Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Niedługo na wyspie Malcie polska reprezentacja w tak zwanych preeliminacjach rozegra turniej o awans do kolejnej rundy eliminacji futsalowych Mistrzostw Europy. Współczesny, rozwijający się polski futsal nie zwykł rozpoczynać kwalifikacji od tak niskiego etapu. Jednak kompromitujący występ w zielonogórskim turnieju eliminacyjnym do futsalowego, litewskiego mundialu, nakazał posypać głowę popiołem wszystkim mądralom. A szczególnie tym z otoczenia kadry. Pokazał, że nic nie jest dane na zawsze i awans do finałów EURO w Słowenii należy traktować – póki co - jako jednorazowy wybryk, a nie stałe umocowanie się w czołówce europejskiego futsalu.

Nawet nie dopuszczam myśli, że nie damy rady przebrnąć maltańskich kwalifikacji. Ba, nawet nie dopuszczam myśli, iż stracimy tam jakieś punkty. Obowiązkiem polskiej reprezentacji jest sięgnąć po ich komplet. Tylko tak może udowodnić od strony personalnej, szkoleniowej oraz sportowej, że jeszcze warto w ten projekt inwestować.

Puchar Polski w Futsalu rozwija się pięknie. Niemniej, rozwijając, staje się dla klubów coraz droższy. Naprawdę to dopiero podczas rozgrywek pucharowych widać dokładnie zasięg zainteresowania futsalem seniorskim w Polsce. Wiele zespołów środowiskowych, amatorskich, po przebrnięciu eliminacji wojewódzkich staje jednak przed dylematem finansowym. O ile do szczebla wojewódzkiego związki regionalne wspomagają jak mogą organizację meczów, turniejów, partycypując niejednokrotnie w kosztach, to na szczeblu centralnym w większości zespoły muszą sobie już radzić same. A koszty systematycznie rosną.

Kolega recenzent Józef zwrócił mi uwagę, iż nieco zagalopowałem się z oczekiwaniami na stworzenie regionalnych II lig futsalu. Wskazał, że nawet w makroregionie, w którym pomieszkuję, tylko dwa związki wojewódzkie prowadzą obecnie rozgrywki II ligi futsalu. A takich białych plam jeszcze można byłoby się spokojnie i w innych częściach Polski doszukać. Kiedy jeszcze doda się do tego amatorskie II ligi - takie bez extranetu, czy grane na zasadzie quasi ligowych turniejów (!) o puchar prezesa – to obraz nie jest wcale tak różowy.

Cóż, kolego Józefie, odpowiedź mam jedną: przy obecnym zróżnicowanym podejściu do futsalu sporej części wojewódzkich włodarzy piłkarskich nigdy nie będzie dobrej atmosfery do podjęcia tego wysiłku. Nikt mi bowiem nie powie, a znam środowisko piłkarskie w Polsce dość dobrze, że bez nakazowego działania z centrali dochowamy się w stu procentach terenowych baronów piłkarskich, akceptujących w pełni wszelkie decyzje futsalowej komisji związkowej, czy fanatyków futsalu w terenie.

Dawno nie pisałem o ekstraklasie futsalu i pewnie nic, ani rozgrywki, ani ja, z tego powodu nie tracimy. Mistrz już dawno wyłoniony. Dwóch spadkowiczów bliskich realizacji degradacji, więc czym się emocjonować? Najwyżej tym, jakie jeszcze zespoły dołączą w przyszłym sezonie do I ligi. O, przepraszam – i kto zawiesi sobie na szyi srebrne oraz brązowe medale. Ale to rzecz wtórna, bo naprawdę liczy się tylko tytuł. Chciałbym się mylić, niemniej obawiam się, że przy utrzymaniu obecnego systemu rozgrywek ten zarezerwowany jest na kolejne sezony też dla Rekordu, który pewnym krokiem zdąża do przejęcia przodownictwa w liczbie futsalowych tytułów mistrzowskich. Przypomnę, że do przeskoczenia jest wynik 5 – który na chwilę obecną znajduje się posiadaniu Clearexu Chorzów oraz klubu P.A. Nova Gliwice.

Patrząc, jakie obciążenia zafundowały władze centralne samorządom, albo licząc, o ile mniej podatków wpłynie do ich kasy z powodu różnych centralnie też zaordynowanych ulg podatkowych, obawiam się, że futsal odczuje to mocno. Opisany na Futsal-Polska.pl przykład Gwiazdy Ruda Śląska jest tego dobitnym dowodem. Nie łudzę się, że kiedy samorządowcy będą radzić, komu czy ile obciąć gotówki, futsal znajdzie się w pierwszym szeregu zabieranych. Tak to dzieje się z dyscypliną niesamodzielną, tylko przypisaną do piłki trawiastej.

Śmiem przypuszczać, iż w większości samorządowych rozważań piłka trawiasta – nawet na poziomie klasy okręgowej, czy IV ligi – przebije I, II ligę futsalu. A mogą się w niektórych środowiskach zdarzyć przypadki, że nawet ekstraklasę. Nie chcę uchodzić za pesymistę, lecz obawiam się, iż rok 2020 może nie być aż tak rozwojowy dla polskiego futsalu seniorskiego, jak to wydawało się jeszcze przed startem obecnego sezonu rozgrywkowego.   

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

W okresie noworocznym aż do Trzech Króli miałem przyjemność gościć u siebie włoskiego przyjaciela o imieniu Silvestro, pomieszkującego na pięknej wyspie Capri. Wyjeżdżał zachwycony noworocznymi imprezami oraz warszawskim orszakiem. Oczywiście podczas długich rozmów, zwiedzania stolicy czy Torunia oraz Lublina nie obyło się bez dyskusji o sporcie. Niestety, dla Silvestro futsal był typową tabula rasa, więc z piłkarskich tematów na agendzie były tylko trawiaste Napoli i warszawska Legia. Kiedy okazałem zdziwienie jego abnegacją wobec futsalu, gdyż wydawało mi się z wielu pobytów w słonecznej Italii, iż jest to tam sport masowy, odpowiedział mi tymi słowami: drogi Andrzeju, czy z faktu, że w Polsce działa dużo pizzerii wynika, że mieszka u was wielu Włochów? Otóż nie. Jego słowa uświadomiły mi naraz, że z faktu, kiedy w Polsce niemal w każdej miejscowości kopie się w piłkę w hali, nie musi wynikać wcale, iż futsal jest aż tak popularny. I pewnie tak jest, bowiem piłka halowa w większości nie jest równoznaczna z futsalem. I chodzi nie tylko o przepisy.

Dekadę temu – o czym już raz pisałem w felietonie – czołowy tytuł gazetowy w Polsce zamieścił informację, iż w naszym kraju uprawiają piłkę halową dwa miliony sportowców. Niechcący wysnuto z tego w futsalowych opiniotwórczych kręgach wniosek, iż taka może być liczebna siła tej dyscypliny. Nic bardziej mylnego, chociaż pewne podstawy do rozwoju wizji futsalu to daje.

Weźmy takie Niderlandy. Tysiące ludzi jeździ tam na łyżwach. Jeździ amatorsko. Tak jak u nas kopie sobie piłkę na hali. Ale Holendrzy uczynili z tego sport narodowy. Osiągają wyniki na najwyższym światowym poziomie. Dlaczego więc w Polsce nie można próbować przekuć istnienia tysiąca hal sportowych oraz tysięcy kopiących piłkę w tych halach na nie tylko profesjonalny, ale nawet amatorski futsal? Ano dlatego, że nie ma wystarczającego merytorycznie wsparcia kompetentnych władz. Począwszy od samorządów, poprzez związek piłkarski po władze sportowe państwa. A żaden poważny sponsor, też solidnie potrząsając kiesą, nie wychyli się, póki nie zobaczy, że trzymający władzę tego nie wspierają.

Od lat oglądając ligowe mecze widzę hale pełne oraz hale niemal puste. Nie wiem w takim razie, co może być siłą sprawczą rozwoju futsalu w Polsce – popyt, czy podaż. Jest to wątpliwość z gatunku „co było pierwsze – jajko czy kura”. Niewytłumaczalne bowiem racjonalnie jest zjawisko, gdy przez lata w hali jednego klubu mamy mało widzów, a futsal na najwyższym poziomie istnieje. Z drugiej strony klub ma w hali ciągle meczowe komplety, a zespół balansuje na krawędzi ekstraligowych rozgrywek. Znane prawo rynku Saya głosi, że podaż tworzy popyt i odpowiada za rozwój. Nie jestem ekonomistą, więc nie odważę się tego jednoznacznie ocenić, ale wiem, że aby ludzie coś kupowali, musi to najpierw zaistnieć, pojawić się na rynku, a potem być szeroko reklamowane, w celu ukształtowania potrzeby posiadania danego produktu. Czyli najpierw musi być podaż. I tak wracamy do pierwszych akapitów felietonu o potrzebie sprofesjonalizowania piłki halowej na rzecz futsalu oraz dla świadomości społecznej.

Wielkie dzięki przesyłam dla Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN za przeprowadzanie internetowych, z wizją, losowań Halowego Pucharu Polski. Wielce jestem też rad, że nie ma jakichś sztucznych rozstawień i los decyduje kto z kim się spotka. Dzięki temu bywa, iż we wczesnych etapach pucharowych mogą spotkać się dwie silne drużyny (przykład pary Rekord Bielsko Biała – Acana Orzeł Jelcz-Laskowice), a słabsze zespoły, amatorskie, mają szanse, trafiając na siebie, awansować dalej. Puchar jest imprezą otwartą i mogą w niej startować teamy środowiskowe, niezrzeszone w związku sportowym. Jest imprezą popularyzatorską. Dlatego należy cieszyć się, gdy w ćwierćfinale zamelduje się jedna, czy dwie drużyny amatorskie. Dla danego środowiska jest wielkim świętem, gdy przyjeżdża zespół ligowy na pucharowy mecz. I – być może – zaowocuje to nowym futsalowym ośrodkiem. Wzmocni tak potrzebną futsalową podaż.

Polscy piłkarze ręczni z kretesem polegli na trwających Mistrzostwach Europy. Aż nie chce wierzyć się, że w niecałą dekadę roztrwoniony został dorobek zapoczątkowany przez pana Wentę i jego srebrnych szczypiornistów. Nie da się ukryć, iż winę za to ponosi szefostwo związku. Podejrzewam, że może to być idealny przykład urzędniczego działania związkowego. Działania patrzącego przede wszystkim na własne grono, a później dopiero zajmującego się otwieraniem drzwi dla mających wizję.

Nie napiszę, że w naszym futsalu aż tak coś zmarnowano, bo byłoby to nieprawdą. Niemniej nie wykorzystano meczów z rywalami z najwyższej światowej półki do promocji futsalu w Polsce. I po drugie, nie odważono się na szersze otwarcie na działaczy terenowych, klubowych. Na ich pomysły. I dotyczy to nie tylko związku, ale różnych innych gremiów polskiego futsalu. W tej chwili mamy już rok wyborczy i wszelkie działania w tych tematach będą typową musztardą po obiedzie. Niemniej warto o nich wspominać, mając na uwadze wyborcze kampanie.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...