Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Żużlowiec Bartosz Zmarzlik w minioną sobotę okazał się najlepszy w 85. Plebiscycie „Przeglądu Sportowego” na Najlepszego Sportowca Polski 2019 roku. W pokonanym polu pozostawił piłkarskiego asa, twarz wielu reklam Roberta Lewandowskiego. Nie pomogło nawet wsparcie znanej celebrytki, żony pana Roberta, Anny. Wygrał żużlowiec, przedstawiciel dyscypliny nie mającej znaczącego miejsca pośród największego w kraju, jeżeli chodzi o zasięg, nadawcy telewizyjnego, czyli TVP.

Powie ktoś: co mi tam żużel, gdy felieton we wskazaniu ma być o futsalu. Drogi Czytelniku, obyś nie był w błędzie. Już sam fakt wygranej przedstawiciela tej nieolimpijskiej dyscypliny i pokonanie przedstawiciela hołubionej piłki świadczy, iż jak się chce, to można zrobić dla popularyzacji danej dyscypliny wiele. Jest jednak przy tym jedno „ale”. I to poważne „ale”. Trzeba osiągnąć sportowy sukces. Myślę, że futsalowi działacze w Polsce poprawnie odczytają intencje felietonisty w pisanym akapicie. Otóż, najpierw sportowy poziom, by później media można było kokietować. Czy też różnych znaczących sponsorów w skali ogólnokrajowej.

Pasjonatem żużla jestem od lat. Był okres, gdy miałem zaszczyt przez lata współpracować z wiodącym w Polsce medium żużlowym o tytule „Tygodnik Żużlowy”. Dlatego mogę sobie pozwolić na przytoczenie opinii senatora RP Władysława Komarnickiego, honorowego prezesa Stali Gorzów i człowieka, który od początku kariery jest przy Bartoszu Zmarzliku. – Gdyby prezes TVP Jacek Kurski wiedział, na czym ten sport polega, to dałby sobie spokój z Zenkiem Martyniukiem, tylko zaproponował powszechnie dostępny żużel dla wszystkich Polaków - powiedział. Święte słowa i najprawdziwsze prawdy, panie senatorze. A jeszcze odnosząc się do wygranej Bartka powiem, że jest to wynik niesamowitej mobilizacji oraz dyscypliny i jedności środowiska żużlowego w Polsce. I ten przykład kieruje ku pamięci futsalowi.

Piłkarską kolejkę ligową w Polsce na szczeblu ekstraklasy trawiastej, będąc na stadionie, ogląda prawie dwa razy mniej widzów w odniesieniu do jednego meczu, niż mecz ligi żużlowej. Podobnie ma się rzecz z oglądalnością kolejki w telewizyjnym przekazie. Tutaj też żużel gromadzi większą liczbę widzów.  A zaznaczyć trzeba, że to tylko cztery mecze w kolejce, przy ponad dwa razy większej liczbie  piłkarskich zmagań. Atrakcyjność dyscypliny, emocje zdecydowanie przewyższają bieganie za piłką po trawie. Przynajmniej w polskim wydaniu. Przy okazji wspomnę, że prezes Zbigniew Boniek jest wielkim fanem oraz znawcą „czarnego sportu”. Ostatecznie wychowywał się w Bydgoszczy, gdzie rozwijał się talent żużlowego arcymistrza Tomasza Golloba.

Polski futsal w swoich rozwiązaniach systemowych zbyt mocno kieruje się przykładami pobieranymi z piłki trawiastej. Najwyższy już jednak czas zrozumieć, iż poza byciem w jednym związku piłkarskim oraz kopaniem piłki nogą, nic więcej nie łączy tych dwóch dyscyplin. Najwyższy czas obrać własną drogę rozwoju, szczególnie w aspektach promocji, marketingu, systemu rozgrywkowego. A nawet szkolenia, gdzie warto wydostać się spod wpływu ogólnie znanych postaci piłki trawiastej i powalczyć o własny ośrodek dyspozycyjno-decyzyjny. Dobrym przykładem są tutaj sędziowie futsalowi i ich działalność w ramach struktur Polskiego Kolegium Sędziów.

Zawsze mówiłem i będę to powtarzał, że futsalowi jest najbliżej systemowo do innych gier halowych. Piłki siatkowej, koszykówki, czy nawet hokeja. Polski futsal tylko poprzez zaznaczenie swojej odrębności w dziedzinie piłka nożna, może stać się zauważalny dla poważnych mecenasów sportu. Inaczej pozostanie w odbiorze jako amatorska dyscyplina dla biedniejszych piłkarzy oraz niespełnionych w dużej piłce działaczy i sponsorów. Ale przede wszystkim konieczna jest jedność środowiska. Taka jaką zademonstrował żużel przy głosowaniu na Bartka Zmarzlika.

Kiedy wybierano Zmarzlika na najlepszego sportowca Polski Anno Domini 2019, w Toruniu był rozgrywany mecz na szczycie futsalowej ekstraklasy. Zakończył się remisowo, ale nie o sportowej jego stronie chcę napisać kilka słów. Niejednokrotnie miałem możliwość wsłuchiwania się w wizje prezesa FC Toruń, Patryka Stasiuka, odnośnie organizacji meczów, przenoszenia się do dużej hali, zapewnienia kibicom innej rozrywki, niż tylko sam mecz. Myślę, po przyjrzeniu się meczowi z Rekordem, że jest blisko spełnienia swoich planów.

Rozumiem wizje prezesa Patryka, odnośnie grania w dużej hali. To naprawdę jest inne widowisko niż w przysłowiowym „kurniku” (przepraszam tych, których może tym sformułowaniem obraziłem). To jest inne widowisko , i dla tych na hali, i dla tych przed telewizorem, czy ekranem komputera. To jest coś, co daje pierwszy krok dla zainteresowania sponsorskiego i poważnego medium. A tak na marginesie dodam - szkoda, iż meczu toruńskiego nie realizował na żywo Sportklub. I na drugim marginesie dopiszę – szkoda, że mistrz Polski z Bielska Białej tak mało meczów rozgrywa w hali Pod Dębowcem. Dla kogo, jak nie dla mistrza, powinno być to niemal obowiązkiem, bo kto, jak nie mistrz, winien świecić przykładem pod każdym względem?

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Nowy Rok, a szczególnie 1 stycznia, to czas, kiedy przyjmujemy jakieś postanowienia. Postanowienia krótko- lub długookresowe. Pełne deklaracji o przyjętych postanowieniach są media społecznościowe, a tak zwani celebryci prześcigają się w oznajmianiu swoich noworocznych postanowień. Nawet przyjaciel Józef, mój felietonowy recenzent, przesłał mi kilka takich swoich postanowień. Nie spodziewałem się po nim, iż podda się owej „nowomodzie”. Dlatego odpiszę mu w felietonie - drogi przyjacielu Józefie, jeżeli naprawdę chcesz coś zmienić w swoim życiu, to po prostu to zmień – ale wtedy, gdy jesteś na to gotowy. Wstań i zacznij to robić. Obojętnie jaki to jest dzień. Nie czekaj do 1 stycznia, bo nowy kalendarz nie da ci gwarancji ani motywacji. A jeżeli jeszcze podpiera(cie)sz swoje noworoczne postanowienia buzującym w głowie sylwestrowym szampanem, to wszystko jest warte psu na budę. Czy nie lepiej oszczędzić sobie późniejszej frustracji, w przypadku niezrealizowania postanowień i być szczęśliwszą osobą?

Nie jestem zwolennikiem podsumowywania starego roku i wpisywania swoich oczekiwań wobec nowego. Wiem, że na większość ocen oraz wniosków tak zwani decydenci i tak przymkną oko, uznając, iż oni wiedzą lepiej. Może i mają rację, gdyż zawsze znajdują się bliżej owego źródła mądrości, jakim w przypadku futsalu jest związek piłkarski. Jednak z drugiej strony nie potępiałbym w czambuł tych wszystkich piszących, czy mówiących o futsalu. Tych innych, niż nadana mądrość związkowa. Jest to bowiem, póki co, niemierzalna siła. Ale siła, która może wystąpić kiedyś jak wulkaniczna lawa. A, o ile sobie dobrze liczę, rok 2020 jest rokiem wyborczym w PZPN. Kiedy rozmawiałem z przedstawicielami owych innych, doszedłem do wniosku, iż uważają oni, że czas kończyć to mieszanie futsalowej herbaty, ponieważ od samego mieszania nie staje się herbata (futsal) wcale słodsza.

Nie byłbym poważnym felietonistą, gdybym nie spróbował w pierwszym noworocznym felietonie wyrazić swojego zdania o poprzednim futsalowym roku. Tym razem uczynię to w konwencji „wzloty, upadki, nadzieje, rozczarowania”. Nie wątpię, iż każdy z czytających może mieć inny osąd danej sprawy. Może też dodać od siebie kolejne przykłady. I o to chodzi. Chodzi o dyskusję o futsalu i wskazanie kierunków, czy oczekiwań. Jeżeli nie otrzymujemy tego instytucjonalnie, to pozostają media oraz własna inicjatywa oddolna.

Rozpocznę od rozczarowań. Futsal-Polska zamieścił w grudniu informację, że Ministerstwo Sportu zaakceptowało zmiany w Systemie Sportu Młodzieżowego na rok 2020. Zgodnie z propozycją od nowego roku do systemu włączona zostanie piłka ręczna plażowa. Czytając o tym od razu cisnęło mi się na usta pytanie – co z futsalem? I to jest moje rozczarowanie, że nasz polski związek piłkarski nie postarał się o to, by tym wpisanym był futsal. Dlatego pozwolę sobie zapytać wiceprezesa Jana Bednarka – czy i kiedy możemy takiej wiadomości oczekiwać w odniesieniu do futsalu? Pamiętam, kiedy kończąc swoją kadencję w PZPN pozostawiłem ówczesnemu szefowi piłki amatorskiej projekt kierowany do Ministerstwa Edukacji, by wpisać futsal do współzawodnictwa szkolnego. Z tego co wiem, do dzisiaj nie wpisany. I nie wiem nawet, czy związek dalej w tej sprawie procedował.

Drugim rozczarowaniem jest słaba postawa reprezentacji seniorskiej w eliminacjach Mistrzostw Świata. Miało być dobrze, zawodnicy byli właściwe selekcjonowani – jak ciągle słyszeliśmy. Informowano nas - warunki przygotowań i sparingpartnerzy dobrani zostali właściwie. Wyszło jak wyszło, lecz najbardziej rozczarowuje, dlaczego polski futsal nie usłyszał do chwili obecnej publicznie, co było przyczyną, iż nie udało się.

Nadzieją dla mnie jest systemowe zainteresowanie się Komisji Futsalu drużynami młodzieżowymi naszych ligowców w aspekcie wymagań licencyjnych. Trochę to późno zrobiono, ale najważniejsze, że postanowiono. Liczę, że nie będzie ustępstw i kierunek będzie monitorowany oraz utrzymany.

Kolejną nadzieją jest futsal kobiecy. Ten reprezentacyjny. Podziwiam trenera Wojciecha Weissa za jego pracę i od siebie wlewam w niego kolejną porcję optymizmu. Szkoda, że związek nie widzi, jak poważniej inwestując w futsal kobiecy można osiągnąć więcej wizerunkowo na arenie międzynarodowej. Jest to obecnie lepsza inwestycja niż cały futsal męski. Za kilka lat już takiej możliwości nie będzie, jako że kolejne nacje dołączają mocno do futsalu kobiecego i pozostaniemy – co najwyżej – solidnym średniakiem.

W kategorii upadki – może w tym przypadku nad wyraz ta nazwa, więc powiedzmy niech to będzie równanie w dół – rzutujących i nad wyraz niepotrzebnych dla polskiego futsalu jako całości zaliczę reformę rozgrywek ekstraklasy. Jest to działanie z gatunku opisanego powyżej przeze mnie mieszania herbaty, która od samego mieszania wcale nie robi się słodsza. Oczekuję, że ktoś w tej Spółce walnie ręką w stół i ustanowi wreszcie racjonalny, mający na uwadze sportowy poziom, system rozgrywek. Przynajmniej stały na trzy lata.

O ile powyższy opis to równanie w dół, to wycofanie się z rozgrywek futsalowych Pogoni 04 Szczecin jest typowym upadkiem. Na szczęście to jednostkowy przypadek. Takie zdarzają się i będą zdarzać. Nie tylko zresztą w futsalu. A patrząc na los Pogoni warto zastanowić się, czy zawsze w klubach znajdują się ludzie, potrafiący właściwe poprowadzić dany projekt.

Wreszcie przechodząc do kategorii wzloty muszę powiedzieć, że długo nie było przypadku do skategoryzowania. Ciekawego na tyle, by z czystym sumieniem napisać – oto sukces polskiego futsalu. Dzięki Bogu – UEFA reaktywowała europejski czempionat młodzieżowy. Trener Łukasz Żebrowski zebrał i przygotował grupę młodych ludzi, którzy wcześniej byli monitorowani w różnych grupach młodzieżowych. I osiągnęli oni wielki sukces, zajmując trzecie miejsce w Mistrzostwach Europy U-19. Tak naprawdę to jedyny pozytywny wynik polskiego futsalu w roku 2019. Teraz pozostaje tylko trzymać kciuki, by projekt był kontynuowany. Z kim jak z kim, ale z młodzieżą to zawsze wielka niewiadoma.

W kategorii wzloty ująłbym jeszcze systematyzację rozgrywek ligowych w Polsce prowadzoną przez Komisję Futsalu. Ale tuż przed nowym rokiem doszły mnie słuchy, iż jest zagrożona regionalizacja II ligi. Dlatego wstrzymać się należy z kategoryzacją. Projekt na czasie, ale nie w pełni – jak widać - akceptowany przez patrzące często tylko na własny nos środowisko.  

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...