Z notatnika dziejopisa

Bodajże na początku czerwca Marcin Synoradzki pomieścił w swoim artykule o futsalu takie zdanie – „Szkoleniowcy i piłkarze chcą się rozwijać, grać mecze o stawkę, a hamulcowymi futsalu są prezesi, bez wyobraźni i nie potrafiący myśleć o całej dyscyplinie, tylko o swoim własnym ogródku. To jest największy dramat naszego sportu”. Czytając ów materiał odniosłem wrażenie, że określenie „hamulcowi” nie dotyczy tylko prezesów klubowych, ale sporego grona kierujących na różny sposób polskim futsalem.

Nie należę do ludzi, którzy po jednym zdaniu, czy kilku frazach natychmiast identyfikują swoje myślenie z treścią przeczytaną. Niemniej, po lipcowym zebraniu Spółki Ekstraklasowej muszę stwierdzić, że nie rozumiem pewnych pociągnięć prezesów klubów. Szczególnie nieroztropne było – moim zdaniem – nie spróbowanie przejścia do fazy play off po zakończeniu sezonu zasadniczego. Oceniam to nawet w kategorii strzału w przysłowiową stopę dla ekstraklasy. W stopę emocji rozgrywek, w stopę poziomu rywalizacji, w stopę atrakcyjności sponsorskiej. Niestety, przeważyło kunktatorstwo, które nie wróży dobrze przyszłości dyscypliny jako całości. Być może poszczególne klocki naszej futsalowej układanki wyszły z zebrania zadowolone, lecz nie takie powinno być myślenie o przyszłości dyscypliny, którą sloganami głoszonymi przy różnych okazjach tak mocno każdy z decydentów uwielbia.
Gdy wymieniałem przed napisaniem felietonu swoje uwagi o tych sprawach z jednym z dziennikarzy piszącym o piłce nożnej, a przy okazji też po trosze o futsalu - powiedział mi on, że jeżeli system był kiedyś ustalony na trzy lata, to nie powinno się go zmieniać przed czasem. Tym nawiązał do zatwierdzonego w 2016 roku systemu rozgrywek Futsal Ekstraklasy. Szanuję każde zdanie i każdego rozmówcę, ale nie zgodzę się z moim kolegą w tej kwestii. Jeżeli jawi się bowiem jakakolwiek możliwość zmiany na lepsze (a w rzeczonym przypadku play offy takim przypadkiem są) należy to czynić niezwłocznie w dogodnym regulaminowo terminie.

Podczas lipcowego zebrania Spółki FE jednak inna rzecz niż play offy zadziwiła mnie jednak bardziej. Jest to hołdowanie schematom wypracowanym dla organizacji rozgrywek przez piłkę trawiastą.  Tam też po kilku latach zawirowań z dzieleniem punktów odstąpiono wreszcie od ich „połowiczenia”. Tak na marginesie, to owe dzielenie punktów na trawie musiał wymyślić jakiś, podchodzący do piłki niezwykle abstrakcyjnie osobnik. Nie chciałbym, aby futsal kopiował dobre albo udane, czy niezbyt udane schematy z trawy. Jest odrębną dyscypliną i niech przy poszukiwaniu rozwiązań dla prowadzenia rozgrywek zwraca się raczej ku grom halowym, czy też nawet hokejowi. Z piłką trawiastą niech łączy go tylko wspólna federacja. Ale też nie miałbym nic przeciwko temu, gdyby kiedyś powstała światowa oraz europejska federacja futsalowa. Przynajmniej jako sympatyk, czy działacz futsalowy nie czułbym się podrzutkiem.

Prezes Boniek odnosząc się do głośnego w ostatnich dniach transferu Ronaldo - najlepszego piłkarza globu - z hiszpańskiego Realu do włoskiego Juventusu, rzekł, że skorzysta na tym oprócz turyńczyków cała liga włoska. Nic dodać, nic ująć. Prezes w materii ogólnej zawsze celnie ocenia. Rozpocząłem ten akapit od Ronaldo, by wskazać polskiej ekstraklasie futsalowej, jak ważne są transfery wyrazistych zawodników dla całej dyscypliny, a także jej krajowych segmentów. W poprzednim sezonie był dla mnie takim wyrazistym elementem dla polskiego futsalu czeski internacjonał Michal Seidler. Jego nazwisko gwarantowało, że o polskim futsalu mówiło się poza granicami. Z całym bowiem szacunkiem dla polskich futsalistów, nie mają oni jednak jeszcze takiej marki, by ich zapamiętywano.

Nawet Michał Kubik, który był strzelcem dającego nam remis gola z Rosją podczas słoweńskich finałów mistrzostw Europy, nie zapadł w pamięć wielu moim rozmówcom. A pytałem o niego - i w Niemczech, i na Ukrainie, i we Francji, czy też w Serbii. Nie było natychmiastowego skojarzenia. Pamiętają go Rosjanie – co jest oczywiste. Dlatego tak niecierpliwie czekam na oferty transferowe przed nowym sezonem. A szczególnie na informacje z Rekordu Bielsko Biała. Kto bowiem, jak nie mistrz Polski, powinien nas zachwycić ciekawym transferem. Czekam tym bardziej, gdyż jak w rozmowie zapewnił mnie prezes Szymura, zastąpiony zostanie Seidler równie dobrym nazwiskiem. Liczę, że będzie to zawodnik – motor dla polskiego futsalu. Również poza naszymi granicami.
Marszałek Józef Piłsudski zwykł mawiać – „Jeżeli sami nie napiszemy historii, to inni ją napiszą tak, że się w niej nie poznamy”. Coś jest w tych słowach. Cytuję je nie po to, by namawiać do pisania historii – chociaż niech każde przelewa na papier, czy do komputera swoją wiedzę futsalową. Może kiedyś powstanie z tego po udanej kompilacji ciekawe dzieło. Przedstawiam słowa Marszałka jako swoistą przenośnię do bieżącego tworzenia polskiego futsalu. Należy bowiem pamiętać, iż każde obecne działanie ma wpływ na przyszłość. A każde obecne zaniechanie nie da się już niestety, w przyzwoitym momencie, naprawić. Jako historyk z wykształcenia wiem, że historia jest okrutna i potrafi osądzić po latach surowo zaniedbania, kunktatorstwo, tchórzostwo, niesolidność.

Aby jednak nie kończyć minorowo, znajdę światełko dla ekstraklasy. Po ostatnim zebraniu ułożył się na kierowniczych stanowiskach Spółki FE całkiem przyjemny duet. Prezes Maciej Karczyński – jako prezes zarządu Spółki FE - oraz Janusz Szymura – jako prezes jej Rady Nadzorczej. Jak nie oni, to kto? Jak nie teraz, to kiedy? Te dwa pytania nie są bezzasadne. Nadchodzący rok powinien   rozstrzygnąć, czy wychodzenie z dołka, w jaki SFE zapadła przed laty, zaowocuje prosperitą na dłuższy czas. Tegoroczny wynik – i to nie tylko finansowy - każe bowiem patrzeć na przyszłość z optymizmem. Ale jeszcze nie krzyczałbym "na pohybel wrogom".

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Reni Jusis w swojej piosence śpiewa – „A mogło być tak pięknie, Tak pięknie przecież mogło być, Przyznaj wreszcie, Nadzieje nasze wielkie, Rozwiane w ciągu paru dni, Tyle razy udawałam, Ty łgałeś jak z nut bezbłędnie, W końcu komfortowo to przegrałam”. Ach, jak bardzo pasują te słowa do naszych narodowych oczekiwań i wreszcie porażki polskich piłkarzy na rosyjskim mundialu. To tyle gwoli oceny występu trawiastej kopanej w Rosji.

Niemniej dopiszę jeszcze zdanie rosyjskiego kibica, z którym rozmawiałem po kaliningradzkim meczu Belgii z Anglią. „Bы хотели как лучше, а получилось как всегда” – powiedział do mnie. W tłumaczeniu najprościej brzmi to - „Chcieliście jak najlepiej, a wyszło jak zawsze”. No cóż, nie zawsze wygrywa się. Chociaż teraz nawet zwycięstwo nad Japonią smakuje nie najlepiej, gdy przypomnimy sobie przysłowiową grę „w dziada” jaką zafundowały nam w ostatnich 8-10 minutach meczu oba zespoły.

Tydzień temu, kończąc felieton, wspomniałem o Akademickich Mistrzostwach Świata w futsalu, które odbyły się nieco ponad dekadę lat temu w Poznaniu (Polacy dowodzeni przez Tomasza Aftańskiego wywalczyli czwarte miejsce za futsalowymi potęgami Rosji, Brazylii, Ukrainy). Miałem zaszczyt brać udział w tej imprezie jako komisarz meczowy - wyznaczony przez Międzynarodową Federację Sportu Akademickiego (FISU) w Lozannie. Była to - jak dotąd - największa mistrzowska impreza futsalowa organizowana w Polsce. I nie zanosi się, by w najbliższym czasie zostało zorganizowane coś większego.

A zapewne nie zrobi tego PZPN, który skupił się na imprezach mistrzowskich trawiastych. Szkoda. Ale od czego mamy AZS. Rzeczone FISU ogłosiło, iż akademicki turniej zostanie powtórzony w Polsce. Gratuluję prężnemu futsalowo środowisku akademickiemu. Osobiście Piotrowi Kusiowi, który gdzie tylko mógł czapkował oraz pukał i nadal to czyni, w sprawach międzynarodowej pozycji akademickiego futsalu znad Wisły, Odry i Warty. Nikogo nie urażając, pisząc tylko prawdę - nie powiem, że miał łatwo, gdyż nasz futsal dla decydentów wszelkiej maści od ministerstw poprzez związek po samorządy oraz sponsorów, to raczej tylko opłotki. Na szczęście jest Poznań, który w 2020 roku po raz drugi przyjmie akademicką, futsalową brać z całego świata.

Rekord Bielsko Biała otrzymał organizację turnieju preeliminacyjnego futsalowej Ligi Mistrzów. I dobrze. W UEFA doskonale wiedzą, iż to rzetelny klub i nie będzie organizacyjnej poruty. Dla mnie te preeliminacje to tylko przygrywka. W sensie sportowym oczekuję od Rekordu postępu w porównaniu z rokiem poprzednim. Zdaję sobie sprawę, że będzie trudno, lecz po fali pochwał jaka spłynęła na Rekord w trakcie minionego sezonu nie wyobrażam sobie, by wyrażać inne oczekiwania.

Bycie jedynie królem na niezbyt mocnym klubowo krajowym podwórku Rekordzistów – mam nadzieję – już nie satysfakcjonuje. Chociaż z drugiej strony mój optymizm wobec bielszczan nieco został przytłumiony w wyniku odejście Michała Seidlera, było nie było jednego z głównych architektów niezwykłej serii sukcesów Rekordu w sezonie 2017/2018. Myślałem bowiem, że trzon zespołu jest montowany na lata i nie będą mu wyrywane zęby po sezonie, lecz tylko wzmacniane koronkami.
W swoich cyklicznych felietonach staram się patrzeć, zgodnie z tytułem rubryki, na historię panoramicznie. Czyli jak widzę na pierwszym planie słonia, to wiem, że obok musi być mrówka, która też wykonuje futsalową robotę. I zdaję sobie sprawę, że może być ona częściej ważniejsza, czy też bardziej wartościowa od tego słonia. Chciałbym, aby tego doznania doświadczali też prezesi klubów, prezesi Spółki, członkowie Komisji Ligi, przewodniczący oraz członkowie Komisji związkowej, działacze terenowi oraz wszelcy inni decydenci, a także darczyńcy, pragnący „zabawiać się” w futsal.

Dlatego tak bardzo czekam na decyzje Komisji Licencyjnej PZPN odnośnie werdyktów licencyjnych dla klubów ekstraklasy oraz I ligi. Z jednej strony chciałbym, aby kluby nie miały problemów z jej otrzymaniem, a z drugiej zdaje sobie sprawę, że jest jeszcze wiele niedociągnięć. Ciekaw jestem czy Komisja okaże się biblijnym Salomonem i wyda wyrok wypływający z głębokiej mądrości (niepoprawnych ukaże, dostosowującym się zawierzy) grożąc palcem, ale i dając szansę naprawy, czy też rzymskim Katonem (postąpi według prawości oraz uczciwości) i sprawi, że ligowa ziemia w futsalu zatrzęsie. Nie mnie to oceniać. Niemniej chciałbym, aby obecne działania Komisji Licencji miały w perspektywie utrwalanie pewnych zasad, które umocnią nasz futsal. Niestety, niesolidny musi odejść. Inaczej nie zbudujemy silnych podstaw futsalu klubowego. A bez tego nasza reprezentacja nie osiągnie stabilizacji.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Lat temu kilka podróżując po Francji, która jest dla mnie wybiórczym kulturowym przewodnikiem po europejskiej cywilizacji, przeczytałem takie oto zdanie o honorze, autorstwa jednego z francuskich poetów czasów Ludwika XIV. Wyczytałem mianowicie, że honor to stroma wyspa bez brzegów na którą nie można wrócić, gdy ją już się opuściło.

Przypomniały mi się te słowa po meczu z Kolumbią na rosyjskich mistrzostwach piłkarskich przegranym z kretesem przez naszą reprezentację. Sprawozdawca telewizyjny mówił, iż został już nam tylko mecz o honor. Jak na poprzednich dwóch mundialach w 2002 oraz 2006 roku. Po nim i tak pojedziemy do domu. Pozwolę nie zgodzić się z tymi słowami. Stracony na tych mistrzostwach honor wyrażony marnym stylem gry w meczach z Senegalem oraz Kolumbią jest nie odzyskania w jednym, nawet najwyżej wygranym meczu z „japońskimi samurajami”. Jest nie odzyskania podczas rosyjskich mistrzostw. Obrazkowo – reklamowy – czarodziejski epos medialny trenera Nawałki, a także jego podopiecznych prysnął na stadionach w Moskwie oraz Kazaniu. A wszelkie dotychczasowe gadania o tym jaką mamy wspaniałą drużynę, to były najzwyklejsze farmazony. I to by było na tyle gwoli mundialowego wstępu po drugim akcie piłkarskiego dramatu „Dziady” – którą to nazwę zaczerpnąłem z okładki „Przeglądu Sportowego”. Tylko kibiców mi żal. I pewnie Grzegorz Lato też nie doczeka się szybko polskiego piłkarza luzującego go na fotelu króla strzelców mundialu piłkarskiego.

Gdy patrzę po półroczu AD 2018 na polską piłkę seniorską – trawiastą, kobiecą, plażową, futsalową - całkiem inaczej jawi mi się występ reprezentacji futsalowej podczas styczniowo-lutowych słoweńskich europejskich finałów. Z czystym sumieniem mogę napisać teraz, że jako jedyna z wymienionych wyżej kadr nie dała przysłowiowej plamy. Patrząc na światowe miejsce rankingowe, futsal awansował o pięć pozycji. Plasuje się w drugiej dziesiątce europejskiej oraz trzeciej  światowej. A jest to ranking nad wyraz rzetelny, a nie na różne sposoby „naciągany” wybieraniem sobie przeciwników, czy unikaniem meczów. Trawiaści piłkarze są od miesięcy w dziesiątce najlepszych, ale rosyjska trawa zweryfikowała ich boleśnie.

Myślę, że jest do doskonała nauczka dla różnych decydentów, iż nie decydują o pozycji dyscypliny najbardziej nawet wymyślne rankingi, lecz postawa na mistrzowskich turniejach. I mam nadzieję, że raz na zawsze odzwyczai się nasza piłka od robienia sobie pijaru, czy marketingu za pomocą rankingów. Rankingi, co najwyżej, są pomocne przy losowaniach turniejowych. Niemniej – co widać po wynikach polskiej reprezentacji w Rosji - niewiele nam pomogły. A może nawet zaszkodziły. W każdym razie po losowaniu jeszcze bardziej od nas cieszyli się - i Senegalczycy, i Kolumbijczycy, i nawet Japończycy.

Portal Futsal Ekstraklasy ogłasza wyniki plebiscytowe wyborów „NAJLEPSZYCH” rozgrywek FE w sezonie 2017/2018. To już ósma edycja wyborów. Kategorii jest wiele, ale nie o to chodzi. Jak najbardziej popieram pomysł doceniania w ten sposób zawodników, kibiców, trenerów etc etc. Zresztą trwa to od lat i dobrze, że obecna władza Spółki kontynuuje tę ideę. Zastanowiło mnie jednak co innego. Dlaczego ogłaszanie wyników w poszczególnych kategoriach jest tak zindywidualizowane, by nie napisać sączone? Czy nie lepiej byłoby zebrać wszystkich, zorganizować jakąś ciekawą imprezę z „telewizorami”? A przy okazji może i jakiś mecz? Nie obraziłbym się, gdyby podsumowania dokonano podczas spotkania wszystkich klubów FE. Możliwości jest nad wyraz wiele.

Pamiętam, iż kiedyś tak nawet bywało. A co dla mnie najważniejsze - takie podsumowanie powinno odbywać się niechybnie po zakończeniu sezonu, gdy jeszcze zawodnicy, szkoleniowcy są zakotwiczeni w swoich klubach. I kiedy wszyscy mają w głowie miniony sezon, a nie żyją przygotowaniami do nowego. Nie piszę tego po to, aby się czepiać. Chcę tylko wyrazić opinię. I to nie tylko swoją. Ale wybory – mimo wszystko – proszę kontynuować. Natomiast, gdy mogę coś podpowiedzieć, to dodałbym jeszcze kategorię Najlepsza klubowa strona internetowa.

Kontynuując w kolejnym akapicie ów temat portalowy po raz kolejny napiszę, że tematy do felietonów czerpię w dużej mierze z tak zwanego resume klubowych portali internetowych. Z roku na rok są one coraz atrakcyjniejsze. Już nie tylko informacyjnie, ale ze sporą domieszką publicystyki. Związkowy portal zajmuje się głównie swoimi rozgrywkami oraz kadrami. Ekstraklasowy nacisk kładzie – co zrozumiałe – na swoje rozgrywki, chociaż bywa też o I lidze, czy kobiecej rywalizacji. Ale – dla mnie felietonisty – to klubowe portale są solą. W klubach dopiero potrafią przyprawić właściwymi smaczkami futsalowe danie. I jest to danie z pierwszej ręki. Nie, odgrzewany kotlet. One są źródłem newsów, szczególnie transferowych.

Nie tak dawno w jednym z felietonów nawoływałem kluby do organizacji w okresie przygotowawczym ciekawych turniejów. Też w obsadzie międzynarodowej. Turnieje urozmaiciłyby bardzo nasz futsal. A przede wszystkim chciałbym – pewnie nie tylko ja – zobaczyć jak nasi ligowcy spisują się w konfrontacji z zagranicznymi zespołami klubowymi. W rzeczywistości turniejowej mamy bowiem możliwość tylko popatrzeć – co najwyżej – na rywalizacje międzynarodowe z udziałem mistrza Polski w futsalowej Lidze Mistrzów.

Dlatego ucieszyła mnie wiadomość, że rzutki prezes beniaminka FE z Jelcza-Laskowic po raz kolejny zaprasza do Polski futsalową Barcelonę. I po raz czwarty zorganizuje turniej Futsal Masters 2018. Oprócz Hiszpanów zagrają między innymi zespoły z Ukrainy, Danii, Francji.  Oczywiście Polski – Orzeł, Piast. Osobiście cieszy mnie, iż na przyjazd dali namówić się futsaliści z dalekiej Kirgizji. Wiele lat temu byłem u nich, poznałem miłych ludzi. I powiem, że wcale nie są tacy słabi futsalowo. A sędziów, których pamiętam z finałów Akademickich Mistrzostw Świata w Poznaniu, mają całkiem niezłych.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Optymistycznie już było. Teraz trzeba się wziąć do roboty – powiedział Jan Domarski (którego poznałem w niemieckim Murhardt podczas pamiętnych piłkarskich mistrzostw świata RFN - 1974) po przegranym przez nasz narodowy team piłkarski meczu inaugurującym występy Polaków w rosyjskich finałach mistrzostw świata. Przegranym z Senegalem. A Jan wie co mówi, ponieważ to on był strzelcem gola w remisowym meczu z Anglią na słynnym Wembley, który utorował polskiej reprezentacji piłkarskiej drogę do sukcesów w mistrzostwach świata lat 1974 – 1982. Słowa Janka są pełne racji. Do roboty – panie Nawałka. Do roboty – panowie piłkarze. Nie wystarczy brylować przed mikrofonami oraz kamerami. Trzeba jeszcze swoją wartość pokazać na zielonej murawie rosyjskich stadionów.
Powyższy akapit doskonale współgra mi z tematem, który chcę kolejno omówić, czy też opisać. Nie będę już na wstępie nawoływał – do roboty, ale wyrażę zatroskanie. Przynajmniej swoje. Za środowisko nie będę się wypowiadał. W kategorii U-19 chłopców, albo jak kto woli mężczyzn, jesteśmy jeszcze przed eliminacjami do mistrzowskich europejskich finałów. Według otrzymanej z UEFA informacji, miarodajny będzie ranking z 1 listopada 2018. Tym bardziej  troski swojej nie wycofuję, gdyż nie tak dawno podczas turnieju w chorwackim Poreć nasz futsalowy team U-19 zanotował poważną wpadkę. Podopieczni trenera Żebrowskiego na pięć rozegranych meczów wygrali tylko jeden (z ostatnią w tabeli Mołdawią) i w gronie ośmiu teamów narodowych zajęli trzecie miejsce od końca. Co prawda, przyznano im Nagrodę Fair Play, którą jednak warto zawsze wymieniać na wyższe lokaty oraz meczowe zwycięstwa.

Droga nasza młodzieży futsalowa - kanikuła kanikułą, ale nie zapominajcie wraz ze swoim sztabem, że finał jest do wywalczenia. A nawet nie wyobrażam sobie innej możliwości, gdy podeprę się informacjami członków związkowej Komisji, odpowiadających za ten wycinek naszego futsalu, o wysokim poziomie sportowym oraz organizacyjnym polskiego futsalu młodzieżowego. Niech to będzie więc doskonałe "sprawdzam".

Po czasach działania w centrali polskiej piłki pozostały mi jakie takie znajomości w UEFA. Na pewno są one mniejsze niż Romana Sowińskiego, ale wystarczające, by rozmawiać mailowo, czy też gościć w kraju pewnych ludzi z grona piłkarskiej Europy. Informacja o mistrzostwach Europy kobiet w futsalu ucieszyła mnie jak najbardziej. Jeszcze bardziej przekaz, iż rozpoczniemy gry eliminacyjne od main round. Czyli nasz futsal kobiecy jest zapamiętany przez władze UEFA. A wszystko co jest związane z futsalem kobiecym zaczęło się w PZPN za kadencji, w której przyszło mi zawiadywać futsalem, czyli pod koniec minionej dekady XXI wieku. I nie od rzeczy jest wymienienie w tym miejscu pani Magdy Stefankiewicz, która była niewątpliwym spiritus movens raczkującego wówczas futsalu kobiecego w strukturach związkowych. To jej zaparcie, pasja nie dawały zapomnieć zarówno mnie jak i kierownictwu PZPN o futsalu kobiecym. Jak widać – wizje pani Magdy realizują się, bo najważniejsze jest te wizje posiadać. To tak gwoli przypomnienia i wskazania drogi następcom pani Magdy.

Piszę o wizji aż tyle razy, gdyż w kadencji Komisji Futsalu lat 2012-2016 doszło do pewnych turbulencji, czy też sporów kompetencyjnych w zakresie futsalu kobiecego. I na pewien czas prezes związkowy wyeliminował kadrę kobiecą z działania. Po zmianie personaliów futsal kobiecy wrócił na należne mu miejsce w środowisku. I niech tak pozostanie. Z czego osobiście cieszę się bardzo, gdyż mazowiecki futsal kobiecy posiada trzy zespoły w ekstralidze kobiet, a i rokrocznie zdobywa tytuły mistrzowskie oraz gromadzi medale w rywalizacji młodzieżowych mistrzostw Polski.

Wielka szkoda, że władze związkowe skupiły się głównie na aplikowaniu o ważne finały europejskie w piłce trawiastej. Organizowanie, szczególnie w piłce młodzieżowej, turniejów finałowych jest najprostszą drogą do wystąpienia w rozgrywce o trofea. Po cichu liczyłem, iż wystąpimy przynajmniej o organizację finałów – przywróconych po latach – młodzieżowych mistrzostw Europy. Tym razem w kategorii Under 19. Niestety, ponownie wybrana została przez władze związku „trawa” – a dokładnie U-20.
Tymczasem zaaplikowali do UEFA o organizację finałowego futsalowego U-19 Chorwaci, Gruzini, Węgrzy, Łotysze, Portugalczycy, Rosjanie, Ukraińcy. I wcale niektórym z tych nacji nie przeszkadza, że organizowali niedawno, czy organizują teraz, wielkie imprezy piłki trawiastej albo gościli finały futsalowe. Nie chcę przesadzać, ale można niewątpliwie pomyśleć, że takie podejście unaocznia jak najbardziej miejsce naszego futsalu w rodzimym związku. Szkoda. Chociaż kolega Józef, któremu – jak zwykle – pozwoliłem zrecenzować felieton przed wysłaniem orzekł, iż lepiej sobie wspólnie z wiceprezesami związku podróżować po Bahamach, Brazylii i innych ciepłych, atrakcyjnych krajach niż „zarabiać się” u siebie. Hola hola Józefie, aż tak nie rozpędzaj się.

Abraham Lincoln, dziewiętnastowieczny prezydent Stanów Zjednoczonych, mawiał: „Można nabierać cały świat jakiś czas i kilka osób cały czas, ale nie można nabierać wszystkich ciągle”. I to niech będzie puentą nie tylko do futsalu. A przy okazji jeszcze wspomnę, iż drugi gol, jaki wbił nam Senegal, pachniał bardzo taktycznym wykonaniem rodem z futsalu. Schodzi, wchodzi, goluje. I pomyśleć, że w sztabie analitycznym selekcjonera Nawałki jest trener futsalowy – pan Juszczak. A tak dali się nabrać.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Jako człowiek związany od lat ze sportem wiem, że trener to specjalista kierujący całokształtem przygotowań zawodnika lub drużyny do zawodów. A także kierujący tym zespołem ludzkim w trakcie meczu. Wiem też, że każdy z trenerów ma swoje przyzwyczajenia, fobie, rytuały. Pan Górski nie golił się przed meczem i lubił prostotę rozwiązań. Pan Nawałka powiela systemy przygotowań – choćby w zakresie miejsc pobytowych. Pan Gmoch zaprzęgał naukę do służby futbolowej. I tak można wiele wymieniać, a spisuję tych ważniejszych, znanych.

Liczę, że przyjdzie kiedyś czas i na futsalowe przykłady. Chociaż pisząc te słowa do głowy – jak na razie - przyszło mi jedno, lecz nad wyraz symptomatyczne futsalowe zachowanie. Pan Bianga, który w minionym sezonie zaliczył dwa awanse, rozstał się po nich z pracą, czy też został zwolniony. Jeżeli coś zdarza się dwa razy i dotyczy podobnych wydarzeń, to pozwolę sobie nazwać to tradycją. Dlatego casus pana Biangi będzie dla mnie od tej chwili zwał się „Tradycja Polskiego Futsalu”. A tym, którzy biadolą nad poziomem polskiego futsalu wspomnę jeszcze tylko, że polska reprezentacja futsalowa od początku swojego istnienia miała 20 trenerów – selekcjonerów. Reprezentacja istnieje od 1992 roku, czyli wypada średnia - jeden pan trener-selekcjoner na niecałe półtora roku.

Kiedyś w jednej gazecie miałem zaszczyt, albo tylko możliwość, pisać felietony, które na łamach były zamieszczane po sąsiedzku z felietonami Jana Tadeusza Stanisławskiego (satyryk, radiowiec, aktor i autor tekstów piosenek), obiegowo zwanego profesorem mniemanologii stosowanej. Młodsi pewnie nie przypomną sobie tego pana, ale był to kultowy naśmiewca wszelkich głupot lat byłych. Naśmiewca wyrażający swoje myśli w sposób subtelnie zrozumiały. Chociaż jak długo ktoś czegoś nie pojmował i nie wyedukował się na jego felietonach, to mógł i oberwać obuchem. Oczywiście „obuchem ciętego pióra Mistrza”.

Gdy tak wspominam tamte lata oraz rozmowy z panem Janem zastanawiam się często, jaki obuch jest potrzebny, by zjednoczyć nasz futsal. Ciągle bowiem czytam, słyszę utyskiwania. Nie wiem, czy jest w polskim futsalu osoba zarządzająca, którą zaakceptowałoby całe środowisko. Moim zdaniem – nie ma. Dlatego widzę marne perspektywy jednościowe. I pewnie dobrze zrobiłem, że dzięki panu Kubie mogę popracować na własny rachunek. Bogatszy o doświadczenia z lat poprzednich, kiedy bywało, że mnie, oraz wielu innym, zdarzało się robić błędy. Ale to nie powód, by kogoś odsyłać natychmiast na przysłowiowe manowce. A z opcji trenerskiej najbardziej polubiłem zawód trenera snu. Trenera snu o sile futsalu polskiego.
Na futsal-polska zapoznałem się z mini-ankietą na temat zasad rozgrywek futsalowej ekstraklasy. Wypowiadali się szkoleniowcy, czyli grono jak najbardziej w tej materii reprezentatywne. Zaskoczenia nie było. Zadowolenie moje jak najbardziej. Większość szkoleniowców opowiadała się za systemem, który z panem Czeczką zaproponowaliśmy ekstraklasie na początku istnienia Spółki.

Zawsze powtarzam za swoim profesorem ze studiów i promotorem, że nie należy wyważać otwartych drzwi. Więc dziwi mnie mocno, iż dekada istnienia w miarę niezależnej ekstraklasy futsalu nie pozwoliła wypracować finalnej wersji rozgrywek. Ale poniekąd to rozumiem, gdyż – jak pewnie wszyscy orientują się – nie zawsze głos władz Spółki jest jednaki z głosem klubowym. Chociaż wydawać by się mogło, że vox Dei (władzy), to vox populi (kluby). Czy też odwrotnie. Jeżeli mogę do tej ankiety coś powiedzieć od siebie, to wskażę dość ciekawe tegoroczne rozwiązanie siatkarskiej ekstraklasy męskiej. I to by było na tyle w tym temacie. Temat jest wybitnie ogórkowy, gdyż po to ma się władzę, aby coś ustalać, a nie tylko konsultować oraz wysłuchiwać.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS