W ekstralidze nie jest ekstra
- Dział: Kobiety
Na wstępie zacznę od przeprosin za opóźnienie publikacji felietonu, teraz to moja wina. Tym razem nieco mniej o meczach, a więcej innych tematów. Zacznę może o ostatnich wydarzeniach w moim klubie. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, bo to wewnętrzne sprawy klubu, ale zespół pogrążył się w stagnacji, która się pogłębiała z każdym meczem i trzeba było zrobić radykalną zmianę, aby wstrząsnąć drużyną. Łatwiej zmienić trenera niż 12 zawodników, to stara piłkarska prawda.
Od poniedziałku cały czas spędzałem w klubie, odbyłem wiele spotkań i konsultacji. Nasi zawodnicy z meczu na mecz wyglądali coraz gorzej pod względem fizycznym i mentalnym. Zarządziłem serię badań (zakwaszenie pomeczowe, morfologia, profil żelazowy, kinaza kreatyninowa) aby poznać wszelkie szczegóły dotyczące ich organizmów. W poniedziałkowy wieczór spotkaliśmy się na zebraniu zarządu klubu i po prawie dwóch godzinach dyskusji w gronie ośmiu osób dokładnie przeanalizowaliśmy ostatnie zdarzenia, formę zespołu, sposób zarządzania drużyną, współpracę trenera ze sztabem szkoleniowym oraz samymi zawodnikami.
Wspólnie doszliśmy do wniosku, iż pewna formuła się wyczerpała i potrzeba zmiany, aby zespół osiągał lepsze rezultaty. Pożegnaliśmy Olega Zozulę, który osiągnął z zespołem najlepszy wynik w historii (vice mistrzostwo Polski w sezonie 2012/13) i ma olbrzymie zasługi dla "Czerwonych Diabłów", ale wszystko ma swój początek i swój koniec. Dobro klubu a nie jednostki jest najważniejsze, tak więc nadszedł czas aby zrobić kolejny krok do przodu.
We wtorek wraz z prezesem Jakubem Kiedrowskim udaliśmy się najpierw do ratusza miejskiego, gdzie poinformowaliśmy o naszej decyzji i powodach jej podjęcia, co spotkało się ze zrozumieniem i pełną akceptacją suwerennej decyzji zarządu. Miasto Chojnice jest głównym sponsorem klubu, tak więc zrozumiałe jest, iż w pierwszej kolejności naszą decyzję przekazaliśmy przedstawicielom rady miejskiej. Kolejna wizyta to spotkanie z Jarkiem Wróblewskim, który badał zawodników i analizował uzyskane wyniki. Szybko doszliśmy do porozumienia w temacie pracy dla Red Devils. Jarek od tego tygodnia będzie obecny na treningach i meczach naszego zespołu i objął funkcję trenera przygotowania motorycznego. Jest to kolejny element w stronę profesjonalizacji naszych poczynań, bo przyznam szczerze iż ten element u nas był trochę zaniedbany. Następnie wraz z Kubą spotkaliśmy się z trenerem Olegiem Zozulą i przekazaliśmy mu decyzję zarządu. Oleg przyjął do wiadomości, oczywiście nie był zadowolony, bo kto by był w takiej chwili, ale rozstaliśmy się w zgodzie i bez jakiejkolwiek złości.
Później odbyłem rozmowę telefoniczną z Tomaszem Aftańskim, któremu dzień wcześniej sygnalizowałem, iż być może będzie potrzebny w roli "strażaka". Tomek po konsultacji z żoną, która spodziewa się wkrótce dziecka (gratulacje!!!) wyraził chęć pomocy i zgodził się na objęcie funkcji trenera do końca pierwszej rundy rozgrywek. Na więcej niestety nie pozwalają mu obowiązki pracownicze, a szkoda. "Aftan" już po raz czwarty (właściwie piąty - nie zapominajmy o Holiday'u), a drugi w roli "ratownika" przybywa do naszego miasta. Tylko Gothard Kokott & Tadeusz Wolny w Cleareksie oraz australijskie bumerangi wracały częściej na swoje miejsce niż "Aftaneiro" do Chojnic. Liczę, że wyciągnie zespół z kryzysu i zrobi parę punktów. Zna się na robocie i ma moje pełne zaufanie, a swoją drogą to fajnie będzie go zobaczyć przy parkiecie.
W środę wreszcie miałem czas zająć się swoją firmą (prowadzę wraz z ojcem transport międzynarodowy, specjalizacja cysterny), bo dwa dni tylko sprawy klubowe zaprzątały mi głowę, a na chleb ze smalcem też muszę zarabiać. Potem trening bokserski z Kubą Mączkowskim, bo od lutego mamy indywidualne zajęcia z trenerem KS Boxing Team Chojnice Marcinem Gruchałą. Wrogów nie brakuje, to trzeba umieć się bronić ;) a boks to też świetny sposób na wyładowanie złości i złych emocji na worku. Ja to się dopiero uczę techniki i elementarza pięściarskiego, ale Kuba to prawdziwy "dzik". Nasz trener mówi, że już go można wystawiać na amatorskie gale. To przeciwnikom na parkiecie radzę uważać, bo w przypadku jakieś scysji stawiam sto milionów dolarów na "Mączka". A dodam jeszcze, iż żaden trening piłkarski nie może się równać bokserskiemu. Z koszulki to można wycisnąć wiadro wody, pot cieknie ciurkiem. Po pierwszych treningach szliśmy na posiłek do restauracji "Bazylia", która mieści się przy hali i powiem szczerze, że jedliśmy mając brodę opartą o stolik, i wsuwaliśmy jedzenie do ust, bo nikt nie miał siły podnieść rąk do góry. Niesamowicie wyczerpujące zajęcia, ale tak samo dające ogromnie dużo satysfakcji. Zresztą sami spróbujcie np. na rozgrzewkę poskakać 12 minut bez przerwy na skakance. Żałuję, iż dużo wcześniej nie zająłem się tym sportem, bo jest naprawdę fascynujący. Boksem zawodowym interesowałem się zawsze, byłem wielkim fanem Mike Tysona, Lennoxa Lewisa, Andrzeja Gołoty, Prince'a Naseema Hameda, Chrisa Eubanka ale nigdy nie przypuszczałem, iż w wieku oldboja zajmę się trenowaniem w rękawicach.
Tyle o nowej pasji, później trasa do Gdańska, bo tutaj byłem umówiony na spotkanie z Tomkiem Aftańskim, aby dograć resztę szczegółów, udało nam się dogadać dosłownie w minutę... Czwartek to wreszcie czas na napisanie tego felietonu. Uff, no teraz wiecie jak wygląda mój "filofax".
Co do meczu z AZS-em Uniwersytet Gdański, to może lepiej spuścić zasłonę miłosierdzia... Był to drugi z rzędu fatalny występ naszej drużyny. Brakowało ostatnio chemii na linii zawodnicy-trener i to było wyraźnie widać na parkiecie. Po spotkaniu ani na parkiecie, ani w szatni nie było cienia radości. Chłopacy umyli się i rozeszli do domu. Gdańszczanie przyjechali na ten mecz jak na stracenie, ale w trakcie spotkania widząc naszą nieporadność i wolne tempo gry próbowali zmienić swoje fatum. Świetne spotkanie rozegrali obaj bramkarze, Michał Kartuszyński i Władysław Bondarenko, którzy wielokrotnie popisywali się udanymi interwencjami.
"Akademicy" naprawdę mogli nas ugryźć i wywieźć punkty, zabrakło im nieco precyzji. Zwłaszcza Poźniakowi, który jest zasadniczo lewonożny. Tydzień temu pisałem, że zawsze szuka uderzenia z lewej strony, to musiał mi pokazać, że umie także z prawej - i to mu się udało w ładnym stylu, kiedy doprowadził do wyrównania akrobatycznym strzałem. Z "lewusami" jest jednak tak, że dwa razy z rzędu cud się nie zdarza, Poźniak miał na prawej nodze piłkę meczową na sekundę przed końcem i wzorowo ją zmarnował. Na szczęście dla nas.
Na fotce widać, jak trójkę piłkarzy z Gdańska nagle rozbolały "dzbanki" po zmarnowanej szansie. Gdańsk boryka się z własnymi problemami, zespół trenuje rzadko, a jeszcze rzadziej w komplecie. Trudno osiągać wyniki, jak sami piłkarze nie podchodzą poważnie do swoich obowiązków. Naprawdę szkoda mi Wojtka Pawickiego, który bardzo się zaangażował w tworzenie futsalu w Trójmieście, a musi się szarpać z brakiem profesjonalizmu u kolegów z parkietu. Wojtek wyrasta ponad przeciętność i chętnie bym go widział w moim zespole, ale jest związany emocjonalnie z drużyną UG i nie ma szans aby go wyrwać stamtąd. Trener Szymon Hartman ma naprawdę poważny problem, bo rywale uciekają i Gdańsk na dobre zakotwiczył na ostatnim miejscu w tabeli.
A teraz pokrótce o pozostałych meczach. Ekipa KGHM Euromaster wygrywając 3:0 z Gwiazdą poczuła się już bardzo pewnie, a trzy gole przewagi w futsalu wcale nie są aż tak dużą zaliczką. Brawo dla Gwiazdy za ambitną pogoń, ale specjalista od trafień w ostatniej chwili - Pietruszko - załatwił 3 punkty dla miedziowych, do dodatek naprawdę pięknym strzałem.
Co do Cleareksu, to muszę się przyznać, iż myliłem się oceniając ich przed sezonem. Są największą niespodzianką sezonu "in plus", całkiem zasłużenie zresztą. Teraz po bardzo emocjonującym spotkaniu pokonali mistrzów z Bielska Białej i prują do przodu, nie oglądając się na nikogo. No i w tym meczu popisali się większym cwaniactwem, bezlitośnie wykorzystując błędy obrony Rekordu. Jak tak można wpuścić wolnego???
O meczu Gatta - AZS UŚ za dużo nie można napisać, bo był jednostronnym widowiskiem. W Katowicach nadal strzela Piskorz, czuję w powietrzu zapach szybkiego transferu. "Korek" z kolei zaciął się, brakuje mu trzech bramek a spluwa bez naboi. Ciekawe czy "Filip" czujnie obserwuje pogoń za jego rekordem? Gatta teraz przyjeżdża do nas, czeka nas bardzo ciężkie spotkanie. Ale mamy w klubie nową miotłę, to uporządkuje bałagan i wygramy z "rajciarzami".
Wisła Krakbet - GAF Jasna, co to był za mecz. Gliwiczanie wyraźnie lepsi w tym pojedynku, szkoda że tylko w drugiej połowie. Ale za to w pierwszej to był prawdziwy rollercoaster. Śledząc wynik na stronie FE i widząc co kilkadziesiąt sekund kolejne gole pomyślałem, że GAF przy paru bramkach straty wycofał bramkarza i dlatego tak dostaje w kufer. Nic podobnego, "Biała Gwiazda" waliła z pełnych akcji jak w bęben, opanowali się dopiero w drugiej połowie, kiedy już w przerwach gry popijali sobie szampana.
I na koniec Pniewy, gdzie gościła Pogoń. Myślałem, że "Portowcy" odbudowali się zwycięstwem nad nami i pójdą na ostro ze "Smokami", a tu zonk. Młoda ekipa trenera Frajtaga nie przestaje zaskakiwać i pogoniła "Pogoniarzy". Choć Tubacki przy wycofanym musi trafić na 2:2!!! No ale nie trafił, ale za to Mirka Grycmachera szlag trafił, jak mecz się zakończył. Największa niespodzianka? W tej rundzie na pewno, ale w drugiej taki wynik już nie będzie nikogo zaskakiwać. Regularne trenowanie futsalu, nawet przez młodych piłkarzy jakich mają Red Dragons daje efekt punktowy. To już nie czasy, że się zwołało z trawy piłkarzy i "grajta co umieta". Solidna, ciężka praca popłaca.
A na koniec parę ciekawostek:
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
Dzisiaj jubileusz, to mój 20. felieton dla www.futsal-polska.pl. Jak już kiedyś pisałem - słabo u nas z tekstami o futsalu, to jestem pewien, że nie możecie się doczekać kolejnej środy i kolejnej porcji swojej ulubionej lektury przy porannej kawie.
STOP, hola hola!!! Kuba prawie zawsze nawala (niestety praca na chleb ma pierwszeństwo, trzeba to zrozumieć), to musicie mnie czytać przy wieczornym chrapaniu żony/dziewczyny/kochanki lub to samo w wersji męskiej. Podobno w piłce gejów nie ma, ale tych do dawania d... jest wielu. Na przykład ostatnio cała moja drużyna. No ale o tym później, generalnie ten felieton będzie takim "pierdu pierdu", bo nic specjalnego się nie wydarzyło w minionym tygodniu.
Pewnie odezwą się głosy, jaki ten Synoradzki jest zadufany w sobie, tralala. "Znowu ten chujek nam bruździ, znowu się wpierdala, ma swoją drużynę to niech się kurwa nią zajmuje". W Polsce zawsze i wszędzie znajdą się malkontenci, którzy z zawodu się obrażają i są przewrażliwieni na swoim punkcie. Każdy zna chociaż jedną taką osobę, a tym bardziej w naszym futsalowym, często skłóconym środowisku. Odezwij się i skrytykuj, to bądź pewny, że dostaniesz po uszach, bo przecież robisz krzywdę ukochanemu klubowi.
Znam swoją wartość, znam polszczyznę (wiadomo, mama polonistka), znam się też na futsalu bo siedzę w tym od 12 lat (w rozgrywkach ogólnopolskich, bo w amatorskich to już 20, jak ten czas szybko zleciał...) Pisanie przychodzi mi łatwo, ale każdy felieton i tak zajmuje mi dobre 5-6 godzin, aby go przygotować. Przeglądam sporo materiałów, analizuję, no i przelanie tego wszystkiego w słowa to trochę czasu zleci przy kompie. Ale polubiłem to - tak samo jak wy. Krytyki się nie boję, zawsze wysłuchuję z cierpliwością bo nie pozjadałem wszystkich rozumów i ktoś może coś ciekawego podpowiedzieć. I cieszę się, jak moje felietony wywołują dyskusję w naszym środowisku.
W latach 90-tych wydawałem miesięcznik o Manchesterze United, który rozsyłałem po całym kraju. Ogłaszałem się w telegazecie i gazetach sportowych, stamtąd ludzie mieli do mnie namiary. Tłumaczyłem materiały z angielskich czasopism jak "Shoot", "Match", "90 Minutes", pisałem relacje ze spotkań, bo byłem szczęśliwym posiadaczem dekodera Sky Sports. Do tej pory gdzieś na strychu mam ponad 500 kaset video ze spotkaniami Man Utd i reprezentacji Anglii, począwszy od mundialu w 1990 roku. Później ligę zaczął pokazywać Canal+, a w Polsce pojawiły się materiały o lidze angielskiej, to już miałem godnych zastępców. Potem zdarzyło mi się pracować w kilku redakcjach tygodników w Chojnicach, gdzie hobbystycznie pisałem o sporcie w regionie. Teraz, po kilkunastu latach przerwy wróciłem do "dziennikarstwa", umiem ciekawie pisać to zamiast marudzić - patrzeć w dół na literki i czytać, chłonąć, myśleć :)
Znowu sobie zrobiłem weekend z futsalem, w sumie obejrzałem trzy mecze na żywo w Gdańsku i Szczecinie. Dobrze, że moja narzeczona jest wyrozumiała i pozwala mi na zwiedzanie hal. Zresztą sama lubi oglądać halówkę (i grać także, całkiem nieźle wymiata) to często ze mną wpada na mecze.
Najpierw udałem się na obiekt AZS-u, gdzie zobaczyłem mecz Akademików z Gattą Active (zobacz skrót). Tutaj niespodzianki nie było i nie mogło być. Gdańszczanie rozpoczęli fatalnie, zaspani jacyś tacy, no to Krawczyk ich obudził lufą z lewitki. Publiczność nie zdążyła pierdnąć w fotelik, a już było "Dzień dobry, Krawiec się nazywam". Nie mogli sobie z nim poradzić i wydaje mi się, że gdyby Gatta chciała wygrać wyżej, to by wygrała bez problemu. Cofnęli się i spokojnie utrzymywali przy piłce, a piłkarze UG nie mieli pomysłu co z tym zrobić.
Generalnie słabo to wygląda, Depta, który strzelał sporo goli w zeszłym sezonie zupełnie bez formy, Poźniak tylko na lewo schodzi, "Fefsiemu" czyli Friszkemutowi to piasku wyraźnie brakuje. Może na boso by mu lepiej szło? ;) W defensywie dużo dziur, a w ataku sporo chaosu i niedokładności. Hmm, to prawie tak samo, jak u nas w ostatnim meczu z Pogonią...
W każdym bądź razie tylko Wojtek Pawicki trzyma swój wysoki poziom, trochę doświadczenia wprowadziła dwójka Widzicki i Broner, ale na tym Gdańsk kończy się na dzień dzisiejszy. Na dodatek ta trójka zawaliła solidarnie po jednym golu, tak więc ciężko wygrywać, jak teoretycznie najlepsi zawodzą. A było tak pięknie w ostatnim sezonie... Liczę jednak, że się odbudują w drugiej rundzie, bo zawsze bliżej nam do Gdańska, niż do Katowic czy Rudy Śląskiej. Ozdobą spotkania był gol Marciniaka, znakomita kontrola piłki przy przyjęciu plus piękny lobik - naprawdę super. Im mniejszy piłkarz, tym lepiej sobie radzi na parkiecie, czas więc ogłosić nabór w Red Devils dla karłów i gnomów - rozejrzę się po Transylwanii, Śródziemiu i Bajdocji.
A co do sędziowania, to znowu przydarzył się arbitrom duży błąd wynikający z nieznajomości przepisów. Bramkarz UG wybijając piłkę trafił w swojego zawodnika, piłka się odbiła i ponownie trafiła do golkipera. Sędzia odgwizdał "podanie do bramkarza", a przecież takie zagranie musi być celowe, a nie przypadkowe!!! I Gatta miała pod bramką gdańszczan groźny rzut wolny. W końcówce na parkiet weszło "nazwisko" czyli Adrian Budka, ale jedynym zagraniem jakim się popisał, to była ręka, po której podyktowano rzut karny. No i powinna być za to czerwona kartka, kolejny elementarny błąd arbitrów. Ile jeszcze zobaczymy takich pomyłek sędziowskich?
A co do Budki - ściąganie "nazwisk" z trawy nie będzie promocją futsalu dopóki taki zawodnik po prostu nie będzie umiał grać na parkiecie. Nie wiem do końca, jak jest z Adrianem, to go nie będę oceniał, ale parę lat temu grałem w lidze halowej w Kaliszu i razem ze mną w drużynie grał niejaki Kaczmarek, ówcześnie piłkarz Korony Kielce. I ja, kompletny amator, byłem o wiele lepszym zawodnikiem na hali, niż ten kolega, którego tydzień wcześniej oglądałem w Canal+. Niektórzy chyba za bardzo są zafascynowani dużą piłką, a to zupełnie odmienna dyscyplina. Ściąganie piłkarza tylko dlatego, bo o nim pisała "Piłka Nożna" i "Przegląd Sportowy" i pokazano go w "kodowanym", to nie jest najlepszy pomysł na promocję futsalu.
Drugi mecz to Politechnika Gdańska - Helios Białystok (relacja z "więzienia"). Tutaj spotkałem dwójkę znajomych, drugiego trenera reprezentacji Andrzeja Biangę i szefa sędziów Przemysława Sarosieka. Z Andrzejem znamy się kupę lat, na początku XXI wieku byłem dyrektorem sportowym i kierownikiem drużyny w Chojniczance, którą prowadził właśnie Andrzej, a wiceprezesem był Bogdan Duraj. Potem przerzuciliśmy się całą trójką na halę i działaliśmy razem w Holiday’u Chojnice. Świetny kompan, naprawdę dobry warsztat trenerski i taki sam motywator. Na trawie miał trochę pecha, bo trafiał do klubów w momencie ich regresów, bo wg mnie bez problemów poradziłby sobie jako szkoleniowiec w klubach z wyższych lig na trawie. Ale teraz jest w futsalu i chętnie zobaczyłbym go w roli szkoleniowca klubu.
A z panem Przemkiem Sarosiekiem pogadaliśmy sobie na temat ostatniej fali błędów sędziowskich, która zalała polski futsal. Jedno jest pewne - będzie zrobiony porządek. Już wkrótce. Pan Sarosiek jest konkretną osobą i moim zdaniem odpowiednią na to miejsce, czas najwyższy uprzątnąć tę stajnię Augiasza. Bo od paru lat poziom sędziowania szedł w górę, a ten sezon obfituje w errory, co kolejkę pewne sytuacje mają wpływ na wyniki spotkań.
A co do samego meczu, bramkarz Heliosu w rękawicach... Dawno tego na hali nie widziałem. Ale po jego ruchach od razu widać, że to gościu z trawy. Podobnie jak inni zawodnicy z Białegostoku. Nic dziwnego, że Politechnika z dużą swobodą ograła rywali, bo górowali nad nimi futsalowym obyciem i przede wszystkim taktyką. Jeszcze w pierwszej połowie mecz był w miarę wyrównany, ale w drugiej części piłkarze PG przeważali już bezdyskusyjnie. Po ładnych, kombinacyjnych akcjach zdobyli kolejne bramki i z łatwością wygrali to spotkanie.
Zrobienie klubu futsalu nie polega na wzięciu 12 ludzi z dużego boiska i rzuceniu im piłki. Filozofia budowania zespołu polega przede wszystkim na zatrudnieniu trenera, który ma pojęcie o tym sporcie i szukaniu zawodników, którzy chcą grać tylko w futsal. Zawsze tutaj podaję przykłady Red Dragons i Politechniki, którzy od paru lat tej samej grupie młodych piłkarzy wpajają nawyki halowe przez trenerów pasjonatów Frajtaga i Janiaka. Zarzucacie mi, iż piszę pozytywnie o drużynie PG. Cóż, od samego początku ich istnienia (GKS Kominiarz Żukowo, potem Vamos) grałem przeciwko nim przez kilka sezonów w rozgrywkach II ligi Pomorskiego ZPN, prowadząc drużynę Red Devils II złożoną z juniorów i oldbojów naszego klubu. Na początku laliśmy ich w każdym meczu, ale sezon po sezonie robili duże postępy. Głównie dzięki trenerowi Michałowi Janiakowi, z którym w 2010 roku kończyliśmy kurs instruktora futsalu w Toruniu. Stopniowo grali coraz lepiej i lepiej, aż skończyło się raz na wyniku bodajże 3:11 w Gdańsku. Potem awansowali do I ligi i tutaj też nie są chłopcami do bicia, tylko od dwóch sezonów rywalizują o czołowe miejsca. Dla mnie jest przykład modelowego rozwoju drużyny, gdzie pomimo braku finansów tworzy się coś ciekawego i przede wszystkim z myślą przewodnią. Dlatego będę ich chwalił - dopóki nie będą grać źle. A co do Heliosu, żeby nie było że tylko źle o nich piszę, to daję plusa za fajny ruch marketingowy - czyli sesję fotograficzną w klubie Kontakt. Świetny pomysł, na pewno zachęci parę osób aby przyjść na halę (bo lepiej tam niż do Kontaktu). Tylko to picie szampana... Zostawcie to na tą chwilę, kiedy będziecie już grali po halowemu i walczyli o awans. Rusza tam akademia futsalu, jak wszystko pójdzie tak, jak planują, to będzie fajnie. Szczerze tego życzę.
No i na koniec weekendu pojechałem z moją drużyną do Szczecina (zobacz skrót). Pogoń w dołku, trzy mecze u siebie w ryj, pozostało nam dobić na polowaniu osłabione zwierzę. A co wyszło? "Chujoza" - to słowo najlepiej określi to, co graliśmy. Mirek Grycmacher dostał prezent na swoje urodziny, to się cieszył. Nie dziwię się, po takiej serii u siebie też bym skakał z radości.
Ogólnie to był najsłabszy mecz całej drużyny w całej rundzie, jak nie w ostatnich latach. No prawdziwy dramat, oczy bolały od samego patrzenia na takie nieudacznictwo. Dwa lata temu przegraliśmy na Cleareksie 0:10, ale wtedy lepiej graliśmy. Bo chorzowianie w pierwszej połowie oddali 6 strzałów z których wpadło 5, a potem trafiali do pustej bramki. Ale tam chociaż była chęć gry, wola walki, tylko mecz naprawdę się nie ułożył. Raz na 10 lat taki się trafi.
A w Szczecinie w pierwszej połowie oddaliśmy zaledwie dwa kulawe strzały, no jak tak można grać? No jak? Juniorzy by więcej zrobili. Pobiliśmy rekord świata w podaniach do boku i do tyłu, nikt nie miał jaj, aby spróbować wygrać pojedynek 1 na 1 i zrobić przewagę. Jak się nie chce grać, to przyjdą inni, którym będzie się chciało. Jest sporo zawodników, którzy wsiądą w samolot i w kilka godzin będą w Chojnicach. Pozostały 4 mecze do końca i dla niektórych jest to ostatnia szansa, aby udowodnić swoją przydatność. W Chojniczance (I liga na trawie) gra tylko jeden chojniczanin, to u nas też może być podobnie. Tam to daje efekty, przychodzą profesjonaliści i wykonują swoją robotę, bo wiedzą, że jeśli zawiodą, to muszą sobie szukać innego miasta do zarabiania. A u nas gwarancja pracy na lata. I może to jest ten właściwy kierunek rozwoju klubu, bo niektórzy chyba nie doceniają tego, co mają na miejscu.
O pozostałych meczach nie będę się rozpisywać, bo robi to co tydzień Szymon Śleziona w "Szóstym Przewinieniu". Krótko mówiąc, wygrali ci co mieli wygrać, ale nie zabrakło jednak kontrowersji. Zadzwonił do mnie prezes Gwiazdy Arek Grzywaczewski, który bardzo zbulwersowany opowiadał o przebiegu spotkania Clearex - Gwiazda. Tydzień temu sędziowie pomogli jego drużynie, teraz było odwrotnie. Zresztą pomeczowe wypowiedzi trenera Tomasza Klimasa (zobacz video) są jednoznacznie negatywne w temacie pracy arbitrów. Ja się nie będę wypowiadał, bo jak się nie oglądało całego spotkania, to ciężko jest ocenić przebieg po samym skrócie.
Druga sytuacja, która wzbudziła moje zainteresowanie, nastąpiła w meczu transmitowanym przez Orange Sport, czyli KGHM Euromaster versus Wisła Krakbet. Tyle ostatnio pisałem o koszulkach "lotnych" zawodników i amatorszczyźnie w tym temacie, no i co? No i pstro. Patrzę w telewizor i znowu widzę numer zrobiony z plastra. Jeszcze wyraźnie, na dokładnym zbliżeniu przez operatora kamery. Komentator także raczył zauważyć i skomentować fakt, iż Łukasz Pieczyński wystąpił z ohydnym, nierówno zrobionym numerem z plastra, jeszcze z kawałkami nitek sterczącymi na prawo i lewo. Jak Komisja Ligi nie zrobi z tym porządku, to dalej słoma z butów będzie wystawać całej lidze. Jak mamy być poważnie traktowani przez sponsorów, jak dochodzi to takich wizerunkowych "faux pas"? Klubów nie stać na wydanie 300 zł na zakup trzech koszulek dla trzech różnych zawodników wcielających się w "lotnego"? 300 zł kary, jak klub raz zapłaci, to potem już nie będzie takich sytuacji.
Jeszcze o pierwszej lidze, o aferze bębnowej i meczu Unikat Osiek - FC Toruń (zobacz skrót). Gospodarze wymyślili sobie absurdalny zakaz wnoszenia bębnów dla kibiców przyjezdnych, które na hali dodają kolorytu i kreują pozytywną atmosferę. Powstał spór, który zakończył się pozytywnie, głównie dzięki interwencji członka Komisji Futsalu pana Jarosława Gryckiewicza. Oby jak najmniej takich samobójów medialnych, bo ledwo co klub powstał, a już druga afera w mediach. Bębny ostatecznie zagrzmiały na hali, a atmosfera była gorąca na derbach województwa kujawsko-pomorskiego. Na dodatek w zespole gospodarzy wystąpiło aż czterech byłych zawodników Marwitu/FC no i trener Białek był także związany z tym zespołem. Do przerwy pachniało niespodzianką, zwłaszcza że piłkarze Unikatu mieli dwie znakomite sytuacje do objęcia prowadzenia. W drugiej połowie faworyci zagrali już na swoim poziomie i było po meczu. Zresztą FC Toruń piłkarsko i organizacyjnie przerasta tę ligę o lata świetlne. Idą na komplecie zwycięstw, my jak graliśmy w I lidze w sezonie 2009/10, to wygraliśmy ją nie ponosząc żadnej porażki (16 zwycięstw, 4 remisy). Myślę, że pobiją nasz rekord. Wydaje się, iż jedynie KS Gniezno i Politechnika Gdańsk mogą spróbować nawiązać z nimi rywalizację, ale to w pojedynczym spotkaniu, tak więc z dużą ciekawością będę oglądać ich kolejne spotkania. Prezes Marek Wiśniewski odbudowuje futsal w Toruniu, już rok temu byli faworytami rozgrywek, ale cuda nie zdarzają się dwa razy z rzędu i tym razem na 100% awansują do FE. Ja ich oczekuję z niecierpliwością, zawsze nam się dobrze z nimi grało, no i mamy trzy kroki do nich, to można godzinkę przed meczem ruszyć na pierniki :)
A na koniec parę linków dal golkiperów:
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
Dzisiejszy felieton będzie przebiegał pod tytułem "kontrowersje". Dużo tego ostatnio u nas, zarówno w Futsal Ekstraklasie jak i w Pierwszej Lidze...
W sobotę obejrzałem, co prawda nie na żywo, ale w internecie świetny mecz FC Toruń z Politechniką Gdańsk (zobacz skrót). Aż 13 goli, emocje do samego końca, naprawdę wysoki poziom sportowy - to było właśnie to, czego można się spodziewać się po futsalu. Kibice wyszli z hali usatysfakcjonowani, ci sprzed monitorów także.
W poprzednim tygodniu miałem okazję wpaść na trening Politechniki i wziąć udział w gierce. W sumie to nie była tylko gierka, tylko ciężki dwugodzinny trening poprowadzony przez trenera Michała Janiaka, który nie oszczędzał swoich piłkarzy. Widziałem zaangażowanie, sportową złość i wiedziałem, że nawet jeśli ten zespół przegra w Toruniu, to po ciężkiej walce. I tak właśnie było. Niemal przez całe spotkanie to gdańszczanie prowadzili i nadawali rytm meczu, ale w samej końcówce spotkania torunianie swoją konsekwencją w grze, a przede wszystkim doświadczeniem i chłodną głową zdobyli trzy punkty. Niemniej wcześniej dwie bramki samobójcze PG pomogły drużynie Klaudiusza Hirscha utrzymać kontakt z rywalami. To był dużo słabszy występ "pierników". Wydaje mi się, iż wcześniej zespoły, które miały grać z nimi, wychodziły na parkiet mocno przestraszone i ze spętanymi nogami licząc tylko na jak najniższą porażkę. A chłopaki z Gdańska pokazali, iż można nawiązać równorzędną grę z faworytami.
Drużyna PG to młodzieńcza radość z gry, szaleńcza gra do przodu, zapał i zaangażowanie - czasami zbyt mocne, przez co popełnili kilka niepotrzebnych fauli. Banda (w dobrym tego słowa znaczeniu) pasjonatów futsalu kontra odbudowujący się profesjonalizm w Toruniu. Zderzenie dwóch filozofii, starcie Dawida z Goliatem. Ale jak to w życiu przeważnie bywa, górę wzięła rutyna, niemniej gdańszczanie naprawdę pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.
Jedną z kontrowersji tego spotkania był zakaz filmowania meczu przez kierownika zespołu z Gdańska. Czemu to ma służyć? Doprawdy nie wiem. Takie drobne złośliwości są naprawdę niepotrzebne i nie pomagają kreować przyjaznej atmosfery wokół piłki halowej. Tutaj minus dla działaczy z Torunia. Z ostatnich doniesień wynika jednak, iż postanowili się zrehabilitować i przesłać materiał działaczom z Gdańska. Niech będzie za to plus :)
Następna kontrowersja zaistniała w meczu Gwiazda Ruda Śląska - Red Dragons Pniewy. W sumie to nawet dwie. Pierwsza nastąpiła w chwili, kiedy goście chcieli wycofać bramkarza. Grający trener Łukasz Frajtag ubrał ciemnozieloną koszulkę typu T-shirt z numerem 10 zrobionym z plastra. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni, który tak zrobił. A trener gospodarzy Tomasz Klimas gorąco zaprotestował u arbitrów, którzy nie dopuścili Łukasza do gry. Było to wyraźnie słychać podczas transmisji, długa oracja trenera Klimasa przekonała arbitrów, aby nie dopuścili Frajtaga do gry. To pierwszy błąd arbitrów w tym spotkaniu.
Posprawdzałem tu i tam, przeczytałem dokładnie regulaminy - ta koszulka nie do końca była prawidłowa, bo zabrakło tzw. "obrandowania", czyli logotypów ligi, sponsora ligi oraz nazwiska. Zgadzam się, iż taka koszulka jest nieprofesjonalna, ale nie można kwestionować koloru koszulki!!! Zresztą od tego jest Komisja Ligi, która potem ma prawo ukarać zespół za nieodpowiedni strój. Witalij Koleśnik zostawił koszulkę meczową w hotelu w Gliwicach i w pierwszej połowie z GAF Jasna zagrał w koszulce treningowej i zostaliśmy za to ukarani. Tutaj także powinien być wprowadzony porządek, ale to nie trener Klimas jest od decydowania czy Łukasz Frajtag może zagrać czy też nie.
