Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Woody Allen - jeden z najznamienitszych reżyserów filmowych współczesności powiedział - "Prognozy są bardzo trudne jeżeli chodzi o przyszłość". Jestem zdania, że słowa te dotyczą każdej dziedziny życia. Dlatego bardzo śmieszy mnie - odbiegając nawet na chwilę od sportu - wszelka kakofonia prognozowa. W piłce nożnej podoba  mi się wyważone podejście prezesa Bońka do osiągnięć oraz planów i ewentualnych sukcesów. Jeżeli dobrze wczytuję się w myśli prezesa, to nic nie dzieje się tak ad hoc, na pstryknięcie palcami. A o sukcesie sportowym mówimy dopiero, gdy już go osiągniemy. Pamiętam, kiedy w sierpniu Anno Domini 2016, tydzień przed wyjazdem do włoskiego Jesolo na eliminacje do mundialu w beachsoccerze Bahama 2017, rozmawiałem z trenerem naszej reprezentacyjnej plażówki Marcinem Stanisławskim, to w sposób bardzo wyważony odpowiedział na pytanie o szanse awansowe polskiego plażowego teamu. Jego zdaniem zespół jest dobrze przygotowany, ale są czynniki - mówił - które mogą zaważyć całkiem nieoczekiwanie na wyniku. Jak widać - był realistą i wcale nie hurraoptymistą. Niemniej, zapowiadał nieustępliwą walkę w każdym meczu o zwycięstwo, a oceniając zawodników liczył na dobry wynik. Dzisiaj wiemy, powiodło się i biało-czerwoni w kwietniu pojadą światowy czempionat na Bahamy.
Odnosząc się nadal do zdania Woody Allena powiem - prognozować, to prawie jak grać w ruletkę. A nawet gorzej. Tam zdarza się jakiś układ, bywa nierzetelny czasami. W prognozowaniu i to jest trudno przewidzieć, czy wkomponować w daną sytuacje. Trenerowi Stanisławskiemu ułożyło się wszystko znakomicie. Zebrał zgrany zespół, miał w nim niekwestionowanego lidera, drużyna zespoliła się dla osiągnięciu celu, zawodnicy zawierzyli szkoleniowcowi, dopisało niewątpliwie szczęście, w odpowiednim czasie umiejętności sportowe zgrały się z aktualną formą. Wszystko razem niby nic szczególnego, ale bywa nie raz, nie dwa, trudne do zebrania w jednym czasie oraz miejscu. Życzę zbiegu tych wszystkich okoliczności reprezentacji futsalu podczas kwietniowego elbląskiego turnieju eliminacyjnego mistrzostw Europy i jednocześnie wnoszę o nieco ponad dwa miesiące przedturniejowego spokoju dla naszej kadry. Po Wielkanocy oceniajmy.

Połówka stycznia była obfita w futsalowe narady. Najpierw władze spółki FE z prezesem Karczyńskim oraz przedstawiciele klubów ekstraklasowych spotkali się z kierownictwem PZPN (prezesi Nowak, Bednarek, przewodniczący Kaźmierczak), by następnie we własnym gronie podsumować mijające pół roku oraz radzić nad przyszłością. W spotkaniu uczestniczył też prezes Ekstraklasy SA, Dariusz Marzec. W kolejnym dniu na pierwszym posiedzeniu z udziałem prezesów Nowaka oraz Bednarka obradowała nowa Komisja Futsalu i Piłki Plażowej PZPN. Liczę, że zarówno SFE oraz PZPN poinformują, przynajmniej tezowo, o ich przebiegu. Z felietonowego obowiązku odnotuję jedynie, że wreszcie emocje ustąpiły miejsca rozumowi. I oby tak było zawsze.

Zresztą znając ze związkowej działalności przewodniczącego Kaźmierczaka od roku co najmniej 2008 wiem, że jest purystą regulaminowo-prawnym i nie ma u niego możliwości zrobienia ruchu niepożądanego. Tym bardziej powstawania różnych nieformalnych "towarzystw wzajemnej futsalowej adoracji". Dlatego sądzę, że od sezonu 2017/2018 będzie coraz mniej nieporozumień regulaminowych, o których na łamach futsal-polska pisze często Jakub Mikulski. I dobrze, że pisze. Ze swojej strony dodam jeszcze tylko zapytanie - na jakich zasadach regulaminowych w barażach o ekstraklasę wezmą udział ewentualni obcokrajowcy spoza UE, ponieważ PZPN zatwierdził w tej kwestii dwa różne zapisy regulaminowe, dla I ligi oraz ekstraklasy. Z całym szacunkiem, drogi związku - jednak interpretacja pewnych zapisów powinna być jednakowa, a nie według mniemania - kto wcześniej rano gdzieś tam w Polsce, czy w jakimś biurze wstanie, ten ma rację.
My tak gadu gadu o przepisach, a trwają rozgrywki. Ligowo grała tylko ekstraklasa. Nic powalającego nie wydarzyło się. No może oprócz nadszarpnięcia nerwów  kibiców Euromastera oraz Piasta, którym TVP Sport, zafundował nocną transmisję według zasady telewizyjnego poślizgu zamiast zapowiadanej live. Przebiły ich live relacje mistrzostw świata w piłce ręcznej. Drużyny lig niższych oraz regionalni triumfatorzy Halowego Pucharu Polski potykali się w 1/32 tych rozgrywek. W Pucharze na chwilę, kiedy piszę te słowa, wiem o 10 zespołach I ligi, które odpadły z pucharowej rywalizacji. Pierwszoligowcy przegrywali przeważnie z amatorskimi drużynami. Jakby chcieli potwierdzić moją tezę z poprzedniego felietonu o miałkości zaplecza futsalowego.

Gdy już jestem przy pierwszoligowcach odniosę się do trochę dziwnej - moim zdaniem - sytuacji w grupie północnej. Tam z początkiem roku miał odbyć się mecz Mieszko Gniezno - Słoneczny Stok Białystok. Nie odbył się. Został przełożony na - uwaga - 15 kwietnia (termin podaję według futsalowych portali). Dla  jasności - rozgrywki I ligi kończą się 22 kwietnia. Nie wiem kto zadysponował nowy termin. Ale obojętnie kto nim był, jest rzeczą karygodną wskazywać dla być może decydującego o miejscach w tabeli meczu aż tak odległy czas w stosunku do  planowanego terminarzem. Brak wyobraźni, dobra, albo zła wola, a może wszystko razem wzięte. Tak nie powinno być. Jest to już bodajże trzeci mecz białostocczan, który nie odbywa się w regulaminowym terminie. Dziwna przypadłość.
 
Przepraszam, że tak mało napisałem dzisiaj o futsalowej stronie sportowej, lecz organizacyjne sprawy są równie ważne. Liczę na odrobienie zaległości za tydzień, po tyskim turnieju z udziałem reprezentacji Polski, Słowenii, Bośni i Hercegowiny oraz Finlandii. Tym bardziej, że mam nadzieję, iż organizatorzy zadbają o jakiś przekaz medialny, ogólnopolski telewizyjno-internetowy. Wcale nie przesadzę, jak napiszę, że liczę na sportowy oraz ORGANIZACYJNY sukces. Turniej tyski odbieram bowiem też w kategoriach sprawdzianu organizacyjnego PZPN przed uefowską imprezą w Elblągu. 

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jadąc na mecz do Gdańska w miniony poniedziałek otrzymałem informację, która jako mieszkańca aglomeracji warszawskiej mnie zadowoliła. Otóż, AZS Uniwersytet Warszawski został mistrzem Polski w futsalu w kategorii dziewcząt do lat 18. Brawo. Gratulacje. Cieszę się, że w przeciągu dwóch lat kolejna żeńska drużyna futsalowa z Warszawy szczyci się tytułem mistrzowskim. Rok wcześniej były to dziewczęta z Pragi Warszawa. Już nie mogę doczekać się mistrzostw za rok. Może kolejny warszawski, czy też mazowiecki team wygra - marzyłem sobie w Polskim Busie gdzieś za Ostródą pośród iście angielskiej mgły. Ale - okazuje się - nie wszystko jest takie proste. Za rok może dziewczęcych mistrzostw w pewnych kategoriach nie być albo będą w zmienionej formule. Takie głosy padają w środowisku.

Z młodzieżowymi mistrzostwami futsalu od zawsze były różne problemy. Kiedyś grało się według kategorii U-21, U-19, a dziewczęta tylko amatorsko, spontanicznie i dopiero w kadencji 2008-2012 przyjęliśmy je pod związkowe skrzydła. Później za tej samej kadencji ówczesnego Wydziału Futsalu poszerzono optykę mistrzostw i nazewnictwo kategoriach na U-20, U-18 i tak w dół co dwa lata do U-14. Powstała kadra chłopców U-19. Taki system młodzieżowych mistrzostw, którego kreacji znaczącymi osobami byli panowie Szymura oraz Czeczko, trwa od moich czasów kierowanie polskim futsalem do dzisiaj. Jednak jak wywiedziałem się - od osób bliskich futsalowi młodzieżowemu - pewne korekty są planowane. Kwestia tylko zakresu i terminu. Jako współautor poprzednich zmian pozwolę więc sobie zasugerować felietonowo pewne rozwiązania. PRIMO - rozpatrzyć należy zasadność utrzymywania reprezentacji do lat 19. Wygospodarowane środki można przekazać dla reprezentacji seniorskiej kobiet. U-19 i tak gra sporadycznie, a UEFA nie ma nawet w najodleglejszym zamyśle powołania takich rozgrywek. SECUNDO - należy powrócić do nazewnictwa nieparzystego i stworzyć obowiązek dla klubów ekstraklasy oraz I ligi futsalu uczestnictwa w rozgrywkach MMP U-19. Nie wypowiadam się o U-21, bo jak w tym wieku są zawodnicy stricte futsalowi to i tak powinni występować w ligowych zespołach. Wszelkie kategorie poniżej U-19 pozostawiam do rozgrywek eliminacyjnych na szczeblu związków wojewódzkich, później makroregionów i tylko finał (cztero-drużynowy) byłby ogólnopolski. TERTIO - Nie należy ograniczać występowania w rozgrywkach młodzieżowych zawodnikom oraz zawodniczkom z klubów piłki trawiastej.
Odkąd pamiętam, zawsze istniał problem "wypożyczania" zawodników, czy zawodniczek na futsalowe młodzieżowe mistrzostwa od klubów piłki trawiastej. Nie rozumiałem przed dziesięciu laty i nie rozumiem nadal awersji trenerów piłki trawiastej do dania możliwości podopiecznym spróbowania sił w mistrzowskich meczach na hali. Nie poruszałbym tematu, gdyż każdy ze szkoleniowców może mieć w tej sprawie takie swoje dictum, ale nie mogę pozostać bierny, kiedy opcja trenerska z trawy próbuje wpływać na usankcjonowanie tego stosownymi związkowymi zakazami. Czy ci panowie nadal nie pojmują, że futsal jest doskonałą grą uzupełniającą. Jeżeli nie chcą wypożyczać zawodników, czy zawodniczek, niech sami wystawiają swoje zespoły do mistrzowskich zmagań w futsalu. Czyżby bratanie się z futsalem przerastało ego ludzi z przedrostkami PRO i innymi literowymi przed trenerską nazwą? Tak na marginesie gubię się w tej nomenklaturze i w tym, kogo oraz kto w Polsce może trenować. Finalizując akapit trenerski napiszę jeszcze tylko w apelu do władz PZPN. Szanowni panowie - łatwo jest wylać dziecko futsalowe z kąpielą, wprowadzając zmiany. Liczę jednak, że rozsądek oraz perspektywiczne patrzenie na polski futsal przeważy. Przy okazji dodam, że w sztabie analitycznym trenera Nawałki jest dwóch szkoleniowców nad wyraz blisko związanych kiedyś z futsalem. Nawet prowadzący kadry narodowe futsalu. To panowie Góralczyk oraz Juszczak. I panu Nawałce to nie przeszkadza. Niech więc inni trenerzy podrapią się co nieco po głowie i dadzą futsalowi spokój. Jak nie chcą pomagać, to niech nie przeszkadzają.

Poważną wtopę - według opisu niektórych mediów - zaliczył ktoś na mistrzostwach U-18 dziewcząt, zgłaszając do gry dziewczynę w finałach, która już wcześniej grała w innej drużynie. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a uprawnienie przez stosowny organ nadzorujący te rozgrywki mieści się w granicach prostego błędu ludzkiego, a nie "lekkiego" podejścia do sprawy. Zresztą jak mówili starożytni - "errare humanum est" - błądzić jest rzeczą ludzką. Ważniejsze natomiast jest - moim zdaniem - by w tym błędzie o nieomylności nie trwać, bo to jest już rzecz diabelska. Niemniej, na kanwie tego zdarzenia poproszę do PZPN jako organ prowadzącego rozgrywki I ligi futsalowej o zaapelowanie do klubów o dołożenie większej staranności w sferę organizacyjną meczów pierwszoligowych rozgrywek. Jest spora różnica poziomu sportowego pomiędzy I ligą a ekstraklasą - co przyznają zgodnie beniaminkowie. O ile strona sportowa nie zależy od organu prowadzącego rozgrywki, to strona organizacyjna tak. Dlatego należy czynić starania, aby te różnice niwelować. Tego wymaga ogólnie pojęty wizerunek futsalowy.
O meczu ekstraklasowym w Gdańsku mogę powiedzieć - jak się chce, to zrobi się. I nie chodzi mi o wynik, ani o grę. To zainteresowani zobaczyli na ekranie TVP Sport. Piszę o stronie organizacyjnej. Ta hala aż prosi się o międzynarodowe mecze futsalowe. Ktoś mówił, że w Gdańsku mecze ogląda 40-80 kibiców. Było o wiele, wiele więcej. Były reklamy ledowe. Był czysty parkiet bez dodatkowych linii (dlatego obyło się bez legendarnej futsalowej maty). Były oznaczone pomieszczenia dla drużyn, osób funkcyjnych. Były przestronne miejsca dla mediów z łączami elektronicznymi. Były właściwie zorganizowane służby wymagane regulaminami do zabezpieczenia. Był z dobrym tembrem głosu i znający futsal spiker. I co najważniejsze - prezes miał czas dla siebie, gdyż do każdego działu organizacyjnego miał kompetentną osobę do kierowania. I nie było zdziwienia, że przedstawiciel Spółki FE coś od organizatora wymaga w kwestii realizacyjnej na linii klub - telewizja - przepisy. W Gdańsku doskonale zdają sobie sprawę, że organizacja oraz wizerunek to ważące elementy budowania produktu. Nie mniej ważne, niż sportowy wynik. Nietrudno w tym kontekście zauważyć, iż trwający gratisowy flirt z TVP Sport powoduje poprawienie świadomości organizacyjnej klubów. Lekcję tworzenia produktu kluby - jedne sprawniej, inne mozolniej - jednak odrabiają. Funkcjonuje w przestrzeni takie powiedzenie, którego prekursorem jest niemiecki filozof Nietzsche - "Co nas nie zabije, to nas wzmocni". I myśląc w tym kontekście o uporze, wytrzymałości, rozwoju - tak należy działać.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...