Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Tomasz Akwinata mawiał, iż należy ciągle się dyscyplinować, by nie ulegać zgubnemu nawykowi mniemania, że należy coś powiedzieć na każdy temat i przy każdej okazji. Dlatego pisząc felietony staram się podchodzić czasami do nich bardziej - jak to się teraz mówi - „lajtowo”. Co nie znaczy, że poruszana tematyka nie jest rzeczywista, rodem z hal, gabinetów, szatni, treningów. Od czytelników jedynie zależy, które ze zdań potraktują poważniej a które z cynicznym chichotem lub jako futsalową formę żartu.

Załóżmy, iż w tworzonym pierwszym akapicie felietonu zechcę odpowiedzieć na pytanie – po co zajmujemy się, uprawiamy futsal. Powiedzmy, że pierwsza odpowiedź brzmi – dla samorealizacji, popularności. Druga zapewne nie będzie brzmiała "dla pieniędzy", gdyż są one w futsalu w porównaniu z piłką trawiastą żenująco niskie. Ale być może prawdziwa jest odpowiedź trzecia – dla Orzełka na koszulce i Mazurka Dąbrowskiego w uszach. I wreszcie jakby w rezerwie znajdzie się wersja czwarta – nie spełniło się środowisko w bardziej oczywistych, powiedzmy olimpijskich, sportach więc „przytuliło” halową piłkę. Można jeszcze postawić tezę, iż robione jest to wszystko dla poprawienia kondycji fizycznej oraz psychicznej, lepszego wyglądu, czy też samopoczucia. Niestety, piąta teza – patrząc na panujący rozgardiasz – nie trzyma się kupy, więc do odrzucenia. Pozostaje czytelnikom dać możliwość wyboru, co w tym futsalu jest im najbliższe. W organizowanym na chybcika telefonicznym quizie sporo osób postawiło na wersję czwartą, rezerwową.

Początek roku – jak zawsze – jest dla rozgrywek ligowych w futsalu w Polsce bardzo rozchwiany terminowo. Nakładają się kalendarze, gdzieś tak do połowy lutego, rozgrywek ligowych, meczów reprezentacji, rozgrywek akademickich, rywalizacji pucharowych. Ekstraklasa rozegrała dwa mecze ligowe i przerwa na puchar. Następnie na kadrę. I znowu jeden mecz i kolejna tura pucharowa. W międzyczasie półfinały oraz finały AMP-ów. Stąd „kulawe” kolejki. Szczególnie od czasu, gdy PZPN zmienił (i słusznie) zapis regulaminowy, powodujący, że jedno powołanie do kadry (dawniej było dwóch zawodników) stwarza możliwość przełożenia meczu. Nie jestem trenerem – na szczęście – więc nie dotyczą mnie problemy z utrzymaniem formy drużyn przy tak nieregularnym graniu. Ogólnie mi się to nie podoba. Dlatego zapytam kompetentnych osób, czy nie można byłoby na przyszłość jakoś sensowniej układać tej „zabawy”? Proszę mi wierzyć - nie daje to pozytywnego odbioru dla ewentualnych sponsorów. A wnerwia kibiców.

Halowy Puchar Polski w futsalu doszedł już do 1/8 finału. Sensacji nie było. Dziesięć zespołów ekstraklasy (bez Chojnic oraz Gdańska) zameldowało się na kolejnym etapie rozgrywek. Ponadto pięciu pierwszoligowców oraz jeden drugoligowiec z Wielkopolski - Grupa CRB Mrówka Mosina. Puchar jest dobrą okazją do poznania pięknej Polski, naszej Ojczyzny. Przejazdy, choćby, z Dolnego Śląska na Kielecczyznę, czy ze Śląska w Lubuskie są niewątpliwie krajoznawcze, ale - co dla felietonisty ważniejsze - pozwalają gdzieś tam hen w terenie zaprezentować futsal z najwyższej krajowej półki. I o to też przecież w pucharowej rywalizacji chodzi. Osobiście czekam na kolejne niespodzianki „mrówkowców”, a także życzę teamom z zaplecza ekstraklasy kolejnych awansów. Mam nadzieje, że - niezależnie od wyników losowania - Lubawa oraz Leszno postarają się o to.

Przeczytałem wywiad z hiszpańskim graczem zespołu Jelcza-Laskowice. W pamięci najbardziej utkwił mi passus, w którym mówi on, iż w Hiszpanii uprawianie jednoczesne piłki trawiastej oraz futsalu nie jest normalne. Dla mnie nie było to już normalne dekadę temu, kiedy w PZPN podjąłem, w porozumieniu z klubami futsalu, działania zmierzające do rozdzielenia uprawiania tych dwóch dyscyplin w naszym kraju. Cieszę się, że mimo różnych perturbacji, niechęci do zmian, sygnowanych przez grupy pseudo-działaczy, ogólnie proces został utrzymany. Procentuje to obecnie dobrymi wynikami reprezentacji, profesjonalizacją ekstraklasy futsalowej (nota bene też wtedy założona została spółka futsalowa). Nie powiem, żeby była to wówczas decyzja przez wszystkich akceptowalna, ale – jak czas pokazał – konieczna. Jak ktoś pragnie podejmować tylko decyzje popularne, to nie nadaje się na działacza w sporcie. Wydaje mi się, że nadszedł czas, by podobne zmiany wcielać w życie w futsalu kobiecym. I to jak najszybciej, by na lata nie pozostać w blokach startowych.

