Z notatnika dziejopisa

Na Turniej Czterech Państw jechałem podładować futsalowe akumulatory. Piszę podładować, gdyż całkowite ich doładowanie zostawiam, tak jak pewnie cała futsalowa Polska, na Elbląg w kwietniu. Czułem, że zjedzie do Tychów wiele osób znaczących dla polskiego futsalu. I nie pomyliłem się. VIP-ROOM był pełny. Ale dla mnie ważniejsza była postać słynnego Chorwata, Mico Marticia prowadzącego obecnie narodowy team fiński. Dzisiaj z perspektywy kilku dni można tylko żałować, że nikt nie wpadł na pomysł, by zorganizować jakiś nawet nieoficjalny panel z udziałem JEGO oraz naszych działaczy futsalowych. Mieć pod ręką twórcę i właściciela profesjonalnego portalu FUTSALPLANET i nie skorzystać z tego jest rzeczą co najmniej niezrozumiałą. Właśnie Chorwat oraz trener Słoweńców Andrej Dobowicnik, to obecne w Tychach europejskie nazwiska futsalowe.

Życzę, aby kiedyś jakiś Polak też mógł być za takiego uznawany. Jednak patrząc na rotacje działaczy w polskim futsalu nie jestem w stanie w to uwierzyć. Na pozycję w UEFA pracuje się latami i nie są ważne typowania tego czy owego działacza przez PZPN. Futsalowe środowisko europejskie jest poniekąd hermetyczne i nikogo nie obchodzą za wiele krajowe nominacje. Tam trzeba zaaklimatyzować się poprzez osobowość. A piszę o tym w kontekście działań PZPN zmierzających do wyznaczenia do UEFA futsalowego obserwatora oraz delegata meczowego. Nie wnikam, kto to będzie, ale proszę - władzo związkowa - nie popełnij błędów i nie wyznacz osób nieznanych lub nijakich w wyrazie europejskiego futsalu. Kiedy tak patrzyłem w Tychach jak pan Sowiński konwersuje o futsalu z Martićem pomyślałem - daj Boże, by kiedyś nowe młode pokolenie naszych działaczy futsalowych poruszało się tak swobodnie po europejskich salonach futsalu, jak pan Roman.
Z natury nie jestem aż takim perfekcjonistą, aby bezczelnie pouczać innych. Niemniej są rzeczy, na które trzeba zwracać uwagę. Oczywiście istnieją sytuacje czarne albo białe, złe albo dobre. Ocena takich wydarzeń zależy przede wszystkim od uznanych punktów widzenia względnie moralnych aspektów akceptowanych przez opiniującego. Osobiście nie lubię poruszać się w sferze osądów wyznaczających zasadę "wszystko albo nic". Dlatego nieraz jak nie mogę z całą odpowiedzialnością potwierdzić czegoś, że jest dobre, czy złe, wolę sprawę przemilczeć, co nie znaczy jednak, że toleruję wieloznaczność. O organizacji tyskiego turnieju w aspekcie kwietniowych eliminacji futsalowych ME w Elblągu napiszę jedynie - oczekuję solidniejszego merytorycznie zaangażowania organizatorów związkowych za dwa miesiące. A przedmiotowo zwrócę uwagę tylko na jeden fakt, na który dwukrotnie podczas niedzielnego meczu Polska - Słowenia wskazywał mi jeden z działaczy klubowych polskiego futsalu. Nawet dosłownie zacytuję jego słowa - "Niech pan popatrzy, panie Andrzeju - mówił - od nas związek wymaga, aby byli oznakowani noszowi na meczu. A tutaj, aby znieść na noszach Mikołajewicza po kontuzji musiał podbiegać jeden członek polskiej ekipy, bo oznaczonych noszowych nie było. I jeszcze oznakowanie punktu medycznego - niebieski krzyż. Co to za kolory. Jakieś pokojowe z ONZ. Niech pan to napisze, na pewno napisze" - dodawał. Co obiecałem wykonuję bez komentarza.

Na pewno są to niedociągnięcia łatwe do wyeliminowania przed Elblągiem. Tam delegat UEFA tego nie przepuści. A wiem coś w tym temacie, bo raz byłem dyrektorem turnieju UEFA, a raz przewodniczącym komitetu organizacyjnego turnieju rozgrywanego pod egidą UEFA. Delegaci są zawsze bardzo rygorystyczni w sprawach organizacyjnych i trzymają się zapisów centrali z Nyonu.
Miałem przyjemność oglądać tyski turniej w towarzystwie mecenasa jednego z klubów wschodniej Europy. Dobrego klubu - zaznaczam. Przebywa on w Wiśle z rodziną na nartach, więc gdy mu powiedziałem o turnieju, wsiadł do samochodu i w niedzielne popołudnie zameldował się w tyskiej hali. Chciał zobaczyć w akcji jednego z bośniackich futsalistów, o którym mówi się w jego klubie. Wieczorem podczas kolacji w Domu Bawarskim nad jeziorem Paprocany opowiadał, że już dawno nie oglądał tak radosnego futsalu, jak pierwsza połowa meczu Polska - Słowenia. W 20 minut gry 10 goli - to rarytas dla licznej widowni, lecz dla trenerów pewnie nie - mówił. Wiele mówił też o Finach. "Co to znaczy mieć za trenera tak wytrawnego fachowca jak Martić" - wskazywał. "W niecałe trzy lata ze słabego zespołu europejskiego zrobił on pewnego średniaka, który potrafi mieszać szyki najlepszym. Finowie grają z naciskiem na defensywę. Coś tam dodają w taktyce rozegrania i są przygotowani świetnie fizycznie. Po prostu Martić nie filozofował i mając takich, a nie innych zawodników, dostosował do nich taktykę" - podsumowywał.

Odjeżdżając zdradził mi, że najchętniej to zaproponowałby swojemu klubowi Mikołaja Zastawnika, którego gra wywarła tego wieczoru na nim olbrzymie wrażenie. Jak widać nasza młodzież może być niedługo w cenie w Europie i oby wreszcie jakieś zagraniczne transfery wypaliły, bo to - przynajmniej dla mnie - świadczyłoby, że w rodzimym futsalu coś drgnęło sportowo na lepsze. Takie transfery są bowiem niepodważalnym wyznacznikiem jakości ligi, czy reprezentacji.

Polacy w Tychach wygrali, zremisowali oraz przegrali. Wielu odczuje pewnie pewien niedosyt, szczególnie po nieudanej potyczce z Finami. Pozostało dwa miesiące do eliminacji, a to wystarczający czas dla wyeliminowania niedociągnięć. Bardziej martwi mnie, że raczej nie jest planowany żaden poważniejszy mecz w elbląskiej hali dla jej zapoznania. A przede wszystkim do zapoznania kibiców z polskim teamem oraz reprezentacyjnym futsalem. Kibice muszą wspomagać kadrę, a w Tychach było z tym różnie. Mimo starań wodzireja, nie było euforii. Nawet w vipowskim sektorze. A przecież prezes Boniek na Narodowym w Warszawie tak pięknie cieszy się. Nic, tylko brać przykład, panowie. Finalizując niejako turniej indywidualnie wyróżnię - Zastawnika z Polski, Fina - jednego z braci Kytola, Totośkovića ze Słowenii oraz Bośniaka Bevandę. W regionie, z którym byłem przez lat wiele związany mówi się - "pierwsze śliwki robaczywki". Oby kolejne zbiory były już okazałe.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Woody Allen - jeden z najznamienitszych reżyserów filmowych współczesności powiedział - "Prognozy są bardzo trudne jeżeli chodzi o przyszłość". Jestem zdania, że słowa te dotyczą każdej dziedziny życia. Dlatego bardzo śmieszy mnie - odbiegając nawet na chwilę od sportu - wszelka kakofonia prognozowa. W piłce nożnej podoba  mi się wyważone podejście prezesa Bońka do osiągnięć oraz planów i ewentualnych sukcesów. Jeżeli dobrze wczytuję się w myśli prezesa, to nic nie dzieje się tak ad hoc, na pstryknięcie palcami. A o sukcesie sportowym mówimy dopiero, gdy już go osiągniemy. Pamiętam, kiedy w sierpniu Anno Domini 2016, tydzień przed wyjazdem do włoskiego Jesolo na eliminacje do mundialu w beachsoccerze Bahama 2017, rozmawiałem z trenerem naszej reprezentacyjnej plażówki Marcinem Stanisławskim, to w sposób bardzo wyważony odpowiedział na pytanie o szanse awansowe polskiego plażowego teamu. Jego zdaniem zespół jest dobrze przygotowany, ale są czynniki - mówił - które mogą zaważyć całkiem nieoczekiwanie na wyniku. Jak widać - był realistą i wcale nie hurraoptymistą. Niemniej, zapowiadał nieustępliwą walkę w każdym meczu o zwycięstwo, a oceniając zawodników liczył na dobry wynik. Dzisiaj wiemy, powiodło się i biało-czerwoni w kwietniu pojadą światowy czempionat na Bahamy.
Odnosząc się nadal do zdania Woody Allena powiem - prognozować, to prawie jak grać w ruletkę. A nawet gorzej. Tam zdarza się jakiś układ, bywa nierzetelny czasami. W prognozowaniu i to jest trudno przewidzieć, czy wkomponować w daną sytuacje. Trenerowi Stanisławskiemu ułożyło się wszystko znakomicie. Zebrał zgrany zespół, miał w nim niekwestionowanego lidera, drużyna zespoliła się dla osiągnięciu celu, zawodnicy zawierzyli szkoleniowcowi, dopisało niewątpliwie szczęście, w odpowiednim czasie umiejętności sportowe zgrały się z aktualną formą. Wszystko razem niby nic szczególnego, ale bywa nie raz, nie dwa, trudne do zebrania w jednym czasie oraz miejscu. Życzę zbiegu tych wszystkich okoliczności reprezentacji futsalu podczas kwietniowego elbląskiego turnieju eliminacyjnego mistrzostw Europy i jednocześnie wnoszę o nieco ponad dwa miesiące przedturniejowego spokoju dla naszej kadry. Po Wielkanocy oceniajmy.

Połówka stycznia była obfita w futsalowe narady. Najpierw władze spółki FE z prezesem Karczyńskim oraz przedstawiciele klubów ekstraklasowych spotkali się z kierownictwem PZPN (prezesi Nowak, Bednarek, przewodniczący Kaźmierczak), by następnie we własnym gronie podsumować mijające pół roku oraz radzić nad przyszłością. W spotkaniu uczestniczył też prezes Ekstraklasy SA, Dariusz Marzec. W kolejnym dniu na pierwszym posiedzeniu z udziałem prezesów Nowaka oraz Bednarka obradowała nowa Komisja Futsalu i Piłki Plażowej PZPN. Liczę, że zarówno SFE oraz PZPN poinformują, przynajmniej tezowo, o ich przebiegu. Z felietonowego obowiązku odnotuję jedynie, że wreszcie emocje ustąpiły miejsca rozumowi. I oby tak było zawsze.

Zresztą znając ze związkowej działalności przewodniczącego Kaźmierczaka od roku co najmniej 2008 wiem, że jest purystą regulaminowo-prawnym i nie ma u niego możliwości zrobienia ruchu niepożądanego. Tym bardziej powstawania różnych nieformalnych "towarzystw wzajemnej futsalowej adoracji". Dlatego sądzę, że od sezonu 2017/2018 będzie coraz mniej nieporozumień regulaminowych, o których na łamach futsal-polska pisze często Jakub Mikulski. I dobrze, że pisze. Ze swojej strony dodam jeszcze tylko zapytanie - na jakich zasadach regulaminowych w barażach o ekstraklasę wezmą udział ewentualni obcokrajowcy spoza UE, ponieważ PZPN zatwierdził w tej kwestii dwa różne zapisy regulaminowe, dla I ligi oraz ekstraklasy. Z całym szacunkiem, drogi związku - jednak interpretacja pewnych zapisów powinna być jednakowa, a nie według mniemania - kto wcześniej rano gdzieś tam w Polsce, czy w jakimś biurze wstanie, ten ma rację.
My tak gadu gadu o przepisach, a trwają rozgrywki. Ligowo grała tylko ekstraklasa. Nic powalającego nie wydarzyło się. No może oprócz nadszarpnięcia nerwów  kibiców Euromastera oraz Piasta, którym TVP Sport, zafundował nocną transmisję według zasady telewizyjnego poślizgu zamiast zapowiadanej live. Przebiły ich live relacje mistrzostw świata w piłce ręcznej. Drużyny lig niższych oraz regionalni triumfatorzy Halowego Pucharu Polski potykali się w 1/32 tych rozgrywek. W Pucharze na chwilę, kiedy piszę te słowa, wiem o 10 zespołach I ligi, które odpadły z pucharowej rywalizacji. Pierwszoligowcy przegrywali przeważnie z amatorskimi drużynami. Jakby chcieli potwierdzić moją tezę z poprzedniego felietonu o miałkości zaplecza futsalowego.

Gdy już jestem przy pierwszoligowcach odniosę się do trochę dziwnej - moim zdaniem - sytuacji w grupie północnej. Tam z początkiem roku miał odbyć się mecz Mieszko Gniezno - Słoneczny Stok Białystok. Nie odbył się. Został przełożony na - uwaga - 15 kwietnia (termin podaję według futsalowych portali). Dla  jasności - rozgrywki I ligi kończą się 22 kwietnia. Nie wiem kto zadysponował nowy termin. Ale obojętnie kto nim był, jest rzeczą karygodną wskazywać dla być może decydującego o miejscach w tabeli meczu aż tak odległy czas w stosunku do  planowanego terminarzem. Brak wyobraźni, dobra, albo zła wola, a może wszystko razem wzięte. Tak nie powinno być. Jest to już bodajże trzeci mecz białostocczan, który nie odbywa się w regulaminowym terminie. Dziwna przypadłość.
 
Przepraszam, że tak mało napisałem dzisiaj o futsalowej stronie sportowej, lecz organizacyjne sprawy są równie ważne. Liczę na odrobienie zaległości za tydzień, po tyskim turnieju z udziałem reprezentacji Polski, Słowenii, Bośni i Hercegowiny oraz Finlandii. Tym bardziej, że mam nadzieję, iż organizatorzy zadbają o jakiś przekaz medialny, ogólnopolski telewizyjno-internetowy. Wcale nie przesadzę, jak napiszę, że liczę na sportowy oraz ORGANIZACYJNY sukces. Turniej tyski odbieram bowiem też w kategoriach sprawdzianu organizacyjnego PZPN przed uefowską imprezą w Elblągu. 

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jadąc na mecz do Gdańska w miniony poniedziałek otrzymałem informację, która jako mieszkańca aglomeracji warszawskiej mnie zadowoliła. Otóż, AZS Uniwersytet Warszawski został mistrzem Polski w futsalu w kategorii dziewcząt do lat 18. Brawo. Gratulacje. Cieszę się, że w przeciągu dwóch lat kolejna żeńska drużyna futsalowa z Warszawy szczyci się tytułem mistrzowskim. Rok wcześniej były to dziewczęta z Pragi Warszawa. Już nie mogę doczekać się mistrzostw za rok. Może kolejny warszawski, czy też mazowiecki team wygra - marzyłem sobie w Polskim Busie gdzieś za Ostródą pośród iście angielskiej mgły. Ale - okazuje się - nie wszystko jest takie proste. Za rok może dziewczęcych mistrzostw w pewnych kategoriach nie być albo będą w zmienionej formule. Takie głosy padają w środowisku.

Z młodzieżowymi mistrzostwami futsalu od zawsze były różne problemy. Kiedyś grało się według kategorii U-21, U-19, a dziewczęta tylko amatorsko, spontanicznie i dopiero w kadencji 2008-2012 przyjęliśmy je pod związkowe skrzydła. Później za tej samej kadencji ówczesnego Wydziału Futsalu poszerzono optykę mistrzostw i nazewnictwo kategoriach na U-20, U-18 i tak w dół co dwa lata do U-14. Powstała kadra chłopców U-19. Taki system młodzieżowych mistrzostw, którego kreacji znaczącymi osobami byli panowie Szymura oraz Czeczko, trwa od moich czasów kierowanie polskim futsalem do dzisiaj. Jednak jak wywiedziałem się - od osób bliskich futsalowi młodzieżowemu - pewne korekty są planowane. Kwestia tylko zakresu i terminu. Jako współautor poprzednich zmian pozwolę więc sobie zasugerować felietonowo pewne rozwiązania. PRIMO - rozpatrzyć należy zasadność utrzymywania reprezentacji do lat 19. Wygospodarowane środki można przekazać dla reprezentacji seniorskiej kobiet. U-19 i tak gra sporadycznie, a UEFA nie ma nawet w najodleglejszym zamyśle powołania takich rozgrywek. SECUNDO - należy powrócić do nazewnictwa nieparzystego i stworzyć obowiązek dla klubów ekstraklasy oraz I ligi futsalu uczestnictwa w rozgrywkach MMP U-19. Nie wypowiadam się o U-21, bo jak w tym wieku są zawodnicy stricte futsalowi to i tak powinni występować w ligowych zespołach. Wszelkie kategorie poniżej U-19 pozostawiam do rozgrywek eliminacyjnych na szczeblu związków wojewódzkich, później makroregionów i tylko finał (cztero-drużynowy) byłby ogólnopolski. TERTIO - Nie należy ograniczać występowania w rozgrywkach młodzieżowych zawodnikom oraz zawodniczkom z klubów piłki trawiastej.
Odkąd pamiętam, zawsze istniał problem "wypożyczania" zawodników, czy zawodniczek na futsalowe młodzieżowe mistrzostwa od klubów piłki trawiastej. Nie rozumiałem przed dziesięciu laty i nie rozumiem nadal awersji trenerów piłki trawiastej do dania możliwości podopiecznym spróbowania sił w mistrzowskich meczach na hali. Nie poruszałbym tematu, gdyż każdy ze szkoleniowców może mieć w tej sprawie takie swoje dictum, ale nie mogę pozostać bierny, kiedy opcja trenerska z trawy próbuje wpływać na usankcjonowanie tego stosownymi związkowymi zakazami. Czy ci panowie nadal nie pojmują, że futsal jest doskonałą grą uzupełniającą. Jeżeli nie chcą wypożyczać zawodników, czy zawodniczek, niech sami wystawiają swoje zespoły do mistrzowskich zmagań w futsalu. Czyżby bratanie się z futsalem przerastało ego ludzi z przedrostkami PRO i innymi literowymi przed trenerską nazwą? Tak na marginesie gubię się w tej nomenklaturze i w tym, kogo oraz kto w Polsce może trenować. Finalizując akapit trenerski napiszę jeszcze tylko w apelu do władz PZPN. Szanowni panowie - łatwo jest wylać dziecko futsalowe z kąpielą, wprowadzając zmiany. Liczę jednak, że rozsądek oraz perspektywiczne patrzenie na polski futsal przeważy. Przy okazji dodam, że w sztabie analitycznym trenera Nawałki jest dwóch szkoleniowców nad wyraz blisko związanych kiedyś z futsalem. Nawet prowadzący kadry narodowe futsalu. To panowie Góralczyk oraz Juszczak. I panu Nawałce to nie przeszkadza. Niech więc inni trenerzy podrapią się co nieco po głowie i dadzą futsalowi spokój. Jak nie chcą pomagać, to niech nie przeszkadzają.

Poważną wtopę - według opisu niektórych mediów - zaliczył ktoś na mistrzostwach U-18 dziewcząt, zgłaszając do gry dziewczynę w finałach, która już wcześniej grała w innej drużynie. Mam nadzieję, że to tylko niedopatrzenie, a uprawnienie przez stosowny organ nadzorujący te rozgrywki mieści się w granicach prostego błędu ludzkiego, a nie "lekkiego" podejścia do sprawy. Zresztą jak mówili starożytni - "errare humanum est" - błądzić jest rzeczą ludzką. Ważniejsze natomiast jest - moim zdaniem - by w tym błędzie o nieomylności nie trwać, bo to jest już rzecz diabelska. Niemniej, na kanwie tego zdarzenia poproszę do PZPN jako organ prowadzącego rozgrywki I ligi futsalowej o zaapelowanie do klubów o dołożenie większej staranności w sferę organizacyjną meczów pierwszoligowych rozgrywek. Jest spora różnica poziomu sportowego pomiędzy I ligą a ekstraklasą - co przyznają zgodnie beniaminkowie. O ile strona sportowa nie zależy od organu prowadzącego rozgrywki, to strona organizacyjna tak. Dlatego należy czynić starania, aby te różnice niwelować. Tego wymaga ogólnie pojęty wizerunek futsalowy.
O meczu ekstraklasowym w Gdańsku mogę powiedzieć - jak się chce, to zrobi się. I nie chodzi mi o wynik, ani o grę. To zainteresowani zobaczyli na ekranie TVP Sport. Piszę o stronie organizacyjnej. Ta hala aż prosi się o międzynarodowe mecze futsalowe. Ktoś mówił, że w Gdańsku mecze ogląda 40-80 kibiców. Było o wiele, wiele więcej. Były reklamy ledowe. Był czysty parkiet bez dodatkowych linii (dlatego obyło się bez legendarnej futsalowej maty). Były oznaczone pomieszczenia dla drużyn, osób funkcyjnych. Były przestronne miejsca dla mediów z łączami elektronicznymi. Były właściwie zorganizowane służby wymagane regulaminami do zabezpieczenia. Był z dobrym tembrem głosu i znający futsal spiker. I co najważniejsze - prezes miał czas dla siebie, gdyż do każdego działu organizacyjnego miał kompetentną osobę do kierowania. I nie było zdziwienia, że przedstawiciel Spółki FE coś od organizatora wymaga w kwestii realizacyjnej na linii klub - telewizja - przepisy. W Gdańsku doskonale zdają sobie sprawę, że organizacja oraz wizerunek to ważące elementy budowania produktu. Nie mniej ważne, niż sportowy wynik. Nietrudno w tym kontekście zauważyć, iż trwający gratisowy flirt z TVP Sport powoduje poprawienie świadomości organizacyjnej klubów. Lekcję tworzenia produktu kluby - jedne sprawniej, inne mozolniej - jednak odrabiają. Funkcjonuje w przestrzeni takie powiedzenie, którego prekursorem jest niemiecki filozof Nietzsche - "Co nas nie zabije, to nas wzmocni". I myśląc w tym kontekście o uporze, wytrzymałości, rozwoju - tak należy działać.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Felieton jest doskonałym miejscem dla pokazywania ludzi. Ich możliwości, porażek, zwycięstw, marzeń. Czyli wszystkiego tego, czym pasjonuje nas sport. Pomyślałem więc, że należy z tego skorzystać i - po zmianie ekipy zarządzającej w związku polskim futsalem oraz wcześniejszej zmianie we władzach ekstraklasowej Spółki, a także wymianach w komisjach futsalu związków wojewódzkich - napisać w wersji przymiotnikowej o ludziach polskiego futsalu. I tak powstała w ujęciu felietonowym autorska lista pod nazwą - "KTO KRĘCI FUTSALOWE KOŁO”.
Futsalowy rok 2016 nie był nudny. Końcem roku personalia rozpaliły do czerwoności środowisko. Wojenki regionalnych baronów, dążących do ulokowania "swoich ludzi" w fotelach futsalowo-plażowej komisji, trwały przez wiele dni oraz nocy. Dlatego, między innymi, już na początku segregowania kandydatów do listy 10 osób ważących dla polskiego futsalu znalazłem się w sporej kropce. Czy brać pod uwagę osiągnięcia minione, co wyjdzie jak najzwyklejsze podsumowanie, a tego chciałbym uniknąć. Czy też ocenić stan aktualny, a to wyjdzie ze szkodą na nowo-powołane władze komisji, bo zbyt krótko panują i nie dały się jeszcze ocenić w sposób wystarczający. Ale po co są tak zwane "złote środki". Nie będzie więc kryterium osiągnięć, tylko felietonowy ogląd "twarzy futsalu".

Na pierwszy miejscu bezapelacyjnie umieszczę duet wiceprezesów PZPN. Eugeniusz Nowak oraz Jan Bednarek nie dość, że rozdali karty powołań do nowej komisji, namaścili przewodniczącego, wybrali miejsce eliminacji ME, to jeszcze dzierżą w swoich rękach (Nowak) kasę, jaką dotuje związek futsal oraz nadzorują merytorycznie z ramienia kierownictwa PZPN działania futsalu (Bednarek). Mówiąc wprost - niewiele bez ich zgody w polskim futsalu może zaistnieć.

Miejsce drugie przypiszę duetowi trenerskiemu Andrzej Bianga - Błażej Korczyński. To w ich głowach, posiadanej wiedzy, wizji reprezentacji, taktyce meczowej, powołaniach personalnych leży na chwilę obecną przyszłość polskiego futsalu. Uda się w kwietniu na eliminacjach ME - będą wielcy. Oni i polski futsal. Nie powiedzie się. Lepiej nie mówić.

Trzecią lokatę dedykuję Maciejowi Karczyńskiemu - prezesowi zarządu Spółki Futsal Ekstraklasa. Jak "Ostatni Mohikanin" podjął się arcytrudnego zadania ożywienia medialnego oraz sponsorskiego Spółki. Jak powiedzie się, skorzysta na tym nie tylko Spółka, ale cały polski futsal. Przegra - ręce będą zacierać w związku przeciwnicy samodzielności ekstraklasy futsalowej. Trwa więc wielka gra. Niemal o honor.

Czwarty będzie u mnie przewodniczącego Komisji Futsalu, Adam Kaźmierczak. Wiem, że powinien być pierwszy i tego życzę mu na przyszły rok. Ale obecnie zaledwie studniowe urzędowanie nie pozwala tam go umieścić. Dla przewodniczącego rok 2017 będzie wielką szansą. Wykorzysta ją, skorzysta futsal oraz ON. Nie powiedzie się - odejdzie w tło razem z futsalem. Na razie należy dać przewodniczącemu jeszcze trochę oddechu. Ale kierować już musi.

Piątą pozycję zarezerwowałem dla Janusza Szymury - prezesa klubu Rekord Bielsko Biała. Dla polskiego futsalu jest on takim elementarnym, moralnym przewodnikiem. Przykładem organizacyjnym. Jest szanowany za działalność przez wrogów oraz przyjaciół. Jest orędownikiem niezależności futsalowej i współpracy z PZPN na zasadzie partnerstwa, a nie podległości.  

Na szóstej plasuję Szymona Czeczko - przewodniczącego Komisji Ligi Futsal Ekstraklasy. Jest jednym z dwóch ludzi polskiego futsalu, a jedynym na tej liście, sprawnie poruszających się gąszczu futsalowych i nie tylko przepisów. Pan Szymon posiada też niewątpliwie przydatny dla działacza dar rozmawiania z ludźmi. Potrafi zaadaptować się w trudnych sytuacjach z pożytkiem dla futsalu.  

Siódmy jest Zdzisław Wolny - prezes Cleareksu Chorzów. Człowiek - instytucja, niemal legenda polskiego futsalu. Mimo, iż na co dzień już nie jest tak aktywny jak kiedyś, jego zdanie w ważnych, przełomowych kwestiach dla futsalu jest brane pod uwagę. Jest to takie, niezwykle skuteczne, podpowiadanie z tylnego fotela.

Anna Straszewska będzie ósma. Ale tylko dlatego, że jest szefową łódzkich struktur futsalu, czyli związku, z którego wywodzi się przewodniczący Kaźmierczak. Pani Anna jest w futsalu dłużej niż pan przewodniczący, więc nasuwa się nieodparcie myśl, iż pan Adam, przynajmniej na początku kadencji, będzie wiele korzystał z jej ocen, czy też podpowiedzi. Za rok może pani Anny nie być już w tej klasyfikacji.
Dziewiątą pozycję rezerwuję dla szefa polskich sędziów futsalowych. Na chwilę obecną jest nim Przemysław Sarosiek. Ta organizacja jest bardzo dynamiczna w zmianach. Pan Przemysław wiele zrobił dla poprawienia image arbitrów, ale błędy zdarzają się jeszcze. Pracę należy kontynuować i dążyć, aby sędziowie na parkiecie byli jak najmniej widoczni.

Dziesiątkę zamyka Grzegorz Morkis - wiceprzewodniczący Komisji Futsalu. Taki człowiek cienia. Znany z działalności w młodzieżowych środowiskach futsalowych. Trzyma mocno te imprezy, tak potrzebne naszemu futsalowi. Jestem ciekaw jak odnajdzie się w nowej komisyjnej sytuacji

Nie darowałbym sobie jako felietonista, gdybym nie popełnił jeszcze małego resume dotyczącego osób, faktów, zdarzeń najbardziej rozczarowanych minionym rokiem oraz rokujących nadzieję na przyszłość. Na liście rozczarowanych minionym rokiem, bez urazy, można umieścić - Bogdana Duraja, Romana Sowińskiego, sympatyków Red Devils Chojnice. Niewątpliwie, całe trio liczyło w roku 2016 na więcej lub choćby utrzymanie status quo. Francuzi w takich przypadkach mawiają - C`est la vie (takie jest życie). Natomiast w wykazie rokujących na przyszłość chętnie zobaczyłbym prezesa Jarosława Jenczmionkę z Piasta Gliwice, Wojciecha Weissa - trenera reprezentacji kobiet oraz media - Łączy nas Piłka i Futsal-Polska.pl. Wyznaczają kierunki - biznes, kobieca "mała piłka", media - bez których koło futsalowe nie przyspieszy.
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Z okazji Nowego Roku otrzymałem między innymi takie życzenia - "Niech Nowy Rok przyniesie Ci zdrowie, radość, miłość, pomyślność i spełnienie wszystkich marzeń. A gdy marzenia już się spełnią, niech dorzuci nowe, bo to one nadają życiu sens". I były to życzenia od człowieka znającego się na futsalu, jak mało kto w Polsce. Dziękuję. Moje marzenie spełniło się, gdyż uczestniczyłem w koncercie noworocznym wiedeńskich filharmoników. To była uczta. Należę do grona ludzi, którzy nie składają zbyt wielu obietnic, nie rozliczają się obowiązkowo z poprzedniego roku oraz nie przyrzekają sobie szczególnej poprawy na rok kolejny. Najzwyczajniej nie chcę uzależniać się od zobowiązań. W felietonie żyję okresami sezonu futsalowego, który nie jest równoległy z rokiem kalendarzowym, więc i czas cezury jest inny. Poza tym futsal jest dyscypliną zbiorową i nawet najlepsze starania jednostki nie będące koherentne z całością nie spełnią się. Mając to na względzie postanowiłem początkiem roku napisać co nieco o działaczach. Jako zjawisku, bez zbytnich nazwisk, nieco mentorsko, wtrącając czasem merytoryczne pytanie.

Anno Domini 2017 jest, przynajmniej dla mnie, rokiem ćwierćwiecza polskiego futsalu. Srebrne Gody zobowiązują. Mija szesnaście lat od udziału w finałach wielkiej imprezy futsalowej. Gdzieś tam pod maską spokoju, środowisko czeka na powtórkę. Na różne sposoby objawiają się kolejne pokłady populizmu oraz presji, jakie na reprezentację in gremio oraz indywidualnie na działaczy, na zawodników, na trenerów są nakładane. Od presji udziałowców nie są też wolne władze ekstraklasowej Spółki. Od presji środowiska nie jest, a jakże, wolny PZPN z komisją futsalową włącznie. Pytania na przemian z oczekiwaniami informacji mnożą się. Zobligowany przez wielu, zadam pezetpeenowcom - w osobach prezesów Nowaka, Bednarka oraz przewodniczącego Kaźmierczaka - jedno pytanie. Mamy początek stycznia. Dlaczego jeszcze nic nie wiemy o kalendarzu reprezentacji na rok 2017? Czy jest to tajemnica, czy brak dogrania (oprócz turnieju kwietniowego ME) terminarza, co nie powinno zdarzyć się w poważnym związku?
Futsal nie jest dyscypliną popularną, gdy oceniamy w kontekście profesjonalnego uprawiania. Jednak, kiedy weźmiemy pod uwagę masowość grania w "małą piłkę" na hali, to jest o wiele korzystniej. Niewątpliwie wiąże się to z panującą obecnie modą na masowe uprawianie sportu. Dzięki tej modzie jesteśmy sprawniejsi, rosną nam endorfiny szczęścia. Przy okazji handlowcom rosną sprzedaże. Niemniej, mimo iż o wiele więcej ruszamy się, nie stajemy się z dnia na dzień zawodowcami. Nadal jesteśmy tylko amatorami, gdyż różnica pomiędzy profesjonalistą a amatorem nie zaciera się przy okazji zakupienia super sportowych butów, czy sportowego trybu życia. Amatorska przygoda ze sportem, to nie to samo, co harówka wyczynowego sportowca. Tak samo nie można stać się z dnia na dzień działaczem sportowym nie przechodząc wielu etapów wtajemniczenia tego specyficznego rodzaju pracy. Wielu sponsorów, czy działaczy futsalu - mówiąc slangowo - przewiozło się już na swoich sportowych zamiłowaniach. Szlag mnie trafia, kiedy widzę biznesmenów "przytulających się" do futsalu, ale jeszcze większy mnie trafia, gdy widzę działaczy obiecujących zawodnikom oraz kibicom przysłowiowe "złote góry", z których braku nie potrafią się później wytłumaczyć. Wielu w takich przypadkach lubi się poskarżyć na nieokreślone czynniki obiektywne, względnie osobowe, rzucające na klub uroki. Pisząc to mam w głowie informację o jednym ważnym działaczu związkowym tłumaczącym, iż niedawne mecze futsalowe z Belgią, to tylko sparingi i nie ma co się rozbijać za transmisjami. Daj mu Boże mądrości.  

Oprócz działaczy jest w futsalu nacja, bez której dyscypliny najzwyczajniej nie byłoby. To zawodnicy. Wielu z nich wydaje się, że grając w futsal na szczeblu centralnym rozgrywek krajowych są już prawdziwymi wyczynowcami. Nic bardzie błędnego. Tak myśląc robią sobie krzywdę. Kolejny błąd, to żądanie sporych jak na futsal apanaży. Co prawda, struktura sportowa pozwala żądać sowitej zapłaty za wykonywaną pracę, ale rozum nakazuje też mieć na względzie zdrowy rozsądek. Nie będę czarował i pisał - oto z trawy do futsalu przeniósł się fantastyczny piłkarz, któremu ciepła hala bardziej spodobała się niż mokra trawa. Wszyscy wiemy, jaki to byłby surrealizm. Z zawodnikami jest prawie tak jak z działaczami. Do futsalu w dużej mierze wędrują ci, którzy nie spełnili się w piłce trawiastej. Mnie to nie przeszkadza, byle tylko jedni i drudzy zachowywali się odpowiedzialnie.
A wracając do relacji na linii zawodnik - działacz, zawsze będę twierdził, iż działacz powinien dbać o zawodników, bo to dzięki nim ma pracę, gratyfikacje. Wspólnie - zawodnik, działacz, trener - winni na pierwszym miejscu stawiać  futsal jako dyscyplinę, a dopiero na drugim promocję swojej osoby. Niestety, nierzadko bywa odwrotnie i nawet mocno niekonwencjonalnie. Jako przykład podam pewien przekaz, który otrzymałem działacza futsalu oceniającego kolegę, starającego się o futsalowe stanowisko w centrali (otrzymał je). Sens wypowiedzi owego kolegi był następujący - "Wiesz, futsal jest mi potrzebny do aklimatyzacji w PZPN. Do zdobycia tam kontaktów. Do wyjechania z reprezentacją za granicę".

Przypomniałem sobie te słowa wracając z Wiednia i czytając w pociągu Goethego. Niemiecki poeta mawiał - "Ludzkość kroczy stale naprzód, jednak człowiek pozostaje ten sam". Co prawda, to prawda.   
 
Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Minęły święta. Sportowcy, działacze, sędziowie, trenerzy rozjechali się z klubów, związków do domów. Odpoczywali przy świątecznych stołach z najbliższymi. Snuli plany na zbliżający się Nowy 2017 Rok. Dobrze jest po świątecznym odpoczynku przystąpić do nowych wyzwań ze zresetowanymi głowami. Z nowym futsalowym spojrzeniem. Dobrze, że w futsalu tak układa się terminarze, iż jest czas świąteczny dla siebie i rodzin. Kibiców także to zadowala. Tradycja to rzecz ważna, szczególnie dla Polaka, i niech tak pozostanie na kolejne święta. Święta Bożonarodzeniowe są blisko Nowego Roku. Są czasem podsumowania mijającego roku. Nie silę się na żadne podsumowania, ale patrząc poprzez pryzmat kadry, tej najważniejszej reprezentacji seniorskiej, powiem krótko - znowu nie udało się. Podobnie powiem o futsalowej klubowej Lidze Mistrzów. Jednak tym razem reprezentacja była blisko sukcesu, jak nigdy w minionej dekadzie. Wywalczone zostały baraże o finał mistrzostw świata. I to jest ten optymistyczny akcent, z którym idźmy wspólnie z futsalem w Nowy Rok.
Jeżdżąc po Polsce futsalowej zewsząd słyszę - internet obroni futsal, internet do przyszłość futsalowa. Rozumiem to zachłyśnięcie internetowe, bo nie dotyczy ono tylko futsalu. Jest to potężne medium i każdy chcący liczyć się w społeczności współczesnej powinien internet szanować. Ale niestety, a może "stety", nie jest on remedium na wszystko. Nie jest także prostym panaceum na sukces. Największe światowe media pisane, czyli gazetowe, zdają sobie sprawę, że postępuje powolne ich marginalizowanie. Podobnie jest z telewizjami znanymi dotychczas z przekazu satelitarnego, naziemnego, czy kablowego. Ale żadna z wielkich korporacji medialnych nie rezygnuje z gazety, czy telewizji. Natomiast coraz bardziej podpiera się internetem. I tak będzie przynajmniej jeszcze do 2020 roku. Dlatego i futsalowi potrzebne jest nadal zróżnicowanie medialne. Tymczasem na chwilę obecną dzieje się to wedle przysłowiowej bajkowej zasady - każdy sobie rzepkę skrobie. Brylują portale klubowe oraz portal spółkowy ekstraklasy. Pewnie na palcach jednej ręki zliczyłbym tak zwane  portale niezależne, jak chociażby futsal-polska, nie powiązane z jakąś opcją. Starające się być jak najbardziej obiektywne merytorycznie i programowo. Jak przysłowiowa jedna jaskółka wiosny nie czyni tak i te kilka portali siłą opiniotwórczą jeszcze nie są.

Pan Kaźmierczak od dwóch miesięcy przewodniczy w PZPN polskiemu futsalowi. Pierwszy, po powołaniu, wywiad z nim o futsalu, ukazał się na stronie jego macierzystego Łódzkiego ZPN, którego jest prezesem. Może nie dopatrzyłem i były jeszcze inne futsalowe wywiady przewodniczącego, ale nie sadzę, aby przedstawił swój program na najbliższe cztery lata na typowym dla futsalu portalu internetowym. I nie winię za to przewodniczącego, tylko redaktorów. Widocznie bliżej im do prostego klikania niż fachowych pytań oraz odpowiedzi. A ja naprawdę chciałbym dowiedzieć się, jaki polski futsal ma program, bo personalia komisji tak na poważnie nic mi nie mówią. W piłce trawiastej trenerzy reprezentacji wypowiadają się czy trzeba, czy nie. A futsalowi tylko od czasu do czasu coś mrukną. I to też nie jest wina trenerów. Nie jest ich obowiązkiem zabiegać o wypowiedź, ale obowiązkiem redaktorów wszelkich portali futsalu jest pytać, by ludowi futsalowemu to przekazywać. Niedawno futsalem - i to w miarę cyklicznie - zajął się oficjalny portal PZPN w wydaniu "Łączy nas piłka". Brawo i dziękuję. Niemniej, to tylko kropla w morzu potrzeb kibiców. Były rozmowy z szefem spółki ekstraklasowej, trenerem reprezentacji, zawodnikiem klubu ekstraklasy. Proszę o jeszcze i wyrażam nadzieję, że nie będzie to związkowy panegiryk.  Liczę, że zdopinguje inne futsalowe media do rozszerzenia swojej oferty.
Quo vadis, Domine - czyli dokąd idziesz, panie - to proste łacińskie, starorzymskie pytanie. Transponowane na współczesność łączy się z odpowiedzią - do kina. Kiedy dopytujemy co grają, pada odpowiedź - "Quo Vadis". I tak można bawić się w nieskończoność pytając - dokąd idziesz i co grają. I zawsze będzie padać odpowiedź "quo vadis". W końcu takimi pytaniami oraz odpowiedziami zapętlimy się myślowo i zagubimy. Tak jest też z naszym futsalem. Jak przysłowiowy karp wigilijny rusza pyskiem, prosząc przed egzekucją o łyk powietrza. Nasz futsal na początku roku 2017 zdaje się też ruszać pyskiem błagalnie prosząc o łyk tlenu. A tym tlenem niewątpliwie będą eliminacje ME rozgrywane w kwietniu Anno Domini 2017 w Polsce. Wyjdziemy z grupy do dalszych gier - tlen futsalowi zostanie odkręcony. Nie uda się - będzie trzeba łapać powietrze. Tym tlenem dla Spółki FE może być znalezienie sponsora rozgrywek. Tym tlenem może być dla futsalu zakotwiczenie przy sobie poważnej telewizji. Ot, taka "triada tlenowa", która jak poniesie klęskę, to nawet najbardziej zagorzały sympatyk "małej piłki" powinien zrozumieć, że nie poszliśmy z futsalem w przód, tylko nadal w kółko pytamy - quo vadis, futsalu. Tym sposobem wyraziłem swoje oczekiwania dla polskiego futsalu na rok 2017. Może jeszcze dodam obowiązek awansu mistrza Polski do kolejnej rundy futsalowej LM. A wszystkim z okazji nadchodzącego Nowego Roku 2017 życzę lepszego życia i świata, w którym jest jak najmniej hipokryzji.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jak co roku przed Wigilią zastanawiam się, czy ubyło wrogów. Nawet nie myślę, czy przybyło przyjaciół, bo nie to jest najważniejsze. Bycie felietonistą nie polega bowiem na spolegliwości wobec zdarzeń, czy osób. Zbigniew Herbert mówił - "Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną śmiecie". Ja powiem inaczej - zawsze będę zmierzał pod wiatr i nie dam się nieść bezwolnie. Każdy, nie tylko felietonista, ma swoich fanów, takich "małych Ludków". Są fani obłędu i są fani rozsądku. Kiedyś Paweł Zarzeczny (dziennikarz i felietonista znakomity) powiedział mi, aby sprawdzać poznanych szybkim pytaniem - ile jest 2+2x2. I od wyniku uzależniać stopień zażyłości. Tak robię i wielu eliminuje się. Na odpowiedź daję trzy sekundy i zaręczam Wam, że przesiew jest olbrzymi. Niedawno tym sposobem wyeliminowało się trzech członków zarządu PZPN, w tym nawet wiceprezes. A myślałem, że prezes Boniek, do którego mam spory szacunek za sportowe osiągnięcia, dobiera bardziej kumatych. Przynajmniej w liczeniu.

Lat temu kilka uczestniczyłem w takiej happeningowej Wigilii z Jackiem Kurskim i kilkoma innymi politykami Solidarnej Polski. Gdzieś tak pomiędzy barszczykiem a pasztecikiem rozmawialiśmy o barwach tęczy na warszawskim Placu Zbawiciela. Różne były poglądy, niemniej wigilijny czas je tonował. Wreszcie jako Polacy doszliśmy do wniosku, że biało-czerwone są niepodważalne. Nie da się bowiem ukryć, że to właśnie barwy biało-czerwone są większościowym systemem wartości Polaków. I takie biało-czerwone życzenia będą ode mnie dla wszystkich czytających moje felietony. Nieważne, czy z ochotą, czy ze złością. Jak w każdą Wigilię optuję  za wolnością nie myloną z dowolnością i przekazuję świąteczną życzliwość oraz wyrozumiałość. 
Tańcowały dwa Michały - taki jest początek znanego wiersza Juliana Tuwima. Cytując poetę na myśli mam Michałów - Widucha oraz Kubika, którzy grali ważne role w telewizyjnym meczu ekstraklasy futsalu pomiędzy Pogonią 04 Szczecin a Piastem Gliwice. Miałem w związku z tym meczem niemały zgryz, gdyż na innej stacji leciała transmisja siatkarskiego hitu ZAKSA - Resovia (2:3), której jako fan resoviaków nie mogłem sobie też całkowicie odpuścić. Przy okazji pozdrawiam panią Anię z Rekordu, która - o ile wiem - kibicuje mocno ZAKSie. Pani Aniu, są jeszcze rewanże.

Ale wracając do Michałów. Widuch w bramce Piasta tylko potwierdził rewelacyjną formę i zasadność powołania do kadry przez duet trenerski Bianga - Korczyński. Potwierdził też moją tezę, iż bramkarz w dobrej dyspozycji wyrabia ponad sześćdziesiąt procent normy teamu futsalowego. To Widuch wygrał Piastowi ten mecz. Kubik, początkowo mało widoczny, w drugiej połowie starał się pociągnąć szczeciński zespół ku victorii, ale trafił mu się jeden błąd, który bezlitośnie wykorzystali rywale. Bardzo mi było szkoda w tym momencie tego jednego z najinteligentniejszych polskich zawodników futsalu. Ale - sympatyczny Michale - nie przejmuj się. "Kto nic nie umie, temu i pomylić się nie można" - jak mawiał jeden z poetów starożytnych Aten. Podobne błędy - co sam widziałem - i to w meczach międzynarodowych trafiały się i trenerowi kadry Korczyńskiemu, i szkoleniowcowi lidera ekstraklasy, Andrzejowi Szłapie. Dali sobie z tym radę i kontynuowali swoje wspaniałe kariery piłkarskie. Dasz radę i Ty. Wierzę w Ciebie. Michałów - Widucha oraz Kubika, dopisuję do swojej galerii wyróżnień. Na zakończenie pierwszej rundy figurują w niej - Groszak, Frajtag, Zastawnik, Foltyn, Mikołajewicz, Widuch, Kubik.

Całą rundę nie pisałem za wiele o Rekordzie Bielsko Biała. Zostawiłem sobie ten klub na świąteczny deser całkiem świadomie. I wiedziałem co robię. Teraz w jednym felietonowym materiale mogę napisać o niekwestionowanym liderze ekstraklasy oraz aktualnym mistrzu Polski do lat 20 z mistrzostw minionego weekendu w Oleśnicy. Brawo, Bravissimo, Gratulacje, Complimenti. Szczególnie kieruję te słowa do pana Janusza Szymury - niemal instytucji polskiego futsalu. Myślę, że przyjdzie czas, by coś więcej napisać o samym prezesie i jego zasługach dla futsalu. Dzisiaj skoncentruję się na klubie. Odbieram Rekord jako doskonale zorganizowaną firmę. Pisząc klub, nie przesadzam - chociaż nazwy "klub" można byłoby uznać za nadużycie do wielu stowarzyszeń w polskim futsalu, które po bliższym zapoznaniu okazują się co najwyżej solidnymi drużynami.
Pamiętam, jak budziłem się rankiem w hotelu Rekordu, jadłem śniadanie, a obok na hali ćwiczyły jakieś małe brzdące. Później przychodziły starsze dzieci, młodzież. I tak przez cały dzień. Chapeau bas - panie Januszu. Chciałoby się mieć w polskim futsalu, przynajmniej ekstraklasie, więcej Rekordów. Takich klubów, które potrafią wystawić zespoły do młodzieżowych mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach, a nie tylko - jak nakazuje obowiązek - w jednej. Pozostaję optymistą i wierzę, że w kolejnych latach przybędzie naśladowców rekordowego "cudu futsalowego". I tego polskim klubom futsalu na Wigilię życzę.

Wracając jeszcze na moment do Rekordu. Zawsze twierdzę, że w grach zespołowych potrzebne są gwiazdy, ale wygrywa zespół. Szkoleniowcom Rekordu, Szłapie oraz Nawratowi udało się skompletować ciekawy wzajemnie uzupełniający się team. Jest w tym gronie dwóch Czechów, jest dwóch Ukraińców, wreszcie są Polacy - i młodzi, i doświadczeni, w tym trzech aktualnych kadrowiczów. Zapewne jest atmosfera zwycięzców, bo bez tego nie ma sukcesów. Gdyby nie podział punktów po dwóch rundach, już dzisiaj odważyłbym się gratulować Rekordzistom mistrzostwa. Przy obowiązującym regulaminie ligowym jeszcze wstrzymam się.

Natomiast nie wstrzymam się z osobistymi gratulacjami dla nowo-upieczonych wicemistrzów Polski U-20 z AZS UMCS Lublin. Już po turnieju półfinałowym pisałem w jednym z wcześniejszych felietonów, że byłem pod wrażeniem ich gry. Jeszcze raz gratuluję. Cieszę się tym bardziej, że jest to zespół występujący pod nazwą mojej lubelskiej Alma Mater.
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Wreszcie PZPN zakończył sagę personalną futsalowej Polski i powołał skład Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Jak ktoś oczekiwał, że z dużej chmury spadnie spory deszcz, niewątpliwie zawiódł się. Zmiany nastąpiły w konwencji wiosennego, oczyszczającego deszczyku, bez typowej majowej burzy z piorunami. Zastosowano wyborczy kompromis, polegający na zadowoleniu szefów wojewódzkich struktur związkowych oraz spełnieniu wyborczych obietnic. Nadzorujący układankę wiceprezes organizacyjny Nowak nie okazał się Aleksandrem Macedońskim i nie wybrał opcji przecięcia "działaczowskiego węzła gordyjskiego". Zobacz także: Poznaliśmy skład "nowej" Komisji FutsaluWybrano powiększenie liczbowe komisji oraz dla spokoju wewnętrznego dodano funkcję drugiego wiceprzewodniczącego. Mimo tych roszad w nowym rozdaniu zabrakło wyrazistych postaci, takich stygmatyzujących, jakimi w przeszłości byli w komisji, choćby panowie Wolny, Sowiński, czy Greń. Jest raczej miałko i posłusznie. Włodarze PZPN, beniaminkowi futsalowemu, za jakiego uchodzi w środowisku przewodniczący Kaźmierczak, dodali na zastępców weteranów komisyjnych w osobach panów Duraja oraz Morkisa. Do pisania protokołu wyznaczono sprawdzonego pana Gryckiewicza z regionu kujawsko-pomorskiego. Do kompletu dopisano pana Kulczyckiego, całkiem słusznie, gdyż jest delegatem środowiska futsalowego na Walne Zebrania PZPN, panią Straszewską, znaną z działalności futsalu młodzieżowego, szefową łódzkich struktur futsalu, pana Gnybka, przedstawiciela futsalu wielkopolskiego, drugiej po Śląsku siły liczebnej damskiego i męskiego futsalu, panów Krawczyka i Rekścia - odpowiednio z Podkarpacia oraz Podlasia, a niejako przy okazji przedstawicieli klubów I ligi. Wreszcie niejako na deser dołożono silną grupę ekstraklasowej Spółki w osobach prezesa Rady Nadzorczej, pana Dąbrowskiego oraz szefa Komisji Ligi, pana Czeczko. I to tyle, co na dzisiaj o komisji da się napisać. Co najwyżej można jeszcze wyrazić nadzieję, iż każda z tych osób wstępując do komisji przychodzi z dobrymi intencjami i będzie działać bez intencji złych. Jest takie biblijne często cytowane - "A fructibus eorum cognoscetis Eos". I niech to przetłumaczone na język polski - "Po ich owocach ich poznacie" - zawsze pozostanie w pamięci członków komisji i oznacza, że oceniona zostanie ich praca nie po chwilowych sukcesach, po doraźnym porywach, ale po budowli futsalowej, którą wzniosą w trakcie swojej kadencji.
Tyle o futsalu w wersji oficjalnej. Teraz przechodząc do wersji felietonowej spróbuję wyjaśnić czym jest produkt. Może czasami przewinie się nawet w tle nazwa futsalowy produkt, ale nie przesadzajmy z tym zjawiskiem w powiązaniu z polskim futsalem. Otóż, najkrócej i najjaśniej pisząc, produktem w koncepcji  marketingowej - gdyż głównie w tym aspekcie powinien interesować środowisko futsalowe - jest zespół cech i właściwości, które mogą służyć do zaspokojenia konkretnych potrzeb przez potencjalnego nabywcę, użytkownika, właściciela produktu lub osobę doświadczającą możliwości korzystania z produktu. I już na początku wyjaśnię, że nie potrafię całkiem merytorycznie odpowiedzieć, czy stan obecny futsalu w Polsce odpowiada oczekiwaniom, pragnieniom zarówno tych, co dają towar o nazwie futsal, albo tych, co ten towar chcą kupić za przyzwoite pieniądze. Według subiektywnego odczucia - nie odpowiada. Idąc dalej tropem definicji marketingowej, produktem krótko określa się każdy obiekt rynkowej wymiany oraz wszystko co może być oferowane na rynku. Futsal na rynku jest oferowany przez PZPN, Spółkę Futsal Ekstraklasa, kluby, różne stowarzyszenia, uczelnie - ale poważnych kontrahentów nie przybywa. Jedynym, co bezsprzecznie rośnie, jest liczba kliknięć w Internecie. Niestety, nie przekłada się to na wymierne (czytaj kasowe) korzyści. Dla największego gracza, czyli dla PZPN, najważniejszy pozostaje futbol trawiasty. I to nie dziwi, więc należy szukać niekonwencjonalnych rozwiązań.

Pamiętam dobrze jak związek kilka lat temu nie wykorzystał - i to całkiem świadomie - szansy na niemal skokowe wypromowanie produktu futsalowego. I to wypromowanie go w Polsce na imprezie o światowym zasięgu. Był to czas, kiedy Wrocław otrzymał organizację The World Games 2017 - Igrzyska Sportów Nieolimpijskich. Jest tradycją tej imprezy, że organizator może dopisać do programu kilka wskazanych przez siebie dyscyplin. Kierując w opisywanym momencie polskim futsalem wspólnie z panem Szymonem Czeczko, który wtedy szefował Spółce Futsal Ekstraklasa, podjąłem działania, aby przekonać kierownictwo PZPN o celowości aplikowania w tej sprawie. Za przyjęciem futsalu do programu World Games 2017 było we wstępnych rozmowach nawet miasto Wrocław, ale sprawa utknęła w PZPN. Swoje dołożyły UEFA, czy też FIFA, które nie podjęły tematu dofinansowania. Związek zajęty wówczas bardziej przedwyborczymi grami zamknął sprawę krótkim "nie ma kasy". Gwoli prawdy historycznej dopowiem, że do pomysłu nie byli przekonani, między innymi, nadzorujący wówczas futsal wiceprezesi PZPN - panowie Bugdoł i Bednarek oraz pan Padewski - obecny wiceprezes PZPN (w tamtych latach szef Dolnośląskiego ZPN). A jak związek pozostawał bierny to i Ministerstwo Sportu, z którym rozmawialiśmy, nie naciskało. I tak przepadła wielka szansa na wypromowanie produktu futsalowego, jakiej długo, a może wcale Polska nie będzie miała. Za to wypromuje się fistball, wrotki, przeciąganie liny, czy bule. Tak na marginesie te ostatnie są jednym z moich ulubionych sportów, a poznałem je we Francji dzięki naszemu znakomitemu niegdyś piłkarzowi Henrykowi Kasperczakowi. Pozdrawiam go w dalekiej Afryce.
Felietony zawierają puentę. Nie trzeba o niej w zasadzie pisać, gdyż przeważnie wynika z tekstu. Tym razem jednak zaakcentuję. Drodzy sympatycy futsalu, do których i ja się zaliczam, nie będzie przez najbliższe pół wieku futsalu na Igrzyskach Olimpijskich. Nawet Brazylia nie zaproponowała go do dyscyplin pokazowych w Rio de Janeiro 2016. Jak nie zrobiła tego Brazylia, to kto ma to zrobić? A jak czegoś nie ma na IO, to jest niszowe. Wiedzcie też, że za czasów prezydenta UEFA Platiniego zlikwidowano futsalowy turniej ME do lat 21. Widać futsal nudzi włodarzy wielkiej piłki. Dowiodę nawet tej tezy drzemką Platiniego podczas finałowego meczu ME w futsalu w Debreczynie. Widziałem, bo siedziałem niedaleko. I jeszcze drobna wrzutka do polskiego ogródka. Argentyna - organizator w Buenos Aires w roku 2018 Igrzysk Olimpijskich Młodzieży (startują reprezentacje do lat 18), wpisała jednak futsal do programu imprezy. Brawo, Bravissimo Argentyno. Ucz się Polsko. Ucz się "pezetpeenie". Patronat nad imprezą objął sam Lionel Messi. A tak przy okazji, idę o spory zakład, że mało kto słyszał o umieszczeniu "małej piłki" w programie IOM Buenos Aires 2018. Sprawdziłem telefonicznie i na 12 osób z grona decydentów polskiej piłki - i futsalowej też - temat znało ledwie dwie. Na szczęście o argentyńskich igrzyskach wiele wie pan Jakub Mikulski i informuje kogo może. Nie jestem aż takim wizjonerem, geniuszem, czy szaleńcem, aby przewidywać bezbłędnie przyszłość. Niemniej kto wie, czy z czasem jedynym wyjściem dla futsalu na pokazanie się jako dobrego marketingowo produktu nie będzie niezależna futsalowa organizacja narodowa oraz ponadnarodowa. I tylko w takiej konfiguracji przestanie być on postrzegany jako ubogi, bardzo ubogi krewny futbolu.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Kiedy pan Greń przychodził po raz pierwszy do futsalu, był rok 2004. Już wtedy wraz ze swoim otoczeniem myślał o porządkowaniu zasad środowiska na wzór piłki trawiastej. Jednak za sprawy licencyjne na serio zabrano się w Wydziale Futsalu dopiero w roku 2009, kiedy pan przewodniczący Kazimierz nie kierował już polskim futsalem. Jedną z pierwszych licencyjnych "ofiar" było Jango Katowice. Nieco później, już w czasach, kiedy pan Greń po raz drugi, tym razem w duecie z panem Durajem zarządzali polskim futsalem, wykruszył się "marchewkowy" Toruń. Ale licencje były coraz bardziej skuteczne dla tworzenia pozytywnego wizerunku klubowego. Co prawda nie sprostali licencjom w minionych latach i inni, ale kluby, które pozostały w rozgrywkach, wzięły się w garść i nie ma już beztroskiego "jakoś to będzie". Nie ma myślenia typu - może załatwi się sprawę w PZPN. Futsal dzięki systemowi licencyjnemu wzbogacił się o przeszkolonych specjalistycznie trenerów. Kluby są rejestrowane jako - co najmniej - stowarzyszenia, jest zabezpieczenie medyczne, z licencją spiker oraz osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo. Uregulowane są zasady finansowe. Można byłoby wymienić jeszcze inne pozytywy, o które w tamtej pogreniowej kadencji zadbano. Ważne było, że w latach 2008-2011 komisja licencyjna znajdowała się  w gestii Wydziału Futsalu PZPN i działali w jej strukturach ludzie rozumiejący futsal. Od 2012 roku zarząd PZPN przekazał licencje futsalowe ogólnej komisji związkowej, do której - według mojej wiedzy - nie powoływano ludzi powiązanych z futsalem. I to był błąd, który ciągnie się nadal. I jest obecny również w nowym związkowym rozdaniu. Niewątpliwie nadal najtrudniej jest z infrastrukturą. Niestety, na nią wpływ komisje licencyjne mają najmniejszy. Ważąc decyzje dopuścić do gry z ograniczeniami, czy nie dopuścić - niemal zawsze wybierana jest ta pierwsza opcja. I słusznie. Korzystając jednak z faktu, że podjąłem temat licencyjny apeluję do klubów - wierćcie przysłowiową dziurę w brzuchu włodarzom waszych miast, gestorom używanych obiektów, aby ciągle doskonalili infrastrukturę sportową, z której korzystacie. Aby obiekty sportowe były unowocześniane i wypierały z futsalowego krajobrazu "mini-hale". Wykorzystujcie do tego, drodzy prezesi, zapisy podręczników licencyjnych. A nuż powiedzie się z czasem.
Zawiodłem się na działaczach PZPN odpowiedzialnych za futsal oraz związkowe sprawy organizacyjne w kontekście poniedziałkowo-wtorkowych meczów Polska - Belgia w Zielonej Górze. Pamiętam, jak podczas tegorocznego Superpucharu w Chojnicach ówczesny przewodniczący komisji futsalu, Bogdan Duraj opowiadał mi, że jest wspólnie z wiceprezesem PZPN, Eugeniuszem Nowakiem na dobrej drodze w rozmowach zmierzających do realizacji przez telewizje transmisji meczów reprezentacji Polski w futsalu. Także towarzyskich. Tymczasem kicha. Być może wpływ na to miały niedawne wybory w PZPN i zbyt krótki okres organizacyjny na przygotowanie się. Być może wpływ miała zmiana na stanowisku przewodniczącego futsalu. Nieważne, falstart medialny został przez kibiców z całej Polski zapisany. Transmisji telewizyjnej nie było. Nie było też przekazu internetowego. Pozostało śledzić opisy na "lajfach". Ale to był tylko - jak mawiają Niemcy - ersatz. Rozumując po polsku, taki sztuczny miód, zamiast naturalnego. Panowie prezesi z PZPN, panie przewodniczący komisji futsalu - apeluję o mobilizację, aby podczas polskich eliminacji ME w kwietniu wszystko telewizyjnie, internetowo zagrało. Tego oczekuje, a nawet żąda Polska Futsalowa. I pomyśleć, że jeszcze niedawno niektórzy członkowie komisji futsalu namawiali kluby ekstraklasy do przejścia pod rozgrywkową kuratelę PZPN. Na szczęście odbierane to było przez środowisko jako przysłowiowe głosy wołającego na puszczy. Jest takie popularne powiedzenie - "lepszy wróbel w garści niż gołąbków sto... na dachu". I tego z telewizjami, transmisjami trzymajcie się drodzy prezesi ekstraklasy - klubowi oraz spółkowi.
Cztery gole oraz golowe asysty - to dorobek Marcina Mikołajewicza, kapitana naszej futsalowej reprezentacji, w wygranym przez FC Toruń wyjazdowym meczu z AZS Katowice. Marcina poznałem gdzieś około 2009-2010 roku. O ile pamięć mnie nie myli, był już piłkarzem Pogoni 04 Szczecin i dobijał się o stałe miejsce w seniorskiej reprezentacji Polski. Widziałem w nim człowieka, który stawia sobie jasne cele i będzie zawsze dążył do ich realizacji. W sensie sportowym była to jak najlepsza gra i bycie kadrowiczem. Marcin jest znakomitym przykładem, jak pracą można osiągnąć sportowe najwyższe cele. Kiedy był powoływany do reprezentacji po raz pierwszy - o ile pamiętam z klubu pierwszoligowego - wielu "znawców" mówiło "po co takiego niewyrobionego chłopaka powoływać", "on nic nie wniesie". Mija siedem, a może osiem lat i Marcin dalej jest powoływany. I do tej kadry jednak coś wnosi. I niech wnosi jak najdłużej - życzę mu. Niech wreszcie wyzwoli na meczach reprezentacji swoje umiejętności klubowe w całości, bo rezerwy są. Marcin miał szczęście do trenerów klubowych. A na pewno w jego karierze pomogło dogadanie się z ówczesnym prezesem Pogoni 04, Maciejem Karczyńskim i transfer do portowego klubu. W Pogoni 04 popracował z Gerardem Juszczakiem, a obecnie w Toruniu trenuje pod okiem Klaudiusza Hirscha. Obydwaj szkoleniowcy to uznane trenerskie postacie polskiego futsalu. Byli trenerzy reprezentacji narodowych. W grze Marcina zawsze lubiłem popatrzeć, jak jest trudnym przeciwnikiem do przewrócenia, przepchania. Lubię tę jego grę tyłem do bramki. Wreszcie, lubię te mocne zaskakujące uderzenia. Oby strzelał wiele goli i jak najdłużej - tego też życzę. I dopisuję, jako piątego, do mojej prywatnej listy wyróżnianych futsalistów polskich trwającego sezonu. Myślałem, że po meczach Polska - Belgia bardziej wzbogacę swój notes. Niestety, nie miałem możliwości zobaczenia na żywo meczów (o czym pisałem wyżej), więc nie będę się wymądrzał w ocenach. Jedynie wyrażę zadowolenie, iż mój faworyt, Cleverson Pelc, powracając do kadry po latach, wpisał się na listę strzelców. Oby tak dalej, Clevi. A nasi trenerzy oraz zawodnicy remisując 3:3 oraz deklasując przeciwnika 6:1 wykonali lepszą robotę na parkiecie, niż działacze w zakresie transmisji. I tak należy trzymać.
 
 Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Z zainteresowaniem wsłuchałem się oraz wczytałem w przesłanie przewodniczącego Komisji Futsalu PZPN, Adama Kaźmierczaka, mówiącego o swoim wyborze i najważniejszych zadaniach na tym stanowisku. Postaram się przekazać jego słowa może nie dosłownie, ale w miarę wiernie - "Element, że z województwa łódzkiego wywodzą się mistrzowie Polski w futsalu i beach soccerze przeważył na korzyść mojej kandydatury, która miała zapobiec pewnym rozgrywkom i konfliktom między ścierającymi się w PZPN innymi pretendentami do tego stanowiska. Teraz jednym z najważniejszych zadań będzie scalenie środowiska futsalowego i beach soccerowego. To kluczowa sprawa, bo są to dziedziny futbolu, które można dość intensywnie rozwijać. Tu jest jeszcze dużo do zrobienia. W tych dwóch odmianach piłki nożnej tkwi duży potencjał, który trzeba wykorzystać. Przy skłóconym środowisku trudno będzie jednak myśleć o rozwoju. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by każdy ciągnął ten wózek w tym samym kierunku". Podpisuję się obiema rękoma pod tymi słowami i życzę, by panu Adamowi udało się. Niemniej, wiem z autopsji, że będzie trudno i finalnie raczej nie do realizacji. Niedawno wypatrzyłem u jednego z kronikarzy myśl  taką - "Jak twe powodzenie widzą, z zazdrości ci życie obrzydzą". Jak ulał pasuje od czasu do czasu do poletka, którym będzie zarządzać pan przewodniczący Adam. Obrzydzanie w sposób nie tylko merytoryczny, ale i z chwytami quasi politycznymi bywa tutaj na porządku dziennym. Podejrzewam, że  przewodniczący nie ma możliwości stworzenia autorskiego składu Komisji, gdyż  są jakieś przedwyborcze zobowiązania wobec tak zwanych baronów wojewódzkich. I w tym tkwi cały szkopuł. Sławetny Onufry Zagłoba mawiał w sytuacjach skomplikowanych "nic to" i raczył się miodem. Tego przewodniczącemu nie suponuję, ale i nie zazdroszczę rozwiązywania personaliów futsalowego, czy plażowego węzła gordyjskiego. Niemniej, może i dobrze, że na razie nie poznaliśmy składu komisji. Za tydzień Polska gra w Zielonej Górze z Belgią. Niech organizacja dwumeczu idzie więc jeszcze na konto starej komisji. A, dopiero kolejne imprezy na konto nowego rozdania pod symboliczną Gwiazdkę.  

Na szczęście takich dylematów nie mają futsaliści i grają co potrafią najlepszego, strzelają kapitalne gole, bramkarze wykonują przepiękne parady, całość kręci się w miarę do przodu, nie interesując się rozgrywkami przy przysłowiowym zielonym stoliku. I taki futsal akurat lubię. Bardzo lubię. Na pewno lubi go też Maciek Foltyn, który niedawno jako golkiper zaliczył swojego drugiego gola strzelonego w tym sezonie. A w sumie ma ich na swoim koncie w meczach ekstraklasy futsalu, 10. Jeżeli do tego doliczymy jedną bramkę w reprezentacji - wyjdzie 11 goli. A przypomnę, Maciek jest tylko bramkarzem. Brawo, brawo, jeszcze raz brawo dla kapitana walecznej drużyny z Pniew. Pamiętam radość Maćka, młodego, dwudziestoletniego chłopaka, zaczynającego karierę, kiedy w 2012 roku gratulowałem mu wywalczenia mistrzostwa Polski z drużyną Akademia FC Pniewy (wcześniejsza nazwa Poznań). Już rok wcześniej obserwowałem jego zmagania w reprezentacji U-21 u trenera Gerarda Juszczaka.  Rok 2012 pozwolił mu zadebiutować w seniorskiej kadrze Vlastimila Bartoska w meczu z Czarnogórą na wyjeździe (porażka 2;3). Talent Maćka systematycznie rozwijał się i teraz 24-letni zawodnik jest kapitanem pniewskiej drużyny. Oglądając go w meczach widzę, jak swoimi interwencjami czy golami napędza zespół. A bramkarz w futsalu, podobnie jak w hokeju czy piłce ręcznej, potrafi wygrać mecz. Fachowcy mówią, że dobry golkiper futsalowy to 60 procent zespołu. Ja dodam jeszcze z 10 procent do tego. Dopisuję więc Maćka do mojego kajetu z nazwiskami do wyróżnienia na ten sezon. Jest czwarty po Groszaku, Frajtagu, Zastawniku. Trochę mało, ale niedługo gra kadra z Belgią i może moja lista nabierze tempa. Dzisiaj przy ciągle doskonalonej taktyce gry w futsal bramkarskie popisy strzelecie stają się niemal chlebem powszednim. A pamiętam, jak wielką sensację wzbudził w środowisku gol Krystiana Brzenka w wygranym towarzyskim meczu z Holandią w 2006 roku w Suwałkach.    

Włócząc się po różnych futsalowych halach szczególnie przyglądam się organizacyjnej otoczce. W opisie meczu piłki trawiastej, który zdarza mi się często wypełniać, od najwyższej klasy do co najmniej III ligi jest taki punkt - "Polityka informacyjna Klubu / Organizatora imprezy (włączając stronę www, bilety, ulotki, regulaminy itp.)". Ważną częścią opisu są programy meczowe. Zasięgnąłem języka tu i ówdzie pośród bywalców futsalowych hal i stwierdziłem, że programów wydawanych przez kluby w ekstraklasie jak i w I lidze jest niewiele (sam widziałem takie w Wieliczce i w AZS UW w Warszawie), by nie powiedzieć mało. Może warto, panowie prezesi klubowi, zwrócić uwagę na ten niby drobiazg marketingowo-promocyjny. Pewnie wydatek nieduży, a pożytek spory. Podpowiadam gratisowo - uczmy się od lepszych.

Kiedy tydzień temu napisałem, że sama wiara w transmisje TV nie uzdrowi polskiego futsalu, nie spodziewałem się aż tak sporego odzewu i wsparcia mojej myśli. Dziękuję. Tym razem dorzucę inny temat - mata. Futsalowa mata, czyli mówiąc jaśniej wykładzina do gry. Na własne oczy w polskim futsalu widziałem tylko dwie należące do polskich klubów. Jedna - ta pierwsza, to była Akademii FC Poznań/Pniewy - Cezarego Pieczyńskiego, ta druga należała do Rekordu Bielsko Biała - Janusza Szymury. A gdzie reszta klubów, chciałoby się zapytać. Pewnie nie zanosi się, aby ktoś jeszcze taki trochę drogi, powiedzmy stutysięczny prezent sobie sprawił. Nie ma jej nawet PZPN. A to już wstyd, tym bardziej że na koniec swojej kadencji futsalowej w piłkarskiej centrali pozostawiłem w planowanym budżecie pomysł na jej zakup. A nawet wskazałem środki. Niestety, następcy nie uznali pewnie tego za ważne. I to był błąd. Cztery lata w tym temacie stracone. Niedługo eliminacje ME w Polsce. Bardzo jestem ciekaw, jak tym razem postąpi w zakresie nawierzchni na turniej PZPN. Czyżby znowu wypożyczał? Ale wracając do tak zwanej "maty klubowej". Wiem, że transmisje telewizyjne z meczami na tej nawierzchni mają swój urok. Nasz futsal nabiera od razu europejskiego wymiaru. Niemniej wiem też, że kluby powinny w jakiś sposób partycypować w kosztach przewożenia maty. Czy w piłce trawiastej - PZPN albo Spółka Ekstraklasowa sieją trawę na boiskach? Raczej nie. W futsalu klubowym też nie każdy mecz telewizyjny musi być grany na przesławnej macie. Dla mnie liczy się gra, gole, technika, fajerwerki. A tych i na zwykłym parkiecie może nie brakować. Nie róbmy więc na poziomie ligowym sztucznego problemu typu - mata a Polski Futsal.
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS