Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Minęły święta. Sportowcy, działacze, sędziowie, trenerzy rozjechali się z klubów, związków do domów. Odpoczywali przy świątecznych stołach z najbliższymi. Snuli plany na zbliżający się Nowy 2017 Rok. Dobrze jest po świątecznym odpoczynku przystąpić do nowych wyzwań ze zresetowanymi głowami. Z nowym futsalowym spojrzeniem. Dobrze, że w futsalu tak układa się terminarze, iż jest czas świąteczny dla siebie i rodzin. Kibiców także to zadowala. Tradycja to rzecz ważna, szczególnie dla Polaka, i niech tak pozostanie na kolejne święta. Święta Bożonarodzeniowe są blisko Nowego Roku. Są czasem podsumowania mijającego roku. Nie silę się na żadne podsumowania, ale patrząc poprzez pryzmat kadry, tej najważniejszej reprezentacji seniorskiej, powiem krótko - znowu nie udało się. Podobnie powiem o futsalowej klubowej Lidze Mistrzów. Jednak tym razem reprezentacja była blisko sukcesu, jak nigdy w minionej dekadzie. Wywalczone zostały baraże o finał mistrzostw świata. I to jest ten optymistyczny akcent, z którym idźmy wspólnie z futsalem w Nowy Rok.
Jeżdżąc po Polsce futsalowej zewsząd słyszę - internet obroni futsal, internet do przyszłość futsalowa. Rozumiem to zachłyśnięcie internetowe, bo nie dotyczy ono tylko futsalu. Jest to potężne medium i każdy chcący liczyć się w społeczności współczesnej powinien internet szanować. Ale niestety, a może "stety", nie jest on remedium na wszystko. Nie jest także prostym panaceum na sukces. Największe światowe media pisane, czyli gazetowe, zdają sobie sprawę, że postępuje powolne ich marginalizowanie. Podobnie jest z telewizjami znanymi dotychczas z przekazu satelitarnego, naziemnego, czy kablowego. Ale żadna z wielkich korporacji medialnych nie rezygnuje z gazety, czy telewizji. Natomiast coraz bardziej podpiera się internetem. I tak będzie przynajmniej jeszcze do 2020 roku. Dlatego i futsalowi potrzebne jest nadal zróżnicowanie medialne. Tymczasem na chwilę obecną dzieje się to wedle przysłowiowej bajkowej zasady - każdy sobie rzepkę skrobie. Brylują portale klubowe oraz portal spółkowy ekstraklasy. Pewnie na palcach jednej ręki zliczyłbym tak zwane  portale niezależne, jak chociażby futsal-polska, nie powiązane z jakąś opcją. Starające się być jak najbardziej obiektywne merytorycznie i programowo. Jak przysłowiowa jedna jaskółka wiosny nie czyni tak i te kilka portali siłą opiniotwórczą jeszcze nie są.

Pan Kaźmierczak od dwóch miesięcy przewodniczy w PZPN polskiemu futsalowi. Pierwszy, po powołaniu, wywiad z nim o futsalu, ukazał się na stronie jego macierzystego Łódzkiego ZPN, którego jest prezesem. Może nie dopatrzyłem i były jeszcze inne futsalowe wywiady przewodniczącego, ale nie sadzę, aby przedstawił swój program na najbliższe cztery lata na typowym dla futsalu portalu internetowym. I nie winię za to przewodniczącego, tylko redaktorów. Widocznie bliżej im do prostego klikania niż fachowych pytań oraz odpowiedzi. A ja naprawdę chciałbym dowiedzieć się, jaki polski futsal ma program, bo personalia komisji tak na poważnie nic mi nie mówią. W piłce trawiastej trenerzy reprezentacji wypowiadają się czy trzeba, czy nie. A futsalowi tylko od czasu do czasu coś mrukną. I to też nie jest wina trenerów. Nie jest ich obowiązkiem zabiegać o wypowiedź, ale obowiązkiem redaktorów wszelkich portali futsalu jest pytać, by ludowi futsalowemu to przekazywać. Niedawno futsalem - i to w miarę cyklicznie - zajął się oficjalny portal PZPN w wydaniu "Łączy nas piłka". Brawo i dziękuję. Niemniej, to tylko kropla w morzu potrzeb kibiców. Były rozmowy z szefem spółki ekstraklasowej, trenerem reprezentacji, zawodnikiem klubu ekstraklasy. Proszę o jeszcze i wyrażam nadzieję, że nie będzie to związkowy panegiryk.  Liczę, że zdopinguje inne futsalowe media do rozszerzenia swojej oferty.
Quo vadis, Domine - czyli dokąd idziesz, panie - to proste łacińskie, starorzymskie pytanie. Transponowane na współczesność łączy się z odpowiedzią - do kina. Kiedy dopytujemy co grają, pada odpowiedź - "Quo Vadis". I tak można bawić się w nieskończoność pytając - dokąd idziesz i co grają. I zawsze będzie padać odpowiedź "quo vadis". W końcu takimi pytaniami oraz odpowiedziami zapętlimy się myślowo i zagubimy. Tak jest też z naszym futsalem. Jak przysłowiowy karp wigilijny rusza pyskiem, prosząc przed egzekucją o łyk powietrza. Nasz futsal na początku roku 2017 zdaje się też ruszać pyskiem błagalnie prosząc o łyk tlenu. A tym tlenem niewątpliwie będą eliminacje ME rozgrywane w kwietniu Anno Domini 2017 w Polsce. Wyjdziemy z grupy do dalszych gier - tlen futsalowi zostanie odkręcony. Nie uda się - będzie trzeba łapać powietrze. Tym tlenem dla Spółki FE może być znalezienie sponsora rozgrywek. Tym tlenem może być dla futsalu zakotwiczenie przy sobie poważnej telewizji. Ot, taka "triada tlenowa", która jak poniesie klęskę, to nawet najbardziej zagorzały sympatyk "małej piłki" powinien zrozumieć, że nie poszliśmy z futsalem w przód, tylko nadal w kółko pytamy - quo vadis, futsalu. Tym sposobem wyraziłem swoje oczekiwania dla polskiego futsalu na rok 2017. Może jeszcze dodam obowiązek awansu mistrza Polski do kolejnej rundy futsalowej LM. A wszystkim z okazji nadchodzącego Nowego Roku 2017 życzę lepszego życia i świata, w którym jest jak najmniej hipokryzji.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jak co roku przed Wigilią zastanawiam się, czy ubyło wrogów. Nawet nie myślę, czy przybyło przyjaciół, bo nie to jest najważniejsze. Bycie felietonistą nie polega bowiem na spolegliwości wobec zdarzeń, czy osób. Zbigniew Herbert mówił - "Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną śmiecie". Ja powiem inaczej - zawsze będę zmierzał pod wiatr i nie dam się nieść bezwolnie. Każdy, nie tylko felietonista, ma swoich fanów, takich "małych Ludków". Są fani obłędu i są fani rozsądku. Kiedyś Paweł Zarzeczny (dziennikarz i felietonista znakomity) powiedział mi, aby sprawdzać poznanych szybkim pytaniem - ile jest 2+2x2. I od wyniku uzależniać stopień zażyłości. Tak robię i wielu eliminuje się. Na odpowiedź daję trzy sekundy i zaręczam Wam, że przesiew jest olbrzymi. Niedawno tym sposobem wyeliminowało się trzech członków zarządu PZPN, w tym nawet wiceprezes. A myślałem, że prezes Boniek, do którego mam spory szacunek za sportowe osiągnięcia, dobiera bardziej kumatych. Przynajmniej w liczeniu.

Lat temu kilka uczestniczyłem w takiej happeningowej Wigilii z Jackiem Kurskim i kilkoma innymi politykami Solidarnej Polski. Gdzieś tak pomiędzy barszczykiem a pasztecikiem rozmawialiśmy o barwach tęczy na warszawskim Placu Zbawiciela. Różne były poglądy, niemniej wigilijny czas je tonował. Wreszcie jako Polacy doszliśmy do wniosku, że biało-czerwone są niepodważalne. Nie da się bowiem ukryć, że to właśnie barwy biało-czerwone są większościowym systemem wartości Polaków. I takie biało-czerwone życzenia będą ode mnie dla wszystkich czytających moje felietony. Nieważne, czy z ochotą, czy ze złością. Jak w każdą Wigilię optuję  za wolnością nie myloną z dowolnością i przekazuję świąteczną życzliwość oraz wyrozumiałość. 
Tańcowały dwa Michały - taki jest początek znanego wiersza Juliana Tuwima. Cytując poetę na myśli mam Michałów - Widucha oraz Kubika, którzy grali ważne role w telewizyjnym meczu ekstraklasy futsalu pomiędzy Pogonią 04 Szczecin a Piastem Gliwice. Miałem w związku z tym meczem niemały zgryz, gdyż na innej stacji leciała transmisja siatkarskiego hitu ZAKSA - Resovia (2:3), której jako fan resoviaków nie mogłem sobie też całkowicie odpuścić. Przy okazji pozdrawiam panią Anię z Rekordu, która - o ile wiem - kibicuje mocno ZAKSie. Pani Aniu, są jeszcze rewanże.

