Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Piszę nieco opóźniony tym razem felieton, ale pobyt w bieszczadzkim Arłamowie, gdzie między innymi przebywała nasza kadra U-21 piłki trawiastej, przygotowująca się do polskich mistrzostw Europy, nadwyrężył poczucie czasu. Piękne krajobrazy, przecudny, niemal kompletny ośrodek dla przygotowań sportowych, wiele ciekawych osobistości – mam nadzieję – wytłumaczą opóźnienie. Wyznaje zasadę, że aby poznać kwitnące wiśnie nie trzeba jechać do Japonii, wystarczy do Łącka. Tak samo jest z dobrymi ośrodkami dla sportu. Po co wybierać się w Alpy, gdy pod bokiem jest Arłamów oraz Bieszczady.

Właściciela arłamowskich włości poznałem jeszcze w poprzednim wieku. Lubi sport, piłkę. Wie czego chce w życiu oraz biznesie. Pokochał Bieszczady i zainwestował w to bieszczadzkie cudeńko, jakim jest niewątpliwie Arłamów. Reprezentacja Nawałki szlifowała tam formę przed francuskim EURO i przyniosło to korzyści. Zobaczymy jak teraz poradzi sobie młodzież Dorny na polskim EURO – 21. W każdym razie – jak nieoficjalnie wywiedziałem się – trener Nawałka w razie zakwalifikowania się do finałów rosyjskich mistrzostw świata ponownie postawi na zgrupowanie w Arłamowie. Miejsce to nadaje się jak najbardziej na dłuższe zgrupowania i przynosi szczęście. Do krótszych jest pewnie za daleko. A może spróbowałby futsal. Funkcjonalna hala na miejscu jest jak najbardziej.
Będąc w Bieszczadach śledziłem na bieżąco wyniki mistrzostw Europy szóstek piłkarskich, które odbywają się czeskim Brnie. Podczas konferencji prasowej przed wyjazdem do Brna trener naszej kadry Klaudiusz Hirsch mówił wiele pomysłach na grę zaczerpniętych dla szóstek z futsalu. Pomysłach, które w wykonaniu Polaków sprawdziły się i które „podkupiła” Europa. Tylko pogratulować. Podczas rzeczonej konferencji w Warszawie spoglądając na polską kadrę zauważyłem w niej  futsalistów, jak choćby Elsner, Och, Citko. W Brnie Polacy dotarli do ćwierćfinału, gdzie po heroicznej walce ulegli Węgrom dopiero w rzutach karnych. Całkiem dobrze. Być w najlepszej ósemce Europy – marzenie polskiego futsalu. Oby taki wynik zrobiła reprezentacja trenerów Biangi oraz Korczyńskiego – pomyślałem sobie, wzdychając.

Patrząc z arłamowskich wyżyn na polski futsal zastanawiałem się dlaczego w jest w nim mało kobiet – działaczek. Dlaczego mężczyźni zdominowali ten atrakcyjny sport. Co prawda, istnieje futsal kobiecy i reprezentacje Polski kobiet, ale też główne role grają w nim mężczyźni. Najbardziej pewnie reprezentatywną część mają kobiety w sędziowskim futsalu. Osobiście na szybko przypominam sobie w gronie działaczek futsalowych panią Irenę z Chorzowa, panią Ewę z Gliwic oraz panią Anię z Bielska Białej. Sądzę, że jest pań więcej, ale niejednokrotnie pozostają w cieniu. A więc do boju, futsalowego boju – Drogie Panie. Czas upiększyć futsal.
Okres wakacyjny żywi się w futsalowym świecie głównie transferami. Felieton nie jest oczywiście miejscem do opisywania zmian barw klubowych, ale czasami warto zatrzymać się nad wypowiedziami zawodników o transferach. O ich filozofii transferowej, która zapewne jest bliska też tej życiowej. Podejrzewam, że każdy futsalista ma swoje Kilimandżaro, na które chciałby się wspiąć. I chwała za to, bo rywalizacja jest nieodłącznym motorem sukcesu. Jeden z reprezentacyjnych futsalistów zdecydował się na przejście z ekstraklasy do I ligi. Przy okazji stwierdził, że dla niego, jako człowieka z ambicjami, będzie to krok naprzód, bo nowy klub powalczy o Futsal Ekstraklasę.

Zawsze wydawało mi się, iż ambicje najlepiej rywalizować w  gronie najlepszych. Być może myliłem się. W każdym razie życzę powodzenia. Na kanwie tej wypowiedzi zastanowiłem się, co może oznaczać tak często używane określenie-klucz „krok naprzód”. Naukowo może to być między innymi ewolucja, postęp, rozwój, wzrost, zmiana na lepsze, wyższy stopień. I wcale nie musi to być powiązane stricte sportowo. W grę mogą wchodzić choćby finanse, byt, lepszy trener, lepsza atmosfera, zaplecze, etcetera, etcetera. Dlatego ocenność wartości sportowej takich kroków następuje dopiero po sezonie. I tego trzymajmy się.

Jakby niezauważona przeszła przez środowisko decyzja władz związkowych o statusie zawodników futsalu. Zarząd PZPN podczas swojego majowego posiedzenia poprawił chromą swoją uchwałę z czerwca 2013 rok. Była ona nieco jednostronna ze wskazaniem na futsal. Teraz jest sprawiedliwie, równo dla trawiastej oraz futsalu. Prawnie oraz regulaminowo czytelna. Widać rękę przewodniczącego Kaźmierczaka jako specjalisty od regulaminów związkowych. Oby tak dalej.

Zasady powinny być bowiem jasne, czytelne, równe. Obrany kierunek na zawsze odsuwa jednak profesjonalizację futsalu na zasadzie jako takiej odrębności zawodniczej. Ale pozwoli być może nieco klubom odetchnąć finansowo, co w dzisiejszych czasach – trudnych dla tej dyscypliny pod względem zdobywanie środków – jest chyba ważniejsze. Niestety, tak krawiec kraje jak materiału staje. I z tym nawet ekstraklasa musi się pogodzić.
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Pewnie już mało kto pamięta największy hit polskiej telewizorni lat 8-90 XX stulecia, jakim był australijski serial „Powrót do Edenu”, a w nim fascynująca przemiana naiwnej Stephanie w opanowaną Tarę. W tle coś brzydkiego przemienia się w rzeczy piękne. Takie szybkie skojarzenie nasunęło mi się po wtorkowym spotkaniu władz futsalu PZPN z przedstawicielami klubów I ligi futsalowej. Widząc dobrą wolę związku, snute plany, zapytam jednak pierwszoligowców, dlaczego na spotkanie przybyła niecała dziesiątka ich przedstawicieli. Przypomnę, że 24 kluby występują w rozgrywkach. To jest kompromitacja, panowie prezesi. W trakcie sezonu utyskujecie, że związek nie spotyka się z Wami, oczekujecie wsparcia, a tymczasem taka klapa wizualna. A clou propozycji klubowej jest powiększenie liczby drużyn w I lidze (!). Takie dictum klubowe utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że niegdysiejsze plany Wydziału Futsalu, iż I liga, aby stawać się profesjonalną powinna liczyć najwyżej 14 zespołów w jednej grupie są ciągle aktualne. Inaczej zawsze będziemy mieli pierwszoligowe, futsalowe kopanie się po czole. I nie zobaczymy przemiany brzydkiej Stephanie w piękną Tarę.
Kiedy początkiem 2013 roku władze PZPN pod kierownictwem prezesa Bońka oddawały futsal w pacht przewodniczącemu Kazimierzowi, niewątpliwie jako nagrodę za udzielone wyborcze wsparcie, gdzieś w całym tym rytuale zapomniano i odrzucono w przysłowiowy kąt projekt poprzedników o medialnym wsparciu I ligi futsalu. Zapewne byłby to spory wysiłek klubów, związku, chętnych sponsorów, ale na pewno wizerunkowo dla pierwszoligowców opłacalny. Niestety, w Polsce nie tylko w piłkarskim związku, ale całym państwie jest ukierunkowanie, że poprzednicy byli „be”, a nowa opcja jest jedynie „cacy”. I tak projekty, które powinny być realizowane, kontynuowane i osiągać cele, po latach ponownie odżywają jako pomysł nowy. Pomysł nowej władzy. I tak to trwa, straconych lat nikt nie liczy.  A mówi się obiegowo – „czas to pieniądz”. Okazuje się jednak, że nie zawsze i nie dla wszystkich.

Nie spełniło się lubawianom marzenia o awansie do ekstraklasy. Gdański team akademicki, być może dzięki doświadczeniu z rocznej gry w ekstraklasie, okazał się lepszy w dwumeczu barażowym. Na kanwie tego pozwolę sobie postawić odważną tezę, że w kolejnych sezonach też beniaminkowie ekstraklasy będą albo degradowani w wyniku słabej postawie w sezonie rozgrywkowym, albo pozostaną w grze po barażach.  Ewentualnie liczyć mogą na jakieś pozasportowe perturbacje klubów ekstraklasy, jakie w minionym sezonie stały się udziałem choćby chojniczan. Innej opcji nie widzę, gdyż słabość pierwszej ligi pod każdym względem w porównaniu z ekstraklasą jest aż nadto widoczna. Czyli polski futsal zaplecza z prawdziwego zdarzenia raczej nie posiada. Czas więc, by PZPN wziął sprawy w swoje ręce mając na uwadze poziom polskiego futsalu, a nie regionalno-środowiskowe interesy, interesiki. I tym związek powinien wykazać się za rok przy okazji połowy kadencji Komisji. Z rozliczenia takowego wykluczyłbym pierwszą reprezentację, bo to inne personalia (prezes Bednarek) oraz inne „zabawki”.  W tej materii sama kadra rozliczy się wynikiem meczów barażowych. Nie wspominam o ekstraklasie, która przez lata działania Spółki spoważniała, nabyła rozsądku i sama potrafi oczyszczać się i stawiać rzetelne cele.
Rzadko w felietonach popełniam osobiste wynurzenia. Wbrew temu, co niektórzy sugerują, na futsalu nadal mi bardzo zależy, a wszelkie uwagi  są jedynie poszukiwaniem coraz lepszych rozwiązań futsalowych problemów.  Futsal poznałem od tak zwanej podszewki jak mało kto z obecnej jego rządzącej ekipy, też ekstraklasowej. Zapewne popełniałem też błędy nim kierując, ale dlatego widzę coś po latach analitycznie, z dystansem i mogę sugerować, aby niedoróbek z lat minionych nie powielać. Wracając ad rem napiszę - wreszcie doczekałem się ruchu kadrowego, który powinien nastąpić wcześniej. Jeden z najzdolniejszych futsalowców, Michał Kubik zdecydował się na przenosiny do Bielska-Białej. Brawo. Michale i tak byłeś w Szczecinie przynajmniej o rok za długo. Rok, który nie wniósł do Twojej gry za wiele nowego. Powinna na tym transferze skorzystać reprezentacja, a także Rekord. Rekord przed którym boje w futsalowej Lidze Mistrzów. Nie patrząc na inne oceny naszej ekstraklasy podkreślę raz jeszcze – wynik Rekordu w tych rozgrywkach będzie dopiero prawdziwym wyznacznikiem siły sportowej naszej futsalowej ekstraklasy

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...