Z notatnika dziejopisa

Niedawno minęło trzy lata jak zaprzestałem pisania felietonów o futsalu. I pewnie tak zostałoby, gdyby nie informacja, że TVP Sport transmituje mecze ekstraklasy futsalu. Oho, pomyślałem, wreszcie poważna telewizja weszła na dłużej do środowiska. Czyli idzie ku lepszemu. Aby przekonać się o tym naocznie wybrałem się na mecz do Gliwic. Zresztą gliwicki futsal zawsze darzyłem sentymentem, gdyż to zawodnik z gliwickiej Sośnicy jeszcze w roku 1992 pierwszy raz dał mi szanse na zainteresowanie się tą dyscypliną. Wiesław Lipka - tak nazywał się ten piłkarz, grający w klubie wschodniej Polski, któremu w tamtym czasie prezesowałem - pojechał z reprezentacją Polski pod wodzą Michała Listkiewicza na finały mistrzostw świata w Hongkongu w 1992 roku. Do dzisiaj są to jedyne mistrzowskie, światowe finały z udziałem Polaków.  PZPN był bardzo wówczas wdzięczny, że pozwoliłem piłkarzowi pojechać, mimo iż sezon trawiastej kopanej trwał w pełni, a Wiesiek wraz z niedawnym prezesem Piasta Gliwice, Adamem Sarkowiczem był królem środka pola mojej klubowej drużyny. To tyle tytułem uzasadnienia nazwy rubryki - Z notatnika DZIEJOPISA. Zresztą dykteryjek oraz futsalowych historyjek, nie tylko współczesnych, nie zabraknie. Solennie obiecuję. Zawiodę tym samym wszystkich oczekujących opisów meczów, rzetelnych ocen, typowań piłkarzy kolejki i różnych podobnych rzeczy.  Niech to robią inni. Prawem, albo inaczej przywilejem felietonisty nie jest bowiem poszukiwanie prawdy obowiązującej bezpośrednio. Ale też nie należy poszukiwać w formie felietonu nieprawdy. Z zasady więc czytając go trzeba nieco inaczej rozumować.
Wracając do mojego wyjazdu do Gliwic. Przy okazji dziękuję za ładne fotki, które gdzieniegdzie w Internecie już ukazały się. I od razu uspokajam tych, którzy komentują pisząc, że wraca stare. Oświadczam, że na żadne prezesowskie, centralne stołki futsalowe już nie wybieram się, więc cieszcie się (nie)przyjaciele.  Otóż pierwsza rzecz, która mnie po latach w Gliwicach zaskoczyła to organizacja. Całkowita piątka i plus na dodatek. I nie oceniam tak dlatego, że napiłem się herbaty, zjadłem przepyszne ciasteczko, czy popróbowałem śląskiego żurku. Było profesjonalnie, telewizyjnie, z przytupem - rzekłbym. Bez opóźnień, niedomówień, każdy z organizatorów znał swoje obowiązki i wykonywał je wzorowo. Były migające ledowe reklamy, pełne trybuny publiczności, ważne osoby w gronie VIP-ów. A wszystko koordynowała przesympatyczna blondynka - pani Ewa. Brawo, brawo, brawo. Jak tak jest wszędzie, to tylko pogratulować nowemu prezesowi Futsal Ekstraklasy, Maciejowi Karczyńskiemu. Jednak nie będę chwalił Spółkowego dnia przed zachodem słońca i poczekam przynajmniej jeszcze z cztery kolejki. Sam mecz sportowo też był interesujący. Zmieniające się akcje, sporo strzałów, kadrowicze byli i obecni na parkiecie. Piękne parady bramkarzy z niesamowitym - jak przed laty - Groszakiem. Była i słynna "golowa", lewa nóżka Milewskiego, ale i piękny strzał w samo okienko bramki  strzeżonej przez popularnego "Słowika", Ukraińca Tarasowicza. UFF, wystarczy. Za dużo przechwalania też niedobrze. Gdyby jeszcze w przerwach kibicom zaprezentowały się czirliderki, a na trybunie powiało parę kibicowskich flag, byłoby całkiem na szkolną szóstkę.

Po tym co napisałem wydawałoby się, że polski futsal dzięki Spółce ekstraklasowej osiągnął całkowite wyżyny. Niestety, tak nie jest. Już na pierwszy rzut oka zauważyłem, iż knujących nadal nie brakuje. Niektórzy pewnie mają to w genach na zawsze. Środowisko wymaga dużo, jest niecierpliwe i jakoś mało chętne do dania od siebie więcej niż trzeba. Reprezentacje tradycyjnie grają w kartkę i pewnie sami trenerzy nie wiedzą, kiedy wygrają, a kiedy przegrają. Zawiść nadal żwawo krząta się wokół parkietów. Rozumiem, bo doświadczyłem tego na sobie w czasie futsalowej działalności, że najłatwiej jest uderzać , w prezesa, trenera, decydenta. Najlepiej robić to po cichu, za plecami, hejtowaniem. Jakże trudno prosto w oczy. Niemniej z satysfakcją zauważyłem, że nadal są prezesi, dla których futsal jest życiem. Cieszy mnie, że pan Wolny, pan Szymura, pan Dąbrowski  nie poddają się trudnościom i kolejne lata walczą o jak najlepszy wizerunek polskiego futsalu. Mniemam, że ich śladem pójdą inni, choćby pan Jenczmionka gliwickiego Piasta. Na deser zostawiłem pana Karczyńskiego. Pamiętam go dobrze z czasów gdy tworzył Pogoń 04 Szczecin. Dzisiaj, to wiodący klub futsalowej ekstraklasy, ale kierują już nim inni, którzy dojrzewali przy Macieju. On wziął się za bary ze Spółkową rzeczywistością. Jest to naturalna droga dla prezesa klubu. Spółka działa już siódmy rok. Pan Karczyński jest jej czwartym prezesem. Najwyższy czas, aby wyszła z opłotków. Poprzednik, pan Szymura, wyprowadził ją z "młodzieńczego" zakrętu. Teraz czas na dojrzewanie. Pokibicujemy, panie Macieju.
W drodze powrotnej z Gliwic przypomniałem sobie przeczytane niedawno słowa pewnego hierarchy, które brzmią "Nie jest dobrze, kiedy własne błędy chcemy zwalić na cudze plecy i domagamy się, by ktoś inny poniósł odpowiedzialność". Proponuję więc, aby każdy jeszcze teraz na początku sezonu zrobił sobie taki futsalowy rachunek sumienia. Jako autor felietonu już to zrobiłem. Proszę więc o zapanowanie nad emocjami, ambicjami, egoizmem. A na pewno przyda się to naszemu futsalowi.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Dziś środa czyli... FUT5AL HEA7EN

FUT5AL HEA7EN IS BACK!!! Tęskniliście za mną? Nie musicie odpowiadać, pytanie retoryczne. Nie pisałem, bo nie ma Grenia, straciłem motywację. Nikt tak jak Atrakcyjny Kazimierz nie motywował mnie do pracy...

No dobra, wychodzę z hiatusu po półrocznej przerwie, ale nie cieszcie się zbytnio, to jednorazowy wyskok. Może po sezonie jeszcze podsumuję rozgrywki, ale nie obiecuję. A teraz nie będę w ogóle pisać o lidze, bo cztery najlepsze grają o medale, a dwie najsłabsze spadają, wszystko zgodnie z przewidywaniami. Będę pisać o systemie rozgrywek, o przyszłości polskiego futsalu, o koniecznych zmianach.
Czytaj dalej...

FUT5AL HEA7EN

No i byłem na kadrze. "Wielki Biletowy" spadł z fotela bujanego, jak się dowiedział, że w jego ukochanej reprezentacji grasuje taki padalec jak ja. Świętokradztwo i bezczeszczenie relikwii!!! No cóż, jeden spadł ze stołka, a drugi się na niego wdrapał - takie są koleje losu.

Dobra, nie grzebmy w trupach, bo za chwileczkę eliminacje do Mistrzostw Świata Kolumbia 2015. Polska zagra w Portugalii z gospodarzami oraz Rumunią i Norwegią. Portugalczycy wydają się być poza zasięgiem, w światowym rankingu zajmują 4. miejsce. Ale jak to się mówi - zlekceważą nas plus kontuzje i być może nadarzy się okazja na sprawienie wielkiej niespodzianki. Ale na pewno jesteśmy w grze o 2. miejsce, które daje awans do barażów (7 zwycięzców grup kontra zespoły z 2 miejsc, losowanie w lutym 2016).

Ale zacznijmy od początku. Przewodniczący Komisji Futsalu i Piłki Plażowej Bogdan Duraj zaprosił mnie na zgrupowanie jako pierwszego przedstawiciela klubu, który z bliska będzie mógł się przyglądać jak funkcjonuje reprezentacja Polski. W przeszłości nieraz bywało, iż prezesi nie byli zadowoleni z tego, że ich zawodnicy grają w kadrze. Teraz będzie okazja zweryfikować swoje opinie.

A że to była Anglia - kto mnie zna, to wie doskonale, iż na wyspach czuję się wyśmienicie, bardzo interesuję się historią Wielkiej Brytanii oraz tamtejszym sportem, począwszy od futbolu, poprzez rugby, a skończywszy na krykiecie. Przy tej okazji zaznajomiłem Błażeja Korczyńskiego z zasadami tej gry i zaprosiłem do Chojnic na małą gierkę, bo posiadam kompletny sprzęt do tej dyscypliny sportu. "Korek" wcześniej wyzwał mnie na pojedynek w siatkonogę, ale w krykieta sobie odbiję moją ewentualną porażkę ;)

Spotkaliśmy się najpierw w Pruszkowie, gdzie w czwartek wieczorem odbył się trening na hali. W piątkowy ranek (pobudka 4.00 rano!!!) ruszyliśmy do portu lotniczego im. F. Chopina, skąd mieliśmy samolot do Birmingham. Lot trwał 2h, a na miejscu czekał już Colin z Football Associacion, który zapakował nas do autokaru. Czekała nas ponad godzinna podróż do Burton upon Trent, gdzie na obrzeżach miasta znajdował się kompleks St. George’s Park National Football Centre, dom 24 reprezentacji Anglii w piłce nożnej, futsalu i rugby.

Gospodarze rozlokowali nas w 5-gwiazdkowym hotelu Hilton, gdzie warunki były doprawdy wyśmienite. Przestronne pokoje, telewizja Sky, a co ciekawe także specjalny kanał dla trenerów reprezentacji Anglii. Niestety dostępny po wpisaniu hasła :)

Po zjedzeniu obiadu (kilkadziesiąt potraw do wyboru, kilkanaście osób obsługi, wszystko bardzo smaczne i w dużych ilościach) krótka przerwa na odpoczynek, a wieczorem kolejna sesja treningowa. W kompleksie znajdowała się hala przeznaczona tylko do piłki halowej - Nike Futsal Arena.

Sobota to już przygotowania do pierwszego spotkania, krótki rozruch na hali, wczesny obiad i ruszyliśmy całą ekipą na halę. Na trybunach pojawiło się prawie 500 osób (pojemność hali ok. 600 miejsc), w tym spora grupa Polaków, która gorąco dopingowała naszych piłkarzy.

Anglicy robiący stałe postępy (ostatnio wygrali preeliminacje do MŚ i po raz pierwszy zagrają w turnieju Main Round) przez pierwsze kilkanaście minut grali naprawdę świetnie i można nawet powiedzieć, iż chwilami mieli przewagę - ale my mieliśmy Rafała Krzyśkę, wybranego potem MVP meczu. Potem sytuacja wróciła do normy. W ciągu ostatnich pięciu minut pierwszej połowy nasz zespół się rozkręcił i stworzył kilka bardzo dobrych sytuacji, z których wykorzystaliśmy tylko jedną - debiutujący Adrian Skrzypek zdobył gola po podaniu Tomasza Kriezela.

Druga połowa przebiegała pod znakiem naszej dominacji. Co prawda Anglicy doprowadzili do remisu, ale Adrian Pater z PrzK zdobył bramkę dającą zwycięstwo. Po meczu obie strony były zadowolone ze spotkania, my że wygraliśmy, a Anglicy iż zagrali naprawdę dobre spotkanie przeciwko dużo wyżej rozstawionemu zespołowi.

Na tym spotkaniu pojawił się Łukasz Samek wraz z żoną Dominiką, dyrektor Middlesbrough Futsal Club, mieszkający od 10 lat w Anglii w Darligton. Spędził wraz z działaczami kadry sporo czasu, otrzymaliśmy od niego również pamiątki klubowe. Jest to bardzo pozytywna postać polskiej emigracji, wyróżniony w plebiscycie "Wybitny Polak", członek fundacji Arthura Whartona, pierwszego czarnoskórego reprezentanta Anglii, który ma w St. George’s Park swój pomnik. Razem spędziliśmy miły wieczór dyskutując na tematy futsalowe, mnie szczególnie ciekawiła organizacji lig w Anglii i poziom sportowy rozgrywek.

Anglicy są jeszcze za nami, piłkarze trenują raz lub dwa razy w tygodniu i wszyscy łączą granie na hali z grą na trawie. Ale to powoli się zmienia, F.A. wziął się do roboty, liga została przeorganizowana (teraz dwie grupy, północ i południe), wprowadzono konieczność wystawiania angielskich zawodników w składzie. Do tej pory sporo klubów miało korzenie pozawyspiarskie (Helvetia London, Baku United) i grali tam niemal sami obcokrajowcy. Teraz liga ma być bardziej "angielska", co oczywiście ma się przełożyć na poziom reprezentacyjny.

David Henson z FA i Bogdan Duraj

Drugi dzień to śniadanie, odprawa przedmeczowa wraz z analizą video, no i ponownie o 16.00 mecz rewanżowy. W międzyczasie zostałem zaproszony wraz z Bogdanem Durajem i Dawidem Kołodziejczykiem do eleganckiej restauracji w Burton, gdzie spotkaliśmy się z szefem angielskiego futsalu Davidem Hensonem i jego asystentem. Zjedliśmy razem lunch i wymieniliśmy się pamiątkami obu federacji.

Wracając do meczu, trenerzy nie do końca byli zadowoleni z zaangażowania zawodników, zwłaszcza w początkowych minutach pierwszego spotkania. Teraz piłkarze odpowiedzieli w możliwie najlepszy sposób, czyli zdemolowaniem rywala i prowadzeniem gry od samego początku. Wynik 6:1 mówi wszystko, cały zespół zagrał na naprawdę wysokim poziomie. W przerwie meczu spotkaliśmy trenera Portugalii, Jorge Braza, który wybrał się osobiście, aby podglądać Polskę przed turniejem eliminacyjnym w swoim rodzinnym kraju.

Bogdan Duraj i selekcjoner reprezentacji Portugalii Jorge Braz

Cieszy fakt, iż w pierwszym meczu jedną, a w drugim aż cztery bramki zdobyli zawodnicy wywodzący się z drużyny młodzieżowej. Adrian Skrzypek, Łukasz Biel, Tomasz Kriezel i Mikołaj Zastawnik - to przyszłość polskiego futsalu. Teraz zmienia się trener reprezentacji U-21, Gerard Juszczak zrezygnował z prowadzenia tego zespołu, gdyż dostał propozycję pracy w kadrze Nawałki. Jest jeden mocny kandydat do objęcia jego posady, ale poczekajmy na oficjalne potwierdzenie. Będzie to kolejny dobry krok w kierunku rozwoju piłki halowej w naszym kraju.

Po tym spotkaniu drużyna najpierw udała się na odnowę biologiczną, a po kolacji spotkała się z przewodniczącym Bogdanem Durajem i sztabem szkoleniowym. Po części oficjalnej i podziękowaniach za dobre wyniki piłkarze zostali sami, a duża plazma z łączem do internetu kusiła, aby rozluźnić atmosferę. No i włączono pewną słynną konferencję prasową... Trudno sobie nawet wyobrazić te fontanny śmiechu, jakie wybuchały co chwila :)

Rafał Krzyśka i Marcin Synoradzki na siłowni

A ja wraz z Rafałem Krzyśką udaliśmy się na supernowoczesną siłownię, gdzie przerzuciliśmy wspólnie kilka ton żelastwa. Rafał zrobił trening typowo siłowy, ja zrobiłem WOD crossfitowy back squat ladder, gdzie udało mi się pobić swój rekord osobisty, czyli przysiady z obciążeniem 100 kg. Potem basen, sauna i do łóżka, bo znowu wczesna pobudka i poniedziałkowy powrót do Polski. W hotelu w Pruszkowie zdanie sprzętu, obiad i każdy rozjechał się do domu. Wracając z Tomkiem i Sebastianem zabraliśmy też Marcina Mikołajewicza do Torunia. Obiecał, że nie będzie nam strzelał bramek w rewanżu za tę podwózkę ;)

Zapraszam do galerii na stronie Red Devils, gdzie możecie zobaczyć kilkadziesiąt fotek z całego pobytu.

Podsumowując z bliska i naocznie mogłem się przekonać, jak znakomita atmosfera obecnie panuje na kadrze. Znikła presja i strach przed gniewem poprzedniego przewodniczącego, który stworzył trującą atmosferę wokół drużyny, zawodników i trenerów, traktując to wszystko jak swój prywatny folwark. Bogdan Duraj, który zastąpił skompromitowanego poprzednika, nie popełnia tych samych błędów, a wręcz przeciwnie - jest inicjatorem pozytywnych zmian. Nastroje są bardzo bojowe, czuje się, iż każdy członek tej ekipy jest gotów umierać jeden za drugiego. Obecnie wszystkie sprawy są znakomicie poukładane, każdy wie, jakie zadanie do niego należy. Jestem olbrzymim optymistą przed turniejem eliminacyjnym, i szczerze myślę, że ten zespół może wiele osiągnąć. Także duet trenerski znakomicie się rozumie i uzupełnia, kadra ma stworzone komfortowe warunki i jedynie sukcesu sportowego nam brakuje.

I jeszcze parę słów o moim wyjeździe - ostatnio spotkałem się z zarzutami, jakoby zabrałbym komuś, a konkretnie Nicolae Neagu miejsce w kadrze. Z tego co mi wiadomo, to Kola nie ma wizy do UK i dlatego nie pojechał do Anglii. Już kiedyś ktoś nie dopatrzył takich spraw i Neagu został zawrócony z Amsterdamu do domu. Nie do mnie należy załatwianie wiz, nie do mnie należy ustalanie składu sztabu trenerskiego. Zostałem zaproszony na tydzień przed samym wyjazdem, a że zawsze byłem ciekawy "życia wewnętrznego" kadry, to bardzo chętnie skorzystałem z tego zaproszenia. Poza tym to Anglicy płacili za cały pobyt, także nie "naciągnąłem" nikogo na olbrzymie koszty.

A czy się tam na miejscu przydałem, czy też przeszkadzałem - to nie mnie oceniać. Błażej Korczyński w wywiadzie "Futsal Ekstra" (od 28’08 min) powiedział o tym kilka słów.

I na pewno nie jest to #biuropodróżyDuraj jak pewna osoba napisała na twitterze. Uważam, iż jest to bardzo dobry pomysł, otwarcie się reprezentacji na współpracę z klubami, która do tej pory czasami szwankowała. Należy pamiętać, iż ewentualny sukces reprezentacji może otworzyć szerokie drzwi do mediów, które teraz są zamknięte na cztery spusty.

O lidze nie będę dzisiaj szerzej pisał, każdy z naszego środowiska śledzi rozgrywki na bieżąco. Powiem tylko tyle, że wszystko idzie zgodnie z przewidzianym przeze mnie planem - czyli Rekord lekko z przodu oraz szeroki peleton złożony z sześciu drużyn. Myślę, iż do czołowej czwórki awansują drużyny, które będą miały najlepszy bilans meczów w domu, bo wszyscy na wyjeździe punktują bardzo podobnie.

A w ostatniej kolejce nasz Patryk "Laska" Laskowski zdobył gola sezonu. Ten clip poszedł w świat, setki udostępnień, tysiące wyświetleń na youtubie. Znakomita reklama futsalu, znakomita promocja Red Devils i samego Patryka, który z każdym meczem udowadnia, iż było warto postawić na niego.

Mecze Orange Sport - na 11 kolejek tylko jeden mecz Red Devils na żywo w telewizji. Albo pokazujemy dobry futsal, pełną halę i promujemy dyscyplinę, albo jesteśmy w PRL-u i dzielimy wszystko po równo. To także należy ustalić przed drugą rundą rozgrywek, czy chcemy pokazywać produkt, który zachęci ludzi do oglądania piłki halowej, czy też chcemy zadowolić wszystkich prezesów. Nie ukrywam, iż czuję się nieco pokrzywdzony. Mój klub, który gra bardzo ofensywnie (29 goli - najwięcej w lidze, z tego aż 21 w domu), rozgrywa mecze w Chojnicach przy pełnej hali i głośnym dopingu kibiców, a był tylko jeden raz w telewizji.

A tu mamy listę spotkań telewizyjnych i podsumowanie obecności:
1. Gatta Active Zduńska Wola - Clearex Chorzów
2. FC Toruń - Red Dragons Pniewy
3. KGHM Euromaster Chrobry Głogów - Gwiazda Ruda Śląska
4. AZS UŚ Katowice - Nbit Gliwice
5. GAF Omega Gliwice - Pogoń ’04 Szczecin
6. Red Devils Chojnice - Pogoń ’04 Szczecin
7. FC Toruń - Rekord Bielsko Biała
8. Clearex Chorzów - KGHM Euromaster Chrobry Głogów
9. AZS UŚ Katowice - Gatta Active Zduńska Wola
10. Gatta Active Zduńska Wola - Rekord Bielsko Biała
11. GAF Omega Gliwice - FC Toruń

3 - Gatta Active, FC Toruń
2 - Clearex, Euromaster, GAF Omega, Pogoń ’04, Rekord, AZS UŚ
1 - Red Dragons, Gwiazda, Nbit, Red Devils

W zeszłym tygodniu Thomas Neumann, trener reprezentacji Czech w futsalu w poniedziałkowy wieczór doznał udaru mózgu. Szkoleniowiec naszych południowych sąsiadów został przewieziony do szpitala w Hradec Kralove. Thomasa poznałem osobiście we wrześniu br na turnieju 4 Narodów, który odbył się w Tychach i okazał się przemiłym człowiekiem. Życzę mu jak najszybszego powrotu do zdrowia.
Asystent Neumanna, a jednocześnie trener Red Devils Vlastimil Bartosek będzie tymczasowo pełnił obowiązki pierwszego trenera. Czesi także wystąpią w turnieju eliminacyjnym do MŚ, na własnym parkiecie zagrają ze Słowenią, Kazachstanem i Francją. Co będzie dalej to nie wiem, na razie za wcześnie jest dywagować, czy Vlasta pogodzi obowiązki w kadrze i klubie. Mam nadzieję, że tak, bo 5 trenerów w ciągu niecałych 400 dni to chyba byłby rekord w światku futsalowym...

A biorąc pod uwagę trenerów, to nasza liga jest bardzo stabilna pod tym względem, w odróżnieniu od "wielkiego brata" z trawy. Mamy 9 kolejek, a nie było ani jednej zmiany na stołku trenerskim. Kilka klubów jest na pewno niezadowolonych z osiąganych wyników, ale prezesi trzymają nerwy na wodzy. Albo nie mają odpowiednich kandydatów na podmianki ;)

A przecież kilku trenerów jest bez pracy, m.in. Andrea Bucciol, Adam Kryger, Andrzej Antos, którzy zdobywali medale w rozgrywkach klubowych. Jest także Tadeusz Wolny, ale on do tej pory poza Clearex się nie ruszał. Kuba Mikulski wspomniał o Tomaszu Aftańskim, ale on ze względu na pracę zawodową wyłączył się z trenerki, acz nie wyklucza powrotu w przyszłości. Podobnie jak Stanisław Kwiatkowski, który obecnie pracuje w "dużej" piłce w Zagłębiu Lubin, ewentualnie mógłby podjąć pracę w pobliżu miejsca zamieszkania. No i są także Ukraińcy Iwan Ilczyszyn, Roman Smirnow i Oleg Zozula, którzy parę lat pracowali w Polsce i doskonale znają nasze środowisko. Do tego całkiem młodzi Adam Lichota, Paweł Hoeft i Dariusz Motała, którzy prowadzili zespoły w I lidze i FE. Plus cały tabun
"świeżaków" z papierami UEFA Futsal B, którzy z radością by przyjęli ofertę pracy w klubach futsalowych. Kilka szkół trenerskich, kilka różnych koncepcji pracy z zawodnikami. Sam jestem ciekawy, który pierwszy z prezesów nie wytrzyma i dokona zmiany. Mam swojego faworyta, ale nie będę o tym głośno mówić. Napiszę, jak będzie po fakcie.


M7

P.S.
No i wykrakałem... To to nie był mój faworyt ;)


(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice. Nie prezentują również oficjalnego stanowiska redakcji Futsal-Polska.pl)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Profesjonalizm w futsalu

Zacznę od bardzo śmiałej tezy - w polskim futsalu dużo bardziej profesjonalni są działacze niż piłkarze. Może inaczej, działacze dużo bardziej się starają dążyć do profesjonalizmu, niż zawodnicy.
Nasi piłkarze  podchodzą luźno do swoich obowiązków, dominuje postawa "odpykamy" trening i mamy z głowy na dzisiaj nasz klub. Przecież umiemy wszystko, trener znowu przynudzał tymi stałymi fragmentami gry, przecież w meczu i tak nie zdążymy się tak ustawić, więc nie ma co się przykładać do tego. Zawsze możemy powiedzieć, że sędzia pokazywał 4 palce i musieliśmy zagrać szybko wzdłuż linii ten róg, prawda?

Podam przykład z naszego klubu, który zdenerwował naszych trenerów - po meczu na wyjeździe pierwsze zajęcia to była odnowa biologiczna i masaż regeneracyjny. Trzech zawodników wyjechało na kadrę, w Chojnicach pozostało jedenastu.

Wszystko przygotowane, maser jest codziennie obecny na zajęciach, można powiedzieć, że pracuje na pełen etat w klubie. Godziny są wcześniej ustalane na grupie RD na facebooku, każdy wie, kiedy może przyjść i na jaką godzinę. Efekt? Na masaż stawiło się zaledwie czterech piłkarzy. Innym się nie chciało, bo przecież w domu tak fajnie się siedzi, a wyjść na zewnątrz? Przecież jest zimno!!! A przecież to jest praca, za którą dostaje pieniądze. Klub płaci maserowi po to, aby odpowiednio regenerować piłkarza, po to, aby jak najszybciej był gotowy do kolejnego wysiłku na treningu. Płaci też swojemu zawodnikowi nie tylko za występ w meczu.

Czy dany piłkarz, który pracuje zawodowo, np. w banku, szkole czy sklepie, nie przychodzi na zajęcia? Nie. Tam pracę się szanuje, bo jest dyscyplina i porządek. A jak ktoś za taką nieobecność ma dostać karę 50 zł, to jest już wielkie "halo". "Co wy robicie, popsujecie atmosferę w zespole, jaka kara?". Takie można usłyszeć odpowiedzi.

My zrobiliśmy z tym już porządek, ale jestem ciekawy, jak to wygląda w innych klubach. Przypuszczam, iż działacze są tolerancyjni dla takich zachowań piłkarzy. Co do klubów, to wiadomo, zdarzają się opóźnienia wypłat i inne braki, ale na pewno działacze nie ziewają i robią co mogą. Poza tym przepisy PZPN dopuszczają kilkumiesięczne opóźnienia, bo absurdem byłoby stawianie pod ścianą działaczy, gdy się spóźnią z wypłatą. Tutaj musi być obopólne zaufanie, że pieniądze dotrą do kieszeni piłkarzy.

Piłkarz nie bacząc na przeciwności losu, czy też problemy klubu, powinien dążyć do doskonałości. Jeśli będzie coraz lepszy, to także trafi do lepszego klubu. Jak będzie najlepszy, to wyjedzie za granicę do silnej ligi. A u nas dominuje minimalizm. Piłkarze grają całe życie w jednym klubie, bo to jest wygodne. Dla obu stron, bo działaczom jest na rękę wystawianie lokalnego zawodnika, bo nie trzeba wynajmować mieszkania i załatwiać miliona innych problemów, piłkarzowi to pasuje, bo nie musi jeździć na treningi albo się przeprowadzać do innego miasta. Z drugiej strony ograniczone finanse klubów nie pozwalają na wielkie transfery, bo w futsalu nie ma aż takich pieniędzy, aby ktoś z rodziną przeprowadzał się na drugi koniec Polski co sezon. Kółko się zamyka...

Ale profesjonalizm PRZEDE WSZYSTKIM zaczyna się w głowie zawodnika, a nie w klubie. Klub jeśli nie będzie płacić, to prędzej czy później ulegnie likwidacji lub przeobrazi się w amatorski (przykład FC Balticflora Teplice, aktualnego wicemistrza Czech, który wycofał się z czeskiej ekstraklasy i gra w lidze wojewódzkiej). Profesjonalnie podchodzący do swoich obowiązków zawodnik znajdzie bez problemu klub, w którym zostanie doceniony i stosownie wynagrodzony.

To nie przypadek, że bardzo rzadko ktoś z Polski wyjedzie za granicę grać w futsal. W ciągu ostatnich 10 lat jedynie Paweł Budniak zagrał w mocniejszej lidze, choć obecny poziom ukraińskich rozgrywek także nie zachwyca. Wyjazdu Pawła Pstrusińskiego do Serie A2 nie liczę, bo to jednak drugoligowe rozgrywki. Brak jest naszych piłkarzy w Hiszpanii, Rosji, Portugalii, czy też Włoszech, nie ma żadnego zainteresowania piłkarzami czy też trenerami z Futsal Ekstraklasy. Kiedyś Tomasz Aftański prowadził zespół z Cypru, ale to nie była nawet medalowa czołówka tamtej ligi.

Zespoły, które zdobyły tytuł Mistrza Polski furory w rozgrywkach międzynarodowych nie robią, nigdy nie awansowały do Final Four, a rzadko i dawno temu udało się awansować do Elite Round (2. stopień kwalifikacji). Jesteśmy słabi, ale w naszej lidze jak komuś tak powiesz, to obraza gwarantowana. Nosy zadarte go góry, a bez gaci latamy, co nie przeszkadza złote krawaty nosić i klepać się wzajemnie po plecach, jacy my wspaniali i cudowni.

Na mizerny poziom ligi i  reprezentacji, która tylko raz (!) w 2001 roku zagrała na Mistrzostwach Europy składa się właśnie przede wszystkim brak profesjonalizmu u piłkarzy. Nie mówię już o klubach, które ulegają likwidacji po osiągnięciu sukcesów. Ilu Mistrzów Polski się rozpadło? Profesjonalnie budowane kluby z ostatnich lat, Hurtap Łęczyca, Akademia FC Pniewy i Wisła Krakbet Kraków są tylko wspomnieniem. Jedynie Clearex trwa od 20 lat, reszta to nowe twory. Doprawdy śmieszne jest, iż moje Red Devils występujące od 10 sezonów, są jednym z najstarszych klubów futsalowych w Polsce!!!

Wracając do piłkarzy, podam przykład mojego znajomego, byłego już zawodnika Chojniczanki. Miał wyznaczony cel - dostać się do Ekstraklasy na trawie. Ciężko pracował na to, udało mu się w sezonie 2014/15, ale pierwsze podejście miał nieudane - w Zawiszy Bydgoszcz siedział na ławie albo trybunach. Zrobił krok w tył, po I rundzie powrócił do Chojnic, aby grać w I lidze. Wystarczyło pół roku regularnych występów na zapleczu, aby beniaminek Ekstraklasy wykupił go z Chojniczanki i teraz występuje (albo i nie, bo nie zawsze jest w pierwszym składzie) w najwyższej klasie rozgrywkowej. Ale nie o tym chciałbym napisać, tylko o jego podejściu do obowiązków.

Dieta, dieta, dieta. Na co dzień trzyma się zasady czterech dużych posiłków. Każdy niemal zestaw wygląda tak samo: mięso (wątróbka, indyk, wołowina), jakieś warzywa (gotowa surówka w opakowaniu, szpinak, brukselka), do tego różne kasze, ryż, makaron i tak cały czas w kółko. Sam chodzi na siłownie około 3-4 razy w tygodniu, w zależności jaki mają mikrocykl przygotowania do meczu na trawie.
A u nas? Pizza czy kebab jest częstym obiadem futsalisty. Rok temu, jak zatrudniliśmy trenera od przygotowania fizycznego, zrobiliśmy ankietę wśród piłkarzy, w jaki sposób się odżywiają. Jeden napisał: "śniadanie kawa i wędlina, po południu pizza, wieczorem 4 piwa". Dzisiaj już nie gra u nas. Ale zmienić podejście do złych nawyków jest bardzo trudno.

A piwko i wódeczka, a często także fajeczka, to niemal niezbędny element powrotu z wyjazdu Czasem wydaje mi się, iż niektórzy piłkarze grają w piłkę tylko po to, aby wesoło spędzić czas po meczu. Nieważne czy wygranym, czy przegranym. A profesjonalizm dotyczy także trenerów. Na zachodzie i wschodzie dosłownie wszędzie obowiązuje "dress code". A co w naszej lidze? Patrzymy na mecze, czy konferencje prasowe, a tam trenerzy prezentują prywatne ciuchy. Można to jeszcze zrozumieć, jeśli dany szkoleniowiec ubiera garnitur lub elegancką koszulę, ale inne ubrania rażą w oczy.

Ja generalnie jestem zwolennikiem pełnej identyfikacji drużyny. U nas nie ma możliwości, aby ktoś jechał na mecz w prywatnym stroju. Jest służbowy, klubowy - kurtka, dres, polo i po to zostało to wszystko zakupione, aby zawodnik reprezentował klub. Od chwili wyjścia na zbiórkę, po dotarcie z powrotem do domu jest on w pracy!!! Dlatego też również na mecze domowe obowiązuje strój klubowy. Czasem jeszcze muszę komuś zwrócić uwagę na pojedynczy detal, ale generalnie piłkarze już się nauczyli, iż sponsor techniczny wyposażył nas w sprzęt nie po to, aby leżał on na półce.

Może ktoś powie, że się niepotrzebnie czepiam, bo strój nie gra. Ale pewne zasady obowiązują w zawodowym futbolu, a powinny także w zawodowym futsalu. A przecież mamy aspiracje, aby nasza Futsal Ekstraklasa była zawodowa, żeby była towarem eksportowym. Teraz będą transmisje meczów Orange Sport poza Polskę, więc na pewno nie chciałbym zobaczyć tutaj trenerów w dyskotekowych ciuchach, albo koszulek dla wycofanego zawodnika rodem z bazaru lub z numerem zrobionym z plastra.

Albo transmisje internetowe. Nam się znakomicie współpracuje z KP Sport, którzy profesjonalnie realizują transmisje sportowe. Robimy to już bodajże od 7 lat, co roku jakość transmisji ulegała znacznej poprawie. A co mamy na innych halach? Albo ciszę medialną, jak w pewnym klubie leżącym w pobliżu granicy z Niemcami, lub transmisje bez zegara, wyniku i komentatora. Pal licho "opowiadacza", bo to nie może być ktoś przypadkowy, więc czasem lepiej gdy słychać tylko odgłosy z parkietu i trybun. Ale brak wyniku i zegara jest absolutnie karygodny. Na trawie ostatni raz tak było jeszcze w latach 80-tych, potem najgorsze nawet telewizje pokazywały czas gry i bieżący wynik.

Jak ktoś nie dostrzega, że należy równać do lepszych (vide T-Mobile Ekstraklasa), że należy w maksymalnie możliwym stopniu profesjonalizować wszystkie działania, to jest po prostu amator i niech gra w lidze środowiskowej. Oczywiście to wszystko kosztuje, ale w dzisiejszych czasach można przecież za sponsoring barterowy załatwić niemal wszystko.

Żeby było jasne - u nas jeszcze wiele spraw organizacyjnych nie jest na profesjonalnym poziomie, ale staramy się, żeby z każdym sezonem sprawy szły do przodu. Gdyby zawodnicy w takim samym tempie podchodzili do swoich obowiązków, to nie mielibyśmy problemów ze zdobyciem tytułu Mistrza Polski.

Jak widać wszyscy mamy sporo braków, jakże dużo nam brakuje do zawodowstwa. To, że zawodnik nie pracuje i utrzymuje się z futsalu nie czyni automatycznie z niego - czy też z klubu - zawodowca. To wszystko zaczyna się i kończy w głowie. Dopóki sobie tego nie uświadomimy i nie zaczniemy zmieniać na lepsze, to nigdy nie wyjdziemy z naszego bajora.

A teraz krótko o lidze. Rekord lekko z przodu, ale potem jest grupa 8-9 drużyn, z której każda może włączyć się do gry o medale. Jak sami widzicie niemal każdy może wygrać z każdym, w piątek Clearex wygrywa wysoko z Red Devils, a w sobotę wynik jest odwrotny. Przy okazji, chętnie zagrałbym to spotkanie jeszcze raz, bo ewidentnie ten mecz bardziej my zajebaliśmy (dosłownie), niż chorzowianie nas cudownie ograli.

Odrodzona Pogoń ’04 punktuje, torunianie także notują dobre wyniki. My uporaliśmy się z nimi dopiero w drugiej połowie, a gdyby nie pomoc sędziów w Gliwicach, to być może byliby liderem. Widać, iż Klaudiusz skomponował ciekawy zespół pomimo braku wielkich transferów. Jedynie Gwiazda jak na razie mocno odstaje, ale mają najsłabszy skład na papierze.

No i GAF Omega, która jest największym zaskoczeniem in minus bieżących rozgrywek. Zdecydowałem zapytać się u źródła, co jest grane. Skontaktowałem się z trenerem Marcinem Waniczkiem, który zgodził się odpowiedzieć na moje dwa pytania: czy są jakieś problemy w klubie bądź szatni, czy też może za krótki lub nieodpowiedni okres przygotowań?

Tak, prezesi zrobili wszystko - dosłownie - aby żyło i trenowało się nam dobrze. Różnica w składzie jest spora, ale szatnia musiała być przewietrzona, bo było bardzo gęsto. I to się nam udało. Teraz w szatni jest wszystko okey, zawodnicy, pracowici, grzeczni - może za bardzo. W kluczowych momentach brakuje nam jaj, zawodnicy boją się wziąć odpowiedzialność na siebie. Zawodnicy są nieźli, ale żaden nigdy nie był liderem w swojej drużynie, oni dopiero się tego uczą. Niestety to nie jest piekarnia. Dodatkowo niestety niektórzy nowi zawodnicy mają ogromne problemy taktyczne, tak naprawdę uczymy się podstaw. To nie są gotowi futsaliści, a po tych zmianach w klubie musieli stać się czołowymi osobami. Jak się robi takie zmiany, to muszą być inne parametry, tak jak w Red Dragons, zawodnicy do ciężkiej pracy. Oczywiście ja też chciałem za dużo elementów taktycznych wprowadzić na raz i może z tym przesadziłem. Dodatkowo trochę za mało zwracałem uwagę na ich umiejętności strzeleckie. Okazało się, że mamy zawodników, którzy albo w poprzednim sezonie grali na poziomie II lub I ligi, albo zdobywali 3-4 bramki w sezonie. I niestety brakuje nam strzelców. Mam jeszcze analizy szczegółowe, np. pivoci Pogoni w drugiej połowie meczu zagrali na skuteczności 73,5% (przyjęcie piłki, asysty itp.), a nasi na poziomie 45,1 %, gdzie i my i Pogoń dostarczyliśmy do pivotów po 28 piłek. A na koniec powiem, że piłka jest jak k...a, raz da tobie raz da komuś innemu.Marcin Waniczek


A ja w miniony weekend zajrzałem na rozgrywki I ligi futsalu, grupa północna. W Gdańsku zmierzyły się zespoły Politechniki Gdańsk z AZS-em Uniwersytet Warszawski (tradycyjnie relacja z więzienia). Wynik 4:3 dla gości, mecz pomimo mocno średniego poziomu gry bardzo ciekawy do oglądania, bo oba zespoły na przemian obejmowały prowadzenie i nie brakowało emocji. Drugi filar od lewej - tam się chowałem, prowadząc eksperymentalną transmisję na żywo na apce Periscope. 

W grupie I absolutnym faworytem jest zespół AZS-u Uniwersytet Gdański, gdzie wreszcie poszli po rozum do głowy i zaczęli myśleć, i grać futsalowo. Wojtek Pawicki grającym trenerem, w bramce doświadczony Jacek Burglin, plus piłkarze, którzy chcą trenować na hali. Wyniki przyszły od razu i szturmem wezmą ten awans. Ale o drugie miejsce będzie się bić kilka drużyn. TAF Unikat Toruń, czyli dwa w jednym - rozsądna decyzja o połączeniu dwóch małych klubów w jeden, który ma aspiracje do gry wyżej. Sporo doświadczonych zawodników, ambitny trener i tacy sami działacze. Życzę im powodzenia, bo znamy się bardzo dobrze. Jest jeszcze Constract Lubawa, gdzie ludzie są głodni futsalu i w komplecie wypełniają trybuny. Szkoda, że burmistrz nie patrzy życzliwym okiem na ten klub, bo na piłkę halową przychodzi dużo więcej, niż na kopaninę na trawie. Tam dokonano bardzo ciekawego transferu, nie piłkarza a działacza. Do klubu dołączył Marek Wiśniewski, czyli człowiek który założył Marwit, a potem FC Toruń. Nie będę wnikać, dlaczego pozbyto się go z drużyny beniaminka FE, bo to są wewnętrzne sprawy klubu, ale na pewno Constract zyskał sprawnego działacza, który zna się na futsalu i organizacji sportowej. Nie raz się z Markiem spieraliśmy, nie raz godziliśmy - ale obaj jesteśmy fanatykami futsalu i mam do niego ogromny szacunek.

Z tyłu czai się ekipa Jurka Siemienieckiego, który z roli dostarczyciela punktów zamienił się w "zabieracza". To kolejny pasjonat futsalu, który od podstaw stworzył i wytrenował swoją drużynę. Szkoda, że kilku ciekawych zawodników uciekło mu na trawę i obecnie są w "dużej" Pogoni Szczecin.

W Gdańsku była okazja pogadać z Gerym i "Tapczanem", czyli Kamilem Kajetaniakiem, który latem przebywał na testach w naszym klubie. Na razie jest drugim golkiperem, ale liczę, iż się przebije do składu i pobroni trochę, bo to wariat między słupkami. I bardzo dobrze, bo tylko tacy mogą coś osiągnąć, to nie pozycja dla lalusi.

Liczyłem na przyjazd Kuby Mikulskiego, który zalega mi z wypłatą honorarium za 40 felietonów, ale wymigał się chorobą. Z drugiej strony, to nie wiem, jakby miał zabrać 40 świniaków w autokarze, jeszcze by je pomylono z działaczami wiodącej partii w naszym kraju.

Właśnie, na sam koniec agitka polityczna. Zachęcam wszystkich do pójścia na wybory w niedzielę, bo to w kontekście futsalu także bardzo ważna sprawa. Obecnie firmy nie mają żadnych ulg związanych z finansowaniem sportu, a są obciążane horrendalnymi stawkami podatkowymi. Z racji mojej funkcji w klubie jestem w stałym kontakcie z wieloma firmami, które są sponsorami RD, albo by chciały takowymi zostać, ale w obecnej chwili ich po prostu nie stać na marketing sportowy, bo ledwo wiążą koniec z końcem.

Chore jest także obciążanie klubów pełnym podatkiem od wynagrodzeń. Nie dość, że mam kolana wytarte od proszenia się o każdą złotówkę, to jeszcze potem rząd zabiera mi 19% od każdej pozyskanej złotówki, a wypłaconej zawodnikowi. A każda przeznaczona na działalność statutową powinna być zwolniona z opodatkowania, inaczej kluby nie mają szansy na szybki rozwój.

Sam prowadzę własną działalność gospodarczą i rocznie płacę spore sumy na podatek dochodowy, który jest niczym innym, jak podatkiem za dobrą robotę. Im więcej wypracuję zysku, tym więcej urzędnicy mi ukradną, znaczy zabiorą pod przymusem. Jest to po prostu złodziejstwo!!! Z ogromną chęcią wydałbym te pieniądze na kolejny krok ku profesjonalizacji Red Devils, niestety muszę dofinansować ośmiorniczki i obowiązkowe premie dla urzędasów.

Nie będę wskazywał palcem, ale gorąco namawiam na oddanie głosu na partie, których celem jest obniżenie podatków. Nie zmarnujesz swojego głosu, wręcz odwrotnie. Wszyscy możemy z tego tylko skorzystać!!!


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice. Nie prezentują również oficjalnego stanowiska redakcji Futsal-Polska.pl)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

FUT5AL HEA7EN is back!!! A to już 40 felieton!!! Miałem setki telefonów, tysiące smsów, miliony zapytań na facebooku i twitterze, kiedy znowu coś napiszę. Papież wysłał gołębia pocztowego, Obama posłał ambasadora, a Królowa Angielska lokaja z herbatką...

Cóż, prawda jest taka, że NIKT nie zapytał dlaczego FH się nie ukazuje. Albo świadczy to o bardzo małym zainteresowaniu ogólnie futsalem, albo że piszę słabo i nudno. A może oba powody... Dobra, nie traktujmy tego jako misji dziejowej, a jako lekkie urozmaicenie szarej codzienności futsalowej, gdzie mamy jedną stronę informacyjną i jeden żyjący portal o piłce halowej. Najbardziej popularna dyscyplina w Polsce pod względem liczby uprawiających sport, a informacji w mediach tyle samo, co o grze w "bule". Nic się nie zmieniło, ale nie narzekajmy już na początku. Mi się siedzi komfortowo w tym naszym bajorze.

Przez cały sierpień i wrzesień miałem mnóstwo roboty w klubie - wiadomo, kompletna przebudowa drużyny zajmuje naprawdę dużo czasu. W mojej firmie także się nie leniłem, bo trzeba zarobić na chleb ze smalcem i benzynę do Ferrari. Dopiero wypoczywając na urlopie, gdzieś tam na krańcu świata jeżdżąc na legwanie, nabrałem ochoty na powrót do tej pisaniny. A ostatnio wylegując się w przezroczystej wannie przyszło mi do głowy parę tematów, o których coś tam teraz postukam. W tym sezonie nie będę pisał regularnie co tydzień, ale postaram się raz w miesiącu podsumować bieżące wydarzenia i wbić kij w mrowisko, które mi się nie spodoba.

No to zaczynamy, poskaczę trochę po drużynach, przedstawię moje typy na bieżący sezon, zespoły podzieliłem na kilka grup. O medale powalczą Rekord, Gatta i... Red Dragons. No i po cichu liczę, że uda się nam podłączyć do czwórki. Rok temu tak samo miałem nadzieję, skończyło się na 9. miejscu. Albo jestem naiwniak, albo nie znam się na futsalu. Pewnie to i to ;)

FINAL FOUR

Rekord - dysponuje najszerszą ławką rezerwowych złożoną z klasowych zawodników, a to bardzo ważne w kontekście całego sezonu. Brakiem klasowych zastępców Gatta przegrała tytułu Mistrza Polski, kiedy w końcówce 2014/15 dopadły ich kontuzje. Rekordziści nie popełnią takiego błędu, doszedł im jeszcze Roman Wachuła, a to górna półka. Pierwszy sezon za kierownicą Andrzeja Szłapy, który zjadł zęby na futsalu, najlepsze zaplecze organizacyjne w całej lidze - to musi skończyć się medalem. Faworyt nr 1, który może na dłużej zakotwiczyć na tronie.

Gatta Active - najwyżej sklasyfikowana drużyna poprzedniego sezonu. Niestety, ponownie dosyć wąska kadra, wzmocniona tylko młodzieżą, może nie pozwolić na złoto, ale jakość w tym zespole jest ogromna. Grający trener Marcin Stanisławski plus grupa starych wyjadaczy parkietu gwarantuje solidność, co mieliśmy okazję zaobserwować w ostatnim meczu, kiedy wyszli z 0:2 w meczu z dobrym zespołem GAF. Krawczyk nadal w wysokiej formie, będzie ciągnął ten wózek. Na "Krawca" obrońcy powinni wychodzić z siekierami, ale on nawet o jednej nodze potrafi sam wygrywać mecze. Zresztą niektórzy złośliwie mówią, że ma tylko jedną.

Red Dragons - niektórzy może się zdziwią, że typuję ich do medalu. Bo odszedł Solecki, a przyszło kilku juniorków, to będą słabi i w ogóle chłopcy do bicia. Jo, jo, rok temu też było tak gadane. Ale ten zespół ma cement w sobie, nie stawiają na indywidualności, ale na drużynę. Łukasz Frajtag potrafi tak ustawić taktykę pod rywali, że naprawdę bardzo trudno jest im strzelić gola. A Foltyn, Król Kebabów z Pyrlandii wreszcie usadowił się na stałe w kadrze, co zmobilizuje go do jeszcze lepszych występów niż w ostatnim sezonie. Oczywiście zniknie element pewnego lekceważenia pniewian, który miał miejsce poprzednio, ale u siebie będą bardzo mocni.

Czwarte miejsce pozostawiam nieobstawione, dla czarnego konia rozgrywek (chętnie bym się ubrudził).

MIDDLE EARTH

Clearex - jak na razie to rozczarowują, dobre transfery nie dają punktów, ale poczekajmy. To może być wielki sezon Zastawnika, który powołany do kadry seniorów mocno się wyróżniał na plus. Jeśli będzie tak grał w klubie, to będzie talentem na miarę Tomka Kriezela, a może nawet większym? Paweł Budniak zrezygnował z kadry, to skupi się na klubie, co może się obrócić na korzyść chorzowian. Byle w szatni było spokojnie, bez awantur i zbytniej presji, którą na pewno czuje Tomek Ulfik. Z drugiej strony XX-lecie klubu na pewno do czegoś zobowiązuje. Prezesowi śni się medal...

GAF Omega - prężnie działają marketingowo, zespół mocno przebudowany, ale na razie falstart w rozgrywkach. Trudny kalendarz także nie sprzyja zbieraniu punktów, tak więc po 3 kolejkach nieoczekiwanie zaledwie 11. miejsce w tabeli. Ale ten zespół ma jakość, więc będzie się wspinał wyżej. Duże oczekiwania i apetyty działaczy - czy Marcin Waniczek im sprosta? Mają tam cierpliwość, więc trener może spać spokojnie. Ciekawy jestem Portugalczyka, podobno ma duże papiery na granie. Jak rozrusza zespół, to będą urywać punkty najlepszym.

Pogoń 04 - Wielka niewiadoma. Solecki wypadł z kontuzją (Domino, wrócisz szybciej niż myślisz!!!), odszedł Kubrak, jeden z symboli klubu, lider w szatni. W bramce Lasik, wielka odpowiedzialność, bo właśnie tyły zawiodły i zaprowadziły "Portowców" do I ligi. Wydaje mi się, iż mają tam braki w koncentracji, przestoje w meczach, kiedy nawet grają całkiem dobrze, ale w pewnym momencie znikają z parkietu. Jak Łukasz Żebrowski wyciągnie wnioski ze swoich błędów, to zaczną grać to co kiedyś. Raczej nie jest to medalowa kapela, ale spadek też im nie będzie grozić.

KGHM Euromaster Chrobry - tu wygramy, tam przegramy, gdzie indziej zremisujemy. Typowy średniak, ani medal, ani spadek. Nieśmiertelni bracia Pieczyńscy pociągną zespół, który potrafi pokonać najlepszych, po czym przegrać z najsłabszymi. Mam też nadzieję, iż szybko zdejmą blokadę informacyjną. Strona klubowa martwa, większość wpisów z 2014 roku, choć chyba przypadkiem zapraszają na głównej stronie na spotkanie II kolejki z Nbitem, które odbyło się 25 września. Chyba zakupię DeLoreana i  się wybiorę na ten mecz.

Football Club - dziwię się samej nazwie, bo logika podsuwa, iż powinien to być Futsal Club. Taką nazwę w Toruniu zastrzegł kiedyś zmarły już szef Tacho - Adam Barcikowski i nowopowstały klub musiał obrać nowy szyld. No i władze miejskie podobno nie wiedzą, co to jest "futsal", i aby uzyskać jakiekolwiek dofinansowanie projektu, to należy używać terminologii z dużego boiska. Jak zwał, tak zwał - kiedyś ten pomysł na futsal w mieście Pierników wypali, bo działacze postępują mądrze i według ustalonego planu. Naprawdę silna ekipa konkretnych działaczy, prędzej czy później będą się mocno liczyć w polskim futsalu. Ale jeszcze nie w tym sezonie, jedna czwórka do gry, reszta to tylko uzupełnienie. Największą gwiazdą trener, no i Miki, który gwarantuje gole dające utrzymanie. Dwa pytania - ciekawie, ile takich samych białych koszul Klaudiusz Hirsch zakupił 7 lat temu? I ciekawe, dlaczego odpalili Marka Wiśniewskiego, jednego z pionierów toruńskiego futsalu? Pewnie prędzej usłyszymy odpowiedź na to pierwsze pytanie...

Nbit - sporo doświadczonych zawodników, dużo szumu marketingowego, jak na beniaminka wyglądają bardzo przyzwoicie. Niektórzy powiedzą, że to popłuczyny i odrzuty po PA Nova i GAF-ie, ale robią punkty od samego początku, a to bardzo ważne dla psychiki zawodników. Rozpoczęli z dużą dynamiką i gdyby nie głupie błędy w końcówce meczu z Euromasterem, byliby liderem tabeli. Na medal chyba są za krótcy, ale w lidze powinni się utrzymać.

AZS UŚ - Błażej Korczyński przestał grać, to dla nich ogromna strata. 11 goli i pewnie drugie tyle asyst w ostatnim sezonie, nie będzie łatwo zastąpić "Korka" na placu. Raczej słabszy sezon, ale tutaj podobnie jak w Pniewach liczy się zespół, a nie jednostki. "Krzycha" będzie miał sporo roboty, ale jest kadrowicz - to musi być forma. Oby nie było tak, że Korek będzie musiał odwiesić trzewiki...

LOS DESPERADOS

Gwiazda Ruda Śląska - "obrabowana" przez Clearex z najlepszych graczy, połatana niechcianymi zawodnikami, będzie miała bardzo ciężko w tym sezonie. Główny pretendent do spadku, ale już nie raz w ostatniej chwili urywali się ze stryczka. Co prawda, kilka razy przy zielonym stoliku, ale tutaj widać właśnie słabość polskiego futsalu. Słaba stabilność organizacyjna i finansowa klubów niemal co roku zmienia skład ekstraklasy. Niektórzy zawodnicy rudzian chwalą się "majstrami" na facebooku, ale może lepiej skoncentrować się na chwili obecnej, niż żyć przeszłością, bo tym d... nie uratujesz. "Wspomnień do gara nie włożysz", jak mawiał Artur Chrzonowski, a wypłaty w I lidze są dużo mniejsze, więc brać się do roboty na treningach, zamiast stukać na facebooku. Polski gangster nie ma luzu - zamieńcie tylko gangster na futsalista i miasto na futsal. Lekka szyderka nikomu jeszcze nie zaszkodziła ;)

NIESKLASYFIKOWANI

A na koniec moja ekipa Red Devils - już  niektórzy obwołali nas Mistrzami Polski, na razie to przegraliśmy mecz z Mistrzem Polski. Ja od początku studziłem emocje, zarówno w Chojnicach, jak i w innych futsalowych miastach. Zespół został gruntownie przebudowany, a do jakichkolwiek sukcesów bardzo daleka droga. Nie mamy też kompletnej drużyny, tak więc nie stawiałbym nas w gronie faworytów. Mamy dobry zespół, ale nie bardzo dobry. Jak nam nie pójdzie, to będziemy handlować kawą.

A Rekord - to nasz prawdziwy "hoodoo" team. Graliśmy już bodajże 12 razy przeciwko sobie, ponieśliśmy 11 porażek i raz wymęczyliśmy zwycięstwo na wyjeździe w sezonie 2012/13. Chyba żaden inny zespół nie ma aż tak tragicznej statystyki przeciwko rywalom, jak my z Rekordem. Grać z nimi w finale play-off - to lepiej od razu oddać mecze walkowerem, przyoszczędzimy na wyjazdowych kosztach.
Już to pisałem na twitterze, w niedzielę dwóch panów w turbanach pozbawiło szansy na choćby gola dwóch moich ukochanych zespołów. Bartłomiej Nawrat i Petr Cech okazali się murami nie do przejścia. Dwie czapy polskich i angielskich "Czerwonych Diabłów", potem jeszcze Lech w ryj na Cracovii i tak zakończyła się ta ostatnia niedziela.

Gdyby nie wygrana Rangersów, to rzuciłbym się pod pociąg, albo obejrzał cały mecz KGHM Euromaster - Gwiazda. Na szczęście do szyn mam daleko, a na meczu zasnąłem w trakcie pierwszej połowy, moje dwa psy i bakterie chwilę wcześniej. Takie spotkania najlepiej oglądać w telegazecie (przy okazji, kto jeszcze pamięta stronę 243???) Podczas meczu jedynie na Dareczku można było zawiesić oko, gra z klasą to samo od 147 lat. A tak w ogóle byłem bardzo zdziwiony, drużyna Euromastera w telewizji? Jakieś ogromne niedopatrzenie klubowego działu odpowiedzialnego za "Top Secret". Chyba polecą głowy, jak kiedyś w bitwie pod Głogowem.

Nie będę opisywać wydarzeń z poszczególnych spotkań - wiele meczów jest transmitowanych na żywo i każdy miał możliwość obejrzenia relacji, skrótów czy też pomeczowych wywiadów. Martwi tylko fakt, iż sędziowie ponownie starają się być głównymi aktorami widowisk sportowych i w dwóch na sześć meczów 3. kolejki wpłynęli swoimi decyzjami na wynik spotkania.

W meczu Nbit Gliwice - FC Toruń Michał Suchocki został zahaczony nogą o nogę przez rywala. Można dyskutować czy to było mocno czy nie, ale spowodowało upadek kapitana gości. Na 1000% nie było to wymuszenie faulu, a sędziowie ku mojemu zdumieniu pokazali "Suchemu" drugą żółtą kartkę i dzięki tej głupiej decyzji gospodarze grali końcówkę meczu w przewadze, co skrzętnie wykorzystali strzelając zwycięską bramkę.

Drugim spotkaniem, gdzie arbitrzy się nie popisali, był mecz Clearex Chorzów - Pogoń ’04 Szczecin. Tutaj także w końcówce meczu dali plamę, gdyż zawodnik Pogoni na 1000% był faulowany przed polem karnym. Jeśli w ogóle był, bo Tubacki wyraźnie przyaktorzył czując na sobie dłoń rywala. Arbitrzy podyktowali rzut karny, który na trzy punkty zamienił "Tuba".

Oba mecze były na styku, oba zostały rozstrzygnięte przez wyimaginowane przewinienia. Rozumiem, że futsal jest szybką grą, ale sędziowie muszą bardzo zwracać uwagę na miejsce faulu, a przede wszystkim nie karać pochopnie zawodników za nie popełnione przewinienia.

Druga sprawa to, iż nerwowo było po meczu w Chorzowie. Nie pierwszy raz i pewnie nie ostatni. Zwalanie wszystkiego na jedną pomyłkę sędziowską nie jest najlepszym sposobem na tłumaczenie własnych słabości. Żeby wygrać mecz, to chyba najpierw trzeba coś strzelić. Wystrzelali się na Gwieździe, a teraz bicie głową w szczeciński mur.

Powstała chyba nowa dyscyplina sportu, sprinty działaczy na środek boiska. Obserwowaliśmy to ostatnio w Chorzowie i Bielsku Białej. Nie będę gorszy, zawsze lubiłem krótkie dystanse, więc obserwujcie mnie ze stoperem w ręku po zakończonym spotkaniu z Gattą.

Podobają mi się inicjatywy Futsal Kids w Pniewach i Toruniu. U nas też ruszamy z zabawą z futsalem dla młodych adeptów, powstaje grupa dla 10-latków i młodszych dzieciaków. We wtorek ruszyliśmy, Tomek Kriezel będzie pokazywać, jak się zakłada dziury do tyłu. To naprawdę niewiele kosztuje, a może uda się zarazić futsalem nowe pokolenia. I o to chodzi, szerzyć bakcyla gdzie tylko można, robimy zarazę!!!

A teraz parę słów o reprezentacji, najnowsze powołania do kadry nie są zaskoczeniem, kolejne nominacje trenera Andrzeja Biangi są powtarzalne, skład jest stabilny. Dla mnie osobiście powołanie Krzysztofa Elsnera nie jest niespodzianką. Ten chłopak wyróżniał się już w Unikacie Osiek, graliśmy z nimi na początku roku w rozgrywkach Pucharu Polski. Wygraliśmy co prawda 5:3, ale Elsner strzelił nam wszystkie gole i śmiało radził sobie z naszą obroną. Interesowałem się tym zawodnikiem, ale ze względu na miejsce zamieszkania (Toruń) i fakt wywalczenia awansu przez miejscowy FC właśnie tam znalazł swój nowy klub. Myślę, iż w tym sezonie zyska potrzebne mu doświadczenie i w kadrze zakotwiczy na dłużej.

W temacie kadry mogę napisać, iż wiele zmieniło się na lepsze. Na turniej Państw Wyszehradzkich zostałem oficjalnie zaproszony przez przewodniczącego Komisji Futsalu Bogdana Duraja i z bliska mogłem przypatrywać się naszej reprezentacji i całej otoczce turnieju. Już nie musiałem załatwiać sobie akredytacji prasowej jako pismak portalu www.futsal-polska.pl, co miało miejsce na turnieju eliminacyjnym w Krośnie, a zaproszenie mojej osoby potraktowałem jako sygnał normalizacji stosunków na linii kluby FE - kadra. Otwartość, przejrzystość, brak atmosfery wiecznych podejrzeń i niekończących się zebrań "motywacyjnych", brak presji i chorych ambicji skompromitowanego Kazimierza G. wpłynęły pozytywnie na zawodników i trenerów. Andrzej Bianga zaraz na początku wykonał bardzo mądry ruch z desygnacją Błażeja Korczyńskiego na swojego asystenta. Myślę, iż ta para może sporo osiągnąć, a oczyszczenie atmosfery może tylko wpłynąć na polepszenie wyników.

Nowym przewodniczącym Komisji Futsalu został Bogdan Duraj, człowiek z Chojnic. Znamy się od wielu lat, razem pracowaliśmy w Chojniczance, a potem Holiday'u. Nasza znajomość miała upadki i wzloty, ale zawsze potrafiliśmy usiąść do stolika i wyjaśnić sobie nieporozumienia. Ogromnym plusem Bogdana było odcięcie się od Kazimierza i teraz może pracować na własny rachunek. Ma sporo dobrych pomysłów i szczere chęci poprawy jakości polskiego futsalu. Jak każdy człowiek ma swoje plusy i minusy, ale w odróżnieniu od swojego poprzednika potrafi rozmawiać i nie ma oporów, aby korzystać z dobrych rad osób związanych z polskim futsalem. Ostatnio często rozmawiamy i myślę, że sobie znakomicie poradzi, bo zawsze był dobrym organizatorem. Ode mnie ma głos na "tak" i czystą kartę. Dajmy mu spokojnie popracować, a po sezonie ocenimy efekty.

Bye bye, do następnego razu, spadam na trening CrossFitu. Troszkę prywaty - mała reklama naszego Falanga CF Box, gorąco polecam każdemu, kto się chce zmierzyć przede wszystkim sam ze sobą :) Link 1 | Link 2 | Link 3

Czytaj dalej...

Jakub Lempski: Szczęśliwego Nowego Futsalowego Roku

Kolejny sezon Futsal Ekstraklasy już za chwilę. Nadchodzą kolejne chwile uniesień, smutków, radości, jednym słowem emocji. Tych jednak nie brakowało także w przerwie rozgrywkowej. Wiele wydarzeń mających miejsce latem tego roku, spowoduje zmianę naszego futsalowego krajobrazu. Jako, że ostatnio spędzam czas w miejscu odosobnienia (nie, nie w więzieniu. Za nerwowe reakcje w stosunku do sędziów jeszcze tam nie zamykają :)) postanowiłem z dystansu podsumować letnie wydarzenia. Z dystansu bo od Polski dzieli mnie kilka tysięcy kilometrów. Bo od czasu tych wydarzeń trochę wody w Wiśle upłynęło. Wreszcie bo po spadku AZS-u UG, na najwyższą klasę rozgrywkową patrzę dużo bardziej obiektywnie.

Najważniejszą i najgłośniejszą informacją letniej przerwy było bez wątpienia wycofanie się Wisły Krakbet Kraków z rozgrywek. To kolejny dowód na to, że futsalowi w Polsce wciąż bardzo daleko do profesjonalnej dyscypliny. Nie wchodzę w szczegóły, bo ich nie znam, ale znowu potwierdziło się, że klub finansowany przez jeden podmiot nie ma prawa bytu na dłuższą metę. Ciekawe kto będzie następny. Bo o to, że to nie ostatni klub wycofujący się z rozgrywek w bliżej nieokreślonej przyszłości, jestem niestety pewny. Kolejna porażka polskiego futsalu. Porażka, która na szczęście ma też swoje plusy. Pierwszy z nich to wyrównana liga. Na Twitterze w zabawie zapoczątkowanej przez Rafała Szlagę póki co najczęściej wymieniane w kontekście mistrzostwa są Rekord i Red Devils (Czerwone Diabły jako mistrzów typują co prawda tylko chojniczanie, ale w gronie faworytów są na pewno). W walkę o najwyższe cele włączą się też najprawdopodobniej Clearex, Gatta, Pogoń. Na niespodziankę stać beniaminków, Smoki z Pniew mogę ponownie zaskoczyć. Oj wielki szacunek dla tego, kto prawidłowo wytypuje kolejność ligi. Drugim plusem wycofania Wisły jest powrót w szeregi FE Pogoni Szczecin. Pod względem hali, kibiców, atmosfery na meczach, to zdecydowanie większa jakość niż "Biała Gwiazda". Sportowo też - przy kilku wzmocnieniach dokonanych latem przez "zero-czwórkę", może być niewielka strata. Co się stało, to się nie odstanie. Tylko UEFA Futsal Cup żal...

