Z notatnika dziejopisa

Jak co roku przed Wigilią zastanawiam się, czy ubyło wrogów. Nawet nie myślę, czy przybyło przyjaciół, bo nie to jest najważniejsze. Bycie felietonistą nie polega bowiem na spolegliwości wobec zdarzeń, czy osób. Zbigniew Herbert mówił - "Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną śmiecie". Ja powiem inaczej - zawsze będę zmierzał pod wiatr i nie dam się nieść bezwolnie. Każdy, nie tylko felietonista, ma swoich fanów, takich "małych Ludków". Są fani obłędu i są fani rozsądku. Kiedyś Paweł Zarzeczny (dziennikarz i felietonista znakomity) powiedział mi, aby sprawdzać poznanych szybkim pytaniem - ile jest 2+2x2. I od wyniku uzależniać stopień zażyłości. Tak robię i wielu eliminuje się. Na odpowiedź daję trzy sekundy i zaręczam Wam, że przesiew jest olbrzymi. Niedawno tym sposobem wyeliminowało się trzech członków zarządu PZPN, w tym nawet wiceprezes. A myślałem, że prezes Boniek, do którego mam spory szacunek za sportowe osiągnięcia, dobiera bardziej kumatych. Przynajmniej w liczeniu.

Lat temu kilka uczestniczyłem w takiej happeningowej Wigilii z Jackiem Kurskim i kilkoma innymi politykami Solidarnej Polski. Gdzieś tak pomiędzy barszczykiem a pasztecikiem rozmawialiśmy o barwach tęczy na warszawskim Placu Zbawiciela. Różne były poglądy, niemniej wigilijny czas je tonował. Wreszcie jako Polacy doszliśmy do wniosku, że biało-czerwone są niepodważalne. Nie da się bowiem ukryć, że to właśnie barwy biało-czerwone są większościowym systemem wartości Polaków. I takie biało-czerwone życzenia będą ode mnie dla wszystkich czytających moje felietony. Nieważne, czy z ochotą, czy ze złością. Jak w każdą Wigilię optuję  za wolnością nie myloną z dowolnością i przekazuję świąteczną życzliwość oraz wyrozumiałość. 



Tańcowały dwa Michały - taki jest początek znanego wiersza Juliana Tuwima. Cytując poetę na myśli mam Michałów - Widucha oraz Kubika, którzy grali ważne role w telewizyjnym meczu ekstraklasy futsalu pomiędzy Pogonią 04 Szczecin a Piastem Gliwice. Miałem w związku z tym meczem niemały zgryz, gdyż na innej stacji leciała transmisja siatkarskiego hitu ZAKSA - Resovia (2:3), której jako fan resoviaków nie mogłem sobie też całkowicie odpuścić. Przy okazji pozdrawiam panią Anię z Rekordu, która - o ile wiem - kibicuje mocno ZAKSie. Pani Aniu, są jeszcze rewanże.

Ale wracając do Michałów. Widuch w bramce Piasta tylko potwierdził rewelacyjną formę i zasadność powołania do kadry przez duet trenerski Bianga - Korczyński. Potwierdził też moją tezę, iż bramkarz w dobrej dyspozycji wyrabia ponad sześćdziesiąt procent normy teamu futsalowego. To Widuch wygrał Piastowi ten mecz. Kubik, początkowo mało widoczny, w drugiej połowie starał się pociągnąć szczeciński zespół ku victorii, ale trafił mu się jeden błąd, który bezlitośnie wykorzystali rywale. Bardzo mi było szkoda w tym momencie tego jednego z najinteligentniejszych polskich zawodników futsalu. Ale - sympatyczny Michale - nie przejmuj się. "Kto nic nie umie, temu i pomylić się nie można" - jak mawiał jeden z poetów starożytnych Aten. Podobne błędy - co sam widziałem - i to w meczach międzynarodowych trafiały się i trenerowi kadry Korczyńskiemu, i szkoleniowcowi lidera ekstraklasy, Andrzejowi Szłapie. Dali sobie z tym radę i kontynuowali swoje wspaniałe kariery piłkarskie. Dasz radę i Ty. Wierzę w Ciebie. Michałów - Widucha oraz Kubika, dopisuję do swojej galerii wyróżnień. Na zakończenie pierwszej rundy figurują w niej - Groszak, Frajtag, Zastawnik, Foltyn, Mikołajewicz, Widuch, Kubik.

Całą rundę nie pisałem za wiele o Rekordzie Bielsko Biała. Zostawiłem sobie ten klub na świąteczny deser całkiem świadomie. I wiedziałem co robię. Teraz w jednym felietonowym materiale mogę napisać o niekwestionowanym liderze ekstraklasy oraz aktualnym mistrzu Polski do lat 20 z mistrzostw minionego weekendu w Oleśnicy. Brawo, Bravissimo, Gratulacje, Complimenti. Szczególnie kieruję te słowa do pana Janusza Szymury - niemal instytucji polskiego futsalu. Myślę, że przyjdzie czas, by coś więcej napisać o samym prezesie i jego zasługach dla futsalu. Dzisiaj skoncentruję się na klubie. Odbieram Rekord jako doskonale zorganizowaną firmę. Pisząc klub, nie przesadzam - chociaż nazwy "klub" można byłoby uznać za nadużycie do wielu stowarzyszeń w polskim futsalu, które po bliższym zapoznaniu okazują się co najwyżej solidnymi drużynami.



Pamiętam, jak budziłem się rankiem w hotelu Rekordu, jadłem śniadanie, a obok na hali ćwiczyły jakieś małe brzdące. Później przychodziły starsze dzieci, młodzież. I tak przez cały dzień. Chapeau bas - panie Januszu. Chciałoby się mieć w polskim futsalu, przynajmniej ekstraklasie, więcej Rekordów. Takich klubów, które potrafią wystawić zespoły do młodzieżowych mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach, a nie tylko - jak nakazuje obowiązek - w jednej. Pozostaję optymistą i wierzę, że w kolejnych latach przybędzie naśladowców rekordowego "cudu futsalowego". I tego polskim klubom futsalu na Wigilię życzę.

Wracając jeszcze na moment do Rekordu. Zawsze twierdzę, że w grach zespołowych potrzebne są gwiazdy, ale wygrywa zespół. Szkoleniowcom Rekordu, Szłapie oraz Nawratowi udało się skompletować ciekawy wzajemnie uzupełniający się team. Jest w tym gronie dwóch Czechów, jest dwóch Ukraińców, wreszcie są Polacy - i młodzi, i doświadczeni, w tym trzech aktualnych kadrowiczów. Zapewne jest atmosfera zwycięzców, bo bez tego nie ma sukcesów. Gdyby nie podział punktów po dwóch rundach, już dzisiaj odważyłbym się gratulować Rekordzistom mistrzostwa. Przy obowiązującym regulaminie ligowym jeszcze wstrzymam się.

Natomiast nie wstrzymam się z osobistymi gratulacjami dla nowo-upieczonych wicemistrzów Polski U-20 z AZS UMCS Lublin. Już po turnieju półfinałowym pisałem w jednym z wcześniejszych felietonów, że byłem pod wrażeniem ich gry. Jeszcze raz gratuluję. Cieszę się tym bardziej, że jest to zespół występujący pod nazwą mojej lubelskiej Alma Mater.
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Wreszcie PZPN zakończył sagę personalną futsalowej Polski i powołał skład Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Jak ktoś oczekiwał, że z dużej chmury spadnie spory deszcz, niewątpliwie zawiódł się. Zmiany nastąpiły w konwencji wiosennego, oczyszczającego deszczyku, bez typowej majowej burzy z piorunami. Zastosowano wyborczy kompromis, polegający na zadowoleniu szefów wojewódzkich struktur związkowych oraz spełnieniu wyborczych obietnic. Nadzorujący układankę wiceprezes organizacyjny Nowak nie okazał się Aleksandrem Macedońskim i nie wybrał opcji przecięcia "działaczowskiego węzła gordyjskiego". Zobacz także: Poznaliśmy skład "nowej" Komisji FutsaluWybrano powiększenie liczbowe komisji oraz dla spokoju wewnętrznego dodano funkcję drugiego wiceprzewodniczącego. Mimo tych roszad w nowym rozdaniu zabrakło wyrazistych postaci, takich stygmatyzujących, jakimi w przeszłości byli w komisji, choćby panowie Wolny, Sowiński, czy Greń. Jest raczej miałko i posłusznie. Włodarze PZPN, beniaminkowi futsalowemu, za jakiego uchodzi w środowisku przewodniczący Kaźmierczak, dodali na zastępców weteranów komisyjnych w osobach panów Duraja oraz Morkisa. Do pisania protokołu wyznaczono sprawdzonego pana Gryckiewicza z regionu kujawsko-pomorskiego. Do kompletu dopisano pana Kulczyckiego, całkiem słusznie, gdyż jest delegatem środowiska futsalowego na Walne Zebrania PZPN, panią Straszewską, znaną z działalności futsalu młodzieżowego, szefową łódzkich struktur futsalu, pana Gnybka, przedstawiciela futsalu wielkopolskiego, drugiej po Śląsku siły liczebnej damskiego i męskiego futsalu, panów Krawczyka i Rekścia - odpowiednio z Podkarpacia oraz Podlasia, a niejako przy okazji przedstawicieli klubów I ligi. Wreszcie niejako na deser dołożono silną grupę ekstraklasowej Spółki w osobach prezesa Rady Nadzorczej, pana Dąbrowskiego oraz szefa Komisji Ligi, pana Czeczko. I to tyle, co na dzisiaj o komisji da się napisać. Co najwyżej można jeszcze wyrazić nadzieję, iż każda z tych osób wstępując do komisji przychodzi z dobrymi intencjami i będzie działać bez intencji złych. Jest takie biblijne często cytowane - "A fructibus eorum cognoscetis Eos". I niech to przetłumaczone na język polski - "Po ich owocach ich poznacie" - zawsze pozostanie w pamięci członków komisji i oznacza, że oceniona zostanie ich praca nie po chwilowych sukcesach, po doraźnym porywach, ale po budowli futsalowej, którą wzniosą w trakcie swojej kadencji.



Tyle o futsalu w wersji oficjalnej. Teraz przechodząc do wersji felietonowej spróbuję wyjaśnić czym jest produkt. Może czasami przewinie się nawet w tle nazwa futsalowy produkt, ale nie przesadzajmy z tym zjawiskiem w powiązaniu z polskim futsalem. Otóż, najkrócej i najjaśniej pisząc, produktem w koncepcji  marketingowej - gdyż głównie w tym aspekcie powinien interesować środowisko futsalowe - jest zespół cech i właściwości, które mogą służyć do zaspokojenia konkretnych potrzeb przez potencjalnego nabywcę, użytkownika, właściciela produktu lub osobę doświadczającą możliwości korzystania z produktu. I już na początku wyjaśnię, że nie potrafię całkiem merytorycznie odpowiedzieć, czy stan obecny futsalu w Polsce odpowiada oczekiwaniom, pragnieniom zarówno tych, co dają towar o nazwie futsal, albo tych, co ten towar chcą kupić za przyzwoite pieniądze. Według subiektywnego odczucia - nie odpowiada. Idąc dalej tropem definicji marketingowej, produktem krótko określa się każdy obiekt rynkowej wymiany oraz wszystko co może być oferowane na rynku. Futsal na rynku jest oferowany przez PZPN, Spółkę Futsal Ekstraklasa, kluby, różne stowarzyszenia, uczelnie - ale poważnych kontrahentów nie przybywa. Jedynym, co bezsprzecznie rośnie, jest liczba kliknięć w Internecie. Niestety, nie przekłada się to na wymierne (czytaj kasowe) korzyści. Dla największego gracza, czyli dla PZPN, najważniejszy pozostaje futbol trawiasty. I to nie dziwi, więc należy szukać niekonwencjonalnych rozwiązań.

Pamiętam dobrze jak związek kilka lat temu nie wykorzystał - i to całkiem świadomie - szansy na niemal skokowe wypromowanie produktu futsalowego. I to wypromowanie go w Polsce na imprezie o światowym zasięgu. Był to czas, kiedy Wrocław otrzymał organizację The World Games 2017 - Igrzyska Sportów Nieolimpijskich. Jest tradycją tej imprezy, że organizator może dopisać do programu kilka wskazanych przez siebie dyscyplin. Kierując w opisywanym momencie polskim futsalem wspólnie z panem Szymonem Czeczko, który wtedy szefował Spółce Futsal Ekstraklasa, podjąłem działania, aby przekonać kierownictwo PZPN o celowości aplikowania w tej sprawie. Za przyjęciem futsalu do programu World Games 2017 było we wstępnych rozmowach nawet miasto Wrocław, ale sprawa utknęła w PZPN. Swoje dołożyły UEFA, czy też FIFA, które nie podjęły tematu dofinansowania. Związek zajęty wówczas bardziej przedwyborczymi grami zamknął sprawę krótkim "nie ma kasy". Gwoli prawdy historycznej dopowiem, że do pomysłu nie byli przekonani, między innymi, nadzorujący wówczas futsal wiceprezesi PZPN - panowie Bugdoł i Bednarek oraz pan Padewski - obecny wiceprezes PZPN (w tamtych latach szef Dolnośląskiego ZPN). A jak związek pozostawał bierny to i Ministerstwo Sportu, z którym rozmawialiśmy, nie naciskało. I tak przepadła wielka szansa na wypromowanie produktu futsalowego, jakiej długo, a może wcale Polska nie będzie miała. Za to wypromuje się fistball, wrotki, przeciąganie liny, czy bule. Tak na marginesie te ostatnie są jednym z moich ulubionych sportów, a poznałem je we Francji dzięki naszemu znakomitemu niegdyś piłkarzowi Henrykowi Kasperczakowi. Pozdrawiam go w dalekiej Afryce.



Felietony zawierają puentę. Nie trzeba o niej w zasadzie pisać, gdyż przeważnie wynika z tekstu. Tym razem jednak zaakcentuję. Drodzy sympatycy futsalu, do których i ja się zaliczam, nie będzie przez najbliższe pół wieku futsalu na Igrzyskach Olimpijskich. Nawet Brazylia nie zaproponowała go do dyscyplin pokazowych w Rio de Janeiro 2016. Jak nie zrobiła tego Brazylia, to kto ma to zrobić? A jak czegoś nie ma na IO, to jest niszowe. Wiedzcie też, że za czasów prezydenta UEFA Platiniego zlikwidowano futsalowy turniej ME do lat 21. Widać futsal nudzi włodarzy wielkiej piłki. Dowiodę nawet tej tezy drzemką Platiniego podczas finałowego meczu ME w futsalu w Debreczynie. Widziałem, bo siedziałem niedaleko. I jeszcze drobna wrzutka do polskiego ogródka. Argentyna - organizator w Buenos Aires w roku 2018 Igrzysk Olimpijskich Młodzieży (startują reprezentacje do lat 18), wpisała jednak futsal do programu imprezy. Brawo, Bravissimo Argentyno. Ucz się Polsko. Ucz się "pezetpeenie". Patronat nad imprezą objął sam Lionel Messi. A tak przy okazji, idę o spory zakład, że mało kto słyszał o umieszczeniu "małej piłki" w programie IOM Buenos Aires 2018. Sprawdziłem telefonicznie i na 12 osób z grona decydentów polskiej piłki - i futsalowej też - temat znało ledwie dwie. Na szczęście o argentyńskich igrzyskach wiele wie pan Jakub Mikulski i informuje kogo może. Nie jestem aż takim wizjonerem, geniuszem, czy szaleńcem, aby przewidywać bezbłędnie przyszłość. Niemniej kto wie, czy z czasem jedynym wyjściem dla futsalu na pokazanie się jako dobrego marketingowo produktu nie będzie niezależna futsalowa organizacja narodowa oraz ponadnarodowa. I tylko w takiej konfiguracji przestanie być on postrzegany jako ubogi, bardzo ubogi krewny futbolu.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Kiedy pan Greń przychodził po raz pierwszy do futsalu, był rok 2004. Już wtedy wraz ze swoim otoczeniem myślał o porządkowaniu zasad środowiska na wzór piłki trawiastej. Jednak za sprawy licencyjne na serio zabrano się w Wydziale Futsalu dopiero w roku 2009, kiedy pan przewodniczący Kazimierz nie kierował już polskim futsalem. Jedną z pierwszych licencyjnych "ofiar" było Jango Katowice. Nieco później, już w czasach, kiedy pan Greń po raz drugi, tym razem w duecie z panem Durajem zarządzali polskim futsalem, wykruszył się "marchewkowy" Toruń. Ale licencje były coraz bardziej skuteczne dla tworzenia pozytywnego wizerunku klubowego. Co prawda nie sprostali licencjom w minionych latach i inni, ale kluby, które pozostały w rozgrywkach, wzięły się w garść i nie ma już beztroskiego "jakoś to będzie". Nie ma myślenia typu - może załatwi się sprawę w PZPN. Futsal dzięki systemowi licencyjnemu wzbogacił się o przeszkolonych specjalistycznie trenerów. Kluby są rejestrowane jako - co najmniej - stowarzyszenia, jest zabezpieczenie medyczne, z licencją spiker oraz osoba odpowiedzialna za bezpieczeństwo. Uregulowane są zasady finansowe. Można byłoby wymienić jeszcze inne pozytywy, o które w tamtej pogreniowej kadencji zadbano. Ważne było, że w latach 2008-2011 komisja licencyjna znajdowała się  w gestii Wydziału Futsalu PZPN i działali w jej strukturach ludzie rozumiejący futsal. Od 2012 roku zarząd PZPN przekazał licencje futsalowe ogólnej komisji związkowej, do której - według mojej wiedzy - nie powoływano ludzi powiązanych z futsalem. I to był błąd, który ciągnie się nadal. I jest obecny również w nowym związkowym rozdaniu. Niewątpliwie nadal najtrudniej jest z infrastrukturą. Niestety, na nią wpływ komisje licencyjne mają najmniejszy. Ważąc decyzje dopuścić do gry z ograniczeniami, czy nie dopuścić - niemal zawsze wybierana jest ta pierwsza opcja. I słusznie. Korzystając jednak z faktu, że podjąłem temat licencyjny apeluję do klubów - wierćcie przysłowiową dziurę w brzuchu włodarzom waszych miast, gestorom używanych obiektów, aby ciągle doskonalili infrastrukturę sportową, z której korzystacie. Aby obiekty sportowe były unowocześniane i wypierały z futsalowego krajobrazu "mini-hale". Wykorzystujcie do tego, drodzy prezesi, zapisy podręczników licencyjnych. A nuż powiedzie się z czasem.



Zawiodłem się na działaczach PZPN odpowiedzialnych za futsal oraz związkowe sprawy organizacyjne w kontekście poniedziałkowo-wtorkowych meczów Polska - Belgia w Zielonej Górze. Pamiętam, jak podczas tegorocznego Superpucharu w Chojnicach ówczesny przewodniczący komisji futsalu, Bogdan Duraj opowiadał mi, że jest wspólnie z wiceprezesem PZPN, Eugeniuszem Nowakiem na dobrej drodze w rozmowach zmierzających do realizacji przez telewizje transmisji meczów reprezentacji Polski w futsalu. Także towarzyskich. Tymczasem kicha. Być może wpływ na to miały niedawne wybory w PZPN i zbyt krótki okres organizacyjny na przygotowanie się. Być może wpływ miała zmiana na stanowisku przewodniczącego futsalu. Nieważne, falstart medialny został przez kibiców z całej Polski zapisany. Transmisji telewizyjnej nie było. Nie było też przekazu internetowego. Pozostało śledzić opisy na "lajfach". Ale to był tylko - jak mawiają Niemcy - ersatz. Rozumując po polsku, taki sztuczny miód, zamiast naturalnego. Panowie prezesi z PZPN, panie przewodniczący komisji futsalu - apeluję o mobilizację, aby podczas polskich eliminacji ME w kwietniu wszystko telewizyjnie, internetowo zagrało. Tego oczekuje, a nawet żąda Polska Futsalowa. I pomyśleć, że jeszcze niedawno niektórzy członkowie komisji futsalu namawiali kluby ekstraklasy do przejścia pod rozgrywkową kuratelę PZPN. Na szczęście odbierane to było przez środowisko jako przysłowiowe głosy wołającego na puszczy. Jest takie popularne powiedzenie - "lepszy wróbel w garści niż gołąbków sto... na dachu". I tego z telewizjami, transmisjami trzymajcie się drodzy prezesi ekstraklasy - klubowi oraz spółkowi.



Cztery gole oraz golowe asysty - to dorobek Marcina Mikołajewicza, kapitana naszej futsalowej reprezentacji, w wygranym przez FC Toruń wyjazdowym meczu z AZS Katowice. Marcina poznałem gdzieś około 2009-2010 roku. O ile pamięć mnie nie myli, był już piłkarzem Pogoni 04 Szczecin i dobijał się o stałe miejsce w seniorskiej reprezentacji Polski. Widziałem w nim człowieka, który stawia sobie jasne cele i będzie zawsze dążył do ich realizacji. W sensie sportowym była to jak najlepsza gra i bycie kadrowiczem. Marcin jest znakomitym przykładem, jak pracą można osiągnąć sportowe najwyższe cele. Kiedy był powoływany do reprezentacji po raz pierwszy - o ile pamiętam z klubu pierwszoligowego - wielu "znawców" mówiło "po co takiego niewyrobionego chłopaka powoływać", "on nic nie wniesie". Mija siedem, a może osiem lat i Marcin dalej jest powoływany. I do tej kadry jednak coś wnosi. I niech wnosi jak najdłużej - życzę mu. Niech wreszcie wyzwoli na meczach reprezentacji swoje umiejętności klubowe w całości, bo rezerwy są. Marcin miał szczęście do trenerów klubowych. A na pewno w jego karierze pomogło dogadanie się z ówczesnym prezesem Pogoni 04, Maciejem Karczyńskim i transfer do portowego klubu. W Pogoni 04 popracował z Gerardem Juszczakiem, a obecnie w Toruniu trenuje pod okiem Klaudiusza Hirscha. Obydwaj szkoleniowcy to uznane trenerskie postacie polskiego futsalu. Byli trenerzy reprezentacji narodowych. W grze Marcina zawsze lubiłem popatrzeć, jak jest trudnym przeciwnikiem do przewrócenia, przepchania. Lubię tę jego grę tyłem do bramki. Wreszcie, lubię te mocne zaskakujące uderzenia. Oby strzelał wiele goli i jak najdłużej - tego też życzę. I dopisuję, jako piątego, do mojej prywatnej listy wyróżnianych futsalistów polskich trwającego sezonu. Myślałem, że po meczach Polska - Belgia bardziej wzbogacę swój notes. Niestety, nie miałem możliwości zobaczenia na żywo meczów (o czym pisałem wyżej), więc nie będę się wymądrzał w ocenach. Jedynie wyrażę zadowolenie, iż mój faworyt, Cleverson Pelc, powracając do kadry po latach, wpisał się na listę strzelców. Oby tak dalej, Clevi. A nasi trenerzy oraz zawodnicy remisując 3:3 oraz deklasując przeciwnika 6:1 wykonali lepszą robotę na parkiecie, niż działacze w zakresie transmisji. I tak należy trzymać.
 
 Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Z zainteresowaniem wsłuchałem się oraz wczytałem w przesłanie przewodniczącego Komisji Futsalu PZPN, Adama Kaźmierczaka, mówiącego o swoim wyborze i najważniejszych zadaniach na tym stanowisku. Postaram się przekazać jego słowa może nie dosłownie, ale w miarę wiernie - "Element, że z województwa łódzkiego wywodzą się mistrzowie Polski w futsalu i beach soccerze przeważył na korzyść mojej kandydatury, która miała zapobiec pewnym rozgrywkom i konfliktom między ścierającymi się w PZPN innymi pretendentami do tego stanowiska. Teraz jednym z najważniejszych zadań będzie scalenie środowiska futsalowego i beach soccerowego. To kluczowa sprawa, bo są to dziedziny futbolu, które można dość intensywnie rozwijać. Tu jest jeszcze dużo do zrobienia. W tych dwóch odmianach piłki nożnej tkwi duży potencjał, który trzeba wykorzystać. Przy skłóconym środowisku trudno będzie jednak myśleć o rozwoju. Dlatego trzeba zrobić wszystko, by każdy ciągnął ten wózek w tym samym kierunku". Podpisuję się obiema rękoma pod tymi słowami i życzę, by panu Adamowi udało się. Niemniej, wiem z autopsji, że będzie trudno i finalnie raczej nie do realizacji. Niedawno wypatrzyłem u jednego z kronikarzy myśl  taką - "Jak twe powodzenie widzą, z zazdrości ci życie obrzydzą". Jak ulał pasuje od czasu do czasu do poletka, którym będzie zarządzać pan przewodniczący Adam. Obrzydzanie w sposób nie tylko merytoryczny, ale i z chwytami quasi politycznymi bywa tutaj na porządku dziennym. Podejrzewam, że  przewodniczący nie ma możliwości stworzenia autorskiego składu Komisji, gdyż  są jakieś przedwyborcze zobowiązania wobec tak zwanych baronów wojewódzkich. I w tym tkwi cały szkopuł. Sławetny Onufry Zagłoba mawiał w sytuacjach skomplikowanych "nic to" i raczył się miodem. Tego przewodniczącemu nie suponuję, ale i nie zazdroszczę rozwiązywania personaliów futsalowego, czy plażowego węzła gordyjskiego. Niemniej, może i dobrze, że na razie nie poznaliśmy składu komisji. Za tydzień Polska gra w Zielonej Górze z Belgią. Niech organizacja dwumeczu idzie więc jeszcze na konto starej komisji. A, dopiero kolejne imprezy na konto nowego rozdania pod symboliczną Gwiazdkę.  

Na szczęście takich dylematów nie mają futsaliści i grają co potrafią najlepszego, strzelają kapitalne gole, bramkarze wykonują przepiękne parady, całość kręci się w miarę do przodu, nie interesując się rozgrywkami przy przysłowiowym zielonym stoliku. I taki futsal akurat lubię. Bardzo lubię. Na pewno lubi go też Maciek Foltyn, który niedawno jako golkiper zaliczył swojego drugiego gola strzelonego w tym sezonie. A w sumie ma ich na swoim koncie w meczach ekstraklasy futsalu, 10. Jeżeli do tego doliczymy jedną bramkę w reprezentacji - wyjdzie 11 goli. A przypomnę, Maciek jest tylko bramkarzem. Brawo, brawo, jeszcze raz brawo dla kapitana walecznej drużyny z Pniew. Pamiętam radość Maćka, młodego, dwudziestoletniego chłopaka, zaczynającego karierę, kiedy w 2012 roku gratulowałem mu wywalczenia mistrzostwa Polski z drużyną Akademia FC Pniewy (wcześniejsza nazwa Poznań). Już rok wcześniej obserwowałem jego zmagania w reprezentacji U-21 u trenera Gerarda Juszczaka.  Rok 2012 pozwolił mu zadebiutować w seniorskiej kadrze Vlastimila Bartoska w meczu z Czarnogórą na wyjeździe (porażka 2;3). Talent Maćka systematycznie rozwijał się i teraz 24-letni zawodnik jest kapitanem pniewskiej drużyny. Oglądając go w meczach widzę, jak swoimi interwencjami czy golami napędza zespół. A bramkarz w futsalu, podobnie jak w hokeju czy piłce ręcznej, potrafi wygrać mecz. Fachowcy mówią, że dobry golkiper futsalowy to 60 procent zespołu. Ja dodam jeszcze z 10 procent do tego. Dopisuję więc Maćka do mojego kajetu z nazwiskami do wyróżnienia na ten sezon. Jest czwarty po Groszaku, Frajtagu, Zastawniku. Trochę mało, ale niedługo gra kadra z Belgią i może moja lista nabierze tempa. Dzisiaj przy ciągle doskonalonej taktyce gry w futsal bramkarskie popisy strzelecie stają się niemal chlebem powszednim. A pamiętam, jak wielką sensację wzbudził w środowisku gol Krystiana Brzenka w wygranym towarzyskim meczu z Holandią w 2006 roku w Suwałkach.    

Włócząc się po różnych futsalowych halach szczególnie przyglądam się organizacyjnej otoczce. W opisie meczu piłki trawiastej, który zdarza mi się często wypełniać, od najwyższej klasy do co najmniej III ligi jest taki punkt - "Polityka informacyjna Klubu / Organizatora imprezy (włączając stronę www, bilety, ulotki, regulaminy itp.)". Ważną częścią opisu są programy meczowe. Zasięgnąłem języka tu i ówdzie pośród bywalców futsalowych hal i stwierdziłem, że programów wydawanych przez kluby w ekstraklasie jak i w I lidze jest niewiele (sam widziałem takie w Wieliczce i w AZS UW w Warszawie), by nie powiedzieć mało. Może warto, panowie prezesi klubowi, zwrócić uwagę na ten niby drobiazg marketingowo-promocyjny. Pewnie wydatek nieduży, a pożytek spory. Podpowiadam gratisowo - uczmy się od lepszych.

Kiedy tydzień temu napisałem, że sama wiara w transmisje TV nie uzdrowi polskiego futsalu, nie spodziewałem się aż tak sporego odzewu i wsparcia mojej myśli. Dziękuję. Tym razem dorzucę inny temat - mata. Futsalowa mata, czyli mówiąc jaśniej wykładzina do gry. Na własne oczy w polskim futsalu widziałem tylko dwie należące do polskich klubów. Jedna - ta pierwsza, to była Akademii FC Poznań/Pniewy - Cezarego Pieczyńskiego, ta druga należała do Rekordu Bielsko Biała - Janusza Szymury. A gdzie reszta klubów, chciałoby się zapytać. Pewnie nie zanosi się, aby ktoś jeszcze taki trochę drogi, powiedzmy stutysięczny prezent sobie sprawił. Nie ma jej nawet PZPN. A to już wstyd, tym bardziej że na koniec swojej kadencji futsalowej w piłkarskiej centrali pozostawiłem w planowanym budżecie pomysł na jej zakup. A nawet wskazałem środki. Niestety, następcy nie uznali pewnie tego za ważne. I to był błąd. Cztery lata w tym temacie stracone. Niedługo eliminacje ME w Polsce. Bardzo jestem ciekaw, jak tym razem postąpi w zakresie nawierzchni na turniej PZPN. Czyżby znowu wypożyczał? Ale wracając do tak zwanej "maty klubowej". Wiem, że transmisje telewizyjne z meczami na tej nawierzchni mają swój urok. Nasz futsal nabiera od razu europejskiego wymiaru. Niemniej wiem też, że kluby powinny w jakiś sposób partycypować w kosztach przewożenia maty. Czy w piłce trawiastej - PZPN albo Spółka Ekstraklasowa sieją trawę na boiskach? Raczej nie. W futsalu klubowym też nie każdy mecz telewizyjny musi być grany na przesławnej macie. Dla mnie liczy się gra, gole, technika, fajerwerki. A tych i na zwykłym parkiecie może nie brakować. Nie róbmy więc na poziomie ligowym sztucznego problemu typu - mata a Polski Futsal.
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Nigdy nie ukrywałem, że bliska jest mi tradycja kresowo-galicyjska. Z tamtych stron wywodzili się moi dziadowie. Dziadek, pod-lwowski Galicjanin wpajał mi od młodości powiedzenie - klucz na wszelkie okazje. Brzmi ono - ES HAT MIR SEHR GEFREUR, tłumacząc na polski - bardzo mnie to cieszy. Przyznaję, zapomniałem o nim, ale niedawno wróciło do mojego słownictwa w związku z ogromem pytań o polski futsal, jego kondycję. Wielu moich rozmówców, może nawet i czytelników, oczekuje ode mnie krytyki. A najlepiej, by była to krytyka ich przeciwników, czasami wrogów. Czyżby chcieliby moim piórem prezentować na łamach swoje poglądy. Nic z tego - moi drodzy. Huśtajcie się sami ze swoimi teoriami. Ja podeprę się cesarzem Franciszkiem Józefem i powiem to swoje "es hat mir sehr gefreur".  

Zduńska Wola kojarzy mi się z trzema rzeczami. Po pierwsze, jest miastem rodzinnym klanu aktorskiego Królikowskich. Po drugie, jest tam firma, o której moja żona mówi z szacunkiem, gdyż produkuje znakomitą damską bieliznę. Po trzecie, w tym mieście ma swoją siedzibę futsalowy mistrz Polski - Gatta Active. Mając za niedalekiego sąsiada jednego z Królikowskich i widząc codziennie u żony pończochy Gatty musiałem, chcąc nie chcąc, dopełnić trzeciego ze skojarzeń i pojechać wreszcie na mecz mistrza w jego macierzystej hali. Wstyd przyznać, ale nie odwiedziłem Zduńskiej Woli, ani w czasie szefowanie polskiemu futsalowi, ani wcześniej czy później, mimo iż bywałem często w pobliskim lotniczym Łasku. Mając w głowie powiedzenie "lepiej późno niż wcale", wybrałem się do Zduńskiej Woli na mecz z Cleareksem Chorzów. Przed wyjazdem nasłuchałem się od różnych "życzliwych" - hala mała, organizacja nie za dobra, kibice niesforni. Przyznam, że trochę byłem tym zmieszany, tym bardziej, że mecz był z kategorii telewizyjnych live. Ale co tam - pomyślałem. Kto przeżył jako delegat ds. bezpieczeństwa PZPN kilka lat temu mecz Górnika Zabrze z Widzewem Łódź, gdzie polewaczki policyjne strumieniami wody gasiły rozentuzjazmowane głowy kibiców, gdzie było strzelanie policji do pseudokibiców, walka na kostki brukowe oraz latające toi-toie, zdemolowana część Zabrza i ponad dwudziestu lżej oraz bardziej rannych, nie powinien przejmować się. Ale z drugiej strony widziałem dwa dni wcześniej rozgrywki młodzieżowe organizowane pod auspicjami PZPN, podczas których gospodarze jakoś nie za bardzo przejęli się, gdy na halę wkroczyła grupka nieco "wczorajszych" kibiców i próbowała narzucić swoje obyczaje zabawowe. Dopiero stanowcza reakcja sędziego wymusiła interwencję. Jedna nie tak to powinno wyglądać - panowie organizatorzy tego turnieju. Nie taka kolejność działania. Szczególnie, gdy grają dzieci, trzeba sprężać się o porządek. Futsal Ekstraklasa wysyła na tak zwane mecze telewizyjne swoich przedstawicieli, aby wspomagali oraz koordynowali współpracę na linii klub - TVP, a także Spółka - TVP. Przy okazji zbierają doświadczenie dla Spółki, jak w przyszłości lepiej sprzedać produkt o nazwie "mecz telewizyjny". Nie jest sztuką zorganizować imprezę, mając wszelkie atuty w ręku, ale sztuką jest wykonać zlecone zadania mając tych atutów mniej. I to organizatorom Gatty udało się w meczu z Cleareksem. Jest takie mądre polskie przysłowie - "tak krawiec kraje jak materiału staje". W Zduńskiej Woli skroili minionego poniedziałku całkiem niezłe widowisko. I to skroili dla wybrednej publiki, bo na trybunach zasiedli - i przewodniczący Komisji Futsalu PZPN, i prezes zarządu Spółki Futsal Ekstraklasy, i politycy, i samorządowcy, i biznesmani, i działacze sportowi innych dyscyplin halowych, i przedstawiciele Łódzkiego ZPN. Aby dodać swoistego smaczku imprezie, nad całością czuwał prezes Rady Nadzorczej Spółki FE, Andrzej Dąbrowski. Uwijał się jak w ukropie, dopilnowując wszystkiego. I korona mu z głowy nie spadła, gdy sam przenosił ścianki medialne, czy wywieszał banery reklamowe. I nie miał do nikogo o to pretensji. Panie Andrzeju, chapeu bas.

Cleverson Lilton Pelc Fernandes, dla mnie Cleverson Pelc, a jeszcze krócej Clevi. Z byłym zawodnikiem futsalu włoskiego, o ile pamiętam, Kaos Futsal Bologna, zetknąłem się po raz pierwszy późnym latem 2009 roku. Tego polskiego Brazylijczyka polecił do naszej reprezentacji Adam Kaczyński, zapomniana już dzisiaj pewnie przez wielu postać polskiego futsalu, związana z Jango Katowice. W pewnym okresie była to nawet bardzo znacząca postać polskiego świata futsalowego. On wypatrzył Cleversona i sprowadził z Włoch do Polski. Trener Gerard Juszczak, który otrzymał zadanie przygotowania zespołu na Turniej Wyszehradzki, odbywający się w formule czterech państw po raz pierwszy właśnie  w 2009 roku, poszukiwał zawodnika ofensywnego, niekonwencjonalnego, z bardzo dobrą lewą nogą, potrafiącego zdobyć przewagę w grze jeden na jeden. Wybór padał na Cleviego. Wybór - jak okazało się - trafny. Cleverson szybko zasymilował się z kadrą, kolegami i był jedną z najjaśniejszych jej postaci. Szybko z Katowic przeszedł do mistrzowskiej Akademii Futsal Club Poznań. Clevi na tym etapie kariery był niemiłosiernie faulowany przez przeciwników, którzy nie mogli sobie poradzić z jego niesamowitą techniką. Później zniknął mi z pola widzenia aż odnalazł go i ponownie ściągnął do Polski jego były poznański trener, Klaudiusz Hirsch. Tym razem do Torunia. Wylewnie przywitaliśmy się na początku tego roku w Warszawie. Życzyłem mu powrotu do kadry i dlatego niezmiernie cieszę się, że trener Andrzej Bianga docenił jego grę i powołał do reprezentacji na najbliższe mecze z Belgią. Niewielu jest futsalistów w Polsce, których oceniam jako sportowców wysokiego poziomu. Cleverson niewątpliwie do nich należy. I to nie tylko ze względów sportowych. Będę zawsze trzymał kciuki za tego wielkiego serca do gry, filigranowego futsalistę. Przy okazji wspomnę, jak kiedyś Clevi mówił do mnie - "Prezes, w Brazylii jest wielu brazylijskich Polaków z paszportami. Szczególnie w Kurytybie. Gdyby tam pojechać, zobaczyć, ściągnąć ich bylibyśmy silni". No tak, ale u nas "farbowane lisy", drogi Cleversonie, nie są w modzie. Przynajmniej póki będzie coś znaczyć zdanie quasi eksperta Jana Tomaszewskiego.

Po powołaniu nowego przewodniczącego komisji futsalu PZPN środowisko futsalowe gotuje się jak w dobrym tyglu. Nawet nie wiedziałem, że prezes Kaźmierczak ma tak wielu znajomych w środowisku futsalowym. A może i on sam o tym nie wie. Jestem nawet pewny, że nie wie. Plotki, nie plotki, ale słychać w środowisku, jak wiele osób powołuje się na znajomość i możliwość oddziaływania załatwienia czegoś. Jak rozdają te osoby komisyjne awanse personalne. Jakie to takie śmieszne, małostkowe. Zresztą zawsze tak było. Ilu ja miałem kiedyś podpowiadaczy, uzdrowicieli wszystkowiedzących, a później do roboty było dwóch, może w porywach trzech. Znając przewodniczącego co najmniej od dekady wiem, że wysłucha, ale decyzje podejmie sam. Kadra, jej wyniki - to będzie największy problem nowego przewodniczącego. Bez wyniku sportowego tego "konia pociągowego" polskiego futsalu nic nie osiągniemy. Za kadrę seniorską nie wykona promocyjnej roboty Futsal Ekstraklasa, futsal kobiecy, młodzieżowcy, panowie Duraj, Morkis, Karczyński, Szymura i wielu innych, czy telewizje wszelkich maści. I tak mógłbym wymieniać jeszcze długo. Nie wiem dlaczego od lat środowisko niezmiennie uważa telewizję oraz transmisje internetowe meczów za panaceum na większość bolączek polskiego futsalu. Nie może być nic bardziej mylnego. Ex-prezydent Stanów Zjednoczonych, Clinton mówił kiedyś w kampanii wyborczej - "liczy się gospodarka, głupcze". Ja powiem trawestując nieco to  powiedzenie - "poziom sportowy panowie, poziom sportowy". I to poziom sportowy kadry. Udział seniorów w jakichś finałach UEFA, czy FIFA. I wierzcie mi, do tego nie jest najpotrzebniejsza telewizja, lecz sensowna praca szkoleniowa, praca organiczna w klubach. I pokora, pokora w działaniu. Tak było niegdyś w piłce siatkowej, piłce ręcznej. Ile to lat te dyscypliny nie wychodziły z opłotków, mimo iż telewizje nie tylko od czasu do czasu transmitowały ligę. Dopiero sukces siatkówki reprezentacji kobiet Andrzeja Niemczyka, sukces piłki ręcznej reprezentacji mężczyzn Bogdana Wenty przyniósł zmianę. Wtedy weszły w dyscypliny na poważnie, nie symbolicznie, telewizja i pieniądze sponsorskie dla klubów. Taka, niestety niekorzystna dla futsalu, jest kolejność. Kto w to nie wierzy jest kiep i zaklinacz rzeczywistości oraz prawdy.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niepodległościowy Weekend, z wyjątkiem udziału w oficjalnym otwarciu Świątyni Bożej Opatrzności na warszawskim Wilanowie, spędziłem na sportowo, a nawet można rzec w większości futsalowo. Od dawna sportowe imprezy z okazji ważnych dat historycznych cenię wyżej niż popularne obecnie maszerowanie. Dlatego jeszcze za mojej kadencji szefowania futsalem postanowiliśmy z panem Szymonem Czeczko wkomponować w dzień 11 listopada organizację turniejów eliminacyjnych mistrzostw Polski U-20. Jeden z takich turniejów odbył się minionego weekendu w Warszawie w uniwersyteckiej hali przy ulicy Banacha. Bezkonkurencyjna okazała się młodzież Hurtapu Łęczyca. Hurtapowcy to uznana firma. Od czasu wycofania się z seniorskiego futsalu pan Wiktor Napióra zajął się futsalem młodzieżowym i czyni to z powodzeniem oraz krajowymi sukcesami. Gratulacje panie prezesie. Oprócz nich awansowali do finałów młodzi futsaliści AZS UMCS Lublin. I to właśnie podopieczni trenera Artura Gadzickiego zrobili na mnie największe  futsalowe wrażenie. Kolejną imprezą, która w niepodległościowy czas odbywała się na Mazowszu, a dokładnie w Teresinie, był turniej barażowy o awans do ekstraligi kobiet. Jadąc do Teresina nie spodziewałem się, że ujrzę tam całą plejadę byłych i obecnych działaczy ze środowiska polskiego futsalu. I to ludzi znaczących. Był wiceprzewodniczący KFi PP PZPN, Grzegorz Morkis, był trener reprezentacji Polski kobiet w futsalu, Wojciech Weiss, był jeden z najznamienitszych ekspertów futsalu w Polsce, Tomek Aftański, wreszcie napotkałem sekretarza byłego Wydziału Futsalu PZPN, Leszka Łuckiewicza. Wszyscy oni działają teraz przy futsalu kobiecym. Nic tylko pozazdrościć rozwoju dyscypliny. Kiedyś, pamiętam, gdy zaczynaliśmy za namową  Magdy Stefankiewicz, ledwie dobijaliśmy dziesiątki zespołów. Trzymam kciuki i proszę PZPN o organizację w Polsce jakiegoś międzynarodowego turnieju futsalu kobiecego.



Pięknym zwieńczeniem futsalowego weekendu był, przynajmniej dla mnie, telewizyjny mecz ekstraklasy futsalu pomiędzy AZS Uniwersytet Śląski a Gattą Zduńska Wola. Nie wiem, kto w Spółce FE, a kto w TVP odpowiada za dobór meczów telewizyjnych, ale muszę napisać, że mają przysłowiowego nosa do wyboru emocjonujących relacji. Może tylko poza pierwszym meczem w Toruniu pozostałe "spotkania telewizyjne" były futsalowymi smaczkami. Katowicki pojedynek przebił jednak wszystko. Zaczęło się już w ósmej sekundzie golem Tomka Dury dla AZS, a później napięcie oraz emocje tylko rosły. Działo się jak w scenariuszu mistrza filmowego horroru, Hitchcocka. Padł remis 4:4, a wyrównującego gola mistrzowie z Gatty zdobyli cztery sekundy przed syreną kończącą zawody. To dało się oglądać. Nawet doświadczeni telewizyjni komentatorzy, panowie Jasina oraz Kuchciak - niegdyś znakomici piłkarze, futsaliści, niemal piali z zachwytu nad dramaturgią meczu. Mnie w scenerii tego spotkania zachwyciło jeszcze jedno, piękna katowicka, a dokładnie Szopienicka hala. Pamiętam rozgrywane w niej mecze drużyny Jango Katowice. Pamiętam organizowany w niej przeze mnie mecz Polska - Włochy (wynik 2:3). Zawsze byłem i jestem fanem tej hali dla futsalu. Obecnie w ekstraklasie jest ona wraz ze szczecińską Azoty Arena najbardziej telewizyjną ze wszystkich, którymi dysponują zespoły FE. Mam nadzieję, że PZPN wraz z Komisją Futsalu zorganizują tam jakieś międzypaństwowe zawody, tym bardziej, że na przełomie stycznia oraz lutego na Śląsku ma odbyć się turniej z udziałem Polski, Włoch, Chorwacji i Finlandii. Polecam Szopienice.

Mimo że portal w nazwie ma zapisane futsal, obowiązkiem "dziejopisa" jest wspomnieć o piłce trawiastej, reprezentacyjnej. W meczu eliminacji MŚ Rosja 2018 pokonaliśmy na niewdzięcznym bukaresztańskim terenie Rumunów 3:0. Podnieśliśmy sobie tym samym wysoko autostradową bramkę na rosyjską imprezę. To był w naszym wykonaniu lepszy mecz niż ten słynny z Niemcami wygrany przez Polaków dwa lata temu. Wtedy mieliśmy dużo szczęścia, teraz dużo umiejętności. Mecz z Rumunami też kojarzy się z Weekendem Niepodległości, gdyż grano 11 listopada. Ale nie rozumiem beznamiętnego wiązania tej wygranej z tym ważnym świątecznym dniem, objawiającego się eufemistycznymi przekazami części komentatorów telewizyjnych. Ciągłe epatowanie "jedenastkami" - typu 11 minuta golowa, zawodnik numer 11 strzelił, czy bramka padła z 11 metrów, było nadinterpretacyjnym kojarzeniem wydarzeń. Powtarzane zbyt często stawało się niesmaczne. Pamiętam jak 1 maja 1977 roku wygraliśmy ważny mecz z Danią i ówczesne władze PRL, gratulowały piłkarzom godnego uczczenia "święta pracy". Ale to działo się w czasie słusznie minionym i niech nie powtarza się. A wracając do meczu. Brawo trener Nawałka, Brawo Lewandowski i cała reszta piłkarzy. My futsaliści trzymamy kciuki za wami. Tym bardziej, że jednym z kadrowiczów selekcjonera Nawałki jest Krzysztof Mączyński, który od niedawna jest  "twarzą" futsalu polskiego. Mączyński około dekady temu grając w drużynie Kupczyka Kraków wywalczył futsalowe mistrzostwo Polski U-20. Fajnie, że nie zapomina o swojej futsalowej przygodzie.  Zapewne coś z niej przydało mu się na dużym boisku, w reprezentacyjnej karierze.



Zarząd PZPN postanowił - Adam Kaźmierczak, prezes Łódzkiego ZPN będzie nowym przewodniczącym Komisji  Futsalu i Piłki Plażowej związku. Jak wieść gminna niesie, jeszcze do poranka dnia zarządowego faworyt był inny, Bogdan Duraj. Nowy przewodniczący jest spoza środowiska futsalowego, ale jest członkiem zarządu PZPN i to jego ogromny plus. Miejmy nadzieję, że szybko rozejrzy się w środowisku, które jest jednak bardzo hermetyczne i znajdzie nić porozumienia. Być może, jako człowiek spoza futsalowego układu, wyjdzie z inicjatywami, które futsalowej braci nie przychodziły do głowy. Trzymajmy kciuki. Na pewno wyzwań jest sporo. Dla mnie najważniejsze, aby zachowana była, względnie wypracowana została długofalowa wizja polskiego futsalu. Bez tego, po omacku co cztery lata będziemy kopać się w przysłowiowe czoło. Znam ludzi futsalu, Europy oraz świata, z których wielu jest moimi przyjaciółmi, trzymających stery futsalu w swoich narodowych  federacjach przez wiele lat, czy kadencji. A u nas zmiany - co trzy, co cztery lata, a kiedyś nawet częściej. Bez ciągłości programowej, jeżeli już nie ma personalnej, na pewno nie ruszymy z miejsca w dobrym kierunku. Na początek prośba - Panie Przewodniczący, niech pan nie zapomina o tak zwanym futsalowym terenie, bo polski futsal to nie tylko reprezentacje, Futsal Ekstraklasa, ligowe zmagania, mistrzostwa młodzieżowe. W kontaktach z terenem bywało w poprzednich kadencjach różnie. Czas teren docenić. Nie słownie, czy przy okazjonalnych spotkaniach, ale w czynach.  

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Do Szczecina na mecz Pogoni 04 z Cleareksem jechałem zobaczyć ligowy futsal w osławionej z rekordów, w kategorii liczby kibiców futsalowych, hali sportowej, noszącej biznesową nazwę Azoty Arena. W poprzednim sezonie spotkanie Pogoń 04 Szczecin - Rekord Bielsko Biała oglądało w niej 5000 widzów. Niektórzy mówią, że policzyli i było więcej. Mecz towarzyski futsalu Polska - Rosja zgromadził na widowni także pięć tysięcy fanów halowej piłki. Tym samym pobito rekord rzeszowski sprzed lat, gdzie jeden z turniejów, bodajże z udziałem Serbów, Łotyszy i oczywiście Polaków zgromadził na hali Podpromie 4800 sympatyków futsalu. Piękne to dane i tylko szkoda, że nie na co dzień można opisywać takie ilości widzów na meczach futsalowych w Polsce. Był też taki mecz w Zgierzu z Rosją, o który bardzo zabiegał ówczesny prezes ŁZPN, Edward Potok, na który przyszła ledwie setka kibiców. A łódzkie było wówczas prężnym ośrodkiem futsalowym, bo był w ekstraklasie i Grembach Zgierz, i Hurtap Łęczyca. Wspominam o tym, by zaapelować do organizatorów przyszłorocznych eliminacji ME w futsalu, które odbędą się prawdopodobnie w Elblągu, aby nie lekceważyli problemu widowni, która także jest solą widowiska sportowego. Przygotowując się do szczecińskiego wyjazdu wysłuchałem opowiadań o atrakcjach, jakie każdorazowo organizatorzy fundują kibicom podczas meczów. Wynikało z tego, że Pogoń 04 firmuje mecz jako imprezę rodzinną, przygotowując dla dzieci wiele niespodzianek. Jest prowadzony zorganizowany doping, jak na meczach piłki siatkowej. Są wszelakie promocje i różne marketingowe działania. Sponsorzy z ochotą wspomagają futsalowe imprezy. Zadowolone jest miasto. Będzie atrakcyjnie, głośno, kolorowo. Czyli show. I tak było. Była niezwykła otoczka, której telewizja zaabsorbowana stroną sportową nie pokazuje w swoich transmisjach. A szkoda. Nie jest moim zadaniem opisywanie organizacji widowiska. Jednak, gdyby ktoś chciałby powzorować się, podaję nazwisko Mirka Grycmachera, który jak "mróweczka" uwijał się po hali, aby wszystko zagrało. No cóż, drogi Mirku - oprawa zagrała, ale piłkarze, niestety, nie. Wygrał Clearex. Taki już bywa sport. Nieprzewidywalny i może dlatego taki piękny. Jak kobiety, niemalże.



Gdy piszę te słowa, w środowe południe, w Warszawie obraduje nowy zarząd PZPN. Pośród wielu decyzji, jakie to szanowne gremium podejmie, jest powołanie na nową kadencję przewodniczącego Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Nie mam swojego faworyta, ale - moim zdaniem - powinien zostać przewodniczącym jeden z członków zarządu, który do pracy dobierze sobie ludzi merytorycznie do futsalu oraz piłki plażowej przygotowanych. Sam wiem, jak trudno jest zarządzać, nie będąc stałym członkiem kierowniczego gremium PZPN. Jak trudno trafić ze swoimi racjami. Jak trzeba poszukiwać mentorów w gronie członków zarządu, wiceprezesów. A zarządzanie, kierowanie będąc w tym gronie, to już całkiem inna bajka decyzyjna. I na pewno korzystniejsza dla futsalu. Mam nadzieję, że takie ewentualne rozstrzygnięcia nikogo nie urażą i osoby, którym zależy na futsalu przyjmą to z pokorą, i zadeklarują współpracę. Będąc przy niewymienianych z nazwiskach członkach zarządu, którzy sprawdziliby się w tej Komisji jedynie podpowiem, że odpowiedzialni za powołania powinni zorientować się, gdzie, w jakich regionalnych związkach futsal i piłka plażowa mają silne ośrodki oraz osiągają dobre wyniki sportowe. A nie jest to na pewno zbyt duży wybór. Dla mnie byłoby to głosowanie pomiędzy członkami zarządu z Katowic oraz Łodzi.

Prowadzę nieoficjalną listę zawodników, którzy urzekli mnie swoją grą w telewizyjnych meczach futsalowych. Wstyd pisać, ale jest ciągle niemal biała. Zastanawiałem się nawet, czy to czasem kamera nie okłamuje i nie mam kogo zapisać. A może zbyt wysoko podniosłem poprzeczkę poziomu sportowego. Niemniej, oczekiwania muszą być wysokie, o ile mamy grać w ważnych europejskich - na razie -  imprezach. Po pięciu kolejkach miałem na niej tylko dwa nazwiska. I byli to raczej weterani (Broń Boże - nie piszę tego w negatywnym wymiarze tylko z podziwem) futsalowych parkietów - panowie Groszak oraz Frajtag. Na szczęście mecz Pogoni 04 z Cleareksem Chorzów pozwolił mi dopisać do listy jeszcze jedno nazwisko. Wreszcie młodego futsalowca, ledwie dwudziestoletniego. Brzmi ono - Mikołaj Zastawnik. Wow, chciałoby powiedzieć się, obserwując go w akcji w szczecińskiej Arena Azoty. Z zainteresowaniem poobserwuję jego karierę. Chłopak ma papiery na granie w futsal i całkiem bogatą jak na dwudziestolatka kolekcję trofeów - mistrzostwo Polski U-16, U-18, mistrzostwo Polski oraz Puchar Polski seniorów, miano futsalowego odkrycia sezonu 2014/2015, udział w turnieju eliminacyjnym EURO 2016. A zaczynał w Wiśle Krakbet Kraków, której już nie ma - a szkoda - na futsalowej mapie polskich klubów. Być może jest to ten zawodnik, który poprowadzi za kilka lat nasz polski futsal do "dziesiątki" europejskiej. Gdy już jestem przy futsalowej młodzieży, to zapytam - czy nasze reprezentacje młodzieżowe nie grają zbyt mało meczów międzypaństwowych w roku. Pamiętam, jak poprzedni trener Gerard Juszczak dążył do zmaksymalizowania ilości takich pojedynków. I co by nie mówić, przygotował sporą plejadę młodzieży, którzy z powodzeniem debiutowali, czy debiutują w pierwszej reprezentacji.



Polski ligowy futsal  jest w TVP (też w telegazecie), jest na portalu 90minut.pl, jest w Super Eksprssie, jest w branżowym tygodniku Piłka Nożna (za co dziękuje gorąco redaktorowi Godlewskiemu), jest w katowickim SPORCIE, jest oczywiście na portalu futsal-polska.pl oraz stronie związkowej PZPN. Pewnie mógłbym wymienić jeszcze sporo portali, czy mediów regionalnych, w których zajmuje bardziej lub mniej poczesne miejsce. Jest na stronach internetowych klubów, futsalowych środowisk. I tak mógłbym wymieniać bez końca. Nie bez kozery kilka lat temu "Wyborcza" napisała, że amatorsko w futsal gra w Polsce około 2 miliony ludzi. I jest to potęga, tylko ją należy skanalizować odpowiednio. Podejrzewam, że taką popularnością inne dyscypliny sportowe, zespołowe nie pochwalą się. Dlatego dziwi mnie trochę, że największy polski dziennik sportowy, czyli "Przegląd Sportowy" nie zamieszcza na swoich łamach regularnych informacji o futsalu. A przecież dział piłkarski jest tam rozbudowany do niebotycznych, niemal, rozmiarów. Nie chcę nawet myśleć, że dziennikarze piłkarscy "PS" lekceważą futsal. Rozumiem, że piłka trawiasta jest pochłaniaczem czasu i jest atrakcyjniejsza, ale panowie - na Boga - zróbcie też coś dla idei. Idei piłkarskiej, oczywiście. Przecież futsal jest w strukturach PZPN. Kiedy jeszcze w "PS" pracował nieodżałowany redaktor Krzysztof Bazylow regularnie co wtorek były wyniki, tabelka, krótki opis. Czy tak trudno o kontynuację? W razie czego środowisko futsalowe - mam nadzieję - pomoże panom redaktorom. 

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Wybory prezesa PZPN przebiegły bez rewelacji. Dotychczasowy prezes, Zbigniew Boniek wygrał w cuglach. Jedyny kontrkandydat, Józef Wojciechowski wyszedł jeszcze przed głosowaniem na prezesa, demonstrując tym niezadowolenie z decyzji delegatów odnośnie sposobu głosowania. Zabiegał o tajne głosowanie bez elektroniki, a stało się inaczej. Prezes Boniek jest już przez futsal sprawdzony i przynajmniej wiadomo w środowisku, czego od niego oczekiwać. Wojciechowski był dla futsalu typową tabula rasa (w wolnym tłumaczeniu niezapisana tablica). Co prawda otrzymał 16 głosów niejako zaocznie, ale nie sadzę, aby w tej szesnastce byli przedstawiciele futsalu polskiego. Dla mnie najciekawsze jest, że delegatów było 118, a na sali zjazdowej zgromadzono prawie 300 osób. Promocja, marketing związkowy działa bezbłędnie. W gronie zaproszonych był i przedstawiciel Spółki FE. Dobrze, że prezes Boniek nie zapomniał o prezesie Karczyńskim. Oby pamiętał przez kolejne cztery lata. Pierwsza kadencja prezesa Bońka to była runda pierwsza. Takie rozpoznanie bojem. Teraz czas na wymierne długofalowe efekty w rundzie drugiej. Boniek jest w dobrej sytuacji, gdyż prawo państwowe nie pozwala mu - na chwilę obecną - na trzecią kadencję, więc powinien zrobić coś więcej, nie patrząc na kolejne wybory. Szczególnie więcej dla tak zwanego terenu, czy dyscyplin - nazwę to niszowych - jak futsal, piłka plażowa, piłka kobieca. Piłkarska Polska "C" oprócz satysfakcji z sukcesów reprezentacji Polski ma nadal niewiele z tej ponad 150 milionowej kasy na koncie PZPN. Podobnie futsal. A może wypadałoby dać po trochę dla związków regionalnych na rozwój futsalu, jak to dzieje się w przypadku piłki kobiecej. A może staniałyby szkolenia trenerskie, bo są dużo za drogie. Panie prezesie, PZPN to nie bank. Proszę więc rozdysponować nieco kasy w teren. Bezodsetkowo, w ramach kolejnych odważnych programów rozwojowych. Na pewno to odpłaci się z nawiązką, entuzjazmem. Tyle o wyborach. Zamknę je dla futsalu krótkim cytatem jednego z Ewangelistów - "Po owocach ich poznacie". Owocami tymi będą personalia nowej Komisji Futsalu i Piłki Plażowej PZPN oraz bieżące działania związkowej władzy wobec futsalu.



Przewodniczący Duraj, a wcześniej przewodniczący Greń, którego pan Bogdan był zastępcą przez lata kadencji 2012-2016, zawiadywali zarówno futsalem, jak i piłką plażową. Takie usytuowanie nastąpiło na przełomie kadencji prezesostwa panów Laty oraz Bońka. PZPN przyjął koncepcję obraną przez UEFA. Nieskromnie muszę przyznać, że brałem udział w PZPN w tworzeniu tej koncepcji i zadowolony jestem, że trwa ona do dzisiaj. Chociaż w założeniu było, iż działacze z piłki plażowej oraz futsalu będą naprzemiennie sprawować funkcje kierownicze i przewodniczący oraz wice będą z obu dyscyplin. Początkowo tak było, ale później Kazimierz swoim zwyczajem zawłaszczył kierownictwo dla futsalu, co kontynuował jego następca. Tak więc "plażowiczom" pozostało tylko działanie w ramach swojej grupy wewnątrz komisji. Nie wiem, czy to ta nierówność ich tak zmotywowała, czy były jakieś inne powody, ale faktem jest, że sportowym wynikiem przebili na koniec kadencji futsalowe reprezentacje. Zakwalifikowali się bowiem do przyszłorocznych mistrzostw świata w Nassau na Bahamach. A ich trener Marcin Stanisławski niedawno dostąpił zaszczytu, jaki nie spotkał dotąd żadnego polskiego trenera piłkarskiego. Został nominowany do tytułu trenera roku światowego Beach Soccera. Oprócz niego w finałowej trójce znaleźli się Narciso z Portugalii (mistrzowie świata) oraz Szwajcar Schirinzi. A najważniejsze jest w tym, że głosowali na nich szkoleniowcy Beach Soccera z całego świata. Tu nie było przypadku. Miałem przyjemność pogratulować trenerowi Stanisławskiemu awansu do finałów podczas futsalowego Superpucharu w Chojnicach. Marcin to też historia futsalu. Były reprezentant Polski futsalu, mistrz Polski, zakochany w futsalu i piłce plażowej. Trudny do zaszufladkowania, indywidualista, często krnąbrny i niepokorny. Ale znakomity technik, zawodnik z wyobraźnią, nie bojący się walki, wreszcie szkoleniowiec i to z oficjalną licencją. Obserwowałem z zainteresowaniem od lat jego karierę i widzę spore podobieństwa do kariery obecnego asystenta trenera Biangi, Błażeja Korczyńskiego. Korczyński przez wiele lat był w ekstraklasie futsalu grającym trenerem. Stanisławski jest nadal. To Stanisławski współtworzył mistrzostwo Polski Gatty. Oby Błażejowi w przyszłości też poszło w reprezentacji futsalu tak dobrze, jak Stanisławskiemu z reprezentacją piłki plażowej. Tego życzę, choć wiem, że w polskim futsalu jest wielu, którzy Korczyńskiego posłaliby w przysłowiowe diabły. W tym tygodniu obaj młodzi trenerzy zmierzyli się w towarzyskich grach z wielkimi zespołami. Futsal przegrał dwa razy z czwartą drużyną świata Portugalią. Plażówka - na moment jak piszę te słowa - nie sprostała wicemistrzowi świata, Haiti oraz kilkunastokrotnemu mistrzowi świata, Brazylii. Ale nie były to porażki upokarzające i w tym widzę cel. Cel na przyszłość. Dlatego mają mój kredyt zaufania. Wierzę im, mimo że często nie było nam po drodze. A może właśnie dlatego im wierzę. Lubię bowiem takich niepokornych, nie przemądrzałych, potrafiących z wewnętrznym przekonaniem przedstawiać swoje racje. A niewiele jest takich merytorycznych osób w środowisku.



Myślę, że sukces trenera Stanisławskiego pozwala, pociągnąć w felietonie nieco dłużej temat trenerów reprezentacji. Polska futsalowa jest ewenementem na skalę światowego futsalu pod względem wymienności trenerów reprezentacji narodowej. Chodzi oczywiście o częstotliwość zmian. Proszę sobie wyobrazić, że od roku 1992 po chwilę obecną prowadziło kadrę seniorską 19 trenerów (w tym dwóch - Latacz i Bianga - po dwa razy).  Obchodzić będziemy niedługo ćwierćwiecze istnienia kadry i mamy na koncie aż 19 trenerów. To jest zatrważająca informacja. Co oni mogli zrobić, gdy średnio nie pracowali nawet półtora roku, a bywało, że w roku było trzech szkoleniowców? Najdłużej z tej plejady pracował Roman Sowiński, bo aż 6 lat. Zaowocowało to ósmym miejscem w finałach mistrzostw Europy w Moskwie w 2001 roku. A tym pierwszym, który grał w finale mistrzowskiej imprezy, na mistrzostwach świata w Hongkongu w roku 1992, był Andrzej Góral. Też ósma lokata. Dzisiaj, kiedy mamy trenerów futsalu z uprawnieniami, taki kontredans nie jest już możliwy. Nie prowadzą kadry ludzie przypadkowi z piłki trawiastej, nominowani po znajomości przez prezesów PZPN, czy przewodniczących komisji futsalu. Nominatami zajmuje się związkowy pion szkoleniowy i niech tak zostanie. Niech nie będzie to forma przetargu - jak drzewiej bywało - pomiędzy prezesami klubów a komisją futsalu. Dlatego liczę, że nie przyjdzie nikomu do głowy w najbliższym czasie powyborczym wymiana duetu Bianga - Korczyński. Niech doświadczenie z agresywną młodością ma szanse na kolejne próby w  powiedzmy cezusie czasowym do roku 2018. Cztery lata pracy, cztery turnieje eliminacyjne, to dobry czas na wykazanie się. Była minister, Barbara Piwnik powiedziała niedawno - "Selekcja do zawodu sędziowskiego (chodzi o sędziów sądów - przyp. AH) powinna wyglądać jak - nie przymierzając - do oddziałów specjalnych w wojsku, a nie jak do robienia doktoratu". Strawestuję to w odniesieniu do trenera kadry. Selekcjonerem nie może być pierwszy lepszy, tylko ten z wizją saper. Bo bycie selekcjonerem to takie quasi samobójstwo. A specjalistów oceniających, czyli tych "doktorów - uzdrowicieli" mamy na pęczki. Tylko nic z tego dla reprezentacji dobrego jakoś od lat nie wynika.

W kolejnym wątku mojej epopei pierwszoligowej zwrócę uwagę na szczupłość kadr drużyn tej klasy rozgrywkowej. Być może dotyczy to tylko tych meczów, które oglądałem, ale i takich przypadków nie powinno być. Sporo drużyn, bo nie nazwę takich tworów klubami, przystępuje do meczów w 7-8, góra 9-osobowym składzie. Dziwnie to wygląda. Nie mnie poszukiwać przyczyn, ale organizator tej ligi powinien się nad tym zastanowić, o ile proceder będzie trwał. Mnie natomiast osobiście cieszy, że w obydwu grupach liderują kluby, które postawiły na typowo futsalowe angażowanie zawodników, czyli Gwiazda Ruda Śląska, Orzeł Futsal Jelcz-Laskowice, AZS UW Warszawa, Mieszko Gniezno. I niech tak pozostanie.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno prezes PZPN, Boniek powiedział - "Jestem osobą uczciwą. Nikt mnie nie będzie uczył etyki i moralności". Przeczytałem to i pomyślałem - Hmm. Jak wielu podepnie się podczas najbliższych wyborów w PZPN pod te Bońkowe słowa. Jak wielu zidentyfikuje się z prezesem, byle tylko załapać się do piłkarskiej władzy. Jak wielu powie tak samo, wcale tego nie czując, byle tylko przypodobać się. Strzeż się pan panie prezesie tych faryzeuszy.  Faryzeuszy nigdzie nie brakuje. Też w futsalu. Niedawno rozmawiałem z pewnym działaczem. Powiem więcej - ważnym działaczem polskiego futsalu, który w oczy nie powiedział złego słowa o mnie, wiele mi obiecywał, ale poza moimi oczami równo mnie obsmarował. A jak wylewnie na przysłowiowego misia witał się, klepiąc solidnie po pleczyskach.  Nie będę mówił tak jak Boniek, ale rzeknę jedno - "Nikt nie będzie mnie uczył futsalu. To co wiem jest moje. I basta." Prezes Boniek w minionej kadencji zrobił dla futsalu sporo. Ale nigdy nie jest tak, że nie można byłoby więcej. Być może nie zrobił więcej przez dziwną inercję futsalowej komisji. Być może za mało naciskała Spółka FE. Tego teraz nie rozstrzygniemy zero-jedynkowo.  Nie wchodźmy w buty nowej komisji, w której - mniemam - znajdą się nowi ludzie, a stery obejmą prężni czterdziestolatkowie. Czterdziestolatkowie z zacięciem menadżerskim. Tak jak to dzieje się w Spółce Futsalowej Ekstraklasy. Dla mnie takim cichym sprawdzianem intencji PZPN będzie zaproszenie na Walne PZPN prezesa Spółki FE. Mam nadzieję, że pan prezes Maciej jako gość weźmie udział w zjeździe związku. Brak zaproszenia ocenię jako policzek dla futsalu ze strony związkowej.



Pewnie jak cała futsalowa Polska z ogromnym zainteresowaniem oczekiwałem na losowanie grup eliminacyjnych futsalowych mistrzostw Europy 2018 roku w Słowenii. Szczególnie, że będziemy organizatorami jednego z turniejów eliminacji. Nie wiem, czym zawiniliśmy dla europejskiego futsalu, że nie chce zafundować nam łatwej grupy. Być może to naruszenie nietykalności sędziego na jednym z turniejów UEFA przez ważną osobę niegdysiejszej komisji tak nam doskwiera. Oczywiście to żart, choć delikatne naruszenie było faktem. W każdym razie w Polsce zobaczymy na turnieju wielką Hiszpanię, chcącą zapewne odrodzić się po nieudanych mistrzostwach świata w Kolumbii. Kolejny rywal, to najsilniejszy zespół drugiego koszyka, zawsze nieobliczalna Serbia. A tym czwartym do futsalowego brydża będzie zespół z obecnych jeszcze maruderów futsalowych, etapu preeliminacji. Jak spadać to z dobrego konia - mówią jeźdźcy. Na dzisiaj trenerzy oraz zawodnicy zapowiadają walkę. I takie nastawienie cieszy. Zawsze powtarzam, że coś ugrać raz jest sukcesem, ale dopiero podtrzymanie wyniku świadczy o klasie teamu. W poprzednich, światowych eliminacjach pokonaliśmy niespodziewanie Rumunów i graliśmy w barażach z Kazachstanem. Gdy w kwietniu 2017 roku powtórzymy wyjście z grupy do barażów, potwierdzimy, że jesteśmy już klasowym zespołem. Inaczej będzie nie tylko niedosyt, ale i pokazanie, iż nadal jesteśmy tradycyjnie zespołem jednego dobrego meczu. A to powoli staje się nudne. Do eliminacji jeszcze sporo czasu. Drogi PZPN-enie, stwórz dobre warunki naszej kadrze do przygotowań. Tylko nie takie jak na zgrupowaniu przed wyjazdowym meczem barażowym w Kazachstanie.

Z zadowoleniem przyjąłem informację, że wreszcie Niemcy zdecydowali się wystartować w eliminacjach. Ciekaw jestem ich występu. Pamiętam jak w roku 2010 rozmawiałem z byłym znakomitym piłkarzem, zdobywcą "Złotej Piłki" France Football, Matthiasem Sammerem, który w tym czasie był dyrektorem sportowym w Federacji Niemieckiej i poniekąd orientował się też w futsalu naszych zachodnich sąsiadów. Sammer powiedział wtedy - "wystartujemy w oficjalnych imprezac,h jak będziemy przygotowani na sicher", czyli w wolnym tłumaczeniu - pewnie, dobrze. Ano zobaczymy – jak jest z ich przygotowaniami i tą niemiecką solidnością - pomyślałem teraz. Będąc przy niemieckim futsalu należy wspomnieć, iż 27 marca 2011 roku nasza futsalowa reprezentacja rozegrała nieoficjalny mecz z Niemcami w Cottbus. Wygraliśmy 4:0. Było to pierwsze zwycięstwo jakiejkolwiek polskiej seniorskiej reprezentacji piłkarskiej nad Niemcami. Team Nawałki wygrał kilka lat później. W tym meczu przepięknym uderzeniem golowym popisał się nasz "brazylijski Polak", Cleverson Pelc, obecnie zawodnik ekstraklasowego Torunia. Oprócz jego dwóch goli, do bramki Niemców trafiali jeszcze Krawczyk oraz Budniak. Dzisiaj żaden z nich "nie wącha" już kadry. Czy nie za szybko miele ten nasz kalejdoskop kadrowy? Ale o tym, jak i innych personaliach w kolejnych felietonach. Przy okazji tego niemieckiego wątku wspomnę drobną ciekawostkę. Otóż, ten mecz z Niemcami był kontraktowany w lutym 2011 roku, między innymi też przeze mnie, przy okazji losowania grup polsko-ukraińskiego EURO 2012. Niemcy wyrazili chęć rozegrania meczu w trakcie dyskusji o współpracy polskiego i niemieckiego związku piłkarskiego. Mecz był niejako w pakiecie z meczem towarzyskim reprezentacji narodowych na trawie, który odbył się - bodajże we wrześniu 2011 - w Gdańsku (wynik 2:2).



Ligowy pojedynek ekstraklasy futsalu najbardziej rozpoznawalnej w Polsce drużyny futsalowej, czyli Cleareksu Chorzów z Rekordem Bielsko Biała oglądałem w międzynarodowym towarzystwie na terenie "księstwa arłamowskiego". Tej nazwy używam w odniesieniu do szerzej poznanego przez sportową Polskę związanego z przygotowaniami naszej reprezentacji do francuskiego EURO, Arłamowa i okolic już od ponad 40 lat. Zapyta ktoś, dlaczego Clearex uważam za najbardziej rozpoznawalny. Odpowiedź jest prosta. Gdziekolwiek w Polsce rzucam słowo futsal, od razu większość moich rozmówców odpowiada - "Clearex". Daj Boże, żeby inne kluby futsalowe dorobiły się takiej rozpoznawalności. Wówczas i telewizja nie musiałaby być panaceum na wszelkie dolegliwości tej halowej odmiany kopanej piłeczki. Niestety, 0:9 z Rekordem pokazało, że niegdysiejsza forma sportowa tego klubu to już historia, chociaż na listopadowe gry kontrolne z Portugalią trenerzy Bianga oraz Korczyński powołali aż trzech zawodników z Chorzowa. Niemniej, z kronik futsalu pana Wolnego i jego futsalowej "cleareksowej religii" nikt nie wykreśli. Nawet najbardziej mażącą gumką. Z mnogości goli wszyscy oglądający jednogłośnie wybraliśmy na numer jeden woleja Janowskiego. Czystość uderzenia, złożenie do strzału pokazują wielką klasę grającego w Rekordzie Czecha. Gol był przepiękny, ale nawet jego uroda nie była w stanie mnie tak zszokować, jak wtorkowy, poranny magazyn sportowy w ogólnopolskiej telewizji regionalnej TVP. Czy wyobrażacie sobie, że informacje o meczu Clearex - Rekord były podawane wcześniej, niż wynik meczu Radwańskiej z Kuzniecową w tenisowym finale masters WTA w Singapurze? Nie wspomnę o innych ligowych wydarzeniach z hal oraz trawiastych boisk, które także musiały ustąpić palmy pierwszeństwa futsalowi. Oj, dzieje się. Oj, dzieje. A bywały takie momenty, i to w tym samym Chorzowie, kiedy około dekady temu TVP musiała jak niepyszna odjeżdżać z wozami spod chorzowskiej hali, bo naraz pojawił się człowiek z papierem pokazującym, że on ma prawa do transmisji podpisane przez PZPN. Na szczęście obecnie wszystko w rękach Spółki. I niech tak pozostanie.

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Po ubiegłotygodniowej decyzji UEFA o rozegraniu meczu Ligi Mistrzów Legia Warszawa - Real Madryt bez udziału publiczności, zapewne należę do tych nielicznych stołecznych szczęśliwców, którzy mieli w tym roku okazję zobaczyć mistrzowski mecz Realu w LM na żywo. A zdarzyło się to w kwietniu w Wolfsburgu. Jednak po raz pierwszy na żywo mecz Realu oglądałem 40 lat temu. Było to w Mielcu, kiedy to w obecności 40 tysięcy widzów w meczu rozgrywek mistrzów krajowych pod nazwą Puchar Europy, Królewscy pokonali Stal Mielec 2:1. W tamtych latach Kazimierz Deyna - wielki piłkarz reprezentacji Polski oraz warszawskiej Legii mówił, że do Mielca jedzie się grać za stodołę. Czy obecnie tak samo nie może powiedzieć Real, gdy przyjeżdża do stolicy dużego, cywilizowanego państwa i też gra jakby za stodołą, bo przy pustych trybunach. Prezes Boniek odnosząc się do porażki Legii z Borussią aż 0:6 mówił - "Zawsze mówiłem, że chcemy mieć więcej niż mamy. Sami pchaliśmy się na afisz. Legia cieszyła się z finansowych zysków, jakie przyniosą występy w Lidze Mistrzów. Ale czy zespół stać na granie z najlepszymi jak równy z równym? Miałem co do tego wielkie wątpliwości". Prezes pewnie odnosił się w tych słowach do strony sportowej. Ja odniosę te słowa do całości wydarzeń tamtego dnia na stadionie przy Łazienkowskiej. Nie mnie wnikać w przyczyny tego stanu rzeczy, ale chciałbym to zadedykować jako przestrogę dla klubów futsalowych. Nie wystarczy, bowiem, mieć dobry zespół i osiągać jakie takie wyniki sportowe. Wizerunek klubowy, a co za tym idzie przychylność sponsorów kształtuje jeszcze wiele innych czynników, w tym bardzo ważne organizacyjne. I też kibice.



Nim przejdę do futsalu, jeszcze na moment zatrzymam się przy aferze alkoholowej w polskiej reprezentacji piłki trawiastej. Na boiskach od klasy okręgowej w dół jest obiegowo przytaczane takie powiedzenie - "Nie ma futbolu bez alkoholu". Okazuje się, że także na najwyższym poziomie problem ten jest znany. Zdziwiło mnie to bardzo, gdyż na prawo i lewo dziennikarze oznajmiali, iż kadra jest pod kontrolą, a trener Nawałka panuje nad wszystkim. W tym kontekście dziwne to panowanie. Raczej niewiedza albo udawanie, że wszystko jest OK. Jeszcze bardziej zdziwiło mnie, że problem nagłośniły media, a nie wykrył go skrupulatny nadzwyczaj pod rządami prezesa Bońka, PZPN. No cóż, jak to mówią, bywalcy zaułków oraz zakamarków - "pod latarnią jest najciemniej". Aby nie było, że futsal jest wolny od napojowych wyskoków wspomnę turniej eliminacyjny mistrzostw Europy w futsalu, który w roku 2011 odbywał się w Bielsku Białej. Tam też jeden z najwybitniejszych europejskich futsalowców zatruł się jakimś napojem i trochę nabru(ź)dził, ale na drugi dzień grał jak z nut i do dzisiaj bryluje na światowych parkietach. Widać z tego pić też trzeba umieć. A, i Polska reprezentacja futsalowa wracała raz z meczów w Anglii trochę osłabiona. I działo się to pod okiem nadzwyczaj wrażliwego na "sytuacje napojowe" przewodniczącego Kazimierza.

Do Wieliczki na mecz ekstraklasy, beniaminka MKF Solne Miasto Wieliczka (dawny MKF Grajów) z Piastem Gliwice jechałem z dużym sentymentem. W tamtejszym pięknym kompleksie sportowym dwukrotnie za moich komisyjnych czasów grała reprezentacja Polski. Tam, a dokładnie w niedalekim Grajowie, działają prawie od zawsze przy futsalu bracia Gromalowie. Z jednym z nich, Krzysztofem, odbyłem przez lata minione wiele dyskusji o futsalu. Były to rozmowy nie zawsze spokojne, czy miłe, ale przeważnie rzeczowe. I wiedziałem po nich jedno - ci ludzie mają futsal po lewej stronie ciała. On jest ich życiem. Dlatego bardzo ucieszyłem się, że po kilkunastu latach istnienia sekcji futsalowej, po kilku latach "wędrówek" na linii I - II liga, wreszcie Grajowianie wstąpili na ekstraklasowe salony. I niech tak już zostanie. Jeszcze po drodze zdobywali tytuły oraz medale młodzieżowych mistrzów Polski. Sam mecz nie powalał poziomem sportowym. Niemniej, każdemu działaczowi futsalowemu w Polsce polecam profesjonalne podejście panów Artura oraz Krzysztofa Gromalów do organizacyjnych obowiązków gospodarza. Kiedy telewizja zażyczyła sobie, aby wykonać podest dla kamer po przeciwnej stronie trybuny, bez zbędnych komentarzy został wykonany. Jak mówili mi ludzie z Komisji Ligi nie było zbędnych pytań, czy zdziwień, że coś wymaga się. I podeprę się jeszcze niezależną opinią osoby, która jako biznesmen kocha futsal. Siedząc niedaleko mnie na widowni po meczu powiedział - "Wie pan, byłem na meczach w Toruniu, Pniewach, ale jak miałbym zainwestować pieniądze w klub, to tutaj w Wieliczce". Kolejnym pozytywem, o którym warto wspomnieć, to familijna atmosfera w zespole, gdzie łączą się zawodnicy stricte futsalowi z zawodnikami, którzy posmakowali już nawet trawiastej ekstraklasy, czy I ligi (przykładowo Cebula, Jeleń, Skórski). I do tego trener, Krzysztof Kusia. Krzyśka znam już ponad dekadę. Zawsze miałem o jego profesjonalizmie jak najlepsze zdanie. Zresztą cenię go nie tylko jako - kiedyś zawodnika, teraz trenera, ale ogólnie - jako człowieka. Człowieka z autorytetem i to nie tylko futsalowym. Niejednokrotnie, bywało, w reprezentacji gasił pożary. Z jego zdaniem liczyła się drużyna, działacze, szkoleniowcy. Trzymam kciuki, Krzysztofie.



Czwarta kolejka ekstraklasy nie przyniosła sensacyjnych rozstrzygnięć. O ile ktoś za takie uznaje remis Cleareksu w Głogowie, to nie zna historii trenera Euromestera, Tomasza Trznadla, który występując jako zawodnik, czy trener przeciwko chorzowianom z zasady nie przegrywa. A pierwszy raz spotkali się już gdzieś około 20 lat temu, gdy obecny szkoleniowiec Euromastera kopał futsalówkę w Impelu Głogów. Czyżby pan Tomasz znał receptę na Clearex? W każdym razie punkcik na koncie głogowian zawsze wygląda lepiej niż zero. Nie sądzę, aby mecze telewizyjne ekstraklasy futsalu w niedzielne popołudnie były dobrym pomysłem. W tych samych godzinach w telewizji była Nieciecza z Jagiellonią w piłkarskiej ekstraklasie, siatkarze Lotosu z ZAKS-ą, a także trzecioligowe derby Łodzi pomiędzy ŁKS-em i Widzewem. Najlepiej niech Spółka trzyma się poniedziałku i przyzwyczaja do terminu kibiców futsalu, i cały ludek telewizyjny. Idzie zima i w tym dniu po południu odpadnie przynajmniej piłka trawiasta. Patrząc na tabelę zaryzykuję i napiszę, że Rekord oraz Gatta uciekły już peletonowi i używając terminologii kolarskiej dowiozą swoją przewagę do mety.

Kolejnego pierwszoligowego meczu nie rozegrały Futsal Team Brzeg oraz Słoneczny Stok Białystok.  Jakieś kulawe są te rozgrywki. Nie znam przyczyn, ale głośno pomyślę, aby rozbudzić myślenie czytelników w tej materii. Czy przypadkiem powodem nie są nakładające się terminy meczów piłki trawiastej, w których wielu zawodników klubów futsalowych I ligi bierze jeszcze udział - co najmniej - do połowy listopada. Jeżeli tak byłoby, to marne jest to zaplecze ekstraklasy. Może po wyborach nowa Komisja Futsalu to przemyśli. A jak już jestem przy wyborach w PZPN, to rzucę jeden niezwykle gorący temat, który krąży po środowisku. Nic bowiem tak bardzo nie rozpala wyobraźni, jak personalia. Wiem to z autopsji. Otóż obiegła środowisko wieść, że ktoś z grona piłki plażowej może w nowej kadencji pokierować wspólną PEZETPEENOWSKĄ Komisją Futsalu i Piłki Plażowej. Biorąc pod uwagę wyniki sportowe - rzeczywiście plażowicze mają przewagę. Biorąc pod uwagę masowość dyscypliny, systemy rozgrywek - zdecydowanie góruje futsal. A może ktoś ważny wpadł na pomysł, aby rotacyjnie co cztery lata obsadzać to stanowisko. Na chwilę obecną "plażówka" chyba nie ma nawet autonomicznego delegata na Walne Zebranie PZPN. Przypominam, wybory 28 października. Benjamin Disraeli, polityk brytyjski napisał ponad wiek temu - "Światem rządzą zupełnie inni ludzie niż to sobie wyobrażają ci, którzy nie należą do kręgu wtajemniczonych". Świat, to i nasza polska piłka. Mam jednak nadzieję, że polski futsal nie obudzi się po tych październikowych wyborach z ręką w przysłowiowym nocniku.

Andrzej Hendrzak
Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS