Retransmisja meczu /
Łączy Nas Piłka
Grać potrafimy. Szkoda, że tak późno
Gdy Michał Kubik w 4. minucie otworzył wynik, wszyscy uwierzyli w niemożliwe. Niestety - Włosi błyskawicznie odpowiedzieli, a potem sami wyszli na prowadzenie. Choć biało-czerwoni dwukrotnie wyrównywali, to w drugiej połowie nie dali rady mistrzom Europy.
Włochy - Polska
6:3
Bramki: Gabriel Lima 3 (4, 27, 40), Rodolfo Fortino 2 (9, 13), Daniel Giasson (22) - Michał Kubik (4), Stefano Mammarella (9 - samobójcza), Igor Sobalczyk (17).
Żółte kartki: Rodrigo Merlim - Michał Kubik.
Sędziowali: Borut Sivić i Admir Zahović (Słowenia).
Włochy: Stefano Mammarella (Michele Miarelli) - Sergio Romano, Rodolfo Fortino, Rodrigo Merlim, Daniel Giasson - Marco Ercolessi, Gabriel Lima, Angelo Schinina, Humberto Honorio, Massimo De Luca, Alessandro Patias, Mauro Canal, Murilo Ferreira.
Polska: Kamil Lasik (Rafał Krzyśka) - Sebastian Wojciechowski, Artur Popławski, Daniel Krawczyk, Michał Marciniak - Łukasz Tubacki, Michał Wojciechowski, Igor Sobalczyk, Paweł Budniak, Dominik Solecki, Marcin Mikołajewicz, Mikołaj Zastawnik, Michał Kubik.
Żółte kartki: Rodrigo Merlim - Michał Kubik.
Sędziowali: Borut Sivić i Admir Zahović (Słowenia).
Włochy: Stefano Mammarella (Michele Miarelli) - Sergio Romano, Rodolfo Fortino, Rodrigo Merlim, Daniel Giasson - Marco Ercolessi, Gabriel Lima, Angelo Schinina, Humberto Honorio, Massimo De Luca, Alessandro Patias, Mauro Canal, Murilo Ferreira.
Polska: Kamil Lasik (Rafał Krzyśka) - Sebastian Wojciechowski, Artur Popławski, Daniel Krawczyk, Michał Marciniak - Łukasz Tubacki, Michał Wojciechowski, Igor Sobalczyk, Paweł Budniak, Dominik Solecki, Marcin Mikołajewicz, Mikołaj Zastawnik, Michał Kubik.
Trener Andrea Bucciol zaskoczył, wstawiając do wyjściowego składu debiutanta Kamila Lasika oraz dokonując korekty w drugiej czwórce, za Marcina Mikołajewicza wpuszczając Łukasza Tubackiego. Roberto Menichelli, choć pewny pierwszego miejsca w grupie i awansu, nie zdecydował się na desygnowanie do gry rezerwowego golkipera Michela Miarellego, natomiast gra systemem wymiany trzech pełnych czwórek obowiązywała u niego już w poprzednich spotkaniach. W pewnej mierze możemy więc włoskiemu szkoleniowcowi dziękować za dwie z trzech zdobytych bramek, bo Stefano Mammarella - przynajmniej w pierwszej połowie - nie bardzo wyglądał na nagradzanego najlepszego golkipera w Europie, prezentując nam dwa gole.
Od pierwszych sekund było wiadomo, że kibice zobaczą wreszcie szybki, otwarty mecz, z wieloma bramkami i ciekawymi akcjami. Skończyło się kalkulowanie, tu trzeba było walczyć o każdą piłkę, grać ofensywnie i do przodu. Co najważniejsze - biało-czerwoni wcale w tym rywalom nie ustępowali. Nie minęła minuta, a świetne indywidualne akcje przeprowadzili Daniel Giasson i Daniel Krawczyk. Chwilę później po dwójkowej akcji z Rodolfo Fortino z bliskiej odległości w Kamila Lasika trafił Sergio Romano. A w 4. minucie hala oszalała. Michał Kubik sprzątnął sprzed nosa piłkę Romano, pognał na bramkę Mammarelli, spojrzał gdzie jest Łukasz Tubacki, ale zdecydował się na uderzenie i strzałem w długi róg zmusił golkipera Italii do kapitulacji. Szał radości ucichł błyskawicznie. Zbyt błyskawicznie, bo po ledwie 8 sekundach (!) wyrównał Gabriel Lima, pięknym strzałem wykorzystując równie ładne podanie Humberto Honorio. A był to pierwszy kontakt z piłką słynnego Włocha! 3 minuty później sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, bo wgranie z autu fantastycznym strzałem w okienko wykończył Rodolfo Fortino. Polacy niestety przy tym golu zaspali, ponieważ Fortino wszedł na boisko (zmieniając Honorio) specjalnie tylko na ten stały fragment i z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można było przypuszczać, że to właśnie on będzie egzekutorem.
Ale Polacy się nie załamali. A zwłaszcza Michał Kubik. Strach pomyśleć, co by było, gdyby ostatecznie nie został do kadry dokooptowany. Zawodnik Pogoni raz po raz szarpał indywidualnie to lewą, to prawą stroną, pokazując wszelkie atuty, o których ostatnimi czasy zapomnieliśmy. W 9. minucie najpierw przeprowadził kolejny groźny rajd, by po chwili zaskakująco wykonać rzut rożny - wgranie po linii zaskoczyło Mammarellę, który sam wbił sobie piłkę do siatki. Dwie minuty później z dobrej strony pokazał się za to Sebastian Wojciechowski, umiejętnie obracając się na Angelo Schininie po otrzymaniu dalekiej piłki od Kamila Lasika, niestety uderzył minimalnie niecelnie. Kolejna minuta przyniosła kolejną okazję do samobója Włochów. Tym razem Mammarelli o mały włos nie zaskoczył Gabriel Lima. A w 13. minucie znów przegrywaliśmy. Biało-czerwoni spodziewali się rzutu rożnego, tymczasem sędziowie wskazali na grę od bramki Włochów. Wyprowadzony lewą strona Lima efektownie przerzucił piłkę nad Arturem Popławskim, dograł do wolnego Fortino, który dopełnił formalności. Wyborną okazję do wyrównania miał Kubik, który samotnie pognał przez niemal całe boisko, niestety w sytuacji sam na sam z golkiperem fatalnie przestrzelił. Dopiąć swego udało się w 17. minucie - i znów przy sporym udziale Mammarelli, który zamiast na obronie strzału Igora Sobalczyka z rzutu wolnego, skupił się na wypychaniu z pola karnego Łukasza Tubackiego. Dodajemy przy tym, żeby nie umniejszać roli zawodnika Gatty, że jego uderzenie było perfekcyjne. W końcówce Italia nie wykorzystała trzech wyśmienitych okazji, nie radząc sobie z dobrze dysponowanym Kamilem Lasikiem.
Pierwsza połowa napawała optymizmem, ale w drugiej nie było już tak różowo. Wprawdzie najpierw Stefano Mammarella przypomniał, jak dobrym bramkarzem potrafi być, piękną paradą broniąc po kontrze Michała Marciniaka i strzale Sebastiana Wojciechowskiego. Ale w 22. minucie znów przegrywaliśmy, gdy po lekkim zamieszaniu po rzucie rożnym Wojciechowski nie zdążył zablokować strzału Daniela Giassona, a Lasik zostawił cały wolny róg bramki. Waleczni Polacy za sprawą Marciniaka i Wojciechowskiego znów mogli doprowadzić do wyrównania, lecz golkiper rywali był już w formie. Niestety kontra 2 na 1 po fatalnym wznowieniu gry z autu Polaków i celny strzał Limy rozstrzygnął kwestię wyniku. W 4 bramki Polaków nie mogli wierzyć już najbardziej niepoprawni optymiści. Choć okazje oczywiście były - Kubika, który znów zaskoczył obrońców zejściem dla odmiany do środka, czy Krawczyka, którego strzał Mammarella sparował pod nogi Mikołaja Zastawnika, który jednak dobił tylko w boczną siatkę. Włosi grali już na luzie, nasi reprezentanci mocno już zmęczeni nie byli w stanie odebrać im piłki, a Andrea Bucciol zareagował, wpuszczając zawodników, którzy do tej pory w meczu nie wystąpili. W końcówce jeszcze jedno nieporozumienie wykorzystał Lima, ustalając wynik na 6:3.
Warto spojrzeć na statystyki - Polacy oddali więcej strzałów w tym meczu, niż rywale (27 - 24), a w celnych ustępowali nieznacznie (12 - 14). I można spokojnie powiedzieć, że ostatni pojedynek w Krośnie był w wykonaniu biało-czerwonych najlepszy. Niestety za ładną grę punktów nie przyznają, a dobra końcówka turnieju nie może przesłonić całościowego wyniku. Fakty są nieubłagane - na jakąkolwiek wygraną w eliminacjach do Mistrzostw Europy poczekamy (co najmniej?) kolejne dwa lata, czyli w 2017 będziemy mieli już taki mały jubileusz. Zaprezentowaliśmy się najgorzej ze wszystkich gospodarzy turniejów - poza Polską awansu do baraży nie wywalczyła jeszcze tylko Macedonia, ale ona tylko dzięki gorszemu od Węgrów bilansowi bramkowemu. Jest spora szansa, że kolejne eliminacje zaczniemy od pierwszej rundy. Skoro więc 12 razy potrafiliśmy zmusić do interwencji Mammarellę, to czemu tylko 4 razy "sprawdziliśmy" bramkarza z Białorusi Andrieja Czurilina? Teraz jest czas, by poszukać odpowiedzi na to i podobne pytania.
Od pierwszych sekund było wiadomo, że kibice zobaczą wreszcie szybki, otwarty mecz, z wieloma bramkami i ciekawymi akcjami. Skończyło się kalkulowanie, tu trzeba było walczyć o każdą piłkę, grać ofensywnie i do przodu. Co najważniejsze - biało-czerwoni wcale w tym rywalom nie ustępowali. Nie minęła minuta, a świetne indywidualne akcje przeprowadzili Daniel Giasson i Daniel Krawczyk. Chwilę później po dwójkowej akcji z Rodolfo Fortino z bliskiej odległości w Kamila Lasika trafił Sergio Romano. A w 4. minucie hala oszalała. Michał Kubik sprzątnął sprzed nosa piłkę Romano, pognał na bramkę Mammarelli, spojrzał gdzie jest Łukasz Tubacki, ale zdecydował się na uderzenie i strzałem w długi róg zmusił golkipera Italii do kapitulacji. Szał radości ucichł błyskawicznie. Zbyt błyskawicznie, bo po ledwie 8 sekundach (!) wyrównał Gabriel Lima, pięknym strzałem wykorzystując równie ładne podanie Humberto Honorio. A był to pierwszy kontakt z piłką słynnego Włocha! 3 minuty później sytuacja stała się jeszcze trudniejsza, bo wgranie z autu fantastycznym strzałem w okienko wykończył Rodolfo Fortino. Polacy niestety przy tym golu zaspali, ponieważ Fortino wszedł na boisko (zmieniając Honorio) specjalnie tylko na ten stały fragment i z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością można było przypuszczać, że to właśnie on będzie egzekutorem.
Ale Polacy się nie załamali. A zwłaszcza Michał Kubik. Strach pomyśleć, co by było, gdyby ostatecznie nie został do kadry dokooptowany. Zawodnik Pogoni raz po raz szarpał indywidualnie to lewą, to prawą stroną, pokazując wszelkie atuty, o których ostatnimi czasy zapomnieliśmy. W 9. minucie najpierw przeprowadził kolejny groźny rajd, by po chwili zaskakująco wykonać rzut rożny - wgranie po linii zaskoczyło Mammarellę, który sam wbił sobie piłkę do siatki. Dwie minuty później z dobrej strony pokazał się za to Sebastian Wojciechowski, umiejętnie obracając się na Angelo Schininie po otrzymaniu dalekiej piłki od Kamila Lasika, niestety uderzył minimalnie niecelnie. Kolejna minuta przyniosła kolejną okazję do samobója Włochów. Tym razem Mammarelli o mały włos nie zaskoczył Gabriel Lima. A w 13. minucie znów przegrywaliśmy. Biało-czerwoni spodziewali się rzutu rożnego, tymczasem sędziowie wskazali na grę od bramki Włochów. Wyprowadzony lewą strona Lima efektownie przerzucił piłkę nad Arturem Popławskim, dograł do wolnego Fortino, który dopełnił formalności. Wyborną okazję do wyrównania miał Kubik, który samotnie pognał przez niemal całe boisko, niestety w sytuacji sam na sam z golkiperem fatalnie przestrzelił. Dopiąć swego udało się w 17. minucie - i znów przy sporym udziale Mammarelli, który zamiast na obronie strzału Igora Sobalczyka z rzutu wolnego, skupił się na wypychaniu z pola karnego Łukasza Tubackiego. Dodajemy przy tym, żeby nie umniejszać roli zawodnika Gatty, że jego uderzenie było perfekcyjne. W końcówce Italia nie wykorzystała trzech wyśmienitych okazji, nie radząc sobie z dobrze dysponowanym Kamilem Lasikiem.
Pierwsza połowa napawała optymizmem, ale w drugiej nie było już tak różowo. Wprawdzie najpierw Stefano Mammarella przypomniał, jak dobrym bramkarzem potrafi być, piękną paradą broniąc po kontrze Michała Marciniaka i strzale Sebastiana Wojciechowskiego. Ale w 22. minucie znów przegrywaliśmy, gdy po lekkim zamieszaniu po rzucie rożnym Wojciechowski nie zdążył zablokować strzału Daniela Giassona, a Lasik zostawił cały wolny róg bramki. Waleczni Polacy za sprawą Marciniaka i Wojciechowskiego znów mogli doprowadzić do wyrównania, lecz golkiper rywali był już w formie. Niestety kontra 2 na 1 po fatalnym wznowieniu gry z autu Polaków i celny strzał Limy rozstrzygnął kwestię wyniku. W 4 bramki Polaków nie mogli wierzyć już najbardziej niepoprawni optymiści. Choć okazje oczywiście były - Kubika, który znów zaskoczył obrońców zejściem dla odmiany do środka, czy Krawczyka, którego strzał Mammarella sparował pod nogi Mikołaja Zastawnika, który jednak dobił tylko w boczną siatkę. Włosi grali już na luzie, nasi reprezentanci mocno już zmęczeni nie byli w stanie odebrać im piłki, a Andrea Bucciol zareagował, wpuszczając zawodników, którzy do tej pory w meczu nie wystąpili. W końcówce jeszcze jedno nieporozumienie wykorzystał Lima, ustalając wynik na 6:3.
Warto spojrzeć na statystyki - Polacy oddali więcej strzałów w tym meczu, niż rywale (27 - 24), a w celnych ustępowali nieznacznie (12 - 14). I można spokojnie powiedzieć, że ostatni pojedynek w Krośnie był w wykonaniu biało-czerwonych najlepszy. Niestety za ładną grę punktów nie przyznają, a dobra końcówka turnieju nie może przesłonić całościowego wyniku. Fakty są nieubłagane - na jakąkolwiek wygraną w eliminacjach do Mistrzostw Europy poczekamy (co najmniej?) kolejne dwa lata, czyli w 2017 będziemy mieli już taki mały jubileusz. Zaprezentowaliśmy się najgorzej ze wszystkich gospodarzy turniejów - poza Polską awansu do baraży nie wywalczyła jeszcze tylko Macedonia, ale ona tylko dzięki gorszemu od Węgrów bilansowi bramkowemu. Jest spora szansa, że kolejne eliminacje zaczniemy od pierwszej rundy. Skoro więc 12 razy potrafiliśmy zmusić do interwencji Mammarellę, to czemu tylko 4 razy "sprawdziliśmy" bramkarza z Białorusi Andrieja Czurilina? Teraz jest czas, by poszukać odpowiedzi na to i podobne pytania.
Grupa 3 eliminacji UEFA Futsal Euro 2016
- 18.03.2015 (środa)
16:30
Włochy -
Finlandia 4:0 (0:0)
19:00
Polska -
Białoruś 0:0 - 19.03.2015 (czwartek)
16:30
Białoruś -
Włochy 1:2 (0:1)
19:00
Polska -
Finlandia 2:3 (1:1) - 21.03.2015 (sobota)
16:00
Finlandia -
Białoruś 0:2 (0:0)
18:30
Włochy -
Polska 6:3 (3:3)
Klasyfikacja Turnieju
| M | Pkty | Bramki | |
| 1. |
3 | 9 | 12:4 |
| 2. |
3 | 4 | 3:2 |
| 3. |
3 | 3 | 3:8 |
| 4. |
3 | 1 | 5:9 |
Etykiety
- Eliminacje ME
- Polska
- Włochy
- Michał Kubik
- Andriej Czurilin
- Andrea Bucciol
- Kamil Lasik
- Marcin Mikołajewicz
- Łukasz Tubacki
- Roberto Menichelli
- Michele Miarelli
- Stefano Mammarella
- Daniel Giasson
- Daniel Krawczyk
- Rodolfo Fortino
- Sergio Romano
- Gabriel Lima
- Humberto Honorio
- Sebastian Wojciechowski
- Angelo Schininà
- Artur Popławski
- Igor Sobalczyk
- Michał Marciniak
- Mikołaj Zastawnik