Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Kraszewski Józef Ignacy – niezwykle płodny polski pisarz, autor wielu powieści historycznych, napisał kiedyś, że ludzie boją się zmian. Nawet tych na lepsze. Obserwując zmiany w piłce nożnej muszę stwierdzić, iż słowa dziewiętnastowiecznego pisarza pasują jak ulał do władz międzynarodowej piłki. Gdy brak zmian systemowych na szczeblach światowych czy europejskich, to i w krajowych związkach nie palą się do nich zbytnio. I nie odnoszę tego w żadnym przypadku do personaliów tylko do przepisów, organizacji, etc.  Osobiście nie dziwię się, że działania FIFA, UEFA, PZPN są nierewolucyjne, bo komu chciałoby się wywracać utrwalony przez lata porządek, w którym uwiło się sobie całkiem komfortowe gniazdko.

Ale niedawno w futsalu coś drgnęło i to  za sprawą owej osławionej UEFY. Będziemy mieli europejski mistrzowski turniej kobiecy, finały ME do lat 19 oraz 16 teamów narodowych w seniorskich finałach ME. Brawo, brawo, brawo. Zawsze będę powtarzał, to co już powiedziałem w gronie kilku prezesów krajowych związków futsalu podczas finałów mistrzostw Europy w Debreczynie w 2010 roku – odejdzie Platini nastaną lepsze czasy dla futsalu. I tak dzieje się.

W roku 2008 w Krośnie odbyły się eliminacje do finałów ME do lat 21. Petersburski finał tej imprezy, który miałem możliwość oglądać z bliska, był łabędzim śpiewem tego rocznika w europejskim czempionacie. Władze UEFA powiedziały basta. I nie pomogły zbiorowe petycje europejskich krajowych związków futsalowych, które też podpisywałem. Kierowane przez Platiniego władze UEFA pozostawały nieugięte. Podobnie było z próbami powiększenia liczby finalistów futsalowego EURO do 16 zespołów. Pamiętam jak wspólnie z panem Sowińskim w Debreczynie uczestniczyliśmy w dyskusji panelowej w tym temacie grupy Państw Wyszehradzkich i opracowaliśmy stosowny dokument. Nawet w prywatnej rozmowie poruszaliśmy temat z panem Platinim. Później dodatkowo z państwami półwyspu Bałkańskiego podczas kolejnych finałów ME w Zagrzebiu, czy wizyt w siedzibie UEFA w Nyon wrzucałem wraz z innymi owe zagadnienie do dyskusji. Optowały mocno za tym państwa byłego Związku Sowieckiego. W Komitecie Wykonawczym za futsal odpowiadał wówczas Bułgar, który taką opcję wspierał. Jednak nic nie wskóraliśmy. Dlatego jeszcze raz dziękuję władzom UEFA za niedawne decyzje. I mam nadzieję, że nasz – od niedawna - człowiek w Komitecie Wykonawczym, czyli prezes Boniek, nie był im przeciwny.
Kiedy już cytuję Kraszewskiego, to odniosę się z jego słowami także do krajowego podwórka. Chodzi o młodzieżowe mistrzostwa Polski. Kolejny raz zaapeluję, aby eliminacje powierzyć wojewódzkim związkom. Droga futsalowa centralo, proszę nie bać się zmian. W żadnym przypadku nie posądzam działaczy centrali o obawy przed zmianami, czy konformizm. Na pewno nikt Wam nie zabroni jeździć i doradzać organizacyjnie po województwach. Nawet tak zwany teren będzie z tego zadowolony.

Z masowością jest jak z budową domu. Zawsze lepiej budować od podstawy niż narzucać z góry. A w futsalu młodzieżowym w perspektywie nowego europejskiego, młodzieżowego czempionatu najważniejsze jest w tej chwili umocnić go u podstaw. A tego bez zainteresowania futsalem młodzieży prezesów związków wojewódzkich nie da rady zrobić sensownie. Będąc przy młodzieżowych mistrzostwach wspomnę jeszcze tylko, że trafnie przewidziałem w jednym z felietonów, iż UEFA zdecyduje się raczej na U-19. Dlatego proponowałem przeniesienie krajowego środka ciężkości na U-18 kosztem U-20. Warto to ponownie przemyśleć.

Niedługo zarząd PZPN zatwierdzi regulaminy rozgrywek na przyszły sezon futsalowy. Nie jest rolą felietonisty odnoszenie się zapisów wypracowanych przez prawników, praktyków, działaczy Komisji oraz klubów. Niemniej pozwolę sobie odnieść się do jednej kwestii. Co prawda, jest to problem sztucznie rozdmuchiwany niejako, lecz warty opisania. Na Boga, panowie stwórzcie jeden spójny zapis odnośnie wpisywania do protokołu zawodników obcokrajowców spoza ogólnie mówiąc Unii Europejskiej. Jeden dla wszystkich lig centralnych rozgrywek futsalu.
W rozgrywkach ligowych z obcokrajowcami nie przelewa się. I dobrze. Mamy polskich zawodników i ich szkolmy, wystawiajmy do gry. Zresztą konia z rzędem temu, kto obudzony w nocy w mig wymieni więcej niż dwa nazwiska obcokrajowców futsalowych, którzy zapadli mu w pamięć w rozgrywkach polskiego futsalu lat minionych. Ja na pewno wymieniłbym dwóch – Janowskiego oraz Neagu. Trzeciego pewnie po chwili. A nad kolejnymi musiałbym dłużej pomyśleć niż te regulaminowe trzy sekundy. Puentując ten akapit chciałbym tylko przypomnieć, iż Ukraina jest państwem stowarzyszonym z UE i nie za bardzo widzę powód, by jej obywateli traktować inaczej niż choćby też nie będących w Unii Islandczyków. Ponadto należy pamiętać o prawach UE, ale również nie zapominać o przyzwoitości i nie traktować nie-unijnych obywateli jako gorszego sortu zawodników, ograniczając mocno ich liczbę wpisywanych do protokołu zawodów.

Niektórzy w ekstraklasie wielkanocny „lany poniedziałek” mieli już w sobotę. Nie spodziewałem się, że tak doświadczony zespół jak Gatta poniesie taką klęskę w Szczecinie. Porażka 3-11 wyglądała poprzez mnogość goli pięknie w telewizji, ale pewnie długo odbijała się czkawką przy świątecznym stole zduńskowolskim zawodnikom, działaczom, trenerom. Z drugiej strony rozumiem trenera Stanisławskiego, że nie zamknął się na swojej połowie tylko odważnie szukał bramek grając z wycofanym bramkarzem.  Niemniej tak wysoka porażka mistrzom nie przystoi.

Kilka lat temu w Halowym Pucharze Polski prezes Wolny widząc po początku rewanżowego meczu z poznańską Akademią Futsal Club, że przeciwnik Cleareksowi odjeżdża, też grał w „otwarte karty” kolejne minuty. I też sporo przegrał. Futsal lubi takie odważne gry. Gole stanowią clou futsalowego i telewizyjnego widowiska. W nadchodzący weekend finalizuje się nam zasadniczy sezon ekstraklasy. Przed podziałem punktów winien dać odpowiedź kto zamelduje się w „wygranej” pierwszej szóstce - Red Dragons, Clearex, czy AZS UŚ. Oby nie było kunktatorstwa tylko zaowocowało golami oraz spektakularnymi wynikami. Zaprawdę widowiskowość jest w stanie obronić ligowy futsal. I to nie tylko w coraz lepszych przekazach telewizyjnych w SportKlubie.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jeżeli człowiek wie czego chce, to raczej nie pobłądzi. Nawet, gdyby miał przebyć drogę przez przysłowiowa mękę. Nie znam aż tak dobrze sportowej drogi trenerów Biangi oraz Korczyńskiego, by autorytatywnie oceniać ich postawy jako szkoleniowców, ale po turnieju w Elblągu wiem, że warto było połączyć wodę z ogniem. Andrzej Bianga - raczej emanuje spokojem. Błażej Korczyński, to wulkan energii. Obecnie już pewnie nikt nie wątpi, że powołanie ich na opiekunów szkoleniowych reprezentacyjnej kadry polskiego futsalu było dobrym pociągnięciem. Dlatego całkiem rozsądnie będzie podziękować za to zespolenie trenerskiego duetu poprzedniemu szefowi Komisji Futsalu, panu Durajowi oraz wiceprezesowi PZPN, panu Bednarkowi. Nieskromnie powiem, że i media miały swój udział w kształtowaniu tej opcji.
W poprzednim felietonie pisałem, iż nasz reprezentacyjny futsal czeka w Elblągu egzamin maturalny. Teraz napiszę, że został on pozytywnie zaliczony. Awans Polski do meczów barażowych mających wyłonić finalistów Futsal EURO Słowenia 2018 zrobił wrażenie. Jednak jeszcze większym echem w futsalowej Europie – i nie tylko – odbił się nasz remis z wielkim teamem hiszpańskim. I to nie szczęśliwy remis, ale całkiem zasłużony, wywalczony po emocjonującym pojedynku w walce jak równy z równym z wielokrotnymi mistrzami Europy oraz czempionami globu. O ile elbląski turniej eliminacyjny ME stanowił o maturze, to baraże będą takim swoistym egzaminem na wyższe studia futsalowe. Co prawda, ktoś powie – już jest dobrze, ale ja będę twierdził, że sukces należy utrwalić. Coś co wydarzy się raz czasami traktuje się jako szczęście. Powtórzone jest pokazaniem swojej siły, stabilizacji. Kiedy rok temu wygraliśmy w Portugalii z Rumunami i były baraże z Kazachstanem o finały MŚ, wielu opowiadało o tym właśnie w kategorii szczęścia. W Elblągu podopieczni trenerów Biangi oraz Korczyńskiego potwierdzili, że nie myślą odpuszczać i kroczą coraz śmielej do coraz wyższych lokat rankingowych. Dlatego wierzę, że mogą zdać i kolejny egzamin. Ten na symboliczne futsalowe studia i po 17 latach ponownie zagramy w finałach futsalowych mistrzostw Starego Kontynentu. I niech tak stanie się. Trener Korczyński pamięta, jako zawodnik, to uczucie uczestniczenia w najważniejszej futsalowej grze Europy. Niech więc i jego podopiecznym będzie dane poznać jakie to niecodzienne jest doznanie.

Zawody w Elblągu były trzecim w minionych sześciu latach turniejem eliminacji mistrzostw Europy organizowanym w Polsce, ale pierwszym zakończonym dubletowym sukcesem. Po Bielsku Białej oraz Krośnie delegaci UEFA wystawiali nam najwyższe oceny – excellent –   za organizację. Teraz do wysokiego poziomu organizacyjnego doszedł jeszcze ten najważniejszy sukces, czyli sportowy. Miałem możliwość rozmawiać o tym w Elblągu z przedstawicielami UEFA, a także przedstawicielami krajów uczestniczących w turnieju. Trener Serbów podkreślał sprawiedliwe sędziowanie. Szef Mołdawian, nieco rozgoryczony wynikami swojej reprezentacji, wysoko oceniał organizację. Hiszpanie wiele mówili o kulturze kibicowania. Delegat był zadowolony, że wszystkie mecze były transmitowane w ogólnopolskiej telewizji. Może kiedyś PZPN wystąpi do UEFA o powierzenie nam turnieju finałowego ME w futsalu. Myślę, że należy się to wiernej, coraz liczniejszej widowni futsalowej w Polsce.
Szczerze muszę przyznać, że gdy dowiedziałem się o powierzeniu przez PZPN organizacji turnieju Warmińsko-Mazurskiemu ZPN miałem obiekcje, czy sprosta on zadaniu. To co zobaczyłem pokazało, że każdy biorąc się za przysłowiowe „bary” z organizację futsalowej imprezy w Polsce powinien brać przykład organizacyjny z turnieju elbląskiego. Ze swojej strony chciałem podziękować Markowi Łukiewskiemu, prezesowi Warmińsko-Mazurskiego ZPN za umożliwienie mi godnego obejrzenia turnieju. Szkoda tylko, że wielu innych byłych czy obecnych działaczy, szkoleniowców futsalu z Polski nie miało tego szczęścia. Ale to już nie zależało od organizatorów z W-MZPN. Po prostu gdzieś tam w centrali związku nie pomyślano (pewnie w nawale zajęć) o ludziach, którzy dla futsalu kiedyś coś zrobili, czy jeszcze robią. A w piłce trawiastej takiego problemu na meczach kadry nie ma. Proszę więc brać dobre przykłady i korzystać.

Marko Perić – serbski internacjonał futsalowy, którego pierwszy raz zobaczyłem w akcji jako młodziaka na turnieju futsalowym w Rzeszowie ponad dekadę temu, teraz kapitan serbskiego teamu mówił mi w Elblągu: Idziecie dobrą drogą organizacyjną oraz sportową. Kiedy wasi zawodnicy zagrają w reprezentacji, czy klubach więcej meczów o stawkę na stałe zagospodarujecie się w drugim europejskim koszyku. I będziecie wygrywać z najlepszymi nie od czasu do czasu tylko bardziej regularnie. Na pewno wiele pozytywów dałoby waszej kadrze pojawienie się polskich zawodników w klubach zagranicznych. Myślę, że nic dodać, nic ująć w ocenie zawodnika, który ma w swoim CV grę w klubach z najwyższej europejskiej futsalowej półki. W tej przyszłej konstelacji przyszłych polskich futsalowych ”stranieri” większość na turnieju w Elblągu wymieniała Mikołaja Zastawnika. Osobiście jednak chciałem zwrócić uwagę na Michała Kałużę. Spokój oraz pewność golkipera zachwyciły mnie nie mniej, niż odwaga trenerskiego duetu na wstawienie między słupki w tak ważnym turnieju osiemnastolatka. Franz Kafka mawiał – ile szczęśliwych myśli zostaje zaduszonych pod kołdrą, kiedy się samotnie śpi w łóżku. Czytając to zastanawiam się, iż – być może - nie wiemy jak wiele talentów futsalowych kryje się jeszcze w Polsce. I, oby tak było.      

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...