Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

Polskie reprezentacje futsalowe miały gorący czerwiec. Czerwiec, który tego roku wszystkich nas gonił upałami i bił historyczne rekordy ciepła. Najważniejsza kadra, czyli „A” tylko zaliczała krajowe zgrupowanie, podczas którego selekcjoner wpajał swoje nietuzinkowe myśli taktyczne. Natomiast kobiety oraz kadra młodzieżowa startowały na Bałkanach w turniejach. Futsalowe panie zajęły drugie miejsce w Varazdinie i powinny być zadowolone. Tak jak cały polski futsal kobiecy z faktu, że związek kadrę taką dotuje i pozwala jej pojeździć po świecie.

Dla przypomnienia napiszę, że nie zawsze było tak „pańsko” i za kadencji prezesa Zbigniewa był nawet okres zawieszenia działalności futsalowej reprezentacji kobiecej. Miejmy nadzieję, iż był to pierwszy i ostatni taki przypadek. Ale chwalić związku za teraźniejszą postawę wobec futsalu kobiecego też nie należy w nadmiarze. Funkcjonuje on, ale w głębokim związkowym cieniu. Aż prosi się, by dano mu więcej światła. I to nie tylko tego gorącego, czerwcowego.

O ile od reprezentacji kobiecej nie wymagam zbyt wiele, gdyż byłoby to z mojej strony wyraźnym nadużyciem, znając stan organizacyjny oraz sportowy kobiecego futsalu w Polsce, to sporo większe wymagania mam wobec reprezentacji młodzieżowej U-19. Nie chciałbym, aby tylko udziałem zaznaczyła swoją obecność podczas ryskich finałów mistrzostw Europy. Niespecjalnie powalające wyniki z czerwcowego turnieju w Porecu kładę, jak na razie, na karb okresu przygotowawczego. Rozumuję, że trenerzy szczyt formy szykują na jesienne finały na Łotwie i teraz było to tylko zwykłe kontrolne przetarcie. W razie czego – jak nie usłyszę zaprzeczenia – trzymam za słowo, iż będzie lepiej. I też zaciskam kciuki, by udało się. Przynajmniej coś wygrać.

Polski futsal młodzieżowy rozwija się od lat w sensie liczbowym. I dobrze. Z drugiej jednak strony system jego nie jest dopracowany. Powiem, że niewiele zmienił się od początków sprzed dekady. Osobiście na dzisiaj zaneguję potrzebę rozgrywania mistrzostw do lat 20. Natomiast zaapeluję o większe zainteresowanie niższymi niż U-14 kategoriami wiekowymi.  Nie chciałbym patrzeć na nasz futsal młodzieżowy, na jakość szkolenia pod kątem jedynie osiągniętego wyniku. Chociaż rozumiem kluby i potrzebę wykazania się wygranymi. Niemniej, wolałbym oglądać futsal rozwojowo od drużyn, klubów – powiedzmy 11-latków aż do reprezentacji młodzieżowej. Oglądać z bardziej wprzęgniętymi w organizację wojewódzkimi związkami piłkarskimi.

Inaczej – obawiam się – trafimy w ślepy zaułek, z którego trudno będzie wyjść. Kolega Józef – recenzent felietonów, któremu przedstawiłem opisaną powyżej opinię rzekł krótko. A kto to ma realizować, jak w związku piłkarskim oprócz wiceprzewodniczącego Grzegorza większość ma mgliste pojęcie o tajnikach futsalu młodzieżowego oraz dziecięcego. Nie dyskutuję z jego zdaniem, gdyż jako Ślązak zna pewnie futsal młodzieżowy lepiej ode mnie. Przynajmniej w praktyce.

Rozmowa z Józefem, chociaż tylko telefoniczna, dała mi wiele do myślenia o szkoleniu piłkarskiej młodzieży w Polsce. Znam z opowieści sytuacje, gdy wiele lat temu na jeden z wyjazdów zagranicznych polskiej młodzieży nie załapał się Robert Lewandowski. Obecnie większość tych, co wówczas pojechali, poszła w zapomnienie, a Robert jest na szczycie piłkarskiego Olimpu. Co prawda, sporo od tego czasu zmieniło się w polskiej piłce młodzieżowej, ale jakość treningu nadal pozostawia wiele do życzenia. Dla mnie wygląda to tak – inni grają w piłkę, a nasi nadal ją tylko w większości kopią. Niestety, dotyczy to także futsalowej młodzieży. Rozumiem, że nie wszędzie da się sklonować panów Korczyńskich, Hirschów, Żebrowskich, Aftańskich, Szłapów, czy Drwali, ale szanujmy się i douczajmy.

Przy tej liczbie hal, które mamy w Polsce, przy tym pędzie rodziców oraz dzieci do piłki nożnej, nie powinno być trudności z zachęceniem do trenowania futsalu. Nie powinno, gdyby - i tutaj napiszę, być może coś nie pomyśli ważnych guru od szkolenia - związkowe piony szkoleniowe różnych szczebli, od góry po sam dół, były naprawdę przekonane, że futsal jest potrzebny piłkarzowi. Gdyby były przekonane w czynie, a nie tylko w pustosłowiu. Gdyby nakazał im działać w tym kierunku choćby najważniejszy związkowy prezes. A tak nadal mam, być może złudne, poczucie, że stać nas tylko na jednorazowe wyskoki wynikowe, a nie na coroczne satysfakcjonujące rezultaty.

Nie chciałbym, aby z mojego felietonu ktoś wyciągnął wniosek, iż jedynie futsal dziecięcy albo młodzieżowy uzdrowi, czy da siłę polskiemu futsalowi. Otóż nie. To tylko jeden z etapów. Równie ważnych jak organizacja, promocja, marketing, właściwi działacze, mądrzy szkoleniowcy, sprawiedliwi sędziowie.

Jako felietonista marzę natomiast, by zainteresowanie władz polskiej piłki tą dyscypliną stało się rzeczowym reality. Niech nawet będzie to reality show, jak za mojego następcy w centrali futsalowej. Ale reality. Na co dzień, nie tylko od święta. Jacques Tati, przedstawiciel francuskiej komedii gagowej mawiał – "Kto uważa się za zbyt wielkiego do małych spraw, jest zazwyczaj zbyt mały do wielkich". Warto te słowa przemyśleć. Szczególnie niech zrobią to ci, którzy mogą ożywić nasz futsal. 

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Emilowi Zoli, znanemu francuskiemu pisarzowi, autorowi między innymi znakomitej powieści „Germinal”, nieobca była ówczesna polityka. Zwykł jednak przestrzegać społeczeństwo przed postrzeganiem jej w rzeczywistym wydaniu, mówiąc „W polityce cała sztuka polega na tym, aby mieć dobre oczy i umieć wykorzystać ślepotę innych”. Nigdy nie przypuszczałem, aspirując w młodzieńczych latach do sportu, że można będzie przypisać słowa pana Zoli również do tej dziedzina życia społecznego. Ale od kiedy do sportu, w tym i piłki nożnej szeroko rozumianej (nie wykluczając futsalu), zawitała kasa, maksyma francuskiego pisarza wpisuje się jak ulał w sportową rzeczywistość. Biegłość oraz pomysłowość działaczy sportowych w kreowaniu nowych rzeczywistości nie ma granic. Rośnie kasta działaczy kreatorów, niemal półbogów, a w tle pozostaje stale powiększająca się grupa wiernych, ciągle „ślepych” na powiększającą się różnicę pomiędzy sportową władzą a masą klubową.

Pamiętam czasy, gdy do prezesa centralnego związku zapisywało się na wizytą niemal z marszu. Natomiast obecnie trzeba swoje z zasady odczekać i wcale nie można być pewnym, że zostanie się przyjętym. To byłoby na tyle tytułem wstępu do przemyślenia dla tych, którzy uważają, że w ważnych kwestiach mogą jeszcze coś zdziałać indywidualnie lub w małych grupach.

Jest tajemnicą poliszynela w futsalowym światku ekstraklasowym, że władze zarządu Spółki FE pozostaną niezmienione na następną kadencje. Walne wspólników początkiem lipca dopełni tylko statutowych  formalności. Patrząc od strony kondycji spółki, nie dziwi mnie to, gdyż po latach „tarmoszenia się” z finansami została osiągnięta stabilność. Przybyło sponsorów, na banerach wybrzmiały nowe nazwy, kolory. Przekazy medialne poprawiły się. Ogólnie jest pozytywnie.

Niemniej jako felietonista optowałbym za ogłaszaniem konkursu, mimo że w zanadrzu byłbym pewny wyboru obecnego zarządu. Najzwyczajniej chciałbym się li tylko dowiedzieć, czy nie pojawił się jakiś nowy pomysł. Pomysł wspomagający dotychczasowe, lub wskazujący wartość dodaną. Pomysł, który po zaakceptowaniu spróbowałby realizować dotychczasowy staro-nowy zarząd. A tak, nie dowiemy się nic nowego. Zamkniemy się w kręgu dobrze nam do tej pory znanym. Co prawda minione trzylecie spowodowało, że ekstraklasa futsalu nie toczy się już jak Tanie Linie Kolejowe, ale też jeszcze nie jest owym nowoczesnym Pendolino. I dlatego, myślę, Rada Nadzorcza spółki winna bardziej otwierać się.

Jest takie powiedzenie – dopiero wiele ścieżek stworzy właściwą drogę. Na poparcie tej tezy przytoczę przykład rzeczny. Wisła dopiero wówczas staje się potężna, gdy przyjmie ileś tam dopływów.

Jak już jestem przy futsalowej ekstraklasie, to będzie niemal moim obowiązkiem napisanie, że jest ona solidnym kołem napędowym polskiego futsalu. Jednym z dwóch solidnych kół. Drugie koło, to reprezentacja futsalowa seniorów. Reprezentacja oraz ekstraklasa nadają obecnie ton kierunkom działania polskiego futsalu. Wyznaczają ścieżki, którymi należy podążać dla wytyczenia właściwej drogi rozgrywkom I ligi, reprezentacji młodzieżowej oraz wszelkim innym rywalizacjom.

I szkoda tylko, że klubowa całość polskiego futsalu jeszcze tego nie dostrzega. A przykładem jest nikły udział klubów w corocznych spotkaniach wyborczych, zwoływanych przez PZPN. Spotkaniach, podczas których istnieje jedyna w swoim rodzaju możliwość zmierzenia się w dyskusji z przewodniczącym związkowej Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Jest możliwość merytorycznego podyskutowania, by później nie ulegać stugębnej plotce, względnie – wykorzystując w przenośni cytat pana Zoli z pierwszego felietonowego akapitu - nie dawać się wkomponowywać w futsalową ślepotę. 

Długo czekało w środowisko futsalowe na zapowiadane przez kierownictwo związkowej Komisji wspomożenie klubów, które na poważnie podchodzą do rozgrywek młodzieżowych. Wreszcie tydzień miniony pokazał ową marchewkę. Ale też przy okazji i kij. Na wniosek Komisji zarząd PZPN uchwalił, iż kluby ekstraklasy oraz I ligi futsalu, które zagrały dwoma lub więcej drużynami w młodzieżowych mistrzostwach Polski otrzymają stosowne gratyfikacje finansowe. Brawo. Kijem, natomiast, okazała się decyzja związkowej Komisji Licencyjnej karzącej niemałą – jak na futsal – kwotą klub z Chojnic za nie wystartowanie w rozgrywkach U-18, do czego kluby ekstraklasy były zobligowane.

Dura lex sed lex – chciałoby się powiedzieć. Okazuje się, iż związek nie żartuje. A w przyszłym sezonie nawet zmagać się będą z tym problemem pierwszoligowcy, na których zostanie też nałożony licencyjny obowiązek wystartowania w kategorii U-18. Gdybyśmy do tego dodali ewentualny regulaminowy zapis o konieczności wpisywania do protokołu meczowego dwóch młodzieżowców (wiek do ustalenia) byłoby całkiem ciekawie. Chociaż szkoda, iż nie odbywałby się ów zaciąg młodzieżowy po tak zwanej dobroci tylko z przystawionym kijem. Ale takie drogi nakazujące klubom poważnie traktować futsal młodzieżowy są akceptowalne. Szkoda jedynie, że większość ligowych klubów futsalowych sama nie bierze się na serio za bary z problemem szkolenia młodzieży. I dlatego młodzieżowe koło napędowe, mimo wzrostu liczby startujących drużyn w MMP, jest jeszcze zbyt słabo oliwione, by stać się kolejnym napędowym polskiego futsalu.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...