Andrzej Hendrzak

Andrzej Hendrzak

Z notatnika dziejopisa

I stało się. Futsalowa Pogoń z miasta Szczecina po wielu całkiem przyzwoitych latach w futsalowej ekstraklasie wylądowała w I lidze. Znam takich, którzy już przed sezonem stawiali przy Pogoni 04 znak zapytania w typowaniu utrzymania się na kolejny sezon w rozgrywkach ekstraklasy. Przyznam, że po pierwszej rundzie zacząłem ich rozumieć. Rzeczywiście patrząc wstecz, symptomy słabości szczecinian czasami w sposób nieuchwytny, innym razem w sposób widowiskowy, objawiały się od pewnego czasu. Nie chcę w felietonie wskazywać, że to odejście prezesa Macieja do Warszawy miało aż tak wielki wpływ na fakt osłabnięcia pogonijnych notowań, ale coś na rzeczy w tym jest.

Po finałowych rozstrzygnięciach awansów oraz degradacji ekstraklasowych najcenniejszą informacją minionego sezonu dla wielu klubów ekstraklasy oraz I ligi wydaje się być degradacja Pogoni oraz AZS z Gdańska. Najcenniejszą pod kątem kosztów meczowych. Najzwyczajniej nie będą one musiały odbywać dalekich wojaży nad polskie morze, by rozgrywać mecze. To, co po części cieszy kluby ekstraklasowe, nie jest dobre dla pierwszoligowców z grupy północnej. Spadek nadmorskich eks-ekstraklasowców zdecydowanie podniesie koszty rozgrywek tej grupy dla innych zespołów. Szczególnie eskapada do Szczecina będzie droga, a już wydawało się, że po wycofaniu się z rozgrywek teamu z Zielonej Góry wyjazdowa średnia kilometrowa ukształtowana została na poziomie do przyjęcia dla wszystkich. Ale cóż, nikt nikomu nie obiecywał, że rozgrywki będą tanie. A kierując się filozofią pewnego związkowego wiceprezesa dopowiem, iż nikogo na siłę nie przymusza się też do rozgrywek.

Sport zawsze wiąże się z ryzykiem. Podobnie udział w rozgrywkach. I jeżeli futsal chce być poważany, nie może stawiać na taniość. W sporcie ryzykują zawodnicy – choćby kontuzją. Ryzykują kluby – na przykład słabymi wynikami. Ryzykują szkoleniowcy – reputacją. Ryzykują sędziowie – obśmianiem. Ryzykują też kibice – pieniędzmi stawianymi u bukmacherów. A mimo wszystko, razem wzięte te ryzyka nakręcają widowisko sportowe.

Oczywiście – jak przy każdym działaniu – nie brakuje w sporcie, w tym i futsalu wielu absurdów. Czasami nawet zakrywają one oparami wizerunek dyscypliny. Niemniej, choć zabrzmi to nieco niedorzecznie, zarówno wpadki jak i ryzyka nadają swoistego kolorytu widowisku.  Oby tylko nie były nagminne i raczej zdarzały się poza parkietami hal. Zauważcie przy tym, drodzy czytelnicy, kiedy było najgłośniej o futsalu w minionym sezonie? Otóż wtedy, gdy w związku coś zakręciło się lub nie przy losowaniu, albo gdzieś tam w rozgrywkach młodzieżowych ręcznie jakiś działacz próbował kimś, czy też czymś posterować. Tak jakoś mają nasze media, że nie wyłącznie pozytywy opisują barwniej oraz częściej. I może dlatego futsal najbardziej medialny był za rządów pana Kazimierza.

Czerwiec jest bardzo aktywny dla naszych reprezentacji futsalowych – seniorskiej, młodzieżowej, kobiecej. Najbliżsi ważnej europejskiej imprezy są podopieczni Łukasza Żebrowskiego. Wystartują w futsalowych finałach EURO U-19. Tak sobie myślę, gdzie należy poszukiwać futsalowych  talentów, jak nie ta tej imprezie? Gdzie szukać tej futsalowej spontaniczności, nieskażonych manierami zawodników, jak nie w takich kadrach? Kilka nazwisk naszej futsalowej młodzieży posiadłem w pamięci, ale nie chcę zapeszać ich wyjawianiem przed turniejem. Oby wpadły też w notesy bardziej ode mnie zacnych szkoleniowo obserwatorów. I mam nadzieję, że podczas finałowych gier nie będziemy chwalić tylko obcokrajowców. To ostatnie zdanie piszę nieco z sarkazmem, gdyż mając świeżo w pamięci trawiaste EURO U-20 w Polsce, mogę powiedzieć tylko, że zaimponowaliśmy głównie publicznością. Co już w czempionatach młodzieżowych staje się naszą tradycją. Dlatego życzę polskiej młodzieży futsalowej, by ową tradycję zmieniła.

Polski minister sportu został szefem Międzynarodowej Agencji Antydopingowej. I jest to dla Polaka gigantyczne osiągnięcie. W zasadzie największe w historii polskiego sportu. Na kanwie tego wyboru przejdę do rzeczy maluczkich, chociaż dla futsalu naszego niezwykle ważnych. Co prawda prezes Boniek jest w ścisłych władzach UEFA - i chwała mu za to, że potrafił się tam ulokować - ale mam do prezesa prośbę. Taką maluczką, nieśmiałą. Może udałoby się do europejskiego gremium futsalowego wskazać jakiegoś Polaka? Ma polskie środowisko kilku ciekawych działaczy, powiązanych stricte tylko z futsalem. I o takich ludzi mi chodzi. Nie o kolejnego „trawiastego”, dla którego taki awans byłby jedynie przysłowiowym „kwiatuszkiem do kożuszka”. A jak już jestem przy takich ogólnych personaliach, to pozwolę sobie zaapelować do ligowych klubów polskiego futsalu. Spróbujcie podczas kolejnych wyborów delegatów na coroczny zjazd PZPN wybrać chociażby jednego delegata klubowego – spoza związkowej Komisji. Inaczej pomyślę, że tylko panowie prezesi potrafią gadać, gadać, gadać. 

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niby zakończył się sezon futsalowy, chociaż dla chcących być akuratnymi w statystyce pozostał jeszcze do rozegrania jeden mecz barażowy o ekstraklasę. I gra w nim – co było nie do pomyślenia jeszcze lat temu kilka – Pogoń 04 Szczecin.

Nie ma sport szczeciński dobrych dni w minionym sezonie. Przypomnę tylko upadek z wielkim hukiem siatkarskiego teamu Stoczni Szczecin. Budowany z pompą zespół - z najlepszym siatkarzem mistrzostw świata Bartoszem Kurkiem jako wizytówką - zgasł niezwykle szybko. Nie wiem, jaki los dany jest Pogoni, ale bywa, że nie tylko wielkie projekty palą z czasem na panewce. Bowiem nic nikomu nie jest dane na zawsze. Niemniej, szkoda byłoby pisać kolejny felieton w tonie gorzkim, jak poranna kawa, dla szczecińskiego futsalu. Zresztą miniony sezon futsalowy nie powalił mnie tak ogólnie na kolana. Był najzwyczajniej przeciętny. Był ostatnim – przynajmniej na obliczalną perspektywę – dwunastozespołowym w ekstraklasie. Jako felietoniście jest mi to obojętne. Jako działaczowi futsalowemu już nie. Nie akceptuję bowiem rozmywania tym sposobem poziomu sportowego w - i tak już nierównej - stawce klubów ekstraklasy. Zamiast postępującego profesjonalizmu wieszczę tym samym kolejne lata amatorki.

Kluby ekstraklasy cechuje wybitnie radosna twórczość. Nawet nie próbuję zrozumieć dlaczego, gdyż racjonalnie jest to niezrozumiałe. Podjadać (czytaj odrzucać) własny ogon, gdy nie jest się padalcem, jest rzeczą delikatnie mówiąc dziwną. Ale jak już kluby poszły na całość, to i felietonista może to zrobić. Dlatego proszę PZPN o nie wycofywanie się – mimo monitów ze strony spółki FE - z podjętej rok temu (przy decyzji o powiększaniu ekstraklasy) uchwały regulaminowej, mówiącej o degradacji bezpośredniej po sezonie trzech zespołów z ekstraklasy i awansie w to miejsce trzech drużyn pierwszoligowych. Awans nowych pierwszoligowców pomoże w promocji futsalu w kraju. Pomoże niedużym ośrodkom. A ekstraklasa winna sama wypić to piwo, które nieprzemyślanymi do końca reformami sobie nawarzyła.

Patrząc w minionym sezonie na „reformy” futsalowej ekstraklasy przypomina mi się pewien dialog z kultowego „Misia” Barei. Prezes Ochódzki pyta w nim – po co jest ten miś. I sam odpowiada – nikt nie wie po co, ale odpowiada żywotnym potrzebom społeczeństwa i to jest miś na skalę naszych możliwości. Być może niezbyt dosłownie przekazałem dialog, ale sens oddałem wiernie. A od siebie dodam jeszcze – mniej spektaklu, więcej wizji.

Drodzy czytelnicy, czy zastanawialiście się kiedyś, jak mocny personalnie jest polski futsal? I wcale nie chodzi mi w tym pytaniu o poziom sportowy zawodników, możliwości sponsorskie, czy umysły działaczowskie, względnie szkoleniowe. Zapytam krótko - czy w historii polskiego futsalu pojawiła się osobowość, która wywarła na niego tak przemożny wpływ, jak choćby Lato, Boniek, Lewandowski na piłkę trawiastą? Otóż nie. Wymienieni są rozpoznawalni od przylądka Horn po biegun północny, wszerz i wzdłuż kuli ziemskiej.

W polskim futsalu, co najwyżej kilka osób znanych jest w różnych środowiskach pozafutsalowych. Żaden polski futsalista nie zakotwiczył na dłużej poza granicami. Co prawda, kiedyś Dariusz Dziekanowski był z ramienia PZPN ambasadorem przy reprezentacji futsalu, ale było to głównie papierowe ambasadorowanie. Podobnie, jak później dawanie twarzy futsalowi przez Mączyńskiego. Proszę mi wierzyć, większość ludzi futsalu jest dla szeroko pojmowanej społeczności sportowej w Polsce najzwyczajniej anonimowa. I dlatego futsal polski jest zawsze w tak zwanym niedoczasie. I dlatego to właśnie trzeba odmienić – panowie prezesi, przewodniczący.

Przeczytałem niedawno dwa ciekawe artykuły o świętowaniu futsalu w Hiszpanii oraz o niedoborach statystycznych dotyczących futsalu w związku oraz Spółce. Przeczytałem wypowiedź Mariusza Milewskiego o słabościach w szkoleniu futsalowym w Polsce. Przeczytałem wywiad z reprezentantem Polski Tomaszem Luteckim, który negatywnie ocenia powiększenie ekstraklasy, mówiąc wprost, iż jest to krok wstecz. Pamiętam czasy, gdy pan Szatkowski prowadził w Katowicach dla Komisji Futsalu dokładne statystyki. Kontynuował po części jego prace pan Czeczko. Zapobiegliwie otoczył je opieką pan Szymura. Według tych statystyk między innymi była możliwość dokładnego obliczenia liczby bramek, strzelonych w rozgrywkach przez selekcjonera Korczyńskiego.

Nie wiem, co w kolejnych latach stało się z tymi danymi, tak jak nie wiem, dlaczego zaprzestano na początku kadencji pana Bońka profesjonalizacji I ligi futsalu. Zresztą pytań jest wiele. Tylko komu je zadawać, gdy personalnie co chwilę kto inny jest władny na nie odpowiadać? Czyżby pozostawał tylko prezes Ryszard? Ochódzki Ryszard.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...