Na północnej linii frontu - podsumowanie Marka Siwika

  • Dział: I liga
Dwa tygodnie temu zakończyły się rozgrywki I Polskiej Ligi Futsalu gr. I. W północnej Polsce 10 drużyn przystąpiło do walki o awans do Futsal Ekstraklasy, Red Dragons Pniewy jako jedyny zespół opuścił ligę, bardzo pozytywnie - grając szczebel wyżej. Na parkietach pojawiły się dwie zupełnie nowe firmy - Unikat Osiek oraz AZS WSIiU Malwee Łódź, jeden były pierwszoligowiec MOKS Słoneczny Stok Białystok, a jedna drużyna rozpoczęła grę pod zmienionym szyldem - Vamos Gdańsk przeobraził się w Politechnikę Gdańską.
Czytaj dalej...

Zapowiedź 12. kolejki I grupy I ligi - typuje Przemysław Olczak

  • Dział: I liga
Znów jeden mecz przełożony, czyli tylko 4 spotkania czekają nas w ten weekend w "północnej" grupie I ligi. Najciekawiej zapowiada się starcie w Białymstoku, gdzie MOKS Słoneczny Stok podejmie Politechnikę Gdańską. Wygrana gospodarzy oznaczałaby, że praktycznie pewni drugiej pozycji w tabeli i miejsca w barażach byliby futsaliści KS-u Gniezno. Wyniki spotkań typuje Przemysław Olczak - kapitan AZS WSIiU Malwee Łódź.
Czytaj dalej...

Przemysław Olczak: Misjonarze futsalu

W ostatnim czasie (a w zasadzie to od dawna) mówi się o tym, że futsal to sport dyskryminowany, pomijany, niedoceniany, niedofinansowany itd. Itp. Oczywiście wszystkie znane mi przykłady potwierdzają te opinie.

Podczas swojej trzyletniej przygody z organizacją, czy promocją futsalu w Łodzi i regionie zdarzyło mi się zetknąć z przedstawicielami wielu klubów w naszym kraju, od Futsal Ekstraklasy po ligi
regionalne, czy też środowiskowe drużyny amatorskie.

Im więcej wiedziałem o wszystkich problemach na wszystkich szczeblach rozgrywek, tym mocniej rosło we mnie przekonanie o tym, że futsal to przede wszystkim rzecz dla ludzi z poczuciem misji.
Czytając raz po raz artykuły lub felietony o tym, jaką barierę stawiają klubom władze miast, mam coraz większy szacunek dla pasjonatów walczących o rozwój naszej dyscypliny. A jest przecież o co walczyć.

O ile dobrze pamiętam, w Szczecinie przy podziale kasy nie potraktowano zbyt poważnie walczącej (wtedy jeszcze) o tytuł Mistrza Polski Pogoni 04.

Piętro niżej mamy takie pierwszoligowe Heiro Rzeszów, które przegrywa wojnę o pieniądze z miasta z trawiastymi, x-ligowymi klubami kopiącymi piłkę na kartofliskach. Żal ściska, że taki propagator regionu, organizator międzynarodowego turnieju (Heiro Futsal Cup) nie może liczyć na żadne sensowne wsparcie.

Dziś trafiłem na Credo Futsal Piła. W Pile halowa "piła" nie ma również poparcia u władz. Zamiast poparcia ma zaparcia rządzących przy przyznaniu tego co się po prostu należy. Nie zagłębiając się w szczegóły, po wygraniu jakiegoś tam konkursu/przetargu, miasto prosi o licencję, potem odpis licencji, i odpis odpisu licencji w języku mongolskim, tak, by tylko nie dać klubowi nic.

Gdzieś na poziomie amatorskim, bliżej centrum Polski istnieje drużyna AFx Alufinish. Co by o nich nie powiedzieć, chłopaki pracują, konsekwentnie realizując swoje założenia i odnosząc jakiegoś rodzaju sukcesy. Wszystko jednak niemożliwe bez prywatnej kasy. I tak przechodzimy do uzyskiwania środków od sponsorów.

Oczywiście są kluby pokroju np. Gatty Active, gdzie poważna firma, daje poważne pieniądze na futsal. Chciałem się jednak skupić na kilku innych przykładach, gdzie kasa nie odbiera ochoty do roboty.
Mamy taki Constract Lubawa, gdzie pieniądze wydawane na działalność klubu sięgają setki a nawet dwóch setek tysięcy rocznie. Mimo to nie spoczywa się tam na laurach i w niewielkiej mieścinie goście lecą kilka grup młodzieżowych, robią zajęcia dla dziewczyn i tak dalej i tak dalej. Pasja kipi wszelkimi otworami portfela, co chyba dobrze wróży na przyszłość futsalu w tamtym regionie.

Jest też Nbit Gliwice chwalony ostatnio przez Marcina Synoradzkiego w cotygodniowym felietonie. Z mych osobistych odczuć powiem, że Jarek Jenczmionka odezwał się do mnie rok temu przed II edycją WSIiU Malwee Cup. Spytał o wpisowe i pyk! "Dobra, Nbit się zgłasza". Chwilę później skorzystali z okazji, by od razu wystartować w I lidze i nie tułać się po regionalnych ustawkach II-ligowych. Do tego dochodzi organizacja turniejów charytatywnych i nic tylko bić pokłony Panie Jarku. Jest pomysł, jest kasa. Tak trzymać.

No dobra, ale co z tymi misjonarzami, którzy nie mają kasy od sponsorów? No jest też kilka takich przypadków. Jakby nie patrzeć AZS Uniwersytet Warszawski ciśnie się na usta. Równe chłopaki, mówiący o sobie, że grają "za frytki", korzystają z hali dzięki Akademickiemu Związkowi Sportowemu. I tu wydaje się rodzi się według mnie szansa dla futsalu. Poziom Akademickich Mistrzostw Polski pokazuje, że dzięki uczelniom i ich halom sportowym, można mniejszym kosztem wykonać porządną pracę. Oczywiście też trzeba się nachodzić, naprosić, naprzekonywać, ale zawsze łatwiej namówić rektora/kanclerza niż bić głową w beton w urzędach miast.

Nie tak dawno zapoznałem się też z systemem współpracy Lecha Poznań ze szkołami i tak sobie myślę: Pasjonaci - uderzajcie do szkół, gdzie są sale, orliki i starajcie się budować jakiś model szkolenia. W Polsce oczywiście nie ma programu mówiącego o tym, co i kiedy i z kim robić. Trenerzy działają "na czuja" (z niezłymi efektami jak np. w Tryńczy), czy bazują na swoim doświadczeniu jak Andrea Bucciol z młodzieżą w Rekordzie.

Może jak kilka ośrodków zdoła opracować systemy szkolenia, a potem podzielić się doświadczeniami, to program stworzy się poniekąd sam. I może, jak pasja halowych maniaków nie przeminie, to doczekamy się sukcesów reprezentacji, a kurki w miastach i u prywaciarzy odkręcą się na futsal.

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS