Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Uff, to mój ostatni felieton. Uff, westchnęli czytelnicy. Kuba zapłakał, ale żona go kocha, to obtarła łzy. Ale spokojnie, powinienem wrócić od stycznia (po 12. kolejce FE) z moimi cotygodniowymi pierdołkami. Jeszcze nie umarłem, ale jak to się przydarzy, to na pogrzeb przyjdzie więcej ludzi, niż na papieża. Co prawda większość aby splunąć na trumnę, ale tym się nie przejmuję zupełnie. Kto nie ma wrogów, ten nie istnieje.

I jeszcze jedno, do tych wszystkich "obrażalskich" - nie podoba się, nie czytaj. Albo weź słownik poprawnej polszczyzny i sam napisz felieton. Pewnie przyjdzie ci to z dużo większym trudem niż kopnięcie piłki, ruszyć nogą łatwiej niż mózgiem.

Jeśli grasz/trenujesz/działasz w klubie futsalu, uczestniczysz w meczach, które są publicznym wydarzeniem, to ja, tak samo jak każdy inny kibic, mam prawo skomentowania i wydania własnej opinii. Jak coś zawalisz, wywrócisz się na piłce, dostaniesz dziurę z kilometra, to ci to wytknę. Ale też jak walniesz po widłach, skopiujesz tricki Falcao, okiwasz pięciu i samego siebie, to pochwalę. Nikogo nie zmuszam, nikomu pistoletu do głowy nie przystawiam, żeby czytał moje teksty. Moja opinia, moje zdanie. Wystarczy powstrzymać łapę od kliknięcia w link i masz już spokojny wieczór bez nerwów, możesz zjeść budyń od babci i być szczęśliwym dalej.

W dużej piłce piłkarzy nieudaczników wytykają publicznie palcem w "Liga+Ekstra" albo w "Przeglądzie Sportowym". Wy macie dużo więcej szczęścia, bo tylko jeden obserwator kłuje was palcem w bok na niedużym portalu futsalowym. I to tylko raz w tygodniu, a nie codziennie, więc nie narzekajcie, że dzieje się wam wielka krzywda.

Losowanie par 1/16 finału Halowego Pucharu Polski odbyło się w środę 17 grudnia 2014. Oczywiście bez świadków, jak zwykle. Czy to byłby problem przeprowadzić transmisję w internecie z losowania? Wszędzie losowania można obserwować na żywo, z każdych rozgrywek. Ale nie z HPP. To wzbudza sporo kontrowersji, to nie tylko moje zdanie ale wielu osób ze środowiska.

Podam przykład - za prezesury Andrzeja Hendrzaka graliśmy pierwszą rundę HPP (z udziałem klubów FE) z zespołami z regionu: Auto Complex Przodkowo, czy też Mściwój Kartuzy (100 km od Chojnic). Za rządów Kazimierza Grenia (I kadencja) Gorzyczki x2 (prawie 600 km) i Białystok (prawie 500 km), za Grenia (II kadencja) Białystok i Białystok w kolejnych rundach. Za każdym razem drugi koniec świata, a podobno obowiązywał w tej rundzie klucz geograficzny. Przypadek? Wnioski niech każdy sam wysunie.

Na szczęście tym razem było normalnie i gramy z pierwszoligowym Unikatem Osiek. A głupia kamerka internetowa jakości HD rozwiązuje cały problem i szeptanie po kątach. I każdy z zainteresowaniem obejrzy ceremonię. W Nyon losuje "Łysy z UEFA", ciekawe, kto u nas podjąłby się roli "sierotki"? ;)

Ostatnia kolejka była naprawdę interesująca. Cooo? Była zajebiście fajna, a nie "interesująca"!!! Rollercoaster na paru halach, prawie każdy mecz mógłby być, a nawet powinien być pokazywany w telewizji na żywo.

Najpierw Red Dragonsi planowo przegrali z Gattą u siebie. Dopóki mają korzystny wynik, to się trzymają. Tutaj dostali dwa gole w pierwszej połowie i już się nie podnieśli. Marciniak popisał się asystą meczu przy pierwszym golu Krawczyka, a potem solo akt Daniela, w końcówce gospodarze jeszcze dostali trzecią przy wycofanym. Należy pochwalić Darka Słowińskiego, który zagrał dobre spotkanie i miał świetne interwencje. Dzięki niemu Gatta na zero z tyłu.

Gdańsk - Głogów... Co tu dużo mówić, tsunami znad morza zmiotło Euromastera z powierzchni ziemi. Od kilku spotkań zaczęli grać to, co rok temu, teraz spuścili duże lanie solidnej ekipie z Głogowa. Już po 8 minutach można było iść do domu, było 5:0 i gasimy światła na hali. "Jedźcie do domu, nie powiemy nikomu..." Wynik dramatycznie wysoki. Brak kilku zawodników w niczym nie usprawiedliwia słabej postawy głogowian, Michał Długosz był niemiłosiernie dziurawiony i na pewno nie pomógł. A Gdańsk zagrał super mecz, wychodziło im wszystko. Hat-tricki Poźniaka i Osłowskiego, co nie zdarza się często.

W Gliwicach Pogoń wygrywa 4:1. GAF ma trzech dobrych bramkarzy, ale tracą sporo goli. Widuch zawalił gola nr 1 i nr 3 i dostał wędkę, do bramki wszedł Cielesta. Trzecim jest reprezentacyjny golkiper Krzyśka, który grzeje ławę. Ciekawe dlaczego? W Pogoni za to świetnie zagrał Koszmider, na wyróżnienie zasługuje też piękny gol Szamotija, który z dystansu walnął w okieneczko. Oba zespoły całą rundę grają mocno w kratkę, gdyby ten mecz odbył się dzień później, wynik mógłby być odwrotny.

Cuda, cuda niepojęte w Katowicach. Akademicy wygrali z Rekordem, szkoda tylko, że na widowni dwóch pijanych i zdechły pies. Nie piszę tego złośliwie, ale taka frekwencja naprawdę nie przynosi chluby. A to był naprawdę fajny mecz. Adam Kryger schodził do szatni ze spokojną głową, kilkadziesiąt minut później prawie osiwiał. Takie proste, juniorskie błędy przy SFG (stałe fragmenty gry) to aż wprost niepojęte że przydarza się Mistrzom Polski. Po prostu nie wyszli na drugą połowę meczu. "Korek" zdobył dwa gole i dogonił "Filipa", ma jeszcze 11 meczów, aby strzelić jedną bramkę - bez problemów mu się to uda. Ale ma drugi problem, utrzymać UŚ w lidze.

Wisełka zakończyła rundę z wielkim "Bang!" jak śpiewa fenomen internetu "Sowa". Bondar Królem Polowania, zastrzelili szeryfa i zerwali mu gwiazdę z koszuli. A Wojciechowski zagrał w kiwaka jak z Włochami, to się podoba. Potem już się tylko bawili na parkiecie. Wisła przypieczętowała efektownie 1. miejsce w tabeli, jak najbardziej zasłużone. Gwiazda na miejscu barażowym, tak jak przewidywałem przed sezonem.

W Chojnicach przed halą, w chwili kiedy przyjechała drużyna Cleareksu i zawodnicy chcieli wejść na obiekt, ktoś urwał klamkę od drzwi. Jeden z zawodników gości wziął ją do ręki i kombinował jak te drzwi otworzyć. Ja na to - "ta klamka to jedyna rzecz jaką dzisiaj możecie wywieźć z Chojnic" i się nie pomyliłem. Powiem szczerze, że zawiodłem się na chorzowianach. Spodziewałem się dużo lepszej gry rywali. Albo po prostu my wreszcie zagraliśmy tak, jak powinniśmy grać od początku sezonu. U nas nie było słabych punktów, wszyscy zasuwali, jakby to był ich ostatni mecz w karierze. Wadik miał w dniu meczu urodziny, to była dodatkowa okazja do świętowania. Nie będę wyróżniać pojedynczych piłkarzy, bo cała jedenastka dała z siebie wszystko. I wiem jedno, Tomek Aftański obudził ducha zwycięstwa w naszej drużynie i było to widać na parkiecie. Mission completed, jak zaraportował na facebooku. Zgadzam się z nim zupełnie, dostał rolę "strażaka" i ugasił pożar w Red Devils. Nowy trener dostanie uporządkowaną drużynę i przygotowanych chłopaków do gry. Jest kilku kandydatów, rozmowy trwają, być może do futsalu powróci znana postać. Do końca roku wszystko u nas się wyjaśni.

Teraz podsumuję moje przedsezonowe prognozy do stanu faktycznego na koniec rundy:
 
Rekord Bielsko-Biała"Drugi sezon dla Adama Krygera na pewno będzie dużo trudniejszy, jednakże powinni do końca rywalizować z Wisłą o tytuł mistrzowski" - tutaj jak na razie przeceniłem szanse Rekordu, choć oczywiście tylko szaleniec by ich skreślał w tym momencie. 8 punktów straty do lidera to bardzo dużo, ale poziom ligi strasznie się wyrównał i każdy zespół gubi punkty. Plaga kontuzji na pewno miała spory wpływ na zajęcie dopiero czwartego miejsca. Duża skuteczność (50 goli), ale też bardzo dużo stracili (35 bramek). Tyle samo wpuściła np. Gwiazda, która zajmuje miejsce barażowe w tabeli. Poniżej oczekiwań.
 
Pogoń 04 Szczecin"Wg mnie zapowiada się słabszy sezon dla wicemistrzów Polski" - tutaj się nie pomyliłem. Trauma po odejściu Neagu i Mikołajewicza nadal trwa. W swojej hali forma beznadziejna, tylko Katowice grają gorzej. Spaść na pewno nie spadną, ale medalu przy takiej grze też nie zdobędą. Sezon na średniaka i na wymyślenie nowej receptury na przyszłość. Forma jo-jo, nigdy nie wiesz jak zagrają. Albo czapa albo fajna gra. Wytypować właściwy wynik to jak wyciągnąć królika z kapelusza.
 
Wisła Krakbet Kraków"Zmiana trenera, ale na pewno nie stylu. Poza tym trener z boku, a nie na parkiecie, to także duży plus. Los Milioneiros z Krakowa z góry są skazani na walkę o Mistrza Polski, inaczej być nie może" - tutaj też się nie pomyliłem. Najlepszy atak (50 goli) i najlepsza obrona (23 bramki), czyli bezdyskusyjny lider. 7 punktów nad Cleareksem, 8 nad Rekordem - tutaj grupa pościgowa ma nieduże szanse. A drugą w tabeli Gattę mają u siebie, to rozdają karty w lidze i mają same asy w rękawie. Przypadkowa porażka w Pniewach była jedyną, a wynikała bardziej ze zlekceważenia przeciwnika, niż sportowej słabości. Moim zdaniem nie mogą, a muszą wygrać tę ligę.
 
Gatta Active Zduńska Wola"Doszedł znany z trawy Adrian Budka, ale ja jestem sceptycznie nastawiony do takiego typu wzmocnień. Mateusz Mika wrócił po kilku sezonach przerwy, ale on także nie wygląda na zbawcę Gatty. Odwieczne problemy z bramkarzami rozwiązali w ten sposób, iż mają ich 5 na 15 zawodników zgłoszonych do ligi. Niemniej mają sporo klasowych zawodników, którzy zapewnią miejsce w czołowej szóstce, ale na medale to będzie za mało" - co do Budki i Miki to miałem rację. Co do reszty, to na pewno nie. Darek Słowiński rozwiązał problem z obsadą bramki, no i gra w defensywie to +100 w porównaniu do poprzednich sezonów. Marcin Stanisławski zajął się trenerką i mamy frukty jego pracy. Mocny "kontender" do tytułu, jedyny konkretny rywal Wiślaków.
 
Clearex Chorzów"Dobrze wystartowali, ale nie wróżę im wielkiego powodzenia" - święte słowa Wernyhory. Co prawda trzecie miejsce w tabeli na półmetku, ale jeden punkt z trzech ostatnich meczów to piłkarski dramat. I nie grali tego z czołówką. To nie tylko moje zdanie, że pozycja w tabeli jest ciut na wyrost w stosunku do możliwości tego zespołu. Można ich porównać do Gdańska z poprzedniego sezonu, gdzie wystartowali jak rakieta, a skończyli w środku tabeli. Na transfery nie ma co liczyć, to raczej będą się osuwać w tabeli.
 
GAF Jasna Gliwice"Mądrze budowany klub, mądrze budowana drużyna, finansowo bez szaleństw ale stabilnie, a to najważniejsze. Wzmocnienia plus skład z poprzedniego sezonu gwarantują pewną jakość i dobry poziom gry, dlatego moim zdaniem włączą się do walki o medale" - tutaj jak na razie nie idzie wg prognozy pogody. Rozczarowanie pierwszą runda w Gliwicach nie mniejsze niż u nas. Prezesi spodziewali się miejsca na pudle, więc wróble ćwierkają, że trener Rafał Barszcz ma zapłacić głową za te wyniki.
 
AZS Uniwersytet Gdański"Taki sezon jak rok wcześniej, to się już nie powtórzy. Postawili na zawodników z trawy, którzy mają dla Gdańska uratować ekstraklasę, ja jednak widzę ich jako pierwszy zespół z czwórki, która będzie grać o pozostanie w lidze" - tutaj miałem w 100% rację. Zamykają jeszcze tabelę, ale w trzech ostatnich meczach zrobili 5 punktów. W ostatniej chwili poukładali sobie sprawy wewnątrz klubu, zaczęli trenować i rozpoczęli akcję pt. "Wielka Ucieczka". Powiało optymizmem z Trójmiasta. Na jak długo? Dopóki zawodnicy nie rozpoczną treningów na trawie, bo wtedy cała koncepcja może się posypać...
 
Red Devils Chojnice"Liczę iż będziemy czarnym koniem rozgrywek. Jak nas ominą kontuzje to powinniśmy być w górnej części tabeli. Chyba że będziemy tracić punkty w taki frajerski sposób jak z Euromasterem u siebie" - czarny koń, ale bez zębów i mocno wychudzony. Choć ostatnie mecze na aftańskich sterydach, to chabeta wreszcie ruszyła z kopyta. Kontuzje nas ominęły, kartki także, ale wąska kadra dała się we znaki. Teraz dojdzie dwóch, trzech zawodników to będzie lepiej. Mamy potencjał, mamy dobrych zawodników, mamy dobry klub. Teraz do tego potrzeba dobrego trenera i włączymy się w walkę o "czwórkę".
 
KGHM Euromaster Chrobry Głogów"Doświadczeni piłkarze zapewnią mu utrzymanie, ale na gra o medale to już za wysokie progi" - typowy zespół środka. Potrafią zagrać świetny mecz z lepszym przeciwnikiem, po to żeby za chwilę dostać lanie od słabeuszy. Nieobliczalni, nigdy nie wiesz jak zagrają. Tak samo jak Pogoń. Kilku fajnych chłopaków do gry mają. Gdyby się wzmocnili, to wtedy może medale, ale tak to zostaną w lidze i tyle.
 
AZS UŚ Katowice"Zbyt mało jakości w tym wszystkim, więc będzie to drugi zespół, który będzie grać o utrzymanie" - tutaj dobrze przewidziałem. W ostatniej kolejce wyrwali Rekordowi z gardła trzy punkty i gdyby tak częściej grali, to by się utrzymali. A tak to mają zmianę trenera, Korek wraca na fotel szefa. Do tej pory grał co rok o medale, teraz o przeżycie. To ich jedyna szansa, żeby to pudło, co się rozpada na rogach, jakoś posklejać. Przydałby się jeszcze bramkarz, bo "Jojo" ma mocno średnią rundę.
 
Gwiazda Ruda Śląska"Generalnie duża niewiadoma, jest trochę doświadczonych grajków plus doszedł Patryk Szachnitowski, Piotr Bubec z Rekordu oraz podobno dobry Ukrainiec Andrij Kidanow. Typowy zespół jo-jo" - dużo w ocenie się nie pomyliłem. Szachnitowski leczy kontuzję, Bubec nie jest tym samym zawodnikiem, co w Rekordzie, jedynie Kidanow wypalił i strzelił kilka goli. Na razie pozycja barażowa, o którą stoczą walkę z Azetesiakami i "Czerwonymi Smokami".
 
Red Dragons Pniewy"Młody zespół, ale budowany stricte futsalowo. Nawet jeśli spadną, to pewnie nic się nie stanie, gdyż spokojnie i rozważnie budują klub w Pniewach. Jest sporo kibiców, a to ważne dla naszej dyscypliny" - tutaj największe zaskoczenie na plus. Skazani na pożarcie, a radzą sobie znakomicie. Świetnie grają w defensywie, co jest ich największym atutem. Moim zdaniem utrzymają się w lidze, bo mają dobry kalendarz gier, nawet przy ich częstej indolencji strzeleckiej. "Nie stracić, a może coś strzelimy" to ich taktyka. Sprawdziła się w I rundzie, to pewnie i w II dadzą radę.

I na koniec chciałbym wszystkim ze światka polskiego futsalu życzyć na święta i nowy rok przede wszystkim wiary w swoje poczynania. Działaczom, trenerom, zawodnikom. Dzięki nam, pasjonatom z FE, I i II ligi, z lig środowiskowych ten sport się rozwija. Tym wszystkim osobom dedykuję jedną z moich ulubionych piosenek z lat 80-tych z przesłaniem "Somehow I'll find my way home".


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Piszę ten felieton, a na twitterze @zmijkats goni mnie batem, że znowu się spóźniam. Kobiety zawsze mają rację, to nie będę się spierać. Bo jeszcze jacyś marudni fotoreporterzy opstrykają mnie z gorszego profilu i znowu jakiś wąsaty zadzwoni, że muszę zrobić sobie operację plastyczną...

No spieszę się, spieszę, ale mam mnóstwo pracy ze sponsorami w związku z meczem w Orange Sport. Jeszcze miałem o 18.00 mecz w lidze chojnickiej - wygrana 6:3, tym razem bez gola, ale architekt zwycięstwa. Jak na amatora, to umiem kopać do przodu, ale w FE nikogo nie stać na mnie, taka jest prawda. To mnie nie zobaczycie przy piłce, może i dobrze bo by ręce popuchły od klaskania. Dobra, to wszystko mnie nie usprawiedliwia, ale nadal mamy środę i tylko od Kuby zależy, czy da radę to dzisiaj wrzucić.

Sporo kontrowersji wywołała wypowiedź Wojtka Pawickiego po meczu AZS UG z Red Dragons Pniewy. Wrzuciłem ją do ostatniego felietonu bo była mocna i powiedziana wprost, a raczej w wypowiedziach pomeczowych dominuje poprawność polityczna. Ale też należy wziąć pod uwagę, iż była powiedziana na gorąco, po zakończonym spotkaniu kiedy emocje jeszcze parują.

Co do jakichkolwiek krytycznych wypowiedzi, czy moich czy też piłkarzy, działaczy to najlepszą odpowiedzią jest dobra gra na parkiecie. Każdy ma prawo do krytyki, tak samo każdy ma prawo do kontry. Parkiet weryfikuje wszystko i na koniec sezonu okaże się, czy Wojtek miał rację  czy też nie. Generalnie powiem, iż w naszej lidze wszyscy są przewrażliwieni na swoim punkcie, nie wyłączając mnie.
Sam zareagowałem, kiedy portal www.futsal-polska.pl na facebooku napisał, iż na siódmym miejscu w tabeli znajduje się drużyna Red Dragons Pniewy, a wg mnie to Red Devils zajmuje aktualnie tę pozycję. Niepotrzebnie w sumie, bo to nie ma większego znaczenia, poza tym licząc mecze bezpośrednie to właśnie Pniewy w małej tabelce są wyżej niż Pogoń '04 i Red Devils.

Wiadomo, iż każdy przede wszystkim chce jak najlepiej dla siebie (czytaj swojej drużyny), ale z każdej krytyki należy wyciągnąć wnioski, a nie od razu walić mocną kontrę. "Czerwone Smoki" nie skomentowały tej wypowiedzi, tylko odpowiedziały Wojtkowi świetnym meczem z nami, kiedy nie mogliśmy sforsować zasieków postawionych przez pniewian. I to właśnie oni mają już 12 punktów i zajmują bezpieczne miejsce w tabeli, gdzie przed sezonem NIKT nie dawał najmniejszych szans na przeżycie. Sam ich typowałem do spadku, a teraz jestem pewien, że się utrzymają w lidze.
Po 10 kolejkach w bardzo silnej lidze mają najmniej wpuszczonych bramek. To nie jeden, to nie dwa czy trzy mecze, to aż dziesięć spotkań gdzie zagrali bardzo dobrze w defensywie. Tu nie ma przypadku, to efekt bardzo ciężkiej pracy zespołowej na treningach. Można? Można!!! Trzeba tylko chcieć ostro zapierdalać całą ekipą.

No i Łukasz Frajtag nie bez przyczyny został asystentem Gerarda Juszczaka w kadrze U-19. To awangarda trenerska w Polsce, na północy obok niego stawiam jeszcze Michała Janiaka. Nie znam trenerów niższych liga na Śląsku, ale myślę że i tam znajdują się fanatycy futsalu, którzy nieprzerwanie pracują i się rozwijają.

A co do kadry U-19 - wygrali turniej Państw Wyszehradzkich. Najpierw chłopaki zwyciężyli Czechy 7:4, a następnie w finale wygrali z Węgrami 4:1. Idzie nowe, idzie lepsze. U-19 wygrywa, U-21 wygrywa, seniorzy notują dobre wyniki. Aż strach się bać co przyszłość przyniesie. A tak na poważnie to nie pamiętam kiedy było lepiej. Kadry poukładane, chyba wszyscy patrzą z optymizmem na to, co się dzieje.

Mój szanowny kolega, Wojtek Kijewski imponująco zorganizował I Mistrzostwa Polski Domów Dziecka. Wojtek od wielu lat pracuje w domach dziecka w Gliwicach (nr 2 i nr 3), szczerze podziwiam go za jego pasję i zaangażowanie dla tych dzieciaków. W Domu Dziecka nr 2 założył Klub Piłkarza,  w którym gościli piłkarze, trenerzy i działacze z klubów Ekstraklasy na trawie, Futsal Ekstraklasy jak i reprezentacji Polski w futsalu i beachsoccerze.

Ale wracając do głównej imprezy, czyli MPDD, to lista gości obfitowała naprawdę w dobre nazwiska. "Crème de la crème" całego widowiska był mecz dawnej reprezentacji Polski (1996-2002) w futsalu, która jako jedyna w historii awansowała do finałów Mistrzostw Europy w Moskwie w 2001 roku. Ta właśnie drużyna pod wodzą trenera Romana Sowińskiego spotkała się w towarzyskim spotkaniu z zespołem Przyjaciół Domu Dziecka nr 3. Spotkanie wygrali "Przyjaciele" 5:4, ale wynik był tutaj najmniej ważny. Na stronie DD można obejrzeć wiele ciekawych zdjęć z tego wydarzenia. Naprawdę szlachetna inicjatywa, wielkie brawa dla Wojtka i całej ekipy organizacyjnej!!!

A teraz wracamy do ligi... Sporo remisów, co jest dosyć rzadkie w futsalu. W pierwszym, bardzo ciekawym meczu Gatta zremisowała z Wisłą Krakbet. Ale ciekawiej było na konferencji. Trener Krzysztof Kusia skrytykował kibiców Gatty, wybranych w ubiegłym sezonie "Najlepszą Publicznością". Nie pochwalam takich zachowań kibiców, ale "kto sieje wiatr ten zbiera burzę". Ktoś to zaczął i niepotrzebnie teraz trwa wymiana "pozdrowień" na halach w Zduńskiej Woli i Krakowie. Kapitan Wisły Jan "Lumbersexual" Malinowy był niezadowolony z wyniku. A ja jednak ceniłbym ten remis na wyjeździe.

Gwiazda pokonała AZS UŚ w meczu bardzo ważnym dla dolnego układu tabeli. Trener Tomasz Klimas był wreszcie zadowolony ze swojej drużyny. Kidanow z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej, to ciekawy zawodnik. Z kolei Akademicy dobili do kolegów z Gdańska i zakotwiczyli solidarnie na dnie tabeli. Kilkukrotnie pisałem, iż te kluby kuleją organizacyjnie w porównaniu do innych klubów, co też przełożyło się na wynik sportowy.

Trener Krzysiek Nos wyraźnie podłamany wynikiem, z jego słów wynika iż odda się do dyspozycji zarządu. A jeszcze ciekawa wypowiedź Roberta Gładczaka - "Nie udało się strzelić bramki tej wyrównującej. Gdyby strzelić bramkę na 2:2 to podejrzewam że wynik mógłby być całkiem inny". No ja też podejrzewam że wtedy chyba by był remis ;-)

Oglądałem w internecie całe spotkanie Cleareksu z AZS UG. Akademicy wreszcie mieli konkretną ekipę na wyjeździe, solidnie też pracowali w tygodniu poprzedzającym to spotkanie. Ciut późno się obudzili, ale lepiej późno niż wcale. Mogli to wygrać, ale braki w koncentracji, zwłaszcza Wesserlinga, zadecydowały o remisie. W końcówce meczu najpierw nie wykorzystał szansy na 4:2, a chwilę później dostał kuriozalną dziurę z odległości 5 metrów co doprowadziło do utraty gola na 3:3. Rozumiem, że można dostać z bliska po zwodzie rywala, ale z takiej odległości? Gramy, nie śpimy.

KGHM Euromaster zaskakująco dobrze poradził sobie w będącym w dużym kryzysie zespole Pogoni ’04. Do przerwy szczecinianie jeszcze sobie jakoś radzili, prowadzili jedną bramką. Ale gospodarze zmietli ich w drugiej części, gdzie z gości kompletnie uszło powietrze. Ciężko mi ocenić, co tam się dzieje wewnątrz drużyny, ale ewidentnie tam coś nie działa tak jak powinno. Mają dobrych piłkarzy, którzy po prostu nie grają. Medal ciąży im do szyi i ciągnie na dół tabeli. A w Głogowie duet braci Pieczyńskich nie po raz ostatni dyktuje tempo. Darek jak dobre wino (czyli czerwone, jak kartka), Łukasz także regularnie punktuje. Co tu dużo mówić, idzie im dobrze.

My pojechaliśmy do Pniew z mocnym postanowieniem przywiezienia trzech punktów. Zespół był pozytywnie nastawiony, ale zetknęliśmy się ze ścianą. Gospodarze postawili mur i grali mocno defensywnie, ale korzystali także z szans do kontrataków. Można wiele o nich powiedzieć, ale jedno jest pewne - grali bardzo mądrze. Dwa razy ramka ich uchroniła przed utratą goli, ale nie pozwolili nam na zbyt ofensywną grę. "Tak krawiec kraje jak mu materiału staje" - mądry trener wykorzystuje do maksimum posiadane zasoby osobowe, a nie zmusza zawodników do gry o której nie mają jeszcze pojęcia lub po prostu doświadczenia.

Poniedziałkowy Rekord - GAF Jasna był wspaniałym widowiskiem. Przed tym spotkaniem doszły mnie słuchy, iż w przypadku porażki fotel trenera Rafała Barszcza może być mocno rozhuśtany. Rozbudzono apetyty przed sezonem w Gliwicach, a tu cienka zupa w talerzu. Prezesi są niezadowoleni. Nie tylko tam, ja też jestem rozczarowany postawą mojego zespołu. Jak widać prezesi celują w chmury, a zawodnicy i trenerzy latają tuż nad ziemią.

Teraz my gramy w Orange Sport z Cleareksem i mam nadzieję, iż zaprezentujemy także ciekawy spektakl sportowy. Pojedynki z chorzowianami zawsze były zacięte, ostatnio u siebie przegrywaliśmy, ale wywoziliśmy punkty z wyjazdów. Czas odmienić tę statystykę i spróbować gonić uciekającą czołówkę. No i na koniec ogłoszenie - jak umiesz grać w futsal i chcesz spróbować swoich sił to zapraszam na testy do Chojnic. Oferujemy 4-cyfrowe wynagrodzenie (ale nie zaczynamy od 9 z przodu), wynajęte mieszkania, wyżywienie, profesjonalna opieka medyczna, no i przede wszystkim świetna atmosfera. Klub jest profesjonalnie zorganizowany, przyjedź, pokaż co umiesz i podpisz kontrakt. Oferta tylko dla konkretnych zawodników, sprawdzonych, bo szukamy wzmocnień na drugą rundę. Ogórków nie potrzebujemy, mamy je w słoikach. Pisz na Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie obsługi JavaScript., pozdro, 5!!!


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

FUT5AL HEA7EN ponownie w czwartek

I znowu mam spóźnienie... Powiem szczerze, że teraz brakowało i czasu i trochę też chęci, bo chwilowo nie mam zbyt wielu ciekawych pomysłów. Znaczy jeden mam, ale to wymaga dużo "researchu", tak więc o tym przeczytacie kiedy indziej.

Zacznę może od kadry, ten felieton piszę właśnie w czasie oglądania spotkania Włochy – Polska (zobacz skrót). W internecie jakość była kiepska, na szczęście jest facebook i koledzy, którzy dają dobre info - dlatego oglądam to komfortowo w Rai Sport Due na 500 calowym ekranie.

No dobra, może trochę mniejszym ale i tak się dobrze oglądało. Wynik całkiem niezły, ale dlaczego trener Bucciol nie podjął ryzyka i nie wycofał bramkarza? Porażka 3:4 to jednak dalej porażka, dla mnie niczym się nie różni od np. 3:5. A była szansa zrobić niespodziankę.

Trudno mi ocenić skład Włoch, czy to podstawowa kadra, czy testowali nowych, bo aż tak bardzo nie śledzę ruchów kadrowych w reprezentacjach narodowych. Ale generalnie ten sprawdzian wypadł całkiem przyzwoicie, choć strata dwóch bramek po rozegraniu w prosty sposób stałego fragmentu gry na pewno nie ucieszyła trenera Bucciola. To były czytelne zagrania, które należałoby zblokować.

Potem "Makaroniarze" dodali dwie kolejne bramki po ładnych akcjach kombinacyjnych, ale Polacy potrafili się zrewanżować Italii. Michał Kubik odebrał piłkę i dał świetną asystę do Kiełpińskiego, a parę minut później debiutujący Sebastian Wojciechowski popisał się wspaniałą indywidualną akcją i zdobył gola, dającego jeszcze szansę na wywalczenie remisu. W sercu zatliła się nadzieja po strzale Kiełpińskiego, ale piłka odbiła się od słupka i wyszła w pole. Gwoli prawdy, dwukrotnie słupek nas ratował po strzałach piłkarzy Italii.

Włosi dłużej utrzymywali się przy piłce i na pewno lepiej nią operowali, ale nasi zagrali naprawdę ambitnie i potrafili rywalizować jak równi z równymi. Jeszcze dużo nas dzieli od światowej czołówki, ale może się uda coś ugrać na turnieju eliminacyjnym. Zwłaszcza, iż drugie miejsce oznacza grę w barażach. Kadra robi stałe postępy, a graliśmy przecież bez kapitana Popławskiego, Marciniaka i Sobalczyka, a każdy z nich wnosi dużo dobrego do gry.

Jak wskazuje ostatni ranking (nieoficjalny), remis z silną Holandią (20. miejsce) i nieznaczna porażka z Włochami (3. miejsce) nastraja pozytywnie. Polska zajmuje 36. miejsce i liczę, że zacznie przesuwać się w górę. Na Wikipedii ostatnio pojawiło się sporo informacji, zarówno dotyczących kadry jak i poszczególnych klubów i zawodników (np. o reprezentacji). A jeszcze niedawno to było tylko po parę zdań o wszystkim i o niczym.

Kadra młodzieżowa wygrała obydwa spotkania z Belgią (zobacz skrót pierwszego meczu i skrót drugiego meczu). Tutaj jest widoczny dynamiczny progres od dłuższego już czasu. Trener Gerard Juszczak z nowym asystentem Marcinem Stanisławskim robią wspaniałą robotę. Szkoda, że Tomek Kriezel kończy już karierę juniora, bo był wzorowym kapitanem U-21. No i Piła, wspaniały sukces frekwencyjny. Niedawno tylko ci, którzy zbłądzili przypadkiem na halę oglądali mecze młodzieżówki, a teraz blisko 1700 osób na hali!!! Często pisałem pozytywnie o KS Credo Futsal z Piły, teraz jeszcze Wielkopolski ZPN stanął na wysokości zadania i świetnie zorganizował to widowisko. A publika dopisała i obejrzała dwa świetne mecze. Tomek zdobył dwie bramki, pierwsza była naprawdę przedniej urody. Piękny wolej na zamknięcie spotkania. Rośnie nam młodzież, będzie dobrze :)

A w naszej lidze kolejka remisów. Zacznę może od Red Devils. Nowa miotła w szatni przyniosła efekt w postaci znacznie lepszej gry. Aftan odbudował drużynę psychicznie, dawno już nie słyszałem tak fajnej, a jednocześnie tak motywującej odprawy przedmeczowej. Chłopacy odżyli, znowu chciało im się grać pomimo ciężkich nóg, ale przynajmniej głowy mieli lekkie.

Ale to był tylko jeden z elementów "novum" w naszym klubie. Zespół w minionym tygodniu starał się zregenerować siły, zamiast dwóch treningów dziennie miał tylko dwa treningi w całym tygodniu. Po katastrofalnych wprost wynikach testów fizycznych należał się im odpoczynek. Nowy człowiek w sztabie - trener przygotowania motorycznego Jarek Wróblewski zaczął intensywną pracę nad pełnym monitoringiem wszystkich zawodników. Tego nam wcześniej brakowało, ale wreszcie wykonaliśmy ten krok w stronę profesjonalizacji naszego klubu. Podam przykład analizy pewnego zawodnika - "Zaburzenia w składzie monocytów to prawdopodobnie wynik wysiłku, wyższy niż norma wynik żelaza trudno jednoznacznie zinterpretować - może pochodzić z rozpady krwinek (z ferrytyny), może być efektem suplementacji żelazem lub nawet hemochromatozy, co u zawodników się zdarza". Strasznie poważnie, ale jeśli chce się osiągać sukcesy to każdy element jest ważny, a zwłaszcza zdrowie piłkarzy.

Wprowadziliśmy diety, regularne badania, zawodnicy spożywają PTF (czyli mieszanki białkowo-cukrowe) w pierwszych minutach po zakończonej jednostce treningowej. To chroni komórki mięśniowe przed uszkodzeniem, hamuje rozpad białek mięśniowych oraz pozwala na szybką odbudowę glikogenu. Wcześniej oczywiście mieliśmy odżywki do dyspozycji zawodników (tutaj pozdrawiam Marcina Żyndę i Michała Lenca z Perfect Body Center Chojnice, naszego sponsora supli), ale zawodnicy sami się obsługiwali, co wiązało się z tym, iż niekoniecznie było to spożywane w odpowiedni sposób. Niejeden powie, że to pierdołki, ale zaczęliśmy kłaść ogromny nacisk na właściwe odżywianie się, na podejście do treningu przed i po, na dynamiczne rozgrzewki treningowo-meczowe.

Lepiej późno niż wcale, czołowe kluby robią to już od dawna, teraz u nas nadszedł czas na zmiany. Chcemy mieć lepsze wyniki, to musimy dbać o zawodników w każdym elemencie. W drugiej rundzie zobaczycie odmienionych "Czerwonych Diabłów", szykujemy też jeden fajny transfer to powinno być znacznie lepiej.

Ale wracając do meczu z Gattą, w tym sezonie zespół ze Zduńskiej Woli gra znacznie lepiej w defensywie niż w poprzednich latach. Trudno było nam ugryźć, Darek Słowiński też grał dobry mecz. Na dodatek po stosunkowo prostych błędach straciliśmy dwie bramki i musieliśmy gonić wynik. Ale mamy Wadika, który nie boi się uderzać z każdej niemal pozycji. Czasami aż za bardzo, ale teraz okazał się skuteczny. I znowu strzeliliśmy gola grając z wycofanym, często pracujemy nad tym i daje to efekty.

Teraz ruszamy do Pniew, gdzie - nie ukrywam - liczy się tylko zwycięstwo. Sportowo mamy na papierze dużo lepszą drużynę, ale trzeba to udowodnić na parkiecie. Jedno jest pewne - nie zlekceważymy rywali, którzy na własnych śmieciach potrafili pokonać Wisłę i Pogoń. A te obie drużyny zlały nas w Krakowie i Szczecinie, tak więc jest to poważne ostrzeżenie dla naszych piłkarzy. W sparingach wygrywaliśmy z Red Dragonsami, ale liga to coś innego. Pełna hala, znakomita atmosfera, fajnie jest wrócić do Pniew po kilku latach przerwy.

Zresztą Historia obu klubów jest bardzo podobna, działacze musieli odbudować futsal na zgliszczach po upadłych kolosach Holiday'u i Akademii FC. I w obu klubach w ciągu zaledwie dwóch lat rozgrywki Futsal Ekstraklasy powróciły na domowe parkiety. Można? Można!!! W Red Dragons i Red Devils mocno stawia i stawiało się na wychowanków, którzy wywalczyli kolejne awanse. U nas dopiero później, stopniowo w miarę zwiększania budżetu pozyskiwaliśmy zawodników spoza naszego miasta, jednak nadal połowa drużyny to zawodnicy miejscowi. "Smoki" w obecnej chwili postawiły na młodzież i jak na razie daje to pozytywne efekty. Trener Łukasz Frajtag mocno stawia na taką ścieżkę rozwoju klubu i należą mu się za to wielkie brawa. Ci piłkarze mogą grać tylko lepiej, co dobrze wróży na przyszłość.

W innych meczach Pogoń po kompromitującej porażce w Pniewach zrehabilitowała się wygrywając z Cleareksem. Powrót na Twardowskiego, na stare śmieci, okazał się być szczęśliwym. A co do Cleareksu - tradycyjnie już, jak kogoś pochwalę, to za parę dni dostaje w czapę. To chyba będę chwalić wszystkich naszych najbliższych przeciwników.

GAF bez problemów uporał się z Gwiazdą, tutaj nie było większej historii. Gliwiczanie byli zdecydowanie lepsi w pierwszej połowie, a potem już kontrolowali przebieg spotkania. Wynik spotkania był jak najbardziej do przewidzenia. Nie idzie wygrać meczu jak się gra tylko 20 minut.

Wisełka długo się rozkręcała w Katowicach, ale potem odpalili motorki i odjechali Akademikom. W końcówce Korczyński zdobył gola i jest coraz bliżej Filipczaka, o tym pisałem tydzień temu. A właśnie, jak coś napiszę w odcieniu negatywnym to BAM!!! - w weekend mam pozytywną odpowiedź ekipy/grajka. Lub odwrotnie, jak pochwalę to zaraz jest w ryj. To kolejny przykład jak wielką siłę mają moje felietony ;) Wróżbita Maciej zrobił karierę (catchphrase – "dziękuję bardzo za uznanie"), wróżbita Dawid nieco mniejszą (zobacz), ale ten to dopiero miał fantazję. Taki eksponat przydałby się w sztabie szkoleniowym, ten to dopiero by robił odprawy - "wypalam świętą pochodnię ognia i sprawiedliwości, wypalam negatywne działanie". No to tyle o wróżeniu, nie moja branża. W STS-y nie szło, to już nie gram, więc chyba nie mam predyspozycji.

Rekord zremisował z KGHM-em Euromaster po bardzo ciekawym meczu. Trener Adam Kryger był mocno niezadowolony z postawy arbitrów. Nie pierwszy raz w tym sezonie słychać takie narzekania. Głogowianie grali naprawdę dobrze, zwłaszcza ich motor napędowy, stary wyga Darek Pieczyński. Kluczowym momentem gry była czerwona kartka dla Piotra Szymury. Kluczowym dla Rekordu, gdyby nie faul kapitana Rekordu to Euromaster odjechałby na 4:1 i a to już bardzo trudno odrobić. A tak gospodarze przetrwali grę w osłabieniu, wymienili dwa ciosy z rywalami a w końcówce ich dopadli go polach Polaska (hat-trick!) i Franza grając w przewadze. Można mówić, iż nie jest to gra fair play, ale Piotrek nie faulował brutalnie. Bardziej jest to element taktyki. Jak kiedyś Luis Suarez wybił piłkę ręką z bramki w końcówce dogrywki w meczu Ghana - Urugwaj. Bramkarz wybronił rzut karny, Urusi dociągnęli do rzutów karnych i awansowali dalej. Poświęcenie się dla drużyny? Cel uświęca środki :)

W Gdańsku padł remis po emocjonującym meczu. Wojtek Pawicki dwoił się i troił, ale niestety przyczynił się do utraty dwóch goli. Ale też popisał się znakomitą asystą i w ostatniej minucie zrehabilitował się ratując punkt dla swojej drużyny. Jednoosobowa orkiestra w Gdańsku gra do końca, ale toną jak Titanic i aktualnie nie mają pomysłu aby to powstrzymać.

Rozmawiałem z Wojtkiem i po meczu mi powiedział: "to gra błędów i spędzając dużo minut na parkiecie siłą rzeczy jest się podatnym na popełnianie ich więcej niż inni, a to co robiliśmy w trakcie całego meczu, ile okazji seryjnie zmarnowaliśmy to już ciężko opisać i generalnie niewygranie z najsłabszym przeciwnikiem w historii mojego grania w ekstraklasie, było na prawdę wstydem wczoraj. U nich gra tylko i aż bramkarz, jak oni wygrali z kimkolwiek, to ja naprawdę nie wiem, chyba ta publiczność ich tak niesie. Dużo by gadać jeszcze co się wczoraj działo... Ale cóż, życie zawsze jest tak ze jesteś tak dobry jak twój ostatni mecz, a tego mimo wszystko nie będę dobrze wspominał".

I tą wypowiedzią, której na pewno nie brak kontrowersji, kończę dzisiejszy felieton. Przynajmniej Wojtkowi nie brakuje odwagi, aby powiedzieć co myśli i nie boi się przyznać do błędów.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

FUT5AL HEA7EN tym razem w czwartek

Na wstępie zacznę od przeprosin za opóźnienie publikacji felietonu, teraz to moja wina. Tym razem nieco mniej o meczach, a więcej innych tematów. Zacznę może o ostatnich wydarzeniach w moim klubie. Nie będę zagłębiać się w szczegóły, bo to wewnętrzne sprawy klubu, ale zespół pogrążył się w stagnacji, która się pogłębiała z każdym meczem i trzeba było zrobić radykalną zmianę, aby wstrząsnąć drużyną. Łatwiej zmienić trenera niż 12 zawodników, to stara piłkarska prawda.

Od poniedziałku cały czas spędzałem w klubie, odbyłem wiele spotkań i konsultacji. Nasi zawodnicy z meczu na mecz wyglądali coraz gorzej pod względem fizycznym i mentalnym. Zarządziłem serię badań (zakwaszenie pomeczowe, morfologia, profil żelazowy, kinaza kreatyninowa) aby poznać wszelkie szczegóły dotyczące ich organizmów. W poniedziałkowy wieczór spotkaliśmy się na zebraniu zarządu klubu i po prawie dwóch godzinach dyskusji w gronie ośmiu osób dokładnie przeanalizowaliśmy ostatnie zdarzenia, formę zespołu, sposób zarządzania drużyną, współpracę trenera ze sztabem szkoleniowym oraz samymi zawodnikami.

Wspólnie doszliśmy do wniosku, iż pewna formuła się wyczerpała i potrzeba zmiany, aby zespół osiągał lepsze rezultaty. Pożegnaliśmy Olega Zozulę, który osiągnął z zespołem najlepszy wynik w historii (vice mistrzostwo Polski w sezonie 2012/13) i ma olbrzymie zasługi dla "Czerwonych Diabłów", ale wszystko ma swój początek i swój koniec. Dobro klubu a nie jednostki jest najważniejsze, tak więc nadszedł czas aby zrobić kolejny krok do przodu.

We wtorek wraz z prezesem Jakubem Kiedrowskim udaliśmy się najpierw do ratusza miejskiego, gdzie poinformowaliśmy o naszej decyzji i powodach jej podjęcia, co spotkało się ze zrozumieniem i pełną akceptacją suwerennej decyzji zarządu. Miasto Chojnice jest głównym sponsorem klubu, tak więc zrozumiałe jest, iż w pierwszej kolejności naszą decyzję przekazaliśmy przedstawicielom rady miejskiej. Kolejna wizyta to spotkanie z Jarkiem Wróblewskim, który badał zawodników i analizował uzyskane wyniki. Szybko doszliśmy do porozumienia w temacie pracy dla Red Devils. Jarek od tego tygodnia będzie obecny na treningach i meczach naszego zespołu i objął funkcję trenera przygotowania motorycznego. Jest to kolejny element w stronę profesjonalizacji naszych poczynań, bo przyznam szczerze iż ten element u nas był trochę zaniedbany. Następnie wraz z Kubą spotkaliśmy się z trenerem Olegiem Zozulą i przekazaliśmy mu decyzję zarządu. Oleg przyjął do wiadomości, oczywiście nie był zadowolony, bo kto by był w takiej chwili, ale rozstaliśmy się w zgodzie i bez jakiejkolwiek złości.

Później odbyłem rozmowę telefoniczną z Tomaszem Aftańskim, któremu dzień wcześniej sygnalizowałem, iż być może będzie potrzebny w roli "strażaka". Tomek po konsultacji z żoną, która spodziewa się wkrótce dziecka (gratulacje!!!) wyraził chęć pomocy i zgodził się na objęcie funkcji trenera do końca pierwszej rundy rozgrywek. Na więcej niestety nie pozwalają mu obowiązki pracownicze, a szkoda. "Aftan" już po raz czwarty (właściwie piąty - nie zapominajmy o Holiday'u), a drugi w roli "ratownika" przybywa do naszego miasta. Tylko Gothard Kokott & Tadeusz Wolny w Cleareksie oraz australijskie bumerangi wracały częściej na swoje miejsce niż "Aftaneiro" do Chojnic. Liczę, że wyciągnie zespół z kryzysu i zrobi parę punktów. Zna się na robocie i ma moje pełne zaufanie, a swoją drogą to fajnie będzie go zobaczyć przy parkiecie.

W środę wreszcie miałem czas zająć się swoją firmą (prowadzę wraz z ojcem transport międzynarodowy, specjalizacja cysterny), bo dwa dni tylko sprawy klubowe zaprzątały mi głowę, a na chleb ze smalcem też muszę zarabiać. Potem trening bokserski z Kubą Mączkowskim, bo od lutego mamy indywidualne zajęcia z trenerem KS Boxing Team Chojnice Marcinem Gruchałą. Wrogów nie brakuje, to trzeba umieć się bronić ;) a boks to też świetny sposób na wyładowanie złości i złych emocji na worku. Ja to się dopiero uczę techniki i elementarza pięściarskiego, ale Kuba to prawdziwy "dzik". Nasz trener mówi, że już go można wystawiać na amatorskie gale. To przeciwnikom na parkiecie radzę uważać, bo w przypadku jakieś scysji stawiam sto milionów dolarów na "Mączka". A dodam jeszcze, iż żaden trening piłkarski nie może się równać bokserskiemu. Z koszulki to można wycisnąć wiadro wody, pot cieknie ciurkiem. Po pierwszych treningach szliśmy na posiłek do restauracji "Bazylia", która mieści się przy hali i powiem szczerze, że jedliśmy mając brodę opartą o stolik, i wsuwaliśmy jedzenie do ust, bo nikt nie miał siły podnieść rąk do góry. Niesamowicie wyczerpujące zajęcia, ale tak samo dające ogromnie dużo satysfakcji. Zresztą sami spróbujcie np. na rozgrzewkę poskakać 12 minut bez przerwy na skakance. Żałuję, iż dużo wcześniej nie zająłem się tym sportem, bo jest naprawdę fascynujący. Boksem zawodowym interesowałem się zawsze, byłem wielkim fanem Mike Tysona, Lennoxa Lewisa, Andrzeja Gołoty, Prince'a Naseema Hameda, Chrisa Eubanka ale nigdy nie przypuszczałem, iż w wieku oldboja zajmę się trenowaniem w rękawicach.

Tyle o nowej pasji, później trasa do Gdańska, bo tutaj byłem umówiony na spotkanie z Tomkiem Aftańskim, aby dograć resztę szczegółów, udało nam się dogadać dosłownie w minutę... Czwartek to wreszcie czas na napisanie tego felietonu. Uff, no teraz wiecie jak wygląda mój "filofax".

Co do meczu z AZS-em Uniwersytet Gdański, to może lepiej spuścić zasłonę miłosierdzia... Był to drugi z rzędu fatalny występ naszej drużyny. Brakowało ostatnio chemii na linii zawodnicy-trener i to było wyraźnie widać na parkiecie. Po spotkaniu ani na parkiecie, ani w szatni nie było cienia radości. Chłopacy umyli się i rozeszli do domu. Gdańszczanie przyjechali na ten mecz jak na stracenie, ale w trakcie spotkania widząc naszą nieporadność i wolne tempo gry próbowali zmienić swoje fatum. Świetne spotkanie rozegrali obaj bramkarze, Michał Kartuszyński i Władysław Bondarenko, którzy wielokrotnie popisywali się udanymi interwencjami.

"Akademicy" naprawdę mogli nas ugryźć i wywieźć punkty, zabrakło im nieco precyzji. Zwłaszcza Poźniakowi, który jest zasadniczo lewonożny. Tydzień temu pisałem, że zawsze szuka uderzenia z lewej strony, to musiał mi pokazać, że umie także z prawej - i to mu się udało w ładnym stylu, kiedy doprowadził do wyrównania akrobatycznym strzałem. Z "lewusami" jest jednak tak, że dwa razy z rzędu cud się nie zdarza, Poźniak miał na prawej nodze piłkę meczową na sekundę przed końcem i wzorowo ją zmarnował. Na szczęście dla nas.

Na fotce widać, jak trójkę piłkarzy z Gdańska nagle rozbolały "dzbanki" po zmarnowanej szansie. Gdańsk boryka się z własnymi problemami, zespół trenuje rzadko, a jeszcze rzadziej w komplecie. Trudno osiągać wyniki, jak sami piłkarze nie podchodzą poważnie do swoich obowiązków. Naprawdę szkoda mi Wojtka Pawickiego, który bardzo się zaangażował w tworzenie futsalu w Trójmieście, a musi się szarpać z brakiem profesjonalizmu u kolegów z parkietu. Wojtek wyrasta ponad przeciętność i chętnie bym go widział w moim zespole, ale jest związany emocjonalnie z drużyną UG i nie ma szans aby go wyrwać stamtąd. Trener Szymon Hartman ma naprawdę poważny problem, bo rywale uciekają i Gdańsk na dobre zakotwiczył na ostatnim miejscu w tabeli.


 A teraz pokrótce o pozostałych meczach. Ekipa KGHM Euromaster wygrywając 3:0 z Gwiazdą poczuła się już bardzo pewnie, a trzy gole przewagi w futsalu wcale nie są aż tak dużą zaliczką. Brawo dla Gwiazdy za ambitną pogoń, ale specjalista od trafień w ostatniej chwili - Pietruszko - załatwił 3 punkty dla miedziowych, do dodatek naprawdę pięknym strzałem.

Co do Cleareksu, to muszę się przyznać, iż myliłem się oceniając ich przed sezonem. Są największą niespodzianką sezonu "in plus", całkiem zasłużenie zresztą. Teraz po bardzo emocjonującym spotkaniu pokonali mistrzów z Bielska Białej i prują do przodu, nie oglądając się na nikogo. No i w tym meczu popisali się większym cwaniactwem, bezlitośnie wykorzystując błędy obrony Rekordu. Jak tak można wpuścić wolnego???

O meczu Gatta - AZS UŚ za dużo nie można napisać, bo był jednostronnym widowiskiem. W Katowicach nadal strzela Piskorz, czuję w powietrzu zapach szybkiego transferu. "Korek" z kolei zaciął się, brakuje mu trzech bramek a spluwa bez naboi. Ciekawe czy "Filip" czujnie obserwuje pogoń za jego rekordem? Gatta teraz przyjeżdża do nas, czeka nas bardzo ciężkie spotkanie. Ale mamy w klubie nową miotłę, to uporządkuje bałagan i wygramy z "rajciarzami".

Wisła Krakbet - GAF Jasna, co to był za mecz. Gliwiczanie wyraźnie lepsi w tym pojedynku, szkoda że tylko w drugiej połowie. Ale za to w pierwszej to był prawdziwy rollercoaster. Śledząc wynik na stronie FE i widząc co kilkadziesiąt sekund kolejne gole pomyślałem, że GAF przy paru bramkach straty wycofał bramkarza i dlatego tak dostaje w kufer. Nic podobnego, "Biała Gwiazda" waliła z pełnych akcji jak w bęben, opanowali się dopiero w drugiej połowie, kiedy już w przerwach gry popijali sobie szampana.

I na koniec Pniewy, gdzie gościła Pogoń. Myślałem, że "Portowcy" odbudowali się zwycięstwem nad nami i pójdą na ostro ze "Smokami", a tu zonk. Młoda ekipa trenera Frajtaga nie przestaje zaskakiwać i pogoniła "Pogoniarzy". Choć Tubacki przy wycofanym musi trafić na 2:2!!! No ale nie trafił, ale za to Mirka Grycmachera szlag trafił, jak mecz się zakończył. Największa niespodzianka? W tej rundzie na pewno, ale w drugiej taki wynik już nie będzie nikogo zaskakiwać. Regularne trenowanie futsalu, nawet przez młodych piłkarzy jakich mają Red Dragons daje efekt punktowy. To już nie czasy, że się zwołało z trawy piłkarzy i "grajta co umieta". Solidna, ciężka praca popłaca.

A na koniec parę ciekawostek:

  1. Szymon Czeczko wyszukał w necie niesamowicie efektowną prezentację podczas meczu hokeja klubu Halifax Mooseheads. Kto to widział będzie pod wrażeniem. Wyobraziłem sobie takie coś kiedyś na hali...
  2. Bardzo ciekawy wywiad z prezesem Legii Bogusławem Leśniodorskim. Pieniądze - kosmos w porównaniu do futsalu, ale sposób myślenia i wszelkie działania można przenieść w skali mikro do piłki halowej.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiaj jubileusz, to mój 20. felieton dla www.futsal-polska.pl. Jak już kiedyś pisałem - słabo u nas z tekstami o futsalu, to jestem pewien, że nie możecie się doczekać kolejnej środy i kolejnej porcji swojej ulubionej lektury przy porannej kawie.

STOP, hola hola!!! Kuba prawie zawsze nawala (niestety praca na chleb ma pierwszeństwo, trzeba to zrozumieć), to musicie mnie czytać przy wieczornym chrapaniu żony/dziewczyny/kochanki lub to samo w wersji męskiej. Podobno w piłce gejów nie ma, ale tych do dawania d... jest wielu. Na przykład ostatnio cała moja drużyna. No ale o tym później, generalnie ten felieton będzie takim "pierdu pierdu", bo nic specjalnego się nie wydarzyło w minionym tygodniu.

Pewnie odezwą się głosy, jaki ten Synoradzki jest zadufany w sobie, tralala. "Znowu ten chujek nam bruździ, znowu się wpierdala, ma swoją drużynę to niech się kurwa nią zajmuje". W Polsce zawsze i wszędzie znajdą się malkontenci, którzy z zawodu się obrażają i są przewrażliwieni na swoim punkcie. Każdy zna chociaż jedną taką osobę, a tym bardziej w naszym futsalowym, często skłóconym środowisku. Odezwij się i skrytykuj, to bądź pewny, że dostaniesz po uszach, bo przecież robisz krzywdę ukochanemu klubowi.

Znam swoją wartość, znam polszczyznę (wiadomo, mama polonistka), znam się też na futsalu bo siedzę w tym od 12 lat (w rozgrywkach ogólnopolskich, bo w amatorskich to już 20, jak ten czas szybko zleciał...) Pisanie przychodzi mi łatwo, ale każdy felieton i tak zajmuje mi dobre 5-6 godzin, aby go przygotować. Przeglądam sporo materiałów, analizuję, no i przelanie tego wszystkiego w słowa to trochę czasu zleci przy kompie. Ale polubiłem to - tak samo jak wy. Krytyki się nie boję, zawsze wysłuchuję z cierpliwością bo nie pozjadałem wszystkich rozumów i ktoś może coś ciekawego podpowiedzieć. I cieszę się, jak moje felietony wywołują dyskusję w naszym środowisku.

W latach 90-tych wydawałem miesięcznik o Manchesterze United, który rozsyłałem po całym kraju. Ogłaszałem się w telegazecie i gazetach sportowych, stamtąd ludzie mieli do mnie namiary. Tłumaczyłem materiały z angielskich czasopism jak "Shoot", "Match", "90 Minutes", pisałem relacje ze spotkań, bo byłem szczęśliwym posiadaczem dekodera Sky Sports. Do tej pory gdzieś na strychu mam ponad 500 kaset video ze spotkaniami Man Utd i reprezentacji Anglii, począwszy od mundialu w 1990 roku. Później ligę zaczął pokazywać Canal+, a w Polsce pojawiły się materiały o lidze angielskiej, to już miałem godnych zastępców. Potem zdarzyło mi się pracować w kilku redakcjach tygodników w Chojnicach, gdzie hobbystycznie pisałem o sporcie w regionie. Teraz, po kilkunastu latach przerwy wróciłem do "dziennikarstwa", umiem ciekawie pisać to zamiast marudzić - patrzeć w dół na literki i czytać, chłonąć, myśleć :)

Znowu sobie zrobiłem weekend z futsalem, w sumie obejrzałem trzy mecze na żywo w Gdańsku i Szczecinie. Dobrze, że moja narzeczona jest wyrozumiała i pozwala mi na zwiedzanie hal. Zresztą sama lubi oglądać halówkę (i grać także, całkiem nieźle wymiata) to często ze mną wpada na mecze.

Najpierw udałem się na obiekt AZS-u, gdzie zobaczyłem mecz Akademików z Gattą Active (zobacz skrót). Tutaj niespodzianki nie było i nie mogło być. Gdańszczanie rozpoczęli fatalnie, zaspani jacyś tacy, no to Krawczyk ich obudził lufą z lewitki. Publiczność nie zdążyła pierdnąć w fotelik, a już było "Dzień dobry, Krawiec się nazywam". Nie mogli sobie z nim poradzić i wydaje mi się, że gdyby Gatta chciała wygrać wyżej, to by wygrała bez problemu. Cofnęli się i spokojnie utrzymywali przy piłce, a piłkarze UG nie mieli pomysłu co z tym zrobić.

Generalnie słabo to wygląda, Depta, który strzelał sporo goli w zeszłym sezonie zupełnie bez formy, Poźniak tylko na lewo schodzi, "Fefsiemu" czyli Friszkemutowi to piasku wyraźnie brakuje. Może na boso by mu lepiej szło? ;) W defensywie dużo dziur, a w ataku sporo chaosu i niedokładności. Hmm, to prawie tak samo, jak u nas w ostatnim meczu z Pogonią...

W każdym bądź razie tylko Wojtek Pawicki trzyma swój wysoki poziom, trochę doświadczenia wprowadziła dwójka Widzicki i Broner, ale na tym Gdańsk kończy się na dzień dzisiejszy. Na dodatek ta trójka zawaliła solidarnie po jednym golu, tak więc ciężko wygrywać, jak teoretycznie najlepsi zawodzą. A było tak pięknie w ostatnim sezonie... Liczę jednak, że się odbudują w drugiej rundzie, bo zawsze bliżej nam do Gdańska, niż do Katowic czy Rudy Śląskiej. Ozdobą spotkania był gol Marciniaka, znakomita kontrola piłki przy przyjęciu plus piękny lobik - naprawdę super. Im mniejszy piłkarz, tym lepiej sobie radzi na parkiecie, czas więc ogłosić nabór w Red Devils dla karłów i gnomów - rozejrzę się po Transylwanii, Śródziemiu i Bajdocji.

A co do sędziowania, to znowu przydarzył się arbitrom duży błąd wynikający z nieznajomości przepisów. Bramkarz UG wybijając piłkę trafił w swojego zawodnika, piłka się odbiła i ponownie trafiła do golkipera. Sędzia odgwizdał "podanie do bramkarza", a przecież takie zagranie musi być celowe, a nie przypadkowe!!! I Gatta miała pod bramką gdańszczan groźny rzut wolny. W końcówce na parkiet weszło "nazwisko" czyli Adrian Budka, ale jedynym zagraniem jakim się popisał, to była ręka, po której podyktowano rzut karny. No i powinna być za to czerwona kartka, kolejny elementarny błąd arbitrów. Ile jeszcze zobaczymy takich pomyłek sędziowskich?

A co do Budki - ściąganie "nazwisk" z trawy nie będzie promocją futsalu dopóki taki zawodnik po prostu nie będzie umiał grać na parkiecie. Nie wiem do końca, jak jest z Adrianem, to go nie będę oceniał, ale parę lat temu grałem w lidze halowej w Kaliszu i razem ze mną w drużynie grał niejaki Kaczmarek, ówcześnie piłkarz Korony Kielce. I ja, kompletny amator, byłem o wiele lepszym zawodnikiem na hali, niż ten kolega, którego tydzień wcześniej oglądałem w Canal+. Niektórzy chyba za bardzo są zafascynowani dużą piłką, a to zupełnie odmienna dyscyplina. Ściąganie piłkarza tylko dlatego, bo o nim pisała "Piłka Nożna" i "Przegląd Sportowy" i pokazano go w "kodowanym", to nie jest najlepszy pomysł na promocję futsalu.

Drugi mecz to Politechnika Gdańska - Helios Białystok (relacja z "więzienia"). Tutaj spotkałem dwójkę znajomych, drugiego trenera reprezentacji Andrzeja Biangę i szefa sędziów Przemysława Sarosieka. Z Andrzejem znamy się kupę lat, na początku XXI wieku byłem dyrektorem sportowym i kierownikiem drużyny w Chojniczance, którą prowadził właśnie Andrzej, a wiceprezesem był Bogdan Duraj. Potem przerzuciliśmy się całą trójką na halę i działaliśmy razem w Holiday’u Chojnice. Świetny kompan, naprawdę dobry warsztat trenerski i taki sam motywator. Na trawie miał trochę pecha, bo trafiał do klubów w momencie ich regresów, bo wg mnie bez problemów poradziłby sobie jako szkoleniowiec w klubach z wyższych lig na trawie. Ale teraz jest w futsalu i chętnie zobaczyłbym go w roli szkoleniowca klubu.

A z panem Przemkiem Sarosiekiem pogadaliśmy sobie na temat ostatniej fali błędów sędziowskich, która zalała polski futsal. Jedno jest pewne - będzie zrobiony porządek. Już wkrótce. Pan Sarosiek jest konkretną osobą i moim zdaniem odpowiednią na to miejsce, czas najwyższy uprzątnąć tę stajnię Augiasza. Bo od paru lat poziom sędziowania szedł w górę, a ten sezon obfituje w errory, co kolejkę pewne sytuacje mają wpływ na wyniki spotkań.

A co do samego meczu, bramkarz Heliosu w rękawicach... Dawno tego na hali nie widziałem. Ale po jego ruchach od razu widać, że to gościu z trawy. Podobnie jak inni zawodnicy z Białegostoku. Nic dziwnego, że Politechnika z dużą swobodą ograła rywali, bo górowali nad nimi futsalowym obyciem i przede wszystkim taktyką. Jeszcze w pierwszej połowie mecz był w miarę wyrównany, ale w drugiej części piłkarze PG przeważali już bezdyskusyjnie. Po ładnych, kombinacyjnych akcjach zdobyli kolejne bramki i z łatwością wygrali to spotkanie.

Zrobienie klubu futsalu nie polega na wzięciu 12 ludzi z dużego boiska i rzuceniu im piłki. Filozofia budowania zespołu polega przede wszystkim na zatrudnieniu trenera, który ma pojęcie o tym sporcie i szukaniu zawodników, którzy chcą grać tylko w futsal. Zawsze tutaj podaję przykłady Red Dragons i Politechniki, którzy od paru lat tej samej grupie młodych piłkarzy wpajają nawyki halowe przez trenerów pasjonatów Frajtaga i Janiaka. Zarzucacie mi, iż piszę pozytywnie o drużynie PG. Cóż, od samego początku ich istnienia (GKS Kominiarz Żukowo, potem Vamos) grałem przeciwko nim przez kilka sezonów w rozgrywkach II ligi Pomorskiego ZPN, prowadząc drużynę Red Devils II złożoną z juniorów i oldbojów naszego klubu. Na początku laliśmy ich w każdym meczu, ale sezon po sezonie robili duże postępy. Głównie dzięki trenerowi Michałowi Janiakowi, z którym w 2010 roku kończyliśmy kurs instruktora futsalu w Toruniu. Stopniowo grali coraz lepiej i lepiej, aż skończyło się raz na wyniku bodajże 3:11 w Gdańsku. Potem awansowali do I ligi i tutaj też nie są chłopcami do bicia, tylko od dwóch sezonów rywalizują o czołowe miejsca. Dla mnie jest przykład modelowego rozwoju drużyny, gdzie pomimo braku finansów tworzy się coś ciekawego i przede wszystkim z myślą przewodnią. Dlatego będę ich chwalił - dopóki nie będą grać źle. A co do Heliosu, żeby nie było że tylko źle o nich piszę, to daję plusa za fajny ruch marketingowy - czyli sesję fotograficzną w klubie Kontakt. Świetny pomysł, na pewno zachęci parę osób aby przyjść na halę (bo lepiej tam niż do Kontaktu). Tylko to picie szampana... Zostawcie to na tą chwilę, kiedy będziecie już grali po halowemu i walczyli o awans. Rusza tam akademia futsalu, jak wszystko pójdzie tak, jak planują, to będzie fajnie. Szczerze tego życzę.

No i na koniec weekendu pojechałem z moją drużyną do Szczecina (zobacz skrót). Pogoń w dołku, trzy mecze u siebie w ryj, pozostało nam dobić na polowaniu osłabione zwierzę. A co wyszło? "Chujoza" - to słowo najlepiej określi to, co graliśmy. Mirek Grycmacher dostał prezent na swoje urodziny, to się cieszył. Nie dziwię się, po takiej serii u siebie też bym skakał z radości.

Ogólnie to był najsłabszy mecz całej drużyny w całej rundzie, jak nie w ostatnich latach. No prawdziwy dramat, oczy bolały od samego patrzenia na takie nieudacznictwo. Dwa lata temu przegraliśmy na Cleareksie 0:10, ale wtedy lepiej graliśmy. Bo chorzowianie w pierwszej połowie oddali 6 strzałów z których wpadło 5, a potem trafiali do pustej bramki. Ale tam chociaż była chęć gry, wola walki, tylko mecz naprawdę się nie ułożył. Raz na 10 lat taki się trafi.

A w Szczecinie w pierwszej połowie oddaliśmy zaledwie dwa kulawe strzały, no jak tak można grać? No jak? Juniorzy by więcej zrobili. Pobiliśmy rekord świata w podaniach do boku i do tyłu, nikt nie miał jaj, aby spróbować wygrać pojedynek 1 na 1 i zrobić przewagę. Jak się nie chce grać, to przyjdą inni, którym będzie się chciało. Jest sporo zawodników, którzy wsiądą w samolot i w kilka godzin będą w Chojnicach. Pozostały 4 mecze do końca i dla niektórych jest to ostatnia szansa, aby udowodnić swoją przydatność. W Chojniczance (I liga na trawie) gra tylko jeden chojniczanin, to u nas też może być podobnie. Tam to daje efekty, przychodzą profesjonaliści i wykonują swoją robotę, bo wiedzą, że jeśli zawiodą, to muszą sobie szukać innego miasta do zarabiania. A u nas gwarancja pracy na lata. I może to jest ten właściwy kierunek rozwoju klubu, bo niektórzy chyba nie doceniają tego, co mają na miejscu.

O pozostałych meczach nie będę się rozpisywać, bo robi to co tydzień Szymon Śleziona w "Szóstym Przewinieniu". Krótko mówiąc, wygrali ci co mieli wygrać, ale nie zabrakło jednak kontrowersji. Zadzwonił do mnie prezes Gwiazdy Arek Grzywaczewski, który bardzo zbulwersowany opowiadał o przebiegu spotkania Clearex - Gwiazda. Tydzień temu sędziowie pomogli jego drużynie, teraz było odwrotnie. Zresztą pomeczowe wypowiedzi trenera Tomasza Klimasa (zobacz video) są jednoznacznie negatywne w temacie pracy arbitrów. Ja się nie będę wypowiadał, bo jak się nie oglądało całego spotkania, to ciężko jest ocenić przebieg po samym skrócie.

Druga sytuacja, która wzbudziła moje zainteresowanie, nastąpiła w meczu transmitowanym przez Orange Sport, czyli KGHM Euromaster versus Wisła Krakbet. Tyle ostatnio pisałem o koszulkach "lotnych" zawodników i amatorszczyźnie w tym temacie, no i co? No i pstro. Patrzę w telewizor i znowu widzę numer zrobiony z plastra. Jeszcze wyraźnie, na dokładnym zbliżeniu przez operatora kamery. Komentator także raczył zauważyć i skomentować fakt, iż Łukasz Pieczyński wystąpił z ohydnym, nierówno zrobionym numerem z plastra, jeszcze z kawałkami nitek sterczącymi na prawo i lewo. Jak Komisja Ligi nie zrobi z tym porządku, to dalej słoma z butów będzie wystawać całej lidze. Jak mamy być poważnie traktowani przez sponsorów, jak dochodzi to takich wizerunkowych "faux pas"? Klubów nie stać na wydanie 300 zł na zakup trzech koszulek dla trzech różnych zawodników wcielających się w "lotnego"? 300 zł kary, jak klub raz zapłaci, to potem już nie będzie takich sytuacji.

Jeszcze o pierwszej lidze, o aferze bębnowej i meczu Unikat Osiek - FC Toruń (zobacz skrót). Gospodarze wymyślili sobie absurdalny zakaz wnoszenia bębnów dla kibiców przyjezdnych, które na hali dodają kolorytu i kreują pozytywną atmosferę. Powstał spór, który zakończył się pozytywnie, głównie dzięki interwencji członka Komisji Futsalu pana Jarosława Gryckiewicza. Oby jak najmniej takich samobójów medialnych, bo ledwo co klub powstał, a już druga afera w mediach. Bębny ostatecznie zagrzmiały na hali, a atmosfera była gorąca na derbach województwa kujawsko-pomorskiego. Na dodatek w zespole gospodarzy wystąpiło aż czterech byłych zawodników Marwitu/FC no i trener Białek był także związany z tym zespołem. Do przerwy pachniało niespodzianką, zwłaszcza że piłkarze Unikatu mieli dwie znakomite sytuacje do objęcia prowadzenia. W drugiej połowie faworyci zagrali już na swoim poziomie i było po meczu. Zresztą FC Toruń piłkarsko i organizacyjnie przerasta tę ligę o lata świetlne. Idą na komplecie zwycięstw, my jak graliśmy w I lidze w sezonie 2009/10, to wygraliśmy ją nie ponosząc żadnej porażki (16 zwycięstw, 4 remisy). Myślę, że pobiją nasz rekord. Wydaje się, iż jedynie KS Gniezno i Politechnika Gdańsk mogą spróbować nawiązać z nimi rywalizację, ale to w pojedynczym spotkaniu, tak więc z dużą ciekawością będę oglądać ich kolejne spotkania. Prezes Marek Wiśniewski odbudowuje futsal w Toruniu, już rok temu byli faworytami rozgrywek, ale cuda nie zdarzają się dwa razy z rzędu i tym razem na 100% awansują do FE. Ja ich oczekuję z niecierpliwością, zawsze nam się dobrze z nimi grało, no i mamy trzy kroki do nich, to można godzinkę przed meczem ruszyć na pierniki :)

A na koniec parę linków dal golkiperów:

  1. trening bramkarski hiszpańskiego El Pozo Murcia, który znalazł Paweł Pstrusiński z Cleareksu Chorzów (zobacz video). Tak to robią profesjonaliści.
  2. Profesjonalne wiązanie "tejpów" przez Rafę, bramkarza El Pozo Murcia (zobacz video). Doświadczeni bramkarze w naszej lidze to już wiedzą, ale wszystkim adeptom futsalu na pewno się to przyda.


M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiejszy felieton będzie przebiegał pod tytułem "kontrowersje". Dużo tego ostatnio u nas, zarówno w Futsal Ekstraklasie jak i w Pierwszej Lidze...

W sobotę obejrzałem, co prawda nie na żywo, ale w internecie świetny mecz FC Toruń z Politechniką Gdańsk (zobacz skrót). Aż 13 goli, emocje do samego końca, naprawdę wysoki poziom sportowy - to było właśnie to, czego można się spodziewać się po futsalu. Kibice wyszli z hali usatysfakcjonowani, ci sprzed monitorów także.

W poprzednim tygodniu miałem okazję wpaść na trening Politechniki i wziąć udział w gierce. W sumie to nie była tylko gierka, tylko ciężki dwugodzinny trening poprowadzony przez trenera Michała Janiaka, który nie oszczędzał swoich piłkarzy. Widziałem zaangażowanie, sportową złość i wiedziałem, że nawet jeśli ten zespół przegra w Toruniu, to po ciężkiej walce. I tak właśnie było. Niemal przez całe spotkanie to gdańszczanie prowadzili i nadawali rytm meczu, ale w samej końcówce spotkania torunianie swoją konsekwencją w grze, a przede wszystkim doświadczeniem i chłodną głową zdobyli trzy punkty. Niemniej wcześniej dwie bramki samobójcze PG pomogły drużynie Klaudiusza Hirscha utrzymać kontakt z rywalami. To był dużo słabszy występ "pierników". Wydaje mi się, iż wcześniej zespoły, które miały grać z nimi, wychodziły na parkiet mocno przestraszone i ze spętanymi nogami licząc tylko na jak najniższą porażkę. A chłopaki z Gdańska pokazali, iż można nawiązać równorzędną grę z faworytami.

Drużyna PG to młodzieńcza radość z gry, szaleńcza gra do przodu, zapał i zaangażowanie - czasami zbyt mocne, przez co popełnili kilka niepotrzebnych fauli. Banda (w dobrym tego słowa znaczeniu) pasjonatów futsalu kontra odbudowujący się profesjonalizm w Toruniu. Zderzenie dwóch filozofii, starcie Dawida z Goliatem. Ale jak to w życiu przeważnie bywa, górę wzięła rutyna, niemniej gdańszczanie naprawdę pozostawili po sobie bardzo dobre wrażenie.

Jedną z kontrowersji tego spotkania był zakaz filmowania meczu przez kierownika zespołu z Gdańska. Czemu to ma służyć? Doprawdy nie wiem. Takie drobne złośliwości są naprawdę niepotrzebne i nie pomagają kreować przyjaznej atmosfery wokół piłki halowej. Tutaj minus dla działaczy z Torunia. Z ostatnich doniesień wynika jednak, iż postanowili się zrehabilitować i przesłać materiał działaczom z Gdańska. Niech będzie za to plus :)

Następna kontrowersja zaistniała w meczu Gwiazda Ruda Śląska - Red Dragons Pniewy. W sumie to nawet dwie. Pierwsza nastąpiła w chwili, kiedy goście chcieli wycofać bramkarza. Grający trener Łukasz Frajtag ubrał ciemnozieloną koszulkę typu T-shirt z numerem 10 zrobionym z plastra. Nie pierwszy i pewnie nie ostatni, który tak zrobił. A trener gospodarzy Tomasz Klimas gorąco zaprotestował u arbitrów, którzy nie dopuścili Łukasza do gry. Było to wyraźnie słychać podczas transmisji, długa oracja trenera Klimasa przekonała arbitrów, aby nie dopuścili Frajtaga do gry. To pierwszy błąd arbitrów w tym spotkaniu.

Posprawdzałem tu i tam, przeczytałem dokładnie regulaminy - ta koszulka nie do końca  była prawidłowa, bo zabrakło tzw. "obrandowania", czyli logotypów ligi, sponsora ligi oraz nazwiska. Zgadzam się, iż taka koszulka jest nieprofesjonalna, ale nie można kwestionować koloru koszulki!!! Zresztą od tego jest Komisja Ligi, która potem ma prawo ukarać zespół za nieodpowiedni strój. Witalij Koleśnik zostawił koszulkę meczową w hotelu w Gliwicach i w pierwszej połowie z GAF Jasna zagrał w koszulce treningowej i zostaliśmy za to ukarani. Tutaj także powinien być wprowadzony porządek, ale to nie trener Klimas jest od decydowania czy Łukasz Frajtag może zagrać czy też nie.

Wynikła z tego gorąca dyskusja na twitterze, chyba najdłuższa w historii futsalu. Trener Tomasz Klimas uparcie twierdził, iż kolor koszulki zawodnika lotnego musi być zgodny z kolorem koszulki bramkarza. Ten przepis zmienił się już kilka lat temu i warto wchodząc do ligi zaznajomić się z takimi faktami. Gwoli ścisłości, poprzedni zapis nakazujący grę w takim samym kolorze został usunięty, tak więc można grać w dowolnym.

Parę lat temu sytuacja była jasna i klarowna, zawodnik miał obowiązek ubrać koszulkę identyczną w jakiej występuje bramkarz. My mieliśmy komplety czarne i białe dla naszych GK, to takie same zamówiłem dla Mariusza Kaźmierczaka, który wcielał się w rolę lotnego. I nie było jakichkolwiek problemów. A teraz jest samowolka, za chwilę ktoś wyskoczy na parkiet w futrze kierownika albo kufajce kierowcy.

Z kolei w meczu AZS Uniwersytet Gdański - Pogoń ’04 Szczecin zdarzył się jeszcze lepszy numer. Gospodarze wycofali bramkarza, w którego rolę wcielił się Tomasz Poźniak grający normalnie z nr 12. Ten zawodnik ubrał żółtą koszulkę bramkarską bez nazwiska z numerem 9, z którym w tym meczu występował Paweł Friszkemut. Tu kolor się zgadzał, ale numer wylosowany z teletomboli. A sędziowie zero reakcji.

Proste pytanie do arbitrów - w której sytuacji należało zareagować, a w której nie? Pretensje także powinny być skierowane do kierowników drużyn. Ta liga ma być profesjonalna, a ciągle zdarzają się takie amatorskie sytuacje. Numery z plastra, kłótnie o kolor, dowolne numery, brakuje jeszcze tylko "świata kolorowych getr" rodem z B-klasy. Krótko mówiąc "dziadostwo".

A jest jeszcze druga kontrowersja ze spotkania w Rudzie Śląskiej. Grający jako lotny Łukasz Frajtag zbiegał do boksu, jednocześnie Gwiazda ruszyła z kontrą, a Maciej Foltyn wbiegł zbyt szybko na parkiet. Parę sekund później, po skutecznej interwencji arbiter ukarał go drugą żółtą kartkę za nieprawidłową zmianę i nakazał grę w osłabieniu. Skonsultowałem tę sytuację z arbitrem sędziującym w FE. Foltyn wbiegł na parkiet jako "szósty zawodnik" nie uczestniczący w grze. Został słusznie ukarany żółtą kartką, ale drużyna NIE MOŻE być karana grą w osłabieniu!!!  A to już nie błąd, a wielbłąd (copyright Janek Tomaszewski) dwójki sędziowskiej. Ta sytuacja miała poważny wpływ na przebieg meczu i na pewno skrzywdziła pniewską drużynę.

Ciekawie także oglądało się pomeczowe wypowiedzi. Każdy z trenerów, Klimas i Frajtag uważali że ich drużyna była zdecydowanie lepsza w tym pojedynku. Który jest małym kłamczuszkiem? ;) (zobacz wywiady).

Skrytykowałem wcześniej akademickich działaczy za marazm w pozyskiwaniu sponsorów - odpowiedzieli w najlepszy możliwy sposób. O to właśnie chodzi, obudzić się z zimowego snu i budować silne ośrodki futsalu. Brawo i duży plus. Ale za to nie dają punktów, a AZS UG przegrał kolejny mecz. Rok temu pozbawili szczecinian szansy na złoto, a teraz pudłowali na potęgę. Czy to brak regularnych treningów, czy też po prostu umiejętności? Gonda bronił dobrze, to zastąpił Burglina, za Kriezela doszli doświadczeni Widzicki i Broner. Teoretycznie więc powinno być dobrze. W tym meczu ruszyli od samego początku z wielkim impetem, stworzyli mnóstwo sytuacji, ale Pogoń spokojnie przetrzymała ten napór i skarciła gospodarzy. Tym razem szczęśliwie odbili się od dna, ale gra "Portowców" pozostawia wiele do życzenia. Coś jest nie halo z tą drużyną pomimo zwycięstwa. Obyśmy to wykorzystali w najbliższą niedzielę w Szczecinie.

No właśnie, moje Red Devils... Nie wiem o co chodzi w tym sezonie. Zawodnicy mają wszystko, stworzyliśmy naprawdę komfortowe warunki do trenowania. Gramy szósty mecz ligowy i po raz trzeci rozdajemy punkty. Mamy kilku zawodników, którzy by znaleźli miejsce w każdej drużynie, a jednak zawodzimy na całego. Przecież mamy tyle samo punktów co Red Dragons Pniewy, które grają juniorami i Gwiazda Ruda Śląska, gdzie piłkarze grają za niewielkie wynagrodzenie!!! Czyli bez pieniędzy także można zrobić drużynę, która będzie na takim samym poziomie sportowym. W meczu z Rekordem przy remisie 1:1 idziemy dwa razy 3 na 1 i nie potrafimy zakończyć tego bramką. Tu jest jak w boksie, jak nie umiesz celnie trafić to za chwilę sam dostaniesz w mordę. Mija parę chwil, no i oczywiście pod własną bramką musimy podać do przeciwnika i dać możliwość wyjścia na prowadzenie. Trener mówi, że Popławski szuka szansy na uderzenia z  prawej nogi z dystansu i żeby blokować mu takie próby strzałów, to oczywiście "Popi" strzela nam gola w taki sposób. Potem znowu jakieś odstawianie nogi, tu nie pobiegnę, tam nie zablokuję... Tak to można na podwórku grać, ale tu jak zrobisz błąd to Mistrz Polski bezlitośnie to wykorzysta. Zresztą nie tylko zespół mistrzowski, niemal każdy ciebie skarci jak tylko dasz mu na to szansę. Nie chcę umniejszać sukcesu gości, ale nie tyle Rekord wygrał ten mecz, co my go przegraliśmy na własne życzenie.

Jestem bardzo niezadowolony z postawy drużyny, ale poczekamy na koniec rundy. Ale jak tak dalej będzie to będą zmiany w zespole, jak to Dudała w kultowym filmie zapowiada. Zawsze powtarzam jedno - każdy zawodnik jest tyle wart, ile ktoś jest skłonny mu zapłacić. I jak przeszłość pokazuje, to niełatwo jest znaleźć klub, który zapewni takie warunki jakie my oferujemy.

O innych meczach napiszę pobieżnie: Gatta przegrała u siebie z GAF Jasna. Kolejny przykład, że ta liga jest bardzo wyrównana i o wyniku decyduje przede wszystkim "dyspozycja dnia". Jest niemal niemożliwe wytypowanie sześciu prawidłowych wyników z każdej kolejki. W Katowicach remis, akademicy ukradli punkty głogowianom. Asystą przy końcowym golu Słoniny popisał się kolejny człowiek z numerem zrobionym z plastra lekarskiego. Stara moda wróciła na dobre, czekam jeszcze na plastrony z wielką dziurą na plecach. W poniedziałek Wisła przejechała krakowskim walcem po Cleareksie. Przewaga była bezdyskusyjna, a demolka konkretna. Beton kontra okna z plastiku, tu zwycięzca mógł być tylko jeden. Czołówka ligi się powoli krystalizuje, trzy teoretycznie najsilniejsze zespoły już są na swoich miejscach. I nie zdziwiłbym się w ogóle, gdyby ta liga właśnie w takiej kolejności by się zakończyła.

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

W niedzielę najpierw zajrzałem najpierw na halę Politechniki Gdańskiej, gdzie obejrzałem zacięty pojedynek gospodarzy z Constract Lubawa (zobacz skrót). Mecz zakończył się podziałem punktów po remisie 3:3, co wydaje się sprawiedliwym wynikiem. Spodziewałem się jednak ciut wyższego poziomu sportowego, widziałem wcześniej obie drużyny i obie zagrały poniżej swoich możliwości. Dominowała walka, a sędziowie dopuścili do czasami zbyt ostrej gry. Generalnie drużyna Michała Janiaka była zdecydowanym faworytem i pod względem umiejętności indywidualnych miała na pewno lepszy zespół, ale piłkarze Dawida Grubalskiego przeciwstawili się agresywną grą i wolą walki. Być może to zaskoczyło gospodarzy, bo zwłaszcza na drugą połowę wyszli mocno zaspani i dostali dwie bramki, po których musieli gonić wynik. A jeszcze Dawid Dąbrowski z Costractu z dwóch metrów nie trafił w piłkę, co by mogło dobić piłkarzy PG. W końcówce grający prezes Piotrek Wardowski miał dwie szanse, ale w obu minimalnie przestrzelił po długim słupku. A przypadałby się piękna podcinka zamiast strzału na siłę. Wygodnie się komentuje z boku, no nie? ;) A tak kolejna strata punktów u siebie oddala gdańszczan od FC Toruń. A jeszcze do walki o barażowe miejsce włącza się KS Gniezno i o ewentualny awans będzie naprawdę ciężko. Na koniec minus dla gospodarzy za jakość skrótu video - drżący obraz, opóźnienie kamery idącej za akcji... Kręcenie meczów "z ręki" to było dobre w latach 90-tych, teraz czas na profesjonalizm. Natychmiast się poprawić :)

A teraz o kadrze, bo prosto z Gdańska pojechałem do Kwidzyna na drugie spotkanie Turnieju Czterech Narodów, czyli mecz Polski z Grecją. Dobrze, że w reprezentacji obecnie grają najlepsi futsalowcy, bo w przeszłości bywało, iż powoływani zawodnicy wykręcali się z obowiązku pod pretekstem pracy zawodowej lub po prostu działacze klubowi nie puszczali piłkarzy na zgrupowanie, obawiając się ewentualnych kontuzji. Teraz jest pod tym względem "normalnie" i trenerska para Andrzejów: Bucciol i Bianga ma pełen komfort selekcji.

Zaskakujące jest dla mnie powoływanie Krystiana Antczaka, choć też rozumiem iż chcemy zachęcić go do gry na hali. Jest to naprawdę ciekawy zawodnik. Po raz pierwszy zauważyłem go ponad roku temu, kiedy drużyna Red Devils U-20 rywalizowała w eliminacjach MMP z CityZen Poznań, w którym grał Krystian. Zainteresował mnie ten zawodnik i skontaktowałem się z jego trenerem, Bartoszem Bochińskim, byłym asystentem Klaudiusza Hirscha w Akademii FC Pniewy. Bartek odesłał mnie do managera zawodnika, Rafała Budzisza. Ten menago poinformował mnie, iż Krystian z futsalem nie wiąże żadnej przyszłości i jakiekolwiek propozycje z klubów piłki halowych ich nie interesują. Antczak miał propozycje testów w klubach zagranicznych (trawiastych) i tam miał szukać swojej szansy. Jeśli tak nadal jest, to jaki sens ma powoływanie zawodnika do reprezentacji, jak za chwilę jego nowy klub zakaże mu występów w kadrze? Jedynym rozsądnym tłumaczeniem jest to, że ma to być forma zachęty dla tego zawodnika.

Kto mnie zna albo czyta to doskonale wie, że dla mnie futsal jest sportem nr 1. Dlatego też z niechęcią patrzę na zawodników trawiastych, bo mało kto z nich się sprawdza w piłce halowej, która jest artyzmem w porównaniu z topornością piłki jedenastoosobowej. Oczywiście mówię tu o edycji krajowej, bo wiadomo że Manchestery, Madryty i Barcelony to inna półka. A dlaczego inna półka? Bo Falcao, Ronaldo i Messi zaczynali od futsalu, bo nie mieli zakazu halówki od swoich piłkarskich trenerów, jak to zwykle w Polsce bywa. Oby Antczak się rozczarował trawą, a postawił na futsal, bo tutaj może być prawdziwą gwiazdą, a tam będzie tylko jednym z wielu tysięcy wyrobników.

Tutaj niestety kluby futsalowe przegrywają z trawiastymi, bo tam są dużo większe pieniądze. Zwłaszcza dla managera, który steruje karierą nastolatka. Antczak mógłby w futsalu zrobić duża karierę. Ale to jest jego wybór. Patrząc jednak na naszą dyscyplinę powoływanie takich zawodników na dłuższą metę mija się z celem, bo i tak go stracimy, a blokuje miejsce zawodnikowi, którzy gra i wiąże przyszłość z futsalem.

Mecz z Grecją wygrany 6:1 (zobacz skrót) oglądałem w towarzystwie trenerów: odpowiednio pierwszą połowę z Dawidem Grubalskim z Contractu, a drugą część z Marcinem Stanisławskim z Gatty Active Zduńska Wola i Michałem Szymańskim, prezesem beachsoccerowego KP Łódź. Oczywiście cieszyliśmy się z efektownych zwycięstw, ale graliśmy mecze z zespołami, z którymi prowadziliśmy grę. A z Włochami i Białorusią w eliminacjach ME tak już nie będzie. Przydaliby się po prostu silniejsi sparingpartnerzy, bo Grecja to teraz cień zespołu, który wygrał z Polską półtora roku temu. No i ci greccy bramkarze, każdy z wyraźną nadwagą. W latach 90-tych w kadrze Włoch bronił bramkarz mający ponad 100 kg - Andrea powinien go znać. Dowiedziałem się, iż podobno w miejsce Grecji i Walii miały grać reprezentacje Gwatemali i Egiptu, ale podkupili ich Kuwejtczycy, którzy zorganizowali Futsal Continental Cup. No co zrobić, przynajmniej nasi sobie postrzelali jak do kaczek ;)

Z kolei mecz ze Słowenią pokazał, iż ta kadra notuje progres. Podobał mi się ten występ, któremu przyglądałem się wraz z chłopakami z Red Devils oraz trenerami Olegiem Zozulya i Krzyśkiem Juśko z UKS Morze Stegna. Rok temu w Bydgoszczy padł raczej przypadkowy remis 2:2, ale potem w Świeciu Słoweńcy dali nam lekcję 1:5 (zobacz skrót). Tym razem nasi rywale nie mieli tak łatwo, Polacy zagrali naprawdę dobre spotkanie, tocząc wyrównany pojedynek z wyżej notowanym rywalem (zobacz skrót).

Słoweńcy to klasowy zespół z brylującymi na parkiecie Igorem Osredkarem (nr 7) i Alenem Feticiem (nr 10). Grali fajny, dynamiczny futsal opierający się  na szybkim rozegraniu ze skrzydeł i świetnej grze kombinacyjnej, dużo było też zagrań z pierwszej piłki. Polacy z kolei grali na dwójkę pivotów, Mikołajewicza i Kiełpińskiego, choć dwie bramki padły po dynamicznych wejściach skrzydłowego Michała Kubika. Szkoda dwóch szans Mikołajewicza, na początku spotkania i w drugiej połowie, bo można było się pokusić o zwycięski remis. Ale nie ma co narzekać, po tym spotkaniu jestem pełen optymizmu, to naprawdę idzie w dobrą stronę.

Tak jak pisałem wielokrotnie, bez sukcesów reprezentacji, bez awansu do Mistrzostw Europy, bez pokazywania tych meczów w Eurosporcie futsalu nikt nie zauważy. Jesteśmy sportową niszą i tylko kadra może nas z tej dziury wyciągnąć. ALL HANDS ON THE DECK, czyli "wszystkie ręce (nogi) na pokład" i zapierdalamy!!!

A na koniec przebitki z Futsal Continental Cup (zobacz terminarz) który odbył się w minionym tygodniu w Kuwejcie. W pierwszym półfinale spotkali się odwieczni rywale, czyli Brazylia i Argentyna. Tym razem górą byli Argentyńczycy, którzy zwyciężyli 4:1. (skrót meczu) Ozdobą spotkania była druga bramka dla Argentyny zdobyta piękną lobującą podcinką. W drugim półfinale Czesi pokonali faworyzowanych Włochów po rzutach karnych 3:2, w normalnym czasie gry było 1:1, to spora niespodzianka (zobacz skrót).

Finał pomimo wysokiego wyniku 6:2 dla Argentyny wcale nie był takim jednostronnym widowiskiem. Jan Janovsky z kolegami postawili wysoko poprzeczkę rywalom, jednak nie dali rady Latynosom, którzy święcili ostateczny triumf. (zobacz skrót)

A teraz dwie sytuacje z tego turnieju, najpierw gol Yukiego Muroty z Japonii w meczu z Gwatemalą (zobacz). Palce lizać. Falcao Style!!! Druga to wspaniała obrona czeskiego bramkarza Libora Gerčáka  (zobacz). Szkoda, że Polska nie bierze udziału w tego typu turniejach... No ale po awansie do Mistrzostw Europy i zdobyciu medalu to pierwsze maile będą przychodzić do Warszawy :)

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Dzisiaj napiszę o sponsoringu w klubach Futsal Ekstraklasy, jak to wygląda z zewnątrz bo kluby raczej nie ujawniają swoich budżetów. Generalnie mamy cztery kategorie finansowania klubów:

  • a) zamożny właściciel klubu: Rekord, Wisła Krakbet, Gatta Active i Clearex.
  • b) sponsor główny urząd miejski: Pogoń ’04, Red Devils, Red Dragons.
  • c) klub uczelniany: AZS Uniwersytet Gdański, AZS Uniwersytet Śląski.
  • d) pozostałe: GAF Jasna, Gwiazda, KGHM Euromaster Chrobry.

A - tutaj, zwłaszcza w przypadku dwóch czołowych zespołów ligi, czyli Rekordu i Wisły starcza na "wszystko". Bogate budżety, profesjonalne podejście, wszystko doskonale zorganizowane.

Wisła Krakbet Kraków - na koszulkach mamy wyłącznie reklamę sponsora tytularnego - Krakbet. Jedynym partnerem jest firma YesSport, która dostarcza sprzęt sportowy. No ale kieszeń prezesa Wawro jest naprawdę głęboka, tak więc tutaj nikt nie musi się martwić czy uda się zamknąć budżet. Stać ich na wszystko, praktycznie wszyscy zawodnicy utrzymują się z gry w futsal.

Rekord Bielsko Biała - na koszulkach figuruje tylko reklama właściciela klubu i sponsora głównego, czyli firmy Rekord Janusza Szymury. Klub posiada sponsora technicznego - Pumę oraz kilku partnerów, którzy pomagają w finansowaniu klubu. Jako nieliczni mają własną halę plus boiska trawiaste oraz ze sztuczną nawierzchnią. Modelowy przykład rozwoju klubu, choć część zawodników pracuje zawodowo poza futsalem.

Gatta Active to także duma prężnego sponsora, który energicznie rozbudowuje sieć sprzedaży. Piłkarze mają godne uposażenia, klub także stać na pozostałe koszty utrzymania klubu. Na koszulkach od tego sezonu można zauważyć logotypy kilku partnerów klubu, którzy pomagają finansowo, tak więc dobra sytuacja materialna zmienia się jeszcze bardziej na plus.

Z kolei Clearex lata świetności i wielkich budżetów ma za sobą, ale jest stabilny finansowo. I trwa - co jest obecnie najważniejsze w polskim futsalu. Prezes Zdzisław Wolny pomimo odsunięcia się na boczny tor już parę lat temu nadal finansuje zespół, który jest wizytówką jego firmy. Na koszulkach figuruje wyłącznie nazwa Clearex, podobnie jest na stronie internetowej. Kiedyś było tutaj bardziej "bogato", ostatnie lata to cięcie kosztów i np. podróże w dzień meczu bez noclegów w hotelach.

B - prym wiedzie Pogoń ’04 Szczecin. Tutaj ponad 50% budżetu to dotacja miejska. Z zewnątrz wszystko wygląda dobrze - koszulka meczowa to słup ogłoszeniowy, oklejona dookoła, podobnie jak spodenki. Wydawać by się mogło, iż firmy chętnie się garną do sponsoringu, ale tego zawsze jest za mało, zwłaszcza kiedy brakuje sponsora tytularnego. Przeglądając stronę internetową widać, iż jest sporo firm, które dokładają do tego interesu swoją cegiełkę. Czołowi zawodnicy mają (jeszcze) spore kontrakty, które pozwalają na utrzymanie się z gry w futsal. Ale jest też druga strona medalu, kryzys gospodarczy i konkurencja innych klubów w Szczecinie spowodowała, iż budżet został mocno ograniczony. Dlatego też odeszło kilku doświadczonych zawodników, a finanse nie pozwoliły na ich zastąpienie klasowymi piłkarzami. Ten sezon będzie naprawdę trudny dla Pogoni.

Red Devils Chojnice - urząd miejski dofinansowuje klub w formie dotacji na stypendia sportowe, jest to ok. 70% budżetu klubu. To gwarantuje pełną wypłacalność i terminowość kontraktów zawodników. Mamy partnera technicznego, firmę Hummel z którą właśnie przedłużyliśmy umowę o kolejne trzy lata. Klub posiada także sporo sponsorów (na koszulkach przybywa firm o statusie złotego partnera). Wkrótce ruszy też nowa strona internetowa, gdzie dział sponsorski będzie dużo bardziej rozbudowany. Generalnie finansowo wyglądamy całkiem nieźle, w tym sezonie są już pieniądze na noclegi przed meczami, bo do tej pory jeździliśmy wszędzie w dzień spotkania. Kilku zawodników pracuje w firmach sponsorów klubu, tak więc nie ma problemu ze zwolnieniami na spotkania ligowe. Pozostała część piłkarzy (głównie obcokrajowcy i studenci) utrzymuje się z gry w futsal. Klub wynajmuje też trzy mieszkania dla zawodników. Wiele usług otrzymujemy barterowo, m.in. kompleksową opiekę medyczną w nowoczesnej prywatnej klinice w Krojantach i firmie Orsmed oraz odnowę biologiczną i odżywki sportowe. Halę na treningi i mecze także mamy opłaconą przez urząd miejski. Niemniej ciężko jest znajdować pieniądze w stosunkowo małym mieście (40 tysięcy mieszkańców) gdzie prym wiedzie pierwszoligowa Chojniczanka, która zabiera gros pieniędzy przeznaczonego przez lokalne firmy na sponsoring sportowy. Dlatego też obecnie kadra liczy zaledwie 12 zawodników, bo na tylu nas stać.

Red Dragons Pniewy - klub z chyba najmniejszym budżetem w lidze, złożony w 90% z dotacji urzędu miejskiego. Mała mieścina, pieniędzmi od niewielkiego grona sponsorów trzeba się dzielić z innymi klubami sportowymi. Na koszulkach wiele reklam, ale to nie przekłada się na wielkie pieniądze. Młody zespół i młodzi działacze muszą sobie jakoś radzić i obecnie sportowo na pewno dużo lepiej im idzie aniżeli finansowo. Ale przy kolejnych sukcesach można pokusić się o wskoczenie na same czoło kolejki petentów do burmistrza o zwiększenie dotacji.

C to kluby uniwersyteckie. AZS UG jest finansowany w 95% przez uczelnię, pozostałe 5% to skromna dotacja z gdańskiego urzędu miejskiego. Stypendia nie są duże, ale piłkarze grają także na trawie i tam zarabiają dodatkowe pieniądze. Niestety odbija się to na poziomie sportowym. Sponsorów na koszulkach brak, podobnie jak na stronie internetowej, jednak nie ma problemu z pieniędzmi na podstawowe koszty jak autobusy czy też hotele. Na ściance reklamowej widnieją wyłącznie logotypy sponsorów medialnych. Tutaj, tak jak pisałem tydzień temu, praca działaczy wygląda mizernie. No ale od zera można zrobić największe postępy.

Podobnie to wygląda w przypadku Uniwersytetu Śląskiego. Na koszulkach brak reklam, na stronie internetowej sponsorów także brak. Klub finansowany przez uczelnię oraz po trosze przez miasto Katowice. Nie ma pieniędzy na szaleństwa kontraktowe, ale na koszty uczestnictwa w Futsal Ekstraklasie pieniędzy nie brakuje.

D to: GAF Jasna Gliwice i Gwiazda Ruda Śląska oraz KGHM Euromaster Chrobry Głogów, który jest rodzynkiem w tym całym futsalowym torcie. To jeden z dwóch klubów, który pozyskał sponsora tytularnego (podobno kwota oscyluje w granicach 300.000 zł). Jednak to nie jest kasa na wzmocnienia, a na koszty funkcjonowania. Bez tego sponsoringu nie wiadomo, czy klub z Głogowa w ogóle by wystartował w rozgrywkach.

Gwiazda dysponuje małym budżetem, jednym z najmniejszych. Finanse opierają się na szeregu mniejszych sponsorów, widać to także na koszulkach meczowych. Od miasta otrzymuje tylko halę, a kiedyś mieli nawet stypendia. Po spadku obiecano im, iż zostanie wznowiona pomoc finansowa, ale pani prezydent jakoś o tej obietnicy zapomniała. A piłkarze zrobili swoje - wrócili w ładnym stylu do Futsal Ekstraklasy. Nieładnie, pani prezydent, oj nieładnie tak nie dotrzymywać słowa...

GAF Jasna Gliwice - finansowanie zespołu oparte jest obecnie na trzech filarach czyli: miasto Gliwice 40%, sponsor strategiczny będący właścicielem hali 35%, sponsorzy i partnerzy to pozostałe 25%. Aby stół stał stabilnie potrzebne są cztery nogi i w niedalekiej przyszłości ma dojść do tego ta "czwarta noga" celem pełnej stabilizacji finansowej, a ma a ma nią być drugi sponsor strategiczny, co oczywiście ma spowodować podniesienie całorocznego budżetu, bo ten obecny klasyfikuje klub w dolnej części tabeli budżetów klubów Ekstraklasy Futsalu.

A teraz coś o marketingu - Politechnika Gdańska przedstawiła najfajniejszy plakat meczowy jaki do tej pory widziałem. Naprawdę świetna robota - moje gratulacje! Działacze Politechniki pomimo skromnego budżetu naprawdę ciężko pracują nad wizerunkiem. Już sesja fotograficzna była bardzo efektowna - najbardziej mi się podoba ostatnie zdjęcie. Mało jaki klub przygotowuje takie materiały, a jest to naprawdę efektowna prezentacja całej drużyny. Zespoły z niższych lig naprawdę zaczynają dbać o marketing i public relations, wielkie brawa dla nich!!!

Krótko o lidze - niespodzianek ciąg dalszy. Pniewy zlekceważone przez krakusów pokazały jak można być "underdog" i dały faworytowi lekcję futsalu. Mają "jaja" - oby takie same miał trener Frajtag ;) który nieszczęśliwie nadział się na słupek przy czwartym golu. Szybkiego powrotu do zdrowia Łukasz!!! Piękna atmosfera, jak za najlepszych czasów Akademii. Ale o niej już nikt nie pamięta, teraz rządzą Smoki!!! Smaczku dodaje kontrowersja przy nieuznanym golu Budniaka, ale o tym szerzej na końcu felietonu. Wiślacy nie byli skorzy do rozmów po spotkaniu, chyba mieli świadomość jak bardzo zawalili ten mecz. "Wkurw" musiał być ogromny w powrotnym autokarze.

Clearex na fali, idzie za ciosem. Ma dobry kalendarz, punktuje rywali i zasłużenie jest liderem. Niespodziewanym, ale może to będzie rok, który da im aureolę. Nowe logo, nowy trener, nowa miotła - i są efekty. Wojtyna w formie, Pstrusiński w formie, ale defensywa Katowic znowu bardzo słabo. Oj, tutaj będzie ciężko coś Witkowi Zającowi i Krzyśkowi Nosowi wymyślić.

Rekord rozbił Uniwersytet Gdański. Franz strzela jak z automatu. Akademicy po raz kolejny zdobywają pierwszą bramkę, czym tylko rozeźlili rywali, którzy następnie walili w nich jak w bęben. No dobra, tego można było się spodziewać, bo Rekordziści u siebie to niejednego już rozstrzelali, ale widać, iż gdańszczanie mają spory problem. Z grą w defensywie, bo to "szwajcarski ser", no i w ataku, bo śmiało mogli w tym meczu zdobyć co najmniej trzy gole więcej. Takie setki pudłowali, że głowa mała. No i Michał Kartuszyński lekko mówiąc nie pomógł, za to jego zmiennik Marek Gonda zagrał fantastycznie. A w następnej kolejce czekają ich "Derby Północy", a raczej "Derby Desperatów" z Pogonią. Razem po 5 kolejkach mają 50 goli w bagażniku. Sporo, sporo.

Pogoniarze tradycyjnie już w "Arena Szczecin" dostali łomot - serię pięciu sierpowych od Gatty. Trzy mecze, trzy razy w ryj. Nie czują tej hali, grają jak na wyjeździe. Podobno tylko trzy razy na niej trenowali, to czemu się dziwić. Ale ten mecz mógł się podobać, szybkie akcje, mecz przez długi czas na styku. "Krawiec" w wielkiej formie, oby także w kadrze. Kiedyś był o krok od gry w Red Devils, Wiktor Napióra demontował Hurtap i prowadziliśmy rozmowy na temat gry w Chojnicach. Szkoda że wtedy nie udało się dograć spraw do końca, bo to super grajek i każdy chciałby mieć Daniela w swojej drużynie.

KGHM Euromaster z GAF Jasna - tu także wymiana ciosów, ale to gliwiczanie gonili wynik, tym razem skutecznie. Dużo błędów w obronie z obu stron. Głogowianie raz na wozie a raz pod, z nami wycofali i dogonili z 2:4 na 4:4 w ostatnich minutach, a teraz roztrwonili dwubramkowe prowadzenie w samej końcówce spotkania. Podział punktów wydaje się sprawiedliwym wynikiem. GAF jak na razie zawodzi, z takim składem powinien notować lepsze wyniki.

A my nareszcie pokonaliśmy Gwiazdę na wyjeździe. To było nasze "hoodoo", jeden z ostatnich parkietów na którym nigdy do tej pory nie wygraliśmy. Chyba rozklekotany parkiet nam przeszkadzał. A teraz po szlifierce poszło gładko, choć w końcówce prawie zdechliśmy z braku sił. Mączkowski kontuzja, Jączkowski wyjazd służbowy za granicę, mieliśmy tylko 10 do gry, w tym trzech z lekkimi kontuzjami musiało grać. Ale mamy Burdela w bramce i Wadika z ukraińskim celownikiem rosyjskiego karabinu snajperskiego Dragunow, to musiało się wreszcie udać. Teraz przerwa, jakże nam potrzebna na zebranie nowych sił.

A na koniec dwie kontrowersje. Najpierw mecz sprzed dwóch tygodni GAF Jasna Gliwice - Red Devils Chojnice i czwarty gol dla gospodarzy po strzale PO syrenie kończącej mecz. A co by było gdyby ta bramka decydowała o końcowym wyniku? Już sobie wyobrażam tą awanturę... A teraz spotkanie Red Dragons Pniewy - Wisła Krakbet Kraków i nieuznana bramka Pawła Budniaka. Zapis dźwiękowy podobno nie jest dokładny (dźwięk jest nagrywany z opóźnieniem). Sędziowie w momencie strzału odgwizdali wcześniejszy faul na Budniaku, który strzelił gola dającego remis 2:2. A można było "puścić" akcję i później odgwizdać przewinienie. Obu kontrowersyjnych sytuacji można by uniknąć, będąc bardziej skoncentrowanym na przebiegu spotkania. Nowy szef arbitrów Przemysław Sarosiek ma na dzień dobry twardy orzech do zgryzienia...

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Tym razem było spokojniej, bez nerwowych telefonów choć doszły mnie słuchy iż w Gdańsku są na mnie mocno obrażeni. Może już czas spojrzeć w lustro i tam szukać winnych słabej formy aniżeli w moich felietonach?

Zacznę może od pochwał - świetna promocja futsalu w Pile, na trybunach 1300 osób!!! Na zaproszenie klubu Credo Futsal właśnie do tego miasta przyjechała drużyna Herthy Berlin. I na hali zgromadził się komplet widzów. Można? Można!!! Działacze Credo Futsal, pomimo że ich drużyna występuje w II lidze futsalu po raz kolejny zaprezentowali poziom organizacji i marketingu rodem z Futsal Ekstraklasy, a nawet z T-Mobile Ekstraklasy. Spotkanie zakończyło się zwycięstwem gospodarzy wynikiem 7:6, a sam mecz dostarczył niemałych emocji kibicom futsalu. I właśnie o to chodzi, o taką reklamę - sprzedajemy widzom emocje. I jestem pewien, że gros tych ludzi powróci na halę, aby obejrzeć mecz ligowy Credo. Tak się buduje klub, tak się buduje bazę kibicowską. Panowie działacze z Gdańska, Warszawy i Katowic - macie tutaj pole do popisu. Jak się chce, to można ściągnąć tłumy na halę, pomimo teoretycznie słabszego poziomu sportowego. Tak to się powinno robić!!!

Zresztą futsal akademicki w Polsce to dla mnie duża zagadka. Na przykład w USA drużyny uniwersyteckie cieszą się ogromnym zainteresowaniem. Czy to futbol amerykański, czy koszykówka, czy też mało znana u nas dyscyplina lacrosse - na trybunach są komplety widzów. A stadiony (olbrzymy o pojemności 80 tysięcy) czy hale (nawet 20 tysięcy miejsc) przecież nie tak łatwo wypełnić. A jednak to się znakomicie udaje za "wielką wodą". Do tego mają świetne pomysły promocyjne typu "silent night" kiedy na hali obowiązuje kompletna cisza, ale po zdobyciu 10. punktu następuje erupcja szaleństwa.  A jak amerykańscy studenci potrafią się świetnie bawić, tylko pozazdrościć!!!. U nas też umieją się bawić, niestety bardziej na dyskotekach i domówkach, niż na imprezach sportowych. Chciałbym zobaczyć taką pełną halę, wypełnioną bracią studencką, która aktywnie kibicuje swoim kolegom. To naprawdę może być świetna zabawa. Przyjadę wówczas i pierwszy będę klaskać.

Ale na razie też chciałbym być działaczem klubu uniwersyteckiego. Nic nie trzeba robić, kasa jest na wszystko, nie ma potrzeby biegać po sponsorach, pewnie znajdzie się też biurko i wygodny ciepły fotel. Ale nie na tym polega "robienie" sportu. Widzę, jak wyglądają strony klubowe w internecie (dział "sponsorzy" to jakiś żart), czy też bannery reklamowe w Gdańsku oraz Katowicach. Praktycznie nie ma sponsorów zewnętrznych, a nie uwierzę że w tak dużych miastach nie można pozyskać jakiegokolwiek sponsoringu. Po prostu działacze nie muszą tego robić. Więc tego nie robią.

Ktoś się zapyta, dlaczego tak uczepiłem się tych biednych akademików? To nie jest moja idée fixe (natrętna myśl), aby się czepiać kogokolwiek. Po prostu chcę, aby futsal w Polsce się rozwijał, żeby kluby się dynamicznie rozwijały. Żeby na halach było coraz więcej kibiców, żeby było lepiej, fajniej, ciekawiej.

Krytykuję, bo widzę, że to wszystko można dużo lepiej zorganizować i napędzić widzów do pustych hal. A teraz mamy kompletny marazm, minimalizm, śpiączkę działaczy akademickich. Rozumiem, iż nie ma takich tradycji, ale wszystko można "zaszczepić", zachęcić ludzi do aktywnego kibicowania poprzez różnego rodzaju akcje reklamowe. Trzeba tylko chcieć, no i poświęcić bardzo dużo czasu na zorganizowanie tego wszystkiego. Ale gwarantuję, iż satysfakcja z osiągniętego celu będzie ogromna. Przynajmniej ja taką mam.

Wraz z kilkoma kolegami budowaliśmy Red Devils od zera, ruszyliśmy jako drużyna osiedlowa w 1995 roku, a od 2006 gramy w rozgrywkach ogólnopolskich. Na naszych meczach regularnie pojawia się kilkaset osób. Stworzyliśmy markę, które coś znaczy w futsalu, jesteśmy już jednym z najstarszych klubów w polskiej lidze halowej. Popełniliśmy oczywiście  wiele, ogromnie wiele różnego rodzaju błędów, ale na nich się też uczymy. Niemniej osiągnęliśmy ogromny sukces organizacyjny tworząc stabilny klub futsalu, który trwa i powoli buduje swoją historię. I jestem z tego bardzo dumny.  
Pewnie znowu się ktoś obrazi albo powie: "co ten Synoradzki pierdoli, niech się martwi o swój klub" itepe itede. Nie spodziewam się od razu szybkich zmian, bo wygodnictwo dominuje niemal wszędzie w tym kraju. Nie mówię, że akademicy mają od razu działać profesjonalnie, ale zachęcam ich, aby krok po kroku właśnie w tę stronę dążyli.

Podsumowanie kolejki zacznę od mojej drużyny - mieliśmy być czarnym koniem a jesteśmy zdechłym kucem. Najpierw falstart i głupia strata pewnego zwycięstwa z Euromasterem, potem się udało wygrać w planowym zwycięstwem nad Katowicami. Ale ostatni tydzień i dwa wyjazdy na południe to był piłkarski dramat. Z GAF-em powinniśmy wygrać na spokojnie, przy prowadzeniu 2:1 mieliśmy naprawdę świetne okazje do zdobycia kolejnych bramek. Indolencja strzelecka, brak umiejętności i koncentracji? Nawet do pustaka nie trafialiśmy. Jak zwał tak zwał, punktów nie ma. A powinny być. Znowu ostatnie kilka minut to oddawanie piłki rywalom i rozpaczliwa gra w obronie. Jeden nie zablokuje, drugi nogę podniesie, trzeci nie wróci i padają gole dla rywali.

W Krakowie w pierwszej połowie gramy dobry mecz, ale znowu musimy mieć chyba pustą bramkę żeby trafić. Walimy wszędzie, tylko nie pomiędzy słupki. A Wisła grała spokojnie swoje i w drugiej części strzelała gola za golem. Czwarta bramka to komedia, juniorzy tak nie grają, żeby pozwolić szybko rozegrać rzut wolny bez jakiejkolwiek reakcji. Chyba za dobrze u nas się dzieje, przyzwoite wypłaty na czas, nie ma zaległości, wynajęte mieszkania, obiady - wszystko dobrze zorganizowane. Tylko trenować i grać - a tu wyników nie ma. W biedzie bywało lepiej, może wtedy by się starali tak jak kiedyś. Gramy końcówki spotkań jak amatorzy z ligi robotniczej. Tak grać dalej nie można!!!

Pogoń - może lepiej wrócić na starą halę, bo nowa najwyraźniej nie służy Portowcom. Druga ciężka porażka w Szczecinie. Można to tłumaczyć klasą rywali, ale to tylko podkreśla różnicę, która obecnie dzieli Pogoń od czołówki. Nie udało się zatkać dziur po zawodnikach, którzy opuścili Szczecin, to nie dziwią słabsze wyniki. Taka smutna rzeczywistość. No i pytanie, czy Łukasz Żebrowski będzie potrafił wstrząsnąć szatnią złożoną z kolegów? My przerabialiśmy już wariant grającego kolegi trenera i ten pomysł nie zakończył się szczęśliwie. Były konflikty, których nie udało się rozwiązać i musieliśmy rozstać się z trenerem. Oby "Żebro" wyszedł zwycięsko z tej sportowej próby, życzę mu jak najlepiej.

W innych meczach Gatta wymęczyła zwycięstwo nad Euromasterem, wreszcie zagrali na "zero" z tyłu, z czym mieli ewidentnie problemy do tej pory. Zobaczymy, jak sobie poradzą w zaległym meczu z Rekordem, to będzie prawdziwy sprawdzian jakości dla zduńskowolan.

W pojedynkach drużyn, które wcześniej typowałem do walki o utrzymanie, nastąpiły raczej sprawiedliwe podziały punktów. AZS UG w Gdańsku zremisował z Gwiazdą Ruda Śląska 2:2, choć mogli pokusić się o wygraną. Mitologiczny "brak skuteczności" nie tylko Red Devils dolega, to chyba chroniczna słabość drużyn z północy.

Red Dragons Pniewy urwali punkt w Katowicach AZS UŚ po przepięknym trafieniu grającego trenera Łukasza Frajtaga. Najmłodszy zespół z ligi powoli się aklimatyzuje i zbiera punkciki.

A Clearex jest "Królcem Wyjazdów", z kolei znów zawodzi GAF. Typowałem gliwiczan do czołowej czwórki, ale na razie w żadnym z pojedynków nie pokazali tego, na co ich teoretycznie stać. Potrzeba jakiegoś wstrząsu, tym razem pozytywnego w tym górniczym (do niedawna) mieście. Chorzowianie z kolei punktują rywali, a Pstrusiński w tej formie to nadaje się do kadry futsalu. Co wybronił mecz, to naprawdę klasa. I robi co rok postępy, to naprawdę ciekawy golkiper.

A nasza liga staje się naprawdę ciekawa. Jeśli jeszcze Wisła i Rekord potkną się kilka razy, to naprawdę będzie ciężko wytypować zespoły do czołowej czwórki. Zapowiada się emocjonujący sezon. I bardzo dobrze :)

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...

Dziś środa, czyli: FUT5AL HEA7EN

Ostatni mój felieton wywołał ogromną burzę w Chorzowie. Telefon mi się rozgrzał do czerwoności!!! Czas rzucić to pisanie, bo za chwilę ktoś mi wbije nóż w plecy ;)

A poszło o nowe logo Clearexu, o którym napisałem tydzień temu że jest "brzydkie". Najpierw Tadeusz Wolny w emocjonalnym tonie mocno mnie zaatakował, że jestem taki, owaki i sam mam przejrzeć się w lustrze, było też coś o konieczności przeprowadzenia operacji plastycznej. Hmmm, powiedzmy iż opinia byłego szkoleniowca z Chorzowa na temat mojego wyglądu niezbyt mnie interesuje. Dużo bardziej przejmuję się zdaniem mojej narzeczonej, która co prawda nie ma tak atrakcyjnych wąsów, ale myślę że ma ciut lepszy gust od kolegi Ślązaka.

Nie mam o to pretensji, wiadomo że w nerwach czasem powie się coś niepotrzebnego. Druga rozmowa, tym razem ze Zdzisławem Wolnym przebiegała już w zupełnie innej atmosferze. Pogadaliśmy z pół godziny na różne tematy futsalowe i wyjaśniliśmy sobie ten problem.

Przyznaję się - użyłem niezbyt fortunnego określenia, które mogło zaboleć działaczy z Chorzowa, w tym miejscu chciałbym za to przeprosić tych, których uraziłem. Logo nie musi się nikomu podobać, zresztą są różne gusta. Clearex jest najstarszym klubem w lidze, pięciokrotnym zdobywcą tytułu Mistrza Polski i grał od początku z tym samym logotypem na koszulkach. Jest to już historyczny emblemat, a historia, tradycja jest ważnym elementem składowym każdego klubu.

Rekord nie dał rady, a Adam nadal ma włosy - to jedyny plus bo nie wyobrażam sobie trenera Krygera bez włosów :) Choć na pewno chętnie by się dał ogolić za awans, który był w zasięgu ręki. Rekordziści byli dużo lepszym zespołem, ale się po prostu nie udało. Obijali słupki, poprzeczki ale to międzynarodowi Bułgarzy trafiali do siatki. Na pewno już przysłowiowe "kontuzje i kartki" miały wpływ na oblicze zespołu, szkoda że sędziowie całkiem przypadkowo rozdawali kartoniki.

A szkoda, bo polski futsal z utęsknieniem czeka na jakikolwiek sukces, jak biedak na miskę zupy. No bo my wszyscy jesteśmy właśnie takim człowieczkiem, który kiedyś był zamożny, ale popadł w biedę przez własną głupotę i zaniedbanie. Wieczne walki, utarczki działaczy we własnym środowisku, brak umiejętności mówienia jednym głosem w ważnych sprawach. Dla każdego najważniejszy jest interes własnej drużyny, często opacznie pojmowany.

A w lidze po dwóch stabilnych kolejkach wszystko stanęło na głowie. Pogoń i GAF pewni zwycięstwa, a tutaj zero na koncie. Beniaminkowie leją faworytów, którzy zaprezentowali się z fatalnej strony. I kto tu ma walczyć o medale? Gliwice pomimo znacznie lepszego składu, po raz drugi zaprezentowały się mocno średnio, jeśli nie po prostu słabo. A Pniewy 80 minut bez gola - to kiedy się nie odbić jak nie u siebie? Ładne akcje zespołowe, tym razem trafili do siatki. No i dowieźli wygraną do mety. Młoda drużyna, te trzy punkty na pewno dodadzą im wiary w siebie.

Pogoń po wysokiej porażce miała się odbić na Gwieździe. Na Halembie, na nowym parkiecie zagrali słabo. Sporo braków w koncentracji (trzeci gol!!!), a gospodarze skrzętnie to wykorzystali. Tydzień temu napisałem, że Gwiazda będzie walczyć o utrzymanie, ale chyba się pomyliłem. Zebrali tam naprawdę ciekawy skład i to właśnie oni mogą pozabierać punkty teoretycznie lepszym zespołom. No i ten gol Pękali... Mówiąc po piłkarsku "przypierdolił" z całej lufy i wpadło. Przypadek? Kto wie. Klaskać? Oczywiście. Kto nie próbuje ten nigdy się nie dowie.

Clearex po efektownym starcie niespodziewanie przegrał u siebie, z kolei ekipa KGHM Euromaster naprawdę dobrze sobie radzi. U nas nie spanikowali, potrafili dwukrotnie odrobić dwubramkową stratę i zabrać nam pewne zwycięstwo. I tym razem potrafili w końcówce przycisnąć rywali i wywieźć punkty z Chorzowa. Podoba mi się, jak grają, no i mają już dwa ciężkie wyjazdy za sobą.

AZS UG poległ w Krakowie. Tutaj sensacji nie mogło być. Nie chcę zbytnio krytykować kolegów z Gdańska, ale taka droga budowy zespołu prowadzi w ślepy zaułek. Jeden Wojtek Pawicki koncentruje się na futsalu, a cała reszta gra na trawie. No i potem co mecz inny skład, bo nie wiesz kto zagra na hali, a kto na dużym boisku. Dlatego też Tomek i Jacek wrócili do nas, bo pojawili się na kilku treningach w Gdańsku i widzieli co tam się dzieje. Parę osób coś tam sobie kopało - i to ma wystarczyć na ekstraklasę? Trener Hartman jest podobno ciekawą osobowością i dobrym motywatorem, Tomek i Jacek bardzo go chwalili. Ale bardzo ciężko jest zrobić coś z niczego. A można było sięgnąć po cały Vamos, pogadać z działaczami i chłopakami z sąsiedniego klubu i wspólnymi siłami zrobić stricte futsalową drużynę. A tak Vamos dogadał się z Politechniką i grają pod ich szyldem. I jestem pewien że prędzej czy później pojawią się w Ekstraklasie bo to są chłopacy dla których futsal jest numerem jeden. A UG? Przy takiej polityce prędzej czy później zakończy się to spektakularną klapą. Lepiej wziąć młodych ukierunkowanych na futsal i nawet spaść, ale wrócić silniejszym i mieć futsalowy klub, a nie jakiś mix kurczaka z baraniną. Wyciągnąć wnioski i do roboty działacze!!!

My z kolei "zniszczyliśmy" Akademików z Katowic. Od początku ostro ruszyliśmy na rywali, a stracony gol tylko nas zmobilizował. Wadik przeszedł sam siebie, a grał na dodatek z kontuzją mięśnia. Piłka go sama szukała, no ale on też umie się znaleźć we właściwym miejscu. Gdyby grał cały mecz (trener go zdjął aby oszczędzać na następne mecze) to pewnie by jeszcze coś dołożył. O tych pięciu bramkach było głośno nawet w rodzinnej Ukrainie. A on ma jeszcze brata bliźniaka, który gra aktualnie na Białorusi. Prowadziliśmy z nim rozmowy, ale Białorusini podwyższyli mu kontrakt i został tam na dłużej. We dwójkę byliby nie do zatrzymania, bo jeden z drugim to megagrajki. A teraz ruszamy na południe, w trzy dni dwa ciężkie mecze wyjazdowe. Gliwice są w małym dołku, spróbujemy to wykorzystać a w piątek zrobić niespodziankę i namieszać trochę w lidze.

Fajnie, że liga robi się całkiem wyrównana i nie można przewidzieć wyniku spotkania. Zapowiadają się ciekawe rozgrywki. Oby tak było również w następnych kolejkach, przynajmniej będę miał o czym pisać.

A na koniec link do skrótów trzech spotkań Mistrza Hiszpanii - Inter Movistar z turnieju Main Round. Hiszpanie bez problemów awansowali do Elite Round po zwycięstwach w każdym z meczów przeciwko mistrzom Holandii, Ukrainy i Słowenii. Nie przez przypadek najlepsi grają w sprzęcie firmy Hummel ;) 

M7

(opinie wyrażone w powyższym felietonie są prywatnymi poglądami autora, a nie klubu Red Devils Chojnice)

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS