Marcin Synoradzki

Marcin Synoradzki

"I don't play against a particular team. I play against the idea of losing" - Eric "The King" Cantona

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Jak masz w nazwie "RED" to masz patent na czerwoną Wisełkę... Coś w tym jest, bo tylko Red Dragons i Red Devils potrafiły wygrać z liderem. Teraz mogę to otwarcie napisać: po serii trzech słabych spotkań na otwarcie sezonu zarząd naszego klubu zamroził 25% wypłat i nałożył na jednego zawodnika surową karę finansową. Dwóch innych zostało skreślonych z listy stypendialnej i już nie trenuje z drużyną, choć tu powody rozstania były różne, przede wszystkim podjęcie pracy zawodowej poza Chojnicami. Podjęliśmy surowe decyzje, ale zespół na krytykę odpowiedział w możliwie najlepszy sposób - dwoma zwycięstwami z rzędu nad GAF Jasna i Wisłą Krakbet. Trzeba było pierdolnąć pięścią w stół, aby zespół zaczął grać na miarę swoich możliwości. Ruszyliśmy z miejsca, musimy teraz wygrać z Gwiazdą, aby zapewnić sobie utrzymanie, a potem gramy puchar. Nie ukrywamy, iż HPP to cel numer jeden w bieżącym sezonie, chcemy awansować do Final Four i tam powalczyć o pierwsze miejsce.

W tym tygodniu ponownie doby były za krótkie, to ten felieton nie będzie czytadłem na długie godziny. Nie mam konkurencji, inni felietoniści zapadli się pod ziemię - taka sytuacja rozleniwia. Putin też robi co chce, to dlaczego ja mam mieć gorzej? Dobra to to jedziemy, teraz o lidze:

Clearex wreszcie odpalił. Długo im to zajęło, no ale wagoniki ruszyły jakoś pod górę. Stuletni Miro Miozga napoczął gliwiczan. Nie piszę tego złośliwie, a raczej z podziwem, bo raz już go odpalono z fanfarami. A jednak wrócił jak bumerang do Chorzowa i ciągnie ten wózek jako grający trener. I ciągle świeci przykładem, to także jedna z ikon polskiego futsalu. A w spotkaniu trwała wymiana ciosów, tylko Clearex ciągle zachowywał bezpieczną przewagę. GAF gra nadal w kratkę, ale tak samo liczna grupa w środku tabeli. Tu się będzie mielić do końca sezonu i nikt nie zgadnie właściwej kolejności. Do bramki Clearexu powrócił Pstrusiński, co było na pewno dużym wzmocnieniem, z drugiej strony parkietu Widuch zagrał nieco słabiej niż można było się spodziewać. Jak się okazało postawy golkiperów zadecydowały o wyniku spotkania.

Euromaster u siebie uległ Gatcie 2:3. W Głogowie nikt nie ma lekko, gospodarze zaczęli dobrze po golu Darka Pieczyńskiego, który swoją nienaganną techniką pokonał Darka Słowińskiego. A potem poszło już planowo. Zostawić niekrytego Michała Marciniaka w polu karnym - to czyste samobójstwo. Potem do tej pory dobrze broniący Długosz zrobił klopsa przy bramce z wolnego Szymczaka. Do tej pory jego żona (znaczy się Długosza) w tym się specjalizowała, ale postanowił ją zastąpić. Potem już było trochę lepiej, wrócił z kuchni na parkiet. Wkrótce "Mały" podwyższył na 3:1 i sytuacja stawała się trudna. Gospodarzy stać było na kontaktową Kaczmara.

Gospodarze to typowy zespół środka tabeli, ani nie zdobędą mistrzostwa, ani nie spadną. Dużo się gada o różnych bramkarzach, a mi się wydaje, że mocno niedoceniany jest Darek Słowiński. Mówiło się, iż Gatta ma zawsze problem z golkiperem, a tu znaleźli wreszcie rozwiązanie i mają spokój w tyłach. A jak jest pewny punkt między słupkami to też od razu lepiej się gra. Jedynym mankamentem jest mała kadra, która mocno ogranicza ich szanse na złoty medal.

A teraz "Pniewska Masakra Piłą Mechaniczną". Rozpędzony zwycięstwami Express z Katowic zatrzymał się w tej mieścinie i nagle okazało się, iż przedział jest cały pusty. Nikt nie przyjechał, pojawiła się za to gromada przebierańców, która wesoło wtargnęła na parkiet, podając się za piłkarzy. Na konferencji pojawił się tylko trener Korczyński, który potwierdził w.w. fakty. Z kolei trener Frajtag całkiem słusznie zauważył, że Maciej Foltyn jest w genialnej formie i obecnie jest najlepszym bramkarzem ligowym. Na dodatek młodym i perspektywicznym, ale sztab szkoleniowy reprezentacji nie zauważa tego. Ja noszę okulary, ale niektórym to przydałby się teleskop. No cóż, Foltyn ma teraz zajęcie - oprócz strzelania bramek serwuje niezłe podobno kebaby. Przynajmniej nie musi tracić czasu na publikacje durnych oświadczeń. Aha, Maciek - po golach pokazujesz uda jak Cristiano Ronaldo, ale musisz zeżreć jeszcze tysiąc kebsów żeby mieć takie jak on ;)

Gwiazda kontra Uniwersytet Gdański - to był najważniejszy mecz dla obu drużyn, a dla gdańszczan praktycznie ostatnia szansa na nawiązanie bezpośredniej walki o utrzymanie. Co tu dużo pisać, Michał Kartuszyński nie popisał się przy dwóch pierwszych bramkach, wkrótce Gwiazda dodała trzecią i miała już spory komfort gry. Akademicy nie mając nic do stracenia zerwali się do walki i dwukrotnie trafili do siatki. Potem jednak Gwiazda miała serię doskonałych okazji, ten mecz dużo wcześniej powinni zakończyć Szachnitowski i Piasecki, ale obaj trafili w poprzeczkę, mając niemal pustą bramkę, potem Bańczyk szedł sam na sam od własnej połowy i zagubił się we własnych zwodach. A to co zrobił Działach, to już artyzm z wysokiej półki. Mając kompletnie pustą bramkę strzelił z kilku metrów nad poprzeczką. To trzeba po prostu umieć. No i jak to bywa w futsalu, niewykorzystane sytuacje mszczą się podwójnie, tak więc szybka kontra, podcinka Pawickiego - i oto mamy remisik. Obserwowałem to spotkanie na lajfach i widząc, iż gospodarze mają 5 fauli na koncie, dawałem w końcówce więcej szans gdańszczanom, którzy nie dość, że wyszli z dużego impasu, to mają kilka indywidualności, które mogą same przeważyć o wyniku. Ale tu nastąpiła historia z cyklu "od zera do bohatera i z powrotem". Wojtek Pawicki najpierw doprowadził do remisu, ale w końcówce dał się w prosty sposób ograć Hewlikowi, który po świetnych zwodach celnie uderzył za trzy punkty. No i Gdańsk jedną nogą w pierwszej lidze, a czekają ich teraz mecze z Rekordem (D), Pogonią (W) i Gattą (W). Jak nie zrobią jakiegoś cudu i nie wygrają któregoś z tych meczów, to reszta im odjedzie na dobre. A Gwiazda ma kolejny mecz o życie - u nas w Chojnicach.

Rekord - Pogoń. W Szczecinie Mistrz Polski wbił rywalom "ósemkę", u siebie nie chciał być gorszy i powtórzył ten wynik. Jak ktoś chce sobie potrenować strzelanie, porobić zakłady, czy trafi czy nie, czy też potrenować cieszynki - to musi się umówić z Portowcami. Biją absolutne rekordy, defensywa nie istnieje. O bramkarzach trudno cokolwiek napisać, bo ich po prostu nie ma. Tam się coś mocno posypało, wszyscy mają ich za chłopców do bicia, Łukasz Żebrowski widocznie przybity tym wszystkim. Powiększyli halę i od razu powiększyli swoje bramki, do których trafia nawet niewidomy. Jak tak dalej pójdzie, to będą walczyć o utrzymanie, 18 punktów to nie jest aż tak dużo. A Rekord ostatnio się rozpędza, cztery mecze z rzędu wygrane. Gonią czołówkę, ja ich już skreśliłem, ale przy obecnej formie Wisły to jeszcze nie jest koniec. Rafał Franz wali gole jak na zawołanie, 16 na koncie, lider tabeli i idzie na "Strzelca Królców". Ale w kadrze nie gra, bo wyraził swoje zdanie na kilka kontrowersyjnych tematów, co się niezbyt spodobało. A do Franka najlepiej pasuje powiedzonko Sławka Suchomskiego, który kiedyś grał w Holidayu - "Wiecie ile ta noga już strzeliła bramek? Więcej niż Hitler zabił Żydów".

No i na koniec wisienka na torcie. Pisałem tydzień temu, że Wisła będzie miała trudny mecz, bo u nas to każdy się spina podwójnie. Po spotkaniu to się śmiałem, że będziemy co mecz wystawiać atrapy kamer Orange Sport, bo jak jest telewizja, to chłopaki wypruwają sobie żyły. Grający trener wprowadził bardzo dużo spokoju z tyłu, gra jak profesor. 41 lat na karku, a w ogóle tego nie widać na parkiecie. No i ta psychologiczna - jak się potem okazało - zagrywka: w 7. minucie wycofać bramkarza przeciwko Wiśle? To jeszcze nikomu nie przyszło do głowy. A my pokazaliśmy, iż nie boimy się lidera. Fakt, straciliśmy bramkę po rykoszecie po strzale Charczenki, ale wcześniej mieliśmy dwie dobre okazje do objęcia prowadzenia. Pomimo przegrywania nikt nie panikował, graliśmy spokojnie swoje. Tak naprawdę to nawet nie pozwoliliśmy rozwinąć skrzydeł rywalom, Wiślacy nie mieli praktycznie żadnych dobrych sytuacji. A my z minuty na minutę graliśmy coraz lepiej. Tomek Kriezel doznał kontuzji już w pierwszych sekundach spotkania, kiedy zblokowano mu stopę przy strzale. Nasi lekarze szybko go opatrzyli, tejpy plus blokada i wrócił na parkiet. I zagrał fajny mecz, dwie bramki i kilka naprawdę dobrych akcji. Trener Andrea Bucciol powołał go na konsultację, zasłużył sobie nasz "Karuzel". Co tu dużo opisywać, wszyscy to widzieli. To były Czerwone Diabły w wielkiej formie. Szkoda, że nie mają jej co tydzień. Ale myślę, że kryzys mamy już za sobą, zespół został poukładany i to nas zaczną się bać, a nie my przeciwników. Teraz Gwiazda - konieczna wygrana aby mieć spokój w lidze, a potem Pogoń w pucharze. Dwa mega ważne spotkania, dwa mecze w Chojnicach. Wygrywamy, mamy przerwę na regenerację sił i ruszamy do finiszu. "Highway to Hell" zabrzmi jeszcze nieraz w naszej hali, na której mieliśmy praktycznie komplet publiczności. "Klaskacze" zrobiły wielki hałas, w telewizji były wygłuszone, ale na hali było naprawdę głośno. Wszystkim w klubie wrócił dobry humor, zwłaszcza sponsorom. To idziemy za ciosem!!!

Kącik bibliotekarski - pozycja już od dłuższego czasu dostępna na rynku, czyli "Ja, Ibra". Bardzo ciekawa lektura, bardzo interesujący człowiek, bardzo dobry piłkarz. "Możesz wyciągnąć człowieka z getta, ale nigdy getto z człowieka". Taki napis widnieje w przejściu podziemnym w Malmoe, którym Zlatan Ibrahimović codziennie przechadzał z sercem w gardle. Na przedmieściach, w nie cieszącej się dobrą opinią dzielnicy Rosengaerd będącą "sypialnią" dużego miasta - tam Zlatan zaczynał swoją karierę w tanich butach z supermarketu.

"Wszędzie gdzie trafiał, pałał żądzą zemsty wobec tych, którzy wydawali mu się źli. Rodzice jego kolegów zbierali podpisy, by wyrzucić go z drużyny, trenerzy zawsze byli bardziej chętni do krytyki niż do pochwał. Pragnienie, by być lepszym od pozostałych prowadzi go z Malmoe do Ajaksu, gdzie przejmuje spadek po wielkim Van Bastenie później do Juventusu, gdzie Capello piłkarsko lepi go na nowo; następnie do Interu, skąd zabiera kolejne tytuły mistrzowskie. W Barcelonie zostaje tylko rok, wystarczająco dużo czasu, by wykrzyczeć w twarz Guardioli: "Nie masz jaj!", przed powrotem do Włoch, z nowymi magicznymi zagraniami. Historia Zlatana toczy się dalej w Milanie i, jak sam mówi, "to jest bajka, podróż z getta do marzeń". W "Ja, Ibra" Zlatan Ibrahimović po raz pierwszy opowiada o swoich przeżyciach na boisku i poza nim, o radościach i szaleństwach w życiu nie zawsze w pełni kontrolowanym" – to cytaty z jednej z recenzji książki.

Gorąco polecam, bo ta lektura wciąga od samego początku. Do tego mamy kulisy jego wielkich transferów, a także opowiastki jak znajomemu z internetowej gry na playstation podarował zegarek. Dużo ciekawostek zza kulis wielkiej piłki. Ekscentryk i egocentryk, takich piłkarzy którzy znając swoją wartość nie umieją być skromni jest niewielu. Czytamy :)


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

FUT5AL HEA7EN

I znowu spóźnienie... Trzeci raz mi się to przydarzyło, a jest to FUT5AL HEA7EN numer 28. Tym razem miałem bardzo mało czasu, to ten felieton nie będzie z cyklu "rewelacyjne i odkrywcze". Kiedyś musicie przecież przestać mi klaskać, no nie?

Wybaczycie? Musicie, bo przecież mnie lubicie. No, może oprócz dwóch panów: z Białegostoku (dedykacja muzyczna) oraz z Rzeszowa (a z tych rejonów to polecam stary czeski, kultowy film Tajemnica Zamku w Karpatach - fragment oraz cały film).  

Zacznę od pomyślnych wiadomości, kadra U-21 zagrała dwumecz z Portugalią. Najpierw poniosła porażkę 1:3, ale ten wynik na pewno hańby nie przynosi. Ja osobiście z tym zespołem wiążę duże nadzieje na przyszłość, kadra seniorska pewnego poziomu już nie przeskoczy, ale ci młodzi zawodnicy mają szansę zrobić coś wielkiego. No i w rewanżu spięli się, zagrała sportowa złość i wygraliśmy 2:0 po golach Szypczyńskiego i Zastawnika.

I właśnie o to chodzi, o zagranie na maksimum swoich możliwości. Faktem jest, iż Portugalczycy zagrali kadrą U-19, ale także w naszej zagrali 19 i 20-latkowie. Kamil Lasik w bramce ma wielki talent, dodajmy to tego Macieja Foltyna i mamy bramkarzy na długie lata w kadrze narodowej. Większość zawodników z pola gra już regularnie w ligach i mogą być tylko lepsi z sezonu na sezon. Ta kadra naprawdę daje nadzieję na to, iż za kilka lat Polska będzie się liczyć w futsalowej Europie.

W 1/8 Halowego Pucharu Polski sekundy dzieliły nas od dwóch sporych niespodzianek. Tylko skuteczność w serii rzutów karnych dała awans dwóm czołowym ligowcom, czyli Wiśle Krakbet i Gatta Active.
W Gdańsku było o krok od sensacji... (zobacz skrót). Gdańszczanie objęli prowadzenie, ale profeiro "Mały" indywidualnie pokręcił i szybko odrobił straty. Stanisławski w tym sezonie dyryguje ekipą ze Zduńskiej Woli i tylko szkoda, iż mają tak krótką ławkę i będzie im ciężko zagrozić Wiśle w drodze do tytułu. No ale wracamy na halę AZS-u, a tam Cirkowski podwyższył na 2:1 w 38 minucie gry. "Cira" nestor, stary wyjadacz parkietów tylko dostawił nogę, a chwilę później mógł zabić Gattę, ale nie trafił do pustej bramki z połowy boiska w całkiem komfortowej sytuacji. Rywale grali cały czas z wycofanym i na 5 sekund przed końcem Sobalczyk dał na remis. Pierwszy raz zwycięstwo ucieka gospodarzom, ale to jeszcze nie koniec. Dogrywka - super akcja Osłowski, Poźniak, Kostuch i UG znowu na prowadzeniu. Sobalczyk nie strzela krótkiego karnego, szybko grę wznawia Gonda, Kostuch świetnie się obraca i gra klepkę z Poźniakiem - 4:2. Gatta na kolanach, tylko dobić, zakopać, nerki sprzedać.

Ale... "Ale były dwie, jedna się dymała a druga nie". No i UG dało się wydymać. Sobalczyk Show, najpierw gol, a potem asysta do Szymczaka, który przytrzymał się słupka. Karne i tu Gatta nie zawiodła. Gonda mocno statyczny, wiadomo, że krótkiego ciężko obronić, ale stał i nie reagował, czekając aż go trafią. Nie trafili i awansowali dalej.

A Wisła popłynęła przez Pyrlandię do Pniew. Tam w lidze straciła punkty, teraz zabrakło naprawdę niewiele, aby odpadła z HPP. Red Dragons nie przestaje zadziwiać, z najlepszymi grają na równym poziomie. Zwłaszcza u siebie, gdzie naprawdę przy gorącej publiczności wspinają się na Himalaje. Dwukrotnie obejmowali prowadzenie, potem Wisła wyrównała a po czerwonej dla Hołego wyszła na 3:2. Frajtag wycofał bramkarza i tym razem Dragonsi wyszli na 4:3, ale Wisła także grając z wycofanym dała na 4:4 na kilkanaście sekund przed końcem normalnego czasu. W dogrywce było spokojnie, a więc karne. Najpier Jończyk gol, potem nie trafiali pewniacy Solecki i Frajtag, w międzyczasie "Lucek" Błaszczyk wybronił Budniaka, a Bondar przycelował na 2:0 i finito. Prezes Wawro poluzował krawat, krew znowu zaczęła krążyć w organizmie. Uff, udało się. Aha, video z tego meczu nie ma, bo gospodarze wymyślali cuda na kiju jakich świat nie widział, to trzeba było utajnić. Top Secret i do sejfu.

Zawbud Iława - AZS UŚ Katowice 3:5. Tysiąc ludzi na trybunach, kiedyś tam był zespół ligowy ITR, potem w pucharze też grała mocna ekipa. Jest tam zapotrzebowanie na futsal, może ktoś wreszcie ogarnie to i zrobi ligę? Rafał Krzyśka był zachwycony, nie dziwię się w ogóle. Gra przy pustych trybunach w Katowicach, a pełnej hali w Iławie mocno się różni. Radość kibiców pomaga przy zwycięstwach, echo raczej nie.

O innych meczach pokrótce, Pogoń zagrała w Bojanie pod Gdańskiem znowu radosny futsal. Przynajmniej kibice się cieszyli z dużej ilości goli. Na początku poszli na wymianę ciosów, było 2:2 ale potem już z górki i cały czas zachowywali bezpieczną różnicę bramek. KGHM Euromaster poradził sobie z pierwszoligowcami z Komprachcic wygrywając 7:3. Przed meczem chodziły plotki, że głogowianie chcą odpuścić puchar, no ale plotki to najczęściej bzdury i awansowali dalej. Clearex pod wodzą nowego duetu trenerów nie dał rady Rekordowi, a w meczu padła tylko jedna bramka. Jak wynika z krótkiego raportu na stronie chorzowian, mieli jak zwykle przewagę i jak zwykle zabrakło szczęścia. Cóż, szczęście podobno sprzyja lepszym. W każdym bądź razie Ulfik - Miozga mają naprawdę wielki problem, aby wydobyć zespół z impasu. W Tryńczy rekord publiczności, na pół godziny przed rozpoczęciem spotkania z Gwiazdą Ruda Śląska na hali nie było już miejsca!!! Potem nie było już tak wesoło, ekstraklasowcy do przerwy prowadzili trzema bramkami, a ostatecznie wygrali 6:2. Ale to już kolejny mecz, gdzie zespół FE wypełnia trybuny. Cieszy fakt, iż właśnie w takich miejscowościach futsal daje emocje, a kibice chcą oglądać piłkę halową. Dodatkowo przy okazji tego spotkania zebrali ponad 6 tysięcy złotych na akcję charytatywną - wielkie brawa!!! Futsal is better!!!

A na koniec my, czyli "Czerwone Diabły". Nastawiamy się na puchar, bo w lidze już niczego nie zwojujemy. Za final four jest premia, a za zdobycie trofeum już naprawdę konkretne pieniądze. Gruba kasa do wzięcia, jest więc o co grać. Do tej pory z różnych powodów odpuszczaliśmy te rozgrywki wystawiając rezerwowych bądź drużynę juniorów ale teraz idziemy na całość.

Wreszcie się chłopaki zagrali tak jak "umną", choć trzeba szczerze przyznać, iż tempo meczu z GAF-em nie było oszałamiające (zobacz skrót). W obu zespołach zabrakło po kilku czołowych piłkarzy (Koleśnik, Mączkowski, Mizgajski, Diemiszew, Kiełpiński), ale zmiennikom nie brakło chęci gry. Decydującym momentem gry była czerwona kartka dla Widucha. Jego zmiennik debiutował w rozgrywkach, ale grał zbyt krótko, żeby go oceniać. To nie był jedyny debiut, w miejsce chorego Witalija zagrał trener Andrij Łuciw, którego certyfikat dotarł wreszcie do Chojnic. 41 lat, a grał jakby miał dużo mniej. Dwie piękne asysty, "patrzta" ludziska jak to się robi!!! Tylko się uczyć od niego. Spokoju i dokładnych pasów. Ukraińska szkoła jazdy. Będzie dobrze. Teraz przygotowujemy się do poniedziałkowego telewizyjnego spotkania z Wisełką. Wstrząsnęliśmy mocno zespołem, który zareagował w najlepszy możliwy sposób, czyli obudził się z zimowego snu i wreszcie wygrał. Chłopaki dostali premie za to spotkanie, za Wisłę także mają obiecaną i to rosnącą w zależności od efektowności i efektywności gry.

Krakowianie tylko raz wygrali u nas, w sezonie 2011/12 kiedy ponieśliśmy porażkę 1:6 (zobacz skrót). Zespół przez 2 miesiące nie miał trenera, Oleg Zozula przyleciał wówczas samolotem zaledwie na dzień przed meczem. Potem już nie mieli tak łatwo. W następnym sezonie wygraliśmy z nimi 3:1 (przewrotka Ivanova!!!), potem w finale play off zremisowaliśmy 1:1, ale ulegliśmy po rzutach karnych (zobacz skrót) co dało Wiślakom Mistrzostwo Polski. W ostatnim sezonie zremisowaliśmy 5:5 po fantastycznym spotkaniu (zobacz skrót), kiedy na kilkadziesiąt sekund przed końcem prowadziliśmy dwoma bramkami, ale zryw krakowian dał im remis i brązowy medal. Jak widać, ostatnie trzy spotkania były pasjonującymi widowiskami, mam nadzieję iż takie samo będzie już za kilka dni. Chcecie dobrego futsalu to wiecie co robić, włączać telewizory a żony/dziewczyny/kochanki wysłać najlepiej do kina na "50 Twarzy Grenia" ;)

Kącik bibliotekarski - "Alex Ferguson. Autobiografia". Absolutnie fascynująca lektura (nie mylić z "Sir Alex Ferguson. Futbol cholera jasna!" Patricka Barclaya), w którą można zapaść na kilka długich wieczorów.

Niektórzy w tej chwili powiedzą: "łeee, znowu o Man United”. Ale ta książka to nie tylko opis managerskiej, 26-letniej ery władcy Królestwa Old Trafford. To opowieść o chłopaku z Glasgow, który przeszedł przez wszystkie szczeble piłki nożnej, od piłkarza Rangers do managera największego klubu na świecie. To także opowieść, jak się zmieniał świat futbolu. Od piłkarzy-pracowników huty po zawodników - celebrytów, o ego większym niż stadion, na którym występują. O tym, jak radzić sobie we wszystkich sytuacjach i o tym, że jest jedna zasada "always keep control of the club".

Mało kto wie, że przed Man United Ferguson prowadził Aberdeen i osiągnął z nimi wprost niewyobrażalne w dzisiejszych czasach sukcesy. Trzy mistrzostwa Szkocji, przełamując odwieczną hegemonię Rangers/Celtic, cztery puchary Szkocji oraz Puchar Zdobywców Pucharów, czyli dzisiejszą Europa League. A wiecie kogo Aberdeen pokonał w finale? Real Madryt. 2:1 po dogrywce. Wyobrażacie to sobie? Real potęgą był zawsze, a o drużynie szkockiej mało kto słyszał.

Nic dziwnego, że Martin Edwards, prezes United, po rządach Big Rona Atkinsona to właśnie Alexa wytypował na następnego managera Manchesteru. SAF zastał na Old Trafford pogorzelisko, drużynę z piłkarzami mającym problemy alkoholowe, bez skautingu, z fatalnym szkoleniem młodzieży. Czekał go ogrom pracy nad stworzeniem klubu od samych podstaw, od ośrodka treningowego po zatrudnienie trenerów, skautów, lekarzy, psychologów - absolutnie wszystkiego od zera. A potem stworzenie kilku generacji wspaniałych piłkarzy - wychowanków klubu i zbudowanie kilku genialnych drużyn, które rządziły w Anglii i w Europie (’94 z Schmeichelem, Cantoną, Keane’m i Giggsem, potem ’99 i Potrójna Korona z Beckhamem, Scholesem, braćmi Neville, Solskjaerem, Yorke’m i Cole’m, a potem ostatniej generacji z 2008 roku, która pobiła rekord Liverpool w ilości Mistrzostw Anglii i wygrała Ligę Mistrzów).

Nie można oderwać się od tej książki. Ferguson to United. Ferguson to piłka. Powtórzę wam anegdotę, którą opowiedział Neil Warnock, były manager Sheffield United - "Każdy szkoleniowiec, każdy piłkarz, wszyscy mający coś wspólnego z piłką nożną, mogą do niego zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Pewnego dnia zadzwoniłem do niego, rozmawialiśmy 10 minut o piłkarzach. Znał dobre i złe strony każdego, o którego zapytałem. Gdy odłożyłem słuchawkę powiedziałem do siebie: zakładam się, że on wie nawet, kto jest ogrodnikiem (groundsman) w Dunfermline. Dzwonię, więc drugi raz. Hej, Alex. Zapomniałem się zapytać, kto jest nadzorcą stadionu, w Dunfermline. I wiecie co? Znał jego imię i skąd pochodził".

Co tu dużo pisać, absolutne "must have" w biblioteczce każdego fana futbolu.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...