Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

W historii niejednokrotnie spotykamy się z jedną okresowo powtarzającą się cechą. Cechą ludzkości różnych etapów rozwoju. Najzwyczajniej jest to dążenie do posiadania czegoś największego, najlepszego, wyraziście przodującego. Oczywiście dążenie do posiadania czegoś największego z samej zasady nie jest złe. Ale musi to być połączone z rozsądkiem. Nie idąc daleko wstecz w historię, weźmy przykład z II wojny światowej. Każda ze stron dążyła do posiadania najmocniejszego stalowego potwora (czołgu), którego waga w prototypach oraz produkcji szła w dziesiątki ton ciężaru własnego. Jednak filozofia potyczki wojennej wymusiła manewrowość, podczas której ów czołgowy olbrzym okazywał się niemal bezużyteczny.

Pomyślałem sobie o tym przykładzie w momencie przeliczania liczby zespołów, które w nowym sezonie mogą wystąpić w rozgrywkach futsalu dwóch najwyższych klas rozgrywkowych, zawiadywanych przez spółkę FE oraz PZPN. Wyszła mi całkiem grzeczna liczba circa 50 drużyn. Szybko myślami przebiegłem inne dyscypliny zespołowe, grające ligi w naszym kraju, i... proszę mi wierzyć, nie znalazłem żadnej z taką liczbą centralnie zawiadywanych teamów w dwóch najwyższych ligach.

Najzwyczajniej pozostałem w kropce. Nie wiem, czy cieszyć się tym, czy smucić. Optując za poziomem, profesjonalizmem, pewnie należy wybrać to drugie. Idąc w kierunku popularyzacji, wybrać opcję pierwszą. Niemniej - i tak źle, i tak niedobrze. Nie liczbami bowiem należy walczyć o godność futsalu w tym kraju. Kraju, w którym nawet zdarzają się członkowie gremiów zarządzających szeroko rozumianym polskim sportem, nie potrafiący poprawnie wymówić słowa „futsal”. Nie wspominając już o przepisach.

Księga rekordów Guinnessa jest czymś takim, gdzie zapisuje się osiągnięcia normalne, jak i abstrakcyjne. Nie mówię, że nasz futsal jest bliski pozycji na stronach tego szacownego wydawnictwa, ale w kontekście abstrakcji w liczbie delegowanych drużyn do ekstraklasy oraz I ligi futsalowej miałby szanse. Zakładając, że w polskich ligach futsalu od ekstraklasy do II ligi może uczestniczyć około 120 zespołów, to istnieje możliwość, iż na dwie ligi najwyższe przypadnie tylko ciut mniej, niż połowa. I gdzie tu sens, gdzie logika? – zapytałem kolegi, recenzenta Józefa. Gdzie logika piramidy od podstawy po wierzchołek?

Jak zwykle znalazł szybką odpowiedź, obarczając winą po trosze i mnie za to. – Pytałeś drogi Andrzeju w wywiadach, czy futsal jest sportem niszowym, więc postanowiono ci udowodnić, iż tak nie jest – powiedział. No cóż, na takie dictum mam tylko jedną odpowiedź i też posłużę się wypowiedzią mądrej osoby. Mianowicie Marcina Stefańskiego z ekstraklasy trawiastej. Bodajże trzy lata temu wskazał on, że zawsze najpierw należy zadbać o standardy, a dopiero w następnej kolejności o powiększanie ligi. Tymczasem w naszym futsalu nieustannie skutek porusza się przed przyczyną. I zawsze cierpią na tym owe standardy.

Jestem niezmiernie wdzięczny futsal-polska.pl za wspomnienie na Facebooku o Futsal Baltic Cup. Była to wdzięczna impreza, w której wielokrotnie uczestniczyłem, a nawet wręczałem nagrody. Kiedy wspólnie z kadrą futsalową U-21 oglądaliśmy w 2012 roku w telewizorni w Dziwnówku polsko-ukraińskie EURO, nikt z nas nie zdawał sobie sprawy, iż jest to finalny czas przepięknego turnieju. I rzeczywiście – nie ma już Pogoni 04, PA Novej, Grembacha, reprezentacji U-21. Nie ma w Polsce towarzyskich turniejów futsalowych o znaczącej randze. Nie ma radosnych spotkań futsalowego bractwa, rozprężającego się po sezonie. Bratającego się po ligowej rywalizacji. Nie ma widocznych w innym miejscu na Facebooku futsal-polska.pl Filipczaków, Szłapów, Dąbrowskich, Korczyńskich i wielu innych, dających futsalową radość jako zawodnicy. I tylko szkoda, że oni urodzili się za wcześnie, gdyż w obecnych realiach eliminacji do różnych czempionatów futsalowych, kiedy Polska nawet z trzeciego miejsca w grupie awansuje do finałów, dawaliby nam zapewne radość awansów w każdej edycji. A w ich zawodniczych czasach tylko zwycięzca przechodził do dalszych gier. I to była ta kolejna wyższość poziomu na liczbami.

Niedawno wpadł mi w ucho projekt jednego z klubów pierwszoligowych, sugerujący, aby dla obniżenia kosztów podzielić rozgrywki tej klasy w nowym sezonie na cztery grupy. Nie mnie oceniać takie propozycje. W związku piłkarskim są tacy, którzy biorą za prowadzenie rozgrywek zapewne niemałe pieniądze, więc niech się głowią. Z pokorą przyjmę każdą decyzję, gdyż nie widzę dla tak sporych liczbowo grup dobrych rozwiązań, mających w zamyśle obniżanie kosztów.

Podobnie odniosę się do pomysłu ekstraklasy na przeprowadzenie rozgrywek dla 17, czy też 18 zespołów. Obojętnie, co zostanie wymyślone w systemie rozgrywkowym, gry po tak zwanej tańszości nie będzie. To byłoby do realizacji, gdyby na linii ekstraklasowego frontu pozostało – jak dotąd – 14 teamów.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

TVP Kultura puszcza obecnie serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”. Zresztą można go oglądać po raz enty. W Wielkopolsce Polacy walczą z pruską germanizacją. Serial finalnie daje pozytywny wydźwięk. Powstaje po 123 latach zaborów wolna, niepodległa Polska. Polski Związek Piłki Nożnej decyzją, ogłoszoną w miniony piątek, wstrzymał serial futsalowych zawirowań awansowo-spadkowych. Szczególnie dotyczących rozgrywek na najwyższym szczeblu. Na szczęście nie doszło więc do kolejnego serialu ze słowem „najdłuższy” w tytule. Szkoda tylko, iż decyzji jednoznacznej nie podjęto od razu, dając środowisku asumpt do niepotrzebnych dywagacji przez pewien czas.

Rozumiem, że teraźniejszość, rzeczywistość, w której funkcjonujemy, jest obarczona niepewnością. Powstają nie tylko sportowe, czy futsalowe zjawiska oraz problemy, których nie doświadczaliśmy w ogóle. Ale z tego powodu tym bardziej decyzje powinny być z gatunku tych progresywnych. Bez zbędnego błądzenia, rozpoznające – pisząc po wojskowemu – bojem nową rzeczywistość.

W zaistniałej sytuacji, kiedy daje się (nie wiem czy słusznie) spadkowiczom szansę w postaci prolongaty ligowych bytów na kolejny sezon, nie można karać kogoś, kto był na najlepszej drodze do awansu, a tylko niedokończenie rozgrywek mu przeszkodziło w realizacji celu. Takie sytuacje – zdaniem felietonisty – dają do wyboru bezwzględnie trzy możliwości rozwiązania sprawy. Bez zbytniego roztrząsania, są to opcje następujące: pierwsza - wynikająca z ducha regulaminów, druga - wynikająca z ducha sportu, oraz trzecia - niezgodna z regulaminami oraz sportem. Odrzucając jako niesprawiedliwe na ten dziwny czas pierwszą oraz trzecią opcję, pozostanę przy drugiej. I to, co zostało dokonane przez związek, uważam za zgodne z duchem sportu, chociaż wymagające – niestety – pewnej ingerencji w regulamin. I niech ta interpretacja przyjmie się, kończąc dyskusję nic nie wnoszącą zresztą pozytywnego w polski futsal.

Kolega Józef, śledzący jako recenzent moich felietonów portale internetowe, uprzejmie powiadomił mnie, iż odezwały się głosy zarzucające związkowi piłkarskiemu nadmiar władzy i nie uwzględnianie decyzji spółki FE, która wcześniej wyraziła zgodę na dokooptowanie tylko trzech drużyn do obecnego ekstraklasowego składu. Nie byłbym w tym momencie aż tak wrażliwy na owe quasiregulaminowe zacięcia dyskutantów. Trzy więcej, czy cztery więcej - nie ma dla całości znaczenia. O wiele bardziej znaczące jest, że poprzez te działania futsalowe rozgrywki stracą zdecydowanie na swojej wartości. Staną się na powrót projektem z nad wyraz przesadną liczbą zespołów. Rozgrywkami nie korelującymi w żaden sposób z oczekiwanym poziomem sportowym.

Prezes Zbigniew Boniek wypowiadając się o klubach trawiastej piłki w kontekście nowego sezonu, wznowienia rywalizacji, pomocy związkowej, stwierdził: „najwięcej zależy od tego, jak kluby przetrwają trudne miesiące. Czy dotąd grały uczciwie, czy znaczonymi kartami. Sprawdzimy, kogo stać na grę w lidze”. Proponuję, aby kluby futsalu przepisały je sobie i wywiesiły w gabinetach prezesów. I miały cały czas na uwadze ten rozsądek prezesowski.

Nie wiem, czy prezes miał swój udział w rozwiązaniach futsalowych. Ale jeśli tak było, to widać, że podchodził do tego po piłkarsku. Jak na boisku. Nie chcąc wyrządzić krzywdy żadnemu zespołowi można było bowiem zarządzić dodatkowe baraże do liczby awansowej cztery z I ligi futsalowej, lub powziąć decyzję jak w sentencji pezetpeenowskiej. I to jest coś, czego akcjonariusze spółki FE muszą się jeszcze długo uczyć.

Nieoceniony kolega Józef zwrócił uwagę na jeszcze jedną rzecz, płynącą z internetu. Ale niezwykle znamienną, uderzającą niewątpliwie w owo nadmuchane „ja” sympatyków futsalu. Jak zauważył, tylko trzy poważniejsze portale pozafutsalowe pochyliły się nad ogłoszoną decyzją PZPN. Nie wie, ile było wejść, ale wpisów było w skali mikro. Dlatego poprosił, aby w felietonie w jego imieniu zaapelować – nie roztrząsajcie sympatycy futsalu już dalej decyzji związkowego departamentu. Weźcie się do roboty, by futsal odbudowywać, gdyż sytuacja jest trudna. Kolego Józefie, melduję – zadanie wykonałem.

Po tym niezwykle cennym wtręcie pana Józefa, na chwilę przejdę jeszcze do rzeczy felietonowo arcyciekawej. A wiadomo felieton, to czasem jak bajka. Niemniej bywa, że bajka realizująca się w swojej poincie. Od dłuższego czasu pośród środowiska futsalowego przewija się temat zainteresowania futsalem kolejnego polskiego wielkiego klubu trawiastego. Jest szansa – jak mówią wtajemniczeni – że po Pogoni, Wiśle, Piaście, Legii, kolejny klub znaczący wiele w polskiej piłce pobratałby się z futsalem. Jakby wiążąc temat, niedawno Marcin Stanisławski wziął rozbrat z Gattą Zduńska Wola i wypowiedział się, iż chciałby zrealizować jakiś inny projekt futsalowy. Czyżby to projekt Futsal Widzew? - zapytam w felietonie. O ile to ziściłoby się, to pointa naprawdę byłaby wspaniała. I wcale niebajkowa.      

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...