Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Kiedy w poprzednim felietonie chwaliłem UEFA za wprowadzenie do kalendarza europejskich imprez futsalowych czempionatu U-19 nie spodziewałem się, że tuż za przysłowiowym rogiem czai się kolejna znakomita decyzja gremium kierowanego przez Słoweńca Ceferina. Otóż, panowie z nad jeziora Genewskiego w szwajcarskim Nyonie postanowili, iż eliminacje mistrzostw Europy w futsalu seniorskim odbywać się będą na zasadach podobnych do piłki trawiastej. Czyli będą grupy i zawody w opcji mecz i rewanż, a nie głównie i tylko – jak dotychczas - turniejowo. Tylko przyklasnąć takim decyzjom, co czynię z zadowoleniem wielkim.

Pamiętam bowiem, jak od lat wielu futsal europejski początkowo nieśmiało, a z czasem coraz głośniej, domagał się takiej zmiany. Sam nawet miałem dwukrotnie wspólnie z panem Romanem Sowiński okazję uczestniczyć w Nyonie w rozmowach w tej materii na tak zwanym szczeblu. Mówi się - kropla drążąc skałę ją wydrąży. I w futsalu wydrążyła. Liczę, że jako krajowi sympatycy futsalu podobnymi „kropelkami”, połączonymi ze stanowczą cierpliwością, wydrążymy dla naszego futsalu jeszcze większe poszanowanie w ścisłym kierownictwie związkowym, niż ma się to obecnie. Aby nie było niedomówień, moja uwaga nie dotyczy kierownictwa futsalowej Komisji.

Tyle byłoby o wielkim futsalowym świecie. Albo inaczej światku. Teraz przejdę na krajowe podwórko i na początek wcale nie myślę chwalić. Ruszyły rozgrywki I ligi futsalowej. W jednej z grup ciągle przekładane są mecze zdegradowanej z ekstraklasy Pogoni 04 Szczecin. Rozumiem, jedna kolejka, może dwie. Ale nierozegranie już trzech meczów, to niemal kabaret. Ciekaw jestem, czy innym klubom też by pozwolono na coś takiego. Futsalowe środowisko raczej mówi, iż nie i wskazuje na wsparcie jakim niewątpliwie jest osoba wiceprezesa związkowego, szefującego też w tym regionie piłkarskim.

Pojmuję, że trwają próby ratowania zasłużonego klubu. Rozumiem to, ale rozgrywki ligowe też mają swoje prawa. Był czas wakacyjny ku temu. A tak na marginesie – klub otrzymał licencję i naraz rozpadł się. Dziwne. Czas podjąć decyzję. Albo Pogoń 04 gra, albo nie jest w stanie organizacyjnie spełnić warunków i mówimy jej adieu, życząc jednocześnie odrodzenia w kolejnych sezonach. Ciuciubabka to nie jest moja zabawa i dlatego preferuję proste rozwiązania. Proste i jasne, równe dla wszystkich. A tak na marginesie – położyć na łopatki tak dobry niegdyś klub, też jest sztuką nie lada. Panie Macieju Karczyński – i po co pan przenosił się do Warszawy. Będąc w Szczecinie nadal tworzyłby pan znakomity projekt futsalowej Pogoni. I nie byłoby dyskusji o jakimkolwiek wycofaniu, lecz o kolejnych trofeach.

Podobają mi się ekstraklasowe rozgrywki rozpoczętego sezonu 2019/2020 od strony nieprzewidywalności wyników poszczególnych meczów. Już na początku sezonu przegrywa Rekord, nie wygrywa z beniaminkiem Toruń, Clearex też jest nieprzewidywalny wynikowo. Czyżby medaliści byli jakby w odwrocie? Najbardziej mnie cieszy, że beniaminkowie – a jest ich aż czterech – nie dają sobie w kaszę dmuchać i każde ich spotkanie może zakończyć się trudnym do przewidzenia rozstrzygnięciem. Tak trzymać. Nadali oni futsalowej ekstraklasie niewątpliwego wigoru i kolorytu.

Moim zdaniem ekstraklasa przez lata trochę skostniała. W większości ciągle te same twarze. Zespoły – jedynie przy drobnych retuszach. Te same problemy, zawodnicy, działacze. Spotykając się z ważnymi ludźmi klubów ekstraklasy, w ciemno mogłem przewidzieć, kto z kim trzyma sztamę, a kto jest „be”. Jaka jest grupa „trzymająca władzę” i kto pociąga za przysłowiowe sznurki, a kto jest w wiecznej opozycji. Teraz – mam nadzieję – nowa krew klubowa trochę naruszy owe hierarchie. Jak na razie niepokorna jest na parkietach. Ale z czasem może i przy stole konferencyjnym mocno się postawi. Tego potrzeba polskiemu futsalowi. Potrzeba zmiany. Nie tyle może pokoleniowej, co w myślenia o priorytetach, strategiach. I odrzucenia filozofii patrzenia nie dalej niż własny klubowy nos (czytaj: interes).

Wiem, że podsumowującym dzisiejszy felieton akapitem narażę się przynajmniej połowie futsalowej Polski. Ale cóż tam. Tak się składa, że będzie w nim sporo o selekcjonerze Błażeju Korczyńskim. Nie wiem, jaki wynik osiągną jego podopieczni w eliminacyjnym turnieju Mistrzostw Świata w Zielonej Górze. Oby jak najlepszy. Niemniej – obojętnie na wynik – będę pozytywnie odnosił się do jego działania w roli selekcjonera. Jakoś taką szczególną sympatią darzę ludzi, którzy mając sporą wiedzę, nie pozwalają sobie narzucać zdania innych, nie są skłonni ulegać wpływom, ani nie są koniunkturalistami. A taki przynajmniej w futsalu jest dla mnie trener Błażej.

Dlatego z zadowoleniem przyjąłem informację, iż jest on koordynatorem działań wszelkich naszych kadr futsalowych – w tym też i kobiecej oraz akademickiej. Przynajmniej jednego można być pewnym – kierunek szkolenia i wizje gry będą kompatybilne dla wszystkich objętych opieką reprezentacji. Pierwszy raz w historii rozwijającego się polskiego futsalu został zrobiony taki krok, co też dobrze świadczy o spojrzeniu futsalowej Komisji związkowej na całość szkolenia. Pozostaje tylko trzymać kciuki, aby udało się, bowiem – podejrzewam – zawistników nie braknie. Zresztą nie jest powiedziane, że pan Korczyński ma być wieczny. Każdy, mający ciekawy pomysł na futsal, może trenera Błażeja z czasem zastąpić. Wystarczy tylko mieć pomysł. Dobry pomysł.

Andrzej Hendrzak

P.S.

Będąc w Krośnie na turnieju Wyszehradzkim posiadłem wiedzę, że trener Klaudiusz Hirsch objął funkcję koordynującą w futsalu słowackim sprawy młodzieżowe i kobiece. Aż zacieram ręce, będąc ciekaw, który z tych dwóch znakomitych futsalowych myślicieli okaże się lepszy.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Wreszcie na dobre rozpoczął się kolejny futsalowy sezon w Rzeczypospolitej. Piszę wreszcie, gdyż – przynajmniej dla mnie - ów sezon rozpoczyna się wraz z rozegraniem Turnieju Państw Wyszehradzkich. Tym bardziej, że wystartowała także I liga futsalu. Co prawda, ekstraklasa rozegrała już dwie kolejki przed owym turniejem, ale dopiero kolejne gry pozwolą uznać za prawdziwy start tych rozgrywek o prymat w kraju. Nie jednostkowy wypad ligowy. Nie lubię bowiem takich startów – gramy raz, przerwa, i dopiero po niej dalej rywalizujemy. Rzekomo początkiem września grano o futsalowy Superpuchar. Pewnie tak było. Niemniej wydaje mi się, iż ta impreza nie ma zbyt wielu wielbicieli. A i sensownego pomysłu organizatorom jakoś na nią brakuje. Więc i linijek jej nie poświęcam.

Seniorskie granie będziemy mieli już teraz regularnie. Na dodatek seniorskie eliminacje mistrzostw świata, grane w Polsce. Gdzieś tam w międzyczasie zaprezentuje się nam Rekord Bielsko-Biała w futsalowej Lidze Mistrzów. Będzie wiec sporo czasu do pisania o dorosłej odmianie futsalu. Dlatego nowy sezon felietonowy pragnę rozpocząć od młodzieżowego jego wydania. Bawiąc okazyjnie w Krośnie na Turnieju Wyszehradzkim usłyszałem wiele pochlebnych zdań o naszej młodzieży U-19 i jej trzecim miejscu w pierwszych Mistrzostwach Europy w tej kategorii wiekowej. Gratulowali w rozmowie ze mną Czesi, Gruzini, Słowacy, Ukraińcy. Wcześniej pisali do mnie zachwyceni naszą postawą Belgowie oraz Serbowie. A nawet odezwał się kolega z rosyjskiego futsalu. Oczywiście i ja w dzisiejszym felietonie pogratuluję Łukaszowi Żebrowskiemu i jego podopiecznym. Porównam ich wyczyn do pierwszego (a zarazem jak dotąd jedynego) startu naszego teamu w finałach mistrzostw świata w Hongkongu przed ćwierćwieczem. Jesteście wielcy i tylko nie zagubcie się w swoim futsalowym rozwoju.

Kiedy dekadę temu kierowana przeze mnie futsalowa komisja związkowa podejmowała decyzję o rozszerzeniu gamy roczników młodzieżowych mistrzostw Polski (obowiązuje do dzisiaj) nie przypuszczałem, że kiedyś doczekam się medalowego miejsca naszej młodzieży na europejskim czempionacie. Tym bardzie, że ówczesne kierownictwo UEFA z panem Platinim na czele utrącało właśnie pomysł organizacji mistrzostw Europy U-21. Patrząc po latach powiem - chyba dobrze stało się, że zmieniła się ekipa zarządzająca europejską federacją, gdyż obecny jej szef, Słoweniec Ceferin, jest mocno przychylny futsalowi. O czym świadczą mistrzostwa U-19, czy powiększenie liczby uczestników seniorskich finałów europejskich do 16 drużyn.

Wracając na polskie podwórko, podkreślę, że system, który wtedy ustanowiliśmy, spełnił swoje zadanie. Jednak patrząc, w jakim roczniku jest rozgrywany europejski turniej finałowy dla futsalowej młodzieży, wydaje się, iż nadszedł czas na jego reorganizację. Osobiście sugeruję likwidację mistrzostw U-20, a w pozostałych kategoriach przejście na roczniki nieparzyste. I jak już jestem przy osobistych wyznaniach, to podziękuję jeszcze panu Morkisowi, wiceprzewodniczącemu Komisji Futsalu w PZPN, za szczególne zaangażowanie w polski futsal młodzieżowy. A także zaapeluję do UEFA, aby za dwa lata były już przyznawane medale brązowe i oficjalnie honorowano oraz grano o trzecie miejsce, gdyż mimo ładnej imprezy w Rydze czuję w tym temacie niedosyt.

Niedawno miałem przyjemność wziąć udział w corocznym spotkaniu kierownictwa Komisji Futsalu PZPN z przewodniczącymi komisji futsalowych z wojewódzkich ZPN. Dobrze, że przynajmniej raz w roku odbywają się takie sensowne spotkania z nieskrępowaną wymianą zdań. Taki obustronny przekaz z dołu do góry i odwrotnie jest przydatny, wyznacza kierunki działań i gwarantuje, że tak zwany teren nie jest pomijany w decyzjach jego dotyczących. Szkoda tylko, że nie wszystkie związki terenowe przysyłają na takie spotkania przedstawicieli. Widać, nie wszyscy prezesi wojewódzkich ZPN jeszcze do futsalu na ich terenie przyzwyczaili się. Mam nadzieje, że z czasem dojrzeją.

I nie piszę tego z sarkazmem tylko z wielką troską, bowiem zdaję sobie sprawę, iż bez wsparcia tych wojewódzkich „baronów piłkarskich” futsal ma małe szanse zaistnieć na ich terenie. Wracając natomiast do najważniejszego meritum spotkania, napiszę, że postanowiono spróbować rozwinięcia od sezonu 2020/2021 obecnych wojewódzkich z zasady rozgrywek II ligi futsalu w rozgrywki makroregionalne. Zaistniałyby tym samym cztery centralne grupy II ligi futsalu. Cieszy, że przewodniczący Kaźmierczak nie boi się ryzyka. Sensownego zresztą ryzyka. Postępująca profesjonalizacja musi dotykać polski futsal na wielu szczeblach w kolejnych sezonach. Zresztą nasze systemy rozgrywkowe młodzieżowe oraz seniorskie już dzisiaj budzą podziw w gronie sąsiadów. Jak to się mówi – kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Miejmy nadzieję, że będziemy go dzięki futsalowi pić częściej – czego doświadczyliśmy niedawno w Rydze. I tego życzę w pierwszym felietonie nowego futsalowego sezonu 2019/2020.

Andrzej Hendrzak

P.S. Czwarte, czyli ostatnie miejsce, zajęła nasza seniorska reprezentacja w krośnieńskim Turnieju Wyszehradzkim. Nie zakładam, jak uznaje wielu, że celowo nie pokazywaliśmy naszych umiejętności, by nie zdradzić się wobec przeciwników przed zielonogórskimi, październikowymi eliminacjami Mistrzostw Świata. Najzwyczajniej, patrząc statystycznie, szczęście odleciało od nas. Należy mieć nadzieję, że tylko na chwilę. Aleksy Tołstoj – rosyjski pisarz mawiał w takich sytuacjach „Od bicia żelazo twardnieje, człowiek mężnieje”.

Czytaj dalej...