Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Nie skłamię, jak napiszę, że każdy człowiek posiada jakieś ideały. A nawet głowę nabitą ideałami. Sport każdego szczebla i każdej dyscypliny również tymi ideałami się żywi. Jako młody chłopak, zamieszkujący tereny górskie, rozpoczynałem swoją sportową przygodę od narciarstwa. Kiedy brakowało śniegu – a w tamtych latach było to rzadkością – wraz z kolegami kopaliśmy piłkę. Jednak pierwsze ponad lokalne sukcesy odnosiłem w popularnym ping-pongu. Zdając maturę, byłem już zahartowanym sędzią siatkówki, w której to specjalności przebiłem się aż na szczebel centralny. Pisanie o sporcie rozpocząłem od żużla. Dopiero wiele lat po studiach stałem się sportowym działaczem, oddając się piłce nożnej. Tak oto doświadczałem idei sportowej, którą z czasem przestałem utożsamiać z idealizmem.

Kiedy Michał Listkiewicz, jako prezes PZPN, zaproponował mi objęcie stanowiska w związkowej Komisji Futsalowej, miałem już za sobą doświadczenie w działalności w komisji piłkarstwa kobiecego PZPN. Był to czas, kiedy polski futsal ciągle jeszcze świętował udział w finale europejskiego czempionatu w Moskwie. Nazwiska działaczy – Wolny, Sowiński - nadawały ton, w gronie zawodników Filipczak, Dąbrowski, Szłapa, wymieniane były jednym tchem przez futsalową młodzież. Wydawało mi się, że dyscyplina w odróżnieniu od piłki trawiastej, będącej w przededniu wielkiej afery korupcyjnej, targanej różnymi konfliktami, jest taką idealistyczną przystanią. Miejscem, gdzie realizuje się sport niemal coubertinowski. Niestety, czas pokazał całkiem inne oblicze futsalu. Oblicze, które w szarej swojej wersji dominuje do dzisiaj. I tak myśli o ideałach oraz harmonii musiały, chcąc nie chcąc, ustąpić miejsca twardej rzeczywistości. Najprościej mówiąc, aby w futsalu być, trzeba było najnormalniej walczyć.

Wspominam ową potrzebę walki w aspekcie zrozumienia części klubów futsalowej ekstraklasy, głośno optujących za powiększeniem jej do 18 zespołów. Poniekąd jestem w stanie zrozumieć ich postawę – obrony przed degradacją, czy ekstraordynaryjnych awansów – jako działania jednostek lecz nie zaakceptuję tego w perspektywie całości. Jest to najzwyczajniej sprzeniewierzenie się zasadom czystego współzawodnictwa. Interesy klubowe zostały postawione nad ideałami sportowej rywalizacji. Niemniej kości zostały rzucone – jakby powiedział współczesny Cezar – i mogę tylko optować za szybkim doprowadzeniem przez PZPN do w miarę optymalnej dla ekstraklasy liczby 14 drużyn w tych rozgrywkach. Najlepiej w ciągu jednego sezonu.

Proces licencyjny w klubach futsalowych szczebla centralnego toczy się już od dekady. Różnie z nim bywało. Niemniej, trzy aspekty zawsze wzbudzały największe kontrowersje. Po pierwsze - zawirowania wokół opłat  wpisowych czy weryfikacyjnych. Po drugie – sposoby adaptowania drużyn do rozgrywek młodzieżowych. Po trzecie – problemy z jakością obiektów. Podejrzewam, że i w obecnie trwającym procesie licencyjnym te punkty znajdą swoje poczesne miejsce. O ile zrozumieć jestem w stanie mniej ostre traktowanie pierwszoligowców, to ekstraklasę potraktowałbym według litery przepisu. Niech ta papierowa wizytówka klubowego futsalu wreszcie po dziesięciu latach spełnia wymogi z przysłowiowymi zamkniętymi oczami.

Kiedy zapoznałem się, że wspólnicy SFE zaaprobowali 18 zespołów w rozgrywkach, zacząłem się zastanawiać nad systemem rozgrywek. Gdzieś tam z przecieków internetowych uzyskałem szczątkową wiedzę, że są propozycje, aby rozegrać pierwszą rundę z udziałem wszystkich drużyn po jednym meczu. Natomiast w drugiej podzielić towarzystwo na dwie grupy i zagrać o awanse oraz spadki oddzielnie. I tak źle, i tak niedobrze – pomyślałem. Źle, gdyż nie dać w pierwszej rundzie możliwości rewanżów zespołom, jest rzeczą niepoważną. Niedobrze, kiedy walcząc o utrzymanie ma się możliwość grania tylko u przeciwnika, bez rewanżu u siebie. Jedyny pozytyw (oprócz oszczędnościowego) widzę tylko w tym, że walka o mistrzostwo odbędzie się na w miarę zdrowych zasadach – meczu oraz rewanżu. Ale jak będzie, to zobaczymy dopiero po decyzjach PZPN, który ma decydujące – i słusznie - słowo w sprawie regulaminów. A też i propozycje spółkowej Komisji Ligi mogą być z czasem inne, niż te przecieki.

Mając w pamięci, jako ówczesny działacz piłkarskiej centrali, moment formowania się futsalowej spółki, doskonale znam sprawę, delikatnie mówiąc, oziębłości Związku w kontekście pozostania w roku 2010 jednym z akcjonariuszy SFE. Najzwyczajniej postanowiono odczekać i zobaczyć, jak spółka funkcjonuje. Mamy rok 2020, spółka trwa raz udanie, raz mniej, a PZPN nadal nie odnajduje się w gronie wspólników, choć – o czym wspomniałem wyżej - do niego należy ostateczne słowo w sprawie regulaminu rozgrywek, czy nadania licencji. Jako felietonista mam prawo dopytać, dla wiedzy Polski futsalowej, czy prowadzone były lub są rozmowy o uzupełnieniu składu akcjonariuszy o PZPN. Akurat teraz spółka jest w okresie trudnym, szczególnie w zakresie sponsoringu. Niemniej ten czas jest takim pokerowym „sprawdzam”, czy w czasie prosperity zabezpieczono się, czy fundusze przejedzono. Być może związek też chce to sprawdzić. Ale w perspektywie wskazane byłoby jego wejście do spółki i wtedy nie trzeba byłoby już o każdą pomoc klamkować na ulicy Bitwy Warszawskiej.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Początkiem marca podczas rozmowy w gościnnych pomieszczeniach piłkarskiego związku na ul. Bitwy Warszawskiej w Warszawie z szefem polskiego futsalu Adamem Kaźmierczakiem poruszyliśmy między innymi temat włączenia futsalu do Systemu Sportu Młodzieżowego w Polsce. Wówczas to od pana Adama uzyskałem przekaz, iż stosowny wniosek z PZPN został przesłany właściwemu ministerstwu i w okolicach maja należy spodziewać się decyzji. I raczej powinna ona być pozytywna. Była to wiadomość z gatunku good news. Aż niewiarygodna, kiedy uzmysłowi się, od kiedy trwały różne zabiegi o ujęcie futsalu jako pełnoprawnej dyscypliny w rywalizacji szkół. A w różnej formie trwały one co najmniej od roku 2004.

Tego marcowego południa powiedziałem też panu przewodniczącemu, że jak to uda się, to kadencja Komisji Futsalu wpisze się na trwałe w historię naszego futsalu. I zdania nie zmieniam – panie Adamie. Gratuluję, w imieniu swoim, jak i innych przewodniczących Komisji minionych lat, dopięcia projektu. Niezwykle ważnego projektu dla przyszłości dyscypliny.

Neil Armstrong, który latem roku 1969 jako pierwszy człowiek w historii postawił krok na Księżycu, powiedział: „To jeden mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości". Przenosząc te słowa – oczywiście z wielkim dystansem - na futsal, powiem, iż wspomniana decyzja ministerialna wydaje się być czwartym znaczącym krokiem w polskiej futsalowej historii.

Pierwszym był udział w finałach Mistrzostw Świata w Hongkongu w 1992 roku. Drugim start w finałach Mistrzostw Europy 2001. Trzecim powołanie spółki Futsal Ekstraklasa i otrzymanie do prowadzenia od PZPN rozgrywek ekstraklasy w roku 2010. I wreszcie czwartym, teraz, stanie się pełnoprawną dyscypliną w Systemie Sportu Młodzieżowego w Polsce. Patrząc na daty, to tak około dekady trwa stawianie kolejnego milowego kroku. Warto więc byłoby przyspieszyć, aby kolejne stawiane były może w wykresie olimpijskim. A starożytni rozumieli pod terminem olimpiada czas około czterech lat. Jako felietonista oczekiwałbym kolejnego ważnego kroku na arenie sponsorsko-medialnej. Niech reprezentacja ma swojego niezależnego od trawiastej piłki sponsora. Podobnie jak rozgrywki ekstraklasy oraz I ligi.

Kiedy już rozpisałem się o futsalu młodzieżowym, to pomieszczę jeszcze kilka słów felietonowych o turnieju, który w czasie realnym umknął mi gdzieś bokiem, a o którym przeczytałem wertując numery „Przeglądu Sportowego” z okolic sylwestra 2019. Co prawda szukałem czegoś innego i to z gatunku sensacyjek sportowych, do powziętego zamysłu napisania powieści sportowej, ale wyczulone oko na futsal skierowało mnie i w tę stronę. Otóż, przeczytałem, że w Opolu odbył się finał pierwszej edycji imprezy o nazwie „Futsal Gram”. Imprezę zorganizował AZS Politechniki Opolskiej – pod prężnym kierownictwem prezesa Tomasza Wróbla. Jak pisał dziennikarz, głównym celem cyklu rozgrywek była popularyzacja futsalu jako osobnej dyscypliny sportu, a nie „piłki nożnej halowej”. Popularyzacja poprzez rywalizacje zespołów złożonych z uczniów klas V–VIII. I tak trzymać – pomyślałem. Organizować jak najwięcej tego typu imprez. One teraz będą pięknie współbrzmieć z opisaną powyżej decyzją o współzawodnictwie młodzieżowym w futsal. Zapewne ten turniej, jak i organizowany rok wcześniej w Warszawie pod inną nazwą, były zauważane przez kompetentne ministerstwo i dawały do zrozumienia, że futsalowe gry to nie są tylko określone seniorskie rywalizacje ligowe.

Patrząc przez lata na polski futsal, wypracowałem sobie nieco inny model jego promocji, niż choćby ten wiodący w lidze. Dla mnie rolę wiodącą ma dawać reprezentacja. A raczej jej wynik sportowy. Niestety, nie spełnia ona pokładanej w niej nadziei. To jej wynik sportowy ma stać się trampoliną, od której odbiją się kluby. Wiem, ktoś powie – mamy trzecie miejsce w Europie w kategorii U-19 i dalej nic nie dzieje się. Z całym szacunkiem do podopiecznych trenera Żebrowskiego i jego samego, ale to nie ta liga ważności. Nie ten ciężar gatunkowy, by przyciągnąć sponsorów, czy media.

I jeszcze jedno - jak już mówię o reprezentacji, to automatycznie nasuwa się na myśl zawiadujący nią PZPN. To w jego rękach, a raczej głowach oraz decyzjach, leży marketingowo-medialny los polskiego futsalu. Tak jak potrafił wywalczyć ujęcie w systemie współzawodnictwa młodzieżowego musi, podkreślam „MUSI”, zakasać rękawy i - odrzucając uprzedzenia do dyscypliny niektórych stricte „trawiastych” działaczy wykazać, że omawiany w felietonie wniosek był jedynie kolejnym krokiem profutsalowym, a następne, równie ważne, są już przed nami.

W polskiej rzeczywistości epidemiologicznej futsal nadal nie ma łatwo. Rząd polski epatuje nas odważnymi planami organizowania wydarzeń sportowych. Nawet z jakąś tam liczbą publiczności. Ale w większości dotyczy to sportów generujących spory przychód. Niestety, futsal nie generuje nic na razie, oprócz problemów organizacyjnych. Nie sądzę też, by społeczeństwo, sfrustrowane zakazami, oczekiwało w letnim czasie rywalizacji w hali. Niemniej, nie jestem optymistycznie nastawiony do szybkiego odmrażania sportu. To jest gra w typową „rosyjską ruletkę”. Albo wystrzeli, albo nie. Spokojnie poczekajmy, futsal dopiero po wakacjach niech rusza. Nie zawsze tylko do odważnych świat należy. 

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...