Z notatnika dziejopisa

W dramacie „Eumenidy”, jednej z trzech części „Orestei” Ajschylosa, jest wers brzmiący: „Bezszelestnym i cichym ścigałam go lotem”. Przypomniał mi się on podczas oglądania transmisji meczu ekstraklasy futsalowej pomiędzy Piastem Gliwice a Gattą Zduńska Wola. Spotkanie, co prawda, nie powalało poziomem, ale też nie odrzucało od ekranu telewizora. Zwycięscy przyjezdni zapisali po walce kolejne trzy punkty na swoje konto i znaleźli się na pozycji wicelidera rozgrywek. A był w tych rozgrywkach czas, gdy Gatcie wielu fachowców od rodzimego futsalu nie dawało szans na dobry wynik. Tymczasem oni cicho, spokojne, bezszelestnie niemal, przedstawiają swoje racje w walce o laury. Lotem wznoszącym, co w sportowej wersji przekłada się na awanse w tabeli, zgłaszają aspiracje do medalu srebrnego albo brązowego. Złoty bowiem już dawno zarezerwował sobie Rekord z Bielska Białej.

Kolejnego gola w tym meczu zapisał na swoje konto Daniel Krawczyk. Czyli już dokładnie pięciu brakuje Danielowi do prześcignięcia Błażeja Korczyńskiego, aktualnego lidera klasyfikacji strzelców ekstraklasy. Daj Boże zdrowia, by wynik poprawił. A znając go jako charakternego sportowca, pewnie jeszcze będzie chciał o kilka, a może nawet kilkanaście bramek być lepszym. I niech tak dzieje się.

Szkoda tylko, że nie możemy jakoś ujrzeć Krawczyka w naszej kadrze reprezentacyjnej. Ale może dlatego tak pasjonuje wielu jego strzelecka rywalizacja z obecnym selekcjonerem narodowego teamu futsalowego.

W tej samej kolejce rozgrywek Rekord Bielsko Biała postanowił udowodnić wszem i wobec, że nazwa klubu do czegoś zobowiązuje. I osiągnął rekordowe rozmiarami zwycięstwo w mistrzowskim meczu. Pokonał akademików z Katowic aż 18:1. Z zasady w felietonie nie podaję wyników, ale ten jest wart nawet felietonowego uwiecznienia. Niesamowite. W sumie w kolejce padło 48 goli. Sam Łukasz Biel ustrzelił golkipera rywali sześć razy. Czyżby zapowiadał się nam dynamiczny finisz rozgrywek? Oby tak było. I pomyśleć, że w rundzie wiosennej tenże sam AZS z Katowic potrafił wygrać z Rekordem. I jest to jedyna, jak dotychczas, porażka Rekordu w rozgrywkach.

Wyczytałem w internecie wypowiedź hiszpańskiego trenera Orła Jelcz-Laskowice na temat przerw w rozgrywkach, jakie zostały nam, sympatykom futsalu, zaordynowane na początku roku. Podobnie jak trener Lopez nie rozumiem, jak futsal nasz ma zdobywać popularność marketingową i prowadzić racjonalne szkolenie, gdy funduje mu się w najlepszych miesiącach do grania szatkownicę rozgrywek. Nie neguję obowiązkowych federacyjnie (UEFA, FIFA) przerw na kadrę, ale już ich długość poddam wątpliwości. Nawet trener Brzęczek nie ma takiego komfortu, a wyniki osiąga lepsze. O innych przerwach nie wypowiem się, gdyż nie chcę we wszystkim wyręczać szkoleniowców. To co mówicie panowie w kuluarach, czasami warto przekazać otwarcie, jak to uczynił trener Jesus. Przecież nikt was nie ześle na przysłowiowy Sybir.

Niejednokrotnie słyszę dyskusje, zapytania, czy uprawnienia PZPN Futsal C są potrzebne do prowadzenia futsalowych zespołów. Moim zdaniem tak. Gra w futsal zasadniczo różni się od gry na trawie. I to nie tylko tym, że różne są nawierzchnie, ale przede wszystkim inną taktyką, motoryką, piłką, zasadami. I mógłbym tak wymieniać jeszcze wiele przykładów. Jednak chciałbym się skoncentrować na różnicy podejść autorytetów do potrzeby posiadania takiego przeszkolenia przez prowadzących drużyny futsalowe. Otóż, to że ja jestem na „tak”, nie znaczy nic, bowiem ważni ludzie ze środowisk szkoleniowych wmawiają mi, iż przepisy tego nie wymagają.