Ale wracając do Michałów. Widuch w bramce Piasta tylko potwierdził rewelacyjną formę i zasadność powołania do kadry przez duet trenerski Bianga - Korczyński. Potwierdził też moją tezę, iż bramkarz w dobrej dyspozycji wyrabia ponad sześćdziesiąt procent normy teamu futsalowego. To Widuch wygrał Piastowi ten mecz. Kubik, początkowo mało widoczny, w drugiej połowie starał się pociągnąć szczeciński zespół ku victorii, ale trafił mu się jeden błąd, który bezlitośnie wykorzystali rywale. Bardzo mi było szkoda w tym momencie tego jednego z najinteligentniejszych polskich zawodników futsalu. Ale - sympatyczny Michale - nie przejmuj się. "Kto nic nie umie, temu i pomylić się nie można" - jak mawiał jeden z poetów starożytnych Aten. Podobne błędy - co sam widziałem - i to w meczach międzynarodowych trafiały się i trenerowi kadry Korczyńskiemu, i szkoleniowcowi lidera ekstraklasy, Andrzejowi Szłapie. Dali sobie z tym radę i kontynuowali swoje wspaniałe kariery piłkarskie. Dasz radę i Ty. Wierzę w Ciebie. Michałów - Widucha oraz Kubika, dopisuję do swojej galerii wyróżnień. Na zakończenie pierwszej rundy figurują w niej - Groszak, Frajtag, Zastawnik, Foltyn, Mikołajewicz, Widuch, Kubik.

Całą rundę nie pisałem za wiele o Rekordzie Bielsko Biała. Zostawiłem sobie ten klub na świąteczny deser całkiem świadomie. I wiedziałem co robię. Teraz w jednym felietonowym materiale mogę napisać o niekwestionowanym liderze ekstraklasy oraz aktualnym mistrzu Polski do lat 20 z mistrzostw minionego weekendu w Oleśnicy. Brawo, Bravissimo, Gratulacje, Complimenti. Szczególnie kieruję te słowa do pana Janusza Szymury - niemal instytucji polskiego futsalu. Myślę, że przyjdzie czas, by coś więcej napisać o samym prezesie i jego zasługach dla futsalu. Dzisiaj skoncentruję się na klubie. Odbieram Rekord jako doskonale zorganizowaną firmę. Pisząc klub, nie przesadzam - chociaż nazwy "klub" można byłoby uznać za nadużycie do wielu stowarzyszeń w polskim futsalu, które po bliższym zapoznaniu okazują się co najwyżej solidnymi drużynami.
Pamiętam, jak budziłem się rankiem w hotelu Rekordu, jadłem śniadanie, a obok na hali ćwiczyły jakieś małe brzdące. Później przychodziły starsze dzieci, młodzież. I tak przez cały dzień. Chapeau bas - panie Januszu. Chciałoby się mieć w polskim futsalu, przynajmniej ekstraklasie, więcej Rekordów. Takich klubów, które potrafią wystawić zespoły do młodzieżowych mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach, a nie tylko - jak nakazuje obowiązek - w jednej. Pozostaję optymistą i wierzę, że w kolejnych latach przybędzie naśladowców rekordowego "cudu futsalowego". I tego polskim klubom futsalu na Wigilię życzę.

Wracając jeszcze na moment do Rekordu. Zawsze twierdzę, że w grach zespołowych potrzebne są gwiazdy, ale wygrywa zespół. Szkoleniowcom Rekordu, Szłapie oraz Nawratowi udało się skompletować ciekawy wzajemnie uzupełniający się team. Jest w tym gronie dwóch Czechów, jest dwóch Ukraińców, wreszcie są Polacy - i młodzi, i doświadczeni, w tym trzech aktualnych kadrowiczów. Zapewne jest atmosfera zwycięzców, bo bez tego nie ma sukcesów. Gdyby nie podział punktów po dwóch rundach, już dzisiaj odważyłbym się gratulować Rekordzistom mistrzostwa. Przy obowiązującym regulaminie ligowym jeszcze wstrzymam się.

Natomiast nie wstrzymam się z osobistymi gratulacjami dla nowo-upieczonych wicemistrzów Polski U-20 z AZS UMCS Lublin. Już po turnieju półfinałowym pisałem w jednym z wcześniejszych felietonów, że byłem pod wrażeniem ich gry. Jeszcze raz gratuluję. Cieszę się tym bardziej, że jest to zespół występujący pod nazwą mojej lubelskiej Alma Mater.
Czytaj dalej...