - prym wiedzie Pogoń ’04 Szczecin. Tutaj ponad 50% budżetu to dotacja miejska. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze - koszulka meczowa to słup ogłoszeniowy, oklejona dookoła, podobnie jak spodenki. Wydawać by się mogło, iż firmy chętnie się garną do sponsoringu, ale tego zawsze jest za mało, zwłaszcza kiedy brakuje sponsora tytularnego. Przeglądając stronę internetową widać, iż jest sporo firm, które dokładają do tego interesu swoją cegiełkę. Czołowi zawodnicy mają (jeszcze) spore kontrakty, które pozwalają na utrzymanie się z gry w futsal. Ale jest też druga strona medalu, kryzys gospodarczy i konkurencja innych klubów w Szczecinie spowodowała, iż budżet został mocno ograniczony. Dlatego też odeszło kilku doświadczonych zawodników, a finanse nie pozwoliły na ich zastąpienie klasowymi piłkarzami. Ten sezon będzie naprawdę trudny dla Pogoni.
Red Devils Chojnice - urząd miejski dofinansowuje klub w formie dotacji na stypendia sportowe, jest to ok. 70% budżetu klubu. To gwarantuje pełną wypłacalność i terminowość kontraktów zawodników. Mamy partnera technicznego, firmę Hummel z którą właśnie przedłużyliśmy umowę o kolejne trzy lata. Klub posiada także sporo sponsorów (na koszulkach przybywa firm o statusie złotego partnera). Wkrótce ruszy też nowa strona internetowa, gdzie dział sponsorski będzie dużo bardziej rozbudowany. Generalnie finansowo wyglądamy całkiem nieźle, w tym sezonie są już pieniądze na noclegi przed meczami, bo do tej pory jeździliśmy wszędzie w dzień spotkania. Kilku zawodników pracuje w firmach sponsorów klubu, tak więc nie ma problemu ze zwolnieniami na spotkania ligowe. Pozostała część piłkarzy (głównie obcokrajowcy i studenci) utrzymuje się z gry w futsal. Klub wynajmuje też trzy mieszkania dla zawodników. Wiele usług otrzymujemy barterowo, m.in. kompleksową opiekę medyczną w nowoczesnej prywatnej klinice w Krojantach i firmie Orsmed oraz odnowę biologiczną i odżywki sportowe. Halę na treningi i mecze także mamy opłaconą przez urząd miejski. Niemniej ciężko jest znajdować pieniądze w stosunkowo małym mieście (40 tysięcy mieszkańców) gdzie prym wiedzie pierwszoligowa Chojniczanka, która zabiera gros pieniędzy przeznaczonego przez lokalne firmy na sponsoring sportowy. Dlatego też obecnie kadra liczy zaledwie 12 zawodników, bo na tylu nas stać.
Red Dragons Pniewy - klub z chyba najmniejszym budżetem w lidze, złożony w 90% z dotacji urzędu miejskiego. Mała mieścina, pieniędzmi od niewielkiego grona sponsorów trzeba się dzielić z innymi klubami sportowymi. Na koszulkach wiele reklam, ale to nie przekłada się na wielkie pieniądze. Młody zespół i młodzi działacze muszą sobie jakoś radzić i obecnie sportowo na pewno dużo lepiej im idzie aniżeli finansowo. Ale przy kolejnych sukcesach można pokusić się o wskoczenie na same czoło kolejki petentów do burmistrza o zwiększenie dotacji.
C to kluby uniwersyteckie. AZS UG jest finansowany w 95% przez uczelnię, pozostałe 5% to skromna dotacja z gdańskiego urzędu miejskiego. Stypendia nie są duże, ale piłkarze grają także na trawie i tam zarabiają dodatkowe pieniądze. Niestety odbija się to na poziomie sportowym. Sponsorów na koszulkach brak, podobnie jak na stronie internetowej, jednak nie ma problemu z pieniędzmi na podstawowe koszty jak autobusy czy też hotele. Na ściance reklamowej widnieją wyłącznie logotypy sponsorów medialnych. Tutaj, tak jak pisałem tydzień temu, praca działaczy wygląda mizernie. No ale od zera można zrobić największe postępy.
Podobnie to wygląda w przypadku Uniwersytetu Śląskiego. Na koszulkach brak reklam, na stronie internetowej sponsorów także brak. Klub finansowany przez uczelnię oraz po trosze przez miasto Katowice. Nie ma pieniędzy na szaleństwa kontraktowe, ale na koszty uczestnictwa w Futsal Ekstraklasie pieniędzy nie brakuje.
D to: GAF Jasna Gliwice i Gwiazda Ruda Śląska oraz KGHM Euromaster Chrobry Głogów, który jest rodzynkiem w tym całym futsalowym torcie. To jeden z dwóch klubów, który pozyskał sponsora tytularnego (podobno kwota oscyluje w granicach 300.000 zł). Jednak to nie jest kasa na wzmocnienia, a na koszty funkcjonowania. Bez tego sponsoringu nie wiadomo, czy klub z Głogowa w ogóle by wystartował w rozgrywkach.
Gwiazda dysponuje małym budżetem, jednym z najmniejszych. Finanse opierają się na szeregu mniejszych sponsorów, widać to także na koszulkach meczowych. Od miasta otrzymuje tylko halę, a kiedyś mieli nawet stypendia. Po spadku obiecano im, iż zostanie wznowiona pomoc finansowa, ale pani prezydent jakoś o tej obietnicy zapomniała. A piłkarze zrobili swoje - wrócili w ładnym stylu do Futsal Ekstraklasy. Nieładnie, pani prezydent, oj nieładnie tak nie dotrzymywać słowa...
GAF Jasna Gliwice - finansowanie zespołu oparte jest obecnie na trzech filarach czyli: miasto Gliwice 40%, sponsor strategiczny będący właścicielem hali 35%, sponsorzy i partnerzy to pozostałe 25%. Aby stół stał stabilnie potrzebne są cztery nogi i w niedalekiej przyszłości ma dojść do tego ta "czwarta noga" celem pełnej stabilizacji finansowej, a ma a ma nią być drugi sponsor strategiczny, co oczywiście ma spowodować podniesienie całorocznego budżetu, bo ten obecny klasyfikuje klub w dolnej części tabeli budżetów klubów Ekstraklasy Futsalu.
A teraz coś o marketingu - Politechnika Gdańska przedstawiła najfajniejszy plakat meczowy jaki do tej pory widziałem. Naprawdę świetna robota - moje gratulacje! Działacze Politechniki pomimo skromnego budżetu naprawdę ciężko pracują nad wizerunkiem. Już sesja fotograficzna była bardzo efektowna - najbardziej mi się podoba ostatnie zdjęcie. Mało jaki klub przygotowuje takie materiały, a jest to naprawdę efektowna prezentacja całej drużyny. Zespoły z niższych lig naprawdę zaczynają dbać o marketing i public relations, wielkie brawa dla nich!!!
Krótko o lidze - niespodzianek ciąg dalszy. Pniewy zlekceważone przez krakusów pokazały jak można być "underdog" i dały faworytowi lekcję futsalu. Mają "jaja" - oby takie same miał trener Frajtag ;) który nieszczęśliwie nadział się na słupek przy czwartym golu. Szybkiego powrotu do zdrowia Łukasz!!! Piękna atmosfera, jak za najlepszych czasów Akademii. Ale o niej już nikt nie pamięta, teraz rządzą Smoki!!! Smaczku dodaje kontrowersja przy nieuznanym golu Budniaka, ale o tym szerzej na końcu felietonu. Wiślacy nie byli skorzy do rozmów po spotkaniu, chyba mieli świadomość jak bardzo zawalili ten mecz. "Wkurw" musiał być ogromny w powrotnym autokarze.
Clearex na fali, idzie za ciosem. Ma dobry kalendarz, punktuje rywali i zasłużenie jest liderem. Niespodziewanym, ale może to będzie rok, który da im aureolę. Nowe logo, nowy trener, nowa miotła - i są efekty. Wojtyna w formie, Pstrusiński w formie, ale defensywa Katowic znowu bardzo słabo. Oj, tutaj będzie ciężko coś Witkowi Zającowi i Krzyśkowi Nosowi wymyślić.
Rekord rozbił Uniwersytet Gdański. Franz strzela jak z automatu. Akademicy po raz kolejny zdobywają pierwszą bramkę, czym tylko rozeźlili rywali, którzy następnie walili w nich jak w bęben. No dobra, tego można było się spodziewać, bo Rekordziści u siebie to niejednego już rozstrzelali, ale widać, iż gdańszczanie mają spory problem. Z grą w defensywie, bo to "szwajcarski ser", no i w ataku, bo śmiało mogli w tym meczu zdobyć co najmniej trzy gole więcej. Takie setki pudłowali, że głowa mała. No i Michał Kartuszyński lekko mówiąc nie pomógł, za to jego zmiennik Marek Gonda zagrał fantastycznie. A w następnej kolejce czekają ich "Derby Północy", a raczej "Derby Desperatów" z Pogonią. Razem po 5 kolejkach mają 50 goli w bagażniku. Sporo, sporo.
Pogoniarze tradycyjnie już w "Arena Szczecin" dostali łomot - serię pięciu sierpowych od Gatty. Trzy mecze, trzy razy w ryj. Nie czują tej hali, grają jak na wyjeździe. Podobno tylko trzy razy na niej trenowali, to czemu się dziwić. Ale ten mecz mógł się podobać, szybkie akcje, mecz przez długi czas na styku. "Krawiec" w wielkiej formie, oby także w kadrze. Kiedyś był o krok od gry w Red Devils, Wiktor Napióra demontował Hurtap i prowadziliśmy rozmowy na temat gry w Chojnicach. Szkoda że wtedy nie udało się dograć spraw do końca, bo to super grajek i każdy chciałby mieć Daniela w swojej drużynie.
KGHM Euromaster z GAF Jasna - tu także wymiana ciosów, ale to gliwiczanie gonili wynik, tym razem skutecznie. Dużo błędów w obronie z obu stron. Głogowianie raz na wozie a raz pod, z nami wycofali i dogonili z 2:4 na 4:4 w ostatnich minutach, a teraz roztrwonili dwubramkowe prowadzenie w samej końcówce spotkania. Podział punktów wydaje się sprawiedliwym wynikiem. GAF jak na razie zawodzi, z takim składem powinien notować lepsze wyniki.
A my nareszcie pokonaliśmy Gwiazdę na wyjeździe. To było nasze "hoodoo", jeden z ostatnich parkietów na którym nigdy do tej pory nie wygraliśmy. Chyba rozklekotany parkiet nam przeszkadzał. A teraz po szlifierce poszło gładko, choć w końcówce prawie zdechliśmy z braku sił. Mączkowski kontuzja, Jączkowski wyjazd służbowy za granicę, mieliśmy tylko 10 do gry, w tym trzech z lekkimi kontuzjami musiało grać. Ale mamy Burdela w bramce i Wadika z ukraińskim celownikiem rosyjskiego karabinu snajperskiego Dragunow, to musiało się wreszcie udać. Teraz przerwa, jakże nam potrzebna na zebranie nowych sił.
A na koniec dwie kontrowersje. Najpierw mecz sprzed dwóch tygodni GAF Jasna Gliwice - Red Devils Chojnice i czwarty gol dla gospodarzy po strzale PO syrenie kończącej mecz. A co by było gdyby ta bramka decydowała o końcowym wyniku? Już sobie wyobrażam tą awanturę... A teraz spotkanie Red Dragons Pniewy - Wisła Krakbet Kraków i nieuznana bramka Pawła Budniaka. Zapis dźwiękowy podobno nie jest dokładny (dźwięk jest nagrywany z opóźnieniem). Sędziowie w momencie strzału odgwizdali wcześniejszy faul na Budniaku, który strzelił gola dającego remis 2:2. A można było "puścić" akcję i później odgwizdać przewinienie. Obu kontrowersyjnych sytuacji można by uniknąć, będąc bardziej skoncentrowanym na przebiegu spotkania. Nowy szef arbitrów Przemysław Sarosiek ma na dzień dobry twardy orzech do zgryzienia...
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)