Czy nie warto byłoby w najbliższym czasie wyjaśnić owe rozbieżności? Na pewno na usystematyzowaniu poglądów skorzystać może tylko futsal. A nie jestem stuprocentowo pewny, czy panom od trawy zawsze chodzi o to samo, co ludziom futsalu.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Rzeczywistość pędzi szalenie do przodu, chociaż nie zawsze racjonalnie. Nie obcy jest ten pęd także futsalowi. Kiedy przypomnę sobie spokojne dawne lata, jeszcze bez internetu, i porównam je z obecnym czasem, to niewątpliwie były one czasami spokoju. Oazy spokoju. Pomyślałem o tym podczas pewnej konferencji, w której - z racji zajmowania się od czasu do czasu innym pisaniem niż o futsalu, uczestniczyłem. Mówiło się na niej o znaczeniu tak zwanego soft power (miękkiej siły) w różnych dziedzinach naszej codzienności. Kiedy na chwilę oderwałem się od słów prelegentów, przekazywanych na sali konferencyjnej, i rozmarzyłem o polskim futsalowym soft power, połapałem się, iż jest on nie za ciekawy.  

Owa miękka siła odnajduje się, chociaż nie zawsze skutecznie, w środowisku futsalowym, ale już niezbyt mocno w piłkarskim, a niemal wcale poza piłką jako dziedziną sportową. I myślę - nadeszła chwila, aby wykorzystać posiadane siły oraz środki do soft powerowej ofensywy futsalowej. Ofensywy rozumianej jako potrzebę środowiska do wpływania na preferencje i zachowanie ludzi futsalu na arenie ogólnopolskiej w kierunku jednolitego, atrakcyjnego promowania dyscypliny, bez wewnętrznych sporów, a za pomocą pokazywania atrakcyjności, czy uświadamiania, bądź perswazji. Sprawiania, by inni chcieli tego samego na skutek niewymuszonego wyboru.

Siadając do pisania felietonu przeprowadziłem szybką ankietę mailową oraz telefoniczną w gronie znajomych, nie parających się na co dzień sportem. I wynikło z niej, że o futsalu wiedzą albo słyszeli niewiele. Potwierdziło to tylko moje opinie, iż dyscyplina jest ciągle tylko omawiana w gronie niewystarczającym do nadania jej znaczenia albo statusu sportu ogólnopolskiego. Najmniej ciekawe, a wynikające z sondażu, było stwierdzenie, że większość respondentów nie potrafiła wymienić nic konkretnego powiązanego z futsalem. Ani nazwiska, ani klubu, ani wyniku. Znaczy to ni mniej ni więcej, że futsal ciągle obraca się w określonym kręgu pasjonatów, nie wychodząc sprawczo poza tę sferę. Nie przyciąga zainteresowaniem – co jest pesymistyczne dla rozwoju – ludzi, sympatyków innych dyscyplin.

Kiedy powiedziałem o swoich rozmyślaniach oraz przeprowadzonym sondażu koledze recenzentowi – Józefowi, odpowiedział: - czy wiesz drogi felietonisto, że większość pozafutsalowej Polski na pytanie o polski klub futsalowy potrafi wymienić na szybko jedynie Clearex Chorzów oraz Rekord Bielsko Biała? Dopiero po zastanowieniu, albo podpowiedziach, dorzucą jeszcze trzy, cztery kluby. Czy wiesz, że zapytani o znane nazwiska są w stanie wymienić tylko kilkanaście - i w mniejszości są to zawodnicy? Wcale nie znają szkoleniowców. Czasami przebąkną o jakimś arbitrze. Rzeczywiście, nieciekawy obraz – pomyślałem. Ale, gdyby oceniać futsalowe wartości na podstawie zasad omawianych podczas konferencji, sam miałbym trudności z określeniem siły przekazu polskiego futsalu. Oczywiście siły oddziałującej poza środowisko.

Jeżeli patrzeć w kategoriach znajomości, wpływu, przedsiębiorczości, możliwości komunikacji w odniesieniu futsalowym, to nawet związek piłkarski nie bryluje w tym zakresie. I nie będę jedynym, który powie, że nie są wykorzystywane w stu procentach wielkie promocyjne możliwości związkowe do propagowania dyscypliny. Lepiej oceniałbym na tym polu działania spółki FE, która nie boi się mediów i przy każdej okazji osoby z jej grona starają się futsal promować. Dlatego optowałbym za wypracowaniem, przy udziale wielu podmiotów, wspólnej oraz konkretnej - dla narodowego futsalu – strategii, jako ogólnopolskiej marki, połączonej z przejrzystą ofensywną strategią komunikacyjną.

Tak bywa, iż czasami potrzeba coś w felietonie napisać górnolotnie. Ale nie zapominam także o tak zwanym o dniu dzisiejszym. I na pierwszy ogień wezmę futsalistki, czy piłkarki rzeszowskiej Resovii. W dwóch kategoriach wiekowych dziewczęta zakwalifikowały się do turnieju finałowego młodzieżowych mistrzostw Polski i w obydwu zrezygnowały z udziału. Nie wiem, czy są przewidziane kary za takie postępowanie, ale niewątpliwie należą się. Takie fiki miki są dobre w podwórkowej gierce i przystoją podwórkowym klubom. A MMP należy traktować poważnie.

Miniony tydzień obfitował w newsy, które elektryzowały Europę futsalową. Mianowicie wiele pisano o tak zwanym VAR. Osobiście podchodzę do tematu z dystansem. Dla mnie najważniejsze jest, aby arbiter potrafił sędziować. Jak nie będzie umiał, to i VAR mu nie pomoże. Tym bardziej, że ów system odbieram jako typowo pomocniczy. Śledząc internetowe dyskusje zauważyłem, że wzrosła ilość negatywnych ocen sędziowania. Nie znam przyczyny i nie wiem czy tak w rzeczywiście jest. Wiadomo, ocenianie arbitrów jest rzeczą wysoce subiektywną.

Patrząc z dystansu napiszę - felietoniście marzy się dalece posunięta specjalizacja w gronie futsalowych arbitrów. Nie chciałbym, aby sędziowie III ligi trawiastej znajdowali się w gronie arbitrów futsalowych, gdyż często są to stracone inwestycje, jako że prędzej czy później wybiorą oni trawę. Wreszcie nie chciałbym, aby sędziowie z trawy przychodzący do futsalu traktowali to jako zimowy przerywnik „godny zarobienia kilku złotówek”. Podsumowując, zauważam, iż przybyło wielu arbitrów młodych i być może taka wymiana pokoleniowa ma też wpływ na negatywne opinie. Niemniej, liczyć należy, iż młodzi sędziowie poduczą się i w przyszłości będą pierwszoplanowymi. Tego im życzę. Natomiast wszystkim bezrefleksyjnym „varovcom” polecam słowa Pawła Budniaka – „VAR musi być sprawdzony, aby nie zabił dynamiki gry”. I o tym należy szczególnie pamiętać, gdyż to dynamika jest właśnie solą tej dyscypliny.

Rekord, wygrywając U-18 (tradycyjnie w meczu finałowym jedną bramką), zaliczył „młodzieżową pokerową karetę mistrzowską”. Dla mnie ugrał w Warszawie już typowego pokera, czyli pięć tytułów mistrzowskich w sezonie 2019/2020. Nie może być inaczej. Seniorski czempionat, co prawda, będzie świętował gdzieś w maju, ale obecnie może go stracić tylko wskutek... wycofania się z rozgrywek lub decyzji Komisji Ligi o jakichś nieprawidłowościach. A na to nie zanosi się. Jak klub profesjonalny, to i takie wyniki oraz działania. Gratuluję!

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Zasadziłem się w minioną sobotę przed ekranem telewizora na ekstraklasowy hit Cleareksu Chorzów z Rekordem Bielsko Biała, przekazywany przez kanał Sportklub. Oczekiwałem poziomu sportowego oraz emocji. Grały liderujące drużyny z tabeli. Na dodatek w mojej ulubionej hali chorzowskiego MORiS. Dla tego meczu odpuściłem sobie nawet transmisję ulubionej siatkówki. Po meczu mogę powiedzieć, że ogólnie nie zawiodłem się. Pewnie poziom sportowy mógłby być nieco lepszy, ale emocje, zmienność akcji, zmienność wyniku, parady bramkarzy, z nawiązką wyrównały zaistniałe niedoróbki - choćby w grze obronnej obydwu teamów.

Rywalizacja dwóch utytułowanych futsalowych zespołów pokazała, że nawet największe rodzime gwiazdy „małej piłeczki” nie są bez wad. Mogą zawalić karnego, stracić piłkę dającą rywalowi gola, nie strzelić „setki” z akcji. W tym meczu były - kontuzja bramkarza, ale i też samobój solidnego cudzoziemca. Nie obyło się bez kontrowersji sędziowskich i kartek za niepotrzebne dyskusje – nawet dla osób z ławki rezerwowych. Takie mecze przyciągają do futsalu nawet laików tej dyscypliny, co potwierdził mój kolega, który odpuścił sobie, za moja namową, dla futsalu mecz ekstraklasy trawiastej. Nie narzekał, z wypiekami na twarzy oglądając spotkanie. Myślę, iż jest to wspaniały materiał promocyjny dla władz spółki przy poszukiwaniu sponsorów. Oby więcej takich spotkań.

Jak już jestem przy ekstraklasie, wspomnę jeszcze o jednym z wyników tej kolejki. Kiedy podczas pucharowego pojedynku z warszawską Legią oglądałem w akcji nowe zagraniczne nabytki Red Devils Chojnice, wydawało mi się, że dadzą radę w pojedynku na własnym parkiecie z poobijaną w ostatnim czasie drużyną białostockiego MOKS-u. Stało się inaczej. I to jest piękno sportu. Nie tylko futsalu. Nigdy nie można być pewnym przed meczem wyniku, jak i w jego trakcie, do 40 minuty. Zresztą, gdyby Zastawnik wykorzystał karnego w końcówce chorzowskiego spotkania, to i Rekord wcale nie musiałby wygrać meczu.

Nieraz zastanawiam się, myśląc oraz analizując sytuacje meczowe, czy lepiej mieć w składzie jednego - dwóch super zawodników, czy może solidny równy team. Pewnie nie ma jednego rozwiązania. Niemniej, cieszy mnie jako futsalowego felietonistę, że w ekstraklasie do końca sezonu trwać będzie rywalizacja o miejsca. No, może wyłączając Rekord, który już miesiąc temu w jednym z felietonów okrzyknąłem krajowym mistrzem. W takiej sytuacji - panowie prezesi klubów ekstraklasy oraz spółki FE – czy nie należałoby zastanowić się, dla uatrakcyjnienia walki (też o tytuł), nad zmianą formuły finałowego etapu rozgrywek? Niech będzie jeszcze ciekawiej. Dla ewentualnych sponsorów także.

Nie mają szczęścia nasze futsalowe dziewczyny w losowaniach do eliminacji ważnych czempionatów. W europejskim rozdaniu trafiły na grupę z wicemistrzyniami kontynentu, Portugalkami. Na dodatek zagrają w Chorwacji, gdzie gospodynie nie chcą łatwo dawać się ogrywać. A awans wywalczy tylko jeden team. No cóż, trzeba powalczyć i pokazać pazur polskiego futsalu. Tym razem kobiecego. Jedenaste miejsce rankingowe na 23 teamy zgłoszone do eliminacji zobowiązuje. Zresztą, jak chce osiągać się solidne wyniki, to przyjdzie zawsze taki etap gier, kiedy trafi się na lepszego. Trzymam kciuku za nasze futsalistki, bowiem nie chciałbym, aby kobiecy, polski futsal kojarzył mi się jedynie z ciekawymi wyjazdami zagranicznymi. Czas najwyższy już coś ugrać.

Niedługo będzie dziesięciolecie tej „zabawy” (z drobną przerwą, gdy prezes Zbigniew zawiesił reprezentację wskutek wewnętrznych nieporozumień personalnych współpracowników na szczeblu decyzyjnym), a organizacyjnie to nadal powijaki. Zresztą największe akurat nie przy reprezentacji, ale w ligowych rozgrywkach. Nie da się bowiem ukryć, że nasz ligowy futsal kobiecy to od lat jedynie przybudówka dla klubów piłki trawiastej. I gdzie tu pomysł, gdzie logika, kiedy ligę gramy zimą, a eliminacyjne turnieje późną wiosną lub późnym latem, kiedy większość zawodniczek już nie pamięta o hali, albo jeszcze nie zaczęła o niej myśleć?

Finiszują młodzieżowe mistrzostwa Polski. Rekordowi z Bielska Białej brakuje tylko jednego asa do mistrzowskiej talii młodzieżowego czempionatu. Powalczy o niego w Warszawie w najbliższy weekend, gdzie rozegrane zostałą finały w kategorii U-18. Kategorii licencjonowanej przez PZPN dla klubów ekstraklasy futsalowej oraz I ligi. Czyli, można rzec, kategorii najbardziej prestiżowej w młodzieżowych rozgrywkach. Kategorii stanowiącej zaplecze przyszłej reprezentacji U-19. Do tej pory Rekordziści zdobywali tego sezonu trofea w U-14, U-16 oraz U-20. Co ciekawe, wszędzie finałowe pojedynki wygrywali różnicą jednego gola. Szczęście, czy umiejętności? Pewnie jedno i drugie, bo jak mówią szczęście sprzyja lepszym.

Kiedy pozna się mistrzowskie rozstrzygnięcia młodzieżowej rywalizacji, nie powinno się dziwić dominacji Rekordu na seniorskim podwórku. Jest szkolenie, jest organizacja, jest kasa, jest pomysł, są ludzie futsalowi. I nawet, gdyby osiemnastolatkom z Bielska Białej nie powiodło się podczas warszawskiego turnieju, nie zmieni to pozytywnego spojrzenia na pracę z młodzieżą oraz na pomysł na futsal w podbeskidzkim klubie. Nie ma aktualnie w Polsce klubu, który prowadziłby takie kompleksowe szkolenie futsalowej młodzieży. Nie ma, gdyż – między innymi przypadkami - żaden futsalowy klub nie ma tak przygotowanej bazy, będącej ciągle do dyspozycji. Dlatego zawsze po dwakroć wyżej należy cenić tych, którzy młodzież Rekordu pokonają. Ale też pamiętać powinno się, iż nie ma potrzeby na siłę kopiować Rekordowego schematu, by osiągać sukcesy. Jak to mówią – tak krawiec kraje jak materiału staje. I chodzi o to, by z mniejszej postawy sukna potrafić też uszyć piękny garnitur.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Niedawno, pod koniec roku 2019, polska piłka nożna z wielką pompą obchodziła 100-lecie swojego istnienia. Jak zwykle przy takich okazjach wybrano najlepszą jedenastkę tego okresu, selekcjonera wiekowej reprezentacji oraz oznajmiono jeszcze o kilku innych wyróżnieniach 100-lecia. Niestety, futsal, zajmujący jedynie ciut ponad jedną kwartę owej setki, nie miał najmniejszych szans znalezienia się w gronie jubilatów, więc o nim było raczej cicho. No może gdzieś w opisach, czy rozmowach przemknął się szeptem. I wcale nie jestem tym zdziwiony.

Już jakoś przyzwyczaiłem się do pomieszczania futsalu w strukturze związkowej na szarym końcu. Życzę futsalowi, by w kolejnym stuleciu osiągnął jednak sukcesy nobilitujące do poważnych, jubileuszowych wyróżnień. Miesiąc po związkowej, gali tygodnik „Piłka Nożna” rozdawał swoje nagrody najlepszym w polskim piłkarstwie w roku 2019. Też nie dopatrzyłem się miejsca dla futsalu. To dobitnie pokazuje miejsce polskiego futsalu w codziennym medialnym oraz okazyjno-świątecznym wydaniu. Najzwyczajniej jest na marginesie piłki.

Oczywiście, jako człowiek piłki nożnej, a także wielki fan futsalu, ubolewam nad tym. Jednak w tej chwili nie widzę jednego, jasnego rozwiązania, potrafiącego wymóc zmianę spojrzenia na futsal w pozostałych środowiskach. A nawet tych mocno powiązanych z piłka nożną. I wcale nie przesadzam. Pewnie narażając się wielu, dodam jeszcze, iż futsal posiada w szeroko pojmowanym środowisku piłkarskim sporo przeciwników, co już wydaje się być nieco dziwnym zjawiskiem. Być może wiąże się to z nie wypracowaniem przez lata w polskiej piłce trawiastej tak zwanej kultury futsalowej, bardzo przydatnej do szkolenia.

Liczę w tym przypadku na kolejne pokolenia szkoleniowców. Różnych młodych trenerów, którzy odbywali staże, choćby na Półwyspie Iberyjskim. Liczę, że oni wprowadzą nawyk szkolenia w hali do polskich klubów. Takim zwiastunem, swego rodzaju pierwiosnkiem, może być akademia warszawskiej Legii, która swoimi młodymi drużynami przystąpiła w tym sezonie do rywalizacji w młodzieżowych mistrzostwach Polski. Oby za rok było więcej ligowych, trawiastych teamów.

Niejednokrotnie rozmawiając z młodymi ludźmi, łapię się, że znają oni futsal najwyżej od lat dziesięciu, przeważnie czterech-sześciu. Starsze lata są dla nich czarną magią. I piszę tutaj tylko o początkach XXI wieku. Mało który z moich rozmówców wiedział coś o polskim futsalu lat dziewięćdziesiątych XX wieku. Akurat to mnie nie dziwi, gdyż postrzeganie nie tylko naszej dyscypliny, ale całego futbolu, zmieniło się na przestrzeni lat niesamowicie. Inne są piłki, buty piłkarskie, stadiony, hale, opieka medyczna, sponsoring, ciągle rozwija się myśl trenerska, etc. Wszystko teraz można obserwować za pośrednictwem różnego rodzaju mediów, w których prym wiodą wszechobecne społecznościowe. To one narzucają standardy. Na szczęście jeszcze wynik ustala się podczas rzeczywistego meczu. I jakoś w tym wszystkim brakuje mi refleksji. Refleksji o rzeczywistości, bo wirtualny świat jest jednak cukierkowy.

Z drugiej strony nie zauważyłem, by ktoś w futsalu chciał zająć się rzetelnym opisem jego historii, albo zorganizowaniem okazjonalnej imprezy, pokazującej osiągnięcia, nagradzającej nadaktywnych. Tak myśląc o tym i czytając o radości, jaki wynik 11:0 z Maltą sprawił w środowisku futsalowym Polski, postanowiłem wklepać do felietonowej rubryki kilka nazwisk, faktów z minionych lat. Może dam impuls do działania kierującym polskim futsalem. A zresztą tytuł rubryki felietonowej „Z notatnika Dziejopisa” poniekąd nakazuje przypominać oraz inspirować.   

Kiedy myślę o trenerach futsalowych, na pewno nie zapominam o tych, którzy zafundowali nam awanse na światowe oraz wielkie europejskie imprezy. Dlatego wymienię duet selekcjonerów Krzysztof Sobieski - Andrzej Góral (finały MŚ w Hongkongu w 1992), Romana Sowińskiego (finały EURO 2001), duet Andrzej Bianga I trener – Błażej Korczyński II trener (awans na EURO 2018), Andrzeja Szłapę Rekord Bielsko Biała i awans do Elite Round rozgrywek Ligi Mistrzów oraz niezwykle wszechstronnego Klaudiusza Hirscha, który do klubowych, europejskich wyzwań osiąganych z Akademią FC Poznań/Pniewy dorzucił dwa wicemistrzostwa świata szóstek piłkarskich.

W gronie osób, które wywarły wpływ na model funkcjonowania futsalu w ciągu minionych już prawie 30 lat, widzę Michała Listkiewicza, Romana Sowińskiego, Zdzisława Wolnego, Kazimierza Grenia, Janusza Szymurę, Macieja Karczyńskiego. Nie zapominam o zawodnikach. I poczynając od dawnych historii, wymienię Mirosława Rypla, Łukasza Skorupskiego, Roberta Dąbrowskiego, Krzysztofa Kuchciaka, Błażeja Korczyńskiego, Andrzeja Szłapę, Daniela Krawczyka, Michała Kubika. Wreszcie wrzucę kilka nazwisk sędziowskich - uczestników ważnych zawodów. A będą to Zbigniew Kosmala, Jacek Ligenza, Bartosz Frankowski, Sebastian Stawicki, Tomasz Frąk. Podsumowując, przypomnę kilka teamów klubowych, które dały pozycję krajową oraz międzynarodową polskiemu futsalowi. Niewątpliwie znajdą się w tym gronie Cuprum Polkowice, Clearex Chorzów, PA Nova Gliwice, Baustal Kraków, Hurtap Łęczyca, Akademia FC Poznań, Rekord Bielsko Biała.

Zdaję sobie sprawę, że przedstawione wartości mogą być odczuciami subiektywnymi felietonisty. Nie jest łatwo wyważyć osiągnięcia. Akademicka pozostanie dyskusja, czy obecna kadra jest przykładowo lepsza od tej pana Sowińskiego. Ale takie porównania należy czynić. Czynić dla historii futsalu. Kiedy sam futsal zapomni o swojej historii – jak to zapomniano o nim w przedstawionych powyżej uroczystościach - to naprawdę może okazać się, iż jest niepotrzebny. A młodszym kolegom futsalistom, radującym się z owego 11:0 z Maltą, przypomnę, że reprezentacja pokonał kiedyś Anglię 16:0, co też nie zrobiło z naszej kadry potęgi. Jest więc jeszcze sporo do zrobienia.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...

Z notatnika dziejopisa

Tak jak przewidywałem. Nie oddaliśmy przeciwnikom punktów w trakcie maltańskiego turnieju podczas futsalowych preeliminacji do Mistrzostw Europy. Gratuluję. Obowiązek zadany przez felietonistę został więc wypełniony. Nawet w solidności wynikowej. Przy okazji, po wynikach turnieju, naszła mnie następująca refleksja - po co UEFA każe grać w takich preeliminacjach nam i jeszcze kilku zespołom będącym na podobnym poziomie sportowym? Przecież wiadomo, że różnice są znaczne. Nie za bardzo widzę sens grania z tak zwaną z trzecią ligą europejskiego futsalu, gdy plasujemy się na zapleczu futsalowej umownie zwanej ekstraligi, w dolnej części ligi pierwszej.

Nie oczekuję na te pytania odpowiedzi, gdyż – podejrzewam – sama federacja jeszcze ich nie zna, wprowadzając od Main Round po raz pierwszy w historii europejskiego futsalu system eliminacji na zasadzie mecz i rewanż, kosztem dotychczasowych turniejów. Liczę, iż jednak z czasem system będzie doskonalić. Nie ma potrzeby bowiem serwowania niektórym reprezentacjom aż roku przerwy w grach o punkty, jak to po maltańskim turnieju stało się udziałem Polski.

Z turnieju maltańskiego wyciągam jeszcze inny przekaz, który chciałbym poddać do przemyślenia polskiemu związkowi piłkarskiemu. Nie pamiętam już, kiedy mogłem mecze reprezentacji Polski w futsalu oglądać w przekazie publicznej telewizji. Pamięć przywodzi mi jedynie na klawiaturę mecze futsalowej ekstraklasy, transmitowane w TVP przez połówkę sezonu 2016/2017. Tymczasem maleńka Malta za pomocą działającej tam telewizji publicznej Public Broadcasting Services (PBS) i Kanału TVM zafundowała mi, oraz zapewne też wielu sympatykom futsalu w Polsce, możliwość oglądnięcia meczów preeliminacji. Chwała im za to. Podobnie jak maltańskiemu związkowi piłkarskiemu. Wynika z tego, że jak się chce, to można. Można. Oczywiście, że można. I tej możności oczekuję na przyszłość od PZPN.

Niedawno, rzekomo na facebooku przetoczyła się dyskusja - o czym poinformował mnie kolega recenzent Józef – o zasadności pisania w dniach chwały preeliminacyjnej polskiego futsalu o rzeczach mniej przyjemnych. Chodzi o nakładanie kar i liczenie kartek. Z opowieści kolegi wynika, że wiele osób uważa, iż można takie rzeczy pozostawić na czas inny, by nie psuć delektowania się sukcesem. Polska noblistka (nawet dwukrotna) Maria Curie-Skłodowska mawiała – „Są uczeni-sadyści, którzy chętniej wyszukują błędy, niż stwierdzają prawdę”. Nie sądzę, by obie strony sporu przedstawionego mi przez kolegę Józefa kierowały się celowym wyszukiwaniem błędów lub ordynarną w swojej wymowie próbą zatajenia prawdy. Piszący ma zasadniczy obowiązek trzymania się rzetelności w przekazie. Nic bowiem tak nie oczyszcza atmosfery, jak jawność działań. I to powinno być nadrzędnym celem ludzi wszelkiej maści, obcujących z szeroko pojętym słowem futsal. Jak to pisał pewien biskup początków  romantyzmu – „Poczciwość prawdy się nie lęka”.

Finowie, po wyeliminowaniu w zielonogórskim turnieju naszej reprezentacji z gry o udział w finale Mistrzostw Świata, kolejny raz pokazali, że nie wypadli sroce spod przysłowiowego ogona i zremisowali w kolejnym turnieju tych eliminacji z mistrzem Europy Portugalią oraz Włochami. Pewnie nie tylko ja jestem pod wrażeniem postępu, a szczególnie wyników na międzynarodowej arenie, jakie zrobili Suomi w minionej dekadzie. Może należy zainteresować się ich drogą do sukcesów. Czasami powiew świeżego powietrza dobrze robi. Warto może przewietrzyć nasze futsalowe podwórko, by nie miotać się niczym „wańka-wstańka” – raz w górę, raz w dół. Nie jest żadnym wstydem, czy urażaniem ambicji, sięganie po podpowiedzi lepszych. Jak to mawiał jeden z bohaterów kultowej komedii „Sami Swoi” – „mądrego, to i przyjemnie posłuchać”. A i okazja zdarzy się niedługo, podczas kursu UEFA Futsal B w Bielsku Białej, gdzie jednym z wykładowców będzie Mico Martić.

Styczeń oraz luty każdego roku, to czas Akademickich Mistrzostw Polski w futsalu. Futsal studencki, zarówno żeński jak i męski, jest mocno rozbudowany w naszym kraju. Poniekąd stanowi naturalne zaplecze dla wielu klubów ligowych. Pozytywnym czynnikiem jest, że od lat w porozumieniu ze związkiem piłkarskim na czas finałów akademickich mistrzostw, robione są przerwy w rozgrywkach ligowych. Akademickie mistrzostwa sędziują arbitrzy futsalowi, delegowani przez PZPN. Reprezentacje akademickie na mistrzostwach świata prowadzą z zasady aktualni selekcjonerzy futsalowych reprezentacji narodowych.

Obecny rok jest szczególnie istotny w tej współpracy, gdyż w lipcu w Poznaniu odbędą się Akademickie Mistrzostwa Świata. Bodajże czternaście lat temu taka impreza już raz gościła w Poznaniu i dowodzona przez Tomasza Aftańskiego akademicka reprezentacja męska wywalczyła wówczas czwarte miejsce. Najwyższe – jak dotąd - w historii swoich występów. Nie powiódł się wówczas projekt pozostawienia owej reprezentacji jako nominalnej związkowej „Kadry B”. Może nadszedł czas, by pomysł ten zrealizować, przy okazji kolejnego poznańskiego czempionatu? Niech to nie będzie tylko okresowa kadra na akademickie mistrzostwa, ale pozostanie jako zaplecze najważniejszej reprezentacji przez cały cykl międzymistrzowski. Na pewno przyda się, a projekt jest wart odkurzenia po latach. Tym bardziej, że nie ma obecnie kadr po roczniku U-19.

Andrzej Hendrzak

Czytaj dalej...
Subskrybuj to źródło RSS