Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Długi kwietniowo-majowy weekend zaowocował wieloma wydarzeniami piłkarskimi. Był pucharowy futsal, była piłka trawiasta mężczyzn oraz kobiet, był wielki ogólnopolski turniej dziecięcy o Puchar Tymbarku, była piłka nożna plażowa. I właśnie od tej ostatniej dyscypliny rozpocznę felietonowe wynurzenia. Nasi nie jechali na Bahamy w roli faworytów, ale by zobaczyć jak daleko od poprzedniego udziału w czempionacie globu w roku 2006 uciekł nam beachsoccerowy świat. W ekipie znalazło się aż dwóch (!) wiceprezesów PZPN, panowie Nowak oraz Bednarek. Zapewne chcieli zobaczyć co piszczy w piaskowej piłce oraz wspomóc organizacyjnie. Wiadomo - „pańskie oko konia tuczy”. Przecież nie po to kilka lat wstecz pod prezesowskim nadzorem pana Bednarka PZPN przejmował udanym desantem piłkę plażową pod swoje skrzydła od stowarzyszenia Beach Soccer Polska, by teraz nie mieć możliwości poznawania jej tajników. I w każdym miejscu dopingować zawodników do dobrej gry. Kiedyś, za czasów prezesury pana Lato aktywnie czynił to pan Lach – członek zarządu związku, który rzadko opuszczał plażowe turnieje, a nawet – o czym mało kto pamięta – był przez 3 lub 4 miesiące w roku 2012  przewodniczącym Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN.  Ekspert w TV Sport mówił, że od czasu owego przejęcia liczba klubów grających piłkę plażową zmniejszyła się Polsce o jedną czwartą. Liczba opiekunów wcale jednak z tego powodu nie zmalała. Niestety, tym razem nie pomogło nawet czworo prezesowskich oczu. Po trzech grupowych porażkach reprezentacja wraca do domu. Ale wstydu nie przyniosła. Tym bardziej, że w grupie trafiła na światowych mocarzy – Brazylię oraz Thaiti. Bycie jednym z czterech europejskich teamów w finałach światowych jest już samym w sobie sukcesem.
Prezes Boniek musi zadowolić się tym razem drugim akapitem, ale będzie w miarę pozytywnie. Jakoś dziwnie złożyło się, że od soboty do wtorku kilkakrotnie - raz z bliska, raz z daleka, czasami na wyciągnięcie ręki, czasami nawet w sposobności odbycia rozmowy miałem okazję stykać się z prezesem na różnych piłkarskich imprezach w stolicy. I słowo daję, ani razu nie było mowy o futsalu – co może jednych ucieszyć, a innych zasmucić pewnie. Za to było o historii. Piłkarskiej oraz związkowej oczywiście. Nie da się ukryć i pewnie prezes zdaje sobie z tego sprawę, że ma zarówno rzesze fanów jak i sporo zaciekłych przeciwników. Jako historyk zawsze będę mówił, że obecną prezesurę oceni dopiero historia, jak wszystko zresztą, co dzieje się na bieżąco. Natomiast wiem jedno, że umocowanie na lata finału Pucharu Polski na warszawskim Stadionie Narodowym to jeden z najprzedniejszych pomysłów prezesa. Celowo nie piszę obecnej ekipy kierującej PZPN, gdyż muszę stwierdzić, że wiceprezesi, czy różni przewodniczący komisji, wydziałów związkowych, świecą tylko odbiciem światła prezesa. I niech tak pozostanie. Niech ogrzewają się póki mogą przy prezesie oraz znakomitych wynikach reprezentacji trenera Nawałki. Aby potwierdzić popularność prezesa dopiszę jeszcze tylko sytuację z meczu III ligi, na którym był pan Boniek. Spiker go przedstawia i cały stadion spontanicznie bije brawo. Słowo daję, byłem wiele razy na meczach, podczas których na trybunach byli inni ważni działacze PZPN i takiej żywiołowej pozytywnej reakcji wobec nich nie spotkałem. Rozwodząc się o związku, nawiążę do mądrości ludowego powiedzenia – „Chcesz iść szybko, idź sam. Natomiast, gdy chcesz iść daleko, idź wspólnie”. Pozwolę sobie dedykować je w tym świątecznym „3-Majowym Dniu” władzom Komisji Futsalu, a także Spółki FE.

Krakowski team Lex Kancelaria Słomniki jest drugim po MOKS Białystok pierwszoligowym zespołem, który zagra w przyszłym sezonie w ekstraklasie futsalu. Bardzo dobrze, że kolejny reprezentant z okolic Krakowa będzie występował w najwyższej klasie rozgrywkowej. Stolica Małopolski z nieodległą Wieliczką i innymi podkrakowskimi miejscowościami stanowi od lat silny ośrodek futsalowy. Dziwnym nawet jest, że w PZPN na czele z wiceprezesem Nowakiem, nie dostrzegli jego siły i nie umieścili w składzie KFiPP przedstawiciela Małopolskiego ZPN, gdy z innych marniejszych futsalowo związków jest godniej. Ale cóż – sportowe działania nie zawsze idą w parze zgodności z polityką personalną. Wracając do sportowych osiągnięć krakowskiego futsalu, nie można zapominać o znakomitych czasach klubów Baustal, Gaszyński, Kupczyk, Wisła. Czasach gry w europejskich pucharach. Czasach mistrzów Polski oraz zdobywców Halowego Pucharu, Superpucharu, Pucharu Ligi. Czasach znakomitych  zawodników, z których wymienię choćby panów – Filipczaka, Marca, Kusię, Jasińskiego, Nazarewicza, Dąbrowskiego, Korczyńskiego, czy też trenerów – Gerarda Juszczaka, Błażeja Korczyńskiego. To w Wiśle na poważnie rozpoczynał swoją futsalową karierę najlepszy obecnie polski futsalista, Mikołaj Zastawnik. Jeżeli mogę jako felietonista o coś prosić Lex Kancelarię, klub powstały dopiero w roku 2016, to będzie apel – oby nie być kolejną krakowską futsalową efemeryd, jak wcześniej wymienione kluby. I na poważnie, na dobre oraz na złe związać się z futsalem.
Halowy Puchar Polski otrzymał z Bielska Białej oraz Chorzowa pozytywny sygnał. Po rocznej przerwie władze futsalowe zamierzają powrócić do formuły finałowej Final Four. W imieniu grona sympatyków halówki dziękuję. Rozumiem, że będzie on grany w różnych regionach Polski. I wierzę, że będzie znakomitą promocją futsalu. Takim świętem oraz spełnieniem marketingowym jak trawiasty finał Pucharu Polski na Narodowym w Warszawie.

Futsalowy epizod zamknę Tymbarkiem. W gronie pasjonatów dziecięcej piłki skupionych wokół drużyn turnieju „Z podwórka na stadion” o Pucharu Tymbarku dyskutowaliśmy w stolicy o ich stosunku do piłki halowej. Większość odpowiadała krótko. Gdyby był taki masowy turniej halowy pod egidą związku oraz ze wsparciem poważnego, możnego mecenasa, zapewne postaraliby się w nim uczestniczyć. Może więc warto rozpocząć wydeptywanie ścieżek do otwarcia takiego turnieju. Nikt nie twierdzi, że musi on odbyć się już za rok. Ale popróbować warto. Nawet w myśl łacińskiej sentencji znanej prawnikom – Praevenire melius est quam praeveniri. Czyli lepiej jest wyprzedzać niż być wyprzedzanym.
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jest takie powiedzenie, które mówi, że książek jest pełno, a raczej półek na nie brakuje. I to jest prawdą nad wyraz obecnie oczywistą. W moich młodych latach niewielu książki pisało, a wielu je czytało. Obecnie niemal wszyscy je piszą, a niewielu czyta. Zresztą dotyczy owo pisanie oraz czytanie nie tylko książek. Ale ja nie o książkach dzisiaj napiszę. Tym wstępem chciałem najprościej przejść do multi-transmisji finalizującej rundę zasadniczą ekstraklasy futsalowej. Pomysł relacji wspólnej z kilku hal autorstwa władz Spółki wydaje się niezwykle godny uwagi. Realizacja wypadła całkiem, całkiem, co jednak nie oznacza, iż nie może być lepiej. Najważniejsze, że jest pomysł.

Teraz oczekiwać należy analizy przedsięwzięcia i kolejnych prób już po usunięciu niedoróbek. I za tym optuję jak najbardziej. Ze swojej strony przedstawię jeden wniosek. Nie należy nakładać terminów takiej transmitowanej kolejki z terminami kolejki ekstraklasy trawiastej. Tym sposobem już na starcie przegrywa się. A chyba nie chodzi o rywalizację z mocarzem. W każdym razie kolejne pomysły są w cenie i nawet niech będzie ich wiele jak tych wspomnianych na wstępie książek, byle tylko wysegregować półki, na których z pożytkiem dla widowni zostaną ustawione.
W piłce trawiastej na zakończenie sezonu zasadniczego obiegowo mówi się, że podział na dwie grupy powoduje oddzielnie mężczyzn od młodzieży. Umownymi mężczyznami są kluby z górnej połówki tabeli. Niech i tak też będzie w przypadku inauguracyjnego sezonu nowych zasad walki o mistrzostwo Polski w futsalu. Grono owych symbolicznych „klubowych mężczyzn” w pozycji 1-5 od dłuższego było raczej wiadome. Znakomitym finiszem na szóstą, premiowaną pozycję wskoczył nasz futsalowy „monument”, Clearex Chorzów. I tym sposobem – przynajmniej dla mnie – największym przegranym okazał się ambitny team z Pniew. Konia z rzędem temu, kto jeszcze miesiąc wcześniej przypuszczałby, że tak się stanie. I dlatego sport jest piękny. Nic nie jest pewne do ostatniego gwizdka sędziego, czy przekroczenia mety albo ostatniego rzutu.

Jako felietonista nie odczuwam tak mocno ciężaru gatunkowego wyniku sportowego, jaki niewątpliwie spoczywa na zawodniku, działaczu, czy trenerze. Nie odczuwam, że brak mistrzostwa, awansu, degradacja może zniweczyć cały sezon ciężkiej pracy. Wstrzymać dotacje, a nawet doprowadzić do upadku klubu. Rozumiem widowiskowość, potrzebę trzymania w napięciu do ostatnich meczowych sekund, co funduje nam obecny regulamin ekstraklasy futsalu. Podobnie ekstraklasy trawiastej. Jest to zapewne dobre dla widzów, ale nie musi dla klubów.

Nie byłem, nie jestem i nie będę zwolennikiem tak skonstruowanej reformy, w której dzieli się po rundzie zasadniczej punkty na pół i to jeszcze z handicapem w górę przy liczbie nieparzystej. Jeżeli chcemy mieć więcej meczów, to można ligę podzielić na połowę, ale zachować zdobyte punkty w całości i rozegrać jeszcze te dodatkowe pięć spotkań. Wtedy będzie fair dla wszystkich, a nie gra na zasadzie – jak to mówi znajomy trener o międzynarodowej pozycji – że będzie to  granie „na udo”. Czyli odbierając rzecz całą sarkastycznie udo się albo nie udo.
Wydawało mi się, że Halowy Puchar Polski jest jak najbardziej sztandarową imprezą futsalową PZPN jeżeli chodzi o rozgrywki klubowe w Rzeczypospolitej. Rozgrywki ekstraklasy prowadzi bowiem Spółka Futsal Ekstraklasa, więc związek powinien szczycić się HPP. Tymczasem - i to bez konsultacji ze środowiskiem - rozdrobniono finał dwumeczem. Decyzyjność przy okazji rozmyła się i teraz inicjatorów, czy ojców pomysłu w gronie członków poprzedniej Komisji Futsalu trudno znaleźć. Niedawno na dodatek przesunięto jeden z meczów o dzień wcześniej, niż było regulaminowo planowane, bowiem kolidował z terminem szkolenia trenerskiego, które zaplanowano w Bielsku-Białej. Szkolenia, za którym jak najbardziej optuję. Ogólnie jednak można pomyśleć, że finał HPP - jako mniej ważny - musiał ustąpić miejsca.

No cóż, można myśleć tak, można i inaczej. Niemniej dla mnie, podwojenie meczów finałowych jest kunktatorstwem organizacyjnym, by nie powiedzieć oszczędnościowym. Decyzją mającą się nijak do popularyzacji futsalu. A nawet pójściem przez organizatorów Halowego Pucharu na najzwyczajniejszą łatwiznę, cedującą sprawy organizacyjne na kluby. Nie sądzę, aby prezesowi Bońkowi taki pomysł z piłką trawiastą w ogóle kiedykolwiek przemknął przez myśl. Halowy Puchar powinien być najszacowniejszym wydarzeniem dla promowania futsalu w całej rzeszy miast, miasteczek, środowisk, a finał winien pokazywać telewizyjnie całej Polsce – nie tylko futsalowej –atrakcyjność dyscypliny. Bertrand Russel, twórca logiki matematycznej pisał – „Historia świata jest sumą tego, czego można było uniknąć”. Warto pamiętać o tym podejmując mało rozsądne decyzje. Też w futsalu.
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...