Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Tak jak przewidywałem. Nie oddaliśmy przeciwnikom punktów w trakcie maltańskiego turnieju podczas futsalowych preeliminacji do Mistrzostw Europy. Gratuluję. Obowiązek zadany przez felietonistę został więc wypełniony. Nawet w solidności wynikowej. Przy okazji, po wynikach turnieju, naszła mnie następująca refleksja - po co UEFA każe grać w takich preeliminacjach nam i jeszcze kilku zespołom będącym na podobnym poziomie sportowym? Przecież wiadomo, że różnice są znaczne. Nie za bardzo widzę sens grania z tak zwaną z trzecią ligą europejskiego futsalu, gdy plasujemy się na zapleczu futsalowej umownie zwanej ekstraligi, w dolnej części ligi pierwszej.

Nie oczekuję na te pytania odpowiedzi, gdyż – podejrzewam – sama federacja jeszcze ich nie zna, wprowadzając od Main Round po raz pierwszy w historii europejskiego futsalu system eliminacji na zasadzie mecz i rewanż, kosztem dotychczasowych turniejów. Liczę, iż jednak z czasem system będzie doskonalić. Nie ma potrzeby bowiem serwowania niektórym reprezentacjom aż roku przerwy w grach o punkty, jak to po maltańskim turnieju stało się udziałem Polski.

Z turnieju maltańskiego wyciągam jeszcze inny przekaz, który chciałbym poddać do przemyślenia polskiemu związkowi piłkarskiemu. Nie pamiętam już, kiedy mogłem mecze reprezentacji Polski w futsalu oglądać w przekazie publicznej telewizji. Pamięć przywodzi mi jedynie na klawiaturę mecze futsalowej ekstraklasy, transmitowane w TVP przez połówkę sezonu 2016/2017. Tymczasem maleńka Malta za pomocą działającej tam telewizji publicznej Public Broadcasting Services (PBS) i Kanału TVM zafundowała mi, oraz zapewne też wielu sympatykom futsalu w Polsce, możliwość oglądnięcia meczów preeliminacji. Chwała im za to. Podobnie jak maltańskiemu związkowi piłkarskiemu. Wynika z tego, że jak się chce, to można. Można. Oczywiście, że można. I tej możności oczekuję na przyszłość od PZPN.

Niedawno, rzekomo na facebooku przetoczyła się dyskusja - o czym poinformował mnie kolega recenzent Józef – o zasadności pisania w dniach chwały preeliminacyjnej polskiego futsalu o rzeczach mniej przyjemnych. Chodzi o nakładanie kar i liczenie kartek. Z opowieści kolegi wynika, że wiele osób uważa, iż można takie rzeczy pozostawić na czas inny, by nie psuć delektowania się sukcesem. Polska noblistka (nawet dwukrotna) Maria Curie-Skłodowska mawiała – „Są uczeni-sadyści, którzy chętniej wyszukują błędy, niż stwierdzają prawdę”. Nie sądzę, by obie strony sporu przedstawionego mi przez kolegę Józefa kierowały się celowym wyszukiwaniem błędów lub ordynarną w swojej wymowie próbą zatajenia prawdy. Piszący ma zasadniczy obowiązek trzymania się rzetelności w przekazie. Nic bowiem tak nie oczyszcza atmosfery, jak jawność działań. I to powinno być nadrzędnym celem ludzi wszelkiej maści, obcujących z szeroko pojętym słowem futsal. Jak to pisał pewien biskup początków  romantyzmu – „Poczciwość prawdy się nie lęka”.

Finowie, po wyeliminowaniu w zielonogórskim turnieju naszej reprezentacji z gry o udział w finale Mistrzostw Świata, kolejny raz pokazali, że nie wypadli sroce spod przysłowiowego ogona i zremisowali w kolejnym turnieju tych eliminacji z mistrzem Europy Portugalią oraz Włochami. Pewnie nie tylko ja jestem pod wrażeniem postępu, a szczególnie wyników na międzynarodowej arenie, jakie zrobili Suomi w minionej dekadzie. Może należy zainteresować się ich drogą do sukcesów. Czasami powiew świeżego powietrza dobrze robi. Warto może przewietrzyć nasze futsalowe podwórko, by nie miotać się niczym „wańka-wstańka” – raz w górę, raz w dół. Nie jest żadnym wstydem, czy urażaniem ambicji, sięganie po podpowiedzi lepszych. Jak to mawiał jeden z bohaterów kultowej komedii „Sami Swoi” – „mądrego, to i przyjemnie posłuchać”. A i okazja zdarzy się niedługo, podczas kursu UEFA Futsal B w Bielsku Białej, gdzie jednym z wykładowców będzie Mico Martić.

Styczeń oraz luty każdego roku, to czas Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu. Futsal studencki, zarówno żeński jak i męski, jest mocno rozbudowany w naszym kraju. Poniekąd stanowi naturalne zaplecze dla wielu klubów ligowych. Pozytywnym czynnikiem jest, że od lat w porozumieniu ze związkiem piłkarskim na czas finałów akademickich mistrzostw, robione są przerwy w rozgrywkach ligowych. Akademickie mistrzostwa sędziują arbitrzy futsalowi, delegowani przez PZPN. Reprezentacje akademickie na mistrzostwach świata prowadzą z zasady aktualni selekcjonerzy futsalowych reprezentacji narodowych.

Obecny rok jest szczególnie istotny w tej współpracy, gdyż w lipcu w Poznaniu odbędą się Akademickie Mistrzostwa Świata. Bodajże czternaście lat temu taka impreza już raz gościła w Poznaniu i dowodzona przez Tomasza Aftańskiego akademicka reprezentacja męska wywalczyła wówczas czwarte miejsce. Najwyższe – jak dotąd - w historii swoich występów. Nie powiódł się wówczas projekt pozostawienia owej reprezentacji jako nominalnej związkowej „Kadry B”. Może nadszedł czas, by pomysł ten zrealizować, przy okazji kolejnego poznańskiego czempionatu? Niech to nie będzie tylko okresowa kadra na akademickie mistrzostwa, ale pozostanie jako zaplecze najważniejszej reprezentacji przez cały cykl międzymistrzowski. Na pewno przyda się, a projekt jest wart odkurzenia po latach. Tym bardziej, że nie ma obecnie kadr po roczniku U-19.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Regut, niewielka mazowiecka miejscowość w powiecie otwockim, przez miniony weekend znajdował się na ustach wielu sympatyków młodzieżowego polskiego futsalu. A działo się to za sprawą rewelacyjnego występu chłopców z tamtejszego klubu Bór w młodzieżowych mistrzostwach Polski w kategorii U-14. Klub, który bratanie z futsalem rozpoczął niecałe dwa lata temu, osiągnął sukces, o jakim zapewne na starcie do futsalowej przygody nie marzył. Jednak kiedy popatrzy się, kto przygotowywał tych chłopców do futsalowej gry, można dziwić się już mniej. Mariusz Milewski – mający w swoim zawodniczym dorobku mistrzostwa Polski, powołania do reprezentacji Polski, puchary, piękne gole, potrafił zainteresować młodych dyscypliną. Nauczył ich grać w futsal. Oczywiście przed młodzieżą z Boru jeszcze wiele pracy, ale ziarno na zasiew zostało rzucone. Tylko, no właśnie - tylko czy pozostaną oni przy futsalu? Czy nie porwie ich piłka trawiasta, albo inne rozrywki, oraz zainteresowania wieku młodzieńczego?

Wybrałem Bór jako przykład do swoich dywagacji felietonowych w temacie futsalu młodzieżowego. Cieszy mnie, że liczba zespołów, biorących udział w MMP rokrocznie wzrasta. Pozytywnie odbieram fakt, iż coraz więcej trenerów prowadzących młodzieżowe zespoły posiada specjalistyczne uprawnienia futsalowe. Wręcz jestem zadowolony, kiedy widzę na mistrzostwach drużyny z miejscowości, gdzie nie ma futsalu seniorskiego. Znaczy to, że ktoś gdzieś tam pojmuje znaczenie treningu futsalowego dla piłki jako całości. Wreszcie optymistycznie odbieram zaangażowanie się Komisji Futsalu oraz związku piłkarskiego w nagradzanie klubów, które w określonej liczbie wystawiły zespoły do młodzieżowych mistrzostw. Pewnie można było by wymienić jeszcze kilka pozytywów, ale te uważam za najważniejsze.

Z drugiej strony wiem, że obecny okres rozwoju projektu to - co najwyżej - jego połowa. I wiem też, że rozwinie się on głównie nie poprzez ludzi związkowego systemu, lecz poprzez dziesiątki terenowych wolontariuszy futsalowych. Odczuwam bowiem, iż futsal młodzieżowy rządzi się innymi zasadami marketingu czy promocji, niż futsal seniorski. Dlatego z zadowoleniem przyjmuję pogłoski, krążące tu i ówdzie, o planowanym wystąpieniu (jeszcze przed związkowymi wyborami) z projektem do sportowego ministerstwa o wpisanie futsalu do systemu współzawodnictwa sportowego. Jeszcze bardziej byłbym rad, gdyby w centralnym związku piłkarskim przypomniano sobie o projekcie futsalowej komisji z lat 2011/2012, który przewidywał doposażenie pewną kwotę wojewódzkich związków piłkarskich – stricte na rozwój futsalu młodzieżowego. Tak jak to działo się na początku wspomagania przez PZPN przed wielu laty piłki kobiecej. Wówczas można byłoby i w regionach pomyśleć o powoływaniu kadr wojewódzkich. I młodzież z klubów startujących w MMP mogłaby się gdzieś pokazać. Dążyć do określonego futsalowego celu.

Przyglądając się futsalowi młodzieżowemu w ościennych krajach zauważyłem, że niektóre z tych państw posiadają młodzieżowe reprezentacje poniżej 19. roku życia. Choćby U-16 lub U-17. Nie jestem ekspertem od szkolenia i dobrze mi z tym. Niemniej, jako felietonista, wyrażę opinię, iż takowa kadra mogłaby w Polsce z powodzeniem zaistnieć. Nie byłoby może wówczas typowych „łapanek”, gdy jakiś wyższy rocznik zakończy swoje reprezentowanie narodowe. I nie patrzyłbym wówczas na wynik sportowy owej kadry, lecz na możliwość jej rozwoju pod kątem profesjonalnego szkolenia. Podsumowując powyższe młodzieżowe akapity, chciałbym najzwyczajniej, aby nasz futsalowy narybek od początku futsalowej przygody uprawiał futsal, a nie tylko kopał futsalówkę.

Przeczytałem, że mniej niż połowa europejskich federacji zdecydowała się wystartować w eliminacjach do kobiecych Mistrzostw Europy w futsalu. Zbyt wolno rozwija się europejski futsal kobiecy. Zresztą i nasz polski też nie przyspiesza, chociaż w regionalnych eliminacjach Pucharu Polski w futsalu kobiet zwycięzcy nie wyłoniono jedynie w dwóch regionach, czyli lubelskim oraz warmińsko-mazurskim. O ile wątłe zainteresowanie futsalem na Warmii i Mazurach mnie nie dziwi (jedynym jasnym światełkiem pozostaje tam Constract Lubawa), to sytuacja w lubelskim mnie niepokoi. Przecież związkiem tym zawiaduje przewodniczący piłki kobiecej związku centralnego.

I jest to o tyle istotne, że przepatrując tak między wierszami politykę finansową związku piłkarskiego, odniosłem wrażenie, iż przyjął on, póki co, następujące założenie: futsal kobiecy rozwija się na bazie klubów trawiastych, więc niech korzysta z funduszy przeznaczonych ogólnie na piłkę kobiecą. Dlatego pewnie nie został wymieniony niedawno w gronie klas rozgrywkowych, w których PZPN dofinansuje (brawo) sędziów. Być może jest w tym na obecnym etapie rozwoju futsalu kobiecego sporo racji. Mimo wszystko, to nadal czysta amatorszczyzna. Taki przerywnik jesienno-zimowy dla piłki trawiastej. Jednak nawoływał będę do przeanalizowania sytuacji futsalu kobiecego. Kto wie, czy nie nadszedł już czas, by go powoli cywilizować w zakresie organizacyjnym. Tak jak kiedyś po okresie radosnej twórczości poczęto czynić z futsalem męskim. Inaczej oczekiwane wyniki europejskie mogą pozostać ciągle w sferze marzeń.  

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...