Nie staram się być malkontentem, ale są sprawy tak oczywiste, że grzechem byłoby nie odnieść się do nich. W miniony weekend w Bielsku Białej odbywał się finałowy turniej Młodzieżowych Mistrzostw Polski U-14. Mistrzem zostali chłopcy z Rekordu. Ale nie o tym chcę napisać. Turniej był rozgrywany na profesjonalnej wykładzinie futsalowej. Daje to całkiem inny odbiór futsalu, niż na halach poszatkowanych liniami koszykówki, siatkówki i Bóg wie jeszcze czego. Brawo, tak powinno być podczas każdego finału MMP. Związek piłkarski przecież do biednych nie należy. Aby nie było za pięknie, mecz ekstraklasy futsalu Rekordu z Orłem pod egidą ekstraklasowej spółki był rozgrywany w tej samej hali bez owej „słynnej” już futsalowej maty. Mimo, iż mata pewnie leżała w bielskich magazynach. Dawało to odbiór wizualny nieporównywalnie gorszy. I jak to tłumaczyć?

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno spotkałem znajomego menadżera filozofii stosowanej, z którym nie widzieliśmy się kilkanaście lat. Pamiętając moje relacje ze sportem zapytał, co tam nowego. Opowiedziałem mu wybiórczo o futsalu młodzieżowym. Wysłuchał i powiedział – dowodzone jest, że tworzenie jakiejś kampanii promocyjnej przypomina pisanie horoskopów. Natomiast niewątpliwie jednym z kluczy do sukcesu jest potęga autorytetu zaprzęgnięta w pomysł. A kiedy do tego doda się – kontynuował znajomy – kilka ogólników oraz udaną imprezę, można uniwersalnie uznać, iż projekt znalazł zwolenników.

Coś w tym jest, pomyślałem, i przypomniał mi się pewien amerykański psycholog, który systematyzując zachowania stwierdził, że poprzez umiejętnie przeprowadzoną uniwersalną analizę osobowości każdy z odbiorców uzna to za precyzyjną charakterystykę własnej osoby. Czy można analizę przenieść z osoby na problem? - zapytałem. Czemu nie. Podobnie ma rzecz się z waszym futsalem, stwierdził, finalizując dyskurs, znajomy – każdy wybierze coś ciekawego dla siebie i każdy uzna wydarzenie, do którego się przyłożył za swój sukces.

Rozmowa ta przypomniała mi się w minioną sobotę, kiedy w warszawskim Wilanowie oglądałem futsalowy super turniej dla dwunastolatków. Turniej w ciekawej obsadzie z narybkiem sześciu klubów Futsal Ekstraklasy oraz sześciu klubów I ligi futsalowej. I co ciekawe, wygrała szkółka pierwszoligowca z Lubawy, pokonując w finale do zera profesjonalny Rekord z Bielska Białej.

Dwunastolatki, dziesięciolatki – to kategorie wiekowe, które należy szczególnie celebrować, gdy myślimy o silnym futsalu w przyszłości. Dobrze, że pojawił się projekt pod nazwą Futsal Młoda Ekstraklasa z jej dyrektorem sportowym Jakubem Drwalem, który myśl materializuje. Oby więcej takich „drwali” w naszym futsalu. Oprawy imprezy nie powstydziłyby się międzynarodowe turnieje. A na pewno była lepsza od turniejów młodzieżowych mistrzostw Polski pod związkową kuratelą. Jedynym dla mnie minusem – niezależnym jednak od organizatorów – był brak dwunastolatków z połowy ekstraklasowych teamów. Choćby takich klubów jak Clearex, Pogoń 04, Gatta.

W ogóle ta sobota – przynajmniej w moim odczuciu – obfitowała w futsalowe newsy. Trener Acany Orła poinformował mnie na trybunach wilanowskiej hali o transferze do jego klubu zawodnika z najwyższej światowej półki, brazylijskiego Włocha Adriano Foglii. Co prawda ma on za sobą lata świetności, gdy był wybierany najlepszym futsalistą globu, ale już sam fakt transferu do polskiej przeciętnej ekstraklasy futsalu światowej gwiazdy podnosi jakby z urzędu jej atrakcyjność. Podbija wartość działań marketingowych oraz poziomu sportowego sympatycznego klubu z Jelcza-Laskowic. Czasami taki transfer potrafi bardziej zainteresować potencjalnych sponsorów, niż aktywne działania różnych gremiów zarządzających w polskim futsalu. Oby jednak nie zostało to zmarnowane marketingowo, podobnie jak uczestnictwo Polski w finałach ME Słowenia – 2018.

Polski futsal tworzy układanka wzajemnych zależności - związku, spółki, klubów, sponsorów, mediów, działaczy, pro-futsalowych projektów, amatorskiego grania. Problemem obecnie nierozwiązywalnym jest zgodna koegzystencja wszystkich klocków owego futsalowego domina. Czytając różne, nie zawsze pozytywne, wpisy po debiucie Foglii w ekstraklasie, czy udanym turnieju dwunastolatków, zastanawiam się, dlaczego jawi się tyle żółci w dyskredytowania osiągnięć innych. Z własnej ułomności? Braku poczucia wartości? Czy najzwyczajniej z głupoty? Przecież jedyną odpowiedzią na to, że ktoś robi coś lepiej, jest zaprząc się do cięższej pracy i pokazać konkurentowi, iż jest się lepszym. Tak jak to robią pan Drwal, czy pan Bednarz.

Niedługo reprezentacja zagra z silną Rosją. Mecze zaplanowano w Opolu oraz Nysie. Jako znający od tak zwanej podszewki realia PZPN w przyznawaniu meczów reprezentacji, nie dyskutuję nad lokalizacją, wiedząc, iż nie zawsze decydują o tym aspekty sportowo-futsalowe. Niemniej, mam nadzieję, iż będą to lepsze imprezy, niż ubiegłoroczny futsalowy opolski Final Four Pucharu Polski. O stronie sportowej nie wypowiem się, gdyż akurat tutaj wszystko w nogach, głowach selekcjonera Błażeja oraz jego wybrańców – orłów.

Natomiast pozwolę sobie – będąc przy lokalizacjach rozgrywania meczów – odnieść się do przyszłości. Jak wieść gminna - i nie tylko - niesie, wiosną do Polski ma zawitać futsalowa Brazylia. Nie chciałbym tułać się po Koszalinach i podobnych na północy Polski halach, lecz oglądnąć futsalowych Canarinhos w kolebce polskiego futsalu, czyli na Śląsku. Chociażby Gliwice posiadają piękną, nową, pojemną halę. A drugi mecz, może w Polsce centralnej, z dogodnym dojazdem dla kibiców z różnych stron Polski. Na przykład w Łodzi – mateczniku przewodniczącego Komisji Futsalu.

Zapewne ważnym elementem w takim meczu będzie liczba kibiców. Podczas trzykrotnych wizyt polskiego futsalu w kraju kawy było odpowiednio około 8 tysięcy (2001), 10 tysięcy (2012), 5 tysięcy (2018) kibiców na każdym meczu na trybunach. Warto więc postarać się i nie być gorszym, pokusić o pobicie rekordów z czasów przewodniczenia futsalowi przez pana Grenia, kiedy w Rzeszowie oraz bodajże w Szczecinie gromadzono na trybunach po 5 tysięcy, a może nawet ciut więcej, widzów. No i jest okazja pokazać, że polski „futsal gromadny”, to nie tylko internetowe lajki, ale rzeczywista rzeczywistość – jak mawia klasyk.  

Pisząc w dwóch felietonach o mijającym roku 2018 w polskim futsalu niechcący zmarginalizowałem sprawę trenerską. Postaram się więc o kilka zdań o nich, na kanwie Młodzieżowych Mistrzostw Polski. Drużyn uczestniczących w tych rozgrywkach przybywa, ale czy szkolących młodych adeptów futsalu trenerów z futsalowymi uprawnieniami też? Wątpię. Zarówno od szkoleniowców młodzieżowych, jak i od trenerów II ligi futsalu, związek nie wymaga posiadania futsalowych uprawnień. Być może trzeba to zrobić. Na pewno byłby to kolejny pozytywny krok dla rozwoju dyscypliny. O ile na Śląsku trenerska świadomość futsalowa jest rozwinięta, to w innych regionach Polski, a nawet w ich większości, potrzebę takiego doszkalania zbywa się machnięciem ręki.

W 2018 roku trzy związki wojewódzkie z różnych stron Polski ogłosiły organizację futsalowych kursów trenerskich PZPN Futsal C. I wszystkie „padły” z braku chętnych (aktualnie trwa nabór w Mazowieckim ZPN). Czyli futsalowe doszkalanie się nie jest popularne. A może zbyt wiele kosztuje? Jest to zagadnienie warte rozważenia przez futsalową centralę. Prawda stara jak świat mówi – warto coś włożyć, by więcej osiągnąć. W tym przypadku ROZWÓJ.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...