Z notatnika dziejopisa
- Dział: Felietony
Wreszcie PZPN zakończył sagę personalną futsalowej Polski i powołał skład Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Jak ktoś oczekiwał, że z dużej chmury spadnie spory deszcz, niewątpliwie zawiódł się. Zmiany nastąpiły w konwencji wiosennego, oczyszczającego deszczyku, bez typowej majowej burzy z piorunami. Zastosowano wyborczy kompromis, polegający na zadowoleniu szefów wojewódzkich struktur związkowych oraz spełnieniu wyborczych obietnic. Nadzorujący układankę wiceprezes organizacyjny Nowak nie okazał się Aleksandrem Macedońskim i nie wybrał opcji przecięcia "działaczowskiego węzła gordyjskiego". Zobacz także: Poznaliśmy skład "nowej" Komisji FutsaluWybrano powiększenie liczbowe komisji oraz dla spokoju wewnętrznego dodano funkcję drugiego wiceprzewodniczącego. Mimo tych roszad w nowym rozdaniu zabrakło wyrazistych postaci, takich stygmatyzujących, jakimi w przeszłości byli w komisji, choćby panowie Wolny, Sowiński, czy Greń. Jest raczej miałko i posłusznie. Włodarze PZPN, beniaminkowi futsalowemu, za jakiego uchodzi w środowisku przewodniczący Kaźmierczak, dodali na zastępców weteranów komisyjnych w osobach panów Duraja oraz Morkisa. Do pisania protokołu wyznaczono sprawdzonego pana Gryckiewicza z regionu kujawsko-pomorskiego. Do kompletu dopisano pana Kulczyckiego, całkiem słusznie, gdyż jest delegatem środowiska futsalowego na Walne Zebrania PZPN, panią Straszewską, znaną z działalności futsalu młodzieżowego, szefową łódzkich struktur futsalu, pana Gnybka, przedstawiciela futsalu wielkopolskiego, drugiej po Śląsku siły liczebnej damskiego i męskiego futsalu, panów Krawczyka i Rekścia - odpowiednio z Podkarpacia oraz Podlasia, a niejako przy okazji przedstawicieli klubów I ligi. Wreszcie niejako na deser dołożono silną grupę ekstraklasowej Spółki w osobach prezesa Rady Nadzorczej, pana Dąbrowskiego oraz szefa Komisji Ligi, pana Czeczko. I to tyle, co na dzisiaj o komisji da się napisać. Co najwyżej można jeszcze wyrazić nadzieję, iż każda z tych osób wstępując do komisji przychodzi z dobrymi intencjami i będzie działać bez intencji złych. Jest takie biblijne często cytowane - "A fructibus eorum cognoscetis Eos". I niech to przetłumaczone na język polski - "Po ich owocach ich poznacie" - zawsze pozostanie w pamięci członków komisji i oznacza, że oceniona zostanie ich praca nie po chwilowych sukcesach, po doraźnym porywach, ale po budowli futsalowej, którą wzniosą w trakcie swojej kadencji.
Tyle o futsalu w wersji oficjalnej. Teraz przechodząc do wersji felietonowej spróbuję wyjaśnić czym jest produkt. Może czasami przewinie się nawet w tle nazwa futsalowy produkt, ale nie przesadzajmy z tym zjawiskiem w powiązaniu z polskim futsalem. Otóż, najkrócej i najjaśniej pisząc, produktem w koncepcji marketingowej - gdyż głównie w tym aspekcie powinien interesować środowisko futsalowe - jest zespół cech i właściwości, które mogą służyć do zaspokojenia konkretnych potrzeb przez potencjalnego nabywcę, użytkownika, właściciela produktu lub osobę doświadczającą możliwości korzystania z produktu. I już na początku wyjaśnię, że nie potrafię całkiem merytorycznie odpowiedzieć, czy stan obecny futsalu w Polsce odpowiada oczekiwaniom, pragnieniom zarówno tych, co dają towar o nazwie futsal, albo tych, co ten towar chcą kupić za przyzwoite pieniądze. Według subiektywnego odczucia - nie odpowiada. Idąc dalej tropem definicji marketingowej, produktem krótko określa się każdy obiekt rynkowej wymiany oraz wszystko co może być oferowane na rynku. Futsal na rynku jest oferowany przez PZPN, Spółkę Futsal Ekstraklasa, kluby, różne stowarzyszenia, uczelnie - ale poważnych kontrahentów nie przybywa. Jedynym, co bezsprzecznie rośnie, jest liczba kliknięć w Internecie. Niestety, nie przekłada się to na wymierne (czytaj kasowe) korzyści. Dla największego gracza, czyli dla PZPN, najważniejszy pozostaje futbol trawiasty. I to nie dziwi, więc należy szukać niekonwencjonalnych rozwiązań.
Pamiętam dobrze jak związek kilka lat temu nie wykorzystał - i to całkiem świadomie - szansy na niemal skokowe wypromowanie produktu futsalowego. I to wypromowanie go w Polsce na imprezie o światowym zasięgu. Był to czas, kiedy Wrocław otrzymał organizację The World Games 2017 - Igrzyska Sportów Nieolimpijskich. Jest tradycją tej imprezy, że organizator może dopisać do programu kilka wskazanych przez siebie dyscyplin. Kierując w opisywanym momencie polskim futsalem wspólnie z panem Szymonem Czeczko, który wtedy szefował Spółce Futsal Ekstraklasa, podjąłem działania, aby przekonać kierownictwo PZPN o celowości aplikowania w tej sprawie. Za przyjęciem futsalu do programu World Games 2017 było we wstępnych rozmowach nawet miasto Wrocław, ale sprawa utknęła w PZPN. Swoje dołożyły UEFA, czy też FIFA, które nie podjęły tematu dofinansowania. Związek zajęty wówczas bardziej przedwyborczymi grami zamknął sprawę krótkim "nie ma kasy". Gwoli prawdy historycznej dopowiem, że do pomysłu nie byli przekonani, między innymi, nadzorujący wówczas futsal wiceprezesi PZPN - panowie Bugdoł i Bednarek oraz pan Padewski - obecny wiceprezes PZPN (w tamtych latach szef Dolnośląskiego ZPN). A jak związek pozostawał bierny to i Ministerstwo Sportu, z którym rozmawialiśmy, nie naciskało. I tak przepadła wielka szansa na wypromowanie produktu futsalowego, jakiej długo, a może wcale Polska nie będzie miała. Za to wypromuje się fistball, wrotki, przeciąganie liny, czy bule. Tak na marginesie te ostatnie są jednym z moich ulubionych sportów, a poznałem je we Francji dzięki naszemu znakomitemu niegdyś piłkarzowi Henrykowi Kasperczakowi. Pozdrawiam go w dalekiej Afryce.
Felietony zawierają puentę. Nie trzeba o niej w zasadzie pisać, gdyż przeważnie wynika z tekstu. Tym razem jednak zaakcentuję. Drodzy sympatycy futsalu, do których i ja się zaliczam, nie będzie przez najbliższe pół wieku futsalu na Igrzyskach Olimpijskich. Nawet Brazylia nie zaproponowała go do dyscyplin pokazowych w Rio de Janeiro 2016. Jak nie zrobiła tego Brazylia, to kto ma to zrobić? A jak czegoś nie ma na IO, to jest niszowe. Wiedzcie też, że za czasów prezydenta UEFA Platiniego zlikwidowano futsalowy turniej ME do lat 21. Widać futsal nudzi włodarzy wielkiej piłki. Dowiodę nawet tej tezy drzemką Platiniego podczas finałowego meczu ME w futsalu w Debreczynie. Widziałem, bo siedziałem niedaleko. I jeszcze drobna wrzutka do polskiego ogródka. Argentyna - organizator w Buenos Aires w roku 2018 Igrzysk Olimpijskich Młodzieży (startują reprezentacje do lat 18), wpisała jednak futsal do programu imprezy. Brawo, Bravissimo Argentyno. Ucz się Polsko. Ucz się "pezetpeenie". Patronat nad imprezą objął sam Lionel Messi. A tak przy okazji, idę o spory zakład, że mało kto słyszał o umieszczeniu "małej piłki" w programie IOM Buenos Aires 2018. Sprawdziłem telefonicznie i na 12 osób z grona decydentów polskiej piłki - i futsalowej też - temat znało ledwie dwie. Na szczęście o argentyńskich igrzyskach wiele wie pan Jakub Mikulski i informuje kogo może. Nie jestem aż takim wizjonerem, geniuszem, czy szaleńcem, aby przewidywać bezbłędnie przyszłość. Niemniej kto wie, czy z czasem jedynym wyjściem dla futsalu na pokazanie się jako dobrego marketingowo produktu nie będzie niezależna futsalowa organizacja narodowa oraz ponadnarodowa. I tylko w takiej konfiguracji przestanie być on postrzegany jako ubogi, bardzo ubogi krewny futbolu.
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...
Pamiętam dobrze jak związek kilka lat temu nie wykorzystał - i to całkiem świadomie - szansy na niemal skokowe wypromowanie produktu futsalowego. I to wypromowanie go w Polsce na imprezie o światowym zasięgu. Był to czas, kiedy Wrocław otrzymał organizację The World Games 2017 - Igrzyska Sportów Nieolimpijskich. Jest tradycją tej imprezy, że organizator może dopisać do programu kilka wskazanych przez siebie dyscyplin. Kierując w opisywanym momencie polskim futsalem wspólnie z panem Szymonem Czeczko, który wtedy szefował Spółce Futsal Ekstraklasa, podjąłem działania, aby przekonać kierownictwo PZPN o celowości aplikowania w tej sprawie. Za przyjęciem futsalu do programu World Games 2017 było we wstępnych rozmowach nawet miasto Wrocław, ale sprawa utknęła w PZPN. Swoje dołożyły UEFA, czy też FIFA, które nie podjęły tematu dofinansowania. Związek zajęty wówczas bardziej przedwyborczymi grami zamknął sprawę krótkim "nie ma kasy". Gwoli prawdy historycznej dopowiem, że do pomysłu nie byli przekonani, między innymi, nadzorujący wówczas futsal wiceprezesi PZPN - panowie Bugdoł i Bednarek oraz pan Padewski - obecny wiceprezes PZPN (w tamtych latach szef Dolnośląskiego ZPN). A jak związek pozostawał bierny to i Ministerstwo Sportu, z którym rozmawialiśmy, nie naciskało. I tak przepadła wielka szansa na wypromowanie produktu futsalowego, jakiej długo, a może wcale Polska nie będzie miała. Za to wypromuje się fistball, wrotki, przeciąganie liny, czy bule. Tak na marginesie te ostatnie są jednym z moich ulubionych sportów, a poznałem je we Francji dzięki naszemu znakomitemu niegdyś piłkarzowi Henrykowi Kasperczakowi. Pozdrawiam go w dalekiej Afryce.
Andrzej Hendrzak