Wynikła z tego gorąca dyskusja na twitterze, chyba najdłuższa w historii futsalu. Trener Tomasz Klimas uparcie twierdził, iż kolor koszulki zawodnika lotnego musi być zgodny z kolorem koszulki bramkarza. Ten przepis zmienił się już kilka lat temu i warto wchodząc do ligi zaznajomić się z takimi faktami. Gwoli ścisłości, poprzedni zapis nakazujący grę w takim samym kolorze został usunięty, tak więc można grać w dowolnym.
Parę lat temu sytuacja była jasna i klarowna, zawodnik miał obowiązek ubrać koszulkę identyczną w jakiej występuje bramkarz. My mieliśmy komplety czarne i białe dla naszych GK, to takie same zamówiłem dla Mariusza Kaźmierczaka, który wcielał się w rolę lotnego. I nie było jakichkolwiek problemów. A teraz jest samowolka, za chwilę ktoś wyskoczy na parkiet w futrze kierownika albo kufajce kierowcy.
Z kolei w meczu AZS Uniwersytet Gdański - Pogoń ’04 Szczecin zdarzył się jeszcze lepszy numer. Gospodarze wycofali bramkarza, w którego rolę wcielił się Tomasz Poźniak grający normalnie z nr 12. Ten zawodnik ubrał żółtą koszulkę bramkarską bez nazwiska z numerem 9, z którym w tym meczu występował Paweł Friszkemut. Tu kolor się zgadzał, ale numer wylosowany z teletomboli. A sędziowie zero reakcji.
Proste pytanie do arbitrów - w której sytuacji należało zareagować, a w której nie? Pretensje także powinny być skierowane do kierowników drużyn. Ta liga ma być profesjonalna, a ciągle zdarzają się takie amatorskie sytuacje. Numery z plastra, kłótnie o kolor, dowolne numery, brakuje jeszcze tylko "świata kolorowych getr" rodem z B-klasy. Krótko mówiąc "dziadostwo".
A jest jeszcze druga kontrowersja ze spotkania w Rudzie Śląskiej. Grający jako lotny Łukasz Frajtag zbiegał do boksu, jednocześnie Gwiazda ruszyła z kontrą, a Maciej Foltyn wbiegł zbyt szybko na parkiet. Parę sekund później, po skutecznej interwencji arbiter ukarał go drugą żółtą kartkę za nieprawidłową zmianę i nakazał grę w osłabieniu. Skonsultowałem tę sytuację z arbitrem sędziującym w FE. Foltyn wbiegł na parkiet jako "szósty zawodnik" nie uczestniczący w grze. Został słusznie ukarany żółtą kartką, ale drużyna NIE MOŻE być karana grą w osłabieniu!!! A to już nie błąd, a wielbłąd (copyright Janek Tomaszewski) dwójki sędziowskiej. Ta sytuacja miała poważny wpływ na przebieg meczu i na pewno skrzywdziła pniewską drużynę.
Ciekawie także oglądało się pomeczowe wypowiedzi. Każdy z trenerów, Klimas i Frajtag uważali że ich drużyna była zdecydowanie lepsza w tym pojedynku. Który jest małym kłamczuszkiem? ;) (zobacz wywiady).
Skrytykowałem wcześniej akademickich działaczy za marazm w pozyskiwaniu sponsorów - odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. O to właśnie chodzi, obudzić się z zimowego snu i budować silne ośrodki futsalu. Brawo i duży plus. Ale za to nie dają punktów, a AZS UG przegrał kolejny mecz. Rok temu pozbawili szczecinian szansy na złoto, a teraz pudłowali na potęgę. Czy to brak regularnych treningów, czy też po prostu umiejętności? Gonda bronił dobrze, to zastąpił Burglina, za Kriezela doszli doświadczeni Widzicki i Broner. Teoretycznie więc powinno być dobrze. W tym meczu ruszyli od samego początku z wielkim impetem, stworzyli mnóstwo sytuacji, ale Pogoń spokojnie przetrzymała ten napór i skarciła gospodarzy. Tym razem szczęśliwie odbili się od dna, ale gra "Portowców" pozostawia wiele do życzenia. Coś jest nie halo z tą drużyną pomimo zwycięstwa. Obyśmy to wykorzystali w najbliższą niedzielę w Szczecinie.
No właśnie, moje Red Devils... Nie wiem o co chodzi w tym sezonie. Zawodnicy mają wszystko, stworzyliśmy naprawdę komfortowe warunki do trenowania. Gramy szósty mecz ligowy i po raz trzeci rozdajemy punkty. Mamy kilku zawodników, którzy by znaleźli miejsce w każdej drużynie, a jednak zawodzimy na całego. Przecież mamy tyle samo punktów co Red Dragons Pniewy, które grają juniorami i Gwiazda Ruda Śląska, gdzie piłkarze grają za niewielkie wynagrodzenie!!! Czyli bez pieniędzy także można zrobić drużynę, która będzie na takim samym poziomie sportowym. W meczu z Rekordem przy remisie 1:1 idziemy dwa razy 3 na 1 i nie potrafimy zakończyć tego bramką. Tu jest jak w boksie, jak nie umiesz celnie trafić to za chwilę sam dostaniesz w mordę. Mija parę chwil, no i oczywiście pod własną bramką musimy podać do przeciwnika i dać możliwość wyjścia na prowadzenie. Trener mówi, że Popławski szuka szansy na uderzenia z prawej nogi z dystansu i żeby blokować mu takie próby strzałów, to oczywiście "Popi" strzela nam gola w taki sposób. Potem znowu jakieś odstawianie nogi, tu nie pobiegnę, tam nie zablokuję... Tak to można na podwórku grać, ale tu jak zrobisz błąd to Mistrz Polski bezlitośnie to wykorzysta. Zresztą nie tylko zespół mistrzowski, niemal każdy ciebie skarci jak tylko dasz mu na to szansę. Nie chcę umniejszać sukcesu gości, ale nie tyle Rekord wygrał ten mecz, co my go przegraliśmy na własne życzenie.
Jestem bardzo niezadowolony z postawy drużyny, ale poczekamy na koniec rundy. Ale jak tak dalej będzie to będą zmiany w zespole, jak to Dudała w kultowym filmie zapowiada. Zawsze powtarzam jedno - każdy zawodnik jest tyle wart, ile ktoś jest skłonny mu zapłacić. I jak przeszłość pokazuje, to niełatwo jest znaleźć klub, który zapewni takie warunki jakie my oferujemy.
O innych meczach napiszę pobieżnie: Gatta przegrała u siebie z GAF Jasna. Kolejny przykład, że ta liga jest bardzo wyrównana i o wyniku decyduje przede wszystkim "dyspozycja dnia". Jest niemal niemożliwe wytypowanie sześciu prawidłowych wyników z każdej kolejki. W Katowicach remis, akademicy ukradli punkty głogowianom. Asystą przy końcowym golu Słoniny popisał się kolejny człowiek z numerem zrobionym z plastra lekarskiego. Stara moda wróciła na dobre, czekam jeszcze na plastrony z wielką dziurą na plecach. W poniedziałek Wisła przejechała krakowskim walcem po Cleareksie. Przewaga była bezdyskusyjna, a demolka konkretna. Beton kontra okna z plastiku, tu zwycięzca mógł być tylko jeden. Czołówka ligi się powoli krystalizuje, trzy teoretycznie najsilniejsze zespoły już są na swoich miejscach. I nie zdziwiłbym się w ogóle, gdyby ta liga właśnie w takiej kolejności by się zakończyła.
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
W niedzielę najpierw zajrzałem najpierw na halę Politechniki Gdańskiej, gdzie obejrzałem zacięty pojedynek gospodarzy z Constract Lubawa (zobacz skrót). Mecz zakończył się podziałem punktów po remisie 3:3, co wydaje się sprawiedliwym wynikiem. Spodziewałem się jednak ciut wyższego poziomu sportowego, widziałem wcześniej obie drużyny i obie zagrały poniżej swoich możliwości. Dominowała walka, a sędziowie dopuścili do czasami zbyt ostrej gry. Generalnie drużyna Michała Janiaka była zdecydowanym faworytem i pod względem umiejętności indywidualnych miała na pewno lepszy zespół, ale piłkarze Dawida Grubalskiego przeciwstawili się agresywną grą i wolą walki. Być może to zaskoczyło gospodarzy, bo zwłaszcza na drugą połowę wyszli mocno zaspani i dostali dwie bramki, po których musieli gonić wynik. A jeszcze Dawid Dąbrowski z Costractu z dwóch metrów nie trafił w piłkę, co by mogło dobić piłkarzy PG. W końcówce grający prezes Piotrek Wardowski miał dwie szanse, ale w obu minimalnie przestrzelił po długim słupku. A przypadałby się piękna podcinka zamiast strzału na siłę. Wygodnie się komentuje z boku, no nie? ;) A tak kolejna strata punktów u siebie oddala gdańszczan od FC Toruń. A jeszcze do walki o barażowe miejsce włącza się KS Gniezno i o ewentualny awans będzie naprawdę ciężko. Na koniec minus dla gospodarzy za jakość skrótu video - drżący obraz, opóźnienie kamery idącej za akcji... Kręcenie meczów "z ręki" to było dobre w latach 90-tych, teraz czas na profesjonalizm. Natychmiast się poprawić :)
A teraz o kadrze, bo prosto z Gdańska pojechałem do Kwidzyna na drugie spotkanie Turnieju Czterech Narodów, czyli mecz Polski z Grecją. Dobrze, że w reprezentacji obecnie grają najlepsi futsalowcy, bo w przeszłości bywało, iż powoływani zawodnicy wykręcali się z obowiązku pod pretekstem pracy zawodowej lub po prostu działacze klubowi nie puszczali piłkarzy na zgrupowanie, obawiając się ewentualnych kontuzji. Teraz jest pod tym względem "normalnie" i trenerska para Andrzejów: Bucciol i Bianga ma pełen komfort selekcji.
Zaskakujące jest dla mnie powoływanie Krystiana Antczaka, choć też rozumiem iż chcemy zachęcić go do gry na hali. Jest to naprawdę ciekawy zawodnik. Po raz pierwszy zauważyłem go ponad roku temu, kiedy drużyna Red Devils U-20 rywalizowała w eliminacjach MMP z CityZen Poznań, w którym grał Krystian. Zainteresował mnie ten zawodnik i skontaktowałem się z jego trenerem, Bartoszem Bochińskim, byłym asystentem Klaudiusza Hirscha w Akademii FC Pniewy. Bartek odesłał mnie do managera zawodnika, Rafała Budzisza. Ten menago poinformował mnie, iż Krystian z futsalem nie wiąże żadnej przyszłości i jakiekolwiek propozycje z klubów piłki halowych ich nie interesują. Antczak miał propozycje testów w klubach zagranicznych (trawiastych) i tam miał szukać swojej szansy. Jeśli tak nadal jest, to jaki sens ma powoływanie zawodnika do reprezentacji, jak za chwilę jego nowy klub zakaże mu występów w kadrze? Jedynym rozsądnym tłumaczeniem jest to, że ma to być forma zachęty dla tego zawodnika.
Kto mnie zna albo czyta to doskonale wie, że dla mnie futsal jest sportem nr 1. Dlatego też z niechęcią patrzę na zawodników trawiastych, bo mało kto z nich się sprawdza w piłce halowej, która jest artyzmem w porównaniu z topornością piłki jedenastoosobowej. Oczywiście mówię tu o edycji krajowej, bo wiadomo że Manchestery, Madryty i Barcelony to inna półka. A dlaczego inna półka? Bo Falcao, Ronaldo i Messi zaczynali od futsalu, bo nie mieli zakazu halówki od swoich piłkarskich trenerów, jak to zwykle w Polsce bywa. Oby Antczak się rozczarował trawą, a postawił na futsal, bo tutaj może być prawdziwą gwiazdą, a tam będzie tylko jednym z wielu tysięcy wyrobników.
Tutaj niestety kluby futsalowe przegrywają z trawiastymi, bo tam są dużo większe pieniądze. Zwłaszcza dla managera, który steruje karierą nastolatka. Antczak mógłby w futsalu zrobić duża karierę. Ale to jest jego wybór. Patrząc jednak na naszą dyscyplinę powoływanie takich zawodników na dłuższą metę mija się z celem, bo i tak go stracimy, a blokuje miejsce zawodnikowi, którzy gra i wiąże przyszłość z futsalem.
Mecz z Grecją wygrany 6:1 (zobacz skrót) oglądałem w towarzystwie trenerów: odpowiednio pierwszą połowę z Dawidem Grubalskim z Contractu, a drugą część z Marcinem Stanisławskim z Gatty Active Zduńska Wola i Michałem Szymańskim, prezesem beachsoccerowego KP Łódź. Oczywiście cieszyliśmy się z efektownych zwycięstw, ale graliśmy mecze z zespołami, z którymi prowadziliśmy grę. A z Włochami i Białorusią w eliminacjach ME tak już nie będzie. Przydaliby się po prostu silniejsi sparingpartnerzy, bo Grecja to teraz cień zespołu, który wygrał z Polską półtora roku temu. No i ci greccy bramkarze, każdy z wyraźną nadwagą. W latach 90-tych w kadrze Włoch bronił bramkarz mający ponad 100 kg - Andrea powinien go znać. Dowiedziałem się, iż podobno w miejsce Grecji i Walii miały grać reprezentacje Gwatemali i Egiptu, ale podkupili ich Kuwejtczycy, którzy zorganizowali Futsal Continental Cup. No co zrobić, przynajmniej nasi sobie postrzelali jak do kaczek ;)
Z kolei mecz ze Słowenią pokazał, iż ta kadra notuje progres. Podobał mi się ten występ, któremu przyglądałem się wraz z chłopakami z Red Devils oraz trenerami Olegiem Zozulya i Krzyśkiem Juśko z UKS Morze Stegna. Rok temu w Bydgoszczy padł raczej przypadkowy remis 2:2, ale potem w Świeciu Słoweńcy dali nam lekcję 1:5 (zobacz skrót). Tym razem nasi rywale nie mieli tak łatwo, Polacy zagrali naprawdę dobre spotkanie, tocząc wyrównany pojedynek z wyżej notowanym rywalem (zobacz skrót).
Słoweńcy to klasowy zespół z brylującymi na parkiecie Igorem Osredkarem (nr 7) i Alenem Feticiem (nr 10). Grali fajny, dynamiczny futsal opierający się na szybkim rozegraniu ze skrzydeł i świetnej grze kombinacyjnej, dużo było też zagrań z pierwszej piłki. Polacy z kolei grali na dwójkę pivotów, Mikołajewicza i Kiełpińskiego, choć dwie bramki padły po dynamicznych wejściach skrzydłowego Michała Kubika. Szkoda dwóch szans Mikołajewicza, na początku spotkania i w drugiej połowie, bo można było się pokusić o zwycięski remis. Ale nie ma co narzekać, po tym spotkaniu jestem pełen optymizmu, to naprawdę idzie w dobrą stronę.
Tak jak pisałem wielokrotnie, bez sukcesów reprezentacji, bez awansu do Mistrzostw Europy, bez pokazywania tych meczów w Eurosporcie futsalu nikt nie zauważy. Jesteśmy sportową niszą i tylko kadra może nas z tej dziury wyciągnąć. ALL HANDS ON THE DECK, czyli "wszystkie ręce (nogi) na pokład" i zapierdalamy!!!
A na koniec przebitki z Futsal Continental Cup (zobacz terminarz) który odbył się w minionym tygodniu w Kuwejcie. W pierwszym półfinale spotkali się odwieczni rywale, czyli Brazylia i Argentyna. Tym razem górą byli Argentyńczycy, którzy zwyciężyli 4:1. (skrót meczu) Ozdobą spotkania była druga bramka dla Argentyny zdobyta piękną lobującą podcinką. W drugim półfinale Czesi pokonali faworyzowanych Włochów po rzutach karnych 3:2, w normalnym czasie gry było 1:1, to spora niespodzianka (zobacz skrót).
Finał pomimo wysokiego wyniku 6:2 dla Argentyny wcale nie był takim jednostronnym widowiskiem. Jan Janovsky z kolegami postawili wysoko poprzeczkę rywalom, jednak nie dali rady Latynosom, którzy święcili ostateczny triumf. (zobacz skrót)
A teraz dwie sytuacje z tego turnieju, najpierw gol Yukiego Muroty z Japonii w meczu z Gwatemalą (zobacz). Palce lizać. Falcao Style!!! Druga to wspaniała obrona czeskiego bramkarza Libora Gerčáka (zobacz). Szkoda, że Polska nie bierze udziału w tego typu turniejach... No ale po awansie do Mistrzostw Europy i zdobyciu medalu to pierwsze maile będą przychodzić do Warszawy :)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
Dzisiaj napiszę o sponsoringu w klubach Futsal Ekstraklasy, jak to wygląda z zewnątrz bo kluby raczej nie ujawniają swoich budżetów. Generalnie mamy cztery kategorie finansowania klubów:
A - tutaj, zwłaszcza w przypadku dwóch czołowych zespołów ligi, czyli Rekordu i Wisły starcza na "wszystko". Bogate budżety, profesjonalne podejście, wszystko doskonale zorganizowane.
Wisła Krakbet Kraków - na koszulkach mamy wyłącznie reklamę sponsora tytularnego - Krakbet. Jedynym partnerem jest firma YesSport, która dostarcza sprzęt sportowy. No ale kieszeń prezesa Wawro jest naprawdę głęboka, tak więc tutaj nikt nie musi się martwić czy uda się zamknąć budżet. Stać ich na wszystko, praktycznie wszyscy zawodnicy utrzymują się z gry w futsal.
Rekord Bielsko Biała - na koszulkach figuruje tylko reklama właściciela klubu i sponsora głównego, czyli firmy Rekord Janusza Szymury. Klub posiada sponsora technicznego - Pumę oraz kilku partnerów, którzy pomagają w finansowaniu klubu. Jako nieliczni mają własną halę plus boiska trawiaste oraz ze sztuczną nawierzchnią. Modelowy przykład rozwoju klubu, choć część zawodników pracuje zawodowo poza futsalem.
Gatta Active to także duma prężnego sponsora, który energicznie rozbudowuje sieć sprzedaży. Piłkarze mają godne uposażenia, klub także stać na pozostałe koszty utrzymania klubu. Na koszulkach od tego sezonu można zauważyć logotypy kilku partnerów klubu, którzy pomagają finansowo, tak więc dobra sytuacja materialna zmienia się jeszcze bardziej na plus.
Z kolei Clearex lata świetności i wielkich budżetów ma za sobą, ale jest stabilny finansowo. I trwa - co jest obecnie najważniejsze w polskim futsalu. Prezes Zdzisław Wolny pomimo odsunięcia się na boczny tor już parę lat temu nadal finansuje zespół, który jest wizytówką jego firmy. Na koszulkach figuruje wyłącznie nazwa Clearex, podobnie jest na stronie internetowej. Kiedyś było tutaj bardziej "bogato", ostatnie lata to cięcie kosztów i np. podróże w dzień meczu bez noclegów w hotelach.
B - prym wiedzie Pogoń ’04 Szczecin. Tutaj ponad 50% budżetu to dotacja miejska. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze - koszulka meczowa to słup ogłoszeniowy, oklejona dookoła, podobnie jak spodenki. Wydawać by się mogło, iż firmy chętnie się garną do sponsoringu, ale tego zawsze jest za mało, zwłaszcza kiedy brakuje sponsora tytularnego. Przeglądając stronę internetową widać, iż jest sporo firm, które dokładają do tego interesu swoją cegiełkę. Czołowi zawodnicy mają (jeszcze) spore kontrakty, które pozwalają na utrzymanie się z gry w futsal. Ale jest też druga strona medalu, kryzys gospodarczy i konkurencja innych klubów w Szczecinie spowodowała, iż budżet został mocno ograniczony. Dlatego też odeszło kilku doświadczonych zawodników, a finanse nie pozwoliły na ich zastąpienie klasowymi piłkarzami. Ten sezon będzie naprawdę trudny dla Pogoni.
Red Devils Chojnice - urząd miejski dofinansowuje klub w formie dotacji na stypendia sportowe, jest to ok. 70% budżetu klubu. To gwarantuje pełną wypłacalność i terminowość kontraktów zawodników. Mamy partnera technicznego, firmę Hummel z którą właśnie przedłużyliśmy umowę o kolejne trzy lata. Klub posiada także sporo sponsorów (na koszulkach przybywa firm o statusie złotego partnera). Wkrótce ruszy też nowa strona internetowa, gdzie dział sponsorski będzie dużo bardziej rozbudowany. Generalnie finansowo wyglądamy całkiem nieźle, w tym sezonie są już pieniądze na noclegi przed meczami, bo do tej pory jeździliśmy wszędzie w dzień spotkania. Kilku zawodników pracuje w firmach sponsorów klubu, tak więc nie ma problemu ze zwolnieniami na spotkania ligowe. Pozostała część piłkarzy (głównie obcokrajowcy i studenci) utrzymuje się z gry w futsal. Klub wynajmuje też trzy mieszkania dla zawodników. Wiele usług otrzymujemy barterowo, m.in. kompleksową opiekę medyczną w nowoczesnej prywatnej klinice w Krojantach i firmie Orsmed oraz odnowę biologiczną i odżywki sportowe. Halę na treningi i mecze także mamy opłaconą przez urząd miejski. Niemniej ciężko jest znajdować pieniądze w stosunkowo małym mieście (40 tysięcy mieszkańców) gdzie prym wiedzie pierwszoligowa Chojniczanka, która zabiera gros pieniędzy przeznaczonego przez lokalne firmy na sponsoring sportowy. Dlatego też obecnie kadra liczy zaledwie 12 zawodników, bo na tylu nas stać.
Red Dragons Pniewy - klub z chyba najmniejszym budżetem w lidze, złożony w 90% z dotacji urzędu miejskiego. Mała mieścina, pieniędzmi od niewielkiego grona sponsorów trzeba się dzielić z innymi klubami sportowymi. Na koszulkach wiele reklam, ale to nie przekłada się na wielkie pieniądze. Młody zespół i młodzi działacze muszą sobie jakoś radzić i obecnie sportowo na pewno dużo lepiej im idzie aniżeli finansowo. Ale przy kolejnych sukcesach można pokusić się o wskoczenie na same czoło kolejki petentów do burmistrza o zwiększenie dotacji.
C to kluby uniwersyteckie. AZS UG jest finansowany w 95% przez uczelnię, pozostałe 5% to skromna dotacja z gdańskiego urzędu miejskiego. Stypendia nie są duże, ale piłkarze grają także na trawie i tam zarabiają dodatkowe pieniądze. Niestety odbija się to na poziomie sportowym. Sponsorów na koszulkach brak, podobnie jak na stronie internetowej, jednak nie ma problemu z pieniędzmi na podstawowe koszty jak autobusy czy też hotele. Na ściance reklamowej widnieją wyłącznie logotypy sponsorów medialnych. Tutaj, tak jak pisałem tydzień temu, praca działaczy wygląda mizernie. No ale od zera można zrobić największe postępy.
Podobnie to wygląda w przypadku Uniwersytetu Śląskiego. Na koszulkach brak reklam, na stronie internetowej sponsorów także brak. Klub finansowany przez uczelnię oraz po trosze przez miasto Katowice. Nie ma pieniędzy na szaleństwa kontraktowe, ale na koszty uczestnictwa w Futsal Ekstraklasie pieniędzy nie brakuje.
D to: GAF Jasna Gliwice i Gwiazda Ruda Śląska oraz KGHM Euromaster Chrobry Głogów, który jest rodzynkiem w tym całym futsalowym torcie. To jeden z dwóch klubów, który pozyskał sponsora tytularnego (podobno kwota oscyluje w granicach 300.000 zł). Jednak to nie jest kasa na wzmocnienia, a na koszty funkcjonowania. Bez tego sponsoringu nie wiadomo, czy klub z Głogowa w ogóle by wystartował w rozgrywkach.
Gwiazda dysponuje małym budżetem, jednym z najmniejszych. Finanse opierają się na szeregu mniejszych sponsorów, widać to także na koszulkach meczowych. Od miasta otrzymuje tylko halę, a kiedyś mieli nawet stypendia. Po spadku obiecano im, iż zostanie wznowiona pomoc finansowa, ale pani prezydent jakoś o tej obietnicy zapomniała. A piłkarze zrobili swoje - wrócili w ładnym stylu do Futsal Ekstraklasy. Nieładnie, pani prezydent, oj nieładnie tak nie dotrzymywać słowa...
GAF Jasna Gliwice - finansowanie zespołu oparte jest obecnie na trzech filarach czyli: miasto Gliwice 40%, sponsor strategiczny będący właścicielem hali 35%, sponsorzy i partnerzy to pozostałe 25%. Aby stół stał stabilnie potrzebne są cztery nogi i w niedalekiej przyszłości ma dojść do tego ta "czwarta noga" celem pełnej stabilizacji finansowej, a ma a ma nią być drugi sponsor strategiczny, co oczywiście ma spowodować podniesienie całorocznego budżetu, bo ten obecny klasyfikuje klub w dolnej części tabeli budżetów klubów Ekstraklasy Futsalu.
A teraz coś o marketingu - Politechnika Gdańska przedstawiła najfajniejszy plakat meczowy jaki do tej pory widziałem. Naprawdę świetna robota - moje gratulacje! Działacze Politechniki pomimo skromnego budżetu naprawdę ciężko pracują nad wizerunkiem. Już sesja fotograficzna była bardzo efektowna - najbardziej mi się podoba ostatnie zdjęcie. Mało jaki klub przygotowuje takie materiały, a jest to naprawdę efektowna prezentacja całej drużyny. Zespoły z niższych lig naprawdę zaczynają dbać o marketing i public relations, wielkie brawa dla nich!!!
Krótko o lidze - niespodzianek ciąg dalszy. Pniewy zlekceważone przez krakusów pokazały jak można być "underdog" i dały faworytowi lekcję futsalu. Mają "jaja" - oby takie same miał trener Frajtag ;) który nieszczęśliwie nadział się na słupek przy czwartym golu. Szybkiego powrotu do zdrowia Łukasz!!! Piękna atmosfera, jak za najlepszych czasów Akademii. Ale o niej już nikt nie pamięta, teraz rządzą Smoki!!! Smaczku dodaje kontrowersja przy nieuznanym golu Budniaka, ale o tym szerzej na końcu felietonu. Wiślacy nie byli skorzy do rozmów po spotkaniu, chyba mieli świadomość jak bardzo zawalili ten mecz. "Wkurw" musiał być ogromny w powrotnym autokarze.
Clearex na fali, idzie za ciosem. Ma dobry kalendarz, punktuje rywali i zasłużenie jest liderem. Niespodziewanym, ale może to będzie rok, który da im aureolę. Nowe logo, nowy trener, nowa miotła - i są efekty. Wojtyna w formie, Pstrusiński w formie, ale defensywa Katowic znowu bardzo słabo. Oj, tutaj będzie ciężko coś Witkowi Zającowi i Krzyśkowi Nosowi wymyślić.
Rekord rozbił Uniwersytet Gdański. Franz strzela jak z automatu. Akademicy po raz kolejny zdobywają pierwszą bramkę, czym tylko rozeźlili rywali, którzy następnie walili w nich jak w bęben. No dobra, tego można było się spodziewać, bo Rekordziści u siebie to niejednego już rozstrzelali, ale widać, iż gdańszczanie mają spory problem. Z grą w defensywie, bo to "szwajcarski ser", no i w ataku, bo śmiało mogli w tym meczu zdobyć co najmniej trzy gole więcej. Takie setki pudłowali, że głowa mała. No i Michał Kartuszyński lekko mówiąc nie pomógł, za to jego zmiennik Marek Gonda zagrał fantastycznie. A w następnej kolejce czekają ich "Derby Północy", a raczej "Derby Desperatów" z Pogonią. Razem po 5 kolejkach mają 50 goli w bagażniku. Sporo, sporo.
Pogoniarze tradycyjnie już w "Arena Szczecin" dostali łomot - serię pięciu sierpowych od Gatty. Trzy mecze, trzy razy w ryj. Nie czują tej hali, grają jak na wyjeździe. Podobno tylko trzy razy na niej trenowali, to czemu się dziwić. Ale ten mecz mógł się podobać, szybkie akcje, mecz przez długi czas na styku. "Krawiec" w wielkiej formie, oby także w kadrze. Kiedyś był o krok od gry w Red Devils, Wiktor Napióra demontował Hurtap i prowadziliśmy rozmowy na temat gry w Chojnicach. Szkoda że wtedy nie udało się dograć spraw do końca, bo to super grajek i każdy chciałby mieć Daniela w swojej drużynie.
KGHM Euromaster z GAF Jasna - tu także wymiana ciosów, ale to gliwiczanie gonili wynik, tym razem skutecznie. Dużo błędów w obronie z obu stron. Głogowianie raz na wozie a raz pod, z nami wycofali i dogonili z 2:4 na 4:4 w ostatnich minutach, a teraz roztrwonili dwubramkowe prowadzenie w samej końcówce spotkania. Podział punktów wydaje się sprawiedliwym wynikiem. GAF jak na razie zawodzi, z takim składem powinien notować lepsze wyniki.
A my nareszcie pokonaliśmy Gwiazdę na wyjeździe. To było nasze "hoodoo", jeden z ostatnich parkietów na którym nigdy do tej pory nie wygraliśmy. Chyba rozklekotany parkiet nam przeszkadzał. A teraz po szlifierce poszło gładko, choć w końcówce prawie zdechliśmy z braku sił. Mączkowski kontuzja, Jączkowski wyjazd służbowy za granicę, mieliśmy tylko 10 do gry, w tym trzech z lekkimi kontuzjami musiało grać. Ale mamy Burdela w bramce i Wadika z ukraińskim celownikiem rosyjskiego karabinu snajperskiego Dragunow, to musiało się wreszcie udać. Teraz przerwa, jakże nam potrzebna na zebranie nowych sił.
A na koniec dwie kontrowersje. Najpierw mecz sprzed dwóch tygodni GAF Jasna Gliwice - Red Devils Chojnice i czwarty gol dla gospodarzy po strzale PO syrenie kończącej mecz. A co by było gdyby ta bramka decydowała o końcowym wyniku? Już sobie wyobrażam tą awanturę... A teraz spotkanie Red Dragons Pniewy - Wisła Krakbet Kraków i nieuznana bramka Pawła Budniaka. Zapis dźwiękowy podobno nie jest dokładny (dźwięk jest nagrywany z opóźnieniem). Sędziowie w momencie strzału odgwizdali wcześniejszy faul na Budniaku, który strzelił gola dającego remis 2:2. A można było "puścić" akcję i później odgwizdać przewinienie. Obu kontrowersyjnych sytuacji można by uniknąć, będąc bardziej skoncentrowanym na przebiegu spotkania. Nowy szef arbitrów Przemysław Sarosiek ma na dzień dobry twardy orzech do zgryzienia...
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
Tym razem było spokojniej, bez nerwowych telefonów choć doszły mnie słuchy iż w Gdańsku są na mnie mocno obrażeni. Może już czas spojrzeć w lustro i tam szukać winnych słabej formy aniżeli w moich felietonach?
Zacznę może od pochwał - świetna promocja futsalu w Pile, na trybunach 1300 osób!!! Na zaproszenie klubu Credo Futsal właśnie do tego miasta przyjechała drużyna Herthy Berlin. I na hali zgromadził się komplet widzów. Można? Można!!! Działacze Credo Futsal, pomimo że ich drużyna występuje w II lidze futsalu po raz kolejny zaprezentowali poziom organizacji i marketingu rodem z Futsal Ekstraklasy, a nawet z T-Mobile Ekstraklasy. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy wynikiem 7:6, a sam mecz dostarczył niemałych emocji kibicom futsalu. I właśnie o to chodzi, o taką reklamę - sprzedajemy widzom emocje. I jestem pewien, że gros tych ludzi powróci na halę, aby obejrzeć mecz ligowy Credo. Tak się buduje klub, tak się buduje bazę kibicowską. Panowie działacze z Gdańska, Warszawy i Katowic - macie tutaj pole do popisu. Jak się chce, to można ściągnąć tłumy na halę, pomimo teoretycznie słabszego poziomu sportowego. Tak to się powinno robić!!!
Zresztą futsal akademicki w Polsce to dla mnie duża zagadka. Na przykład w USA drużyny uniwersyteckie cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Czy to futbol amerykański, czy koszykówka, czy też mało znana u nas dyscyplina lacrosse - na trybunach są komplety widzów. A stadiony (olbrzymy o pojemności 80 tysięcy) czy hale (nawet 20 tysięcy miejsc) przecież nie tak łatwo wypełnić. A jednak to się znakomicie udaje za "wielką wodą". Do tego mają świetne pomysły promocyjne typu "silent night" kiedy na hali obowiązuje kompletna cisza, ale po zdobyciu 10. punktu następuje erupcja szaleństwa. A jak amerykańscy studenci potrafią się świetnie bawić, tylko pozazdrościć!!!. U nas też umieją się bawić, niestety bardziej na dyskotekach i domówkach, niż na imprezach sportowych. Chciałbym zobaczyć taką pełną halę, wypełnioną bracią studencką, która aktywnie kibicuje swoim kolegom. To naprawdę może być świetna zabawa. Przyjadę wówczas i pierwszy będę klaskać.
Ale na razie też chciałbym być działaczem klubu uniwersyteckiego. Nic nie trzeba robić, kasa jest na wszystko, nie ma potrzeby biegać po sponsorach, pewnie znajdzie się też biurko i wygodny ciepły fotel. Ale nie na tym polega "robienie" sportu. Widzę, jak wyglądają strony klubowe w internecie (dział "sponsorzy" to jakiś żart), czy też bannery reklamowe w Gdańsku oraz Katowicach. Praktycznie nie ma sponsorów zewnętrznych, a nie uwierzę że w tak dużych miastach nie można pozyskać jakiegokolwiek sponsoringu. Po prostu działacze nie muszą tego robić. Więc tego nie robią.
Ktoś się zapyta, dlaczego tak uczepiłem się tych biednych akademików? To nie jest moja idée fixe (natrętna myśl), aby się czepiać kogokolwiek. Po prostu chcę, aby futsal w Polsce się rozwijał, żeby kluby się dynamicznie rozwijały. Żeby na halach było coraz więcej kibiców, żeby było lepiej, fajniej, ciekawiej.
Krytykuję, bo widzę, że to wszystko można dużo lepiej zorganizować i napędzić widzów do pustych hal. A teraz mamy kompletny marazm, minimalizm, śpiączkę działaczy akademickich. Rozumiem, iż nie ma takich tradycji, ale wszystko można "zaszczepić", zachęcić ludzi do aktywnego kibicowania poprzez różnego rodzaju akcje reklamowe. Trzeba tylko chcieć, no i poświęcić bardzo dużo czasu na zorganizowanie tego wszystkiego. Ale gwarantuję, iż satysfakcja z osiągniętego celu będzie ogromna. Przynajmniej ja taką mam.
Wraz z kilkoma kolegami budowaliśmy Red Devils od zera, ruszyliśmy jako drużyna osiedlowa w 1995 roku, a od 2006 gramy w rozgrywkach ogólnopolskich. Na naszych meczach regularnie pojawia się kilkaset osób. Stworzyliśmy markę, które coś znaczy w futsalu, jesteśmy już jednym z najstarszych klubów w polskiej lidze halowej. Popełniliśmy oczywiście wiele, ogromnie wiele różnego rodzaju błędów, ale na nich się też uczymy. Niemniej osiągnęliśmy ogromny sukces organizacyjny tworząc stabilny klub futsalu, który trwa i powoli buduje swoją historię. I jestem z tego bardzo dumny.
Pewnie znowu się ktoś obrazi albo powie: "co ten Synoradzki pierdoli, niech się martwi o swój klub" itepe itede. Nie spodziewam się od razu szybkich zmian, bo wygodnictwo dominuje niemal wszędzie w tym kraju. Nie mówię, że akademicy mają od razu działać profesjonalnie, ale zachęcam ich, aby krok po kroku właśnie w tę stronę dążyli.
Podsumowanie kolejki zacznę od mojej drużyny - mieliśmy być czarnym koniem a jesteśmy zdechłym kucem. Najpierw falstart i głupia strata pewnego zwycięstwa z Euromasterem, potem się udało wygrać w planowym zwycięstwem nad Katowicami. Ale ostatni tydzień i dwa wyjazdy na południe to był piłkarski dramat. Z GAF-em powinniśmy wygrać na spokojnie, przy prowadzeniu 2:1 mieliśmy naprawdę świetne okazje do zdobycia kolejnych bramek. Indolencja strzelecka, brak umiejętności i koncentracji? Nawet do pustaka nie trafialiśmy. Jak zwał tak zwał, punktów nie ma. A powinny być. Znowu ostatnie kilka minut to oddawanie piłki rywalom i rozpaczliwa gra w obronie. Jeden nie zablokuje, drugi nogę podniesie, trzeci nie wróci i padają gole dla rywali.
W Krakowie w pierwszej połowie gramy dobry mecz, ale znowu musimy mieć chyba pustą bramkę żeby trafić. Walimy wszędzie, tylko nie pomiędzy słupki. A Wisła grała spokojnie swoje i w drugiej części strzelała gola za golem. Czwarta bramka to komedia, juniorzy tak nie grają, żeby pozwolić szybko rozegrać rzut wolny bez jakiejkolwiek reakcji. Chyba za dobrze u nas się dzieje, przyzwoite wypłaty na czas, nie ma zaległości, wynajęte mieszkania, obiady - wszystko dobrze zorganizowane. Tylko trenować i grać - a tu wyników nie ma. W biedzie bywało lepiej, może wtedy by się starali tak jak kiedyś. Gramy końcówki spotkań jak amatorzy z ligi robotniczej. Tak grać dalej nie można!!!
Pogoń - może lepiej wrócić na starą halę, bo nowa najwyraźniej nie służy Portowcom. Druga ciężka porażka w Szczecinie. Można to tłumaczyć klasą rywali, ale to tylko podkreśla różnicę, która obecnie dzieli Pogoń od czołówki. Nie udało się zatkać dziur po zawodnikach, którzy opuścili Szczecin, to nie dziwią słabsze wyniki. Taka smutna rzeczywistość. No i pytanie, czy Łukasz Żebrowski będzie potrafił wstrząsnąć szatnią złożoną z kolegów? My przerabialiśmy już wariant grającego kolegi trenera i ten pomysł nie zakończył się szczęśliwie. Były konflikty, których nie udało się rozwiązać i musieliśmy rozstać się z trenerem. Oby "Żebro" wyszedł zwycięsko z tej sportowej próby, życzę mu jak najlepiej.
W innych meczach Gatta wymęczyła zwycięstwo nad Euromasterem, wreszcie zagrali na "zero" z tyłu, z czym mieli ewidentnie problemy do tej pory. Zobaczymy, jak sobie poradzą w zaległym meczu z Rekordem, to będzie prawdziwy sprawdzian jakości dla zduńskowolan.
W pojedynkach drużyn, które wcześniej typowałem do walki o utrzymanie, nastąpiły raczej sprawiedliwe podziały punktów. AZS UG w Gdańsku zremisował z Gwiazdą Ruda Śląska 2:2, choć mogli pokusić się o wygraną. Mitologiczny "brak skuteczności" nie tylko Red Devils dolega, to chyba chroniczna słabość drużyn z północy.
Red Dragons Pniewy urwali punkt w Katowicach AZS UŚ po przepięknym trafieniu grającego trenera Łukasza Frajtaga. Najmłodszy zespół z ligi powoli się aklimatyzuje i zbiera punkciki.
A Clearex jest "Królcem Wyjazdów", z kolei znów zawodzi GAF. Typowałem gliwiczan do czołowej czwórki, ale na razie w żadnym z pojedynków nie pokazali tego, na co ich teoretycznie stać. Potrzeba jakiegoś wstrząsu, tym razem pozytywnego w tym górniczym (do niedawna) mieście. Chorzowianie z kolei punktują rywali, a Pstrusiński w tej formie to nadaje się do kadry futsalu. Co wybronił mecz, to naprawdę klasa. I robi co rok postępy, to naprawdę ciekawy golkiper.
A nasza liga staje się naprawdę ciekawa. Jeśli jeszcze Wisła i Rekord potkną się kilka razy, to naprawdę będzie ciężko wytypować zespoły do czołowej czwórki. Zapowiada się emocjonujący sezon. I bardzo dobrze :)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
Ostatni mój felieton wywołał ogromną burzę w Chorzowie. Telefon mi się rozgrzał do czerwoności!!! Czas rzucić to pisanie, bo za chwilę ktoś mi wbije nóż w plecy ;)
A poszło o nowe logo Clearexu, o którym napisałem tydzień temu że jest "brzydkie". Najpierw Tadeusz Wolny w emocjonalnym tonie mocno mnie zaatakował, że jestem taki, owaki i sam mam przejrzeć się w lustrze, było też coś o konieczności przeprowadzenia operacji plastycznej. Hmmm, powiedzmy iż opinia byłego szkoleniowca z Chorzowa na temat mojego wyglądu niezbyt mnie interesuje. Dużo bardziej przejmuję się zdaniem mojej narzeczonej, która co prawda nie ma tak atrakcyjnych wąsów, ale myślę że ma ciut lepszy gust od kolegi Ślązaka.
Nie mam o to pretensji, wiadomo że w nerwach czasem powie się coś niepotrzebnego. Druga rozmowa, tym razem ze Zdzisławem Wolnym przebiegała już w zupełnie innej atmosferze. Pogadaliśmy z pół godziny na różne tematy futsalowe i wyjaśniliśmy sobie ten problem.
Przyznaję się - użyłem niezbyt fortunnego określenia, które mogło zaboleć działaczy z Chorzowa, w tym miejscu chciałbym za to przeprosić tych, których uraziłem. Logo nie musi się nikomu podobać, zresztą są różne gusta. Clearex jest najstarszym klubem w lidze, pięciokrotnym zdobywcą tytułu Mistrza Polski i grał od początku z tym samym logotypem na koszulkach. Jest to już historyczny emblemat, a historia, tradycja jest ważnym elementem składowym każdego klubu.
Rekord nie dał rady, a Adam nadal ma włosy - to jedyny plus bo nie wyobrażam sobie trenera Krygera bez włosów :) Choć na pewno chętnie by się dał ogolić za awans, który był w zasięgu ręki. Rekordziści byli dużo lepszym zespołem, ale się po prostu nie udało. Obijali słupki, poprzeczki ale to międzynarodowi Bułgarzy trafiali do siatki. Na pewno już przysłowiowe "kontuzje i kartki" miały wpływ na oblicze zespołu, szkoda że sędziowie całkiem przypadkowo rozdawali kartoniki.
A szkoda, bo polski futsal z utęsknieniem czeka na jakikolwiek sukces, jak biedak na miskę zupy. No bo my wszyscy jesteśmy właśnie takim człowieczkiem, który kiedyś był zamożny, ale popadł w biedę przez własną głupotę i zaniedbanie. Wieczne walki, utarczki działaczy we własnym środowisku, brak umiejętności mówienia jednym głosem w ważnych sprawach. Dla każdego najważniejszy jest interes własnej drużyny, często opacznie pojmowany.
A w lidze po dwóch stabilnych kolejkach wszystko stanęło na głowie. Pogoń i GAF pewni zwycięstwa, a tutaj zero na koncie. Beniaminkowie leją faworytów, którzy zaprezentowali się z fatalnej strony. I kto tu ma walczyć o medale? Gliwice pomimo znacznie lepszego składu, po raz drugi zaprezentowały się mocno średnio, jeśli nie po prostu słabo. A Pniewy 80 minut bez gola - to kiedy się nie odbić jak nie u siebie? Ładne akcje zespołowe, tym razem trafili do siatki. No i dowieźli wygraną do mety. Młoda drużyna, te trzy punkty na pewno dodadzą im wiary w siebie.
Pogoń po wysokiej porażce miała się odbić na Gwieździe. Na Halembie, na nowym parkiecie zagrali słabo. Sporo braków w koncentracji (trzeci gol!!!), a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Tydzień temu napisałem, że Gwiazda będzie walczyć o utrzymanie, ale chyba się pomyliłem. Zebrali tam naprawdę ciekawy skład i to właśnie oni mogą pozabierać punkty teoretycznie lepszym zespołom. No i ten gol Pękali... Mówiąc po piłkarsku "przypierdolił" z całej lufy i wpadło. Przypadek? Kto wie. Klaskać? Oczywiście. Kto nie próbuje ten nigdy się nie dowie.
Clearex po efektownym starcie niespodziewanie przegrał u siebie, z kolei ekipa KGHM Euromaster naprawdę dobrze sobie radzi. U nas nie spanikowali, potrafili dwukrotnie odrobić dwubramkową stratę i zabrać nam pewne zwycięstwo. I tym razem potrafili w końcówce przycisnąć rywali i wywieźć punkty z Chorzowa. Podoba mi się, jak grają, no i mają już dwa ciężkie wyjazdy za sobą.
AZS UG poległ w Krakowie. Tutaj sensacji nie mogło być. Nie chcę zbytnio krytykować kolegów z Gdańska, ale taka droga budowy zespołu prowadzi w ślepy zaułek. Jeden Wojtek Pawicki koncentruje się na futsalu, a cała reszta gra na trawie. No i potem co mecz inny skład, bo nie wiesz kto zagra na hali, a kto na dużym boisku. Dlatego też Tomek i Jacek wrócili do nas, bo pojawili się na kilku treningach w Gdańsku i widzieli co tam się dzieje. Parę osób coś tam sobie kopało - i to ma wystarczyć na ekstraklasę? Trener Hartman jest podobno ciekawą osobowością i dobrym motywatorem, Tomek i Jacek bardzo go chwalili. Ale bardzo ciężko jest zrobić coś z niczego. A można było sięgnąć po cały Vamos, pogadać z działaczami i chłopakami z sąsiedniego klubu i wspólnymi siłami zrobić stricte futsalową drużynę. A tak Vamos dogadał się z Politechniką i grają pod ich szyldem. I jestem pewien że prędzej czy później pojawią się w Ekstraklasie bo to są chłopacy dla których futsal jest numerem jeden. A UG? Przy takiej polityce prędzej czy później zakończy się to spektakularną klapą. Lepiej wziąć młodych ukierunkowanych na futsal i nawet spaść, ale wrócić silniejszym i mieć futsalowy klub, a nie jakiś mix kurczaka z baraniną. Wyciągnąć wnioski i do roboty działacze!!!
My z kolei "zniszczyliśmy" Akademików z Katowic. Od początku ostro ruszyliśmy na rywali, a stracony gol tylko nas zmobilizował. Wadik przeszedł sam siebie, a grał na dodatek z kontuzją mięśnia. Piłka go sama szukała, no ale on też umie się znaleźć we właściwym miejscu. Gdyby grał cały mecz (trener go zdjął aby oszczędzać na następne mecze) to pewnie by jeszcze coś dołożył. O tych pięciu bramkach było głośno nawet w rodzinnej Ukrainie. A on ma jeszcze brata bliźniaka, który gra aktualnie na Białorusi. Prowadziliśmy z nim rozmowy, ale Białorusini podwyższyli mu kontrakt i został tam na dłużej. We dwójkę byliby nie do zatrzymania, bo jeden z drugim to megagrajki. A teraz ruszamy na południe, w trzy dni dwa ciężkie mecze wyjazdowe. Gliwice są w małym dołku, spróbujemy to wykorzystać a w piątek zrobić niespodziankę i namieszać trochę w lidze.
Fajnie, że liga robi się całkiem wyrównana i nie można przewidzieć wyniku spotkania. Zapowiadają się ciekawe rozgrywki. Oby tak było również w następnych kolejkach, przynajmniej będę miał o czym pisać.
A na koniec link do skrótów trzech spotkań Mistrza Hiszpanii - Inter Movistar z turnieju Main Round. Hiszpanie bez problemów awansowali do Elite Round po zwycięstwach w każdym z meczów przeciwko mistrzom Holandii, Ukrainy i Słowenii. Nie przez przypadek najlepsi grają w sprzęcie firmy Hummel ;)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)
Za nami dwie kolejki spotkań. Niespodzianek większych nie było - kto miał wygrać ten wygrał, no może jedynie Gatta zawiodła w meczu z Clearexem. Tym razem nie będę podsumowywać pojedynczych spotkań, skupię się z kolei na przewidywaniach całosezonowych.
Dwa zespoły organizacyjnie i sportowo uciekły całej reszcie, ale mam nadzieję iż te kilka innych drużyn mocno przydusi Rekord i Wisłę, aby nie mieli tak łatwo. Ciekawie także zapowiada się rywalizacja na dole tabeli, zwłaszcza iż tym razem trzy zespoły są zagrożone spadkiem. Oto moje typy na najbliższe rozgrywki (wg kolejności miejsc z ostatniego sezonu). Proroctwa Wernyhory, ale nieomylny jest tylko papież ;) (tak, wiem że chodzi wyłącznie o sprawy wiary).
Rekord Bielsko Biała - drobne korekty w składzie, ten odszedł, tamten doszedł ale klasa pozostała. Wzmocniona bramka przez Nawrata no i Kmiecik, jedno z odkryć sezonu. Szkoda, że Machura wypadł na dłużej, nie wiadomo co z kolanem Douglasa, a to kontuzjogenny zawodnik. Dosyć szczęśliwie awansowali do następnej rundy UEFA Futsal Club, ale to dobrze dla całego polskiego futsalu. Drugi sezon dla Adama Krygera na pewno będzie dużo trudniejszy, jednakże powinni do końca rywalizować z Wisłą o tytuł mistrzowski.
Pogoń ’04 Szczecin - wg mnie zapowiada się słabszy sezon dla wicemistrzów Polski. Odeszli Mikołajewicz i Neagu, a oni gwarantowali wysoki poziom na pivocie i między słupkami. Tych luk nie udało się załatać, tak więc można powiedzieć iż zespół przystąpił do rozgrywek znacznie osłabiony. Dobrze, że chociaż udało się zatrzymać Kubika, który jest bezcenny dla drużyny. No i Pogoń zderzyła się ze "ścianą" w meczu z Wisłą, na dodatek u siebie. Nowa hala nie będzie atutem, przynajmniej na początku. Do nowego obiektu trzeba się przyzwyczaić, a to wymaga czasu.
Wisła Krakbet Kraków - zmiana trenera, ale na pewno nie stylu. Poza tym trener z boku, a nie na parkiecie, to także duży plus. Mocny, może nawet najmocniejszy skład w naszej lidze - to musi być gwarancją sukcesu. Ale tak już było wcześniej, a tylko jeden "majster" na trzy sezony. Czy "Kusiowy" potrafi lepiej gospodarzyć takim bogactwem? Zobaczymy, ale "Los Milioneiros" z Krakowa z góry są skazani na walkę o Mistrza Polski, inaczej być nie może.
Gatta Active Zduńska Wola - doszedł znany z trawy Adrian Budka, ale ja jestem sceptycznie nastawiony do takiego typu wzmocnień (a czasami osłabień). Mateusz Mika wrócił po kilku sezonach przerwy, ale on także nie wygląda na zbawcę Gatty. Odwieczne problemy z bramkarzami rozwiązali w ten sposób, iż mają ich 5 na 15 zawodników zgłoszonych do ligi. Ilość zamiast jakości? Przekonamy się wkrótce. Niemniej mają sporo klasowych zawodników, którzy zapewnią miejsce w czołowej szóstce, ale na medale to będzie za mało.
Clearex Chorzów - dobrze wystartowali, ale nie wróżę im wielkiego powodzenia. Od ładnych paru lat polityka oszczędnościowa, więc będą jak co roku typowym średniakiem. Skład praktycznie ten sam, doszedł tylko nowy trener. Trudno mi cokolwiek o nim powiedzieć, bo go nie znam. Może udana runda jesienna spowoduje wyciągnięcie portfela z kieszeni i wzmocnienie zespołu, aby powalczył o coś więcej niż środek tabeli. No i te logo... Było brzydkie i nadal jest brzydkie. Czy nie można zatrudnić grafika, aby stworzył ciekawy projekt?
GAF Jasna Gliwice - mądrze budowany klub, mądrze budowana drużyna, finansowo bez szaleństw ale stabilnie, a to najważniejsze. Doszli Tomasz Dura z Rekordu i Rafał Krzyśka z GKS Futsal Tychy. Te wzmocnienia plus skład z poprzedniego sezonu gwarantują pewną jakość i dobry poziom gry, dlatego moim zdaniem włączą się do walki o medale. Jak wygrają z nami zaległy mecz to mają dobry terminarz i mogą się wybić mocno na lidera.
AZS Uniwersytet Gdański - taki sezon jak rok wcześniej, to się już nie powtórzy. Stracili dwa filary drużyny - Burglina i Kriezela, których tak łatwo nie zastąpią. Postawili na zawodników z trawy, którzy mają dla Gdańska uratował ekstraklasę, ja jednak widzę ich jako pierwszy zespół z czwórki która będzie grać o pozostanie w lidze. Albo gramy na hali albo na trawie, bo łączeniem i graniem po dwa mecze w weekendy (albo nawet w ten sam dzień) ligi się nie zawojuje.
Red Devils Futsal Club Chojnice - trudno mi jest oceniać własny zespół, ale liczę iż będziemy "czarnym koniem" rozgrywek. Do drużyny wrócili Jacek Burglin i Tomek Kriezel, doszedł ukraiński bramkarz Władysław Bondarenko. Po stronie strat trójka poznaniaków, ale pozostali ściągnięci zimą Dima Charczenko i Wadim Iwanow. Skromna, 12-osobowa kadra, ale sporo doświadczenia. Jak nas ominą kontuzje to powinniśmy być w górnej części tabeli. Chyba że będziemy tracić punkty w taki frajerski sposób jak z Euromasterem u siebie...
KGHM Euromaster Chrobry Głogów - dojście możnego sponsora odbiło się sporym echem, jednak te pieniądze pozwoliły przede wszystkim "przeżyć" klubowi. Są to środki na bieżące koszty, a nie na fanaberie i wielkie transfery, tak więc zespół gra w niemal niezmienionym składzie. Doświadczeni piłkarze zapewnią mu utrzymanie, ale na gra o medale to już za wysokie progi.
AZS UŚ Katowice - "Wielka Ucieczka" rok temu się udała, teraz może być nieco łatwiej. Chłopacy się ograli w FE, doszedł Błażej Korczyński, który będzie polował na bramki aby zostać "Strzelcem Królców" plus Michał Słonina, który także umie kopnąć do przodu. Jednak zbyt mało jakości w tym wszystkim, więc będzie to drugi zespół, który będzie grać o utrzymanie.
Gwiazda Ruda Śląska - po roku przerwy wrócili do Futsal Ekstraklasy. Generalnie duża niewiadoma, jest trochę doświadczonych grajków plus doszedł Patryk Szachnitowski, Piotr Bubec z Rekordu oraz podobno dobry Ukrainiec Andrij Kidanow. Typowy zespół "jo-jo", za dobry na pierwszą ligę, a często za słaby na ekstraklasę (przypomnę, iż dwa razy utrzymali się przy zielonym stoliku). Trzecia drużyna grająca o przeżycie w FE.
Red Dragons Pniewy - nie mają nic do stracenia. Młody zespół, ale budowany stricte futsalowo. Nawet jeśli spadną, to pewnie nic się nie stanie, gdyż spokojnie i rozważnie budują klub w Pniewach. Jest sporo kibiców, a to ważne dla naszej dyscypliny. Wzmocnienia w postaci Dominika Soleckiego i Łukasza Błaszczyka na pewno są dużym plusem, ale może to być za mało. No i ewidentnie mają problem z trafieniem do bramki pomimo naprawdę dobrych okazji. Czwarty zespół broniący się przed spadkiem.
A na koniec filmik - może nam by się przydały takie "maty"? Na pewno zawodnicy by grali szybciej :)
M7
(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)