Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

W dramacie „Eumenidy”, jednej z trzech części „Orestei” Ajschylosa, jest wers brzmiący: „Bezszelestnym i cichym ścigałam go lotem”. Przypomniał mi się on podczas oglądania transmisji meczu ekstraklasy futsalowej pomiędzy Piastem Gliwice a Gattą Zduńska Wola. Spotkanie, co prawda, nie powalało poziomem, ale też nie odrzucało od ekranu telewizora. Zwycięscy przyjezdni zapisali po walce kolejne trzy punkty na swoje konto i znaleźli się na pozycji wicelidera rozgrywek. A był w tych rozgrywkach czas, gdy Gatcie wielu fachowców od rodzimego futsalu nie dawało szans na dobry wynik. Tymczasem oni cicho, spokojne, bezszelestnie niemal, przedstawiają swoje racje w walce o laury. Lotem wznoszącym, co w sportowej wersji przekłada się na awanse w tabeli, zgłaszają aspiracje do medalu srebrnego albo brązowego. Złoty bowiem już dawno zarezerwował sobie Rekord z Bielska Białej.

Kolejnego gola w tym meczu zapisał na swoje konto Daniel Krawczyk. Czyli już dokładnie pięciu brakuje Danielowi do prześcignięcia Błażeja Korczyńskiego, aktualnego lidera klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Daj Boże zdrowia, by wynik poprawił. A znając go jako charakternego sportowca, pewnie jeszcze będzie chciał o kilka, a może nawet kilkanaście bramek być lepszym. I niech tak dzieje się.

Szkoda tylko, że nie możemy jakoś ujrzeć Krawczyka w naszej kadrze reprezentacyjnej. Ale może dlatego tak pasjonuje wielu jego strzelecka rywalizacja z obecnym selekcjonerem narodowego teamu futsalowego.

W tej samej kolejce rozgrywek Rekord Bielsko Biała postanowił udowodnić wszem i wobec, że nazwa klubu do czegoś zobowiązuje. I osiągnął rekordowe rozmiarami zwycięstwo w mistrzowskim meczu. Pokonał akademików z Katowic aż 18:1. Z zasady w felietonie nie podaję wyników, ale ten jest wart nawet felietonowego uwiecznienia. Niesamowite. W sumie w kolejce padło 48 goli. Sam Łukasz Biel ustrzelił golkipera rywali sześć razy. Czyżby zapowiadał się nam dynamiczny finisz rozgrywek? Oby tak było. I pomyśleć, że w rundzie wiosennej tenże sam AZS z Katowic potrafił wygrać z Rekordem. I jest to jedyna, jak dotychczas, porażka Rekordu w rozgrywkach.

Wyczytałem w internecie wypowiedź hiszpańskiego trenera Orła Jelcz-Laskowice na temat przerw w rozgrywkach, jakie zostały nam, sympatykom futsalu, zaordynowane na początku roku. Podobnie jak trener Lopez nie rozumiem, jak futsal nasz ma zdobywać popularność marketingową i prowadzić racjonalne szkolenie, gdy funduje mu się w najlepszych miesiącach do grania szatkownicę rozgrywek. Nie neguję obowiązkowych federacyjnie (UEFA, FIFA) przerw na kadrę, ale już ich długość poddam wątpliwości. Nawet trener Brzęczek nie ma takiego komfortu, a wyniki osiąga lepsze. O innych przerwach nie wypowiem się, gdyż nie chcę we wszystkim wyręczać szkoleniowców. To co mówicie panowie w kuluarach, czasami warto przekazać otwarcie, jak to uczynił trener Jesus. Przecież nikt was nie ześle na przysłowiowy Sybir.

Niejednokrotnie słyszę dyskusje, zapytania, czy uprawnienia PZPN Futsal C są potrzebne do prowadzenia futsalowych zespołów. Moim zdaniem tak. Gra w futsal zasadniczo różni się od gry na trawie. I to nie tylko tym, że różne są nawierzchnie, ale przede wszystkim inną taktyką, motoryką, piłką, zasadami. I mógłbym tak wymieniać jeszcze wiele przykładów. Jednak chciałbym się skoncentrować na różnicy podejść autorytetów do potrzeby posiadania takiego przeszkolenia przez prowadzących drużyny futsalowe. Otóż, to że ja jestem na „tak”, nie znaczy nic, bowiem ważni ludzie ze środowisk szkoleniowych wmawiają mi, iż przepisy tego nie wymagają.

Czy nie warto byłoby w najbliższym czasie wyjaśnić owe rozbieżności? Na pewno na usystematyzowaniu poglądów skorzystać może tylko futsal. A nie jestem stuprocentowo pewny, czy panom od trawy zawsze chodzi o to samo, co ludziom futsalu.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Rzeczywistość pędzi szalenie do przodu, chociaż nie zawsze racjonalnie. Nie obcy jest ten pęd także futsalowi. Kiedy przypomnę sobie spokojne dawne lata, jeszcze bez internetu, i porównam je z obecnym czasem, to niewątpliwie były one czasami spokoju. Oazy spokoju. Pomyślałem o tym podczas pewnej konferencji, w której - z racji zajmowania się od czasu do czasu innym pisaniem niż o futsalu, uczestniczyłem. Mówiło się na niej o znaczeniu tak zwanego soft power (miękkiej siły) w różnych dziedzinach naszej codzienności. Kiedy na chwilę oderwałem się od słów prelegentów, przekazywanych na sali konferencyjnej, i rozmarzyłem o polskim futsalowym soft power, połapałem się, iż jest on nie za ciekawy.  

Owa miękka siła odnajduje się, chociaż nie zawsze skutecznie, w środowisku futsalowym, ale już niezbyt mocno w piłkarskim, a niemal wcale poza piłką jako dziedziną sportową. I myślę - nadeszła chwila, aby wykorzystać posiadane siły oraz środki do soft powerowej ofensywy futsalowej. Ofensywy rozumianej jako potrzebę środowiska do wpływania na preferencje i zachowanie ludzi futsalu na arenie ogólnopolskiej w kierunku jednolitego, atrakcyjnego promowania dyscypliny, bez wewnętrznych sporów, a za pomocą pokazywania atrakcyjności, czy uświadamiania, bądź perswazji. Sprawiania, by inni chcieli tego samego na skutek niewymuszonego wyboru.

Siadając do pisania felietonu przeprowadziłem szybką ankietę mailową oraz telefoniczną w gronie znajomych, nie parających się na co dzień sportem. I wynikło z niej, że o futsalu wiedzą albo słyszeli niewiele. Potwierdziło to tylko moje opinie, iż dyscyplina jest ciągle tylko omawiana w gronie niewystarczającym do nadania jej znaczenia albo statusu sportu ogólnopolskiego. Najmniej ciekawe, a wynikające z sondażu, było stwierdzenie, że większość respondentów nie potrafiła wymienić nic konkretnego powiązanego z futsalem. Ani nazwiska, ani klubu, ani wyniku. Znaczy to ni mniej ni więcej, że futsal ciągle obraca się w określonym kręgu pasjonatów, nie wychodząc sprawczo poza tę sferę. Nie przyciąga zainteresowaniem – co jest pesymistyczne dla rozwoju – ludzi, sympatyków innych dyscyplin.

Kiedy powiedziałem o swoich rozmyślaniach oraz przeprowadzonym sondażu koledze recenzentowi – Józefowi, odpowiedział: - czy wiesz drogi felietonisto, że większość pozafutsalowej Polski na pytanie o polski klub futsalowy potrafi wymienić na szybko jedynie Clearex Chorzów oraz Rekord Bielsko Biała? Dopiero po zastanowieniu, albo podpowiedziach, dorzucą jeszcze trzy, cztery kluby. Czy wiesz, że zapytani o znane nazwiska są w stanie wymienić tylko kilkanaście - i w mniejszości są to zawodnicy? Wcale nie znają szkoleniowców. Czasami przebąkną o jakimś arbitrze. Rzeczywiście, nieciekawy obraz – pomyślałem. Ale, gdyby oceniać futsalowe wartości na podstawie zasad omawianych podczas konferencji, sam miałbym trudności z określeniem siły przekazu polskiego futsalu. Oczywiście siły oddziałującej poza środowisko.

Jeżeli patrzeć w kategoriach znajomości, wpływu, przedsiębiorczości, możliwości komunikacji w odniesieniu futsalowym, to nawet związek piłkarski nie bryluje w tym zakresie. I nie będę jedynym, który powie, że nie są wykorzystywane w stu procentach wielkie promocyjne możliwości związkowe do propagowania dyscypliny. Lepiej oceniałbym na tym polu działania spółki FE, która nie boi się mediów i przy każdej okazji osoby z jej grona starają się futsal promować. Dlatego optowałbym za wypracowaniem, przy udziale wielu podmiotów, wspólnej oraz konkretnej - dla narodowego futsalu – strategii, jako ogólnopolskiej marki, połączonej z przejrzystą ofensywną strategią komunikacyjną.

Tak bywa, iż czasami potrzeba coś w felietonie napisać górnolotnie. Ale nie zapominam także o tak zwanym o dniu dzisiejszym. I na pierwszy ogień wezmę futsalistki, czy piłkarki rzeszowskiej Resovii. W dwóch kategoriach wiekowych dziewczęta zakwalifikowały się do turnieju finałowego młodzieżowych mistrzostw Polski i w obydwu zrezygnowały z udziału. Nie wiem, czy są przewidziane kary za takie postępowanie, ale niewątpliwie należą się. Takie fiki miki są dobre w podwórkowej gierce i przystoją podwórkowym klubom. A MMP należy traktować poważnie.

Miniony tydzień obfitował w newsy, które elektryzowały Europę futsalową. Mianowicie wiele pisano o tak zwanym VAR. Osobiście podchodzę do tematu z dystansem. Dla mnie najważniejsze jest, aby arbiter potrafił sędziować. Jak nie będzie umiał, to i VAR mu nie pomoże. Tym bardziej, że ów system odbieram jako typowo pomocniczy. Śledząc internetowe dyskusje zauważyłem, że wzrosła ilość negatywnych ocen sędziowania. Nie znam przyczyny i nie wiem czy tak w rzeczywiście jest. Wiadomo, ocenianie arbitrów jest rzeczą wysoce subiektywną.

Patrząc z dystansu napiszę - felietoniście marzy się dalece posunięta specjalizacja w gronie futsalowych arbitrów. Nie chciałbym, aby sędziowie III ligi trawiastej znajdowali się w gronie arbitrów futsalowych, gdyż często są to stracone inwestycje, jako że prędzej czy później wybiorą oni trawę. Wreszcie nie chciałbym, aby sędziowie z trawy przychodzący do futsalu traktowali to jako zimowy przerywnik „godny zarobienia kilku złotówek”. Podsumowując, zauważam, iż przybyło wielu arbitrów młodych i być może taka wymiana pokoleniowa ma też wpływ na negatywne opinie. Niemniej, liczyć należy, iż młodzi sędziowie poduczą się i w przyszłości będą pierwszoplanowymi. Tego im życzę. Natomiast wszystkim bezrefleksyjnym „varovcom” polecam słowa Pawła Budniaka – „VAR musi być sprawdzony, aby nie zabił dynamiki gry”. I o tym należy szczególnie pamiętać, gdyż to dynamika jest właśnie solą tej dyscypliny.

Rekord, wygrywając U-18 (tradycyjnie w meczu finałowym jedną bramką), zaliczył „młodzieżową pokerową karetę mistrzowską”. Dla mnie ugrał w Warszawie już typowego pokera, czyli pięć tytułów mistrzowskich w sezonie 2019/2020. Nie może być inaczej. Seniorski czempionat, co prawda, będzie świętował gdzieś w maju, ale obecnie może go stracić tylko wskutek... wycofania się z rozgrywek lub decyzji Komisji Ligi o jakichś nieprawidłowościach. A na to nie zanosi się. Jak klub profesjonalny, to i takie wyniki oraz działania. Gratuluję!

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...