Kolejną zmianą od nowego sezonu jest nowy system rozgrywek. A nie... to nic nowego. W końcu co roku gramy inaczej. Nie rozumiem tego, bo w przecież w spółce kluby są w większości te same, zarząd też się nie zmienił. A to, co rok temu było "cacy", teraz jest "be". Albo zrezygnujmy z udziwnień i grajmy standardowo mecz i rewanż, albo wprowadźmy rozwiązanie przynajmniej na kilka lat, po których będzie można stwierdzić, czy się sprawdziło czy nie. Ja jestem jednym z nielicznych zwolenników opcji rozgrywek, jakie mamy w piłkarskiej ekstraklasie (przy założeniu, że nie można zrobić standardowych play-offów). Podział ligi na dwie szóstki, podział punktów dla spłaszczenia tabeli i mamy emocje. Argument o braku terminów? To zaledwie 5 dodatkowych kolejek, dwie więcej niż w obecnym sezonie. Zaczynamy tydzień szybciej, kończymy tydzień później, ewentualnie szukamy w środku rozgrywek jakichś świąt. To nie jest niewykonalne. Argument o braku pieniędzy? To tylko 2-3 wyjazdy więcej. Jeśli nie mamy na to, to może nie grajmy ligi, tylko turnieje po kilka zespołów. Najlepszy bramkarz będzie dostawał rękawice Asadi, a strzelec piłkę z Biedronki. Jak amatorka, to amatorka. Półśrodki są naprawdę bez sensu. Obecny system z play-offami dla najlepszej czwórki jest co prawda lepszy niż zeszłosezonowy, ale to jednak wciąż kolejny półśrodek.

Temat reformy rozgrywek łączy się zwykle z transmisjami telewizyjnymi. Te w kolejnym sezonie ponownie będą w Orange Sport co bardzo cieszy! Niestety mniej cieszy ten artykuł. Jak widać oglądalność OS w kontekście zawirowań wokół stacji spada, a to przekłada się na mniejszą szansę zdobycia nowego fana futsalu. Plusem jest za to powrót za mikrofon Rafała Kędziora, który nie tylko jest dobrym komentatorem, ale wie też, kiedy jest podwójne podanie do bramkarza, a kiedy przedłużony rzut karny. Ciekawe, kto będzie najczęściej zasiadał u jego boku w roli eksperta?

Pisząc o futsalu, nie sposób nie wspomnieć także o zmianach, które miały miejsce w naszej reprezentacji. Andrea Bucciol po fatalnym dla nas turnieju w Krośnie pożegnał się z funkcją selekcjonera, a jego miejsce zajął dotychczasowy asystent - Andrzej Bianga. Dużym "wzmocnieniem" dla kadry może być obecność na ławce Błażeja Korczyńskiego, który będzie wspomagać Biangę. Taka sama zmiana jak w reprezentacji miała miejsce też na szczycie polskiego futsalu. "Maxi Kaz" zastąpiony został przez swojego zastępcę Bogdana Duraja. Czy to oznacza duże zmiany w zarządzaniu futsalem? Nie sądzę, ale oby to wszystko wyszło naszej dyscyplinie na plus.

To co najbardziej cieszy, to fakt, że wciąż nie brakuje w naszym kraju futsalowych maniaków. Wciąż wiele osób próbuje promować naszą dyscyplinę na wszystkie możliwe sposoby. Cieszą nowe futsalowe publikacje. Kluby rozwijają swoje strony internetowe, produkują coraz więcej materiałów, Constract rusza właśnie ze "Studio Futsal", również i my w KP Sport prezentować będziemy "Futsal Raport". Niestety, nie było mi dane przygotowywać tego programu i sam jestem ciekawy co Marek Siwik z ekipą stworzyli.

No, ale koniec już o pierdołach. Wszyscy ruszajmy na halę i zacznijmy mówić, pisać i nagrywać o tym, co w futsalu najpiękniejsze. O bramkach, paradach, dryblingach, a to co działo się latem - pora puścić w zapomnienie. Szczęśliwego Nowego Futsalowego Roku :)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

No to pora kończyć pisanie o futsalu, wszystko poszło teoretycznie zgodnie z planem, gdyż główny faworyt zaliczył dublet. A nawet triplet, bo przecież Wisła Krakbet wygrała też superpuchar. Debiutancki sezon Krzysztofa Kusi okazał się ogromnym sukcesem, z parkietu przesiadł się na fotel dyrygenta i wygrał wszystko co możliwe. Nie była to łatwa droga, ale sprawnie poprowadził swój team po medale. Pucharów ma tyle, że ze dwie kwiaciarnie może wykupić, a powodów do zadowolenia jeszcze więcej. Na dodatek umiejętnie wprowadzał do gry młodzież w osobach Mikołaja Zastawnika i Kamila Lasika, tak więc został polskim odpowiednikiem Guardioli, który też wszystko "posprzątał" w pierwszym roku rządów.

Ciut więcej obiecywałem sobie po ostatnim meczu, "title decider". Gatta strasznie przysnęła na początku, a 5:0 to już prawdziwy nokaut. Dodajmy do tego prawidłową szóstą bramkę - jak tego można było nie zaliczyć??? Wyjść z takiej sytuacji, to było praktycznie niemożliwe, choć zduńskowolanie jeszcze próbowali szarpać rywali. Grając jednak w szóstkę, nie byli w stanie nawiązać równorzędnej walki i polegli, ale z honorem. Minusem całego widowiska był brak oprawy wręczenia medali i pucharów. Podobno to Mistrz sam to sobie organizuje, ale na wszelki wypadek w przyszłorocznym budżecie FE powinna być zaplanowana kwota na efektowne opakowanie finiszu ligi, tym bardziej, jeśli jest to pokazywane w telewizji. Na zewnątrz musimy prezentować się doskonale, tak aby ewentualni sponsorzy widzieli, iż mamy porządny produkt z ładnymi napisami. Wręczaniem nagród na tle dwóch złożonych koszy i pustej ściany nie zrobimy szału, tak samo jak nie robi sprzedawca kukurydzy na sopockim molo. Ale jak do tego doda gadającą papugę i tańczącą małpę, to już po popcorn ustawi się cała kolejka. T-Mobile Ekstraklasa na trawie prezentuje mizerny poziom, ale w Canal+ Sport pokazywane to jest jak Liga Mistrzów. No i raczej nie mają problemów finansowych. W takim kierunku powinniśmy podążać, brać co najlepsze od dużego brata.

Jeszcze w temacie powiększenia ligi - cztery kluby były za, sześć przeciwko, jeden się wstrzymał, a jeden nie głosował. Tak więc Pogoń ’04 i AZS UG będą musiały grać w pierwszej lidze, która w grupie północnej będzie bardzo mocna. Mamy do tego AZS UW i KS Gniezno, tak więc co najmniej cztery zespoły będą się biły o awans. Szczecin zapowiada, iż utrzyma cały skład, więc na pewno będą faworytem nr 1.

W południowej trudno mi powiedzieć, jestem za daleko od wydarzeń. Bochnia w głupi sposób (dwa walkowery) sama się wyeliminowała z gry w pierwszej lidze, to myślę iż Cuprum Polkowice będzie głównym faworytem rozgrywek. W drugiej rundzie AZS UMCS Lublin zanotował serię dobrych występów, ale z drużyny odszedł Brazylijczyk Marco Aurelio, który był motorem napędowym zespołu. Może GKS Tychy nabierze rozpędu, to był kiedyś solidny ligowiec...

A do Futsal Ekstraklasy weszły dwa dobrze zorganizowane kluby - FC Toruń i Nbit Gliwice. W obu znani zawodnicy i trenerzy, solidne pomieszanie rutyny i młodości. W mieście pierników z niejednego pieca jedli chleb, wiedzą jak to się robi. Najtrudniejszym zadaniem będzie wytypowanie ewentualnych spadkowiczów, bo liga tym bardziej wyrówna swój poziom. Na medale także ma chrapkę liczne grono klubów - zapowiada się naprawdę ekscytujący sezon!!!

Największe plusy minionego sezonu (kolejność przypadkowa):

  • 1. Debiutanci z Red Dragons Pniewy. Przypomnę dwa pierwsze mecze Dragonsów: z Cleareksem 0:1 i z Euromasterem 0:3. 80 minut bez strzelenia bramki. Kto w tamtym momencie by powiedział, iż ta drużyna będzie grać w czwórce? NIKT. Absolutnie NIKT. Nawet sam Łukasz Frajtag, Rafał Gnybek i Bartek Barański nie wierzyli w takie cuda. A jednak... Zespół z najmniejszym budżetem w lidze, bez kontraktów, bez pieniędzy, dał radę. W biedzie trzeba sobie umieć radzić. Łukasz Błaszczyk został trenerem przygotowania fizycznego, Łukasz Frajtag się dokształcał i z bandy nieokrzesanych młodzieńców powstał ZESPÓŁ, MONOLIT. A sprzedawca kebabów został najlepszym bramkarzem ligi. Wielokrotnie chwaliłem działaczy i piłkarzy z Pniew, bo pokazali przede wszystkim, iż można stworzyć zespół stricte futsalowy, nie potrzeba ściągać piłkarzy z trawy. Wystarczy mocno postawić na treningi w hali, systematyczność i ciężką pracę, a także można osiągać sukcesy. To jest drogowskaz dla klubów, które chcą coś osiągnąć w hali, a dopiero zaczynają przygodę z naszym sportem. Ale tutaj też przestroga - drugi sezon jest zawsze najtrudniejszy, nikt was nie będzie lekceważył, a wy także nie zadzierajcie nosów do góry, bo nie tym osiągnęliście sukces.
  • 2. Kurs trenerski w Polsce - wreszcie się odbył. I to naprawdę jakościowo bardzo dobry, solidny, gdzie wszyscy mogli pozyskać szeroką wiedzę na tematy futsalu. Świetny ruch Komisji Futsalu, oby takie kursy odbywały się systematycznie i nie tylko na południu Polski, bo nie wszyscy mogą sobie pozwolić na tak długie i dalekie wyjazdy, ze względu na pracę zawodową. Już rok temu zaproponowałem taki kurs w Gdańsku, ale ten pomysł był torpedowany, wiadomo przez kogo. Może teraz wreszcie się coś ruszy, chodzą pogłoski o Toruniu lub Poznaniu. Oby jak najszybciej to ruszyło z miejsca, bo chętnych czeka wielu w kolejce.
  • 3. "Dziadki" z Gatty jeżdżące na d... przez cały sezon. Tu duże zaskoczenie, bo kto by się spodziewał, że w tym sezonie tak zaskoczą? A wystarczyło poukładać sprawy od tyłu. To kolejne potwierdzenie teorii, iż bramkarz na hali to 50% wartości drużyny. A jak dodamy wślizgi i zaangażowanie, plus nowa miotła w postaci grającego trenera Stanisławskiego, to dostaliśmy walkę do końca o tytuł mistrza. Szkoda tylko, iż krótka ławka i kontuzje nie pozwoliły na wyrównaną grę o złoty medal w ostatnim meczu ligowym. Jeśli się wzmocnią, to będą mocnym kandydatem do mistrzostwa w nowym sezonie.
  • 4. Błażej Korczyński - co tu dużo pisać - jedna z ikon polskiego futsalu, obok Andrzeja Szłapy, Krzysztofa Kuchciaka, czy Krzysztofa Jasińskiego. Pobił rekord rekordów, którego, śmiem twierdzić, nikt już nie pobije. Po pierwsze to nie są już czasy, kiedy strzelało się po 40-50 goli w sezonie, po drugie nie znajdziemy zawodnika, który przez 15 sezonów będzie regularnie trafiał do siatki. Chyba, że Messi lub Ronaldo przerzucą się na futsal i do 50-tki będą kopać w naszej lidze. Zobaczymy, czy "Korek" zakończy karierę tak, jak to zapowiadał - moim zdaniem byłby to błąd, bo ma jeszcze sporo do pokazania, a wielu futsalistów może się od niego uczyć. Może w mniejszym rozmiarze czasowym, ale ja bardzo chętnie popatrzę na kolejne podcinki lub inne techniczne zagrania, z których słynie Błażej.
  • 5. Rekordy frekwencji na meczu ligowym, regularnie bite w Szczecinie. Aż nie chce się wierzyć, iż to miasto pozbyło się Futsal Ekstraklasy. Tysiąc, półtora tysiąca, dwa tysiące - pomimo słabych występów, to publika rosła jak na drożdżach. Strach pomyśleć, co by było, gdyby Pogoń grała o Mistrzostwo Polski. Na pewno na rok bicie kolejnego rekordu jest wstrzymane, ale jak wrócą, to kibice także powrócą na Arenę Azoty. Tylko zespół musi częściej trenować w tej hali, bo gra "w domu" była taką tylko z nazwy. 

Największe minusy ostatnich rozgrywek (tutaj także kolejność nie ma znaczenia):

  • 1. Upadek Kazimierza Grenia. Wydawałoby się, iż niezniszczalny baron, który rządził w polskim futsalu niepodzielnie, nie licząc się z nikim. Na Titanicu była "Niezatapialna Molly", my mieliśmy w PZPN "Niezatapialnego Kazia". Było kilka prób ataków na KG, ale wszystkie spaliły na panewce, ten rzeszowski cwaniak wyszedł górą z każdego starcia z działaczami. Trzeba też przyznać, iż był atakowany przez środowisko futsalu wyjątkowo nieudolnie. Zamiast skupić się na jego samowolce w reprezentacji, gdzie traktował ją jak prywatny folwark, ataki dotyczyły nieistotnych i mało ważnych spraw. Ale jak to się mówi, "przyszła kryska na matyska", teraz wpadł jak pierwszy lepszy frajer i komisja dyscyplinarna PZPN nałożyła na niego 10 lat zakaz działalności w związku. Według mnie powinien dostać dożywocie za całokształt "twórczości". Niestety, 9 czerwca na zjeździe PZPN dzięki swoim kolesiom, chwilowo zawieszenie w Zarządzie zawiesili, do czasu zakończenia postępowania dyscyplinarnego. Do tej pory jego obowiązki pełnił Bogdan Duraj, który na pewno jest dużo bardziej komunikatywny i można z nim dyskutować na różne tematy. Czy będzie lepiej? Zobaczymy. Na razie wydaje się, bo takie otrzymuję sygnały z klubów (zwłaszcza pierwszoligowych), iż komisja trochę przysypia, a tu powoli nawarstwiają się sprawy związane z nowym sezonem.
  • 2. Fatalny poziom sędziowania, mnóstwo pomyłek, bramki po syrenach kończących mecz, nieuznane bramki, kiedy piłka ewidentnie przekraczała linię bramkową - to tylko zdarzenia z ostatnich kolejek. Zresztą mogę tak wymieniać błędy długo. Jestem obecny w polskim futsalu od ponad 12 lat. Kiedyś były patologie związane z przekupstwem sędziów, potem przez dłuższy czas poziom sędziowania systematycznie się poprawiał. Ale bieżący sezon pod tym względem był tragiczny, najgorszy od kiedy pamiętam. Coś z tym trzeba zrobić, bo takie decyzje wypaczają wyniki spotkań. Pan Przemysław Sarosiek ma ogrom pracy przed sobą. Wydaje mi się, iż trzeba położyć maksymalny nacisk na szkolenia sędziowskie. Nie wiem, czy jest to możliwe, ale w futsalu mamy zatrzymywany czas i teoretycznie jest chwila na konsultacje sędziów, aby podejrzeć zapis video spornej sytuacji. Ale pewnie mądre przepisy zabraniają czegoś takiego, bo jeszcze by można poprawić błędy sędziowskie i co wtedy by było? Problemy. A tego nikt przecież nie chce...
  • 3. Reprezentacja Polski - ogromne przygotowania, rekordowa ilość sparringów (aż 33!!!) i wielka klapa. Jeden mizerny punkt w meczu otwarcia z Białorusią, porażka z drwalami z Finlandii i planowy oklep od Włochów. Te występy najlepiej można podsumować na przykładzie selekcji bramkarzy - spójrzmy na plebiscyt, gdzie głosowali trenerzy, kapitanowie i prezesi - czyli osoby, które ZNAJĄ się na futsalu. Dwóch NAJLEPSZYCH bramkarzy, czyli Foltyn i Słowiński kompletnie nie byli brani pod uwagę do gry w reprezentacji. Coś tutaj "nie jest halo", podobnie z zawodnikami w polu, gdzie kilku naprawdę dobrych także nie miało okazji wystąpić w koszulce z orłem. Prywatne animozje wzięły górę nad rozsądkiem przy przesyłaniu powołań. A że nie cierpimy na nadmiar klasowych zawodników, to turniej w Krośnie skończył się tak, jak w czarnym śnie - kompletnym fiaskiem.
  • 4. Postawa Pogoni ’04 Szczecin. Cóż, jak to się mówi - nie grzebmy w trupach, ale parę słów należy napisać. Vice Mistrz Polski spadł z ligi, co jest ewenementem w historii polskiej piłki halowej. Odeszło zaledwie dwóch zawodników, a gra zespołu kompletnie się zawaliła. Dodajmy do tego brak kontroli trenera nad zespołem podczas spotkań (naocznie się o tym przekonałem, iż zawodnicy nie słuchali poleceń Żebrowskiego), no i w Szczecinie zrobili kotlet, którego nawet pies nie chciał zeżreć. Jakości było tam sporo, na pewno więcej niż w innych drużynach, ale nie było zespołu. Czekano do samego końca i przeczekano moment, kiedy można było wstrząsnąć ekipą. Cóż, teraz czas na odbudowę, są faworytem nr 1 i pewnie wrócą za rok do FE, ale ten rok będzie stracony dla kilku zawodników.
  • 5. Reprezentacja Polski kobiet - likwidacja, czy też zawieszenie, sam nie wiem. Wiadomo, iż futsal kobiecy jest w powijakach, ale właśnie kadra mogła tutaj poczynić postępy. Wiadomo, iż występy w orzełkiem na piersi są nobilitacją i mogą być właśnie tym magnesem, który przyciągnie utalentowane dziewczęta do gry w hali. Komisja Futsalu powinna dążyć ze wszystkich sił, aby ponownie reprezentacja wystartowała, gdyż jest to niezwykle ważny element rozwoju kobiecego futsalu.

A teraz o plebiscycie. Napiszę jak ja głosowałem i porównam to do wyników końcowych. Jak zauważycie, moje typy niewiele odbiegały od ostatecznego podium, czasem tylko nieco inna kolejność. To chyba się trochę znam na tym futsalu. Podobno ;)

Najlepszy Zawodnik - wygrał Daniel Krawczyk, którego i ja typowałem. Drugie miejsce tak samo, Oleksandr Bondar. Wiadomo iż ta dwójka w bardzo dużym stopniu decydowała o obliczu ofensywnym swoich zespołów, co także przełożyło się na zdobycie medali. Trzecie miejsce zajął Rafał Franz, który moim zdaniem miał nieco słabszą drugą rundę, podobnie zresztą jak cały Rekord. Ja postawiłem nietypowo, bo bramkarza - Dariusza Słowińskiego, który przez cały sezon imponował niesamowicie równą formą i był jednym z najważniejszych autorów sukcesu w Zduńskiej Woli.

Odkrycie Sezonu - Zastawnik, Wachoński, Lasik. Ja kolejność nieco zmieniłem - Wachoński, Lasik, a potem Zastawnik. Dlaczego inaczej? Bo wg mnie decydowało "granie". Adam zagrał cały sezon, Lasik mniej więcej połowę, a Zastawnik najmniej z tej trójki występował na parkiecie. Generalnie duży powiew świeżości, zwłaszcza ze strony Pniew, no i cieszy fakt, iż w tak silnym zespole jak Wisła Krakbet młodzieżowcy dostali szansę pokazania się na tyle, że zyskali uznanie.

Najlepszy Młodzieżowiec - w plebiscycie Lasik, Zastawnik, Hoły. A według mnie: Hoły, Lasik i Zastawnik. Podobnie jak w kategorii "odkrycie", tutaj uszeregowałem zawodników przez pryzmat ilości występów w lidze. Prosta zasada - im więcej grałeś, tym więcej mogłeś pokazać, choć jestem pod dużym wrażeniem całej trójki. Idzie młodość, dawno nie było takiego wysypu dobrych zawodników w tak młodym wieku.

Najlepszy Bramkarz - tutaj Foltyn z dużym zapasem, potem Słowiński i trójkę zamyka Lasik. Ja się długo wahałem pomiędzy pierwszą dwójką, zdecydowałem się postawić na Darka Słowińskiego jako numer 1 ze względu na olbrzymią zmianę jakości w bramce Gatty. Tego tam brakowało od długiego czasu, dzięki jego postawie Gatta walczyła do końca o mistrzostwo Polski. Co prawda w decydującym meczu zagrał nieco słabiej, ale to był pierwszy taki występ naprawdę od wielu spotkań. Foltyn wg mnie na tym samym poziomie, ale Darek walczył o medale, tak więc wskoczył na pierwsze miejsce. Trzecim był dla mnie Bondarenko, który w drugiej rundzie był zaporą niezwykle trudną do pokonania. Jeśli sprawdzicie dokładnie, to właśnie od stycznia drużyna Red Devils (Bondarenko bronił prawie we wszystkich meczach) stracili najmniej bramek ze wszystkich zespołów, co jest wielką zasługą Władysława.   

Najlepszy Obcokrajowiec - tutaj niespodzianki nie było, zdecydowanie zwyciężył Oleksandr Bondar, zarówno w plebiscycie jak i u mnie. Dostał rekordową ilość punktów, ale nie ma się tutaj czemu dziwić, bo imponował równą formą i bardzo dużym wkładem w dublet Wisły Krakbet. Na drugim miejscu Janovsky (u mnie był na trzecim), a na trzeciej pozycji Serhij Kowal. Ja na drugim miejscu postawiłem na Bondarenkę, o którym już szerzej pisałem, ale także się zastanawiałem nad Kowalem, który także miał duży wkład w medale krakowian. Ciekawy jestem, kto z obcokrajowców zostanie w Wiśle, bo wszyscy prezentują bardzo wysoki poziom i trener Kusia będzie miał spory dylemat.

Najlepszy Trener - Frajtag/Korczyński/Kusia. Ja typowałem bardzo podobnie, tylko na trzecim miejscu postawiłem Marcina Stanisławskiego. Łukasz Frajtag to wiadomo, z niczego ulepił ZESPÓŁ. Nie pamiętam, aby ktokolwiek w historii polskiego futsalu zrobił coś podobnego. Błażej to także cudotwórca (dodatkowo z magią w obu "kopytach"), który ze słabych Katowic zrobił solidnego ligowca. Na trzecim postawiłem "Małego", ale mocno się wahałem pomiędzy nim a Kusią. Na pewno w pewien sposób krzywdzi to trenera Wisły, bo w debiucie zdobyć dublet to naprawdę wielka sprawa, ale w momencie głosowania nie było wiadomo kto wygra ligę. Kusia miał do dyspozycji samograj i wg mnie powinien startować w osobnej kategorii "Najlepszy Kierowca Kombajnu", bo tam nie miał absolutnie konkurencji. Ja doceniłem Marcina za zmianę oblicza Gatty z zespołu który miał co roku ambicje, na drużynę która te ambicje realizowała.  

Osobowość Sezonu - Korczyński, Szymura i na trzecim miejscu jakiś ogórek. Ja typowałem Kazimierza na wszystkich trzech miejscach, bo jak powszechnie wiadomo, jestem jego fanem nr 1, to trudno mi było nie złożyć hołdu. Nigdy jeszcze nie było tak głośno o człowieku z naszego środowiska, no i chciałem, aby coś mu pozostało na pamiątkę po działalności w futsalu. Oczywiście mogłem też głosować sam na siebie, ale aż tak bardzo zakochany w lustrze to nie jestem. Chyba ;)

Najlepszy Sędzia - tutaj znacząco się różniłem od typowań. Wygrał Stawicki przed Frąkiem i Hamowskim, ja typowałem Baryczkowskiego, Smolarka i Złotnickiego, choć długo się zastanawiałem się nad postawieniem na Stawickiego i Hamowskiego, bo także potrafili dobrze prowadzić mecze. Do całej piątki nie mogę mieć większych zastrzeżeń, w przeciwieństwie do Frąka. Zresztą złożyłem protest w sprawie naszego meczu w Chorzowie i liczę iż sędziowie prowadzący to spotkanie zostaną ukarani za swoją nieudolność. Tak panie Tomaszu, ja - ten "pisarczyk" jak pan mnie nazywa, ma prawo do reagowania, kiedy pan wypacza wynik spotkania. Jedno jest pewne - ja robię mniej błędów w moich felietonach, niż pan na parkiecie.

Najlepsza Publiczność - wygrała publika w Szczecinie za Pniewami i Zduńską Wolą. Ja spojrzałem na to z innej strony, nie na ilość a na jakość. I postawiłem na Pniewy, Zduńską Wolę i moje Chojnice. Na Pogoni bili rekordy, ale udział publiczności ograniczał się do braw, które jednak ze względu na postawę drużyny nie były zbyt częste i zbyt obfite. W Pniewach momentami czyste szaleństwo, w hangarze Gatty doping rodzinny, ale zorganizowany. U nas nie było aż tak często i tak kolorowo, ale jak się zrywał doping to dach się unosił.

A ja zapraszam na lato po ukraińsku. Zbliżają się wakacje, czas odpoczynku i relaksu... Może inaczej - czas budowy nowej drużyny, a w międzyczasie wracamy do grania w beach soccera. Kiedyś w plażówce grało wiele futsalowych drużyn, m.in. Hurtap, Clearex, Marwit. Była to przede wszystkim fajna zabawa, drużyny się integrowały. Po paroletniej przerwie wystąpimy w Pucharze Polski, rozgrywkach I ligi i jeśli nam pójdzie to na Mistrzostwach Polski w Ustce. Ostatnim razem, w 2010 roku zdobyliśmy 4. miejsce w Polsce, nawet strzeliłem parę bramek. A teraz czas na pożegnanie - bye bye, do września :)


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Przygotowania organizacyjne do turnieju "Final Four" mocno mnie wymęczyły, to tydzień odpoczywałem od futsalu. Miałem też czas zająć się wreszcie swoją firmą, bo ostatnio to brakowało mi czasu dosłownie na wszystko. Finały HPP poprzedziła codzienna bieganina od 8:00 do 18:00, meczowy weekend to już od samego poranka, aż do 4:00 nad ranem. Bo gośćmi ktoś musiał się zająć :) Na dodatek całkowicie na trzeźwo, gdyby ktoś się pytał, bo gospodarz musi trzymać fason.

Wszystko wyszło fajnie, zaproszeni gości wyjechali bardzo zadowoleni, jak to wyglądało to chyba każdy widział naocznie lub w Orange Sport. Zabrakło tylko sukcesu sportowego, ale atmosfery, która była na hali podczas meczu Red Devils - Rekord, długo nie było można zapomnieć. Kibice stworzyli fenomenalny doping, ostatnie minuty cała hala oglądała na stojąco. Niestety, zabrakło nam nie jakości, a ilości. Śmiem twierdzić, iż gdyby Witalij Koleśnik byłby zdrowy, to awans byłby w naszym zasięgu. Sobański i Iwanow grali z blokadami, skład meczowy był łatany do ostatniej chwili. Chłopaki dali z siebie wszystko, ale z zaledwie 12-osobową kadrą, w tym z kilkoma młodzieżowcami, nie można liczyć na wielkie sukcesy.

Czytałem rozmowę z Michałem Markiem na stronie Rekordu. Przepraszam, iż wyszła taka sytuacja - w niedzielę na małej hali był lokal wyborczy i zespoły zostały umieszczone w szatniach pod trybunami, które są mniejsze od meczowych. Mam nadzieję, że to był jedyny minus, który nie wpłynął na wynik spotkania Rekordu.

Bieżące rozgrywki dla nas już się skończyły, a my już zaczynamy myśleć o nowym sezonie. Jak wypalą wszystkie plany, to będzie u nas bardzo ciekawie... Nie ma co gdybać, jak wszystko w powijakach. Jedno jest pewne - "Czerwone Diabły" zmienią swoje oblicze. Czy na lepsze? To się okaże na parkiecie.

W ekstraklasie witamy dwa ciekawe kluby, które mogą namieszać w rozgrywkach. FC Toruń, spadkobierca tradycji Marwitu i kolejny klub z Gliwic - Nbit, w którym grają byli piłkarze PA Nova. W Toruniu nową potęgę buduje Klaudiusz Hirsch - mieszanka rutyny z młodością. Znając klasę trenera, jestem pewien, że zrobi dobry zespół. Na dodatek mają szereg mocnych sponsorów, tak więc w niedalekiej przyszłości trzeba się będzie z nimi mocno liczyć. Nbit to jeszcze niewiadoma, ale jest tam sporo solidnych futsalistów, więc na pewno nie będą chłopcami do bicia. Wchodzą dwa dobre zespoły, co przy bardzo wyrównanej lidze w tym sezonie wskazuje na dalszą, bardzo ciekawą walkę o punkty w każdej kolejce. Już nie ma chłopców do bicia, ekip które spadały z 8 punktami do I ligi. Jest dobry trend, iż do FE wchodzą co roku zespoły dobrze przygotowane do rozgrywek, z dobrymi piłkarzami. Nie ma tutaj już przypadku. Futsal się powoli profesjonalizuje. Wreszcie kluby zrozumiały, iż działania na pół gwizdka kończą się szybkim spadkiem.

Na zebraniu rady nadzorczej w Chojnicach podczas "Final Four" Andrzej Dąbrowski z Gatta Active zaproponował powiększenie ligi do 14 zespołów. Wniosek miał być przegłosowany przez wszystkie kluby drogą mailową. Nie znam jeszcze ostatecznych wyników głosowania, ale z przecieków można wnioskować, iż ten pomysł nie przeszedł. Nawet gdyby FE to uchwaliła, to myślę, iż PZPN tego by nie zaakceptował. Jednak liga jest za krótka i trzeba coś wymyślić, aby to uatrakcyjnić. Zawsze byłem zwolennikiem fazy play off, ale tutaj jest spora niechęć klubów do tej formy rozgrywek. Roman Sowiński z GAF-u zaproponował, aby po fazie zasadniczej (mecz i rewanż) ligę podzielić (z zachowaniem punktów) na grupę mistrzowską i spadkową, w której zespoły rozegrałyby dodatkowe pięć spotkań. Z kolei Marek Homa z Rekordu zaproponował rozegranie Pucharu Ligi po zakończeniu sezonu z udziałem 8 najlepszych zespołów, za zdobycie byłaby przyznana także nagroda finansowa. Obie propozycje są ciekawe i warte rozważenia. Myślę, iż wszystkie ewentualne zmiany należy przegłosować z rocznym wyprzedzeniem, a więc teraz Puchar Ligi, a za rok liga z 27 kolejkami. Albo play off, bo to naprawdę dostarcza dodatkowych, ogromnych emocji.

Transfery, trenerskie najpierw. Marcin Waniczek w GAF Jasna Gliwice. Logicznym posunięciem jest zatrudnienie asystenta po tym, jak pierwszy trener opuścił fotel. Waniczkowi nie poszło z Remedium Pyskowice, ale tam borykał się z problemami organizacyjnymi. Jest impulsywny, być może taki trener jest potrzebny w gliwickiej szatni, gdzie chwyci zawodników za mordy i będzie rzucać "kurwami". GAF to poukładany klub, a wyniki rozczarowujące. Chodzą pogłoski, iż odchodzi Tomasz Dura i Denis Diemiszew, ale nie byli to pierwszoplanowi zawodnicy. Jeden i drugi raczej grali poniżej swojego normalnego poziomu i raczej nikt za nimi nie będzie tęsknić.

Z Cleareksu odchodzą Mirosław Miozga, Konrad Podobiński, Paweł Pstrusiński, Michał Grecz i Piotr Łopuch. Plotki ze Śląska mówią, iż prezes Zdzisław Wolny chce zbudować silny team na XX-lecie drużyny. Ale chyba tak się nie rozpoczyna budowy, od pozbycia się kilku dobrych zawodników. No chyba, że ustępują miejsca Ricardinho i Falcao. Z jednej strony powrót do starych czasów, kiedy Clearex był hegemonem ligi, byłby bardzo ciekawy. Z drugiej strony po dekadzie marazmu niezbyt wierzę, iż teraz nagle firma Clearex zacznie pompować miliony w futsal. Ale z prezesem Wolnym nigdy nie wiadomo, wrócił na ławkę ratując swój zespół przed spadkiem, to może teraz nabierze ochoty na ponowne kolekcjonowanie medali w futsalu.

A jeszcze słowo o Chorzowie w kontekście Halowego Pucharu Polski - w poprzednim felietonie, bazując na informacji z Wikipedii napisałem, iż trzykrotnie triumfowali w HPP (2001, 2002, 2004). Chorzowianie wygrali tylko raz - w 2004 roku, byłem wtedy osobiście na tym spotkaniu, kiedy wygrali z Holiday Chojnice 4:2. Za pomyłkę przepraszam.

U nas to wiadomo, przychodzi Brazylijczyk Marco Aurelio. Wygrzebaliśmy go z I ligi z Lublina, gdzie sam się zgłosił do gry. Przeniósł się do tego miasta w ślad za swoją dziewczyną, która zawodowo gra w piłkę ręczną, a ostatnio zdobyła Mistrzostwo Polski. Sprawdziliśmy go podczas pięciodniowych testów i sprawił naprawdę dobre wrażenie. Szybko doszliśmy do porozumienia i takim sposobem mamy drugiego przedstawiciela Ameryki Południowej w "Czerwonych Diabłach" (pierwszy był Brazylijczyk Diguinho w sezonie 2010/11). Negocjujemy także transfery trzech zawodników, kadrowiczów z europejskiego kraju, stojącego na dużo wyższym poziomie niż Polska. Jak się nam uda sfinalizować te transfery, to będziemy mieli kilku naprawdę dobrych piłkarzy. Czas przewietrzyć nieco naszą szatnię, bo wiało już stęchlizną, a i wyniki były nie te, jakich oczekiwaliśmy. Wszystko jest także na dobrej drodze aby podpisać kontrakt z Vlastimilem Bartoskiem, praktycznie mamy uzgodnione wszystkie warunki współpracy. Trener ma dokonać selekcji obecnych zawodników, Zaprosiliśmy na testy kilku ciekawych piłkarzy, którzy mogą uzupełnić nasz skład. Cele mamy ambitne, bo przede wszystkim nasi kibice zasługują na to, aby regularnie oglądać dobry zespół, dostarczający sportowych emocji. Wszystko zależy od pieniędzy. Poczyniliśmy pewne ruchy, aby pozyskać dodatkowe środki. Wkrótce wyjaśni się, jakim budżetem będziemy dysponować.

W I etapie baraży o FE Cuprum Polkowice pokonało w dwumeczu KS Gniezno strzelając gola dającego awans na sekundy przed końcem spotkania w Gnieźnie. Jeszcze teraz pamiętam wpis na facebooku grającego trenera dawnej stolicy Polski - "w barażach życzę sobie Red Devils". Cóż, ja życzę sobie Ferrari, ale jest mi do niego bliżej niż Michałowi Wasielewskiemu do baraży z moją drużyną. "Nie mów hop, dopóki nie przeskoczysz", no i Gniezno się wywaliło o własne nogi.

Cuprum  będzie próbowało wrócić na swoje miejsce. Bądź co bądź, jest to dwukrotny Mistrz Polski. Mam wiele sympatii do Wieśka Święcickiego, który od 156 lat zajmuje się futsalem w Polkowicach. Znamy się już kilkanaście lat, kilkukrotnie już upadał i wstawał z kolan ze swoim klubem, a jednak to go nie załamywało. Szczerze życzę mu awansu do FE, bo to jeden z pasjonatów, którzy tworzyli i tworzą polski futsal. A mój kierownik ucieszy się bardzo, bo co wizyta w Polkowicach to dostaje pamiątkowe kufle do piwa od Wieśka :)   

Sezon się jeszcze nie skończył, ale trzeba napisać o jednym - fatalnym poziomie sędziowania. Obserwuję ekstraklasę od 13 sezonów i tak źle chyba jeszcze nigdy nie było. Tyle błędów w decydujących momentach gry, tyle pomyłek - naprawdę to kompromituje całe środowisko arbitrów. Szef kolegium sędziowskiego Przemysław Sarosiek ma niezłą "stajnię Augiasza" do posprzątania. A sędziowie elektryczni - zwrócisz im uwagę, to usuną ciebie ze znajomych na facebooku. Oj, ale się tym zmartwiłem, normalnie nie mogłem zasnąć. Cóż, jak jesteś słaby to może faktycznie lepiej zniknij z pola widzenia. Ale najlepiej to się doszkol i doucz, żebyś nie był zwykłym szkodnikiem, który wkurwia swoim dyletanctwem zawodników i działaczy. Ostre słowa, ale zasłużone. Nie umiesz, to się nie pchaj na parkiet. Jednonodzy nie grają w FE, to przygłusi też nie powinni wychodzić z gwizdkiem w ustach, no nie?

A jeszcze o I lidze - grupa północna będzie cholernie ciekawa. Pogoń ’04 i Uniwersytet Gdański to wiadomo, że będą chciały wrócić do FE, słychać też o planach w stolicy, aby na 200-lecie Uniwersytetu Warszawskiego awansować. Vamos Gdańsk w swoim trzecim sezonie także powinien grać lepiej, do tego mamy przecież całkiem silne Gniezno. Dołączyć ma także profesjonalnie budowany klub Credo Piła, ale tam potencjał sportowy nie idzie w parze z marketingiem, oni mają jeszcze czas na awanse. Ta grupa będzie dużo mocniejsza niż południowa. Jeśli Polkowice nie awansują, to na pewno będą faworytem nr 1 do awansu. A jeśli Gwiazda poleci, to wiadomo że będą bawić się w "jojo" i awansują z powrotem. Innych zespołów do promocji nie widzę, na południu to wygląda dużo słabiej organizacyjnie, niż na górze Polski. Może ta "tramwajowa" liga ma duże zasługi dla polskiego futsalu, ale północ dużo szybciej się rozwija, cały czas powstają nowe ośrodki piłki halowej, na dodatek porządnie budowane od podstaw.

Z innych ciekawostek - 13 maja br. Komisja Dyscyplinarna PZPN zebrała się po raz kolejny w sprawie Kazimierza Grenia. Po raz kolejny decyzja musi być odłożona, bo po raz kolejny nie stawili się świadkowie z Podkarpackiego ZPN, którzy byli odpowiedzialni za dystrybucję biletów. Na pierwszą rozprawę dwójka świadków przysłała zwolnienia lekarskie, teraz podobno nie przyjechali, gdyż nie mieli zagwarantowanego zwrotu za dojazd. Ciut kiepskie tłumaczenie, podajcie numer konta to prześlę parę ziko na bilety II klasy plus na jakąś bułkę z salcesonem.

Ewidentnie wygląda to na tzw. "grę na zwłokę". Chodzi o to, aby możliwie jak najdłużej przeciągać wydanie wyroku. Wcześniej był przesłuchiwany m.in. Tom Tuite - irlandzki dziennikarz, który był naocznym świadkiem na rozprawie Kazimierza Grenia w Irlandii. Rozmawiałem z nim osobiście i potwierdził mi, iż przedstawił przebieg wydarzeń z sali sądowej w Dublinie, gdzie Greń przyznał się do postawionych zarzutów nielegalnego handlu biletami. Pętla powoli się zaciska, a niby ta niewinność miała być szybko potwierdzona. Cóż, chyba brakuje świadków, bo nawet zeznania tego biznesmena, który miał odebrać bilety od Grenia, były niespójne. Ja, jeśli byłbym naprawdę niewinny, to na konferencji prasowej przedstawiam jeden dowód - dokument z sądu w Dublinie, wyrok uniewinniający mnie od zarzucanych czynów. I po prostu wychodzę z konfy, zamykając usta wszystkim dziennikarzom i innym osobom zebranym w sali w hotelu Ibis w Warszawie. No ale tego Greń nie uczynił. A teraz to co się dzieje, to jest mataczenie. Cel jest prosty - przeciągnąć sprawę aż do nowych wyborów w PZPN, a do tego czasu jako domniemany niewinny, mogę rządzić dalej w Podkarpackim ZPN, no i zarabiać pieniądze na życie. Ces’t la vie, cwaniaki się migają, ale zobaczymy jak długo. A tu doniesienia w tej sprawie - prawnik Grenia próbuje blokować wydanie materiałów z rozprawy sądowej. To chyba daje do myślenia największym niedowiarkom winy Atrakcyjnego Kazimierza... I jeszcze aktualizacja.

A na koniec, jeden minus tego całego sezonu - to że nie udało mi się zadebiutować w FE ;) Ale mam jeszcze dużo czasu, popatrzcie na 78-letniego bramkarza Rico (na transfery.info i onet.pl) albo Bogdana, który 67-letni wali gole w okręgówce (artykuł na weszło.com). No to jeszcze najlepsze lata przede mną :)

A następny, ostatni w tym sezonie felieton za dwa tygodnie, bo teraz wyruszam do Szkocji kibicować Rangersom w play offs w meczu z Hibernianem (zwycięzca zagra dwumecz z Motherwell o miejsce w Scottish Premiership). To mój drugi ukochany klub, zabrzmi "follow follow, we will follow Rangers!!!"


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Na wstępie należą się przeprosiny za brak felietonu w ubiegłym tygodniu. Stało się tak z dwóch powodów - pierwszy to zwyczajny brak czasu, gdyż sprawy organizacyjne związane z Final Four zajęły mi mnóstwo czasu, a wieczorem, będąc mocno zmęczony całodziennym bieganiem, nie miałem ochoty na nic więcej, niż tylko odpoczynek. Druga sprawa to nasz wynik w meczu z Pniewami, który nie gwarantował utrzymania. Kilka dni po tym remisie byłem kłębkiem nerwów i ostatnią rzeczą, na którą miałem ochotę, to było pisanie o futsalu. Jak hobby zaczyna ci zatruwać codzienne życie, to nie jest to już hobby, tylko udręka. Na szczęście wszystko się dobrze skończyło i wygospodarowałem trochę czasu na podsumowanie ligi. Radość is back ;)

W poprzedniej kolejce na czoło wysunął się pojedynek na szczycie tabeli, czyli Wisła vs Gatta. Niespodziewanie goście zagrali niezwykle ofensywnie i skutecznie, zmuszając gospodarzy do szalonego pościgu. Sytuacja zmieniała się w końcówce, niezły dreszczowiec, a przede wszystkim doskonała reklama futsalu. Kto oglądał ten wie, kto oglądał na pewno nie żałuje. "Futsal is better. Better than anything else". Dla takich meczów kochamy futsal!!!

A teraz o ostatniej kolejce. 58 goli, dawno nie było takiej strzelaniny. Muszę pochwalić Kubę Mikulskiego z portalu Futsal-Polska, który uruchomił tabelę LIVE, dzięki której na bieżąco można było śledzić przebieg wydarzeń XXII kolejki FE. Prywatna inicjatywa, a jakże cenna, brawo!!!

Zacznę od Red Devils. Tak jak pisałem wcześniej, przez pierwsze kilka dni ostatniego tygodnia mocno się denerwowałem, ale po kilku rozmowach z trenerem Vlastimilem Bartoskiem uspokoiłem nerwy i podchodziłem do samego meczu z Cleareksem z dużym spokojem. Pojechaliśmy do Chorzowa już w sobotę rano, w tym dniu też odbyliśmy trening na obiektach GAF w Gliwicach. Trener przygotował wnikliwą analizę ostatnich spotkań Cleareksu i naszej drużyny, sam zespół był mocno zmotywowany. Jak to się skończyło, to chyba wiele osób widziało. Szkoda, iż sędziowie popsuli mecz, kiedy uznali gola Miozgi (zobacz), który padł już w trakcie syreny kończącej spotkanie. Syrena może "buczeć" i całą dobę, ale to pierwszy dźwięk oznajmia koniec spotkania i do tego dźwięku należy uderzyć piłkę, która potem może lecieć nawet i tydzień. Sędzia główny, Damian Jaruchiewicz w analogicznej sytuacji tydzień wcześniej w Szczecinie (zobacz) gola dla Euromasteru nie zaliczył, całkiem słusznie. Teraz dla Cleareksu uznał, więc należy sądzić iż za każdym razem poddaje się presji gospodarzy i dla nich wydaje korzystne decyzje. Panie arbitrze, przy najbliższej okazji sprezentuję panu  kupon do laryngologa oraz paczkę patyczków do uszu, tak aby był Pan właściwie przygotowany do sędziowania meczów w Futsal Ekstraklasie. Nie należy się bać, że schabowy z kapustą będzie zimny, albo że ktoś w ziemniaki napluje. Decyzje należy podejmować, kiedy jest się absolutnie pewnym, inaczej każdą sytuację należy interpretować w taki sposób, aby nie skrzywdzić jakiejkolwiek z drużyn. Tak mówią przepisy!!! A nas pozbawiono zasłużonego 7. miejsca w tabeli, które sportowo nam się należało jak psu buda.

To nie było jedyne takie zdarzenie. W Zduńskiej Woli arbiter co prawda nie wypaczył wyniku spotkania, ale nie popisał się, uznając gola zdobytego po syrenie. Której nie było, bo sędzia czasowy zaspał... To ostatnio jakaś plaga jest, raz bramki uznają, a raz nie. Chyba trzeba pozwolić na powtórki video w tym kluczowym momencie gry, bo jeśli takie decyzje mają decydować o być albo nie być klubu, to nie może być ewidentnych pomyłek. Gatta zagrała bez swoich dwóch "flint", czyli Marciniaka i Krawczyka, co mogli wykorzystać piłkarze Red Dragons. Ale to był pojedynek "Smoków" z Darkiem Słowińskim, który zamurował bramkę. Pniewy oddały kilkanaście bardzo dobrych strzałów, z których każdy mógł być zamieniony na bramkę, ale Darek był wszędzie. Znakomite interwencje i to w każdym elemencie gry.

Rekord wypunktował akademików z AZS UŚ. Jaka gra, taki sezon. Chimeryczne, wymęczone zwycięstwo. Dodatkowe trzy mecze nie zmienią nic w życiu gospodarzy, mają brązowy medal i ani nie zamienią go na srebro w Zduńskiej woli, ani go nie zgubią w Pniewach. Katowiczanie już wcześniej praktycznie się utrzymali w lidze, grali więc tylko o jak najwyższe miejsce w tabeli.

Kiedy Wisła prowadziła już 3:0 w Rudzie Śląskiej, to nikt nie wierzył, że może zmienić się przebieg spotkania. A jednak gospodarze zerwali się do walki, ale sił starczyło na kilka minut. Doszli na remis, ale potem już rozpętał się huragan. Oleksandr Bondar wyrasta ponad poziom tej ligi, będzie walczyć z Danielem Krawczykiem o Strzelca Królców. Mają równo po 23 gole, niedługo zagrają przeciwko sobie i będzie to podwójny pojedynek o podwójną koronę.

Brak obsługi EPM (elektroniczny protokół meczowy) w Głogowie - to się w głowie nie mieści. Totalna amatorka - to naprawdę łagodne określenie. W dzisiejszych czasach EPM można obsługiwać z poziomu smartfona, to naprawdę prosta sprawa. A o wyniku dowiedzieliśmy się grubo po zakończonym spotkaniu. A jeśli ten wynik decydowałby o istotnych sprawach? Skandal i tyle. Pieniędzy z kopalni miedzi powinno starczyć na pana Zenka z telefonem, który za paczkę fajek i dwa browary stukałby co trzeba. Jakby co to podeślę rekwizyty, jak już funduję patyki do uszu, to stać mnie też na fajury i piwko. Gdańsk pojechał na wycieczkę, zagrali tak, że może lepiej by było nie wyjść na parkiet.

Rollercoaster w Szczecinie - gospodarze przebimbali pierwszą połowę, gliwiczanom z kolei wychodziło wszystko. W Pogoni Szamotij chyba się sklonował, bo był wszędzie. Strzelał do obu bramek, kiwał się, podawał, rozdawał ciastka i nalewał herbatę. Ale to było za mało, aby uratować to, co się spierdoliło przez cały sezon. Pogoń zasłużyła sobie na spadek, bo grała bardzo słabo w przekroju całego sezonu. Nie chcę tutaj dowalać za mocno, ale po odejściu Neagu powstała ogromna wyrwa pomiędzy słupkami. Nie znam sytuacji w szatni - ale fakty są bezsporne. W Katowicach, Chorzowie i Chojnicach zmieniano trenerów jak nie szło, a w Gdańsku i Szczecinie nie. Moim zdaniem efekt "nowej miotły" często daje pozytywny efekt na dłuższą metę, czasem tylko chwilowy (jak u nas w Red Devils), czasem na dłużej (jak w AZS UŚ). Lubię Łukasza Żebrowskiego, ale trener musi być czasem ch**** nad ch***** i trzymać krótko za mordę cały zespół. Ciężko przeobrazić się z kolegi w takiego trenera. Ale też jestem daleki od tego, aby tylko "Żebro" uczynić odpowiedzialnym za spadek, bo po prostu wszyscy zawodnicy grali dużo poniżej swoich możliwości. Podobnie zresztą jak w Red Devils, ale nam się udało przeżyć dzięki pojedynczym zrywom.

Teraz liga ma przerwę na Final Four, potem rusza dalej. Moim zdaniem te dodatkowe kolejki są zupełnie zbędne w tym sezonie, na dodatek z niezbyt mądrym regulaminem. Gatta może wygrać trzeci mecz z Wisłą i zrównać się punktami, na dodatek mając zdecydowanie lepszy bilans bezpośrednich spotkań (dwie wygrane i remis), a jednak nie zdobędzie mistrzostwa Polski. Kto to wymyślił? Nie wiem. Ale wiem jedno - to naprawdę głupi regulamin, bo z miejsca umniejsza znaczenie meczów z trzech dodatkowych kolejek.

Moim zdaniem wyjścia są dwa - albo wracamy do play-off z handicapami (czyli w wersji sprzed dwóch sezonów), albo powiększamy ligę do czternastu zespołów. Teraz nie będzie już tyle przerw na reprezentację, więc liga skończy się na początku kwietnia. Potem przez prawie pół roku nic się nie będzie działo, przecież to chore jest. Piłkarze uciekną na drugą rundę na trawę, aby dorobić sobie parę ziko, nie daj boże komuś się przydarzy kontuzja i co wtedy? Musi być więcej meczów.

A teraz skonfrontujmy moje przedsezonowe typowania z tabelą ligową...

Rekord Bielsko Biała - drobne korekty w składzie, ten odszedł, tamten doszedł, ale klasa pozostała. Wzmocniona bramka przez Nawrata no i Kmiecik, jedno z odkryć sezonu. Szkoda, że Machura wypadł na dłużej, nie wiadomo co z kolanem Douglasa, a to kontuzjogenny zawodnik. Dosyć szczęśliwie awansowali do następnej rundy UEFA Futsal Club, ale to dobrze dla całego polskiego futsalu. Drugi sezon dla Adama Krygera na pewno będzie dużo trudniejszy, jednakże powinni do końca rywalizować z Wisłą o tytuł mistrzowski.

Cóż, spora pomyłka. Rekord dawno odpadł z rywalizacji o "majstra", jedynie spełniła się przepowiednia dotycząca Adama Krygera. Kmiecik okazał się dużym rozczarowaniem, tylko 4 strzelone bramki. Medal jeszcze zrobili, ale to bardziej dzięki temu, iż peleton się wymieszał, a drużyny środka wymieniały się punktami w każdej kolejce. Ogólnie na pewno sezon na minus, bo z taką organizacją i jakością zawodników powinni walczyć o wyższe miejsce do końca sezonu.

Pogoń ’04 Szczecin - wg mnie zapowiada się słabszy sezon dla vice Mistrzów Polski. Odeszli Mikołajewicz i Neagu, a oni gwarantowali wysoki poziom na pivocie i między słupkami. Tych luk nie udało się załatać, tak więc można powiedzieć iż zespół przystąpił do rozgrywek znacznie osłabiony. Dobrze, że chociaż udało się zatrzymać Kubika, który jest bezcenny dla drużyny. No i Pogoń zderzyła się ze "ścianą" w meczu z Wisłą, na dodatek u siebie. Nowa hala nie będzie atutem, przynajmniej na początku. Do nowego obiektu trzeba się przyzwyczaić, a to wymaga czasu.

Przewidziałem słaby sezon... Ale nie aż tak słaby, bo to zdecydowanie najgorszy w dotychczasowej historii klubu. I dobrze przewidziałem, że nowa hala nie będzie "wzmocnieniem" drużyny. Upadek takiej drużyny to tragedia, nie tylko dla szczecinian, ale także dla całej dyscypliny. Bite rekordy frekwencji, przyzwoici zawodnicy, a tu spadek... Chyba po raz pierwszy wicemistrz Polski upadł tak nisko. Pozbierają się - jeśli inni nie rozkradną im zawodników.

Wisła Krakbet Kraków - zmiana trenera, ale na pewno nie stylu. Poza tym trener z boku a nie na parkiecie. to także duży plus. Mocny, może nawet najmocniejszy skład w naszej lidze - to musi być gwarancją sukcesu. Ale tak już było wcześniej, a tylko jeden "majster" na cztery sezony. Czy "Kusiowy" potrafi lepiej gospodarzyć takim bogactwem? Zobaczymy, ale "Los Milioneiros" z Krakowa z góry są skazani na walkę o Mistrza Polski, inaczej być nie może.

Idą równo, Bondar demoluje bramkarzy, choć ostatnia porażka u siebie z Gattą zapowiada jeszcze jakieś emocje w trzech dodatkowych seriach spotkań. Trener Kusia nie jest wylewny, po prostu robi swoje. Mieli swoje słabsze chwile, ale regularnie punktują. Moim zdaniem dociągną do mety na 1. miejscu, bo sprzyja im kalendarz gier i regulamin rozgrywek.

Gatta Active Zduńska Wola - doszedł znany z trawy Adrian Budka, ale ja jestem sceptycznie nastawiony do takiego typu wzmocnień (a czasami osłabień). Mateusz Mika wrócił po kilku sezonach przerwy, ale on także nie wygląda na zbawcę Gatty. Odwieczne problemy z bramkarzami rozwiązali w ten sposób, iż mają ich 5 na 15 zawodników zgłoszonych do ligi. Ilość zamiast jakości? Przekonamy się wkrótce. Niemniej mają sporo klasowych zawodników, którzy zapewnią miejsce w czołowej szóstce, ale na medale to będzie za mało.

Co do transferów to miałem w 100% rację, ale co do pozycji w tabeli to już "fail". Szkoda, że durny regulamin ogranicza ich szanse na mistrza. Ten zespół cieszy się moją sympatią (choć bez wzajemności kilku zawodników, ale oni są od grania, a nie od kochania), bo Marcin Stanisławski poukładał zlepek indywidualności w porządny zespół. No i mają bramkarza. Darek Słowiński mocno się wyróżnia w tym sezonie i wcale bym się nie zdziwił, że doczekałby się powołania do kadry.

Clearex Chorzów - dobrze wystartowali, ale nie wróżę im wielkiego powodzenia. Od ładnych paru lat polityka oszczędnościowa, więc będą jak co roku typowym średniakiem. Skład praktycznie ten sam, doszedł tylko nowy trener. Trudno mi cokolwiek o nim powiedzieć, bo go nie znam. Może udana runda jesienna spowoduje wyciągnięcie portfela z kieszeni i wzmocnienie zespołu, aby powalczył o coś więcej niż środek tabeli.

Ha, a nie mówiłem? Kołowrotek trenerski, Lichota out, Lichota in, Miozga out, Miozga in, a w międzyczasie Tomek Ulfik. Skończyło się tym, iż były prezes Zdzisław Wolny porzucił golfa i maratony, i wrócił przejąć stery nad swoim ukochanym dzieckiem, które zeszło na złą drogę. Zawodnicy przestraszyli się widma spadku i w ostatniej chwili zaczęli robić punkty, bo inaczej legenda by upadła na kolana. Co dalej? Pewnie to samo.

GAF Jasna Gliwice - mądrze budowany klub, mądrze budowana drużyna, finansowo bez szaleństw ale stabilnie, a to najważniejsze. Doszli Tomasz Dura z Rekordu i Rafał Krzyśka z GKS Futsal Tychy. Te wzmocnienia plus skład z poprzedniego sezonu gwarantują pewną jakość i dobry poziom gry, dlatego moim zdaniem włączą się do walki o medale. Jak wygrają z nami zaległy mecz to mają dobry terminarz i mogą się wybić mocno na lidera.

Wszystko w pierwszym zdaniu to prawda, ale druga runda to dramat. Jest prawda czasów, o których mówimy, i prawda parkietu która mówi: "jak rozdajesz punkty na prawo i lewo, to nie oczekuj medalu". Pięć porażek z rzędu i zamiast kolorowego krążka - stara kalarepa. Roman Sowiński rwał włosy z głowy, w klubie wszystko poukładane, a wyników brak. Idą zmiany, trener już podał się do dymisji, Śmiałkowski podobno do Wisły...

AZS UG Gdańsk - taki sezon jak rok wcześniej to się już nie powtórzy. Stracili dwa filary drużyny - Burglina i Kriezela, których tak łatwo nie zastąpią. Postawili na zawodników z trawy, którzy mają dla Gdańska uratował ekstraklasę, ja jednak widzę ich jako pierwszy zespół z czwórki która będzie grać o pozostanie w lidze. Albo gramy na hali albo na trawie, bo łączeniem i graniem po dwa mecze w weekendy (albo nawet w ten sam dzień) ligi się nie zawojuje.

No właśnie, nie powtórzy się. Typowałem ich jako pierwszych kandydatów do spadku - tutaj bingo. Zawodnicy grali na hali, na trawie, na piasku - dosłownie wszędzie, dookoła Trójmiasta we wszystkich możliwych ligach orlikowo-halowych. Sto srok za jeden ogon - ostały im się tylko pióra i piękne wspomnienia. Dużo błędów organizacyjnych, choć próbowali walczyć do końca. Szkoda, bo jednak to północ, miałem blisko na mecze. Nie winiłbym tutaj akurat trenera Szymona Hartmana, ale przede wszystkim pomysł na drużynę, dla której futsal NIE jest najważniejszy. Zawodnicy dalej będą grać wszędzie, I liga będzie dużo łatwiejsza i pewnie znowu powalczą o awans. Może ciut mniej zarobią w UG, ale dalej będą zarabiać dookoła. Kibiców spadek nie zmartwił, bo jest ich niewielu. A że działacze się przejmują - co to kogo obchodzi? Szczerze współczuję Piotrkowi Walczakowi i Wojtkowi Pawickiemu, bo włożyli w to serce i duszę, a brak profesjonalizmu zabił tę drużynę. Jak poukładają klocki po futsalowemu, to będą z Pogonią się ścigać o szybki powrót do FE. Ale to są decyzje zarządu, który wreszcie musi iść po rozum do głowy, ścieżką utartą np. przez Red Dragons Pniewy. Jest z czego wybierać w Trójmieście i okolicach, wziąć zawodników, dla których futsal będzie sportem nr 1 (i jedynym) i zrobić wreszcie klub piłki halowej, a nie stu dyscyplin naraz.

Red Devils Chojnice - trudno mi jest oceniać własny zespół, ale liczę iż będziemy "czarnym koniem" rozgrywek. Do drużyny wrócili Jacek Burglin i Tomek Kriezel, doszedł ukraiński bramkarz Władysław Bondarenko. Po stronie strat trójka poznaniaków ale pozostali ściągnięci zimą Dima Charczenko i Wadim Iwanow. Skromna, 12-osobowa kadra, ale sporo doświadczenia. Jak nas ominą kontuzje to powinniśmy być w górnej części tabeli. Chyba że będziemy tracić punkty w taki frajerski sposób jak z Euromasterem u siebie...

"Czarny Koń", ha ha ha. Chyba raczej stara chabeta z wyleniałą grzywą. Ten sezon to jedno wielkie rozczarowanie, do ostatnich sekund biliśmy się o utrzymanie, zamiast o medale. Niemal każdy zawodnik grał poniżej swoich umiejętności, czterech trenerów próbowało to pozmieniać, ale udawało się jedynie zrywami. Może coś ugramy w Final Four, co może osłodzić ten bardzo gorzki sezon.

KGHM Euromaster Chrobry Głogów - dojście możnego sponsora odbiło się sporym echem, jednak te pieniądze pozwoliły przede wszystkim "przeżyć" klubowi. Są to środki na bieżące koszty, a nie na fanaberie i wielkie transfery, tak więc zespół gra w niemal niezmienionym składzie. Doświadczeni piłkarze zapewnią mu utrzymanie, ale na gra o medale to już za wysokie progi.

Tu się nie myliłem, solidny ligowiec z głogowian. Tuż poza czwórką, niewiele im zabrakło. Tak naprawdę celnego trafienia w Szczecinie pół sekundy szybciej, bo mieli lepsze bezpośrednie mecze z Red Dragonsami. Dobry sponsor może przełożyć się na dobre transfery i za rok Euromaster może włączy się do walki o coś więcej.

AZS UŚ Katowice - "Wielka Ucieczka" rok temu się udała, teraz może być nieco łatwiej. Chłopacy się ograli w FE, doszedł Błażej Korczyński, który będzie polował na bramki aby zostać "Strzelcem Królców" plus Michał Słonina, który także umie kopnąć do przodu. Jednak zbyt mało jakości w tym wszystkim, więc będzie to drugi zespół, który będzie grać o utrzymanie.

Tutaj mniej więcej przewidziałem co się stanie. "Korek" pobił rekord z dużym zapasem, w drugiej rundzie ciągnął zespół jako trener i zawodnik. Dobre transfery w zimowej przerwie wystarczyły na zapewnienie sobie utrzymania bez nerwowości w ostatnim spotkaniu. "Wielka Ucieczka część II" nie była już tak efektowna jak rok temu, ale znowu 14 z Katowic uciekła spod stryczka.

Gwiazda Ruda Śląska - po roku przerwy wrócili do Futsal Ekstraklasy. Generalnie duża niewiadoma, jest trochę doświadczonych grajków plus doszedł Patryk Szachnitowski, Piotr Bubec z Rekordu oraz podobno dobry Ukrainiec Andrij Kidanow. Typowy zespół "jo-jo", za dobry na pierwszą ligę, a często za słaby na ekstraklasę (przypomnę, iż dwa razy utrzymali się przy zielonym stoliku). Trzecia drużyna grająca o przeżycie w FE.

Tutaj podobnie, grali o utrzymanie i zapewnili je sobie dzięki porażce Pogoni w ostatnim meczu. Udana druga runda, gdzie nabili sporo punktów (15) i będą grać w barażach o utrzymanie. Tutaj nie widzę większych problemów, bo różnica jakości pomiędzy Polkowicami/Gnieznem jest spora na korzyść Gwiazdy.

Red Dragons Pniewy - nie mają nic do stracenia. Młody zespół, ale budowany stricte futsalowo. Nawet jeśli spadną, to pewnie nic się nie stanie, gdyż spokojnie i rozważnie budują klub w Pniewach. Jest sporo kibiców, a to ważne dla naszej dyscypliny. Wzmocnienia w postaci Dominika Soleckiego i Łukasza Błaszczyka na pewno są dużym plusem, ale może to być za mało. No i ewidentnie mają problem z trafieniem do bramki pomimo naprawdę dobrych okazji. Czwarty zespół broniący się przed spadkiem.

No tak, Synoradzki... Jasnowidzem to ty nie zostaniesz. Jedynie nie pomyliłem się co do formy budowy zespołu. Największe zaskoczenie in plus - i bardzo dobrze. Pełna hala, młodzi zdolni futsaliści, ambitny trener i grono działaczy, które z pustego nalało "czwórkę". Chyba nie było nikogo w Polsce, kto by postawił na to choćby złotówkę. Brawo. Brawo. Brawo.

A tak przy okazji, widział ktoś Grenia ostatnio? Na "wesołym pamiętniku" jakieś bzdury, nie ma nawet fotek ze zwiedzania B-klasowych pastwisk i wręczania starych piłek jeszcze starszym działaczom. Nasz rodzimy Nikodem Dyzma zapadł się pod ziemię, schował jak szczur w piwnicy. I chyba nikt za nim nie tęskni. Kukiz zrobił karierę w polityce, to może Greń podąży odwrotną drogą i ruszy na podbój list przebojów? (próbka wokalu). Lubi nagrywać covery, to na koniec dzisiejszego felietonu proponuję mu nagrać dwa - piosenek, które stały się istotnym elementem jego życia:

1) "kocham ciebie jak Irlandię..."
2) "Mam czyściutkie sumienie / I bilet pewny do nieba bram"


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS