Z notatnika dziejopisa

Wakacje minęły. Futsal rusza. Chociaż już w sierpniu było go wiele w halach. Tradycyjnie w drugiej połowie sierpnia oraz początkiem września objechałem „Basen Bałtycki” od Sztokholmu poprzez Gdańsk, Rygę oraz Tallin. Kiedy w czerwcu podczas mistrzostw świata zahaczyłem o rosyjskie białe noce, mogę uznać, że bałtyckie plany wojażowe spełniły się. Niemniej nie zapominałem o futsalu. I w tym miejscu pragnę podziękować panom prezesom – Szymurze, Bednarzowi oraz Łuckiewiczowi za zaproszenia na organizowane przez ich kluby turnieje. Gratuluję zwycięstw, udanych imprez, wysokich ocen w UEFA oraz uznania ze strony klubów – uczestników tych turniejów. Osobiście czuję się usprawiedliwiony za nieobecność.

Jednak tego samego nie mogę powiedzieć o polskich klubach futsalowych – żeńskich oraz męskich, które totalnie zlekceważyły wybory delegatów na sprawozdawcze walne zebranie PZPN. Jest żenujące, że tylko coś około 20 osób uczestniczyło w spotkaniu, w tym kilku członków Komisji Futsalu w związku. Jeszcze raz powtórzę wobec klubów – ŻENADA. Zapytam szanowne kluby, kiedy, z kim oraz gdzie i jak chcecie dyskutować o problemach polskiego futsalu. Takie coroczne spotkanie jest przecież do tego najlepszą okazją. A tymczasem oddaliście w większości ten pojedynek walkowerem. I wcale nie zdziwię się, gdy Komisja Futsalu zaproponuje, by nie odbywać takich corocznych wyborów i aby delegaci byli wybrani na całą czteroletnią kadencję PZPN. Tak oto – szanowne kluby polskiego futsalu od góry do samego dołu – strzeliliście sobie w przysłowiową stopę.

Gdy poruszałem ten temat z wieloma prezesami klubów (obecnymi i nieobecnymi na spotkaniu) odniosłem wrażenie, że chcieliby innych delegatów wybrać, ale nie mają siły przebicia, więc po co mają jechać do Warszawy. Przyznam, że zmroził mnie ten tok rozumowania. To jest jeszcze gorsze niż nieobecność w stolicy na wyborach. Nie znam aktualnie panujących relacji Komisji – i dobrze mi z tym, więc nie mam swojego zdania w tym temacie. Niemniej, gdy odzywają się takie głosy, to musi być coś na rzeczy. Sprawdziłem i rzeczywiście panowie Morkis oraz Kulczycki są wybierani po raz kolejny. Jak kluby polskiego futsalu akceptują ten stan rzeczy nie uczestnicząc w głosowaniu, to przynajmniej niech później nie narzekają, że tak dzieje się. Jak mówi się – nieobecni nie mają racji. A nawet jakby ją mieli, to nie przyjeżdżając jej nie wyrazili.

Patrząc na te wybory i porównując je z innymi ujrzałem rozgadane towarzystwo klubów ekstraklasy futsalu. Tam nie brakuje trudnych pytań, sporów, czy dyskusji. Prezesi muszą ciągle mieć się na baczności. I nie wystarczają gładkie słówka. A - i obecność zawsze niemal stuprocentowa. Jakże inna rzeczywistość. A przecież, tu i tu futsal. Porównując zobaczyłem kolejną płaszczyznę, która utwierdza mnie coraz mocniej, iż powołanie Spółki było jedną z najlepszych decyzji, jaka przydarzyła się polskiemu futsalowi w mijającej dekadzie. I zadowolony jestem, że przyłożyłem do tego też swoją rękę.

Tradycyjnie nowy sezon futsalowy zainaugurował mecz o Superpuchar. Rozgrywany był na terenie podległym przewodniczącemu Kaźmierczakowi, czyli w Bełchatowie. Wynik zgodny z przewidywaniami. Rekord Bielsko-Biała z kolejnym trofeum. Jako jeden z rozjemców zadebiutował czeski sędzia. Zgodnie z porozumieniem pomiędzy związkami, nastąpi od nowego sezonu wymiana arbitrów w rozgrywkach futsalu w Polsce oraz Czechach. Brawo – panie Przemku. Szkoda, że bełchatowska impreza nie zachwyciła frekwencją na trybunach. Dobrze, że futsalowi arbitrzy mieli równocześnie szkolenie i podratowali nieco widownię. Myślę, że należy zastanowić się w związku, gdzie oraz jak rozgrywać takie mecze, podobnie jak finał Halowego Pucharu Polski, by zainteresowanie było większe. To jest ważne dla polskiego futsalu i nie można tego zbyć przysłowiowym machnięciem ręki.

Na deser pierwszego felietonu w nowym sezonie rozgrywkowym pozostawiłem sobie kadry narodowe. O kobietach nie będę rozpisywał się, mimo iż udają się do Hiszpanii na ważny eliminacyjny turniej. Kadra kobiet jest ciągle w powijakach, mimo rozegrania wielu ciekawych meczów towarzyskich. I teraz, gdy ruszyły rozgrywki kobiece na trawie, nie zawsze wszystkie zawodniczki, które selekcjoner widziałby w reprezentacji, pewnie mogą pojechać. Kadra młodzieżowa męska wydaje mi się jakby zlepiana ad hoc na eliminacyjny turniej mistrzostw Europy. Odważę się i powiem, że przespano miniony czas. Teraz próbuje się go nadrobić hurtem powołań piłkarzy Rekordu. Natomiast co do kadry seniorskiej, z ciekawością przyglądam się powołaniom selekcjonera Korczyńskiego. I nie uważam, by na obecnym etapie błądził – jak to ogłaszają różne facebooki, czy twittery. Powołując mało znanych futsalistów pokazuje, że chciałby przedrenować polski futsal, odsiewając poprzez gry ziarno od plew. Chciałby pewnie, aby nie zniknął z jego pola widzenia żaden potencjalny zawodnik nadający się do reprezentacji. Jest to zasadne tym bardziej, że do ważnego turnieju ma jeszcze sporo czasu. Trzymam kciuki, by udało się wyselekcjonować rzeczywiście najlepszych. Podobnie jak życzę, by selekcjoner miał dobrego nosa, gdy testował piłki dla rozgrywek futsalowej I ligi. Ale dziwię się, że dał swoje nazwisko przy ich wyborze.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Nie należę do ludzi mówiących – „ a nie mówiłem” – gdy coś nie uda się w momencie, kiedy realizowana jest inna koncepcja niż moja. Niemniej, przyglądam się nadal danemu projektowi i próbuję po raz kolejny wnosić uwagi. Z drugiej strony nie należy ode mnie oczekiwać przytakiwania w takich momentach. Natomiast kiedy pragnę coś realizować czynię to na własnych zasadach. I mam to szczęście, że dawano mi w przeszłości i daje się obecnie swobodę działania, czy to zawodowo, czy społecznie, czy sportowo, czy pisarsko. Oby tak trwało.

Patrząc z dystansem na polski futsal zauważyłem, że nie ma w nim autorytetów, którym można byłoby w pełni zawierzyć. Nie ma osób, których wizja lub mapa drogowa w pełni satysfakcjonowałaby – nie tylko mnie, ale całość środowiska. Zapewne całościowej wizji nie doczekam się an bloc ze związku. Na przykład od odpowiedzialnego wiceprezesa. Chociaż prowadzone w ciągu minionego dwulecia przez przewodniczącego komisji pewne systemowe zmiany idą w dobrym kierunku. I kibicuję mu. Ale przewodniczący jest tylko jeden, a działaczy – potakiwaczy masa.  I to jest ten najpoważniejszy feler. Potakiwanie. Oficjalne potakiwanie, a w kuluarach krytykowanie. Obawiam się, iż w podobny sposób może zapętlić się ekstraklasa. Proszę mi wierzyć, nie ma nic gorszego niż ciągłe przytakiwanie, czy potakiwanie. I to poddaję ku rozwadze przed nowym sezonem rozgrywkowym w polskim futsalu.

Piotr Szymura, który jest dyrektorem od spraw sportu w Rekordzie SSA, po dwóch sparingowych klęskach z Barceloną wypowiedział znamienne słowa, które każdy działacz, zawodnik, sędzia, trener parający się futsalem, czy tylko jemu sympatyzujący powinien zapamiętać na lata. Zacytuję słowa dyrektora za jednym z portali internetowych – „Pozytywem jest to, że obnażone zostały nasze błędy i niedostatki, o których na podstawie meczów w naszej lidze pewnie nawet nie wiedzielibyśmy. Niby tylko dwa mecze, a materiału do analizy mamy więcej, niż przez całą rundę w lidze”. Tymi oto słowy podsumowana została moc naszego futsalu, a szczególnie ligi. Jest na nad czym pomyśleć.

Słowa pana Piotra są sporo zbieżne z moimi poglądami. Niemniej jego brzmią wyraziściej, gdyż jest na co dzień przy klubowym futsalu, a ja tylko od święta. Szybko jednak po obserwacji zauważyłem, że o ile ekstraklasa stara się wszechstronnie doskonalić, to I liga nadal amatorka. O II lidze nie będę nawet rozwodził się, gdyż wygląda to – jak na razie – na typowe „szlacheckie pospolite ruszenie” okresu I Rzeczypospolitej. O rozgrywkach futsalu kobiecego przez grzeczność wobec płci nadobnej nawet w takim kontekście nie wspomnę.

Ciągnąc jeszcze przez chwilę temat Rekordowy, wystąpię z odezwą do klubów ekstraklasy, które chciałyby Rekord naśladować w kwestii organizacyjnej. Proszę sobie nie zadawać trudu. Proszę szukać własnej futsalowej drogi w organizacji klubu. Na chwilę obecną Rekord jest dla stowarzyszeń polskiego futsalu nie do skopiowania. Powodów jest wiele, ale wymienię tylko dwa – baza oraz fundusze. Niby tylko dwa powody, ale rzutujące na całość. Celowo nie wspominam tutaj o wizji, gdy zakładam, że każdy prezes, sponsor biorący się za bary z klubowym futsalem to posiada. Gdy nie, to niech przerzuci się na szachy, gdzie najłatwiej nauczyć się strategicznego myślenia. I dopiero później powróci do futsalu.

Kiedy w myślach przebiegam po nazwiskach polskiego futsalu klubowego zauważam, że sprzed lat do teraz na poważnym poziomie dotrwały tylko dwa. Panowie Szymura oraz Wolny. No, i jeszcze pan Bober ze Szczecina. Być może kogoś pominąłem, ale nie wydaje mi się, aby jeszcze jacyś obecni prezesi ekstraklasowi (klubów) decydowali o losach klubowego futsalu lat temu - chociażby 15. Nie wydaje mi się też, aby wielu sympatyków futsalu z Polski pamiętało, że kiedyś Rekord przeżywał degradacje. Tak było, i tym bardziej należy cenić fakt, iż pan Janusz wytrwał w swojej pasji. Podobnie jak pan Wolny. I to, że te osoby były oraz są przy futsalu nadal pokazuje jak ważna jest ciągłość. Ciągłość, której brakuje w zarządzaniu futsalem w PZPN. Kiedyś pisałem, że w swojej krótkiej karierze (niecałe ćwierćwiecze) polski futsal miał już około 20 selekcjonerów kadry. A przewodniczących związkowej komisji może tylko coś połowę mniej. I to też jest jedna z przyczyn słabości naszej piłki halowej. Nie wiem, czy z tego zdają sobie w pełni sprawę prezesi związku. Podejrzewam, iż niezbyt ich to interesuje. Może więc od następnej kadencji czas na stabilizację.
Przeglądając niedawno komunikaty związkowe zauważyłem – powiem przewrotnie – jednak jakieś zmiany na plus. Otóż komisja licencyjna nie przyznała licencji klubom w I lidze. Bodajże dwóm. Ale i nałożyła też pewne nadzory. O ile mnie pamięć nie myli, odmowa licencji zapadła ostatni raz około 8-9 lat temu, a dotyczyła pewnego klubu futsalowego z Katowic. Tylko, że wtedy licencje nadawała jeszcze Komisja Futsalu. Później, kiedy przejął to centralnie związek szło bardziej taśmowo – czytaj pozytywnie. Odbieram obecny fakt decyzji licencyjnych jako niezwykle dyscyplinujący i potrzebny polskiemu futsalowi. I sądzę, że nie pomylę się, kiedy napiszę, iż widać w tym organizacyjne działania przewodniczącego związkowego futsalu, porządkującego na różnych polach tę dyscyplinę sportową. Oby mu udało się, bowiem tylko system, organizacja, ludzie – mogą dać wynik sportowy. Wynik jakże oczekiwany przez naszą futsalową społeczność.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Lato tego roku mamy niezwykle upalne. Nie przymierzając afrykańskie. Jednak przechodząc do futsalu napiszę, że kanikuła roku 2018 jest dla kopiących małą piłkę na hali dość zapracowana. Wydarzenia sportowe z udziałem drużyn akademickich w lipcu oraz sierpniu. Sierpień, to tradycyjnie początek treningów elity ekstraklasowej. Ponadto Rekord wystartuje w eliminacjach futsalowej Ligi Mistrzów. Odbędą się ciekawe turnieje oraz multum gier kontrolnych. A wszystko będzie działo się w interesującej międzynarodowej obsadzie. Nawet dowodzeni przez pana Przemysława sędziowie nie wypoczywają za wiele i praktycznie albo teoretycznie walczą o awanse, lokaty rankingowe i z zaciekawieniem spoglądają na ogłaszane klasyfikacje w tych swoich „topach”.  Tak czy inaczej coś dzieje się.

A jeszcze kilka lat temu nie do pomyślenia było w futsalu, aby w okresie wakacji pisało się o futsalu. Co najwyżej, gdzieś tam przy okazji jakichś okazjonalnych turniejów nad Bałtykiem, czy jeziorami, kiedy pokopano sobie na hali, a głównym celem spotkań było ognisko, piwko, plaża, woda. Ci co cierpliwie czekali, licząc na zmiany, są zadowoleni. Malkontentom ciągle będzie mało. Niemniej, bądźmy cierpliwi. Dla mnie - to słowo klucz, ma w sporcie pierwszorzędne znaczenie. I tyle tytułem ogólnego wstępu.

Przechodząc do szczegółów napiszę, iż zadowoliły mnie akademiczki futsalowe z  Uniwersytetu Jagiellońskiego, które przywiozły z portugalskiej Coimbry brązowy medal Europejskich Igrzysk Uniwersyteckich, czy też jak mówią inni – Studenckich. Czwarte miejsce przypadło studentkom z wałbrzyskiej PWSZ. Gratulacje. Niestety, nie mogę tego słowa użyć wobec reprezentacji męskich Uniwersytetu Warszawskiego oraz Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. Dolna połowa drugiej dziesiątki w rywalizacji absolutnie mnie nie zadowala. Mam nadzieję, że studentów, ich działaczy oraz trenerów też. Czyli jest co robić. I proszę pamiętać przy tym – cierpliwość popłaca. Może w kolejnej edycji będzie lepiej. O cierpliwości pamięta pewnie arbiter Sławek Steczko, który poprowadził wielki finał zmagań w Coimbrze. A jeszcze niedawno był zmartwiony, iż ma zbyt mało obsad międzynarodowych. I jak tu nie być cierpliwym.

Rozglądam się w letni upał wokół naszych granic i zauważam, że tylko Niemcy odstają futsalowo od reszty sąsiadów Polski. Niemcy – taka potęga piłkarska. Inaczej rzecz wygląda w Rosji, na Ukrainie, w Czechach, na Białorusi, czy Słowacji. Za Bałtyk nie zaglądam. Ale jest szansa, że i za Odrą zmieni się, Futsalowy mistrz Niemiec, zespół VfL 05 Hohenstein-Ernstthal e. V., przygotowując się do startu w eliminacjach futsalowej Ligi Mistrzów rozegrał kontrolne mecze w Pniewach. Nie o wynik chodzi. To pozostawię statystykom. Od dekady obserwuję starania Niemców o godziwy rozwój futsalu. Jak na razie idzie to naszym sąsiadom nieco opornie. Chociaż mają już reprezentację, co ciekawe powołaną na zasadzie swoistego castingu, a ich futsalowy Nationalmannschaft nawet pokonał Anglików (tak na marginesie też żadną futsalową potęgę europejską).

Obserwując Niemców, przypominają mi się początki naszego futsalu. Trudno było. Chociaż, co miałem możliwość zaobserwować podczas pobytów u nich oraz rozmów w ich federacji, organizacyjnie lepiej wyglądają niż my przed dwudziestu laty, czyli na początku naszej futsalowej drogi. Myślę, że i teraz w rywalizacji z nimi w sferze stricte organizacyjnej (organizacja meczów, porządek, solidność) mielibyśmy niełatwo. Tym bardziej, że w futsalową kampanię przed pierwszymi meczami reprezentacji zaangażowały się tamtejsze media z „Frankfurter Allgemeine Zeitung” na czele. Tylko pozazdrościć i zapytać – dlaczego polskie topowe media nie są zainteresowane poważnie naszym futsalem? Na ważnych imprezach bywają u nich byli znani piłkarze z trawy. Chociażby Horst Hrubesch. Prezes związku też nie próżnuje. Z nostalgią wspominam, jak czynił to kiedyś u nas prezes Listkiewicz. Obiegowe powiedzenie niemieckie informuje „Ordnung muss sein” – porządek musi być. Gdy do tego doda się cierpliwość, jestem pewny, że za lat kilka doszlusują do Europy futsalowej. I pewnie z niezłymi wynikami.
Niejednokrotnie zastanawiam się, jakie są powody, że olbrzymie masy ludzkie oglądają widowiska sportowe. Najróżniejsze mecze, walki, wyścigi, mityngi gromadzą przed telewizorami czy na arenach dużo większą widownię, niż wydarzenia kulturalne lub polityczne. Czyżby człowiekowi aż tak był potrzebny niepowtarzalny smak rywalizacji? A może przeważa fakt, iż w sporcie nie da się generalnie prezentować głównie pustoty? A może dlatego, że wynik jest widoczny ad hoc na ekranie, czy stadionie, bez czarów z urną albo sondażami? A może z powodu niemożności stosowania dubli – jak w przypadku aktorstwa serialowego? Przy okazji rozmyślam, co ciągnie ludzi do piłki, w tym do futsalu. Nie wierzę, że większość przechodzi do futsalu – jak określa kolega, recenzent Józef – po niespełnieniu się w piłce trawiastej. Sporo osób sfrustrowanych brakiem osiągnięć w dużej piłce zapewne przerzuca się na futsal, gdzie niewątpliwie istnieje możliwość szybszego oraz tańszego zabłyśnięcia. Ale, czy tylko dlatego? Pozostawiam bez odpowiedzi.

Ogólnie, dla mnie niezbyt ważne jest, dlaczego lubują się w futsalu. Zostawię to socjologom. O wiele bardziej ważnym jest, by ten futsalowy wózek ciągnęli w jednym kierunku. Tymczasem u nas nawet fakt bycia w jednej spółce, komisji, klubie, stowarzyszeniu lub przebywanie blisko siebie na widzowskiej trybunie wcale o tego nie powoduje. Podsumuję więc felieton takim chińskim powiedzeniem, które ponad trzy dekady temu usłyszałem w Mongolii od starego Chińczyka. Mówił on do mnie – „fakt, że dwie osoby śpią w jednym łóżku nic nie znaczy, gdyż mogą mieć one różne sny”. Tak skojarzyło mi się to  w odniesieniu do lokacji futsalu w związku, czy nawet współpracy w gremiach wszelakich. Obawiam się, że są sytuacje, w których i cierpliwość nie podoła.   

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Pisząc felietony – i to nie tylko sportowe - kiedyś i teraz ważne było dla mnie oraz nadal jest, aby ich treści w swoisty sposób „podróżowały”, żeby stały się w przypadku „Z notatnika Dziejopisa” przyczynkiem do rozmów o futsalu w Polsce. Chciałbym także, aby pozwoliły też spojrzeć na dyscyplinę oraz ludzi z nią związanych albo tylko jej sympatyzujących z dystansu. Celowo piszę o owym dystansie, gdyż my Polacy – zupełnie niepotrzebnie – bardzo drażliwi jesteśmy na tle własnego znaczenia w czynieniu dzieła (czytaj sportu, futsalu, i podobne), którym się zajmujemy. Dlatego życzyłbym sobie, aby felietonowe zdania wywoływały najlepiej refleksję, a nie powodowały zatargów.

Prezes Boniek zaprezentował z wielką pompą nowego selekcjonera kopanej trawiastej, Jerzego Brzęczka. Przyjąłem to jako normalne zadanie prezesa. Niemniej z jego mowy laudacyjnej wpadła mi do ucha kwestia, w której prezes przedstawia swój, a pewnie i związkowy, pogląd na awanse do finałów mistrzowskich turniejów (MŚ, ME). Zdaniem prezesa w cyklu dwuletnim powinniśmy awansować na każde kolejne finałowe turnieje mistrzowskie. Jak zrozumiałem jest to w sposób zawoalowany przekazanie oczekiwań wobec nowego selekcjonera.

Też jestem zdania, że teraz - kiedy do finałów ME awansuje niemal co druga reprezentacja zrzeszona w UEFA - wstydem byłoby nie widzieć tam Polski. Z drugiej jednak strony zadziwił mnie nieco minimalizm prezesowski. Ja postawiłbym obowiązek bycia w szesnastce turniejowej każdej z tych imprez. Widzę z tego, że moja wiara w polska piłkę jest większa od prezesowskiej. Chyba, że ja czegoś nie wiem, a prezes będący bliżej lepiej rozpoznaje rzeczywistość. Takie zadanie uczestniczenia w każdym turnieju finałowym można bowiem co najwyżej stawiać futsalowi, który jest niedoinwestowany, a nie mocarnej finansami piłce trawiastej.

A jak już przeszedłem tak elokwentnie do futsalu, to muszę napisać odnosząc się do awansów, że będę oczekiwał awansów do finałów ME seniorów. Natomiast jeszcze nie odważę się narzucać obowiązku awansu do finałów seniorskiego turnieju światowego. O ile w Europie to jest minimum co powinniśmy zrobić, to w rywalizacji światowej czeka nas jeszcze wiele pracy. I każdy awans przyjmowałbym jako spora niespodziankę. Ale miłą niespodziankę. A nawet sensację. Też miłą. Artykułując natomiast swoje oczekiwania wobec futsalu kobiecego oraz młodzieżowego odnośnie udziałów w mistrzowskich turniejach napiszę, że nic od nich nie oczekuję. Każdą kwalifikację oraz wynik przyjmę z zadowoleniem. Na „prawdziwe wyniki” poczekam, aż usystematyzuje się praca w polskim futsalu w tych kategoriach.

Kolega z Ukrainy, znawca tamtej „małej piłki”, zapytał mnie podczas pobytu w Odessie, dlaczego jego rodacy nie mogą grać w polskim futsalu na podobnych zasadach jak obywatele Unii Europejskiej. Szczerze mówiąc nie wiem – odpowiedziałem mu krótko. A nawet nieco wstydliwe. Wstydliwie, gdyż wstydzę się jako Polak za tych, którzy nakreślają takie zasady regulaminowe. Jeden zawodnik spoza UE na parkiecie jest dla mnie rzeczą śmieszną w momencie, gdy pozwala się „unijnym średniakom”, a nawet „słabeuszom” wybiegać na parkiety futsalowe w liczbie nie mającej nic wspólnego z rozwojem polskiego futsalu. Aby było jasne, nie wynika to z żadnych nadrzędnych regulacji lecz tylko z założeń danych związków sportowych. Tak oto kolego z dalekiego Kijowa na budowie w Polsce twoich rodaków może pracować na jednej zmianie, w jednej brygadzie ilu tylko będzie chciało, ale na parkiet futsalowy jednocześnie wybiegnie tylko jeden. Chociaż klub może ich sprowadzić więcej. I jaka sprawiedliwość. Chyba żadna.
Po felietonie, w którym oceniłem, że brak play-off w ekstraklasie futsalu jest niekorzystny dla rywalizacji otrzymałem wiele telefonów, maili. Większość respondentów optowała za play-offami. Należę do ludzi, którzy nie unikają poszukiwania nowych rozwiązań. Futsal nie jest przecież aż taką świętością, by miał być nietykalny regulaminowo. Poważniejsze dyscypliny czynią to cyklicznie, względnie ad hoc. Wszystkim moim czytelnikom polecam system, o którym niegdyś już wzmiankowałem. Czyli pierwsza szóstka po sezonie zasadniczym gra play offy, z tym, że dwie pierwsze drużyny w tabeli wchodzą do nich dopiero w półfinale. Zespoły od trzeciego miejsca do szóstego grają pomiędzy sobą pucharowo o dwa miejsca w czwórce. I następnie razem z liderem oraz wiceliderem tabeli po rundzie zasadniczej rozstrzygają bój systemem pucharowym o mistrzostwo oraz w dalszej kolejności o medale. To, do ilu wygranych będzie się toczyć rywalizacja w tych systemach pucharowych, zależy od wolnych terminów na rozgrywki. Pozostałe zespoły od siódmego miejsca do czternastego (tyle teamów ma liczyć ekstraklasa od sezonu 2019/2020) mogą jeszcze zmierzyć się parami o sąsiadujące miejsca. Jakie to proste – powiedział pan Józef – recenzent, gdy mu przeczytałem. A jakie atrakcyjne – dodałem.

Czasami wydaje mi się, że takie dyskusje mają wymiar czysto akademicki. I nie chodzi w nich o treść tylko formę. Jeżeli poda projekt ktoś ważny, decydent – przyjmuje się go bez sprzeciwów. Gdy zaaplikuje go ktoś z drugiego szeregu rozpoczyna się nic nie wnosząca dyskusja ostatecznie utrącająca projekt. I dopiero po czasie, jakby kuchennymi drzwiami, przepycha się go w wersji nieco przerobionej i „odpowiednio podanej”. Bo to jest Polska właśnie. Już w szesnastym wieku jezuita Piotr Skarga mówił – „Prawda jako uczciwa niewiasta w lada sukni jest przyjemna; nieprawda jako nierządnica szatami, słowami się pstrymi przybiera”.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Staniała nam piłkarska reprezentacja trawiasta po mundialu rosyjskim. Jej kapitan jest obecnie przez fachowców wyceniany o około 5 milionów euro mniej niż przed mundialem. Inni pewnie też stracili na wartości. Nawet w sklepach gadżety z logo PZPN, czy widoczkiem piłkarzy są nieraz o połowę tańsze. Tak to bywa, gdy z dużej  chmury spadnie niewielki deszczyk. Mam nadzieję, że w związku piłkarskim wyciągnie się z rosyjskiej lekcji nauczkę i propaganda, zwana pijarem, da miejsce rzetelnej pracy oraz formie zdobytej w przygotowaniach. Odnosząc całość do futsalu, z czystym sumieniem powiem, że wykonuje się tutaj w kadrze pozytywistyczną pracę bez zbędnych wywiadów, fotek, obiecanek. I niech tak trwa.

Pamiętam z historii jak Niemcy przedwojenne zachwycały się sterowcami, które miały zrewolucjonizować ówczesny transport powietrzny. Ponadto też stać się przydatne dla wojska. Jednak, kiedy jeden z nich, o nazwie „Hindenburg”, spłonął nad New Jersey, plan padł. Zaniechano wykorzystywania sterowców do lotów pasażerskich. Warto o tym zdarzeniu pamiętać, aplikując go sobie do sportowych planów, gdyż nie marzenia decydują, a realia. Chorwaci nie wynosili się za wiele przed mistrzostwami. Weszli do finałów po barażach. Miejsce w rankingu mieli gdzieś na początku trzeciej dziesiątki, a powrócili z wicemistrzostwem. Warto może ten styl, z wyjątkiem baraży, naśladować. A od „Wives and Girlfriends” (żony, partnerki piłkarzy), którymi nas epatowali w internecie polscy reprezentanci, przynajmniej ja wolę bardziej oglądać chorwacką sympatyczną prezydent, która dodała niezbywalnego uroku ceremonii zakończenia mistrzostw.

Należę do pokolenia, które miało okazję świętować sukcesy reprezentacji Polski na mistrzostwach świata. Dwa trzecie miejsca (1974, 1982) nie zdarzają się na co dzień. Tacy piłkarze jak Deyna, Lato, czy Boniek, też – jak pokazały rosyjskie stadiony – na pniu nie rodzą się. Cały kraj radował się wówczas i bawił, podobnie jak teraz Francja czy Chorwacja. Dlatego szkoda mi młodych Polaków, ale też i ludzi starszych, którym piłkarze wraz ze szkoleniowcami nie dali Anno Domini 2018 takiej możliwości. Możliwości radowania się. A nadzieje rozbudzono ponad miarę. Może jednak, jak po tej katastrofie „Hindenburga”, coś się zmieni i zacznie nasza piłka trawiasta stąpać po ziemi, zamiast bujać w obłokach. Przypuszczam, że nowy selekcjoner Jerzy Brzęczek, z którym jako piłkarzem, a także i trenerem, miałem okazje zamieniać zdania, jest w stanie to zagwarantować. Ową rzetelność oraz spokój. O wynikach nie odważę się napisać.

Wakacyjne miesiące, okres kanikuły, wolne w szkołach, na uczelniach pozwalają organizować różne studenckie imprezy mistrzowskie. Jeszcze nigdy w lipcu oraz sierpniu w zawodach o charakterze światowym, czy europejskim nie uczestniczyło tak wiele polskich studenckich teamów futsalowych. W sierpniu do Kazachstanu na Akademickie Mistrzostwa Świata udadzą się reprezentacje – kobieca oraz męska. Gdy piszę te słowa, w Portugalii trwa impreza pod nazwą Europejskie Igrzyska Uniwersyteckie. To największa impreza sportowa dla studentów Europie (w 2022 roku gospodarzem jej będzie Łódź).  Tak się składa, że miałem możliwość uczestniczyć przed laty w obydwu tego rodzaju imprezach. Proszę mi wierzyć - poziom sportowy jest wysoki, a i zabawa – jak to u studenckiej braci – przednia. Życzę sukcesów.

W Portugalii nasz kraj reprezentowany będzie nad wyraz licznie. Pojawili się w Coimbrze akademiccy mistrzowie Polski z Uniwersytetu Warszawskiego oraz reprezentanci Uniwersytetu Przyrodniczego we Wrocławiu. W rywalizacji kobiet zobaczymy studentki z Uniwersytetu Jagiellońskiego z Krakowa oraz PWSZ w Wałbrzychu. Całkiem spore grono wysłali na portugalskie zmagania futsalowi sędziowie. Są to panowie – Steczko, Grabowski, Wiercioch, Mital oraz pani Netkowska. Nad stroną sportową turnieju będzie czuwał delegat techniczny Europejskiej Federacji Sportu Studenckiego, Tomasz Aftański. No cóż, przy takiej obsadzie oraz „zabezpieczeniu” może uda się wywalczyć jakieś medale. Trzymajmy kciuki.

Portal FE zaprezentował wypowiedź trenera Juszczaka, który na rosyjskich mistrzostwach był w sztabie analitycznym trenera Nawałki. Mówi on między innymi o przydatności futsalu dla piłkarzy na trawie – „Co do zawodników mających w swoim życiorysie futsal, to bez względu na rangę imprezy "mała piłka" nie przeszkadza w niczym. Treningi na małej przestrzeni, z ciągłym atakiem przeciwnika, pozwalają mieć większe szanse w "dużej piłce". Szybkość reakcji, gra na jeden-dwa kontakty, to wszystko co charakteryzuje futsal, a jest również obecne w futbolu. Ne można jednoznacznie oceniać, komu pomógł futsal, a komu nie, ponieważ trzeba pamiętać, że jest to sport”. Nic dodać, nic ująć. Ale to, co oczywiste jest dla mnie, śmiem twierdzić nie jest tak oczywiste dla wielu szkoleniowców piłki trawiastej. I to nie tylko w klubach, ale i w różnych pionach szkolenia na wielu szczeblach piłkarskiego związku. Nie za bardzo, na chwilę obecną, widzę możliwość przecięcia tego symbolicznego węzła obstrukcji rzesz trenerów trawiastych wobec futsalu. Nie wyobrażam sobie (a wyobraźnię mam całkiem pojemną) istnienie zdecydowanej siły sprawczej, która pozwoliłaby, a nawet wymogła wpisanie szkolenia futsalowego do chociażby corocznych konferencji piłki trawiastej. Nie mówiąc już o zainteresowaniu właściwych ministerstw obowiązkowymi zajęciami piłki halowej (futsal) w szkołach. I nie pomoże w tym Komisja Futsalu, gdyż za niskie progi. Sygnał musiałby pójść z samej wierchuszki związkowej. Nawet nie od wiceprezesów.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS