Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Zasadziłem się w minioną sobotę przed ekranem telewizora na ekstraklasowy hit Cleareksu Chorzów z Rekordem Bielsko Biała, przekazywany przez kanał Sportklub. Oczekiwałem poziomu sportowego oraz emocji. Grały liderujące drużyny z tabeli. Na dodatek w mojej ulubionej hali chorzowskiego MORiS. Dla tego meczu odpuściłem sobie nawet transmisję ulubionej siatkówki. Po meczu mogę powiedzieć, że ogólnie nie zawiodłem się. Pewnie poziom sportowy mógłby być nieco lepszy, ale emocje, zmienność akcji, zmienność wyniku, parady bramkarzy, z nawiązką wyrównały zaistniałe niedoróbki - choćby w grze obronnej obydwu teamów.

Rywalizacja dwóch utytułowanych futsalowych zespołów pokazała, że nawet największe rodzime gwiazdy „małej piłeczki” nie są bez wad. Mogą zawalić karnego, stracić piłkę dającą rywalowi gola, nie strzelić „setki” z akcji. W tym meczu były - kontuzja bramkarza, ale i też samobój solidnego cudzoziemca. Nie obyło się bez kontrowersji sędziowskich i kartek za niepotrzebne dyskusje – nawet dla osób z ławki rezerwowych. Takie mecze przyciągają do futsalu nawet laików tej dyscypliny, co potwierdził mój kolega, który odpuścił sobie, za moja namową, dla futsalu mecz ekstraklasy trawiastej. Nie narzekał, z wypiekami na twarzy oglądając spotkanie. Myślę, iż jest to wspaniały materiał promocyjny dla władz spółki przy poszukiwaniu sponsorów. Oby więcej takich spotkań.

Jak już jestem przy ekstraklasie, wspomnę jeszcze o jednym z wyników tej kolejki. Kiedy podczas pucharowego pojedynku z warszawską Legią oglądałem w akcji nowe zagraniczne nabytki Red Devils Chojnice, wydawało mi się, że dadzą radę w pojedynku na własnym parkiecie z poobijaną w ostatnim czasie drużyną białostockiego MOKS-u. Stało się inaczej. I to jest piękno sportu. Nie tylko futsalu. Nigdy nie można być pewnym przed meczem wyniku, jak i w jego trakcie, do 40 minuty. Zresztą, gdyby Zastawnik wykorzystał karnego w końcówce chorzowskiego spotkania, to i Rekord wcale nie musiałby wygrać meczu.

Nieraz zastanawiam się, myśląc oraz analizując sytuacje meczowe, czy lepiej mieć w składzie jednego - dwóch super zawodników, czy może solidny równy team. Pewnie nie ma jednego rozwiązania. Niemniej, cieszy mnie jako futsalowego felietonistę, że w ekstraklasie do końca sezonu trwać będzie rywalizacja o miejsca. No, może wyłączając Rekord, który już miesiąc temu w jednym z felietonów okrzyknąłem krajowym mistrzem. W takiej sytuacji - panowie prezesi klubów ekstraklasy oraz spółki FE – czy nie należałoby zastanowić się, dla uatrakcyjnienia walki (też o tytuł), nad zmianą formuły finałowego etapu rozgrywek? Niech będzie jeszcze ciekawiej. Dla ewentualnych sponsorów także.

Nie mają szczęścia nasze futsalowe dziewczyny w losowaniach do eliminacji ważnych czempionatów. W europejskim rozdaniu trafiły na grupę z wicemistrzyniami kontynentu, Portugalkami. Na dodatek zagrają w Chorwacji, gdzie gospodynie nie chcą łatwo dawać się ogrywać. A awans wywalczy tylko jeden team. No cóż, trzeba powalczyć i pokazać pazur polskiego futsalu. Tym razem kobiecego. Jedenaste miejsce rankingowe na 23 teamy zgłoszone do eliminacji zobowiązuje. Zresztą, jak chce osiągać się solidne wyniki, to przyjdzie zawsze taki etap gier, kiedy trafi się na lepszego. Trzymam kciuku za nasze futsalistki, bowiem nie chciałbym, aby kobiecy, polski futsal kojarzył mi się jedynie z ciekawymi wyjazdami zagranicznymi. Czas najwyższy już coś ugrać.

Niedługo będzie dziesięciolecie tej „zabawy” (z drobną przerwą, gdy prezes Zbigniew zawiesił reprezentację wskutek wewnętrznych nieporozumień personalnych współpracowników na szczeblu decyzyjnym), a organizacyjnie to nadal powijaki. Zresztą największe akurat nie przy reprezentacji, ale w ligowych rozgrywkach. Nie da się bowiem ukryć, że nasz ligowy futsal kobiecy to od lat jedynie przybudówka dla klubów piłki trawiastej. I gdzie tu pomysł, gdzie logika, kiedy ligę gramy zimą, a eliminacyjne turnieje późną wiosną lub późnym latem, kiedy większość zawodniczek już nie pamięta o hali, albo jeszcze nie zaczęła o niej myśleć?

Finiszują młodzieżowe mistrzostwa Polski. Rekordowi z Bielska Białej brakuje tylko jednego asa do mistrzowskiej talii młodzieżowego czempionatu. Powalczy o niego w Warszawie w najbliższy weekend, gdzie rozegrane zostałą finały w kategorii U-18. Kategorii licencjonowanej przez PZPN dla klubów ekstraklasy futsalowej oraz I ligi. Czyli, można rzec, kategorii najbardziej prestiżowej w młodzieżowych rozgrywkach. Kategorii stanowiącej zaplecze przyszłej reprezentacji U-19. Do tej pory Rekordziści zdobywali tego sezonu trofea w U-14, U-16 oraz U-20. Co ciekawe, wszędzie finałowe pojedynki wygrywali różnicą jednego gola. Szczęście, czy umiejętności? Pewnie jedno i drugie, bo jak mówią szczęście sprzyja lepszym.

Kiedy pozna się mistrzowskie rozstrzygnięcia młodzieżowej rywalizacji, nie powinno się dziwić dominacji Rekordu na seniorskim podwórku. Jest szkolenie, jest organizacja, jest kasa, jest pomysł, są ludzie futsalowi. I nawet, gdyby osiemnastolatkom z Bielska Białej nie powiodło się podczas warszawskiego turnieju, nie zmieni to pozytywnego spojrzenia na pracę z młodzieżą oraz na pomysł na futsal w podbeskidzkim klubie. Nie ma aktualnie w Polsce klubu, który prowadziłby takie kompleksowe szkolenie futsalowej młodzieży. Nie ma, gdyż – między innymi przypadkami - żaden futsalowy klub nie ma tak przygotowanej bazy, będącej ciągle do dyspozycji. Dlatego zawsze po dwakroć wyżej należy cenić tych, którzy młodzież Rekordu pokonają. Ale też pamiętać powinno się, iż nie ma potrzeby na siłę kopiować Rekordowego schematu, by osiągać sukcesy. Jak to mówią – tak krawiec kraje jak materiału staje. I chodzi o to, by z mniejszej postawy sukna potrafić też uszyć piękny garnitur.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno, pod koniec roku 2019, polska piłka nożna z wielką pompą obchodziła 100-lecie swojego istnienia. Jak zwykle przy takich okazjach wybrano najlepszą jedenastkę tego okresu, selekcjonera wiekowej reprezentacji oraz oznajmiono jeszcze o kilku innych wyróżnieniach 100-lecia. Niestety, futsal, zajmujący jedynie ciut ponad jedną kwartę owej setki, nie miał najmniejszych szans znalezienia się w gronie jubilatów, więc o nim było raczej cicho. No może gdzieś w opisach, czy rozmowach przemknął się szeptem. I wcale nie jestem tym zdziwiony.

Już jakoś przyzwyczaiłem się do pomieszczania futsalu w strukturze związkowej na szarym końcu. Życzę futsalowi, by w kolejnym stuleciu osiągnął jednak sukcesy nobilitujące do poważnych, jubileuszowych wyróżnień. Miesiąc po związkowej, gali tygodnik „Piłka Nożna” rozdawał swoje nagrody najlepszym w polskim piłkarstwie w roku 2019. Też nie dopatrzyłem się miejsca dla futsalu. To dobitnie pokazuje miejsce polskiego futsalu w codziennym medialnym oraz okazyjno-świątecznym wydaniu. Najzwyczajniej jest na marginesie piłki.

Oczywiście, jako człowiek piłki nożnej, a także wielki fan futsalu, ubolewam nad tym. Jednak w tej chwili nie widzę jednego, jasnego rozwiązania, potrafiącego wymóc zmianę spojrzenia na futsal w pozostałych środowiskach. A nawet tych mocno powiązanych z piłka nożną. I wcale nie przesadzam. Pewnie narażając się wielu, dodam jeszcze, iż futsal posiada w szeroko pojmowanym środowisku piłkarskim sporo przeciwników, co już wydaje się być nieco dziwnym zjawiskiem. Być może wiąże się to z nie wypracowaniem przez lata w polskiej piłce trawiastej tak zwanej kultury futsalowej, bardzo przydatnej do szkolenia.

Liczę w tym przypadku na kolejne pokolenia szkoleniowców. Różnych młodych trenerów, którzy odbywali staże, choćby na Półwyspie Iberyjskim. Liczę, że oni wprowadzą nawyk szkolenia w hali do polskich klubów. Takim zwiastunem, swego rodzaju pierwiosnkiem, może być akademia warszawskiej Legii, która swoimi młodymi drużynami przystąpiła w tym sezonie do rywalizacji w młodzieżowych mistrzostwach Polski. Oby za rok było więcej ligowych, trawiastych teamów.

Niejednokrotnie rozmawiając z młodymi ludźmi, łapię się, że znają oni futsal najwyżej od lat dziesięciu, przeważnie czterech-sześciu. Starsze lata są dla nich czarną magią. I piszę tutaj tylko o początkach XXI wieku. Mało który z moich rozmówców wiedział coś o polskim futsalu lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Akurat to mnie nie dziwi, gdyż postrzeganie nie tylko naszej dyscypliny, ale całego futbolu, zmieniło się na przestrzeni lat niesamowicie. Inne są piłki, buty piłkarskie, stadiony, hale, opieka medyczna, sponsoring, ciągle rozwija się myśl trenerska, etc. Wszystko teraz można obserwować za pośrednictwem różnego rodzaju mediów, w których prym wiodą wszechobecne społecznościowe. To one narzucają standardy. Na szczęście jeszcze wynik ustala się podczas rzeczywistego meczu. I jakoś w tym wszystkim brakuje mi refleksji. Refleksji o rzeczywistości, bo wirtualny świat jest jednak cukierkowy.

Z drugiej strony nie zauważyłem, by ktoś w futsalu chciał zająć się rzetelnym opisem jego historii, albo zorganizowaniem okazjonalnej imprezy, pokazującej osiągnięcia, nagradzającej nadaktywnych. Tak myśląc o tym i czytając o radości, jaki wynik 11:0 z Maltą sprawił w środowisku futsalowym Polski, postanowiłem wklepać do felietonowej rubryki kilka nazwisk, faktów z minionych lat. Może dam impuls do działania kierującym polskim futsalem. A zresztą tytuł rubryki felietonowej „Z notatnika Dziejopisa” poniekąd nakazuje przypominać oraz inspirować.   

Kiedy myślę o trenerach futsalowych, na pewno nie zapominam o tych, którzy zafundowali nam awanse na światowe oraz wielkie europejskie imprezy. Dlatego wymienię duet selekcjonerów Krzysztof Sobieski - Andrzej Góral (finały MŚ w Hongkongu w 1992), Romana Sowińskiego (finały EURO 2001), duet Andrzej Bianga I trener – Błażej Korczyński II trener (awans na EURO 2018), Andrzeja Szłapę Rekord Bielsko Biała i awans do Elite Round rozgrywek Ligi Mistrzów oraz niezwykle wszechstronnego Klaudiusza Hirscha, który do klubowych, europejskich wyzwań osiąganych z Akademią FC Poznań/Pniewy dorzucił dwa wicemistrzostwa świata szóstek piłkarskich.

W gronie osób, które wywarły wpływ na model funkcjonowania futsalu w ciągu minionych już prawie 30 lat, widzę Michała Listkiewicza, Romana Sowińskiego, Zdzisława Wolnego, Kazimierza Grenia, Janusza Szymurę, Macieja Karczyńskiego. Nie zapominam o zawodnikach. I poczynając od dawnych historii, wymienię Mirosława Rypla, Łukasza Skorupskiego, Roberta Dąbrowskiego, Krzysztofa Kuchciaka, Błażeja Korczyńskiego, Andrzeja Szłapę, Daniela Krawczyka, Michała Kubika. Wreszcie wrzucę kilka nazwisk sędziowskich - uczestników ważnych zawodów. A będą to Zbigniew Kosmala, Jacek Ligenza, Bartosz Frankowski, Sebastian Stawicki, Tomasz Frąk. Podsumowując, przypomnę kilka teamów klubowych, które dały pozycję krajową oraz międzynarodową polskiemu futsalowi. Niewątpliwie znajdą się w tym gronie Cuprum Polkowice, Clearex Chorzów, PA Nova Gliwice, Baustal Kraków, Hurtap Łęczyca, Akademia FC Poznań, Rekord Bielsko Biała.

Zdaję sobie sprawę, że przedstawione wartości mogą być odczuciami subiektywnymi felietonisty. Nie jest łatwo wyważyć osiągnięcia. Akademicka pozostanie dyskusja, czy obecna kadra jest przykładowo lepsza od tej pana Sowińskiego. Ale takie porównania należy czynić. Czynić dla historii futsalu. Kiedy sam futsal zapomni o swojej historii – jak to zapomniano o nim w przedstawionych powyżej uroczystościach - to naprawdę może okazać się, iż jest niepotrzebny. A młodszym kolegom futsalistom, radującym się z owego 11:0 z Maltą, przypomnę, że reprezentacja pokonał kiedyś Anglię 16:0, co też nie zrobiło z naszej kadry potęgi. Jest więc jeszcze sporo do zrobienia.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...