Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Niejednokrotnie zastanawiam się, czy lepiej byłoby, aby rzeczywistość była czarna lub biała. Czy może lepiej byłoby jednak, aby szarość też w niej znachodziła się. Pewnie kierując się rozsądkiem pogodzenia sprzeczności w perspektywie zbudowania czegoś sensownego wybrałbym tę drugą opcje. Nie jestem bowiem pewny czy tylko uznawanie, iż białe jest białe, a czarne jest czarne dawałoby w polskiej rzeczywistości szansę powodzenia. Nikt nie przekona mnie, że działacze sportowi są tak akuratni i tylko robią rzeczy dobre albo złe. Zarówno świat (polityka też), jak i sport, w tym futsal opiera się na godzeniu przeciwności, czyli szarości. Kto mówi inaczej najzwyczajniej mija się z prawdą.

Dlatego wielu ludziom trudno jest w tym świecie szarości znaleźć swoje miejsce. I wcale im nie dziwę się, obserwując jak nijakość przejmuje – też w sporcie oraz futsalu – rządy na rozumami tych nielicznych, pragnących powiedzieć, iż jest biało albo czarno. Coraz mniej jest w otoczeniu futsalowym osób chcących łamać konwenanse, utarte schematy. Najzwyczajniej stwierdzili – nie opłaca się nam to. No tak, zawsze to być lepiej bliżej owej mitycznej władzy niż zostać zepchniętym do przysłowiowych „kanałów”. Ale starać się o przekazanie swojego zdania niezmiennie należy.

Ten przydługi nieco moralizatorski wstęp zafundowałem sobie oraz czytelnikom po zapoznaniu się z materiałem pana Jakuba Drwala o futsalu angielskim, zamieszczony na portalu Futsal-Polska. O tym, że organizacyjnie Anglicy nas z czasem prześcigną w robieniu futsalu, wiedziałem już w roku 2006, kiedy podejmowałem ich podczas towarzyskiego meczu reprezentacji seniorskich futsalu. Wygraliśmy dwa razy. I to raz dwucyfrowo aż 16-0. Ale to nie było najważniejsze. Ciekawszym była możliwość podpatrywania ich od strony organizacyjnej. Polska pięć lat po euforii związanej z udziałem w rosyjskich finałach mistrzostw Europy. Po kolejnych zmianach szkoleniowych, czy władzy w polskim futsalu – ta przywara pozostała normą do dzisiaj. Anglicy na początku futsalowej drogi. Uczyli się tego sportu. W tym też od nas. Ale od strony zaplecza technicznego przygotowani byli już na poziomie.

To od nich w tych latach przejmowaliśmy zasady używania chłodzenia organizmów zawodników po meczach. To ich podglądaliśmy w zakresie dozwolonych odżywek dla zawodników. I tak dalej, i tak dalej. Nie będę się rozwodził nad kolejnymi ciekawostkami. Wspomnę tylko, że gdy podczas eliminacji mistrzostw świata na Węgrzech były problemy z łącznością satelitarną, to rozłożyli swoje przywiezione „talerze” i było okey. Dlatego jestem pewien, iż niedługo może nie seryjnie, ale częściej osiągną korzystny wynik w meczach z nami. Jak zauważyłem – oni oraz Niemcy są niezwykle cierpliwi w budowaniu swojego futsalu. W przeciwieństwie do naszych działań. Widocznie lepiej (a jest to dziwne dla nie Słowian) odnajdują się w słowiańskim – było nie było – powiedzeniu „Co nagle, to po diable”.

W każdym razie dziękuje panu Drwalowi. Jego tekst – liczę – uświadamia władzom PZPN, członkom związkowej komisji futsalu, że to co robią to jest kropla w morzu potrzeb polskiego futsalu. I takim tempem przemian ów przysłowiowy „Kraków” będą długo budować. Pan Drwal podpisując swój fachowy wywód wskazał mi, że jest dyrektorem sportowym Futsal Młodej Ekstraklasy. Brawo i gratuluję. Gratulowałbym jeszcze bardziej, gdybym został uświadomiony o systemie rozgrywek, terminach, klubach. Cała rzecz bowiem warta jest pochylenia się nad projektem. A tak mało o nim wiadomo. Któż bowiem zastąpi zgranych zawodników w przyszłości jak nie wyedukowana od szkoły, juniorów futsalowa młodzież.
Tak składa się, że posiadłem pamięć historyczną. Gdzieś na początku tego roku przeczytałem wypowiedź młodego piłkarza Krystiana Bielika, który stwierdził, że wolał wybrać III ligę angielską od polskiej ekstraklasy trawiastej. Uznał, iż roczny pobyt nad Wisłą byłby dla niego - po przenosinach do Anglii – krokiem wstecz (!). Nie wiem co porabia teraz pan Bielik. Cytuję go, by wskazać pewną asymetrię. Angielska III liga jest lepsza dla młodego piłkarza w sensie organizacyjnym oraz szkoleniowym, niż polska ekstraklasa. Nie twierdzę przy tym, że polski klubowy, trawiasty król piłkarski jest nagi. Ale – moim zdaniem spadają z niego resztki odzieży. Co pokazują eliminacje europejskich pucharów. A jak spadają w piłce trawiastej, to z czasem mogą spadać też z klubów futsalowych. Warto mieć się więc na baczności. O, przepraszam. Z owego spadania odzieży wyłączam Rekord Bielsko Biała.

Losowanie Elite Round futsalowej Ligi Mistrzów nie było łaskawe dla Rekordu Bielsko Biała. Trójka rywali jest ograna w tych rozgrywkach i należy do wysokiej, a dwa nawet do najwyższej półki tych elitarnych rozgrywek. Rosyjski - TTG Jugra Jugorsk, hiszpańska - FC Barcelona Lassa (gospodarz grupy turniejowej), serbski - Ekonomac Kragujevac, to zespoły, z którymi ciężko będzie uciułać punkty. Ale – jak to mawiał klasyk – „Dopóki piłka w grze” – każdy jest mistrzem. Dla mnie już awans na ten poziom rozgrywkowy jest dużym osiągnięciem. Teraz każdy ugrany punkt stanowić powinien dobrą inwestycję w przyszłość.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Czasami zdarza się pisać  felietony na wyjeździe, a nawet poza granicami Polski. Jest to o tyle korzystne, że jest się dalej od rodzimych zdarzeń i ma się spokojniejsze spojrzenie. Ponadto znajomi, z którymi rozmawia się poza krajem o futsalu, mają nieskażone rodzimymi emocjami spojrzenie i ten ich dystans pozwala ujrzeć rzeczy, których na miejscu by się nie zauważyło. Trochę podróżowałem po Bałkanach, zbierając materiały do opracowania o polskich misjach za granicami. Korzystając z okazji, zawitałem nawet na chwilę na jeden z turniejów o awans do Elite Round futsalowej Ligi Mistrzów. Tam też dowiedziałem się o awansie Rekordu Bielsko Biała do europejskiej, futsalowej elity klubowej.

Gratuluję. Znajomy Serb powiedział, przekazując miłą wiadomość – „Rekordowi już dawno się to należało”. Zapewne tak, ale co nagle to po diable – jak mawia znane u nas przysłowie, więc bardziej cieszy mnie fakt, iż wynik sportowy został osiągnięty przy stabilizacji sportowo-organizacyjnej bielszczan oraz przy ciągłym progresie wynikowym, niż miałoby to stać się jako jednorazowy „wybryk” sportowy. A obserwuję od dwóch sezonów na europejskiej arenie futsalowej w poszczególnych krajach nad wyraz wiele upadków klubów, zmian nazw, czy odstępowania miejsc rozgrywkowych. Tymczasem nasz Rekord systematycznie realizuje swoje plany pod przewodnictwem już obecnie dwóch panów Szymurów. Seniora pana Janusza oraz syna, pana Piotra, kiedyś reprezentanta kraju, a obecnie pewnie następcy w futsalowym działaniu w Rekordzie. I niech tak dzieje się, gdyż - jak na razie - bielski klub jest znakomitą wizytówką polskiego futsalu.

Nie miałem za wiele możliwości oglądania innych meczów w różnych grupach turniejowych, ale od znajomych uzyskałem informację, że wcale Rekordziści nie stoją na straconej pozycji na kolejnym etapie rywalizacji, gdzie pewnie już typowych dostarczycieli punktów nie będzie. Kibic - działacz z Białorusi, których mistrz walczył w kosowskiej Prisztinie o awans (i też wywalczył) – uznał, iż zarówno ich Lidzie jak i Bielsku będzie ciężko, ale przyda się sportowe doświadczenie na przyszłość. Dopowiem - póki piłka w grze, wszystko jest możliwe.

No bo kto spodziewałby się chociażby (oprócz pewnie sympatyków, zawodników, władz Cleareksu), że po fatalnym starcie i wysokiej porażce w Pniewach zespół chorzowski wygra aż 6:1 w Toruniu? I w tym miejscu ukłony dla chorzowian, a przy okazji też dla typujących z ramienia ekstraklasy mecze telewizyjne. Jakoś udaje się wytypować spotkania atrakcyjne z wieloma golami, nie pozwalające odchodzić od telewizora, czy komputera. Oby tak dalej promowała się strzeleckimi umiejętnościami futsalowa ekstraklasa.
Polski futsal jednak to nie tylko parkiet, zespoły, ligi, gole, reprezentacje. Coraz częściej futsalem zajmują się różne projekty, tworzone przez ludzi zainteresowanych tą dyscypliną. Są to działania w żadnym wypadku nie wyręczające PZPN albo Spółki FE, lecz dające szersze spektrum wizji futsalowej. O ile te pierwsze podmioty skupiają się głównie na reprezentacji, ligach, czy młodzieży, to tworzące się czasopisma o futsalowym profilu, strony internetowe, stowarzyszenia etc etc są ważnym składnikiem dla futsalu na polu promocji, marketingu, edukacji.

Niedawno otrzymałem zaproszenie do udziału w „I Forum Futsalu – Polska 2025 – Wizja Rozwoju”, które organizuje w Katowicach oraz Gliwicach redakcja czasopisma „Futsal”. Dziękuję panu profesorowi Markowi Sitarzowi. Jest to coś nowego. Rok 2025, czyli siedem lat do przodu. Z całym szacunkiem do związku piłkarskiego, ale pewnie  nawet z jego strony nie ma tak daleko wybiegającej opracowanej wizji. I dlatego kolejny raz w felietonie będę optował za coraz większym angażowaniem się szeroko pojmowanego środowiska futsalowego w Polsce w wypracowywanie kierunków rozwoju. Nie liczyłbym tylko na PZPN, bo on ma jednak na głowie ważniejsze odmiany piłki. Całkiem sympatycznie pasuje do takich działań powiedzenie „Nic o nas bez nas”. I niech siły jednoczą się bez urazy z każdej ze stron, które dotychczas mają (miały) monopol na futsal.

Wiem, że w tym tygodniu lub przyszłym PZPN organizuje spotkanie z klubami futsalu kobiecego na temat rozgrywek w nowym sezonie. Trochę późno, ale ważne, że jest spotkanie i pewnie będą też rozgrywki. Zapewne będą one nadal tylko zimowym przerywnikiem dla trawiastej piłki kobiecej. Czyli futsal kobiecy nadal pozostanie Kopciuszkiem. Apeluję, do władz futsalu oraz piłki kobiecej w naszym centralnym związku piłkarskim. Panowie – zróbcie coś, aby bardziej docenić futsal kobiecy. Zdecydujcie się na krok, który futsal męski zrobił w latach 2009-2010. Nie bójcie się kontrowersyjnych decyzji. Inaczej trener Wojciech Weiss dalej będzie się bujał od ściany do ściany i będziemy cieszyć się, że wygraliśmy z Rumunią. Czas pokazać, iż ma się coś więcej (!) niż dobre chęci. Cyceron mawiał - i jako historyk adekwatnie go przytoczę -  „His­to­ria - świadek cza­su, światło praw­dy, życie pa­mięci, nau­czy­ciel­ka życia, zwias­tunka przyszłości”. Warto o tym pamiętać.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...