Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Felieton jest doskonałym miejscem dla pokazywania ludzi. Ich możliwości, porażek, zwycięstw, marzeń. Czyli wszystkiego tego, czym pasjonuje nas sport. Pomyślałem więc, że należy z tego skorzystać i - po zmianie ekipy zarządzającej w związku polskim futsalem oraz wcześniejszej zmianie we władzach ekstraklasowej Spółki, a także wymianach w komisjach futsalu związków wojewódzkich - napisać w wersji przymiotnikowej o ludziach polskiego futsalu. I tak powstała w ujęciu felietonowym autorska lista pod nazwą - "KTO KRĘCI FUTSALOWE KOŁO”.
Futsalowy rok 2016 nie był nudny. Końcem roku personalia rozpaliły do czerwoności środowisko. Wojenki regionalnych baronów, dążących do ulokowania "swoich ludzi" w fotelach futsalowo-plażowej komisji, trwały przez wiele dni oraz nocy. Dlatego, między innymi, już na początku segregowania kandydatów do listy 10 osób ważących dla polskiego futsalu znalazłem się w sporej kropce. Czy brać pod uwagę osiągnięcia minione, co wyjdzie jak najzwyklejsze podsumowanie, a tego chciałbym uniknąć. Czy też ocenić stan aktualny, a to wyjdzie ze szkodą na nowo-powołane władze komisji, bo zbyt krótko panują i nie dały się jeszcze ocenić w sposób wystarczający. Ale po co są tak zwane "złote środki". Nie będzie więc kryterium osiągnięć, tylko felietonowy ogląd "twarzy futsalu".

Na pierwszy miejscu bezapelacyjnie umieszczę duet wiceprezesów PZPN. Eugeniusz Nowak oraz Jan Bednarek nie dość, że rozdali karty powołań do nowej komisji, namaścili przewodniczącego, wybrali miejsce eliminacji ME, to jeszcze dzierżą w swoich rękach (Nowak) kasę, jaką dotuje związek futsal oraz nadzorują merytorycznie z ramienia kierownictwa PZPN działania futsalu (Bednarek). Mówiąc wprost - niewiele bez ich zgody w polskim futsalu może zaistnieć.

Miejsce drugie przypiszę duetowi trenerskiemu Andrzej Bianga - Błażej Korczyński. To w ich głowach, posiadanej wiedzy, wizji reprezentacji, taktyce meczowej, powołaniach personalnych leży na chwilę obecną przyszłość polskiego futsalu. Uda się w kwietniu na eliminacjach ME - będą wielcy. Oni i polski futsal. Nie powiedzie się. Lepiej nie mówić.

Trzecią lokatę dedykuję Maciejowi Karczyńskiemu - prezesowi zarządu Spółki Futsal Ekstraklasa. Jak "Ostatni Mohikanin" podjął się arcytrudnego zadania ożywienia medialnego oraz sponsorskiego Spółki. Jak powiedzie się, skorzysta na tym nie tylko Spółka, ale cały polski futsal. Przegra - ręce będą zacierać w związku przeciwnicy samodzielności ekstraklasy futsalowej. Trwa więc wielka gra. Niemal o honor.

Czwarty będzie u mnie przewodniczącego Komisji Futsalu, Adam Kaźmierczak. Wiem, że powinien być pierwszy i tego życzę mu na przyszły rok. Ale obecnie zaledwie studniowe urzędowanie nie pozwala tam go umieścić. Dla przewodniczącego rok 2017 będzie wielką szansą. Wykorzysta ją, skorzysta futsal oraz ON. Nie powiedzie się - odejdzie w tło razem z futsalem. Na razie należy dać przewodniczącemu jeszcze trochę oddechu. Ale kierować już musi.

Piątą pozycję zarezerwowałem dla Janusza Szymury - prezesa klubu Rekord Bielsko Biała. Dla polskiego futsalu jest on takim elementarnym, moralnym przewodnikiem. Przykładem organizacyjnym. Jest szanowany za działalność przez wrogów oraz przyjaciół. Jest orędownikiem niezależności futsalowej i współpracy z PZPN na zasadzie partnerstwa, a nie podległości.  

Na szóstej plasuję Szymona Czeczko - przewodniczącego Komisji Ligi Futsal Ekstraklasy. Jest jednym z dwóch ludzi polskiego futsalu, a jedynym na tej liście, sprawnie poruszających się gąszczu futsalowych i nie tylko przepisów. Pan Szymon posiada też niewątpliwie przydatny dla działacza dar rozmawiania z ludźmi. Potrafi zaadaptować się w trudnych sytuacjach z pożytkiem dla futsalu.  

Siódmy jest Zdzisław Wolny - prezes Cleareksu Chorzów. Człowiek - instytucja, niemal legenda polskiego futsalu. Mimo, iż na co dzień już nie jest tak aktywny jak kiedyś, jego zdanie w ważnych, przełomowych kwestiach dla futsalu jest brane pod uwagę. Jest to takie, niezwykle skuteczne, podpowiadanie z tylnego fotela.

Anna Straszewska będzie ósma. Ale tylko dlatego, że jest szefową łódzkich struktur futsalu, czyli związku, z którego wywodzi się przewodniczący Kaźmierczak. Pani Anna jest w futsalu dłużej niż pan przewodniczący, więc nasuwa się nieodparcie myśl, iż pan Adam, przynajmniej na początku kadencji, będzie wiele korzystał z jej ocen, czy też podpowiedzi. Za rok może pani Anny nie być już w tej klasyfikacji.
Dziewiątą pozycję rezerwuję dla szefa polskich sędziów futsalowych. Na chwilę obecną jest nim Przemysław Sarosiek. Ta organizacja jest bardzo dynamiczna w zmianach. Pan Przemysław wiele zrobił dla poprawienia image arbitrów, ale błędy zdarzają się jeszcze. Pracę należy kontynuować i dążyć, aby sędziowie na parkiecie byli jak najmniej widoczni.

Dziesiątkę zamyka Grzegorz Morkis - wiceprzewodniczący Komisji Futsalu. Taki człowiek cienia. Znany z działalności w młodzieżowych środowiskach futsalowych. Trzyma mocno te imprezy, tak potrzebne naszemu futsalowi. Jestem ciekaw jak odnajdzie się w nowej komisyjnej sytuacji

Nie darowałbym sobie jako felietonista, gdybym nie popełnił jeszcze małego resume dotyczącego osób, faktów, zdarzeń najbardziej rozczarowanych minionym rokiem oraz rokujących nadzieję na przyszłość. Na liście rozczarowanych minionym rokiem, bez urazy, można umieścić - Bogdana Duraja, Romana Sowińskiego, sympatyków Red Devils Chojnice. Niewątpliwie, całe trio liczyło w roku 2016 na więcej lub choćby utrzymanie status quo. Francuzi w takich przypadkach mawiają - C`est la vie (takie jest życie). Natomiast w wykazie rokujących na przyszłość chętnie zobaczyłbym prezesa Jarosława Jenczmionkę z Piasta Gliwice, Wojciecha Weissa - trenera reprezentacji kobiet oraz media - Łączy nas Piłka i Futsal-Polska.pl. Wyznaczają kierunki - biznes, kobieca "mała piłka", media - bez których koło futsalowe nie przyspieszy.
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Z okazji Nowego Roku otrzymałem między innymi takie życzenia - "Niech Nowy Rok przyniesie Ci zdrowie, radość, miłość, pomyślność i spełnienie wszystkich marzeń. A gdy marzenia już się spełnią, niech dorzuci nowe, bo to one nadają życiu sens". I były to życzenia od człowieka znającego się na futsalu, jak mało kto w Polsce. Dziękuję. Moje marzenie spełniło się, gdyż uczestniczyłem w koncercie noworocznym wiedeńskich filharmoników. To była uczta. Należę do grona ludzi, którzy nie składają zbyt wielu obietnic, nie rozliczają się obowiązkowo z poprzedniego roku oraz nie przyrzekają sobie szczególnej poprawy na rok kolejny. Najzwyczajniej nie chcę uzależniać się od zobowiązań. W felietonie żyję okresami sezonu futsalowego, który nie jest równoległy z rokiem kalendarzowym, więc i czas cezury jest inny. Poza tym futsal jest dyscypliną zbiorową i nawet najlepsze starania jednostki nie będące koherentne z całością nie spełnią się. Mając to na względzie postanowiłem początkiem roku napisać co nieco o działaczach. Jako zjawisku, bez zbytnich nazwisk, nieco mentorsko, wtrącając czasem merytoryczne pytanie.

Anno Domini 2017 jest, przynajmniej dla mnie, rokiem ćwierćwiecza polskiego futsalu. Srebrne Gody zobowiązują. Mija szesnaście lat od udziału w finałach wielkiej imprezy futsalowej. Gdzieś tam pod maską spokoju, środowisko czeka na powtórkę. Na różne sposoby objawiają się kolejne pokłady populizmu oraz presji, jakie na reprezentację in gremio oraz indywidualnie na działaczy, na zawodników, na trenerów są nakładane. Od presji udziałowców nie są też wolne władze ekstraklasowej Spółki. Od presji środowiska nie jest, a jakże, wolny PZPN z komisją futsalową włącznie. Pytania na przemian z oczekiwaniami informacji mnożą się. Zobligowany przez wielu, zadam pezetpeenowcom - w osobach prezesów Nowaka, Bednarka oraz przewodniczącego Kaźmierczaka - jedno pytanie. Mamy początek stycznia. Dlaczego jeszcze nic nie wiemy o kalendarzu reprezentacji na rok 2017? Czy jest to tajemnica, czy brak dogrania (oprócz turnieju kwietniowego ME) terminarza, co nie powinno zdarzyć się w poważnym związku?
Futsal nie jest dyscypliną popularną, gdy oceniamy w kontekście profesjonalnego uprawiania. Jednak, kiedy weźmiemy pod uwagę masowość grania w "małą piłkę" na hali, to jest o wiele korzystniej. Niewątpliwie wiąże się to z panującą obecnie modą na masowe uprawianie sportu. Dzięki tej modzie jesteśmy sprawniejsi, rosną nam endorfiny szczęścia. Przy okazji handlowcom rosną sprzedaże. Niemniej, mimo iż o wiele więcej ruszamy się, nie stajemy się z dnia na dzień zawodowcami. Nadal jesteśmy tylko amatorami, gdyż różnica pomiędzy profesjonalistą a amatorem nie zaciera się przy okazji zakupienia super sportowych butów, czy sportowego trybu życia. Amatorska przygoda ze sportem, to nie to samo, co harówka wyczynowego sportowca. Tak samo nie można stać się z dnia na dzień działaczem sportowym nie przechodząc wielu etapów wtajemniczenia tego specyficznego rodzaju pracy. Wielu sponsorów, czy działaczy futsalu - mówiąc slangowo - przewiozło się już na swoich sportowych zamiłowaniach. Szlag mnie trafia, kiedy widzę biznesmenów "przytulających się" do futsalu, ale jeszcze większy mnie trafia, gdy widzę działaczy obiecujących zawodnikom oraz kibicom przysłowiowe "złote góry", z których braku nie potrafią się później wytłumaczyć. Wielu w takich przypadkach lubi się poskarżyć na nieokreślone czynniki obiektywne, względnie osobowe, rzucające na klub uroki. Pisząc to mam w głowie informację o jednym ważnym działaczu związkowym tłumaczącym, iż niedawne mecze futsalowe z Belgią, to tylko sparingi i nie ma co się rozbijać za transmisjami. Daj mu Boże mądrości.  

Oprócz działaczy jest w futsalu nacja, bez której dyscypliny najzwyczajniej nie byłoby. To zawodnicy. Wielu z nich wydaje się, że grając w futsal na szczeblu centralnym rozgrywek krajowych są już prawdziwymi wyczynowcami. Nic bardzie błędnego. Tak myśląc robią sobie krzywdę. Kolejny błąd, to żądanie sporych jak na futsal apanaży. Co prawda, struktura sportowa pozwala żądać sowitej zapłaty za wykonywaną pracę, ale rozum nakazuje też mieć na względzie zdrowy rozsądek. Nie będę czarował i pisał - oto z trawy do futsalu przeniósł się fantastyczny piłkarz, któremu ciepła hala bardziej spodobała się niż mokra trawa. Wszyscy wiemy, jaki to byłby surrealizm. Z zawodnikami jest prawie tak jak z działaczami. Do futsalu w dużej mierze wędrują ci, którzy nie spełnili się w piłce trawiastej. Mnie to nie przeszkadza, byle tylko jedni i drudzy zachowywali się odpowiedzialnie.
A wracając do relacji na linii zawodnik - działacz, zawsze będę twierdził, iż działacz powinien dbać o zawodników, bo to dzięki nim ma pracę, gratyfikacje. Wspólnie - zawodnik, działacz, trener - winni na pierwszym miejscu stawiać  futsal jako dyscyplinę, a dopiero na drugim promocję swojej osoby. Niestety, nierzadko bywa odwrotnie i nawet mocno niekonwencjonalnie. Jako przykład podam pewien przekaz, który otrzymałem działacza futsalu oceniającego kolegę, starającego się o futsalowe stanowisko w centrali (otrzymał je). Sens wypowiedzi owego kolegi był następujący - "Wiesz, futsal jest mi potrzebny do aklimatyzacji w PZPN. Do zdobycia tam kontaktów. Do wyjechania z reprezentacją za granicę".

Przypomniałem sobie te słowa wracając z Wiednia i czytając w pociągu Goethego. Niemiecki poeta mawiał - "Ludzkość kroczy stale naprzód, jednak człowiek pozostaje ten sam". Co prawda, to prawda.   
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...